Kategoria: Inne tematy

293. Kultowe auta PRL – Polski Fiat 125p rally (wydanie specjalne)

Wszystkim czytelnikom tego bloga życzę

Fiat 125p rally 23b

Wesołych i zdrowych Świąt Wielkiej Nocy.

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy byłem, a właściwie wciąż jestem ciągle bardzo zajęty. Powody tej „zajętości” opisywałem tu nieraz, zwłaszcza w ostatnich corocznych podsumowaniach roku.

Właściwie od stycznia 2015 roku, kiedy to moja mama zachorowała i zaczęła wymagać mojej opieki wciąż jestem zajęty. Ponad dwa lata mój czas wolny dzieliłem między moim domem, a domem mojej mamy, a po jej śmierci miałem mnóstwo zajęć związanych z porządkowaniem spraw rodzinnych i załatwianiem różnych życiowych spraw związanych z jej odejściem. A że są to sprawy ważne (można rzec o znaczeniu strategicznym). Nie bardzo mam więc głowę i czas dla modelików, a zwłaszcza na pisanie bloga.

Na to wszystko nałożyło się dorastanie mojego dziecka, które też wiąże się z koniecznością załatwiania różnych spraw i rozwiązywania różnego rodzaju problemów.

Jesienią ubiegłego roku, po uporaniu się z częścią spraw ważnych życiowo, zaczęły się sprawy związane z moją córką. Gdzieś na przełomie września i października, córka oświadczyła, że zamierza się wynieść i zamieszkać z koleżanką w centrum miasta. Nie chciałem się na to zgodzić, bo plany mieliśmy zgoła inne, ale cóż. Na przełomie listopada i grudnia zachorowała moja teściowa. Trochę korzystając z zamieszania i tego, że żona bardzo przeżywała chorobę swojej mamy, córka dopięła swego i wyprowadziła się do koleżanki. Trzeba jej było oczywiście pomóc się trochę urządzić, to i owo kupić i zawieść do jej nowego tymczasowego lokum.

Poza tym córka już od dłuższego czasu miała zamiar wyjechać na pół roku na studia za granicą w ramach programu Erasmus. Pierwotnie miała jechać na studia w ramach Erasmusa na jesieni,  a przez ten czas nauczyć się języka.  Jej wybór padł na Uniwersytet Sztuk w Berlinie. Jednak na przełomie grudnia i stycznia córka trochę spanikowała i uznała, że na jesieni będzie sporo chętnych i może się na wyjazd nie załapać, więc złożyła papiery na semestr letni i jako jedyna chętna zakwalifikowała się.

Od początku lutego zaczęły się więc gorączkowe przygotowania do jej wyjazdu.  Co prawda zajęcia zaczęły się dopiero w tym tygodniu (a więc na początku kwietnia) ale trzeba było załatwić zakwaterowanie. Córka dostała przydział do akademika w centrum Berlina, ale trzeba było zapłacić  kaucję i wynająć akademik na pół roku (już od początku marca). A skoro i tak trzeba za akademik płacić, to ustaliliśmy, że córka w trakcie marcowego pobytu w Berlinie, tam pójdzie na kurs niemieckiego. (Co zresztą wydawało się bardziej efektywne i o dziwo mniej kosztowne niż w Warszawie)

Dla mnie zaczął się dość gorący okres, bo córka nie zna języka na tyle dobrze, aby załatwiać różne związane z wyjazdem formalności , więc to ja dzwoniłem na uczelnię w Berlinie, do firmy zajmującej się wynajmem pokoi dla studentów i do samego akademika. Z braku konta walutowego, 500 Euro kaucji przelała na wskazane w dokumentach wyjazdowych konto moja siostra z Francji (trzeba jej będzie tę kwotę jeszcze zwrócić), Później zaczęły się dość gorączkowe poszukiwania niezbyt drogiej szkoły językowej, miesięcznego kursu w dogodnym terminie i na właściwym poziomie (B1.2). I ten temat też pilotowałem ja (dzwoniłem, pisałem maile itd.)

W końcu 4 marca wstaliśmy o 5 nad ranem i odwieźliśmy córkę na dworzec. Wraz jej wyjazdem nie zakończyły się automatycznie wszystkie przygotowania. Po „wylądowaniu” córki w Berlinie, „zdalnie” załatwiałem kurs niemieckiego. Było z tym trochę przygód i gorączkowych telefonów, bo w szkoła publiczna (oddalona od akademika 15 minut piechotą) córce nie bardzo przypadła do gustu. W szkole prywatnej przy Aleksanderplatz ktoś w ostatnim momencie zarezerwował ostatnie wolne miejsce i w końcu córka poszła na kurs do szkoły, którą znalazłem w Internecie jako pierwszą.

Trzy dni po wyjeździe córki pojechała do niej na kilka dni koleżanka. Trzeba więc było przygotować „paczkę” z ubraniami i innymi drobiazgami, których Agnieszka nie dała rady zabrać. A klika tygodni później ta sama koleżanka znów pojechała w odwiedziny do Berlina i znów musieliśmy wstać o 5 nad ranem i jechać na dworzec, bo koleżanka zabierała w podróż ukochany rower mojej córki:

Peugeot Saint Tropez 2

Damską wyścigówkę Peugeot Saint Tropez (model 1987) kupioną latem ubiegłego roku na OLX.

Peugeot Saint Tropez

Rower oczywiście trzeba było przygotować, przejrzeć i przesmarować  linki, kupić nową pompkę i nowy zamek (a właściwie łańcuch zabezpieczający przed kradzieżą). Na wymianę przedniej szytki niestety zabrakło już czasu, więc napuściłem do niej profilaktycznie 25 ml mleczka uszczelniającego, bo stare chyba wyschło, ale skoro zalana mleczkiem szytka  przez ostatnie pół roku trzymała ciśnienie, więc i tym razem chyba „da radę”.   

Tydzień po wyjeździe córki wreszcie złapałem „chwilę oddechu” i wybrałem się na giełdę, która odbyła się w siedzibie Automobilklubu Polski na warszawskim Bemowie 10 marca. Na samym początku zakupiłem 4 gablotki do modeli (po 5 zł sztuka, których do tej pory nie zagospodarowałem). Później zacząłem jak zwykle oglądać wystawiony towar. Giełda była duża, jednak tym razem nic nie przykuło mojej szczególnej uwagi. Dopiero pod koniec, kiedy wystawiający zaczęli się pakować, na stoisku pewnego Czecha, który ostatnio przyjeżdża na giełdę dość regularnie, a od którego kupiłem gablotki, wygrzebałem jeden modelik i kupiłem go.

