Tag: Citroen

272. Warsztatowe przygody – Citroen, Mercedes i inne

DRODZY CZYTELNICY ! 

Dokładnie przed miesiącem, dziewiątego września, minęło okrągłe 10 lat od założenia tego bloga. Nie bije on już rekordów popularności, bo i też nie zawsze mam czas się nim zajmować. 10 lat to kawał czasu, ale i liczba miliona dwustu tysięcy odsłon, jaką udało się w tym czasie osiągnąć, też jest imponującą.

Właśnie przed chwilą udało mi się ją zarejestrować!

1200000 - odsłon

Dlatego przy tej szczególnej okazji

PRAGNĘ SERDECZNIE PODZIĘKOWAĆ WSZYSTKIM, KTÓRZY PRZEZ OSTATNICH 10 LAT  ODWIEDZILI I WCIĄŻ ODWIEDZAJĄ MOJEGO BLOGA.

Lato nie sprzyja „modelarskim poczynaniom”. Dzień jest długi, przeważnie jest ciepło i zamiast ślęczeć w kuchni nad kolejnymi przeróbkami, czy przed komputerem, lepiej pojechać na wycieczkę lub wskoczyć na rower. Co innego w czasie pozostałych pór roku. Dzień jest krótki, a pogoda często nie zachęca nawet do spaceru z psem. Dlatego właśnie wtedy jest czas na „dłubanie” przy modelikach, czy pisanie bloga. Tak jest u mnie od lat, co zresztą na blogu widać to bardzo dobrze. W marcu tego roku pod wpisem o giełdzie dostałem taki oto komentarz:

Skontaktowałem się z Panem Andrzejem, dogadaliśmy się i pod koniec kwietnia otrzymałem paczkę, z kilkunastoma modelami z serii „Kultowe Auta PRL”. Zapłaciłem „symboliczną” kwotę za 2 modeliki, które włączyłem do kolekcji. Pozostałe jako „złom modelarski” przyjąłem „pod swój dach”. Niektóre z nich są naprawdę fajne, jednak przeważnie w każdym czegoś brakuje. A to lusterka, a to lampy , a to wycieraczki.

Kilka jest praktycznie kompletnych i większość nadaje się do naprawy. Klika posłuży jednak jako „dawcy” części. Całość (wraz z przesyłką) kosztowała mnie tyle, ile w kiosku kosztował 1 „kultowy” modelik. Mogę więc tę „blogową” w końcu transakcję, uznać za wyjątkowo udaną.  Pan Andrzej przesłał mi nie tylko modeliki, ale i torebkę, w której było kilka kompletów kółek wraz z ośkami.

Wśród nich znalazła się rzecz wyjątkowo cenna: Oryginalne kółka do „malucha” polskiej produkcji, jaki ponad 30 lat temu wypuściła Spółdzielnia Pracy Estetyka. W jednej z moich szuflad, z różnego rodzaju „złomem”, leżał właśnie taki zapomniany maluch, z którego kółka i tylny zderzak,  wiele, wiele lat temu, trafiły do niebieskiego, metalowego modelika Polistil . Teraz będzie można tenzabytkowy modelik niejako „odbudować”, zwłaszcza, że kilka lat temu kolega podarował mi do niego oryginalne pudełko.

Jakieś 2 tygodnie temu wyciągnąłem z szuflady malucha oraz podarowane przez Pana Andrzeja kółka i zamontowałem je do niego.  

Trzy z nich były OK. Jedno zostało pomalowane srebrną farbą, którą udało mi się zmyć spirytusem, jednak jego odcień dość mocno odbiegał od pozostałych. Rozrobiłem więc blado kremową farbę i je pomalowałem.

Wśród podarowanych mi przez Pana Andrzeja modeli, był Wartburg 353 Tourist. W modeliku brakowało kilku drobnych elementów, a za to zamiast oryginalnych, miał zamontowane kółka od modelika Citroena 2CV.  Postanowiłem je wykorzystać. Zamontowałem je do do mojego starego modelika Citroena 2 CV.

62. citroen

Kupiony latem 1986 roku, w Kolonii, Citroen 2CV firmy Solido (w mojej kolekcji model nr 21) jest bardzo ładny, ale właściwie został wykonany bardziej jako zabawka. Miał kółka jakie w tamtym czasie firma Solido montowała również w innych swoich modelach. Takie sama kółka ma Ford Escort i Renault Fuego. Jednak Citroen, którego pokazywałem tu dobrych kilka lat temu nie wyglądał na nich najlepiej. 

