Tag: Toyota

236. Wypada się pochwalić i wózek widłowy TOYOTA

 

W czwartek 13 listopada, mój blog został polecony na głównej stronie serwisu Onet.pl

 

63-rocznica-na-Onet-.pl-1B2

Polecenie przez Onet wydatnie wpłynęło na „oglądalność” bloga.

1750 wizyt na dobę

W piątek 14 listopada, mój blog wciąż był polecony na głównej stronie serwisu Onet.pl, tym razem w nieco innym miejscu:

 

63 rocznica na Onet 2B-2

Moje zdjęcia, tym razem inaczej niż w roku ubiegłym nie wywołały lawiny komentarzy. Zapraszam więc do wzięcia w niej udziału i podaję link do galerii na Onet Blog:

Historia polskiej motoryzacji – 63. rocznica uruchomienia produkcji w FSO

 

Ponieważ po ostatnim remoncie i zakupach kilku modeli, z których 2 są jak na skalę 1:43 dość duże,  w moich szafach zrobiło się mało miejsca. Postanowiłem więc nieco kolekcję „przewietrzyć”. Wystawiłem na Allegro kilka modeli, które zajmują tylko miejsce. Jeden z nich jest co prawda maleńki, ale mam drugi taki sam, więc postanowiłem go sprzedać. A, że nie był prezentowany na blogu, przy okazji go prezentuję:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Modelik jest bardzo ładnie wykonany i nie jest to raczej zabawka, gdyż jak informuje napis na opakowaniu przeznaczony jest dla młodzieży w wieku od 15 lat. Ma co prawda napęd typu pull-back, ale jest on tak maleńki i został tak dobrze umieszczony, że nie wpływa to na wygląd modelika.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Modelik nie jest w skali 1:43, a jak podaje opis na pudełku 1:45. Jednak przy tak małej wielkości nie robi to wielkiej różnicy i do mojej kolekcji pasuje, jako fajne i zupełnie inne jej uzupełnienie.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Przy okazji wystawienia modeli, postanowiłem wykorzystać też to, że mój blog przez ostatnich kilka lat stał się właściwie dobrze rozpoznawalną marką i jego logo umieściłem na zdjęciach dodanych do aukcji. Zrobiłem to też z jeszcze innego względu. Niestety wciąż zdarza się, że na Allegro trafiam na moje zdjęcia podpisane nickiem sprzedającego. Nie mam nic przeciwko temu, jeśli ktoś korzysta z moich zdjęć, ale podpisywanie ich własnym nickiem w celach merkantylnych, to jednak przesada i dlatego postanowiłem moje zdjęcia, umieszczane prze ze mnie na Allegro, oznaczyć „logiem” bloga. 

Pokazany na zdjęciach Polonez Truck, to nie właściwy model z mojej kolekcji, a materiał do wykonania konwersji takiej, jaką tu swego czasu pokazałem.

A tu jeszcze obrazek z pozostałych moich aukcji:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

pozdrawiam

Reklamy

233. Stare zabawki w mojej kolekcji

Kolekcja, której poświęcony jest ten blog, została zapoczątkowana 30 lat temu, wiosną 1984 roku. Nie znaczy to jednak, że w moich zbiorach nie ma modeli jeszcze starszych, zbieranych w czasach mojego dzieciństwa, czyli głębokiego PRL. Nie mam ich zbyt wiele. Ale te, które mam, choć nie wchodzą w skład mojej właściwej kolekcji, postanowiłem sobie zachować.

Kilka lat temu, przy jakiejś okazji, będąc u mamy zajrzałem na strych. W domu rodziców zostało parę moich rzeczy jeszcze z czasów młodości. Większość leży tam od ponad 30 lat (a więc od czasu kiedy dom rodzinny opuściłem na dobre). Przeglądając resztki moich dawnych „skarbów” postanowiłem jeden z nich ocalić od zapomnienia i przywieść do siebie do domu.  Zabawkę, a właściwie modelik z napędem sprężynowym na kluczyk kupiłem sobie w 1976 roku. Po maturze jako już dorosły młody człowiek postanowiłem zakończyć moje „młodzieńcze” zbieranie modeli samochodów. Jednak na „pożegnanie” postanowiłem kupić sobie trzy modele, o których od jakiegoś czasu marzyłem. O ile dobrze pamiętam pierwszym modelem był Renault 17 firmy Matchbox z serii Super fast. Drugim z całą pewnością była Skoda S 706 RT z naczepą i kontenerem w skali 1:87 z enerdowskiej firmy Premot, pasująca do innych moich modeli w tej skali, jakie w owym czasie zbierałem. I w końcu trzecim „pożegnalnym” modelem była pokazana tu teraz Toyota Corolla w skali 1:28.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Corollę, jak zresztą i dwa pozostałe, wymienione tutaj autka kupiłem w Centralnej Składnicy Harcerskiej w Żyrardowie, do którego od trzeciej klasy liceum dojeżdżałem na prywatne lekcje języka niemieckiego. Modelik Corolli był w owym czasie dość ciekawą ofertą. Wcześniej zbierałem głównie modele w skalach 1:72 (plastikowe polskie modele z serii Ruch) oraz enerdowskie modele w skali 1:87 (pasujące do kolejek H0).