Fiat 125p rally 9

Polski Fiat 125p rally z serii Kultowe Auta PRL kiedy się ukazał, nie wzbudził mojego entuzjazmu i do gustu mi nie przypadł . ( Było to dobrych kilka lat temu – nie pamiętam nawet kiedy)  Modelik wyszedł jako wydanie specjalne, był więc droższy niż „standardowe” modele z serii. Kosztował już chyba 36 zł, a że miał kilka merytorycznych wad odpuściłem go sobie.

Jakiś rok temu właśnie na giełdzie zobaczyłem modelik , zrewaloryzowany nieco przez jednego z kolekcjonerów i ten spodobał mi się. Zacząłem więc rozważać jego „okazyjny zakup” i wykonanie poprawek jakie wtedy zauważyłem. Na Allegro jednak modelik wraz z przesyłką wychodził ok 40 zł, myślałem więc dalej. Rozważałem nawet wysłanie mojej córki do oddalonej od jej akademika o ok 3 km Classic Remise Berlin, gdzie jest stoisko sklepu ck-modelcars.de , (w którym  modelik kosztuje 6,95 Euro, a z którego prawdopodobnie pochodzi spora część wystawianego na Allegro asortymentu)   Zamiar ten jednak porzuciłem, bo na ostatniej giełdzie Czech sprzedał rajdowego fiata za 20 zł.

Fiat 125p rally 10

Na zdjęciach (ze wspomnianego powyżej sklepu) prezentuje się bardzo fajnie, ale jak już napisałem modelik posiada kilka dość jednak istotnych wad i jak w lustrze odbija się w nim bardzo słaba konsultacja merytoryczna modeli, które w serii się ukazały.

Pierwszą, której niestety poprawić się w prosty sposób nie da jest biegnący wzdłuż nadwozia niebieski pas (charakterystyczny dla rajdowych samochodów Polski Fiat 125p, które w latach 1971-1973 startowały w Rajdzie Monte Carlo). Pas powinien być poziomy, a niestety w modeliku z tyłu opada w dół. Wg mnie jest to spowodowane technologią malowania pasa. Musiał się oz zmieścić z odpowiednim odstępem z przodu nad wargą przedniego błotnika, a dalej pod wystającymi z nadwozia klamkami. (Nie wiedzieć jednak czemu, w modelikach Daffi, dostępnych powszechnie na stacjach benzynowych, a będących de facto „podróbkami” Kultowych Aut PRL  pas udało się namalować poziomo).

Kolejna wadą jest to, że modeli przedstawia fiata 125p z lat 1968-1972, a skoro tak, to najlepiej byłoby gdyby miał numer startowy #52. To właśnie Polski Fiat 125p z numerem  #52 i załogą Robert Mucha, Lech Jaworowicz  odniósł największy sukces w historii startów polskich fiatów w tymże rajdzie Monte Carlo 1972 zajmując w klasyfikacji generalnej  24 miejsce. Polski Fiat 125p z numerem 41 (takim jak modelik) i załogą  Robert Mucha, Ryszard Żyszkowski rok później (w 1973 roku) też odnieśli sukces zajmując w klasyfikacji generalnej  35 miejsce. Jednak samochód z 1973 roku był to model „przejściowy” MR ’73 z czarną plastikową atrapą i kasetowymi klamkami (co akurat w modeliku się nie zgadza)

Ponadto w  modeliku zastosowano zderzak przedni wraz z imitacjami halogenów rodem z innego (wcześniejszego) „kultowego wydania specjalnego” – milicyjnego modelika fiata 125p (opisywanego zresztą na tym blogu)  W tamtym modeliku okrągłe dodane na zderzaku elementy „robiły” za imitację klaksonów, w tym za halogeny. Rozumiem „cięcie kosztów ” , unifikacja elementów , ale może bez przesady. Ponadto chyba również nie najlepiej wyglądające koła też pochodzą ze wspomnianego modelika (z tą różnicą, że ich środek nie został pomalowany na czarno, a cała felga jest srebrna)

Tyle o wadach. Jednak chyba w ujęciu ogólnym przeważają zalety. Główną jest to, że modeli rajdowej wersji się w serii ukazał, jest fajnie pomalowany  i jest dzięki temu dobrą bazą do drobnych przeróbek, które po jego zakupie pojąłem.

Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem, było rozebranie modelika. Jest z tym trochę kłopotu, bo w modeliku fiata tylna śrubka mocująca podwozie do nadwozia jest ukryta pod imitacją zbiornika paliwa.

Fiat 125p rally 11

Temat niby dobrze mi znany, bo przecież każdy z opisanych na tym blogu 5 modeli fiata 125p był rozbierany, jednak tym razem nastręczył trochę kłopotów. Aby dostać się do śrubki trzeba imitację zbiornika wyciągnąć z podwozia. Jest ona mocowana na dwóch cieniutkich bolcach i zawsze był z tym problem. Tym razem nie udało się jak w poprzednich modelikach zachować przynajmniej jeden bolec nieuszkodzony. Urwały się oba. Tylko jeden udało się później wyjąć z podwozia i przykleić do imitacji zbiornika. Drugi przy próbie wypchnięcia zniszczył się.

Fiat 125p rally 12

Tak więc teraz imitacja zbiornika trzyma się tylko na jednym bolcu (co jest trochę ryzykowne, zwłaszcza że ów bolec jest przyklejany)

Po rozkręceniu modelika przyszedł czas na poprawki tylnego pasa.

Kiedy na giełdzie wybierałem jeden z pośród kilku leżących w pudle modelików, giełda się kończyła i nie bardzo miałem czas na dokładne oględziny (zwłaszcza ze modelik był zapakowany w blister, przez który nie zawsze da się zauważyć wszystkie drobne czasem wady). Są to przeważnie wady montażowe, które tak naprawdę ujawniają się dopiero po otwarciu blistra i wyciągnięciu z niego modelika na światło dzienne.

