Tag: II Wojna Swiatowa

277. „Militarne” zdobycze – Dodge WC63 i ZIS 3

 Ten blog, to blog nie tylko o modelach samochodów, ale też blog o ponad 100-letniej historii motoryzacji. Jak już kiedyś na nim pisałem:

„Na historii motoryzacji szczególne piętno odcisnęła Druga Wojna Światowa. W trakcie jej trwania, w całej Europie (i nie tylko) właściwie produkcja samochodów osobowych została zawieszona, zaś fabryki przestawiono na produkcję zbrojeniową. Moja kolekcja, przy pomocy której staram się w jakiś sposób dokumentować historię, też to odzwierciedla. W kolekcji jest spora grupa pojazdów przedwojennych i naprawdę duża grupa pojazdów powojennych, ale dokumentacja historii byłaby niepełna, gdyby zabrakło w niej modeli najpopularniejszych, czy też ciekawych pojazdów właśnie z okresu Drugiej Wojny Światowej.” 

Przy innej okazji (prezentacji modelika Dodge WC54) pisałem:

„W czasie wojny firma Dodge wyposażyła armię USA w całą serię udanych lekkich, terenowych samochodów ciężarowych serii WC (Weapon carrier) . Oparte o tę samą bazę pojazdy miały ładowność 3/4 tony (wersje z napędem 4×4) lub 1 i 1/2 tony (wersje z napędem 6×6). W serii był cały szereg pojazdów o różnym przeznaczeniu i innych oznaczeniach. Między innymi: WC 51 (łazik pickup z napędem 4×4), WC 54 (prezentowana tu sanitarka), WC 63 (lekka ciężarówka z napędem 6×6) oraz WC 56 (łazik z napędem 4×4, z uwagi na typ nadwozia zwany potocznie „komandorką”).

Jeszcze w latach 60-tych pojazdy takie można było spotkać na polskich ulicach i to wcale nierzadko. Mi najbardziej zapadły w pamięć 2 modele: WC 54 i WC 63. Oba zapamiętałem dobrze z czasów dzieciństwa. W Żyrardowie gdzie owe dzieciństwo spędziłem, często widywałem te samochody i bardzo dobrze je rozpoznawałem. Nie wiedziałem chyba jeszcze wtedy, jakiej marki są te samochody, ale w pamięć wryły mi się ich charakterystyczny kształt przodu, a w przypadku WC 54 ciekawie wkomponowane w nadwozie koło zapasowe. Z kolei WC 63 zapamiętałem jako samochód strażacki. W latach 60-tych pojazd taki (obok naszych Starów 20) stał w remizie Zakładowej Straży Pożarnej Zakładów Lniarskich w Żyrardowie. Kiedy był czasem wystawiany na placyk przed remizą, mogłem go jako kilkuletni chłopiec podziwiać. Później (jeszcze chyba w latach 70-tych) strażackie Dodge WC 63 można było spotkać w wielu wiejskich remizach Ochotniczych Straży Pożarnych. ………..

„Modelik Dodge’a WC 63 wyszedł kilka lat temu w „nowej” już wspomnianej tu serii, tej samej, z której pochodzą pokazywane tu (nie tak dawno) modele czołgu Pz.Kpfw IV i ciągnika Sd.Kfz 9 oraz amerykańskiego transporter M16 MGMC. Modelik widziałem na giełdzie, ale nie dość, że kosztował ponad 60 złotych, to nie przypadł mi do gustu, bo wyglądał dość dziwnie i moim zdaniem wymagałby sporej przeróbki, dlatego go sobie odpuściłem.”

To ostatnie zdanie nie do końca okazało się prawdziwe. Kiedy półtora roku temu wylicytowałem na Allegro modelik Dodge’a WC54, zacząłem zastanawiać się nad ewentualnym zakupem Dodge’a WC63. 

Doszedłem do wniosku, że co prawda modelik będzie wymagał sporej przeróbki, to jednak jest to model auta naprawdę  ciekawego i dobrze uzupełniłby moje „militarne” zbiory. W kolekcji, po solidnym „zastrzyku” jaki w zakresie takich modeli dostała ona w roku 2015, miałem po kilka modeli pojazdów różnych armii z okresu  Drugiej Wojny Światowej. Jednak wciąż najmniejszą grupą były w niej pojazdy armii USA.  

Pierwszą akcję jaką chyba rok temu obserwowałem, była aukcja w której został wystawiony modelik niekompletny i chyba lekko uszkodzony. Modelik osiągnął jednak cenę ponad 35 złotych, i choć nadawał się do przeróbki, licytację sobie odpuściłem, bo w modeliku nie było imitacji karabinu maszynowego. Doszedłem do wniosku, że skoro modelik ma stelaż, to bez karabinu będzie wyglądał po prostu głupio. Kolejne aukcje obserwowałem, a na giełdzie modelik się nie pojawiał.

W końcu w ubiegłą sobotę (21 stycznia) kończyła się aukcja, w której postanowiłem wziąć udział. Były jednak dwa problemy:

1. Modelik „wisiał” na Allegro cały tydzień z ceną 31 zł, co nie zostawiało wielkiego „pola manewru”.

2. Tego dnia był Dzień Babci i wypadało jedną z babć odwiedzić.

Ponieważ córka ostatnio intensywnie przygotowuje się do sesji, po dłuższej naradzie postanowiliśmy odwiedzić mamę mojej żony, czyli babcię Sławcię i pojechać do Mińska Mazowieckiego. Rano trwały negocjacje czy jechać, czy nie i o której ewentualnie wrócić, aż w końcu ja zadecydowałem, że do Sławci jedziemy. Przed wyjazdem zajrzałem też szybko na Allegro. Modelik dalej „wisiał” z ceną 31 zł. Zapytałem więc córkę, czy może go ewentualnie zalicytować z Iphona.  

Córka odparła, że problemu nie ma, zresztą kilka miesięcy temu w trakcie jakiegoś wyjazdu „na miasto” córka obserwowała aukcję na Allegro, a ja prowadziłem samochód.

Kiedy wyjechaliśmy już za rogatki Warszawy, poprosiłem ją aby odnalazła aukcję. Córka sprawdziła też, że nikt na razie modelika nie licytuje. Między miejscowościami Konik i Dębe podałem jej login i hasło i poprosiłem, aby się zalogowała, a ja cały czas obserwowałem zegar w samochodzie. Tuż przed Dębem, po pewnym namyśle, na trzy minuty przed końcem aukcji, poprosiłem aby córka „postawiła” na modelik 32 zł. Po chwili zapytałem „i co?” . „Prowadzisz” odparła. To daj 33 zł. Kiedy minęliśmy Dębe poprosiłem „sprawdź, co z tą aukcją”. Odpowiedź brzmiała „wygrałeś”.       

W poniedziałek skontaktowałem się ze sprzedającym i próbowałem umówić się na tańszą opcję przesyłki, jednak nie dogadaliśmy się. We wtorek puściłem przelew, 47 zł (cena wraz z przesyłką). W czwartek po pracy znalazłem w domu avizo. W piątek rano odebrałem paczkę w drodze do pracy.  

Paczkę rozpakowałem paczkę dopiero późnym wieczorem i praktycznie od razu zabrałem się za przeróbkę modelika. Jej efekt widać porównując zdjęcia powyżej.  

Modelika ani w pracy, ani w trakcie popołudniowej wizyty u mamy nie rozpakowywałem, bo w opisie aukcji była informacja, że witrynka jest uszkodzona. Po  rozpakowaniu paczki  i odkręceniu od podstawki, okazało się też, że modelik też jest „po przejściach”. Chociaż  był kompletny, to miał pourywane bolce mocujące burty do skrzyni oraz te z tyłu przy dachu też.   

Na początku trochę się zezłościłem, ale później mi przeszło, bo te wady nie tylko mi nie przeszkadzały, ale i ułatwiły jego rozebranie, bo właśnie oderwane od „paki” burty miałem zamiar przerobić.

Początkowo miałem zamiar obniżyć tylko położenie plandeki, jednak po dokładnych oględzinach zdjęć w Internecie wyszło to wszystko inaczej.  Ale o tym będzie tu nieco dalej. 

Przerobiony modelik moim zdaniem wygląda lepiej, bo w końcu dużo bardziej przypomina  oryginał. Wg znalezionych w Internecie rysunków samochodu, jego szerokość i wysokość były prawie takie same. Kiedy wyjąłem modelik z pudełka, na pierwszy rzut oka wydał mi się w nieco mniejszej niż pozostałe „wojskowe” w tej skali. Dopiero w trakcie przeróbki pomierzyłem go, a jego szerokość okazała się idealna. Prawdziwy samochód miał 82 i 3/4 cala szerokości, co pomnożone przez 25,4 mm daje 2102 mm. Ta ostatnia wartość podzielona przez 43, daje  48,9 mm i dokładnie taka jest szerokość modelika mierzona na skrzyni. Wysokość, powinien mieć modelik praktycznie taką samą. (Wg danych ze wspomnianego rysunku wysokość powinna wynosić 48,7 mm.)

Początkowo miałem zamiar nie ruszać stelaża karabiny maszynowego i zostawić go przymocowanego do dachu modelika tak, jak w oryginale.  

277.Dodge-6x6-01

Do przeróbki zainspirowało mnie jednak to zdjęcie samochodu.  

Tak obszerne przeróbki, aby nie ciągnęły się tygodniami wymagają przede wszystkim doświadczenia.  Cóż nie będę skromny, a wytrawni czytelnicy bloga wiedzą, że w tym zakresie doświadczenie mam całkiem spore. Pomimo tego jednak z każdą taką przeróbką trochę zawsze się „schodzi”. A najwięcej czasu zabiera przeważnie nie sama  „robota”, ale …. myślenie i kombinowanie, czy tak, czy inaczej, co i jak ewentualnie zrobić. Tak było i tym razem.

W piątek wieczorem, a właściwie już w nocy, modelik został właściwie wstępnie przerobiony i złożony. Ale chociaż zeszło się do 4 nad ranem, efekt był niezadowalający i najwięcej czasu straciłem właśnie na „kombinowanie”.   

Przeróbkę zacząłem od oderwania burt od skrzyni.  Dach, a właściwie imitacja plandeki trzymała się jedynie na dwóch prętach przyklejonych do podstawy karabinu maszynowego. Cóż niestety dostępnymi w moim „warsztacie” śrubokrętami nie udało się rozkręcić modelika, którego podwozie jest przykręcone do nadwozia śrubkami z wycięciem o trójkątnym kształcie. Mam co prawda zeszlifowany śrubokręt, którego płaski czubek się kiedyś ułamał i stosuję go do odkręcania tego typu śrubek (są również stosowane w modelach z serii „Opel Collection”), ale tym razem się nie udało. Co za tym idzie, nie miałem dostępu do mocowania przedniego pręta podstawy karabinu do nadwozia. Po krótkim namyśle postanowiłem zatem odciąć oba pręty od podstawy karabinu na górze.

