Tag: Renault

258. Kultowe Auta PRL – Renault 10 i 8 „do pary”

Jak niezbicie wynika z ostatnich informacji na forum kolekcjonerów miniaturowych autek, jak i zdjęcia na oficjalnej stronie, niebawem, bo w styczniu 2016 roku, seria „Kultowe Auta PRL” przejdzie już do historii.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Cóż, wszystko się kiedyś kończy, więc chyba również należało się raczej spodziewać zakończenia serii, która w 2008 roku, kiedy wystartowała, była planowana na 50 modeli. Zakończenie serii wzbudziło w środowisku kolekcjonerów miniaturowych autek sporo emocji, może nie tak wielkich jak start serii prawie 8 lat temu, ale jednak.  Ja też miałem zamiar napisać na forum kilka słów, jednak w ostatnim czasie byłem na tyle zajęty znacznie istotniejszymi sprawami, niż zbieranie kolejnych modelików i w dyskusji nie wziąłem udziału, zwyczajnie, z braku czasu. 

Z serii „Kultowe Auta PRL” kupiłem ponad 100 modeli. Nie kupowałem jednak wszystkiego „jak leci” ( jak wielu użytkowników forum), ale starałem się kupować modele, na których naprawdę mi zależało.  Po zdecydowaną większość z nich biegłem do zaprzyajaźnionego kiosku w dniu, w którym się ukazywały. Kilka kupiłem w innych kioskach, kiedy były w nich jeszcze dostępne, a kilkanaście zdobyłem miej lub bardziej okazyjnie, na Allegro, czy też na giełdzie. Do zakupu tych ostatnich musiałem po prostu dojrzeć. Owo „dojrzewanie”  czasem trwało kilka tygodni, czasem kilka miesięcy, a czasem nawet 2 lata.  

Nad ewentualnym zakupem modelika Renault 10 myślałem ponad rok. Kiedy się ukazał (w połowie ubiegłego roku) oglądałem go w kiosku, jednak nie przypadł mi zbytnio do gustu i jego zakup sobie odpuściłem.  Nie oznacza to jednak, że odpuściłem go sobie zupełnie. Samochód pamiętałem z dzieciństwa oraz młodości i choć jego modelik nie był nigdy przedmiotem jakiegoś szczególnego mojego pożądania, to jednak gdzieś po głowie mi chodził. 

Renault 10 Major (bo pod taką nazwą zapamiętałem samochód) był ostatnim tylnonapędowym modelem tej firmy. Był kontynuatorem długiej i popularnej serii aut, którą zaraz po wojnie zapoczątkował słynny model Renault 4CV. Był też w pewnym sensie następcą równie popularnego modelu R8. W kolekcji od lat miałem miniaturki następujących po sobie modeli: 4CV, Dauphine oraz R8 i do kompletu brakowało mi tylko R10. Ponieważ jednak R10 był właściwie nieco tylko poprawioną i wydłużoną wersją R8, zakup jego modelika nie był dla mnie w żadnym wypadku priorytetem.  Poza tym przez długie lata, a właściwie do momentu ukazania się na rynku serii gazetowych, modelik R10 nie był dostępny, więc go nawet nie szukałem.

Modelik R10 „na żywo” zobaczyłem po raz pierwszy w kiosku, we Francji, gdzie tuż przed startem w Polsce serii „Kultowe Auta PRL”  spędzałem urlop nad zatoką Arcachan .  Pod koniec dwutygodniowego urlopu u siostry, w trakcie którego przemierzyłem na rowerze cały półwysep Arcachan, przy jakiejś okazji wpadłem do kiosku, w miejscowości, w której moja siostra mieszka. Trafiłem tam modelik ostatniej, późnej wersji R10 (po faceliftingu z prostokątnymi reflektorami przednimi). Modelik był ładny, pomalowany na stalowy metalik i nawet mi się dość spodobał. Pochodził jednak z jakiejś wydanej zapewne znacznie wcześniej serii gazetowej. Do modelika nie było ani gazetki, ani oryginalnego opakowania. Był co prawda w witrynce z podstawką, ale witrynka była popękana. Ponieważ sprzedawca żądał za niego całe 10 Euro (prawdopodobnie cenę normalnego kompletnego numeru) nie kupiłem go.

Jakieś pół roku, po ukazaniu się w serii „Kultowe Auta PRL” modelika Renault 10, zacząłem zastanawiać się nad jego zakupem. Zacząłem szukać go na giełdzie, obserwowałem też aukcje na Allegro. Jenak podobnie jak w przypadku Forda Taunusa TC3, nie byłem gotów dać za niego więcej niż 20 zł.  Modelik wymagał moim zdaniem poprawek, a jak wiadomo, nie zawsze się one udają. Poszukiwania „okazji” nie dawały jednak rezultatu i w pewnym momencie, zacząłem nawet trochę żałować, że nie kupiłem modelika zwyczajnie w kiosku.

Tuż przed wyjazdem na opisywaną tu nie tak dawno wycieczką do Stuttgartu, na Allegro wypatrzyłem aukcję, w której modelik był oferowany za nico ponad 10 złotych. Aukcja kończyła się w niedzielę wieczorem 11 października. Tego jednak dnia już o 7 rano miałem się zameldować na parkingu przed biurem gdzie pracuję, a o 21. (kiedy aukcja się kończyła) miałem własnie dojeżdżać do hotelu w Speyer nad Renem.