I tak w modeliku, który kupiłem pas tyłu (tak jak w pierwszym opisywanym tu 10 lat temu modeliku fiata 125pzostał wykonany jako osobny element. Wiąże się to z tym, że między nim a pozostała częścią nadwozia widoczne są małe co prawda, ale widoczne jednak szpary. O ile szpara między klapą a pasem tyłu specjalnie nie razi, o tyle szpary na krawędziach błotników są niezbyt estetycznym „dodatkiem” bo są w miejscach w których w prawdziwym samochodzie jest gładka powierzchnia.  

W moim „starym”, pierwszym wspomnianym tutaj kremowym modeliku, po kilku latach udało się tę wadę wyeliminować:

97. Warsztat 2

Szpary miedzy pasem , a błotnikiem zakleiłem w nim klejem distal, który ma niemal ten sam kolor co nadwozie autka.

W modeliku rajdowego fiata w to miejsce trzeba będzie chyba napuścić trochę żółtej farby i zalać nią szczelinę. (Robiłem kiedyś taką operację w modeliku ferrari, ale jest ona pracochłonna i nie zawsze daje w 100% pożądany efekt). Tym razem poprzestałem więc na wymontowaniu i dokładnym dopasowaniu pasa tyłu do reszty nadwozia. Ponadto w modeliku rajdowym lampy tylne zostały niestety gorzej wykonane niż w pokazanym powyżej , prawdopodobnie dlatego, że modelik ukazał się już klika lat później niż „cywilny” i formy w których zostały odlane zwyczajnie trochę się zużyły. Efektem ubocznym tego zużycia było też to, że lampy nie zostały właściwie zamontowane. Prawą zostawiłem jak była, ale lewą musiałem „wyrwać” z pasa tyłu, oczyścić z resztek kleju wnękę w pasie w którą wchodzi i przykleić w końcu jeszcze raz. Porównując zdjęcie tyłu „starego”, pierwszego modelika (powyżej) i „rajdówki” (na końcu wpisu) widać, że moja teoria o zużyciu form jest raczej uzasadniona.

Kiedy zakończyłem poprawki tyłu, modelik odstawiłam na tydzień do witryny, a w międzyczasie zacząłem szukać zdjęć oryginału i trafiłem na zdjęcia modelików różnych wersji rajdowych fiatów 125p  wykonany w pracowni znanego mi z giełd kolegi Trackera. Zauważyłem , że jeden z modeli ma wymienione koła na takie jakie miały oryginalne fiaty startujące w rajdach Monte Carlo. Postanowiłem więc zrobić dokładnie to samo.  Z witryny wyciągnąłem kupionego na przeróbkę kilka lat temu na giełdzie „zapasowego” poloneza trucka. Posłużył mi za „dawcę” kół.   

Od tego momentu modelik wreszcie zaczął mi się podobać. Idąc za ciosem, wymontowałem też przedni zderzak, oderwałem z niego nieszczęsne „przeszczepione” z milicyjnego fiata imitacje halogenów i schowałem je do pudełeczka z drobnymi „częściami zamiennymi” wymontowanymi z innych przerabianych modeli.

Modelik znów trafił na dwa tygodnie do witryny i dopiero w ubiegły piątek zabrałem się z dorabianie nowych imitacji halogenów.  W międzyczasie poszukałem w Internecie kliku zdjęć rajdowych oryginałów. Postanowiłem „uprościć” sobie nieco życie i dorobić imitację halogenów w białych osłonach jakie stosowane są w lampach rajdowych aut (w trakcie jazd „za dnia” kiedy nie ma potrzeby włączania dodatkowych świateł.

Mniej więcej widziałem co chcę zrobić, potrzebowałem jednak odpowiedniego materiału.

Dawno, dawno temu, jeszcze w latach 80-tych kiedy pracowałem w RFN, nawet tam nie było takiego „zalewu” i dostępności modeli jak dziś. Z uwagi na to, że modele metalowe były dość drogie i nie zawsze najlepiej wykonane, kupowałem plastikowe zestawy do sklejania firmy Heller. Modele takie były jak na tamte czasy bardzo dobrze odwzorowane, a przy tym często ponad dwukrotnie tańsze od modeli metalowych. Poza tym często były to jedyne modele określonych samochodów, jakie były w ogóle dostępne.

Po ich sklejeniu i pomalowaniu nie wyrzucałem jednak ani pudełek, ani ramek ( da facto wyprasek kanałów wlewowych doprowadzających plastik w trakcie wtryskiwania go do formy do właściwych elementów modeli). Owe ramki traktowałem jako materiał do dorabiania różnych elementów modeli (w trakcie czy to napraw czy też przeróbek)

Fiat 125p rally 5

Kiedy pojąłem decyzję o przeróbce, zacząłem zastanawiać się jakiego materiału użyć. Wiedziałem, że powinien być to biały plastik, ale nie nie miałem pomysłu jaki.  Opisywany tutaj nieraz, a stosowany zazwyczaj prze ze mnie do dorabiania drobnych elementów plastik z pokrywek po lodach z „Zielonej Budki”, nie bardzo się do użycia nadawał, bo potrzebowałem elementów o  średnicy ok. 4,5 mm i grubości 2,5 mm. Plastik z pokrywek ma zaś grubość max. 1 mm, trzeba by więc było „halogeny” kleić z dwóch warstw. Wyciągnąłem wiec z mojej modelarskiej szuflady pudełko w którym znalazłem białą ramkę po sklejonym dawno temu modeliku firmy Heller. Na ramce były z dwóch stron „czopy” o średnicy ok  4,5 mm i wysokości 8 mm. (oznaczone na zdjęciu powyżej strzałką) . Są to de facto „magazyny” materiału wykorzystywane w trakcie wtrysku plastiku do ramki. To z nich odciąłem nożykiem piłką dwa okrągłe pierścienie z których później wykonałem halogeny. Niestety w trakcie piłowania okazało się że w „czopie” jest w środku dziura. Jest to normalne, bo w trakcie wtryskiwania plastiku do ramek, które de facto są niczym innym jak kanałami wlewowymi w formie wtryskowej służącej do wykonania odlewu elementów modelika do sklejania, w ramkach spotyka się zatopione w plastiku pęcherzyki powietrza. Jest to wada tego materiału, ale cóż tak jest.