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Miałem też w mojej „starej”, „młodzieńczej” kolekcji 3 modele w większej skali, 1:43 (metalowego malucha włoskiej firmy Politoys oraz 2 plastikowe Panhardy z radzieckiej serii modeli produkowanych w Tbilisi, które były kopiami francuskich starych modeli firmy Norev).  Chciałem mieć jednak jakiś fajny, spory i bardziej dokładny modelik w większej skali. W połowie lat 70-tych w Centralnej Składnicy Harcerskiej pojawiły się 3 plastikowe modele samochodów japońskich, japońskiej zresztą produkcji. Były to modele do sklejania (niezbyt skomplikowane). Miały napęd na kluczyk, przez co miały też pewną wadę, jaką było płaskie i słabo odwzorowane wnętrze. Ale cóż, innych na „socjalistycznym” rynku nie było. Z owych trzech wybrałem Corollę, a o ile dobrze pamiętam, głównie z uwagi na kolor. Pozostałe 2 były po prostu białe, a Corolla jako jedyna była czerwona.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Po przywiezieniu do Warszawy, modelik – zabawka trafił do gabloty z modelami z właściwej kolekcji. Od samego początku, oprócz opisywanej już wady, miał jeszcze inną. Nie wiedzieć czemu był od samego początku zbyt nisko zawieszony (podwozie „zapadało” się w nadwoziu). Już w czasie kiedy go składałem postanowiłem temu zaradzić i na brzegach płytki podwozia dokleiłem kawałki plastiku i aby wysunąć podwozie na dół, do nich, a nie do samej płytki przykleić nadwozie. Jednak w tamtym czasie nie byłem tak „wytrawnym” modelarzem jak obecnie i rozwiązanie to nie zdało egzaminu. Napęd mimo, że japoński od czasu do czasu się zacina, a wtedy trzeba z modelika wyjąć podwozie i w mechanizmie „pogrzebać”, albo po prostu go naoliwić. Z tego też powodu nie chciałem przyklejać podwozia na stałe, bo każda „konserwacja” wymagała rozcinania klejonego połączenia. Nadwozie było przyklejone więc prowizorycznie, tylko z przodu i z tyłu, co skutkowało tym, że kiedy w trakcie puszczania modelik na śliskiej podłodze wpadł w poślizg i np. uderzył w nogę krzesła, nadwozie spadało.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Przez dłuższy czas nie miałem pomysłu ani czasu, jak temu zaradzić. Modelik stał w kącie na samym dole gablotki i czekał z naprawą na „święty nigdy”. Sytuacja zmieniła się rok temu. Kiedy na bazarze na Namysłowskiej przypadkiem upolowałem inny stary modelik podobnej wielkości, po jego naprawie postanowiłem naprawić również Corollę.

Na progi od wewnętrznej strony nadwozie nakleiłem czerwone plastikowe cienkie listwy. Przyklejone dawniej do płytki podwozia kawałki plastiku (z ramek od wypraski wnętrza) oderwałem i przykleiłem jeszcze raz, nieco bliżej środka. Na nie nakleiłem wycięte (z innego) plastiku płaskie płytki.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

W ten sposób powstał „zamek” dzięki któremu podwozie jest dobrze połączone z nadwoziem, a w razie potrzeby obydwa elementy dają się szybko rozdzielić.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Stara japońska zabawka kupiona w 1976 roku obok innej, znacznie nowszej Corolli z mojej „dorosłej” kolekcji w skali 1:43:

233. Stare zabawki 7

Biała Corolla pochodzi z serii „Kultowe Auta PRL” i była już na blogu prezentowana.

Pośród rupieci na strychu w domu moich rodziców znalazło się też oryginalne pudełko od modelika. Po odpowiednim przygotowaniu, mam zamiar przystosować je do przechowywania w nim rozłożonego modelika.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Proszę, a tu Toyota jeździ i już się nie rozpada:

A wszystko zaczęło się od naprawy opisywanej tu jakiś czas temu innej zabawki z czasów PRL: Polskiego Fiata 125p.