Ponieważ modelika nikt nie licytował, a ja nie mogłem go licytować w ostatnich minutach aukcji, jak czynię to zazwyczaj, postanowiłem spróbować i zalicytowałem w sobotę (dzień wcześniej). W trakcie całej wycieczki do Niemiec byłem przekonany, że aukcji nie wygram. Kiedy we środę 14 października wróciłem do domu, okazało się jednak, że innych chętnych na modelik nie było i to ja aukcję wygrałem.  

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Następnego dnia puściłem przelew. Modelik bez opakowania kosztował mnie 20,80 zł. Po kliku dniach dotarła do mnie paczka. Kiedy ją rozpakowałem i obejrzałem modelik „na żywo”, a nie przez blister, jak w kiosku, spodobał mi się.  

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Kilka dni później zabrałem się za jego poprawki. Zanim jednak się do nich zabrałem długo oglądałem zdjęcia samochodu w Internecie. 

Pierwszą rzeczą za jaką się zabrałem, było opuszczenie nieco na dół zderzaka przedniego. Wymontowałem go z nadwozia, po czym rozpiłowałem otwory pod bolce mocujące zderzak do nadwozia. W tak rozpiłowane otwory wepchnąłem trochę rozpuszczonego w kleju styropianu tak, aby bolce zderzaka znalazły się w powiększonych otworach na samym dole. 

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Następną poprawką za jaką się zabrałem, było opiłowanie i pomalowanie pasa przodu pod zderzakiem i dolnych naroży przednich błotników. Najpierw spiłowałem wystający z pasa na dole nadlew pod tablicą rejestracyjną tak, aby dolna krawędź pasa w widoku z przodu tworzyła jedną linię. Następnie  opiłowałem dolną krawędź pasa przodu i dolnych krawędzi błotników na całej długości  tak, aby w przekroju krawędź ta była zakończona łagodnym łukiem, a nie ostrym kantem, jak wykonano to w modeliku. Tak jest w prawdziwym samochodzie i moim zdaniem obie operacje (wraz z opuszczeniem zderzaka) znacznie wygląd przodu modelika poprawiają.     

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Po tak wykonanych poprawkach modelik trafił do witryny i choć byłem z niego zadowolony, po kilku tygodniach znów go z niej wyciągnąłem. Kolejną poprawką jaką postanowiłem zrobić było „podniesienie” do góry zawieszenia. Nie odważyłem się jednak na ściąganie kół z osi i poprawki „zawieszenia”, a miedzy nadwozie a płytkę podwozia, w miejscach gdzie są one skręcane śrubkami, włożyłem po prostu podkładki o grubości ok 0,5 mm. 

Poprawiony modelik bardzo mi się podobał. Jednak mój zachwyt prysł w momencie, kiedy na potrzeby tego wpisu wyciągnąłem z pudła numer 5, kupiony w 2001 roku modelik Renault 8S.   

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

W przeciwieństwie do modelika R10, modelik samochodu Renault 8, od początku mojej  przygody ze skalą 1:43, był przedmiotem mojego kolekcjonerskiego pożądania.  

Po raz pierwszy modelik tego auta wpadł  mi w ręce, w trakcie jednej z moich wizyt na pchlim targu, a właściwie niedzielnym bazarze obok klubu sportowego Spójnia, jeszcze w 1984 roku. Był to stary plastikowy i o ile dobrze pamiętam niezbyt fachowo „podrasowany” modelik francuskiej firmy Norev. Sprzedający żądał za niego jakąś koszmarną wówczas kwotę i wtedy na oglądaniu się skończyło.  

Dwa lata później, w 1986 roku kupiłem taki sam modelik, jednak w stanie prawie oryginalnym na flohmarku w Niemczech, gdzie wówczas pracowałem. Nie była to jednak miniaturka typowego Renault 8, a jego usportowionej wersji Renault 8 Gordini (z podwójnymi, a nie pojedynczymi światłami z przodu). 

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Za niebieski plastikowy modelik firmy Norev modelik dałem 1 markę (a więc grosze). Nie wyglądał on jednak najlepiej. Aby wyglądał, musiałem skrócić w nim podwozie, bo oryginalne było nieco za długie, przez co plastikowe nadwozie było nieco odkształcone (przód i tył były nieco uniesione go góry, a koła nie znajdowały się w osiach wnęk w błotnikach). Na domiar złego do modelika musiałem dorobić giętą przednią szybę, bo nie pamiętam już, czy oryginalna była od początku pęknięta, czy pękła w trakcie próby wyciągnięcia wkładki z szybami z nadwozia.   

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Pod koniec lat 90-tych pojawiły się w Polsce modele francuskiej firmy Solido. W kolekcji miałem już wówczas sporo modeli tej firmy i bardzo je sobie ceniłem. Na giełdę w Starej Gazowni, na którą trafiłem w 1998 roku, przyjeżdżało z Rzeszowa starsze małżeństwo, które takie modele oferowało. Tak się też jakoś złożyło, że w sklepie modelarskim na Dzielnej w Warszawie spotkałem w 2001 roku kolekcjonera, który poszukiwał różnym modelików samochodów marki Renault. Po krótkiej pogawędce okazało się, że chętnie odkupi ode mnie stary modelik Norev.

Jeszcze w sklepie umówiliśmy się więc na najbliższą giełdę, na której sprzedałem mu mój stary, niebieski modelik R8 Gordini (za 30 zł) i chyba na tej samej, albo na kolejnej giełdzie od starszych państwa z Rzeszowa kupiłem za 35 zł prezentowany tu żółty modelik Solido.            