Po wcięciu „pierścieni”, dziury w środku (po pęcherzykach powietrza) rozwierciłem wiertłem 1,5 mm. „Pierścienie” nabiłem na wykałaczkę i pilnikiem wypiłowałem kulisty kształt tylnej ścianki halogenów.

Fiat 125p rally 6

Z innej części ramki odciąłem kawałek pręcika o długości kilkunastu milimetrów, wsadziłem do pokazanego tu starego ołówka automatycznego i w tak obsadzonym pręciku na jego końcówce wypiłowałem kawałek pręcika o średnicy ok 1,5 mm który posłużył do zaślepienia otworów w pierścieniach imitujących halogeny. Następnie wkleiłem opiłowane końcówki pręcika we wcześniej wykonane pierścienie.

Halogen był prawie gotowy, ale trzeba go było jakoś zamocować do zderzaka.

Nie od razu miałem na to pomysł. W końcu postanowiłem obsadzić halogeny w zderzaku metodą „na sztyft” jaką wielokrotnie stosowałem przy obsadzaniu w karoseriach modelików dorabiane lusterka.

Fiat 125p rally 13

W narożach zewnętrznych wnęk w zderzaku (służących do mocowania wymontowanych wcześniej poprzednich , fabrycznych imitacji halogenów) nawierciłem wiertlem 0.8 mm otworki. tym samym wiertłem wywierciłem też otworki w imitacjach nowych, dorobionych halogenów. W otworki w halogenach wkleiłem klejem cyjanoakrylowym typu żel pręciki z drucika aluminiowego. Następnie dociąłem wystające z halogenów druciki na odpowiednią długość, po czym wkleiłem tak przygotowane halogeny w otworki w zderzaku.

Fiat 125p rally 7

Każdorazowo w trakcie wklejania, do trzymania halogenów wykorzystywałem wystające  z nich białe pręty z przodu używając do całej operacji ołówka automatycznego.

Fiat 125p rally 8

Dopiero po wklejeniu i ustawieniu halogenów odcinałem wystające z nich pręciki służące do ich trzymania w trakcie całej operacji.

Wybór plastiku-odpadu po starych modelikach Heller okazał się jak najbardziej słuszny. W trakcie odcinania prętów do trzymania okazało się, że nie da się tego zrobić żyletką chociaż do przecięcia było tylko 1,5 mm, a znów musiałem użyć nożyka piłki. Plastik modelarski (bo z takim mamy w tym wypadku do czynienia) jest twardy, ale zwykły klej modelarski do polistyreny świetnie go rozpuszcza tworząc bardzo trwałe połączenia. Dzięki temu, że plastik jest twardy, świetnie się go obrabia (np. pilnikiem) .

Dlatego po sklejeniu modeli Heller (kilkadziesiąt lat temu) nie wyrzuciłem ramek po nich do śmieci.

Modelik po przeróbce i poprawkach wygląda teraz tak:

Fiat 125p rally 1

Fiat 125p rally 2

Pierwotnie miałem zamiar dorobić jeszcze dwa takie same halogeny i zamocować je w miejscach brakujących w przednim zderzaku kłów. Niestety na razie nie mam na to czasu i na razie modelik zostanie taki jaki jest. 

Miałem też zamiar wykorzystać jeszcze jedną pozostałość po modelikach Heller. Kiedy ze starych pudełek wyciągałem plastikowe ramki, byłem przekonany, że w pudełkach oprócz ramek i instrukcji montażu znajdę też stare arkusze z kalkomaniami. Kilka modelików zostało wykonanych jako „cywilne” , a przecież zestawy do ich montażu były przeznaczone do wykonania wersji rajdowych.

Fiat 125p rally 3

Fiat 125p rally 4

Niestety w pudełkach kalkomanii nie znalazłem. Prawdopodobnie schowałem je gdzieś indziej. Cóż na razie nie będę ich szukał choć bardzo by się przydały. Były to kalkomanie między innymi z numerami bocznymi „52” i czerwoną tablicą z rajdu Monte Carlo z tym samym numerem. Cóż, niestety po kilkudziesięciu latach trudno jest przypomnieć sobie gdzie kalkomanie się schowało.

W ubiegła niedzielę była piękna pogoda, więc wybraliśmy się z żoną na wycieczkę rowerową na Saską  Kępę. W jej trakcie odwiedziliśmy chrześnicę żony, która tam teraz mieszka.

Żona pojechała kremowym rowerem miejskim Sprick, który 4 lata temu kupiliśmy córce na urodziny (wtedy taki chciała mieć). Rower ten (pokazałem go we wpisie 264.) jest duży i ciężki, ale jest wygodny i świetnie się nim jeździ bo ma amortyzatory w przednim widelcu i 7-biegową przerzutkę Shimano w piaście tylnej.

Ja pojechałem kolejnym „zabytkiem” z naszej rowerowej stajni:

Romet TrekkingPolski rower Romet Trekking, kupiony w 1995 roku dla mojej żony wciąż nam służy. Teraz jest to właściwie mój rower. Choć wygląda bardzo dobrze, zachował się w oryginale, jest z nim już trochę problemów, bo ma za sobą już kilka dobrych jeśli nie kilkanaście tysięcy kilometrów, Poza tym czas robi swoje.

 

W trakcie powrotu z Saskiej Kempy wstąpiliśmy na chwilę się do czynnego również w „niehandlowe niedziele” marketu Biedronka, przy dworcu Warszawa Wschodnia, kupić „coś na obiad”. Nieopodal wyjścia wśród zaparkowanych tam aut dostrzegłem dano nie widziany „zabytek”:

Fiat 125p 1974 1

Kiedy zrobiłem pierwsze zdjęcie, do auta podeszła dwójka młodych ludzi aby wsiąść do auta i odjechać.

Fiat 125p 1974 2

Chwilkę z nimi pogadałem  i dzięki tej pogawędce udało mi się zrobić jeszcze jedno ciekawe zdjęcie:

Fiat 125p 1974 3

pozdrawiam

 

P.S.