Jak pisałem tu rok temu:

Niedaleko ode mnie na ternach dawnych basenów przy ulicy Namysłowskiej (na Pradze) w soboty i niedziele w godzinach przedpołudniowych odbywa się coś, co przypomina mi czasy PRL. Pchli targ pod gołym niebem. Od jakichś trzech lat od czasu do czasu tam zaglądam. Po co tam jeżdżę? Wiadomo po modeliki, a właściwie ich wraki, z których wyjmuję różne przydatne do moich przeróbek części. Z oczywistych względów największym rarytasem są kółka. Zdezelowany modelik kosztuje tam od 1 do 5 złotych, a skoro przeważnie i tak do przeróbek wykorzystuję praktycznie tylko kółka, doszedłem do wniosku, że lepiej i taniej będzie kupić na pchlim targu „rozbitka”, niż szukać po marketach resztek modelików firmy Hongwel (w cenie kilkunastu złotych).

Wycieczka na Namysłowską odbywa się zresztą w określonym porządku. Jadę tam przeważnie ok. godziny 12 i „przeczesuję” cały targ. Jeśli coś się trafi kupuję. Później (o ile jest to sobota) odwiedzam sklep modelarski na Jagiellońskiej, a później w zależności od pogody jadę na dalszą wycieczkę, bądź wracam do domu (zahaczając z reguły o jakiś Kaufland i Empik lub Tesco). Na Namysłowską jest ode mnie niecałe 3 kilometry, dlatego całą trasę przemierzam rowerem. Samochód trzeba by zostawić i tak jeszcze na Targówku, bo w okolicach bazaru nie ma go gdzie zaparkować, więc i tak trzeba kilkaset metrów dojść. Poza tym przy tak małym dystansie silnik nawet nie zdąży się rozgrzać, szkoda więc samochodu.

Prawdziwy „złoty strzał” przytrafił mi się rok temu (w sobotę 26 października 2013 roku).

W trakcie „obchodu” bazaru, miedzy stoiskami z kawą i (oczywiście ciuchami) moją uwagę przykuła niewielki kocyk, na której leżało kilkanaście zdezelowanych autek w różnych skalach, a wśród nich mały „rarytasik” zabawka Fiat 125p w całkiem dobrym stanie. Wziąłem ją do ręki i zapytałem zawianego nieco gościa, do którego kocyk należał: ile ? Gość był podchmielony i rzucił niezbyt wygórowaną kwotę, której nie zdradzę. Nie targowałem się. Wyjąłem z portfela tyle ile chciał i bez namysłu zapłaciłem: SAMSUNG DIGITAL CAMERAAutko było praktycznie kompletne i nieuszkodzone. Napęd okazał się sprawny. Brakowało tylko kawałka zderzaka tylnego z prawej strony. SAMSUNG DIGITAL CAMERAW moich „rupieciach” modelarskich znalazłem jednak odpowiedni kawałek białego plastiku i niedługo po zakupie dorobiłem brakujący kawałek zderzaka i kieł:

SAMSUNG DIGITAL CAMERADo Fiata nie mam pudełka. Nie wiem też do końca, kto i kiedy go wyprodukował. Na podwoziu nie ma żadnych oznaczeń i jedyne, co przez rok od jego zakupu udało mi się ustalić to, to, że został wyprodukowany gdzieś na przełomie lat 70-tych i 80-tych, najprawdopodobniej przez jakąś rzemieślniczą spółdzielnię pracy w Zielonej Górze.  (Wskazują na to ponoć stare, zielonogórskie numery na tablicach rejestracyjnych)

SAMSUNG DIGITAL CAMERAPolski Fiat, podobnie jak Corolla też jeździ, ale nieco inaczej. Nie ma kluczyka i nie trzeba go nakręcać, ale trzeba go niejako rozpędzić. Ma napęd inercyjny (jest po prostu na koło zamachowe):

Fiata kupiłem bez namysłu z pierwotnym zamiarem korzystnej odsprzedaży na Allegro. Ale kiedy pokazałem go mojej mamie, powiedziała: „Zostaw go sobie, takiego nie masz, jest zupełnie inny niż wszystkie”.