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Ideałem byłby zapewne niebieski modelik Renault 8 Gordini  z podwójnymi białymi, cienkimi pasami po lewej stronie maski, dachu oraz pokrywy bagażnika.  Niestety takiego modelika na giełdzie nie było, zdecydowałem się więc na zakup żółtego modelik Renault 8S, aby w kolekcji nie było „luki” po sprzedanym modeliku Norev.

Cóż, choć dziś modele firmy Solido nie cieszą się wśród kolekcjonerów specjalnymi względami, to porównując obydwa prezentowane tu modele muszę stwierdzić, że choć na zdjęciach może nie specjalnie to widać, co modelik „kolekcjonerski to kolekcjonerski”. Nie da się ukryć, że mimo swoich lat, i wykonania nie stosowaną już dziś w modelarstwie technologią, stare R8 Solido prezentuje się lepiej niż białe R10 z gazetowej w końcu serii „Kultowe Auta PRL”. Ma bardzo dobrze wykonaną bryłę, jest starannie i czysto pomalowany, ma prawidłowej wielkości koła i całkiem dobrze wykonane detale.  

Renault 10 nie należy zapewne do „szczytowych osiągnięć” modelarstwa, ale jest to zupełnie przyzwoity model, zwłaszcza jak na niezbyt wygórowaną cenę jaką trzeba za niego dać.    

A obydwa modeliki razem tworzą naprawdę ciekawą „parę”: 

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

pozdrawiam   

Reklamy

225. Za pół ceny – Renault 19

Od początku tego roku, do kolekcji dołączyły tylko 3 nowe modeliki. W „kultowej” serii oprócz pokazywanego tu ostatnio Ursusa 330 nic ciekawego dla mnie się nie ukazało. Na marcowej giełdzie nie spotkałem modeli, na które liczyłem. Chociaż nie wróciłem z niej z przysłowiową „gołą ręką”, muszę przyznać, że też trochę „przyoszczędziłem” i kupiony okazyjnie za 20 złotych modelik, choć nie wygląda źle, wymaga dopieszczenia i poprawek, więc go tym razem jeszcze nie zaprezentuję.

W styczniu i lutym w związku z pewnymi zawirowaniami w pracy, a także operacją żony, moje zainteresowanie powiększaniem kolekcji w naturalny sposób osłabło i dopiero w marcu, niejako po wizycie na giełdzie znów poświęcałem mojemu hobby nieco więcej czasu.

Mój ostatni – trzeci w tym roku nabytek, to „salonowa” promocja, podobna do tych jakie opisywałem dokładnie rok temu przy okazji prezentacji modelików aut marki Honda.

Mniej więcej 2 tygodnie temu na Allegro pokazał się całkiem spory wysyp modelików marki Renault. Trochę mnie to w pierwszej chwili zaskoczyło, (zwłaszcza, że ceny ich nie były zaporowe) ale że nowe aukcje modeli w skali 1:43 to dla mnie „chleb powszedni”, dość szybko połapałem się o co chodzi. W opisie aukcji był podany adres znanego mi od lat salonu Renault w Alejach Jerozolimskich w Warszawie. Salonu, w którym dawno temu pracował kolekcjoner modeli w skali 1:43 i wystawiał tam w gablotach modele ze swoich zbiorów.

Spośród wystawionych aukcji zacząłem obserwować jedną. Oferta salonu była dość bogata. Oprócz modeli kilku aktualnie produkowanych aut, na aukcjach salon wystawił całą gamę modeli aut starszych i nieco już zapomnianych: R4, R5, R11, R14, R17, R19, Fregate, oczywiście (nieśmiertelną) Dauphine i kilka modeli formuły 1 (z lat 80-ty). Modele wszystkich tych aut zostały wystawione na aukcjach po 2 sztuki, za to w „diabelskiej” cenie po 66,63 złote. Tylko 1 modeli Renault 19, którym akurat byłem zainteresowany sprzedał się od razu, ale drugi wciąż „wisiał” na Allegro. Drugiego modelika jednak nie licytowałem. Zadzwoniłem do salonu i zapytałem, jaki ma kolor. Zdjęcia w Internecie czasem odbiegają od rzeczywistości, postanowiłem więc przed zakupem obejrzeć modelik „na żywo”.

Modele aut Renault są od lat jednymi z „filarów” mojej kolekcji. Tak się jakoś przez 30 lat mojego „zbieractwa” złożyło, że mam ich tyle samo co Peugeotów i Citroenów razem wziętych. Więcej mam tylko modeli marek Mercedes-Benz, Fiat i Volkswagen (tych ostatnich tylko o jedną sztukę). Lubię poza tym (jak już nie raz pisałem) mieć (w miniaturze) całą serią „rozwojową” danego segmentu aut i kiedy 3 lata temu, po wielu przymiarkach i poszukiwaniach udało mi się zdobyć modelik Renault 11, zacząłem się rozglądać, za jednym z jego następców: Renault 19. Modelik tego auta miałem co prawda już od dawna w kolekcji, bo zanim zdobyłem modeliki Renalt Megane I i II, kolega przywiózł mi w 2001 roku z Rzeszowa R19, ale jest to wersja cabrio i nie byłem z niej nigdy tak do końca zadowolony. Cóż, ale kilkanaście lat temu była to jedyna dostępna na rynku miniaturka tego popularnego samochodu. Kiedy w Internecie jakiś czas temu zaczęły się pojawiać „zadaszone” wersje R19 zacząłem się zastanawiać na którą z nich zacząć polować. Po przestudiowaniu zdjęć modeli w wersji 3- i 5-drzwiowej, sprzed i po faceliftingu, doszedłem do wniosku, że jeśli nadarzy mi się kiedyś okazja to do moich zbiorów dokupię sobie modelik Renault 19 sprzed faceliftingu , a więc phase 1, w wersji 5-drzwiowej. Modelik taki, nie tak znowu dawno temu wypuściła zasłużona dla kolekcjonerów skali 1:43, francuska firma Norev. Problem był tylko jeden. Modelik jest dostępny tylko w sklepach internetowych i kosztuje (bagatela) ok. 130 złotych.