16 kwietnia 2018

Zabawy ciąg dalszy 

Jako odpad z dorabiania a właściwie wycinania pokazanych tu halogenów został mi maleńki „pierścień” o średnicy 4,5 mm i grubości 2 mm. W piątek przed weekendem usiadłem i pomyślałem: A może się jeszcze przyda. Postanowiłem dorobić jeszcze 2 dodatkowe halogeny i wykorzystać do tego ów „odpad.

Fiat 125p rally 14 Opiłowałem go z jednej strony po czym wyciągnąłem z mojej modelarskiej szuflady pudełko, z którego wyjąłem używaną do wykonania poprzednich halogenów ramkę i nożykiem piłką odciąłem z drugiego „czopa” mały okrągły kawałek.

Fiat 125p rally 15

W starym ołówku automatycznym pozostał też kawałek białego pręcika z dorabiania zamontowanych już do modelika lamp.

Fiat 125p rally 16

Dalej postępowałem w opisany powyżej sposób .

fiat-125p-rally-17.jpg

Kiedy w czaszach imitacji halogenów wykonałem maleńkie otworki do obsadzenia halogenów na drucikach, nożykiem piłą odciąłem imitację halogenów od pręcika obsadzonego w ołówku.

Fiat 125p rally 17a

W zderzak, od spodu nawierciłem dwa otworki o średnicy 0,8 mm i wsadziłem w nie przygotowane wcześniej druciki.

Fiat 125p rally 18

Druciki zagiąłem na zderzaku, po czym dociąłem na odpowiednią długość. Na te druciki nasadziłem dorobione wcześniej halogeny. Byłem zadowolony, ale rewelacji nie było. Ot po prostu dwa dodatkowe halogeny.

Wczoraj już po obejrzeniu transmisji z pożaru katedry Notre Dam, a właściwie w trakcie transmisji w Internecie,  kiedy było jasne, że konstrukcja jednak nie runęła i sytuacja wyglądała na opanowaną, wydrukowałem naklejki.

Fiat 125p rally 21

Przygotowałem je na podstawie zdjęć oryginalnego samochodu.

Fiat 125p rally 22

Naklejki wydrukowałem na arkuszu A4 z naklejkami „adresowymi” (stosowanymi w biurach do przygotowywania tradycyjnej, listowej korespondencji.

Teraz modelik wygląda tak :

 

Fiat 125p rally 20b

Teraz modelik przypomina auto załogi Robert Mucha, Lech Jaworowicz, które odniosło największy sukces w historii startów polskich fiatów w rajdzie Monte Carlo 1972, zajmując w klasyfikacji generalnej  24 miejsce.

Mała rzecz, a cieszy. Teraz niemal codziennie wyciągam modelik z gablotki, ustawiam na ławie lub obok komputera i oglądam go sobie. Muszę przyznać, że dawno żaden modelik nie sprawił mi takiej frajdy, jak ten kupiony okazyjnie, za całe 20 złotych.

Reklamy

291. Wspomnienie lata i giełdowe zakupy

Oj, długa była ostatnia przerwa na blogu. Oj,  bardzo długa.

Dlaczego, tak się stało? Powodów było niewątpliwie kilka. Pierwszym i chyba najważniejszym było osłabienie, a właściwie zanik mojego zainteresowania  kolekcją. Na skutek nawału różnych prac i problemów związanych z porządkowaniem spraw po śmierci mamy nie miałem zupełnie głowy do modelików. W ubiegłym roku kupiłem ich właściwie tylko kilka. (opisałem to zresztą na początku roku). W pewnym sensie po trosze „zacząłem zjadać własny ogon” i wśród tych kilku modeli, które kupiłem znalazły się 2 modele aut, które w kolekcji miałem od wielu lat.

Drugim powodem przerwy we wpisach, było pewne rozgoryczenie i zniechęcenie związane z zamknięciem „starego bloga”, sposób w jaki się to odbyło, a także konieczność żmudnego przeglądania wszystkich starych wpisów i uzupełnianie brakujących zdjęć. Kiedy w końcu na początku maja udało się uzupełnić wszystkie brakujące zdjęcia w starych wpisach, szkoda mi było czasu na ślęczenie przy komputerze.

I tu pojawia się trzeci powód długiej przerwy – lato. W Warszawie piękna pogoda zaczęła się już w połowie kwietnia i z niewielkimi kilkudniowymi tylko przerwami trwała do końca drugiej dekady września. A jak lato , to wiadomo rower.

Na pierwszą wycieczkę wybraliśmy się z żoną 15 kwietnia. Pojechaliśmy na nowe pobliskie osiedle Zacisze-Wilno. Była piękna, słoneczna pogoda i nie wiedzieć czemu wstąpiliśmy na stację kolejową, gdzie ja zacząłem bawić się biletomatem. Kiedy okazało się, że bilety do Zielonki kosztują ok 8 złotych kupiliśmy je, windą wwieźliśmy rowery na drugi peron i po 10 minutach oczekiwania ruszyliśmy w podróż. W Zielonce pojechaliśmy przez park nad opisywane na tym blogu glinianki. Na drzewach nie było jeszcze liści i glinianki wyglądały jeszcze dość smutno. Znad glinianek w Zielonce wróciliśmy do domu rowerami, przez las, Ząbki oraz „właściwe” Zacisze.  Cała trasa miała ok 17 km,  jak dla mnie akurat i choć żona pod koniec już dość mocno narzekała  wycieczka ta bardzo zaważyła na moich późniejszych wypadach za miasto.

Na stacji kolejowej okazało się, po 60 roku życia osobom podróżującym Kolejami Mazowieckimi przysługuje 35% zniżki o czym nie wiedziałem, a teraz zacząłem z niej skwapliwie korzystać. Koleją do Zielonki wybraliśmy się zresztą tego lata jeszcze 2 razy, za każdym razem wracając nieco inną trasą.ZielonkaLato było w tym roku naprawę wspaniałe, więc nad glinianki jeździliśmy zresztą dość często samochodem. Jeszcze 1 września pływałem w nich, a po raz ostatni byliśmy na gliniankach 9 września.

Zresztą poza wypadami na rower i glinianki w Zielonce było przez minionych kilka miesięcy cały szereg innych wydarzeń, które absorbowały mnie bardziej niż pokazywana tu zazwyczaj kolekcja miniaturowych autek.