Jednym szarpnięciem ściągnąłem z modelika imitację plandeki wraz z bocznymi burtami. Plandeka była do nadwozia przymocowania nie tylko poprzez burty, ale również w środku skrzyni. Tuż za fotelami był metalowy pręt, a właściwie znana dobrze z innych modelików typowa ośka od kół, która w modeliku nie tylko imitowała trzeci pręt podpierający podstawę karabinu, ale właściwie mocowała imitację plandeki do nadwozia.

Jak napisałem modelik też był uszkodzony (prawdopodobnie  w opakowaniu „zaliczył glebę”). Gdyby nie owa ośka zapewne rozleciał by się, ale dzięki niej, burty trzymały się plandeki, choć tylko z przodu. Pozostałe dwa bolce (środkowy i tylny) były urwane. Kiedy odciąłem przednie zaczepy mocowania burt do plandeki, w ręku zostały mi burty i plandeka wraz z przyklejoną do niej podstawą karabinu. 

W nocy z piątku na sobotę obniżyłem położenie plandeki o około 2 mm. Po wymontowaniu burt okazało się, że na górze są one zakończone poprzeczką która spaja pionowe pręty podpierające plandekę. Pręty te wystawały ok 2 mm ponad poprzeczkę i były zakończone maleńkimi bolcami które pierwotnie zostały wklejone w otworki po wewnętrznej stronie imitacji plandeki. Modelik musiał zaliczyć dość solidny upadek, bo o ile z tyłu tylko bolce były pourywane, o tyle na środku pourywały się wystające ponad poprzeczkę kawałki pionowych prętów.  Postanowiłem to wyrównać i odciąłem od burt wszystkie wystające ponad górną poprzeczkę kawałki, a od wewnętrznej strony plandeki odciąłem te kawałki, które w niej zostały. Niestety również na dole burty miały pourywane bolce mocujące je z kolei do skrzyni. Po kilku próbach założenia imitacji plandeki na burty, okazało się konieczne „ustabilizowanie” burt na dole.

Z dotychczasowych przeróbek modeli (nie tylko wojskowych) wiem, że plastik, z którego są zrobione niektóre elementy, nie zawsze łatwo się klei. Postanowiłem zatem dorobić brakujące bolce inną metodą. W miejscach, gdzie były urwane nawierciłem otwory o średnicy 1 mm, a następnie „wkręciłem” w nie wykałaczkę wykonaną z niezbyt twardego drewna. Wystający kawałek odciąłem 2 mm poniżej dolnej krawędzi burt i w ten sposób burty „odzyskały” bolce mocujące je do skrzyni. (Na zdjęciu powyżej widać to na jednej z burt, na górze, po prawej stronie.)

Po zamontowaniu burt do skrzyni i nałożeniu na nie plandeki okazało się, że plandeka jest o 2 mm niżej, modelik wygląda lepiej, ale trzeba obsadzić jeszcze podstawę karabinu na odciętych wcześniej prętach. Tu nie było właściwie problemu. Okrągłe nadlewy, w które pierwotnie wchodziły biegnące od nadwozia w górę pręty, miały od góry maleńkie zagłębienia, które wykorzystałem i dokładnie w tych miejscach przewierciłem nadlewy na wylot (wiertłem 1 mm).  Od spodu rozwierciłem naby nieco większym wiertłem, zaś końce prętów „zaostrzyłem” nieco „na stożek” przy pomocy temperówki ze starego ołówka automatycznego, służącej w nim do ostrzenia grafitowych wkładów. Było bardzo późno i nie zrobiłem tego zbyt precyzyjnie, dlatego rozwiązanie nie okazało się najszczęśliwsze, bo co prawda pręty weszły w otworki wykonane w nabach podstawy karabinu, ale połączenie nie było stabilne, (jak w przypadku poprawionego wcześniej mocowania burt do skrzyni).

Niemniej jednak modelik dał się złożyć i wyglądał troszkę lepiej. Plandeka i podstawa karabinu była niżej niż pierwotnie. Rewelacji nie było, dochodziła 3 nad ranem, a ja całą przeróbką byłem już zmęczony. Zacząłem jeszcze tylko kombinować, jak przerobić burty, aby plandeka znalazła się jeszcze niżej (tak jak powinna się znaleźć). Z pozostałych po dorabianiu bolców do dolnej części burt wykałaczek wyciąłem 3 pręty, wcisnąłem je w otwory w które wchodzą bolce burt i na nich położyłem plandekę.

Tym razem modelik „nie wyglądał” . Możliwe, że „próbne” pręty zrobiłem za krótkie, a może dlatego, że zrobiłem tylko 3 i plandeka trochę się przechylała. Zmontowałem więc obniżony o 2 mm modelik po raz kolejny i poszedłem spać. Była sobota 4.30 rano.  

W sobotę, trochę niewyspany, wstałem po 10-tej. Żona wybierała się do dentysty, więc śniadanie trzeba było zrobić szybko. W prawie pustej lodówce znalazłem 2 cieniuśkie plasterki wędzonego boczku, ukroiłem też klika skwarek z przechowywanej w zamrażarce słoniny i na tym szybko usmażyłem jajecznicę. Kilka miesięcy temu kupiłem (dość tani) ciśnieniowy expres do kawy i w weekendy w nim parzę kawę. Usiedliśmy do śniadania, które w weekendy robię ja, a po chwili żona wyszła.  Usiadłem przed komputerem, pooglądałem to i owo, a kiedy się „ocknąłem” było tuż przed 12. Żona nie wracała, ogoliłem się, wziąłem prysznic i postanowiłem wyjść z psem. Kiedy stałem już w drzwiach, usłyszałem charakterystyczny dźwięk otwieranego kodem domofonu. Żona wysiadła z windy i właśnie przed nią się spotkaliśmy. Była piękna słoneczna pogoda, wiec na poranny spacer z psem poszliśmy razem. W drodze powrotnej „zahaczyliśmy” o „nowy” (przeniesiony w związku z budową metra) bazarek. Kupiliśmy na nim tylko wędliny i mały kawałek kiełbasy brockiej na niedzielne śniadanie oraz chleb i wróciliśmy do domu. Żona zrobiła herbatę i zjedliśmy po smacznej kanapce z świeżutkim chlebem. Na obiad znaleźliśmy w zamrażarce kilka „wigilijnych” pierogów (roboty babci Sławci). Doszliśmy więc do wniosku, że nie ma sensu dłużej ich przechowywać, więc zjemy je na obiad. Dochodziła 14. i żona powiedziała, że na chwilkę położy się w sypialni i odpocznie. Tak zrobiła. Ja pokręciłem się chwilkę po mieszkaniu, a w kuchni wpadła mi w ręce witrynka od odebranego dzień wcześniej modelika.

Zgodnie z opisem w aukcji, była uszkodzona. Na jednej z dużych ścianek były dwa niezbyt duże pęknięcia, za to dolna krawędź, którą nasadza się na podstawkę miała dwa wyszczerbienia. Nie były one zbyt duże, jednak jeden kawałek był i można go było ewentualnie przykleić, lecz drugiego podobnego brakowało. Wyszczerbienia były w tym samym rogu, którym modelik prawdopodobnie uderzył w podłoże (zaliczając „glebę”). Obejrzałem witrynkę i doszedłem do wniosku, że najlepiej było by ją po prostu obciąć, tuż nad wyszczerbieniami, czyli obniżyć o jakieś 7 mm.

Przezroczysty plastik, z którego robione są witrynki, nie jest najlepszym do obróbki materiałem. Jest śliski i dość twardy, przez co łatwo pęka. W mojej modelarskiej karierze nie robiłem dotąd takiej przeróbki, ale w „warsztacie” miałem potrzebne do niej narzędzia. Najpierw postanowiłem „wytrasować” linie wzdłuż których trzeba było witrynkę ciąć. Nie chciało mi się jednak szukać odpowiedniej linijki, mierzyć i rysować linie. Postanowiłem uprościć sobie życie i z pudełka z podręcznymi narzędziami modelarskimi wyciągnąłem stary zerownik zapomnianej już marki Skala, (z czasów kiedy to jako młody inżynier zaczynałem moją karierę konstruktora w FSO). Zerownik to nic innego jak mały podręczny cyrkiel, w którym oba ramiona są połączone śrubą z pokrętłem i nią precyzyjnie nastawia się odległość między ramionami. W moim warsztacie używam go od lat do wycinania drobnych okrągłych elementów z tworzyw. Zamiast rysika ma założoną końcówkę z drugą igłą. Odmierzyłem na zerowniku wysokość wyszczerbienia i zacząłem ciągnąć jedną igłą po krawędzi witrynki, drugą na jej szybkach wytrasowałem linię. Robiłem tak kilka razy, aby linia nie tylko była dobrze widoczna, ale i głębsza niż przypadkowa rysa.

Następnie wyciągnąłem z pudełka nożyk-piłkę zamontowałem do obsadki i zacząłem nacinać nim naroża witrynki, wzdłuż wytrasowanych wcześniej linii. Na ściankach bocznych zastosowałem inną metodę. Powoli i ostrożnie, wzdłuż, a właściwie w miejscu linii, całą powierzchnią piłki rzeźbiłem maleńki rowek. Kiedy ząbki nożyka nie były widoczne, bo schowały się w materiale, posuwałem się do przodu. Kiedy rowek był już wyrzeźbiony na wszystkich ściankach, zaczynałem właściwe piłowanie. Aby witrynka w trakcie piłowania nie pękła, nasadziłem ją na podstawkę modelika, a całość spiąłem dość mocną gumką. Choć na początku wydawało mi się że będzie to praca bardzo żmudna, okazało się, że po nieco ponad godzinie witrynka była gotowa.  

Miałem pewne obawy, czy po obcięciu będzie ona pasować do podstawki. Moje obawy okazały się jednak płonne. Obcięta witrynka doskonale pasuje do podstawki, a przy tym siedzi na niej pewnie i dość ciasno, co jest wielką zaletą, bo doskonale chroni podstawkę z modelikiem przed przypadkowym wypadnięciem.

Zachęcony udaną przeróbką witrynki, zabrałem się z powrotem za modelik, nad którym długo „deliberowałem” poprzedniej nocy. 

Nie zastanawiając się zbyt długo postanowiłem skrócone nieco w nocy burty obciąć od góry. W prawej górnej burcie pionowy pręt z przodu był pęknięty i jego górna część trzymała się tylko na poprzeczce. Początkowo (jeszcze w nocy) miałem zamiar go skleić, jednak tego nie zrobiłem. Zmierzyłem długość oderwanego odcinkai wyszło mi 5,5 mm. Postanowiłem więc pozostałe pręty obciąć na tę samą wysokość. (Na zdjęciu powyżej widać odcięte górne kawałki burt oraz pręt-ośkę mocującą pierwotnie plandekę do skrzyni). 