Miała rację. Obydwa modele- zabawki choć są większe niż prezentowane tutaj zazwyczaj są niewątpliwą ciekawostką, a wielkością całkiem do siebie pasują:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

pozdrawiam

190. Kultowe Auta PRL – Kultowe, czy nie ? Passat, Golf, Corolla

O ile dobrze pamiętam, cztery lata temu, kiedy startowała seria „Kultowe Auta PRL” miało się w niej ukazać 50 modeli najbardziej znanych i popularnych  samochodów z okresu PRL. Kiedy okazało się, że seria się przyjęła zapowiadaną długość kolekcji wydłużono najpierw do 80, później 100, a od jakiegoś czasu zapowiadana długość kolekcji to 120 modeli. Ponieważ w serii wyszła cała gama modeli samochodów produkowanych w krajach byłej już „demokracji ludowej”, a wiele z tych aut pokazano w kilku nie zawsze różniących się od siebie zbytnio odmianach, temat naprawdę „kultowych” aut z tamtych czasów zaczął się powoli wyczerpywać. Aby jednak urozmaicić i ubarwić nieco serię oprócz modeli aut typowych dla motoryzacji socjalistycznej zaczęły się w niej pojawiać również modele aut produkcji zachodniej.

Pierwszym takim autem był Fiat 127, który ukazał się w numerze 72. Model pasował do kolekcji, bo choć w PRL nie był samochodem zbyt popularnym, sprzedawany był pod znajomą marką Polski Fiat i nosił oznaczenie 127p. Model zaskoczył nieco miłośników serii, ale cóż, z uwagi na opisane tutaj koneksje z FSO, przymknęli oni oko na „niesocjalistyczny” rodowód auta i modelik zaakceptowali. Jednak już 2 numery później, w numerze 74 w serii ukazał się Volkswagen 1200 „garbus” i na forach nieco zawrzało, bo samochód był już absolutnie „zachodni” i do dotychczasowego charakteru kolekcji raczej zupełnie nie pasował.

Od czasu ukazania się „garbusa” w serii zaczęły się już regularnie pojawiać model wozów zachodnich. Modele takich aut dostępne są na rynku od wielu, wielu lat i choć z serii „Kultowe Auta PRL” interesują mnie głównie modele samochodów produkowanych w dawnych krajach socjalistycznych, to obserwuję i oglądam również modele wozów zachodnich z serii. Dla mnie są one niedrogą, a jednocześnie ciekawa alternatywą, służącą do uzupełniania moich wcześniejszych zbiorów. Do kilku takich modeli się przymierzałem, a kilka z nich kupiłem i specjalnie tego nie żałuję. Z niektórych modeli aut zachodnich z „kultowej” serii nawet bardzo się cieszę.

W ubiegły wtorek wracając z pracy wstąpiłem do Centrum Hanlowego Arkadia. Kiedy pozałatwiałem to, co miałem tam załatwić zacząłem się zastanawiać czy nie wpaść jeszcze do Empiku. Byłem już nieco zmęczony i skonstatowałem, że nowy „kultowy” modelik ukaże się dopiero następnego dnia (w środę), jednak doszedłem do wniosku, że skoro już w Arkadii jestem to jednak wpadnę. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że na półce z różnymi kolekcjami już we wtorek leżało kilka gazetek z modelikami Volkswagena Passta B2. A że do jego zakupu się od kilku dobrych tygodni przymierzałem, obejrzałem wszystkie sztuki uważnie. Modelik spodobał mi się, wybrałem więc jeden i udałem się do kasy:

Na modelki B2 polowałem od wielu, wielu lat. Modelik tego bardzo niegdyś popularnego samochodu wypuściła na początku lat 80-tych firma Conrad (w tej samej serii co zdobytego 2 lata temu Volkswagena Scirocco). Modelik ten widziałem po raz pierwszy jeszcze chyba w 1984 roku na pchlim targu koło warszawskiej Spójni. Było to na samym początku mojej „kolekcjonerskiej” kariery  i dobrze go zapamiętałem, bo kosztował wtedy majątek. (chyba 1/4 mojej pensji w FSO czy coś takiego). Podczas mojego kilkuletniego pobytu w Niemczech jakoś mi się nie trafił. W sklepach modelarskich już go chyba nie było, a na flohmaktach też go nie spotkałem. Możliwe, że dlatego, bo w latach 80-tych w branży modelarskiej panował kryzys i nawet w Niemczech nie było tak szerokiej jak dziś oferty modeli nawet bardzo popularnych samochodów.  W sklepach modelarskich królowały właściwie tylko dwie firmy Schabak i Gama (Minichampsa wtedy jeszcze nie było). Pierwsza robiła zaledwie kilka modeli Volkswagenów i Audi, druga oferowała głównie modele Opli. Modelik B2 firmy Conrad trafił mi się dopiero na giełdzie kolekcjonerskiej w Sopocie w 2003 roku. Jednak sprzedający żądał z niego 60 zł, modelik nie był w stanie idealnym, a blisko 20 lat po tym jak go zobaczyłem po raz pierwszy, nie zrobił na mnie już żadnego wrażenia, bo w porównaniu z wieloma innymi modelami jakie już wtedy miałem, wydał mi się niezbyt atrakcyjny i choć rzadki, w żadnym wypadku nie wart był ceny za jaką został wystawiony na sprzedaż.