Po szybkiej analizie zdjęć na Allegro oraz w Internecie ustaliłem, że oferowany przez salon Renault modelik to właśnie Norev, zaś „diabelska” cena ( 66,63 złote) to dokładnie połowa ceny „katalogowej”. Kiedy wystawione na Allegro R19 wpadło w „czarną dziurę” (nazywam tak aukcje, których nie widać w opcji „wystawione” w ciągu ostatnich 24 godzin), było mało prawdopodobne, że drugi egzemplarz ktoś szybko kupi , bo od dłuższego czasu w skali 1:43 w ofercie Allegro jest ok. 7500 modeli, postanowiłem do mojej wizyty w salonie nieco się przygotować. Miałem zamiar pojechać od razu w poniedziałek po pracy, jednak tego dnia musiałem odwiedzić moją mamę i psa (prawdziwego Artemisa), który od operacji żony „zamieszkuje” u mojej mamy. Do salonu pojechałem we wtorek, 18 marca. Nie pojechałem jednak tylko z kasą, zabrałem też ze sobą wyciągnięte z pudła nr 4 moje stare R19 cabrio. (Ze zdjęciach dołączonych do aukcji wynikało, że modeliki są w niemal identycznym kolorze, co zaletą w żadnym razie nie było).

Na miejscu, obejrzałem dokładnie kilka razy wystawione w podświetlanej gablocie R19 i nie od razu wyciągnąłem portfel. Kolor – ciemny granat, nie jest najlepszy do tego niezbyt dużego auta. Kolor okazał się w rzeczywistości tak samo ciemny jak na zdjęciach na Allegro i niestety niemal identyczny jak drugiego, przywiezionego z domu modelika. Ale cóż, w końcu po dłuższym namyśle połowa ceny sklepowej mnie przekonała.

Kiedy zdecydowałem się już na zakup, sprzedawca wyjął modelik z gabloty, w której wraz z innymi modelikami był wystawiony i stał na podstawce i pudełku. Poprosiłem sprzedawcę aby sprawdził czy opakowanie jest kompletne.  Byłem trochę zaskoczony, bo okazało się, że niestety opakowanie jest chyba „ekologiczne”: W ładnym pudełku Renault ze zdjęciem modelika, zamiast gablotki, (w jaką zazwyczaj są wyposażone modele kolekcjonerskie) jest tylko coś w rodzaju pokrywki, zabezpieczającej przykręcony do podstawki model, wykonanej technologią, jaką produkuje się pojemniki na ciasta sprzedawane w marketach.


Na spodzie modelika jest dumny napis „Norev”.

Już w domu, okazało się, że modelik miał jednak dość przykrą wadę – zbyt szeroki rozstaw kół, co powodowało, że prawie wystawały one z nadwozia na zewnątrz. Skrócenie osiek niewiele dało, a na dodatek koła ocierały o wnęki kół (wykonane razem z podwoziem, tak jak w naszych „kultowych”).

Niestety wyglądało na to, iż wnęki trzeba będzie wyciąć i każdą przesunąć w kierunku środka po ok 0,5 mm. Wada jak wada, ale przeróbka upierdliwa, a dla kogoś, kto nie ma nożyka-piłki do obsadki nożyka modelarskiego, bardzo kłopotliwa. Dodam, że jeszcze konieczne mogło okazać się też dopasowanie wkładki wnętrza do przerobionego podwozia, gdyż z tyłu zachodzi ona na wnęki kół.

Nad przeróbką myślałem tydzień.  W kolekcji mam ponad 600 modeli różnych firm, ale po raz pierwszy spotkałem się z koniecznością zwężania rozstawu kół i to przez przeróbkę płytki podwozia i to w dość drogim, typowo kolekcjonerskim modelu. W końcu doszedłem do wniosku, że wycinanie całych wnęk podwozia i przyklejenie ich na nowo może okazać się ryzykowne. Wnęki są dopasowane do nadwozia i między nim, a wnękami powstaną szpary. Poza tym nie chciałem rujnować całkowicie konstrukcji płytki podwozia. Po głębszym namyśle postanowiłem wykonać przeróbkę w nico bardziej pracochłonny sposób, ale chyba efektywniejszy sposób. Postanowiłem z wnęk wyciąć tylko pionowe ścianki, o które ocierały opony.

W ubiegłą środę usiadłem przy stole w kuchni (czyli w moim warsztacie) i zacząłem „robotę”.