Tak obniżone burty zamontowałem do skrzyni i ułożyłem na nich plandekę. Modelik wyglądał znacznie lepiej niż podczas nocnych prób. Jednak ponad plandekę wystawały z niego dwa pionowe pręty biegnące do podstawy karabinu. Co z tym zrobić ? Początkowo nie wiedziałem.

Coś mnie tknęło i zanim je obciąłem, usiadłem na chwilę do komputera, aby obejrzeć kilka zdjęć samochodu. Właściwie dopiero wtedy odkryłem, że w samochodzie okrągła obręcz podstawy karabinu była zamocowana wyżej niż powierzchnia plandeki.   

Cóż, nie pozostawało nic innego jak ostatecznie odciąć podstawę karabinu od plandeki i podobnie jak dwie pozostałe naby pod „nogi podstawy”, przewiercić trzecią, wywiercić też dziurkę w zwiniętej części plandeki i jakoś to wszystko zamocować.

Początkowo miałem zamiar zrobić z drutu trzecią, biegnącą od podłogi skrzyni przez zwiniętą część plandeki aż do podstawy karabinu nogę (bo tak było w prawdziwym samochodzie), ale w końcu z tego zrezygnowałem. Postanowiłem wykorzystać gotowe rozwiązania zastosowane w modeliku przez producenta.

W miejsce ośki łączącej plandekę z podłogą wsadziłem obciętą na odpowiednią wysokość wykałaczkę, a między postawę karabinu a zwinięty fragment plandeki dorobiłem „wsporniczek” z odciętego czubka wykałaczki i pomalowałem go na czarno markerem, który akurat miałem pod ręką.  

Kiedy zmontowałem modelik była godzina 18. , ale modelik był już właściwie przerobiony. Wtedy dopiero zorientowałem się, że żona, która po południowym spacerze z psem położyła się „na chwilkę” w sypialni usnęła, więc musiałem ją obudzić, abyśmy w końcu zjedli późny obiad.      

Może się ktoś zastanawiać, po co to wszystko?

Otóż jeszcze przed zakupem modelika, szukałem w Internecie zdjęć samochodu. Dodge serii WC62 (bez wyciągarki z przodu) i WC 63 (z wyciągarką) był autem można by rzec dość popularnym. Obydwu wersji wyprodukowano po ponad 20 tysięcy sztuk. Samochód był używany przez zwycięską armię i w Internecie można znaleźć całkiem sporo zdjęć dobrze zachowanych egzemplarzy. Większość z nich to zwyczajne lekkie ciężarówki. Tylko niektóre były wyposażone w karabin nad kabiną kierowcy, zaś w ogóle nie znalazłem zdjęć wersji, jaką pierwotnie przedstawiał modelik, czyli takiej, w której plandeka była umieszczona znacznie wyżej niż w typowych seryjnych pojazdach.   

Modelik Dodga chodził mi jednak po głowie. „Zasadzałem się” na niego chyba od jakiegoś roku. Od samego początku miałem go zamiar przerobić. W mojej bazie zdjęć modeli, pierwsze „komputerowe” symulacje takiej przeróbki zrobiłem na początku września 2015 roku, a więc zaraz po zakupie sanitarki Dodge WC54

Teraz obydwa modele prezentują się naprawdę fajnie i stanowią ciekawą parę. 

Modelik nie jest ostatecznie skończony, a wymaga jeszcze pewnego dopieszczenia. Mimo, że w sumie obniżyłem go o jakieś 7,5 mm (2 mm w piątek i 5,5 mm w sobotę) wciąż jest odrobinę za wysoki. Powinien mieć ok. 49 mm wysokości, ma 50,5. Wygląda jednak moim zdaniem zdecydowanie lepiej niż pierwotnie i znacznie bardziej przypomina oryginał. Dlatego choć nie wszystko w nim jeszcze poprawiłem, postanowiłem zrobić jego zdjęcia i pokazać na blogu. 

 

A skoro już jestem przy tematyce militarnej, pokażę jeszcze jeden, może nie tak świeży nabytek, na którego prezentację trochę zabrakło mi pomysłu. Teraz właśnie nadarzyła się świetna okazja, aby jedną z moich ostatnich ubiegłorocznych zdobyczy pokazać. 

Jesienią ubiegłego roku, między zakupami Morrisa Mini Van, (którego na blogu nie pokazałem), a zakupem prezentowanego tu ostatnio Audi A5, na początku października wylicytowałem armatę. Nie jest to prawdziwa armata, a  dość stary radziecki chyba jeszcze model armaty z okresu Drugiej Wojny Światowej. Armata ZIS 3 to właściwie rówieśnica prezentowanego powyżej Dodgea. Na uzbrojenie Armii Czerwonej trafiła w 1942 roku.  

Raz na jakiś czas umawiamy się z kolegą na „modelikowe” spotkania przy kawie i ciastkach.  Kolega ma swojej kolekcji od bardzo dawna dwa radzieckie modeliki armat i zawsze w trakcie  naszych spotkań oglądałem je z dużym zainteresowaniem.

Pod koniec ubiegłego lata, na Allegro zaczęły się pojawiać właśnie takie modele. Pierwsze aukcje oglądałem lub przegrywałem. Ostatnią udało mi się wygrać.  

 Armata wraz z przesyłką kosztowała minie całych 21 złotych, więc jej zakup mogę uznać za wyjątkowo korzystny.

 I choć nie jest wykonana tak finezyjnie, jak pokazywane tu inne modele „militarne”, naprawdę mnie cieszy.

Jest to typowa „używka”. Bez opakowania i została chyba przemalowana, ale jest kompletna i niczego w niej nie brakuje. A wg relacji kolegi „skalę jak najbardziej trzyma”.

Nie byłbym sobą, gdybym w niej nie „pogrzebał”. Armata ma oryginalne koła, jednak ich felgi zostały wykonane tak, jakby miały zostać na nich zamontowane „bliźniaki”. Zwęziłem je więc zaraz po zakupie tak, aby zamontowane na nich pojedyncze opony nie wystawały tak bardzo na zewnątrz, jak pierwotnie.

Jakiś czas później (chyba pod koniec listopada, albo na początku grudnia) przy pomocy wierteł i pilników  przerobiłem w niej zakończenie lufy tak, aby była ona „ażurowa” jak w oryginale. Na razie na inne poprawki armaty nie mam czasu. 

 W zestawieniu z Dodgem, armata wydaje się być trochę za duża. Jednak Dodge, to nie pełnowymiarowa ciężarówka, a właściwie trochę „przerośnięty” łazik. Prawdziwa zaś armata ZIS 3 musiała być naprawę ciężka, bo wg informacji z Wikipedii była przewidziana do holowania przez „pełnowymiarowe” ciężarówki takie jak Studebaker U S6 lub GMC CCKW,  które były znacznie cięższymi pojazdami ni pokazany tu Dodge, a których Armia Czerwona w czasie wojny też używała. 

Na koniec muszę przyznać się do jeszcze jednej rzeczy.

NIESTETY NIE JESTEM LITERATEM. Kiedy skończyłem ten bardzo długi, a momentami nużący nieco wpis i choć wykorzystałem w nim obszerne fragmenty innych moich wpisów, okazało się, że jego przygotowanie zajęło mi tyle samo czasu, co przeróbki pokazanych tu modeli. 

pozdrawiam

 

 

 

Reklamy

255. 70. rocznica zakończenia II wojny światowej – Dodge WC54

Naprawdę warto marzyć, bo marzenia się spełniają !

Ponad 8 lat temu (w styczniu 2007 roku) we wpisie 21. napisałem: 

W ubiegłym roku od pewnego kolekcjonera, w zamian za kilka prospektów, otrzymałem model radzieckiego ZISa 5. Początkowo miałem zamiar go sprzedać, ale gdy okazało się, że mój szwagier pamiętał dokładnie ten samochód jako leciwe już auto z demobilu, stojące w bazie, w której pracował, postanowiłem zostawić sobie ten model. Gdy wklejałem jego zdjęcie do albumu „krótka historia” nie bardzo wiedziałem jak je opisać i przed rokiem produkcji dodałem skrót „WW II”. Tak narodził się pomysł zaprezentowania w albumie innych pojazdów z czasu Drugiej Wojny Światowej, które udało mi się w mojej kolekcji zgromadzić. Nie jest ich wiele, gdyż właściwą popularną skalą dla tego rodzaju modeli jest skala 1:35, a nie 1:43, w której są one rzadkością. Niemniej jednak kilka tych najbardziej znanych udało mi się zdobyć. Modelik Willys MB Jeep nabyłem co prawda już dwadzieścia lat temu, ale była to wersja cywilna, choć zielona, to jednak jasna, a do tego rajdowa (z pałąkiem i nalepką na masce). Tak więc model jeepa był, ale nie wojskowy. Pierwszym więc modelem z czasów wojny okazał się model czołgu T34, który kupiłem na targu, w Piastowie, w 1992 roku za całe 10tys zł – odpowiednik dzisiejszej złotówki. Nie zbierałem wtedy jeszcze ani ciężarówek, ani ciągników, ale model był w skali 1:43, był fajny, miał ruchome gąsienice, obrotową wieżę i ruchomą lufę, wiec włączyłem go do kolekcji. Kilka lat później w sklepie modelarskim udało mi się kupić wojskowa wersję Willys MB Jeep, a w innym sklepie dostałem gratis białą amerykańską gwiazdę na maskę i miałem już dwa modele z czasów wojny (później model wymieniłem na model z pełnymi oznaczeniami, a dwa lata temu dokupiłem kolejną wersję z brezentowym dachem). Opla Blitza trafiłem na giełdzie i chociaż 6 lat temu 70zł tanio nie było, kupiłem go bez namysłu. Volkswagena Typ 82 Kübelwagen przywiozłem rok później z Muzeum Volkswagena w Wolfsburgu (dokąd podczas podróży służbowej zboczyliśmy nieco z trasy).

<- ZDJĘCIA MODELI W ALBUMIE OBOK

Modele pojazdów z czasów wojny w skali 1:43 są dalej rzadkością, chociaż w ostatnim czasie firmy modelarskie zaczynają produkować takie modele.

Moim największym marzeniem jest model sanitarki Dodge WC54. Jak na razie model taki się nie ukazał. Kilka lat temu kupiłem model powojennego Dodge’a z 1946r i zastanawiałem się czy nie dałoby się go na sanitarkę przerobić.