Toteż kiedy w zapowiedziach na stronie „kultowej” serii ukazał się Passat B2, ucieszyłem się i postanowiłem go kupić. W kolekcji oprócz opisywanych na tym blogu modeli B1 i B6 mam jeszcze dwa modele B3 (w tym jeden kombi) oraz nienajlepszy co prawda, ale zawsze, modelik B5 firmy Schuco (notabene kupiony w salonie Volkswagena w 2000 roku za 45 zł). Do kompletu brakowało mi właściwie tylko B2, bo model B4 traktowałem zawsze raczej jako większy i bardziej kompleksowy facelifting modelu B3, niż naprawdę zupełnie nowy model auta.

190. Kultowe 2

Kiedy modelik kupiłem bardzo mi się spodobał. Jednak po wyjęciu z opakowania, obejrzeniu zdjęć samochodu w Internecie oraz poczytaniu dyskusji na formum, postanowiłem nieco go poprawić. Co ciekawe, o ile poprawki podwozia, które okazały się konieczne poprawiły wygląd modelika, o tyle poprawki nadwozia które miały sprawić, że modelik będzie szczegółami lepiej odwzorowywał prawdziwy samochód, okazały się nie najszczęśliwsze, bo chociaż pomalowanie na czarno wnęki pod tablicę rejestracyjną (z tyłu), a zwłaszcza pomalowanie pasa pod atrapą i lampami przednimi jest zgodne z oryginalnym wyglądem prawdziwego auta, to wyglądu modelika w żadnym wypadku nie poprawia, a wręcz powoduje, że modelik wygląda mniej atrakcyjnie niż przed poprawkami.

Jak już wspomniałem, niestety konieczne okazały się poprawki podwozia. Tylna oś miała za szeroki rozstaw kół i „pływała” – koło z jednej strony zawsze wystawało równo z obrysem nadwozia (choć tragicznie to nie wyglądało). Znacznie gorzej wyglądała sprawa osi przedniej. Nie dość, że też „pływała” to na domiar  złego koła nie znajdowały się w środku wnęk w nadwoziu, a były przesunięte w stosunku do nich do przodu i w związku z tym całą oś trzeba było przesunąć do tyłu, co wiązało się z koniecznością ściągnięcia kółek z osi. Sprawiło to trochę kłopotu. Ponieważ przy oględzinach modelika doszedłem do wniosku, że opony są na kołach w Passacie montowane inaczej niż w większości modeli z „kultowej” serii, postanowiłem ich z kółek nie ściągać. Dlatego poprawki wymagały użycia dotychczas stosowanych narzędzi, jednak użyłem ich w nieco inny niż zwykle sposób.  Aby ściągnąć koła z osiek bez demontażu opon, trzeba mieć dość cienkie szczypce (2 sztuki) i chwycić nimi mocno za czopy kół w które wbite są ośki, a następnie delikatnie obracać. Operacja wbrew pozorom wcale nie okazała się łatwa. Na szczęście w Passacie czopy są dość długie i jest za co chwycić, jednak z obracaniem kółek względem siebie idzie już znacznie gorzej. Operację wypróbowałem najpierw na osi tylnej. Po ściągnięciu kółek z ośki zmontowałem całość jeszcze raz tylko kółka wcisnąłem na ośkę trochę głębiej. Z przodu po ściągnięciu kółek, rozpiłowałem nieco otwory pod ośkę w podwoziu, następnie wszystko jeszcze raz zmontowałem. Między ośkę, a powiększone otwory w podwoziu wepchnąłem  (z przodu) maleńkie kawałki nasączonego klejem do tworzyw styropianu i w ten sposób nie tylko przesunąłem do tyłu całą oś przednią, ale również przód nadwozia modelika poszedł nieco do góry.

190. Kultowe 3

Niestety ostatnia wada nie jest wadą montażową tak jak pierwsza, a wygląda na wadę konstrukcyjną modelika. po prostu rozstaw osi w nadwoziu (wnęki kół) i podwoziu (miejsca mocowania osi kół) nieco się do siebie różnią.

A skoro już przy okazji prezentacji Passata poruszyłem temat modeli „niekultowych”, zachodnich aut z serii „Kultowe Auta PRL” pokażę jeszcze dwa inne modele z tej serii, których do tej pory nie miałem okazji na tym blogu zaprezentować: Kupionego pod sam koniec ubiegłego, 2011 roku  Volkswagena Golfa i nabytą w czerwcu tego roku tuż przed moimi urodzinami Toyotę Corollę.