W kwietniu, a dokładnie w sobotę 14 kwietnia wybrałem się na targi Auto Nostalgia. Odbywały się one tym razem na Stadionie Narodowym, co niekoniecznie było dobrym pomysłem. Auta stały właściwie na jego koronie i bardzo trudno robiło się zdjęcia.

Zrobiłem ich kilkadziesiąt, ale na ich publikację i nowy wpis na blogu zapału mi zabrakło.

W długi majowy weekend miała być wycieczka. Byliśmy już nieco zmęczeni pracą i różnymi domowymi sprawami. Żona wzięła wolne 2 maja, ale na wycieczkę nie pamiętam czemu nie pojechaliśmy. Była obrażona, nie pamiętam od kiedy była na mnie tak zła za jakąś nieodbytą wycieczkę. Zrzędziła i narzekała. Ale co się nieco odwlecze, czasem nawet lepiej się uda. Nie pojechaliśmy 2 maja to pojechaliśmy 4.

Była to wycieczka połączona z wizytą na grobie mamy: Nieborów – Miedniewice – Żyrardów.

W czerwcu, nie byłem na giełdzie, bo wyjechałem na firmowy wyjazd integracyjny do hotelu Anders w Starych Jabłonkach na Mazurach.  Tydzień później 16 czerwca byłem na dwóch imprezach:

Pierwsza to targi Ekoflota, na których byłem rano. Były bardzo ciekawe. Udało mi się przejechać po kilka kilometrów jako kierowca dwoma autami elektrycznymi. Pierwsze to Nissan Leaf a drugie to Volkswagen Golf. Po południu pojechaliśmy całą rodziną na piknik rodzinny, który moja firma po kilku latach zorganizowała w Ryni (nad Zalewem Zegrzyńskim.

W lipcu wziąłem „obowiązkowy” dwutygodniowy urlop. Nie wyjechałem co prawda poza Mazowsze, a co w tym czasie robiłem, pokażę w osobnym wpisie.

Sierpień upłynął właściwie pod jednym stary znajomym hasłem : Zalew Tatar – Rawa Mazowiecka.

zalew-tatar-18b

Nad nasz ulubiony i pokazywany tu już na blogu zalew wybraliśmy się wybraliśmy się 3 razy: 13 i 19 sierpnia. Za każdym razem najpierw wypożyczaliśmy kajak i opływaliśmy nim cały zalew. Taka przyjemność trwa nieco ponad godzinę (zalew ma ok 1,3 km długości) i kosztuje w dzień powszedni 8 a w weekend 10 zł. Na ostatnią letnią wycieczkę wybraliśmy się z córką. Pierwsze 45 minut pływałem z żoną a drugie z córką. Córka chyba pierwszy raz płynęła kajakiem, ale bardzo jej się to podobało.

Tydzień później pogoda nie była już tak piękna, a Rawie kajaki zostały schowane na zimę, dlatego bez żalu w końcu udałem się na „modelikową” giełdę. Od ubiegłego roku giełda odbywa się w siedzibie Automobilklubu Polski na warszawskim Bemowie. Od czasu likwidacji giełdy w Starej Gazowni, jest to już 4 kolejna lokalizacja „nowej giełdy” i do tego najlepsza, nie tylko z uwagi na ściśle związaną z motoryzacją siedzibę, ale również na warunki w jakich się ona odbywa. Naprawdę duża, przestronna a przy tym widna sala, sprzyja ciekawym transakcjom.

Pomimo znikomego zainteresowania kolejnymi nabytkami i kolekcją w ogóle, wybrałem się na giełdę w marcu. Nie kupiłem na niej co prawda nic, ale za to sprzedałem zbędny modelik i to za 80 zł.

Tym razem kupiłem 3 nowe nabytki, po prawie roku przerwy. (Poprzedni model do kolekcji kupiłem w Media Markt na początku października 2017 roku)

Zakupy 2018 1b

Są to: Benz Patent Motorwagen z 1886 roku, Hillman Imp z 1963 roku i zwycięzca rajdu Mote Carlo w 1964 roku Mini Cooper S.

Jesiennymi wieczorami postaram się je tu opisać. A za to niejako „na pocieszenie” pokaże, jak wyglądała giełda dokładnie rok temu:

pozdrawiam

 

P.S.

21 października

Zaktualizowałem filmiki, teraz zawierają dużo więcej zdjęć

Zainwestowałem jeszcze trochę czasu w ten wpis. Filmiki, a właściwie prezentacje stworzyłem całkiem przypadkowo na iphonie podczas przeglądania zdjęć. Jednak okazało się, że przesyłanie ich na e-mail jest możliwe tylko w ograniczonym zakresie. (Jeśli zawieraja 7-8 zdjęć jest OK, jeśli więcej nie da się ich przesłać) . jakiś czas temu córka poleciła mi aplikację weTransfer. W sobotę zainstalowałem ją na iphonie, a w niedzielę zaktualizowałem pokazane tu wcześniej przezentacje i przesłałem na Youtube.

Zapraszam do ich oglądania

 

 

 

 

 

 

290. PRZEPRASZAM kolejna PRZERWA ! (przynajmniej na razie)

Witam

Niby wszystko się ze starego bloga przeniosło, ale kilka dni temu zauważyłem, że w  niektórych wpisach, zwłaszcza tych starszych brakuje zdjęć. Po dokładnym sprawdzeniu (wczoraj) okazało się, że praktycznie wszystkie zdjęcia ze starych wpisów zniknęły!

Bloga czeka zatem po raz kolejny sprawdzenie i uzupełnienie braków, a więc GENERALNY REMONT

roboty drogowe

Niestety zdjęcia muszę wgrywać ręcznie, do biblioteki mediów tego bloga. Całe szczęście, że przenosząc bloga na wordpress.com nie do końca zaufałem informatykom, którzy pisali instrukcję „jak to zrobić” i w programie Word zrobiłem sobie kopie wszystkich wpisów (wraz ze zdjęciami), w dokładnie takim układzie, jaki był widoczny na  starym blogu miniauto-43. Teraz kopiuję mozolnie zdjęcia z „kopii zapasowej” i wklejam stopniowo do kolejnych wpisów. A, że trochę czasu to zajmuje, przywrócenie pełnej funkcjonalności bloga trochę na pewno potrwa.

pozdrawiam

 

P.S.  6 maja 

Po przejrzeniu całego bloga w końcu udało się uzupełnić wszystkie brakujące zdjęcia we wszystkich wpisach ! 