Po wycięciu wszystkich czterech ścianek, z plastikowej czarnej płytki (tej samej z której dorabiałem kiedyś tylne drzwi do modelika Autobianchi) zacząłem wycinać nowe, nieco większe ścianki które nakleiłem na płytkę podwozia od wewnątrz:

225. Renault 6

Po tej operacji wnęki stały się głębsze, zaś w samej głównej płytce dociąłem i dopiłowałem je nożykiem modelarskim. Oto podwozie przed:

I po przeróbce:

Różnica w widoku od spodu modelika nie jest może duża (trzeba się dobrze przyjrzeć),  jednak cały modelik robi dużo lepsze wrażenie. (Na zdjęciach na górze pokazałem modelik już przerobiony). Oprócz zwężenia wnęk kół , trzeba było przerobić jeszcze oski. Nie skracałem ich, ale wymieniłem. W pudełeczku z różnymi zgromadzonymi przez lata ośkami, najpierw nie znalazłem odpowiednich, krótszych o 1mm od oryginalnych. Wtedy przypomniałem sobie, że w witrynie między modelikami leżą kompletne koła od Żuka A03. Ośki z nich okazały się idealne.

Dobrze, że mam sporą wprawę w „dłubaniu” przy modelikach, bo cała przeróbka zajęła mi jeden wieczór.

Ale na tym nie koniec. Po bliższych oględzinach okazało się jeszcze, że model miał źle zamontowane lusterka. Ich zewnętrzne krawędzie były zadarte do góry. (Podobna wada była powodem, że w grudniu kupiłem w Auchan drugi modelik BMW, który tej wady nie miał). Ponadto zauważyłem, że w lusterkach nie ma odblaskowych szybek (gablotkowe, sklepowe wersje mają). Na tablicy rozdzielczej nie ma imitacji zegarów. (Jest pusto jak w naszych „kultowych”). Czyżby więc to była „zubożona” wersja NOREV dla salonów ?

Lusterka udało się „wydłubać ” w sobotę. Z przyklejeniem ich tak aby były ustawione poziomo były jednak kłopoty. Po kilku bezowocnych próbach, wcisnąłem je po prostu w nadwozie, a bolce je mocujące posmarowałem od wewnątrz karoserii klejem Kropelka żel.

Jeszcze przed poprawkami, nowy nabytek porównałem z moim starym Renault 19 cabrio i muszę przyznać, że kupiony również „za pół ceny” kilkunastoletni modelik firmy Solido, mimo upływu czasu w konfrontacji z nowością z salonu broni się absolutnie.

Pod koniec lat 90-tych na giełdę, wtedy jeszcze w Starej Gazowni na warszawskiej Woli, przyjeżdżali starsi państwo z Rzeszowa i sprzedawali różne modele. Kupiłem od nich kilka. Jak się później okazało w Rzeszowie w centrum handlowym prowadzili sklep z zabawkami. Sklep ten odkrył kolega z pracy, który jako opiekun rynkowy odwiedzał różne miasta w Polsce. Poprosiłem go, aby kupił mi kilka modeli Solido i tak na jesieni 2000 roku przywiózł mi z Rzeszowa Fiata 500 i dwie Lancie, a na wiosnę 2001 roku Land Rovera Defendera i Peugeota 806. Właśnie w trakcie tej drugiej wizyty kolega zauważył w sklepie przeceniony z 40 na 20 złotych modelik Renault 19 cabrio, zdzwonił do mnie do pracy i namówił mnie na jego zakup.

Cabrio jak na stare dobre Solido przystało został wykonany bez użycia grama kleju, czy rozgrzanej lutownicy, którą we współczesnych modelikach „zaspawywane” są drobne elementy mocowane do karoserii. Wszystkie elementy są mocowane za pomocą zaczepów lub „na wcisk” , co pozwala modelik bez problemów rozebrać i ewentualnie lepiej dopasować. Jednak modelik praktycznie został wykonany na tyle precyzyjnie, że przeróbek nie wymagał.

Kiedy kolega przywiózł go z Rzeszowa, nie byłem nim zbytnio zachwycony i pierwotnie miałem zamiar go przemalować. Jednak wtedy, jak i później nie znalazłem czasu, aby to zrobić.  Teraz pomysł już zupełnie zarzuciłem, bo stare Solido ma ładnie położony lakier metalizowany i szkoda by było go niszczyć.

Chociaż obydwa modeliki Renault 19 są w bardzo podobnym niemal identycznym ciemno-granatowym kolorze, to razem wyglądają dobrze. Pomalowany zwykłym lakierem R19 Norev przedstawia starszą wersję auta z 1988 roku, zaś Solido wersję późniejszą z roku 1992 (już po faceliftingu). Autka stanowią więc ciekawą parę. Może są trochę za ciemne, ale moje pozostałe, pasujące do nich wielkością modele Renault (R11 oraz Megane I i II) są w zupełnie innych kolorach, a poza tym nie wszystkie modele w kolekcji muszą być srebrne, żółte czy czerwone.

pozdrawiam

102. Prezent na trzecie urodziny bloga – Renault Scenic

 Wszyscy sądzą, że zobaczą tu dzisiaj Wartburga, ale przecież ten blog to nie tylko „historia Kultowych Aut PRL”. Gdy go zakładałem, nikomu nie śniło się, że w kiosku, pod domem, będzie mógł za niewielkie pieniądze kupić sobie prawdziwe, kolekcjonerskie modele aut i to jeszcze polskich. A właśnie dziś, mija dokładnie trzy lata od opublikowania przeze mnie pierwszego wpisu na tym blogu. Tak, tak, mój pierwszy wpis „co mnie kręci” ukazał się 9 września 2006 roku. Przez cały ten czas opisywałem na bieżąco modele, które kupowałem, brałem udział w Konkursie Blog Roku i prezentowałem moje „zabawy w warstacie”. Zainteresowanie blogiem ze strony czytelników i zwyczajnych „oglądaczy” rosło i

tak wygladało po roku:                   tak po dwóch latach:

102. Renault 3      102. Renault 4

a tak 1 września 2009:

102. Renault 5

Dlatego, przy tej okazji

PRAGNĘ SERDECZNIE PODZIĘKOWAĆ WSZYSTKIM, KTÓRZY PRZEZ TE TRZY LATA ODWIEDZILI I WCIĄŻ ODWIEDZAJĄ MOJEGO BLOGA.