A więc najpierw Golf:

190. Kultowe 4

Ten jeden z najlepiej wykonanych modeli w serii kupiłem bez wahania. Mam co prawda w kolekcji modelik Golfa I, ale jest to kupiony jeszcze w 1986 roku w Kolonii dość prymitywny jak na dzisiejsze standardy modelik. Modelik był kilkakrotnie przerabiany i poprawiany. Kupiłem go co prawda w oryginalnym pudełku, w sklepie modelarsko-zabawkarskim ale jako modelik uszkodzony. Poza tym jest to modelik 5 drzwiowego Golfa. Dlatego zielony modelik z kioskowej, polskiej serii bardzo mnie cieszy. Na modelik były na forach dość powszechne narzekania, że jest pozbawiony tylnych siedzeń. Ja uznałem, że wnętrze modelika imituje auto z rozłożonymi siedzeniami tylnymi, a poza tym ta „niby” wada nie jest, aż tak bardzo widoczna, dlatego uznałem ją raczej za ciekawostkę niż za poważną wadę.

190. Kultowe 5

Toyota Corolla E70 nie jest już tak dobrze zrobiona jak Golf ale też bardzo mnie cieszy:

190. Kultowe 6

W całej mojej dość sporej kolekcji mam zaledwie kilka modeli samochodów japońskich. W Polsce Toyota E70 nie była aż tak popularna jak jej wszystkie późniejsze odmiany. Była jednak chyba pierwszym modelem Corolii, który zaczęto do Polski sprowadzać jeszcze pod sam koniec lat 70-tych. Poza tym Corolla jest od wielu lat jednym z najpopularniejszych i najlepiej sprzedających się na całym świecie samochodów. Dlatego obecność modelika choćby i zapomnianej już wersji tego naprawdę zgrabnego samochodu naprawdę cieszy.

W Corolli poprawiłem nieco wygląd świateł tylnych. Malowanie na białym lakierze cieniutkich czarnych pasków nie jest rzeczą łatwą. Przeróbka wyszła tak sobie, właściwie nie znalazłem czasu jej do końca „dopieścić”. W rzeczywistości światła tylne wyglądają lepiej, bo modelik tak naprawdę jest prawie dwukrotnie mniejszy niż na zdjęciu:

190. Kultowe 8

Modelik mojego czwartego „niekultowego” auta z serii „Kultowe Auta PRL” – Simki A90 Aronde jako modelik z nieco innej epoki niż tu zaprezentowane, opiszę przy innej okazji.

pozdrawiam

133. Kolorowo – Toyota Corolla WRC

W ubiegły weekend pogoda, jak zresztą od początku tegorocznej wiosny, nie była najlepsza. Właściwie była to  odpowiednia pogoda do pisania bloga. Jednak mimo to, nie bardzo miałem czas opisać moją niedawną zdobycz z kilku powodów. Dlatego czynię to dopiero dziś.

W piątek, późnym wieczorem, w Internecie zupełnie przypadkowo odnalazłem grób mojego dziadka. Na związanym z tym faktem przeglądaniu sieci zeszło mi pół nocy z piątku na sobotę i pół soboty. (historię tę opiszę za tydzień).

W sobotę, zgodnie ze złożoną na tym blogu przed trzema tygodniami obietnicą, wybrałem się do podwarszawskiego Piaseczna na recital.

133. Toyota 1

Mała salka ośrodka kultury wypełniona była po brzegi. Niemal wszystkie miejsca były zajęte, ale publiczność stanowiły gównie panie (przeważnie w moim wieku +/- 40 z dużym znakiem +). Artystka wystąpiła przy akompaniamencie zespołu Ajagore, wzmocnionego dodatkowo przez gitarzystę Krzysztofa „Pumę” Piaseckiego. Zaśpiewała kilka nowszych i mniej znanych piosenek ze swojego repertuaru, jak: Piosenka o ludziach z duszą, jedną straszą: Brzydcy, lecz pomimo nawoływań kilku pań, i próśb najpierw o „czwartą”, później już o „trzecią kawę” nie zaśpiewała znanej i lubianej piosenki Za szybą. Kiedy zespół wyszedł na scenę, byłem lekko zaskoczony: trzy gitary i perkusja, żadnych klawiszy czy innych instrumentów. Jednak kiedy chłopcy zaczęli grać, byłem pełen uznania dla ich warsztatu. Wszystkie piosenki były prezentowane w bardzo podobny sposób: kilka zwrotek na początek, później długa solówka i na koniec ostatnia zwrotka. Po kilku utworach, w trakcie których muzycy zagłuszali nieco wokalistkę zrobiło się troszkę nudno i artyści zaczęli się na scenie przekomarzać, co nieco ożywiło publiczność. Pod koniec Grażyna Łobaszewska zaśpiewała 3 piosnki z repertuaru Czesława Niemena, a na zakończenie, aby chyba zaspokoić swoich fanów, wykonała swój nieśmiertelny przebój Czas nas uczy pogody, Na bis, też nie było „trzeciej kawy” tylko „Pieją kury pieją” z repertuaru Grzegorza Ciechowskiego. Mi koncert  raczej się podobał, ale na parkingu obok mojego samochodu, po koncercie przystanęły 3 panie i mogłem usłyszeć ich opinie. Były trochę rozczarowane.