21.blog_sd_3167381_3329636_tr_dodge_power_wagon_1b

Mam jednak nadzieję, że skoro w ubiegłym roku wyszła już seria amerykańskich, niemieckich pojazdów opancerzonych, łazik Gaz 67 i kilka innych pojazdów, jakaś firma skusi się i zrobi dobry model tego znanego i popularnego w czasach wojny pojazdu armii USA.

21.blog_sd_3167381_3329636_tr_dodge_wc54_2b

Dodge WC54

Aby przypomnieć czytelnikom mój stary wpis, a jednocześnie zaoszczędzić im czasu na przeszukiwaniu bloga, postanowiłem zacytować go tu w całości. Dlaczego?

W ubiegłym tygodniu moje marzenie się spełniło. W poprzednią niedzielę (30 sierpnia) udało mi się wylicytować modelik wojskowego Dodge’a i to w takiej wersji, jaką zawsze chciałem mieć:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Nie udało się tego dokonać podczas pierwszej licytacji, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Pierwsza aukcja, na której modelik się pojawił zakończyła się dwa tygodnie wcześniej (16 sierpnia). „Postawiłem” wówczas na modelik  61 złotych i przegrałem. Sama przegrana zbytnio mnie nie zaskoczyła, cóż tak dość często po prostu bywa. Cenę skalkulowałem dobrze, bo modelik „poszedł” za 64 złote. Jednak najbardziej zaskoczyło mnie to, że mimo niewielkiej różnicy w cenie, jeszcze 3 chętnych dawało więcej ode mnie. Oznaczało to, że modelik jest atrakcyjny i poszukiwany i to nie tylko przeze mnie.

255. Dodge 2

Kiedy tydzień później modelik znów pojawił się na Allegro, postanowiłem o niego po raz kolejny „powalczyć”. W drugiej aukcji, kończącej się 30 sierpnia, na Dodge’a było tylko trzech chętnych i to ja aukcję wygrałem. Cena końcowa okazała się niższą niż poprzednio i zakończyła się kwotą niecałych 57 złotych. Do ceny końcowej musiałem dodać jeszcze 9,50 za przesyłkę i tak modelik kosztował mnie 66,40 złotych.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Czy to drogo, czy tanio ? Cóż chyba na chwilę obecną normalnie. Za opisywany kilka miesięcy temu kupiony na marcowej giełdzie czołg Pz.Kpfw IV zapłaciłem 65 złotych. I tyle też byłem gotów za modelik Dodge’a dać. Modelik pochodzi z serii wydawnictwa Atlas. Co ciekawe, dołączona do zapakowanego w plastikową, „kolekcjonerską” witrynkę modelika ulotka jest w języku czeskim. Może więc kiedyś doczekamy się też na polskim rynku równie atrakcyjnych modeli w całkiem sensownych cenach (czytaj: dwukrotnie taniej niż zapłaciłem na Allegro).

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Dlaczego „zachorowałem” na modelik ?

W czasie wojny firma Dodge wyposażyła armię USA w całą serię udanych lekkich, terenowych samochodów ciężarowych serii WC. Oparte o tę samą bazę pojazdy miały ładowność 3/4 tony (wersje z napędem 4×4) lub 1 i 1/2 tony (wersje z napędem 6×6). W serii był cały szereg pojazdów o różnym przeznaczeniu i innych oznaczeniach. Między innymi: WC 51 (łazik pickup z napędem 4×4), WC 54 (prezentowana tu sanitarka), WC 63 (lekka ciężarówka z napędem 6×6) oraz WC 56 (łazik z napędem 4×4, z uwagi na typ nadwozia zwany potocznie „komandorką”).

Jeszcze w latach 60-tych pojazdy takie można było spotkać na polskich ulicach i to wcale nierzadko. Mi najbardziej zapadły w pamięć 2 modele: WC 54 i WC 63. Oba zapamiętałem dobrze z czasów dzieciństwa. W Żyrardowie gdzie owe dzieciństwo spędziłem, często widywałem te samochody i bardzo dobrze je rozpoznawałem. Nie wiedziałem chyba jeszcze wtedy, jakiej marki są te samochody, ale w pamięć wryły mi się ich charakterystyczny kształt przodu, a w przypadku WC 54 ciekawie wkomponowane w nadwozie koło zapasowe. Z kolei WC 63 zapamiętałem jako samochód strażacki. W latach 60-tych pojazd taki (obok naszych Starów 20) stał w remizie Zakładowej Straży Pożarnej Zakładów Lniarskich w Żyrardowie. Kiedy był czasem wystawiany na placyk przed remizą, mogłem go jako kilkuletni chłopiec podziwiać. Później (jeszcze chyba w latach 70-tych) strażackie Dodge WC 63 można było spotkać w wielu wiejskich remizach Ochotniczych Straży Pożarnych. Nie wiem właściwie dlaczego, ale właściwie od zawsze najbardziej chciałem mieć w kolekcji modeli sanitarki.

Modelik taki pojawił się na rynku dopiero całkiem niedawno, w seriach wraz z innymi modelami pojazdów z okresu II wojny światowej. Dobrych kilkanaście lat temu pojawiły się na rynku modele pojazdów wojskowych w serii Victoria. Z serii tej udało mi się wtedy zdobyć dwa wspomniane tu w zacytowanym „starym” wpisie modele Opel Blitz i Volkswagen Typ 82. W tej samej serii ukazały się również modele Dodge WC 53 i WC 56. Ten ostatni czyli „komandorka” nigdy mi się nie podobała. Modelik WC 53 znacznie lepiej pasowałby do mojej kolekcji, jednak był dość trudny do zdobycia. Kiedy pojawiał się na Allegro osiągał z reguły ceny powyżej 50 złotych, a ja nie byłem gotów za niego dać więcej. Nie pamiętam czy go licytowałem, czy nie, ale w końcu modelika tego nie kupiłem i teraz specjalnie tego nie żałuję.

Modelik Dodge’a WC 63 wyszedł kilka lat temu w „nowej” już wspomnianej tu serii, tej samej, z której pochodzą pokazywane tu (nie tak dawno) modele czołgu Pz.Kpfw IV i ciągnika Sd.Kfz 9 oraz amerykański transporter M16 MGMC. Modelik widziałem na giełdzie, ale nie dość, że kosztował ponad 60 złotych, to nie przypadł mi do gustu, bo wyglądał dość dziwnie i moim zdaniem wymagałby sporej przeróbki, dlatego go sobie odpuściłem.

Ostatnio jestem  bardzo zajęty i trochę przemęczony. Owszem wziąłem na początku sierpnia dwutygodniowy urlop, ale z uwagi na konieczność opieki nad moją wiekową mamą nigdzie nie wyjechałem.  Kiedy kilka dni temu rozpakowałem świeżo kupiony modelik, (na który trochę wydałem) wcale mnie aż tak nie ucieszył. Tak niestety bywa, kiedy na coś czeka się bardzo długo, a może nawet za długo. (Dokładnie tak samo było w przypadku długo poszukiwanych modeli Volvo 144 czy NSU Prinz). Gdybym Dodge’a kupił kilka lat temu, zapewne „skakałbym z radości pod sufit”. Teraz jest to dla mnie po prostu kolejny długo poszukiwany model, który cieszy, ale w zachwyt mnie nie wprawia. Możliwe, że to lekki przesyt, jaki od pewnego czasu w odniesieniu do nowych nabytków odczuwam. Kolekcja, którą miałem zamiar zamykać już w czasach, kiedy ten blog właściwie raczkował, zwłaszcza za sprawą modeli z serii Kultowe Auta PRL ogromnie się rozrosła. Wydatki od kilku lat staram się „trzymać w ryzach” i to się nie tylko udaje, ale i wciąż na „co nieco” mnie stać. O ból głowy przyprawia mnie raczej każde kolejne pudełko z witrynką. Jest elementem modelika i opakowań nie wyrzucam. Powoli w mieszkaniu zaczyna jednak brakować miejsca na kolejne nabytki.

Całe szczęście, że „lista poszukiwanych” jest już krótka. Tak naprawdę choruję już tylko na kilka, no może kilkanaście modeli. Dodge WC54 na „listę” się nie załapał, bo kiedy ją tworzyłem, modelika tego pojazdu nikt nie produkował w skali 1:43. Od listopada ubiegłego roku, kiedy to udało mi się zdobyć niedrogo model radzieckiego działa samobieżnego SU 100, zdobyłem właściwie wszystkie  modele pojazdów z okresu II wojny światowej na których naprawdę mi zależało. Dodge WC54  to właściwie ostatni „poszukiwany” prze ze mnie taki model. Może jeszcze z czasem zmienię zdanie, ale ostatnio poważnie zacząłem się zastanawiać, czy nie „przeczyścić” trochę kolekcji i części modeli się nie pozbyć. Na razie nie mam na to czasu, ale zdaję sobie sprawę, że taki moment może kiedyś nadejść.

Jeszcze do niedawna jedyne pojazdy armii USA z czasów wojny, jakie miałem, to były dwa wspomniane tu na samym początku modeliki Willys’ów. Teraz, po ostatnich tegorocznych zakupach mój „mini-konwój” pojazdów armii USA  przedstawia się tak:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

 

DRODZY CZYTELNICY ! 

Dziewiątego września minie 9 lat od założenia przeze mnie tego bloga. Blog nie bije może rekordów popularności (jak kilka lat temu), bo i też nie zawsze mam czas się nim zajmować, ale źle też nie jest. Dziewięć lat to kawał czasu, jednak i liczba miliona stu dwudziestu pięciu tysięcy odsłon, jaką udało się w tym czasie osiągnąć, też jest imponującą:  

1125351 - odsłon

Przy tej specjalnej okazji
PRAGNĘ SERDECZNIE PODZIĘKOWAĆ WSZYSTKIM, KTÓRZY PRZEZ OSTATNICH 9 LAT tort ODWIEDZILI I WCIĄŻ ODWIEDZAJĄ MOJEGO BLOGA.
pozdrawiam

248. 70. rocznica zakończenia II wojny światowej – M16 MGMC

 

W połowie kwietnia dotarły do mnie 3 modele z nowej na rynku polskim serii wydawnictwa Eaglemoss i ostatnio jestem nimi trochę „zakręcony”, a właściwie to zafascynowany. 

Wszystkie trzy bardzo mi się podobają, a że dotarły do mnie mniej więcej w tym samym czasie, co kupione ostatnio w kiosku 2 Skody z serii „Kultowe Auta PRL”, Skody poszły na razie „w kąt”, a zająłem się modelikami „militarnymi”. Jako, że zbliża się właśnie 70. rocznica zakończenia II wojny światowej, postanowiłem również z tej okazji moje ostatnie zdobycze tu pokazać. Jako pierwszy zaprezentuję model pojazdu armii USA z 1944 roku, choć kiedy zamawiałem modele, decyzję o jego zakupie podjąłem na końcu.