ZAPRASZAM !

A teraz kilka słów o „urodzinowym prezencie”. Ja też sądziłem, że będzie nim „kultowy” Wartburg, jednak jest nim zupełnie inny model.

Renaut Megane Scénic pojawił się na rynku motoryzacyjnym w 1996 roku i właściwie od razu trafił do historii motoryzacji. Zaraz po premierze, nie tylko zdobył prestiżowy tytuł samochodu roku – Car of the Year 1997, ale niejako otworzył zupełnie nowy segment rynku średnich samochodów osobowych – segment minivanów. Dlatego śmiało można powiedzieć, że Scénic był autem pionierskim. Konkurenci: Opel Zafira, Volkswagen Turan, Citroen Xara Picasso, czy Ford Focus C-Max pojawili się na rynku dopiero kilka lat później, a dzisiaj niemal każdy koncern samochodowy, jako  obowiązkową pozycję swojego repertuaru oferuje jakiegoś minivana (nawet koncern Daimler AG wprowadził w 2005 roku do swojej oferty Mercedesa klasy B). Warto przy tej okazji nadmienić, że Scénic nie był pierwszym pionierskim vanem firmy Renault. Pierwszym, europejskim, „pełnowymiarowym” vanem był Renault Espace, który w 1984 roku otworzył segment vanów, do którego później dołączyły: Volkswagen Sharan wraz z Fordem Galaxy oraz Fiat Ulisse wraz z Peugeotem 806. Nieprzypadkowo piszę „wraz z” bo Volkswagen i Ford, a także Fiat i Peugeot były odmianami nie czterech, a dwóch różnych vanów produkowanych w ramach kooperacji, w tych samych fabrykach.

W mojej kolekcji, w której za pomocą małych modeli, dokumentuję zarówno rozwój poszczególnych marek, jak i szerszą historię całej motoryzacji, nie mogło zabraknąć miejsca dla Scénica. Zawsze myślałem jednak o zakupie Scénica I generacji z 1996 roku. Taki model produkowała firma Vitesse, ale jest on bardzo trudny do zdobycia. Modelik Scénica I generacji po face-liftingu z 1999 roku okazał się bardziej popularny, tak samo zresztą jak i sam „dorosły” samochód. Mogłem go kupić już 2 lata temu w Bonn (w trakcie podróży służbowej), jednak okazyjna cena 20 EUR za modelik bez opakowania wydała mi się za wysoka. Kiedy 2 tygodnie temu taki modelik, firmy Universal Hobbies, pojawił się na Allegro, dodałem go do aukcji obserwowanych, a 1 września w końcówce aukcji (bez specjalnych emocji) zalicytowałem dobrze wykalkulowaną kwotę. Aukcję wygrałem i modelik, pomimo 8 licytujących udało mi się kupić. (cena końcowa 36.55 zł)

102. Renault 1

Po zakończeniu aukcji miałem nieco wątpliwości czy dobrze zrobiłem. Nie był to przecież „modelik moich marzeń”, a na same „Kultowe Auta PRL” i tak już sporo tym roku wydałem. Jednak gdy wczoraj wróciłem do domu i zobaczyłem modelik, moje wątpliwości zupełnie się rozwiały i wcale nie żałuję, że go kupiłem.  

102. Renault 2

A kupiłem go od Pana Michała ze sklepu „Modeliki” z Poznania. Pan Michał nie wysyła jednak modeli pocztą, ale kurierem. Opłata za przesyłkę jest taka sama, dostawa nieco szybsza,  tu jednak pojawił się dylemat: Co będzie jeśli modelik dotrze, a nikogo nie będzie w domu? Skontaktowałem się z panem Michałem i poradził, że modelik może mi też wysłać do pracy. Miałem jednak wątpliwości, bo do pracy mam długi i nieco skomplikowany adres, poza tym nie bardzo widziałem czy poza nazwiskiem wpisać nazwę firmy, czy działu, pełną czy skróconą i tak od zakończenia aukcji minął prawie tydzień. Wypadało w końcu za modelik zapłacić, więc w niedzielę późnym wieczorem, a właściwie w poniedziałek (było już po północy) puściłem przelew. Zanim to zrobiłem, kilka razy pytałem żonę, czy w tym tygodniu będzie w domu. W poniedziałek około 16 wysłałem do pana Michała e-mail (jednak z adresem domowym) i we wtorek miałem zamiar do pana Michała zadzwonić, aby zapytać kiedy wyśle modelik, bo miałem poinformować żonę, kiedy ewentualnie przyjdzie paczka.