W niedzielę, w związku z odkryciem w Internecie grobu dziadka, moi rodzice złożyli mi wizytę, bo koniecznie chcieli zobaczyć zdjęcie grobu. I tak wpis na blogu przesunął się o tydzień.

Historia motoryzacji byłaby niepełna bez uwzględnienia roli, jaką w rozwoju automobilizmu odegrał sport motorowy. Dlatego też w mojej kolekcji oprócz modeli aut osobowych, ciężarowych czy dostawczych, znajdują się również modele samochodów rajdowych. Niektórych z nich, wręcz nie wyobrażam sobie w innej  niż rajdowa wersji. Do takich aut należą Lancie: Fulvia HF i Stratos, Mitsubishi Lancer czy Subaru Impreza. Do takich aut w pewnym sensie należy też mój ostatni nabytek.

133. Toyota 2

Właściwie do końca lat sześćdziesiątych auta biorące udział w rajdach, nawet tych słynnych, niewiele odbiegały wyglądem od swych seryjnych pierwowzorów, jakie można było zobaczyć na ulicach. Miały tylko z przodu dodatkowe reflektory, na bokach numer startowy i przeważnie nie miały na kołach ozdobnych kołpaków. Jednak już na początku lat siedemdziesiątych sytuacja ta uległa zmianie. Rajdy stały się na świecie bardziej popularne, a nasza rodzima prasa motoryzacyjna (zwłaszcza tygodnik Motor) zaczęły przedstawiać regularne relacje z rajdów i zamieszczać zdjęcia. Auta rajdowe stały się bardziej podrasowane, były wyposażone w koła ze stopów lekkich, potężne baterie dodatkowych lamp, zaś na ciekawie pomalowanych karoseriach pojawiły się kolorowe reklamy. Z tras słynnych rajdów wyparte zostały rajdowe wersje popularnych, zwykłych samochodów, takich jak Austin Mini, Saab 96 czy Citroen DS, które królowały na nich w latach sześćdziesiątych, a pojawiły się rasowe, sportowe i specjalnie przygotowane do rajdów maszyny. Na początku lat siedemdziesiątych na trasach słynnych rajdów Mote Carlo, Safari czy Akropolis królowały cztery iście rajdowe legendy: Porsche 911, Alpine Renault A110, Lancia Fulvia HF i Datsun 240Z. Mniej więcej w tym okresie zainteresowałem się nieco rajdami, a z  przytoczonej czwórki udało mi się zdobyć modele 3 aut (oprócz Porsche).