Ten blog, to blog nie tylko o samochodach, a właściwie ich modelach, ale też blog o ponad 100-letniej historii motoryzacji, na której szczególne piętno odcisnęła Druga Wojna Światowa. W mojej kolekcji jest spora grupa pojazdów przedwojennych i bardzo duża grupa pojazdów powojennych, ale dokumentacja historii byłaby niepełna, gdyby zabrakło w niej modeli najpopularniejszych, czy też ciekawych pojazdów właśnie z okresu Drugiej Wojny Światowej. Szerzej, historię zdobywania kolejnych takich modeli, opisywałem tu całkiem niedawno, przy okazji prezentacji mojej ostatniej „giełdowej zdobyczy” – modelika niemieckiego czołgu Panzerkampfwagen IV Ausfurung G.

Kiedy opisywałem ten czołg, w żadnym razie nie sądziłem, że miesiąc później do kolekcji trafią 3 kolejne modele „militarnych” pojazdów z tamtych czasów. Przed ich zdobyciem moja kolekcja „wojenna” obejmowała modele 4 pojazdów Armii Czerwonej, 4 Wehrmachtu i tylko 2 pojazdy US Army, przy czym obydwa to Willys Jeep (tylko różnych producentów i w nieco innych wykonaniach).  Zaszła więc potrzeba zdobycia jakiegoś innego modelika nieco większego pojazdu.

Jeśli chodzi o pojazdy armii amerykańskiej z okresu II wojny światowej, najchętniej widziałbym w mojej kolekcji modele jakiegoś terenowego Dodga serii „WC”, bo właśnie takie samochody zapamiętałem dobrze z dzieciństwa. Mam swoich „faworytów”, jednak nie do końca zdradzę, jakiego Dodga pożądam najbardziej. „Komandorka” czyli WC 57 do nich nie należy, bo po prostu mi się nie podoba i nie chcę w kolekcji kolejnego amerykańskiego łazika. Modelik WC 51 licytowałem od co najmniej 10 lat na Allegro wielokrotnie, jednak licytacje te zazwyczaj przegrywałem, bo nie byłem gotów postawić na taki modelik więcej niż 50 złotych. Teraz, kiedy modele z czasów wojny są łatwiej dostępne, zastanawiam się, czy trzyosiowy WC62/WC63 nie byłby lepszym wyborem.

Kiedy szukając w sieci informacji o tego rodzaju modelach, miesiąc temu, całkiem przypadkiem wszedłem na stronę wydawnictwa Eaglemoss i trafiłem tam na zupełnie nową serię ciekawych modeli pojazdów wojskowych, od razu postanowiłem zamówić 2 modele: Niemiecki transporter opancerzony Sd.KFz 251/1 (Hanomag) oraz brytyjski czołg Crusaider. (Liczyłem, że z transportera da się zdemontować wyrzutnie rakiet i mieć jeden model w dwóch wersjach, co się zresztą udało.) Na koniec, aby ograniczyć wpływ kosztów przesyłki na koszt pojedynczego modelika, do zamówienia postanowiłem dodać jeszcze jeden model. Wybór padł na amerykański transporter opancerzony M16 MGMC, choć kiedy wcześniej oglądałem jego zdjęcia w sieci, nie przypadł mi specjalnie do gustu. Wyboru tego, w żadnym razie jednak nie żałuję.

Kiedy 14 kwietnia odebrałem z poczty sporą paczkę i rozpakowałem ją, doszedłem do wniosku, że zamówiony jako „dodatkowy” model M16 podoba mi się ze wszystkich trzech chyba najbardziej:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

M16 MGMC, czyli samobieżne działo przeciwlotnicze powstało pod koniec 1942 roku, a w maju 1943 roku trafiło do seryjnej produkcji.  Podstawę stanowił typowy amerykański transporter opancerzony typu M3 Half-track.  M16 MGMC jest właściwie jedną z jego odmian, wyposażoną w przeciwlotniczy, wielkokalibrowy karabin maszynowy (kalibru 12,7 mm), a właściwie w baterię karabinów – wieżyczkę  Maxon M45 Quadmount.

M3 był w czasie wojny najpopularniejszym amerykańskim transporterem opancerzonym. W latach 1941-44 wyprodukowano ponad 35 tys. tych pojazdów w różnych wariantach (w tym również między innymi wersji  M16 MGMC). Transporterów tego typu używała zresztą nie tylko armia amerykańska. Były one na wyposażeniu wojsk Brytyjskiej Wspólnoty Narodów (w której oprócz Anglików, czy szerzej Brytyjczyków, z Niemcami walczyli żołnierze z Kanady, Australii, Indii i wielu innych zakątków świata). Pojazdy M16 MGMC trafiły też w liczbie ok. 1000 sztuk na wyposażenie Armii Czerwonej w ramach operacji Lend-Lease, a stamtąd też na wyposażenie Ludowego Wojska Polskiego. (Miały one oznaczenie M17.)

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

W porównaniu z najczęściej prezentowanymi na tym blogu miniaturkami samochodów z serii „Kultowe Auta PRL”, ostatnio zdobyte modele „militarne” są moim zdaniem znacznie ciekawsze. Mają więcej szczegółów i wyglądają naprawdę świetnie. Wszystkie bardzo mnie cieszą, a M16 jako model pojazdu amerykańskiego cieszy mnie szczególnie.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Uważni obserwatorzy zdjęć na blogu zapewne zauważyli, że na zdjęciach powyżej, karabiny wieżyczki Maxon raz zwrócone są lufami do przodu, a na kolejnych zdjęciach lufami do tyłu.  W oryginale, w modeliku karabiny były zwrócone lufami do przodu i na wszystkich zdjęciach modelika, jakie można znaleźć w sieci, tak jest. Podobnie jak pokazany w poprzednim wpisie inny modelik z serii – niemiecki transporter  Sd.KFz 251/1, również M16 okazał się dość wdzięczną bazą do wykonania konwersji, aczkolwiek znacznie bardziej pracochłonnej i trudniejszej, niż w przypadku transportera niemieckiego:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Modelik M16 (w przeciwieństwie do dwóch pozostałych) jest dość ciężki. Z metalu została wykonana w nim nie tylko kabina, ale również rama podwozia i chyba też część wózka jezdnego gąsienic. Jednak skrzynia ładunkowa wraz z podstawą baterii karabinu maszynowego została odlana z plastiku. Od samego początku, czyli od momentu kiedy modelik wyjąłem z gablotki, w którą modelik jest fabrycznie zapakowany, pomyślałem, że fajnie byłoby, gdyby baterię karabinów (podobnie jak w opisywanych tu wcześniej modelikach czołgów ) można byłoby obracać.

Jednak pochylona ku tyłowi pojazdu podstawa, na której stoi miniaturka baterii Maxon została odlana wraz ze skrzynią jako jeden element. Kilka dni temu zdemontowałem z niej wieżyczkę z karabinami. W niedzielę, aby się trochę odstersować, usiadłem i zacząłem „rzeźbić”, czyli odcinać przy pomocy nożyka modelarskiego podstawę wieżyczki od podłogi skrzyni modelika. Operacja okazała się dość pracochłonna i wymagała skupienia uwagi, aby nadmiernie nie porysować podłogi skrzyni. Po odcięciu podstawy zamontowałem w niej z powrotem miniaturkę baterii Maxon i w takim stanie pokazałem ją na zdjęciu powyżej.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Do powstałej w podłodze skrzyni okrągłej dziury (po podstawie wieżyczki) wstawiłem okrągłą płytkę, z żebrami, na którą nasadza się teraz pokazaną na poprzednim zdjęciu miniaturkę wieżyczki Maxon wraz z wyciętą z podłogi podstawą. Przyjęte rozwiązanie nie okazało się najszczęśliwsze, bo wymagało bardzo precyzyjnego wykonania płytki „obrotnicy”, która powinna być idealnie okrągła, co w warunkach warsztatu jakim dysponuję (pilniki i papier ścierny) jest praktycznie niewykonalne. Krawędzie otworu w podłodze spiłowałem „na stożek” i tak samo spiłowałem krawędzie płytki „obrotnicy”:

 

M16 MGMC - obrotnica

„Obrotnica” stoi na poprzeczkach imitacji ramy pośredniej skrzyni, które w niej pozostawiłem po odcięciu od nich podstawy wieżyczki. Całość obraca się o 360 stopni. Jednak obrotnica jest „wklikiwana” w otwór w podłodze skrzyni. Aby w żadnej pozycji nie wypadała, konieczne okazało się wykonanie dodatkowych mini-prowadnic pomiędzy płytką „obrotnicy” a krawędzią otworu w podłodze skrzyni (nie pokazanych na schemacie). Prowadnice te wykonałem z tworzywa, z którego wykonana jest sama „obrotnica”. Jednak nie są one przyklejone do krawędzi otworu w podłodze, gdyż jak się w trakcie przeróbki okazało zwykły klej modelarski nie klei tworzywa z którego wykonano skrzynię. Problem ten zauważyłem w ciągu kilku ostatnich lat i dotyczy większości nowych modeli, również z serii  „Kultowe Auta PRL”.

Wykonanie całości a zwłaszcza dopasowanie „obrotnicy” do skrzyni zajęło znacznie więcej czasu, niż odcięcie podstawy wieżyczki. Zabawa trwała w niedzielę do późnych godzin nocnych i dlatego napisałem tu, że „przyjęte rozwiązanie nie jest najszczęśliwsze”. Całość pozwala się obracać, ale trzeba to robić delikatnie i z wyczuciem. Czasem „obrotnica” się zacina i wtedy najlepiej jest ściągnąć wieżyczkę z „obrotnicy” i obracać samą płytkę.

Przeróbkę robiłem trochę w pośpiechu, bo w dalszym ciągu opiekuję się chorą mamą i nie bardzo mam czas na zabawy w moim „warsztacie”. Na razie zostawiłem modelik tak jak jest, ale z przeróbki nie jestem do końca zadowolony i czasem myślę, czy nie dać sobie spokoju z tak skomplikowanym rozwiązaniem i nie przerobić całości tak aby „obrotnica” była do podłogi przykręcana np. na śrubkę poprzez dodatkową płytkę, jaką można by umieścić miedzy podłużnicami ramy pośredniej.

Po zmontowaniu całości wieżyczka z karabinami jest zamontowana nieco wyżej niż to było w modeliku pierwotnie. Różnica nie jest duża, gdyż jest to tylko grubość płytki „obrotnicy” a więc ok. 1,5 mm, co na wygląd modelika wielkiego wpływu nie ma. Zaletą zaś takiego „podniesienia” wieżyczki jest to, że w trakcie obracania imitacje tylnych zamków obu dolnych karabinów maszynowych nie zaczepiają o burty skrzyni modelika.

pozdrawiam

 

 

P.S. 