Są już z powrotem widoczne!

Niestety odnośniki zamieszczone we wpisach są wciąż nieaktualne ! 

Na razie nie bardzo mam czas je poprawiać. Proszę więc je ignorować i na nie nie klikać!  Prawie wszystkie odwoływały się do wpisów nieistniejącego już „starego” miniauto-43. Dlatego, po kliknięciu na odnośniki w tekstach automatycznie ląduje się na platformie Onet.pl (na której stary blog był w 2006 roku zakładany).

 

 

289. Pożegnanie miniauto-43

We środę 28 lutego nastąpić miało to, co było zapowiadane już od dawna.  Byłem na to przygotowany i już w połowie stycznia z mojego starego bloga ściągnąłem i zapisałem wszystkie strony wraz ze zdjęciami. Pod koniec stycznia przeniosłem zawartość (wpisy i komentarze) tutaj.

W czwartek  1 marca, kiedy przyszedłem do pracy, włączyłem komputer. Jak zazwyczaj najpierw uruchomiłem Internet i wszedłem na bloga.  Ku mojemu zaskoczeniu, pomimo zapowiedzi, że platforma zostanie wyłączona z końcem lutego, blog wciąż działał.

miniauto 2

Udało mi się nawet zalogować i wpisać krótką uwagę do ostatniego wpisu. Około południa blog wciąż działał, ale szybko zorientowałem się, że licznik zatrzymał się dnia poprzedniego.

Zorientowałem się też, że blogów założonych na platformie Blog.pl – z końcówką adresu „blog.pl” już nie ma, zaś te, które jak mój założone przed 2012 rokiem – z końcówką adresu „blog.onet.pl” wciąż są widoczne. Na wszelki wypadek zrobiłem zrzut ekranu ze stanem licznika i zapisałem:

SONY DSC

Miałem cichą nadzieję, że może tak już zostanie. W sobotę 2 marca rano blog wciąż działał. Przed południem całą rodziną pojechaliśmy na miasto załatwić kilka ważnych spraw, później na zakupy i do domu wróciłem późnym popołudniem. Wieczorem, kiedy wybrałem z listwy na przeglądarce adres bloga, przerzuciło mnie od razu na portal Onet.pl . Blog miniauto-43 nieodwołalnie zniknął z Internetu.

pozdrawiam

288. Jak przenieść bloga z Blog.pl na WordPress.com

Przymusowa przeprowadzka i POWITANIE

Za miesiąc mój „stary”  blog miniauto-43 przestanie istnieć. Będę wspominał go z sentymentem, ale cóż takie jet życie. Dlatego

PRAGNĘ SERDECZNIE PODZIĘKOWAĆ TYM WSZYSTKIM, KTÓRZY PRZEZ PONAD 11 LAT  ODWIEDZALI MOJEGO BLOGA miniauto-43 I ZAPRASZAM !

 

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

 

WITAM W NOWYM MIEJSCU !  

Wszystkie wpisy wraz ze zdjęciami i waszymi komentarzami udało się szczęśliwie przenieść.  Strony bloga takie jak „Zanim skopiujesz zdjęcia – PRZECZYTAJ!” udało się przenieść też. Nie wszystko będzie jak było. Galerie trzeba będzie odbudować ręcznie, linki do stron i muzyki też. Ale na szczęście treści zostały „obronione”.

Na razie będą widoczne moje stare wpisy, bo będę stopniowo blog uzupełniał, ale mam nadzieję, że za jakiś czas nowy blog ożyje, choć moje hobby wydaje się umierać.    

Na stworzenie nowego bloga poświęciłem kilka wieczorów i nie wszystko poszło od razu gładko.

W ciągu ubiegłych tygodni mozolnie kopiowałem treści bloga i wraz ze zdjęciami wklejałem do zwykłego dokumentu Word. Dokument trzeba było podzielić na kilkanaście osobnych dokumentów, bo po przekroczeniu 500 Mb jego pojemności, kolejne treści przestały się zapisywać. Zrobiłem to sobie po trosze na pamiątkę, po trosze na wszelki wypadek, gdyby przeniesienie bloga się nie udało, bo o ile Onet na serwisie blog podał jak wyeksportować bloga i zapisać jego treść, o tyle nigdzie nie mogłem znaleźć opisu jak zaimportować te treści i wkleić na nowy blog na WordPress.com.

Zanim jednak bloga przeniosłem utworzyłem nowy adres a właściwie 2. Kiedy zacząłem tworzyć nowy blog musiałem zalogować się na platformę WordPress.com:

Instrukcja na Blog logowanie

Na obydwu podanych tu serwisach miałem już konta, a że robiłem to jeszcze w grudniu, chyba po pracy, nie pamiętałem loginu do WordPress, więc zalogowałem się przez Google. Tam wygenerowałem nowy adres:  
https://miniauto43.wordpress.com/
.Kiedy wszedłem na stronę, umieściłem jeden wstępny wpis i próbowałem rozeznać się w menu, które było dla mnie nie tylko nowe, ale i po angielsku. Po kilku próbach dałem sobie spokój, bo nie mogłem tego ogarnąć.

W styczniu po odblokowaniu konta do WordPress zalogowałem się na nie i próbowałem dobrać się do wcześniej stworzonej strony, ale ni jak to nie szło. Obydwa konta (WordPress i Google) mam od jakiegoś już czasu, ale są podpięte pod różne skrzynki pocztowe i po zalogowaniu przez WordPress byłem zmuszony utworzyć nową witrynę. Ponieważ podany powyżej adres był już zajęty (prze ze mnie zresztą) wygenerowałem kolejny (zasugerowany przez  WordPress:  
https://miniauto43dot.wordpress.com/
Jest on bardzo podobny do poprzedniego, ale dość niewygodny bo po frazie „miniauto43″ dochodzi jeszcze „kropka”-dot.

To właśnie na ten adres przeniosłem, a właściwie zaimportowałem treści tego bloga.  Ale nie wszystko jest takie proste jak podaje instrukcja na Blog.pl (http://www.blog.pl/pomoc/47) i jest z tym trochę zabawy.