W drugiej połowie lat siedemdziesiątych na rajdowych trasach królowały już auta specjalnie do rajdów stworzone, których „cywilne” wersje były niezwykle rzadkie, gdyż produkowano je tylko w liczbie umożliwiającej uzyskanie rajdowej homologacji (ok 500 sztuk). I tak słynne rajdy zdominował najpierw Lancia Stratos, a nieco później Fiat 131 Abarth  i np. Renault 5 turbo. Dominacja Lancii trwała niemal do końca lat osiemdziesiątych, kiedy to po Stratosie pokazały się najpierw model 037 Rally, później prawdziwe rajdowe monstrum Delta S4 (która w niczyn nie przypominała seryjnej Delty) i w końcu słynna Delta Inegrale. W tym też czasie pojawiły się także „klony” innych seryjnych aut, jak Peugeot 205 Turbo czy Audi Quatro (powstałe na bazie seryjnego coupe). Dominację samochodów budowanych specjalnie na rajdy przerwała dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych firma Ford, wprowadzając na rajdowe trasy podrasowane (z napędem 4×4) odmiany samochodów znanych i naprawdę popularnych: Sierrę Cosworth, a kilka lat później Escorta.  I tak stopniowo na rajdowe trasy wróciły auta bardziej przypominające wyglądem zwyczajne samochody jakie można było spotkać na ulicach. Auta te nie reklamowały już marki, czy wizerunku koncernu jaki w rywalizacji reprezentowały, ale konkretne i to najbardziej popularne modele samochodów (przeważnie z segmentu klasy średniej niższej – fachowo zwanego segmentem C). Za prekursora tego do dziś obowiązującego trendu można by w pewnym sensie uznać Lancie Delta Integrale,  chociaż jednak nie do końca, gdyż w czasach jej dominacji na rajdowych trasach (na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych) jej „cywilna” odmiana, na bazie której powstała – zwykła Lancia Delta – była autem nie tylko mało popularnym, ale i do tego naprawdę leciwym. Delta Integrale nie doczekała się jednak godnego następcy i zakończyła blisko dwudziestoletnią historię dominacji aut włoskich na rajdowych szlakach. Jej miejsce zajął w połowie lat dziewięćdziesiątych właśnie Ford Escort WRC, którego można już w pełni uznać za prekursora obecnych rajdowych legend. W sporcie motorowym zrobiło się znów ciekawie. Na trasach rajdów rywalizowały zespoły fabryczne autami, które nie tylko z nazwy bardzo przypominały popularne auta spotykane na ulicach.

W 1998 roku do tej rywalizacji w pełni włączyła się Toyota. Samochody tej marki można było już znacznie wcześniej obserwować na rajdowych trasach, obok innych japońskich aut: Mitsubishi czy Subaru, jednak rajdowe Toyoty nie były odmianami samochodów popularnych, a odmianą nieco niszowego coupe o nazwie Celica. W 1998 roku na rajdowe trasy ruszyła Corolla WRC – rajdowa odmiana jednego z najbardziej popularnych aut na świecie.

133. Toyota 3

Pod koniec 1999 roku moja firma zmieniała właściciela. Niejako na pożegnanie poprzedni właściciel zorganizował fajną  i dobrze dofinansowaną wycieczkę. Na początku października polecieliśmy z żoną na tygodniowy pobyt na Ibizie. Tam właśnie nabyłem mój pierwszy modelik Corolii WRC (firmy Guisvall). Modelik nie był rewelacyjny, kupiłem go w sklepiku z typowymi pamiątkami. Trochę go podrasowałem, jednak wciąż nie wyglądał najlepiej. Kiedy w 2004 roku zarejestrowałem się na Allegro, a w domu pojawił się Internet postanowiłem go zastąpić porządnym modelem. Wybór padł na modelik firmy Vitesse. Uparłem się jednak na modelik w barwach zespołu fabrycznego, na sześcioramiennych felgach.

Nie wiedzieć czemu, mimo, że modelik dość popularny, a fabryczne Corolle WRC zespołu Toyoty rywalizowały w rajdach tylko w sezonach ’98 i ’99, okazał się bardzo pożądany również przez innych kolekcjonerów, a przez to dość trudny do zdobycia za rozsądną cenę. Modelik taki (z numerem startowym 5 z rajdu Monte Carlo) ma na biurku jeden z kolegów w pracy. Nie jest on kolekcjonerem, jednak negocjacje w sprawie odkupienia modelika ciągnęły się kilka lat i nie dały rezultatu. Gdy kolega nieco zmiękł modelik przedstawiał już dość żałosny obraz. Spadł kilka razy z biurka, jest poobijany nie ma antenek, za to ma połamane jedno koło. Na Allegro modelik obserwowałem i licytowałem kilka razy jednak jego ceny zwykle przekraczały grubo 50 zł, a do tego dochodziły koszty przesyłki. Kilka tygodni temu pojawił się modelik nieco wybrakowany licytowałem go i w końcu kupiłem.

133. Toyota 4

Kupowanie modelika auta rajdowego na Allegro to niestety nie najlepszy pomysł. Modelik oprócz wady, na którą zwrócił uwagę sprzedający (zamienione stronami naklejki na szybach z nazwiskami kierowcy i pilota) ma jeszcze dwie inne znacznie bardziej przykre wady, z którymi nic zrobić się nie da. Ma krzywo naklejoną kalkomanię z numerem startowym na dachu, oraz krzywo i niestarannie naklejone kalkomanie na klapie tylnej. Modelik auta z rajdu Francji „Tour de Corse”, którego notabene samochód z nr startowym 3 prowadzony przez Carlosa Saiza nie ukończył, bez oryginalnego opakowania, za to z możliwie najtańszą przesyłką (listem poleconym) kosztował 44 zł. Trudno więc taki zakup uznać za pełnię szczęścia.

pozdrawiam