Ten wpis tworzyłem „na raty”, bo wciąż z uwagi na podeszły wiek mojej mamy i trapiące ją choroby trochę mieszkam w domu, trochę u niej i generalnie prawie nie mam czasu dla siebie. Kiedy go opublikowałem, przypomniałem sobie, że miałem dodać do niego linki z muzyką.

Kilka tygodni temu robiąc porządki na blogu, przeniosłem linki z muzyką do lewej kolumny i dodałem linki do kilku przebojów zapomnianego już dziś zespołu MANHATTAN TRANSFER. Zespół ten był w Polsce bardzo popularny pod koniec lat 70-tych, kiedy w radio co chwilę leciał przebój Chanson d’amour. Piosenka specjalnie mnie nie zachwyciła, a mówiąc szczerze, nadawana bardzo często jako wizytówka grupy, trochę mnie irytowała. Do gustu przypadł mi z to inny utwór – POINCIANA i to dzięki niemu szerzej zainteresowałem się twórczością tego znakomitego zespołu wokalnego.

Całkiem niedawno szukając tego utworu na Youtobe natknąłem się na oryginał. Nagranie (wraz z króciutką reklamówką zachęcającą kobiety do wstępowania do armii USA) świetnie pasuje do tematu tego wpisu. Gorąco polecam obejrzeć całość: 

 

POINCIANA – Glenn Miller AAF Band ( 8.04.1944)

 

244. Giełdowa zdobycz – Pz.Kpfw IV Ausf. G i Sd.Kfz 9 „Famo”

Ten blog, to blog nie tylko o samochodach, a właściwie ich modelach, ale też blog o ponad 100-letniej historii motoryzacji, w przeciągu której, jeżdżące po drogach pojazdy nie tylko ewoluowały, ale i pełniły różne funkcje, czasem niekoniecznie związane z transportem, czy komunikacją. Widać to zwłaszcza w albumach, które zamieściłem tu w lewej kolumnie.

Na historii motoryzacji szczególne piętno odcisnęła Druga Wojna Światowa. W trakcie jej trwania, w całej Europie (i nie tylko) właściwie produkcja samochodów osobowych została zawieszona, zaś fabryki przestawiono na produkcję zbrojeniową. Moja kolekcja, przy pomocy której staram się w jakiś sposób dokumentować historię, też to odzwierciedla. W kolekcji jest spora grupa pojazdów przedwojennych i naprawdę duża grupa pojazdów powojennych, ale dokumentacja historii byłaby niepełna, gdyby zabrakło w niej modeli najpopularniejszych, czy też ciekawych pojazdów właśnie z okresu Drugiej Wojny Światowej.

Kiedy ponad 30 lat temu zacząłem zbierać modele w skali 1:43, modele takie nie były łatwe do zdobycia, toteż właściwie nie mogłem nawet marzyć o zdobyciu wielu modeli aut, które zapamiętałem z ulic, z czasów mojego dzieciństwa, z okresu, kiedy można było na nich jeszcze dość często spotkać zarówno auta przedwojenne, jak i z wojną z jakiś sposób związane. Model pierwszego takiego pojazdu kupiłem w Bonn w 1986 roku był to popularny (również w Polsce) Willys Jeep. Bardzo mnie cieszył, choć był to model w wersji „cywilnej”. Drugim, a właściwie pierwszym modelem pojazdu już w pełni związanym z Drugą Wojną Światową okazał się model radzieckiego czołgu T34. Kiedy w 1993 roku na sobotnim targu w Piastowie dostrzegłem leżące na jakichś ubraniach pudełko z rosyjskimi napisami, rysunkiem czołgu i oczywiście nadrukiem „1/43”, postanowiłem sprawdzić jego zawartość. Modelik był całkiem sympatyczny, cena wręcz śmieszna – ówczesnych 10000 zł (czyli współczesna 1 złotówka), choć zupełnie nie pasował do moich pozostałych modeli, pomyślałem „dlaczego nie”? i go kupiłem. W końcu taki czołg można było jeszcze spotkać na wielu pomnikach w wielu miastach Polski, dlaczego więc nie miałbym modelika włączyć do kolekcji. W 1997 w sklepiku modelarskim trafił mi się „przechodzony” lekko kolejny Willys Jeep, ale tym razem w wersji wojskowej (co prawda musiałem do niego dokupić kalkomanię z amerykańską „gwiazdą” na maskę) i to było już coś.

Skoro w kolekcji miałem wiec jeden pojazd radziecki i drugi amerykański doszedłem do wniosku, że przydałby się jeszcze jakiś pojazd niemiecki. W 2001 roku na czerwcowej Starej Gazowni pojawili się jacyś ludzie z Wrocławia z ofertą modelików. Mimo, że giełda dopiero się zaczynała, kiedy dostrzegłem w ich kartonie modelik ciężarówki Opel Blitz kupiłem go bez namysłu, choć kosztował wtedy 70 zł (co wcale mało nie było). W 2002 roku pojechaliśmy z kolegą do Niemiec na delegację. Zbaczając nieco z trasy zahaczyłem o Muzeum Volskwagena w Wolfsburgu i tam udało mi się zdobyć modelik Volkswagena Typ 82 Kübelwagen, na który trochę już wtedy „chorowałem”. W 2004 roku do kolekcji dołączył pokazany w albumach kolejny wojskowy Willys, a w 2006 radziecki ZIS 5 i przez kolejne lata, w kolekcji  właściwie nie przybywało pojazdów z okresu wojny. Ruch zrobił się w niej całkiem nie tak dawno.

Dwa lata temu z wydawnictwa Eaglemoss. dostałem na e-mail prośbę, o „zaprotegowanie” na blogu nowej serii modeli, jaka wiosną 2013 roku pojawiła się w kioskach. Zgodziłem się i miła pani z wydawnictwa od razu chciała uszczęśliwić mnie darmową prenumeratą. Tym razem odmówiłem, bo większość modeli jakie mnie interesowały już w kolekcji miałem. Zacząłem oglądać w Internecie zagraniczne serie wydawnictwa i poprosiłem, aby polski oddział w zamian za „wsparcie’ serii na blogu ściągnął mi co będzie mógł.  Zażyczyłem sobie zestaw dla prenumeratorów z francuskiej serii Véhicules Militaires.

Po dwóch miesiącach otrzymałem e-mail, że z Belgii dotarła pierwsza przesyłka. Pojechałem ją odebrać. Byłem dość mile zaskoczony. W przesyłce był model ciągnika Sd.Kfz 9 „Famo”:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Modelik mnie zachwycił. Był bardzo precyzyjnie wykonany i ucieszyłem się z niego.  W internecie zacząłem zbierać też informacje na temat samego pojazdu, bo pół-gąsiennicowy ciągnik okazał się jednym z większych modeli w mojej kolekcji w ogóle.  Wobec ewentualnego rozszerzenia zestawu niemieckich pojazdów z czasów wojny miałem pierwotnie trochę inne plany, ale cóż, jak mówi stare przysłowie: „darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda”, więc model (a nie modelik) został włączony do kolekcji. A, że do tej pory nie znalazłem czasu, aby go tu zaprezentować, czynię to teraz:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Niemiecki, ciężki, artyleryjski ciągnik pół-gąsiennicowy Sd.Kfz 9 był największym i najcięższym pojazdem tego typu jaki kiedykolwiek zbudowano. Powstał jeszcze przed wybuchem wojny w Fahrzeug- und Motoren-Werken (FAMO) we Wrocławiu i tam też był produkowany.  Ponieważ sprawdził się w użyciu był produkowany przez okres wojny praktycznie bez większych zmian.  Ponieważ zapotrzebowanie na taki sprzęt było duże, powstawał też w zakładach VOMAG w Plauen i Tatra w Koprzywnicy. Służył głównie do holowania i wyciągania z rowów uszkodzonych bądź niesprawnych czołgów, ale także do holowania ciężkich armat i haubic. W okresie od od 1939 do 1944 roku powstało ok 2500 takich pojazdów, co na warunki wojenne nie jest wcale liczbą małą.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Model rzeczywiście jest ciekawy. W odróżnieniu do innych modeli z serii wszystkie koła podwozia zostały wykonane jako osobne elementy, a nie jeden odlew (jak w niektórych innych modelach pojazdów gąsiennicowych). Koła też obracają się i dzięki temu oraz dobremu wykonaniu samych gąsiennic transporter „jeździ”: Koło napędowe (z przodu) i napinające (z tyłu) oraz koła podporowe obracają się, a gąsiennice przesuwają się, jak w prawdziwym ciągniku pół-gąsiennicowym.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

W skład zestawu dla prenumeratorów serii wchodził ciągnik, jeszcze większa niż sam ciągnik przyczepa, a na niej czołg. Jakieś dwa miesiące po odebraniu ciągnika znów otrzymałem e-mail z informacją, że dotarła kolejna przesyłka. Ucieszyłem się, bo sądziłem, że to kolejny element zestawu. Na miejscu, przy odbiorze okazało się jednak, że przyszedł kolejny drugi taki sam ciągnik. Odebrałem go i później kontakt z wydawnictwem się urwał.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Wchodzący w skład zestawu czołg, w porównaniu z ciągnikiem wydał mi się jakiś dziwnie mały. W międzyczasie w Internecie na stronie wydawnictwa oglądałem zestaw. Wtedy jeszcze główna strona serii Véhicules Militaires wyglądała zupełnie inaczej. Każdy pojazd był dokładnie oznaczony i opisany. Ustaliłem, że wchodzący do zestawu czołg ukazał się również jako osobny numer w samej serii (w nieco innym tylko malowaniu). Zainteresowałem się nim i zacząłem szukać informacji na jego temat w Internecie.

Kiedy w Polsce zadać komuś pytanie o najbardziej znany czołg niemiecki z okresu wojny, każdy bez namysłu od razu odpowie: „Tygrys”. I rzeczywiście, kiedy w dzieciństwie oglądało się „Czterech pancernych i psa” czy „Stawkę większą niż życie”, albo inne filmy o tematyce wojennej (a w czasach PRL było tego naprawdę sporo)  jeśli na ekranie rozgrywała się jakaś akcja, w trakcie której nagle pojawiał się zazwyczaj nieprzyjacielski, czyli niemiecki czołg, był to z reguły ciężki, duży i kanciasty „Tygrys”, lub  ucharakteryzowany na niego (przy pomocy płyt pilśniowych i malowania) jakiś inny czołg np T34. Lepiej trochę zorientowanym w militariach do głowy przychodziło jeszcze jedno określenie „Pantera”. Ale nieco mniejszych tego typu pojazdów nikt z nas nie kojarzył. Poza tym „tygrys” było to określenie krótkie, wygodne w użyciu, dla każdego w latach 60-tych zrozumiałe znacznie bardziej niż fachowe określenie konkretnego typu czołgu. (Tym bardziej, że w tamtych latach mało kto znał języki obce i nazwy oryginalne były dla wszystkich zupełnie niezrozumiałe.) Mi też do niedawna każdy niemiecki czołg z czasów wojny kojarzył się  w pierwszej kolejności z „tygrysem”, w drugiej z „panterą” i dalej długo, długo … zupełnie nic.