Wczoraj (we wtorek) ok godziny 9 dojeżdżam spokojnie do pracy, (myśląc, że koło 12, 14 jak się nieco „obrobię” zadzwonię do pana Michała), zostało mi jakieś 2 kilometry, a tu dzwoni telefon komórkowy. Odbieram, kurier !!! Jest w bloku, ale nikogo nie ma w domu! Oj ciężko się rozmawia, przy pełnym zaskoczeniu, prowadząc do tego samochód : 

– Żona pewnie wyszła z psem i zaraz wróci, ale niech pan wjedzie na czwarte piętro i odda któremuś z sąsiadów, najlepiej „przez galeryjkę”. Jak pan wysiądzie z windy, na klatce są drzwi, trzeba przejść przez balkon-galeryjkę (na zewnątrz) i zadzwonić, ci sąsiedzi na penwo są w domu – to emeryci.  Dojeżdżam do firmy i od razu, z parkingu oddzwaniam do kuriera:

– I co, udało się ?

– Tak, oddałem paczkę pod nr 53 takiej młodej pani”.

Nie bardzo to się zgadza, bo pod nr 53 młoda pani nie mieszka, ale co tam znajdzie się. Żonę łapię dopiero po 3 telefonie około 11:

– Przeleć się po sąsiadach, bo paczka, w sprawie której miałem dzisiaj dzwonić do Poznania już przyszła i kurier zostawił ją u sąsiada, ale nie wiem, u którego.

Za chwilę okazuje się, że paczka się znalazła. Około 16 myślę sobie jednak, to niemożliwe, no niemożliwe, przelew poszedł o 1 w nocy, e-mail o 16, a na drugi dzień rano o 9 już jest przesyła. Od 5 lat kupuję na Allegro i nigdy tak szybko nie było. Może to jakaś pomyłka. Może przyszedł inny modelik, dla kogoś innego? Dzwonię do domu. Odbiera córka.

– Agnieszka, przyszła paczką.

– Noo,……. przyszła.

– Możesz ją otworzyć?  Dasz sobie radę ?

– Dam, ale jest pooklejania,…………. muszę wziąć nożyczki.

– Tylko ostrożnie, nie uszkodź mi pudełka, albo już zostaw, jak wrócę to otworzę, nie ma sprawy.

– Ale już zaczęłam, zaraz, o już jest.

– Zobacz co jest w paczce.

– Gazety, same gazety, o nawet „wyborcza” jest.

– Zobacz dobrze, w paczce powinien być modelik.

– Gazety, gazety, no ………. jest modelik

– Jaki?

– No, taaki czerwoony.” (Powoli się uspokajam)

– Zobacz, czy na pudełku jest napis, może być też na podstawce, jest?

– No…., nie widzę, o chyba coś jest, …… paragon.

– Zostaw paragon, włóż do pudełka, jest napis? przeczytaj.

– No, tu coś jest jest:…. Sss…ce.. ni.. …….k”

I tak po drobnych perypetiach nie „kultowy” Wartburg, a  Scénic został „urodzinowym prezentem bloga”.

A swoją drogą, to już piąty modelik kupiony od pana Michała. Pierwszym była przepiękna Alfa Romeo, której zdjęcie przez długi czas było wizytówką tego bloga (zanim w lutym ubiegłego roku zastąpiło je zdjęcie Warszawy). Drugim był Lotus, którego jakoś na świeżutko założonym blogu nie opisałem, bo formuła bloga jeszcze się wtedy nie wykrystalizowała. Pozostałe dwa – Autobiachi i Jaguar zostały już na blogu opisane.

Ostatnim zakupem też jestem oczarowany. Po odkręceniu podwozia (tak robię prawie z każdym nowym nabytkiem) okazało się, że tylna klapa jest w Scénicu wykonana jako osobny element. Gdy będę miał trochę czasu i zakończę przeróbki kilku „rozgrzebanych” modeli, wyrwę ją z nadwozia, dorobię zawiasy i sprawię, że będzie się też otwierała.

pozdrawiam

 

92. Kultowa – niekultowa Dacia 1300

W ubiegłą sobotę – 6 czerwca, (a nie zgodnie z harmonogramem 3 czerwca we środę) ukazał się w kioskach 20 numer serii „Kultowe Auta PRL” – modelik Dacii 1310 z 1984 roku.

Modelika tego nie kupiłem i postaram się wyjaśnić dlaczego.

Kiedy pod koniec lat sześćdziesiątych po raz pierwszy zobaczyłem na ulicy samochód Renault 12 byłem nim zachwycony. Samochód miał piękne proporcje, całą masę oryginalnych i ładnych szczegółów, które sprawiały iż wyglądał na tle tego, co wówczas po naszych ulicach jeździło, oryginalnie, świeżo i bardzo nowocześnie. Po prostu się w nim „zakochałem”. Któż mógł wówczas przypuszczać, że ten naprawdę ładny samochód zaledwie kilka lat później, w zupełnie niezmienionej formie stanie się częstym gościem na szarych i monotonnych ulicach miast PRL, już nie jako francuski Renault, ale jako rumuńska Dacia 1300.

W 1972 roku pojechałem z rodzicami na wakacje do Jugosławii. W drodze nad Adriatyk, w Lubljanie, po raz pierwszy zobaczyłem salon samochodowy, a w nim, na wystawie, ku mojej wielkiej radości stał Renault 12 (najprawdopodobniej zmontowany w Jugosławii, o czym świadczyła mała tabliczka z napisem „Litostroj”). W trakcie tej podróży na jeden z noclegów rozbijaliśmy się niedaleko jaskiń Postojna Jama, przy wjeździe do przydrożnego gospodarstwa. Rodzice rozbijali namiot, a ja szykowałem sobie spanie w naszym Trabancie kombi, gdy nagle tuż obok naszego obozowiska do gospodarstwa wjechała przepiękna, zielona Alfa Romeo 2000 Berlina na włoskiej rejestracji. Jak się później okazało, do gospodarza przyjechał znajomy Włoch z Triestu, na polowanie na koziołki. To zdarzenie, a także cały ponad dwutygodniowy pobyt nad Adriatykiem, w trakcie którego mogłem do woli naoglądać się pięknych zachodnich aut, w Polsce spotykanych nader rzadko lub wcale, spowodowały, że mój zachwyt nad Renault 12 mocno osłabł, a obiektem moich zachwytów stały się na długie lata samochody marki Alfa Romeo. Dlatego, gdy w Polsce w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych pojawiła się Dacia 1300, jako licencyjny wyrób socjalistycznego przemysłu moich emocji już nie budziła.