Instrukcja na Blog 1b

Trzeba (chyba) utworzyć wtyczkę Polldaddy i wyeksportować wszystko na komputer. Nie bardzo wiedziałem, o co chodzi, wszedłem więc w menu i włączyłem takowa wtyczkę:

Instrukcja na Blog 1b

Jednak chyba to nie oto chodziło bo w polu menu „Eksport” zaczęły się pojawiać komunikaty, które na początki trochę zignorowałem, ale do których po chwili zacząłem się stosować.

Instrukcja na Blog 2

Byłem chyba zalogowany i w Google i na WordPress (już dokładnie nie pamiętam) . Komunikat w menu „Eksport” przekierował nie na stronę Poldaddy, która, zażądała (o ile dobrze pamiętam) jakiegoś klucza. Klucz wygenerowałem (chyba) na koncie WordPress (instrukcje też były po angielsku), i wkleiłem do pola na stronie Poldaddy. Wtedy (chyba) w w menu „Eksport” przestały pokazywać się komunikaty z linkami. A pojawiła się treść jaką widać na obrazku powyżej. Kliknąłem klawisz „pobierz”, ściągnąłem plik i zapisałem go na pulpicie, w specjalnie w tym celu stworzonym folderze „blog”:

Instrukcja na Blog 7 - treści

Otworzyłem plik, ale na ekranie pojawiły się „robaczki” .

Teraz zacząłem studiować menu bloga założonego na WordPress. Tu (tak samo jak na blogu założonym przez Google) miałem zrobione wpisy. zacząłem więc wybierać szablon. Na WordPress jest ok 300 szablonów, ale tylko 92 są darmowe:

Instrukcja na Blog 4

Następnie pogrzebałem w menu i w końcu znalazłem to:

Instrukcja na Blog 5

Po kliknięciu pojawiło się wreszcie pole gdzie mogłem wstawić zaimportowany wcześniej plik:

Instrukcja na Blog 6

Kliknąłem „rozpocznij import”. kółko na ekranie zaczęło się kręcić i kiedy zniknęło wszedłem w menu „Wpisy na blogu”. I tu spotkała mnie niespodzianka. Na ekranie oprócz wcześniej zrobionych 3 wpisów, pojawiła się cyfra 110. i wpis z tego bloga. OK fajnie, pomyślałem, coś się przeniosło, ale gdzie reszta?

Po chwili wyszedłem z menu ”Wpisy na blogu” i zacząłem grzebać w czyś innym. Za jakiś moment tam wróciłem i i pod pierwszymi wpisami pojawiła się cyfra 174. i kolejne wpisy z tego bloga. Po kilku minutach zorientowałem się że na blogu są już wszystkie wpisy z miniato-43.

W sobotę, ogarnąłem witrynę założoną na „Google” . Przestawiłem menu z angielskiego na polskie, znalazłem pole do importowania treści i powtórzyłem opisane powyżej czynności. I tak mam teraz 2 blogi:


https://miniauto43dot.wordpress.com/
 (blog testowy z konta wordpress)


https://miniauto43.wordpress.com/
 (blog docelowy z konta w Google). Tak więc adres tego ostatniego podałem tu w nagłówku „starego” bloga  http://miniauto-43.blog.onet.pl/

Niestety do modelików nadal nie mam głowy, ale może po jakiś czasie wrócę do zajmowania się nimi.

pozdrawiam

P.S.     26.stycznia

Kiedy porównywałem menu obydwu blogów (testowego i docelowego) okazało się, że na blogu testowym w głównym menu pojawia się na końcu przycisk „Administracja WP”, którego na liście menu bloga docelowego nie ma. Po kliknięciu na tenże klawisz, na blogu testowym pojawiało się kolejne menu na czarnym tle umożliwiające  dodatkowe funkcje (np. zarządzanie odnośnikami i kilkoma innymi funkcjami). Niby obydwa blogi mają końcówkę  „wordpress.com” to jednak menu trochę się różni. Na blogu głównym nie mogłem np. dodawać odnośników, co na blogu testowym nie stanowiło problemu. Jeszcze w trakcie przenoszenia przez jakiś czas owo „czarne” menu pojawiło się jakiś cudem na blogu głównym, ale przy kolejnych logowaniach było niewidoczne i co gorsza nijak nie mogłem go znaleźć.

288. Menu 1

Myślałem nawet, że coś mi się przewidziało, bo trochę „skakałem” z jednego na drugiego bloga (poza tym jeśli nawet na blogu głównym zaloguję się przez WordPress a nie przez Google, to system automatycznie przekierowuje do menu bloga testowego i dopiero po jakimś czasie człowiek „łapie się’, że edytuje nie tego bloga, którego powinien).

Z powyższych powodów, już po opublikowaniu nowego adresu na „starym” blogu zacząłem nawet rozważać, czy nie skasować bloga głównego całkowicie, nie jego uwolnić adresu i nie utworzyć kolejnej strony na koncie WordPress pod adresem bloga głównego. W pewnym momencie byłem niemal już przekonany, że innego wyjścia nie ma. A jesli coś „nie zagra” to co?

Decyzję zostawiłem na weekend i zacząłem grzebać w menu głównego bloga. Postanowiłem dokładnie przejrzeć wszystkie zakładki i sprawdzić dokładnie „co mogę”. Kiedy wszedłem w zakładkę „Statystyka” i pod-zakładkę „Trendy”, na dole wśród wielu informacji pokazały się ikony „komentujących” tu innych blogerów. Kliknąłem w avatar „kury domowej”, a wtedy po lewej stronie nagle pojawiło się poszukiwane „czarne” menu, dokładnie takie samo jak na blogu testowym.

288. Menu 2

Tym sposobem zostałem jednak przy adresie bloga głównego (https://miniauto43.wordpress.com/), który lepiej kojarzy się z adresem „starego” bloga (http://miniauto-43.blog.onet.pl/). Poza tym na blogu głównym autorem jest „artemis”, a nie „artemis43” (jak na blogu testowym) i nikt nie będzie musiał dociekać, czy   „artemis43”  to ten sam „artemis”  z miniauto-43, czy może ktoś inny.

A blog testowy, zanim zostanie skasowany, na razie się przyda, chociażby do testowania nowych szablonów.