Tak na marginesie „Tygrys” czyli Pz.Kpfw VI Tger jest uznawany przez znawców militariów za najlepszy czołg z okresu Drugiej Wojny Światowej. Toteż zdobycie jego modelika byłoby marzeniem, jednak niestety do tej pory nikt takiego modelika w skali 1:43 nie zrobił (przynajmniej ja nic o tym nie wiem). Nieco mniej znanym aczkolwiek znacznie bardziej popularnym czołgiem niemieckim była „Pantera” – Pz.Kpfw V Panther. („Tygrysów” wyprodukowano 1350 sztuk zaś „Panter” ok 6000 sztuk). Jednak przez całą wojnę podstawowym czołgiem Wermachtu był pojazd bez nazwy, a właściwie tylko z nazwą oficjalną: Panzerkampfwagen IV. Czołgów tych wyprodukowano ponad 8500 sztuk.

Czołg ten był produkowany w różnych wersjach, które właściwie co roku, albo i częściej się zmieniały. To właśnie modelik tego czołgu, (który wydał mi się jakiś dziwnie mały) stał na przyczepie zestawu dla prenumeratorów serii Véhicules Militaires. Toteż powoli, bo jak napisałem  wobec wprowadzenia do kolekcji kolejnych niemieckich pojazdów z czasów wojny miałem inne plany, za czołgiem zacząłem się rozglądać. Najpierw poczytałam trochę o samym czołgu. Później przejrzałem pełną ofertę francuskiej serii i doszedłem do wniosku, że najciekawszy byłby jednak jeśli nie cały zestaw dla prenumeratorów, to przynajmniej szary czołg  (w takim samym kolorze, jak pokazany tu transporter). Jednak zorientowałem się, że modelik dokładnie tego samego czołgu w innym kolorze ukazał się w serii jako numer 18.  Kiedy na kolejne informacje z wydawnictwa nie mogłem się doczekać, zacząłem się zastanawiać, czy nie zacząć szukać zielonego czołgu z serii, a nie szarego z zestawu, który jest bardzo trudno dostępny.

W ubiegłym roku, na giełdzie w czerwcu, pojawił się jakiś człowiek z modelami z francuskiej serii. Wsród nich był też modelik opisywanego czołgu. Nie byłem jednak wtedy jeszcze dobrze „obeznany” w temacie, poza tym na czerwcową giełdę pojechałem z konkretnym zamiarem zakupu Wołgi i łady z rosyjskiej serii „Avtolegendy CCCP”, który zresztą zrealizowałem. Później żałowałem trochę, że za wydane na giełdzie 60 złotych kupiłem dwa nienajlepsze „samochodziki” zamiast kupić „porządny” model czołgu, ale cóż stało się. Na kolejnej wrześniowej giełdzie nie byłem, bo akurat poleciałem na wakacje. W grudniu giełda był duża i też były na niej modele ze wspomnianej francuskiej serii, czołgu jednak wśród nie nie było. Jeszcze na jesieni zacząłem kombinować, żeby poprosić siostrę aby kupiła mi czołg na francuskim e-bay, jednak nigdy przedtem tego nie robiłem, a poza tym okazało się, że szary model z zestawu jest i tam prawie niedostępny, trzeba by więc śledzić bez przerwy przez dłuższy czas e-bay, na co nie bardzo miałem czas. Na polskim Allegro też pojawiały się modele z tej serii, jednak nigdy nie trafiłem na aukcję z czołgiem (nawet zielonym).

Na ostatnią giełdę w gimnazjum na Conrada, która obyła się tam 8 marca, wybrałem się bez specjalnych planów zakupowych. Na miejscu po „obchodzie” miałem „na oku” 2 modele. Pod koniec giełdy w grę wszedł jeszcze trzeci model. Jednym z nich był model czołgu Panzerkampfwagen IV Ausfurung G, z którym z giełdy wróciłem:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Zanim jednak go pod sam giełdy kupiłem rozważałem przez chwilę, który z trzech modeli kupić. Były 3 opcje: Furgonetka, na którą mam ochotę od dłuższego czasu (za 40 złotych). Opisywany tu czołg (za 70 złotych) i rajdowe Audi (za 30 złotych). Po pewnym namyśle postanowiłem, że jeśli sprzedający czołg odda go za 60 złotych to go wezmę.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Zaczęliśmy negocjować i dogadaliśmy się od razu „w połowie” stawki. Za czołg zapłaciłem 65 złotych i choć nie jest to może wymarzona jego wersja, to już wcześniej rozpoczynając poszukiwania modelika Pz.Kpfw. IV, pogodziłem się z tym.

Na transakcję narzekać nie mogę, ponieważ w listopadzie w ramach „czyszczenia” kolekcji ze zbędnych modeli udało mi się sprzedać na Allegro drugi, dodatkowy transporter  Sd.Kfz 9 za 75 złotych.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Model czołgu Pz.Kpfw. IV Ausf. G (wykonanie w wersji G) to model czołgu z 1943 roku 10 dywizji pancernej z kampanii w Afryce, a konkretnie Tunezji. Przy okazji poszukiwania informacji na temat czołgu doczytałem się, że kampania w północnej Afryce (głównie w Libii) trwała 3 lata, zaś Wermacht uczestniczył w niej ponad 2 lata. Większość historyków brytyjskich sądzi, że II bitwa pod El Alamein, która trwała na przełomie paźdizernika i listopada 1942 roku wraz z bitwą stalingradzką, były dwoma zwycięstwami, które w największym stopniu przyczyniły się do klęski hitlerowskich Niemiec w Drugiej Wojnie Światowej.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Jak widać model, który przedstawia czołg z kampanii w Afryce Północnej nie ma na pancerzu charakterystycznego dla oddziałów niemieckich uczestniczących w tej kampanii symbolu „palemki” Afrika Korps. Możliwe, że dlatego, że w symbol „palemki” wkomponowana była swastyka, która jako symbol nazizmu jest w wielu krajach zakazana.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Jak napisałem na początku, wśród moich modeli pojazdów z okresu Drugiej Wojna Światowa ruch zrobił się całkiem niedawno. Po prezentowanym w październiku modelu radzieckiego samobieżnego działa pancernego SU 100 do kolekcji dołączył ty razem czołg niemiecki.

pozdrawiam

234. SU-100 i Prośba: PAMIĘTAJMY !

 

Zbliża się Święto Zmarłych !

Jeśli koś z was będzie na cmentarzu wojskowym, proszę zapalcie świeczkę jakiemuś nieznanemu żołnierzowi !

A oto moja historia, o której już co prawda pisałem na blogu (w wpisach 134 i 156), ale którą w związku z prezentacją mojej ostatniej zdobyczy postanowiłem Wam przypomnieć:

Gdzieś zaraz na początku lat siedemdziesiątych wybraliśmy się z ojcem na poszukiwanie grobu dziadka, który poległ w 1939 roku w  Bitwie pod Tomaszowem Lubelskim. Pojechaliśmy w okolice miejscowości Ulów, gdzie dziadek zginął i gdzie mieliśmy nadzieję odnaleźć jego grób. Droga do do parafii w Ulowie, w której ojciec przypuszczał, że mogą się znajdować jakieś dokumenty związane z poległymi żołnierzami, biegła przez las, odchodziła od głównej szosy w bok i była wówczas nieutwardzona. Wjechaliśmy w nią jakieś kilkaset metrów, jednak okazała się na tyle wyboista, że ojciec nie zaryzykował uszkodzenia podwozia nowego wówczas Trabanta i zawrócił. Zatrzymaliśmy się przy głównej drodze i nieopodal jakiejś wsi spotkaliśmy jakiegoś rolnika, którego ojciec postanowił zapytać, czy do parafii nie ma innej drogi. Rolnik okazał się człowiekiem, który dobrze pamiętał wydarzenia, jakie rozegrały się na tych terenach w drugiej połowie września 1939 roku i gdy dowiedział się, co nas w tamte strony przygnało, zaczął opowiadać ze szczegółami fragmenty bitwy, które wtedy jako młody człowiek widział i zapamiętał. Słuchaliśmy z zaciekawieniem jego wspomnień, ale zrobiło się późno i ojciec postanowił, że musimy gdzieś przenocować. Spod Ulowa wróciliśmy do Tomaszowa Lubelskiego.

W mieście, którego nie znaliśmy było już zupełnie ciemno i nie było nawet kogo zapytać się o jakiś nocleg, bo miasto było zupełnie puste. Krążyliśmy po nim trochę i dopiero na jakimś  wybrukowanym „kocimi łbami” rynku stała jedna jedyna taksówka. Ojciec postanowił zapytać taksówkarza (w czasach głębokiego PRL osoby zawsze o wszystkim dobrze poinformowanej) o jakiś hotel czy nocleg. Taksówkarz, który siedział w ogromnej czarnej limuzynie, powiedział, że właśnie jesteśmy pod hotelem.

Wyprawa na dalekie Roztocze nie przyniosła zamierzonego rezultatu. Nie odnaleźliśmy mogiły, w której przypuszczalnie leżał dziadek, a z całej eskapady najbardziej wryły mi się w pamięć opowieści rolnika spod Ulowa, czarny Zim na rynku w Tomaszowie i mijane kilkakrotnie w okolicach Lublina ciekawe prototypy Żuka A40.

Grób dziadka odnalazłem kilkadziesiąt lat później w Internecie.