Nie znaczy to jednak wcale, iż o Renault 12 zapomniałem. Zawsze bardzo chciałem mieć model tego samochodu. Gdy zacząłem kolekcjonować modele w skali 1:43 (w 1984 roku) auta już w Francji od dobrych kilku lat nie produkowano i jego modelik był praktycznie nie do zdobycia. Chyba w 1987 („z braku laku”) roku kupiłem modelik R12 w skali 1:64, ale cały czas moim marzeniem był model Renault 12 w skali 1:43. Marzenie to spełniło się dopiero w 2005 roku, kiedy na Allegro pojawiły się ostanie już niestety modele „Made in France” (z likwidowanej francuskiej wytwórni) mojej ulubionej przez długie lata firmy Solido.

92. Dacia 1

Renault 12 (przynajmniej zewnętrznie) nie różnił się praktycznie niczym od Dacii 1300 z lat siedemdziesiątych, która wtedy była  w Polsce autem naprawę popularnym.

Modelik z serii „Kultowe Auta PRL” przestawia znacznie późniejszą Dacię 1310 z 1984 roku,

92. Dacia 2

a więc z czasów, gdy mimo modernizacji, przypominającej nieco face lifting oryginalnego R12, Dacia była nie tylko autem leciwym, ale z uwagi na korozję i „rumuńską jakość wykonania” niezbyt dobrze postrzeganym przez polskich użytkowników, a przez to znacznie mniej popularnym niż pierwotna Dacia 1300. Poza tym „kultowa” Dacia w porównaniu do dotychczasowych modeli nie prezentuje się rewelacyjnie.

Dlatego, postanowiłem sobie modelik Dacii 1310 odpuścić. W końcu  nie wydane 27 zł na ulicy nie leży i z całą pewnością się przyda, a za Dacię (i to tę najbardziej znaną i kultową) może w razie potrzeby śmiało „robić” mój dotychczasowy modelik R12, który do całej serii pasuje znakomicie.

54. WARSZTAT- poprawki Renault NN – Dziekuję i zapraszam

Pragnę serdecznie podziękować wszystkim osobom, które odwiedziły mojego bloga. Od momentu uruchomienia bloga i wyemitowania pierwszego posta minęło 20 miesięcy. Po 15 miesiacach, tuż przed Świętami Bożego Narodzenia na liczniku było 20000 odwiedzin i nie sądziłem, że ta liczba w ciągu kilku miesięcy podwoi się. Dziś, gdy rano przyszedłem do pracy i otworzyłem bloga zobaczyłem całkiem okrągłą liczbę:

54.blog_sd_3167381_3329636_tr_46000-wizyt_na_blogu

Bloga zakładałem właściwie dla siebie, aby móc na codzień oglądać moje, pochowane w pudłach modele. Nie przypuszczałem, że tak duża liczba osób będzie go odwiedzać. Moje hobby nie jest zbyt popularne, a w dzisiejsych skomputeryzowanych czasach może wydawać się mało interesujące. A jednak, blog jest odwiedzany chętnie. W kategorii motoryzacja jest od jakiegoś czasu jednym z najpopularniejszych blogów i dość regularnie pojawia się na pierwszej stronie katalogu. W pozostałych kategoriach (hobby oraz męski punkt widzenia) ostatnio mieścił się w pierwszej setce najpopularniejszych blogów, pomimo, że publikuję na nim nowe posty dość rzadko.

Wiekszość osób odwiedzających bloga ogląda przede wszystkim moje zdjęcia. Zachęcam jednak również do czytania moich tekstów i dopisywania komentarzy, których jest naprawdę mało.

A teraz do rzeczy.

Ostatnio udało mi się troszkę pogrzebać w „warstacie”. Pomalowałem po raz drugi rozgrzebanego Fiata Bravo, ale przeróbka nie jest jeszcze zakończona i na blogu zaprezentuję model, gdy będzie gotowy.

Przy okazji poprawiłem nieco opisywany w ostatnim poście modelik Renault NN. Pomalowałem na srebrno znaczek na masce i kopię silnika pod nią. Pomalowałem na czarno  cokoły reflektorów tak aby nie były widoczne, zaś widoczne były  tylko same reflektory. Na pochromowaną płytkę pod zderzakiem nakleiłem czarną naklejkę. I na koniec poprawiłem największą wadę modelika: zmniejszyłem rozstaw kół przenich tak, aby nie wystawały na zewnątrz, poza zarys błotników, a były w nich schowane.

Oto zdjęcia modelika przed:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

i po poprawkach:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Kilka wprawnych ruchów pędzlem, trochę szarpania z kółkami i model wyglada znacznie lepiej. Chociaż na początku byłem nim nieco rozczarowany, po poprawkach coraz bardziej mi się podoba.

pozdrawiam