Późnym wieczorem, 14 maja 2010 roku, zacząłem się przymierzać do opisania pewnego, nowo nabytego modelika, jednak, podobnie jak i teraz, nie bardzo miałem pomysł na wpis. Zachciało mi się przypomnieć sobie mój wywiad dla OnetTV (z początku tegoż roku), i aby długo nie szukać, wklepałem w Google moje nazwisko. W wynikach na pierwszych dwóch miejscach pojawił się link do wywiadu, ale ku mojemu zaskoczeniu na miejscu trzecim pojawił się link z imieniem mojego dziadka. Kiedy zawsze wpisywałem moje nazwisko w Google wyskakiwały różne strony, ale dziadka wśród nich nigdy nie było. Kiedy kliknąłem, znalazłem się na stronie nieobecni.pl, a moim oczom ukazała się zbiorowa mogiła żołnierzy poległych we wrześniu 1939 roku i tablica z nazwiskiem mojego dziadka. Nikt z rodziny nie wiedział nigdy, gdzie dziadek został pochowany. Zginął prawdopodobnie 20 września w miejscowości Ulów, po Pierwszej Bitwie pod Tomaszowem Lubelskim, ale jego grobu nigdy nie udało się odnaleźć. Długo oglądałem zdjęcia z cmentarza Zamość-Rotunda, gdzie dzięki Internetowi udało mi się przypadkowo odnaleźć jego grób. Później postanowiłem poczytać trochę o samej bitwie i o znanych z historii postaciach, które brały w niej udział (generałach Grocie-Roweckim Władysławie Andersie). Tak zeszło mi pół nocy z piątku na sobotę i pół soboty, zaś w niedzielę odwiedzili mnie moi rodzice, którzy też chcieli zobaczyć odkryty przy pomocy Internetu grób.

Moja gorąca, osobista prośba: 

Jeśli ten wpis przeczyta ktoś z Zamościa, 

Jeśli ten ktoś odwiedzi w najbliższych dniach cmentarz Rotunda Zamojska, proszę zapalić świeczkę na grobach żołnierzy z września 1939 roku !  A jeśli będzie miał chwilę czasu i wśród tych grobów odnajdzie grób mojego dziadka, będę wdzięczny !

Grób dziadka

Grób wygląda tak

Od zakupu ostatniego modelika jaki pokazałem na blogu (Fiata Uno) minęło dwa miesiące. W tym czasie zajmowałem się remontem pokoju, byłem na krótkich wrześniowych wakacjach i ogólnie byłem na tyle zajęty, że nie bardzo miałem czas zajmować się poszukiwaniem nowych modeli do mojej kolekcji. Owszem, podglądałem oferty na Allegro i coś tam nawet licytowałem, ale niewiele z tego wyszło. Dopiero w połowie października zacząłem obserwować aukcję modelika, o którym od dawna myślałem, jednak tym razem postanowiłem o niego zawalczyć.

Modelik ten jak najbardziej pasuje do tego wpisu, gdyż tak jak historia odnalezienia grobu mojego dziadka, też wiąże się z historią Drugiej Wojny Światowej. 

W środę 15 października kończyła się aukcja modelika samobieżnego działa pancernego SU-100. „Konstelacja” była bardzo dobra. Aukcję „wygrzebałem” kilka dni wcześniej, a kończyła się o godz. 11. W pracy na chwilę wszedłem na Allegro i postawiłem na modelik kwotę 26 złotych. Następny licytujący, który prawdopodobnie „strzelał” do modelika ze „snipe’a”, a jego obecność uwidoczniła się dopiero po zakończeniu aukcji,  postawił 25 złotych i 78 groszy i w ten sposób ja okazałem się zwycięzcą. Ostatecznie modelik wraz z przesyłką kosztował mnie 37 złotych, co nie jest kwotą wysoką, zważywszy na to, iż na kilkunastu ostatnich giełdach widziałem go tylko raz, a sprzedający chciał za modelik 80 złotych.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Kiedy przesyłka z modelikiem dotarła byłem pełen obaw. Modelik jest stary, został wyprodukowany prawdopodobnie jeszcze w ZSRR gdzieś na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Moje obawy okazały się bezpodstawne. Jak na swój wiek, modelik był ku mojemu zaskoczeniu w bardzo dobrym stanie. W modeliku brakowało co prawda reflektora i antenki (co było widać na zdjęciach załączonych do aukcji), ale to, co budziło moje największe obawy, czyli lakier, okazał się być w stanie idealnym.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Antenę i reflektor udało się bez problemu w ciągi jednego wieczoru dorobić i modelik nadawał się do prezentacji na blogu. Zbliżające się Święto Zmarłych jest jak najbardziej dobrą okazją do przypomnienia tego historycznego i wielce zasłużonego w czasie Drugiej Wojny Światowej pojazdu.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Na ostatniej giełdzie modelarskiej, na której byłem (w czerwcu) kupiłem 2 modeliki, na które niejako od dłuższego czasu się po prostu uparłem. Upór okazał się niezbyt dobrym doradcą. Po powrocie do domu i wyciągnięciu modelików z blistrów, w które były zapakowane, zarówno Łada 2106 jak i Wołga M24R (obydwa z rosyjskiej serii „Avolegendy CCCP”) nie tylko mnie nie zachwyciły, ale wręcz dość mocno rozczarowały. Obydwa wymagają dość kłopotliwych przeróbek, na domiar złego w trakcie drobnych poprawek w wołdze ułamał się czop mocujący ośkę jednego z kółek, zaś sama felga pękła na pół. Wspominając więc mój ostatnią wypad na giełdę, zacząłem się zastanawiać, czy nie lepiej było zamiast dwóch feralnych modelików „osobówek”, za wydaną kwotę kupić jeden „porządny” model np. niemieckiego czołgu, który na ostatniej giełdzie też się pojawił.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Moja kolekcja to w końcu  „zminaturyzowana” historia motoryzacji od jej początku aż do czasów współczesnych. A przecież w okresie II Wojny Światowej praktycznie samochodów osobowych zwłaszcza w Europie nie produkowano. Za to cały przemysł motoryzacyjny został przestawiony na produkcję różnego rodzaju pojazdów wojskowych i dlatego ten okres postanowiłem w mojej kolekcji pokazać poprzez modeliki takich właśnie pojazdów. Od kilku lat na rynku pojawia się coraz więcej modeli pojazdów z okresu II Wojny Światowej w skali 1:43. (Przez wiele lat takich modeli nikt właściwie na szerszą skalę nie produkował, a jedynym modelem pojazdu z czasów wojny jaki można było zdobyć był model amerykańskiego łazika Willys Jeep.) Dlatego też ostatnio zacząłem się interesować nie tylko nowymi modelami pojazdów z czasów wojny, ale ich pierwowzorami, czyli historią bojowych maszyn z tego okresu.

Czytałem w Internecie o czołgach, transporterach opancerzonych, zarówno radzieckich, jak i niemieckich czy amerykańskich. Oglądałem wiele oryginalnych zdjęć i kilka filmów z tamtych czasów. Na kanwie tej „lektury” postanowiłem moją kolekcję uzupełnić właśnie o kilka modeli takich pojazdów zwłaszcza tych najbardziej znanych.

Samobieżne działo pancerne SU-100 podobnie jak i wcześniejsze nieco tego typu działa powstało na bazie podwozia słynnego radzieckiego czołgu T-34. Na froncie pojawiło się w połowie 1944 roku. Było w pewnym sensie odpowiedzią na pojawienie się na polach bitew nowych niemieckich konstrukcji, a zwłaszcza czołgu Pz.Kmpf VI „Tygrys”. (znanego z wielu filmów wojennych zwłaszcza z okresu PRL).

W czasie II Wojny Światowej teatr działań wojennych w stosunku do wielu poprzednich wojen zupełnie się zmienił. Na frontach chyba największa rolę zaczęły odgrywać czołgi. Wiele armii używało wielu różnych konstrukcji, jednak najistotniejszą rolę odegrały chyba tak zwane czołgi średnie. Właściwie wszystkie najbardziej znane konstrukcje z tego okresu to czołgi średnie takie jak wspomniany tu radziecki T-34, czy amerykański Sherman. Wspomniany tu niemiecki „Tygrys”, przedstawiany w czasach PRL na filmach jako najbardziej  znany czołg Wermachtu, wcale takim nie był. Najpopularniejszym czołgiem niemieckim nie był też również znany z filmów Pz.Kmpf V „Pantera”. Podstawowym czołgiem niemieckim był mniejszy i lżejszy od pozostałych Pz.Kmpf IV. Ten ostatni (podobnie jak Sherman) był wyposażony w armatę kalibru 75 mm. Po doświadczeniach największej w historii bitwy pancernej, jaka rozegrała się w 1943 roku na łuku kurskim, Rosjanie wyposażyli swoje T34 w nową większa wieżę, a w niej zamontowali armatę kalibru 85 mm. Powstały w ten sposób czołg T34/85 przewyższał swoją zdolnością bojową nie tylko najpopularniejsze czołgi niemieckie Pz.Kmpf IV, ale miał również większe szanse w starciu z Pz.Kmpf VI „Tygrys”, który był wyposażony w armatę 88 mm i był uznawany za najlepszy czołg II Wojny Światowej. Modelik T-34/85 mam w kolekcji od ponad 20 lat:

SU 100 -T34 1b

Wraz z przezbrojeniem czołgu T-34 w armatę 85 mm, konieczne stało się dalsze wzmocnienie uzbrojenia dział samobieżnych i tak dokonano adaptacji kadłuba działa SU-85 (wytwarzanego również na podwoziu T 34) oraz wyposażono je w armatę kalibru 100 mm. Tak do uzbrojenia armii radzieckiej w lipcu 1944 trafiło prezentowane tu (w formie modelika) samobieżne działo pancerne SU-100. To właśnie na takich, jak opisywane modeliki czołgach i działach żołnierze Armii Czerwonej w latach 1944 – 1945 wyzwalali tereny polskie spod okupacji niemieckiej.

Drodzy czytelnicy !

 Według dostępnych szacunków na ziemiach polskich znajduje się ok. 600 cmentarzy na których pochowano ponad 500 tyś żołnierzy radzieckich.

PAMIĘTAJMY !

Zbliża się Święto Zmarłych !

Jeśli koś z was będzie na takim cmentarzu, proszę, TEŻ zapalcie świeczkę jakiemuś nieznanemu żołnierzowi !

 

pozdrawiam

 

P.S.

No i proszę, wystarczyło po kilku miesiącach przerwy dodać kilka nowych wpisów, a licznik znów zaczął się kręcić:

847 odsłon na dobę

W ubiegłą niedzielę, (27 października) choć nie całą spędziłem przed komputerem, dzienna liczba wizyt okazała się naprawdę imponująca.

Dwa miesiące temu, minęło 8 lat od założenia przeze mnie tego bloga, a od jakiegoś czasu na liczniku wszystkich wizyt z przodu pojawiła się „jedynka”. Na początku września byłem bardzo zajęty dokańczaniem remontu i poszukiwaniem sensownej oferty wakacyjnego wyjazdu. Ale cóż, „lepiej późnoi niż wcale”, więc przy tej specjalnej okazji:

PRAGNĘ SERDECZNIE PODZIĘKOWAĆ WSZYSTKIM, KTÓRZY PRZEZ OSTATNICH 8 LAT ODWIEDZILI MOJEGO BLOGA I PRZYCZYNILI SIĘ DO USTANOWIENIA KOLEJNEGO REKORDU: OKRĄGŁEGO MILIONA ODSŁON