Z zamiarem wymiany w nim kółek nosiłem się już od dawna. Nie miałem jednak ani odpowiedniego „materiału” ani potrzebnego na tego rodzaju przeróbkę czasu. Kiedy zabrałem się za malucha, postanowiłem, za jednym zamachem poprawić też Citroena:   

Modelik został „podrasowany” jeszcze w Niemczech (zaraz po zakupie w 1986 roku). W tamtym czasie na ulicach niemieckich miast auta takie stały niemal na każdym rogu, a samochód (w trochę tylko zmienionej wersji) wciąż sprzedawany był w salonach. 

Obserwując auta na ulicach, w modeliku pomalowałem atrapę, zderzaki i lampy tylne.  

Modelik, chociaż bardzo stary (na spodzie ma datę 07-80) jest naprawdę ładny. Nie ma co prawda wielu drobnych elementów, w które wyposażone są współczesna modele (nawet te z serii gazetowych), ma za to bardzo ładną bryłę. Kilka dni temu szukając jego zdjęć w Internacie, na jednym z zagranicznych forów, trafiłem na zdjęcia dwóch takich samych modelików. Jeden z nich to było pokazane tu Solido, a drugi identyczny model, był modelem nieistniejącej od dawna, a naprawdę poważanej wśród kolekcjonerów firmy Dinky France. Zapewne starszy i wypuszczony na rynek jeszcze przed 1980 rokiem. W tym momencie stało się dla mnie jasne, dlaczego stare Solido mimo upływu lat wciąż świetnie wygląda.

Łatwa na pozór przeróbka , w trakcie realizacji wcale nie okazała się aż tak prosta.  

„Zdobyczne” kółka pochodziły zapewne z jakiegoś modelika z popularnych dziś serii gazetowych. Z zewnątrz wyglądały dobrze i były pomalowane szarą farbą. Jednak osadzone zostały na typowych (również dla naszych „kultowych”) dość grubych ośkach o średnicy 1,8 mm. Podwozie modelika Solido zostało wykonane tak, że ośki są w nim mocowane na zaczepy, zaś ich średnica to 1,2 mm. Nie chciałem go przerabiać. Musiałem zatem wykonać nowe ośki.  W moich szpargałach znalazłem drut o grubości 1,2 mm i odciąłem z niego 2 ośki.

Następnie z kupionej kilka lat temu w sklepie modelarskim mosiężnej rurki o średnicy 2 mm x 1 mm odciąłem 4 tulejki o długości ok. 4 mm. Rurki „rozwierciłem” wiertłem 1,2 mm i nabiłem na końce osiek młotkiem. Teraz, pozostawało już tylko osadzenie na nich kółek, jednak tu „zaczęły się schody”. W trakcie ściągania kółek ze starych osiek „zlazły” z nich oponki, a wraz z nimi lakier z krawędzi felg. Cóż, dość precyzyjnie wykonane detale współczesnych modeli naprawdę ładnie wyglądają, jednak do solidnych nie należą i nie raz miałem możliwość się o tym przekonać.

Na domiar złego w trakcie rozwiercania otworów po starych ośkach do średnicy 2 mm (jaką mają dorobione w nowych osiach tulejki), jedno z kółek przewierciłem na wylot i trzeba je było naprawić. Po tym wszystkim nie pozostało nic innego, jak pomalować kółka na nowo.

Najpierw trzeba było nieco zmyć starą farbę, a później rozrobić nową. Miałem zamiar pomalować felgi na kolor jaki mają zderzaki i atrapa. Jednak okazało się, że nie mam farby w takim kolorze. Wyciągnąłem więc kupioną kiedyś (do pomalowania innego modelika Citroena 2CV – firmy Heller) szarą farbę, rozjaśniłem ją nieco białą i pomalowałem kółka.  Zderzaki były malowane 30 lat temu, a wtedy nie miałem takiej palety farb, jaką mam dziś. Zapewne do pomalowania modelika rozrabiałem dwa podstawowe kolory: biały i czarny. 

Teraz okazało się, że wymieszana z białą szara farba dała inny niż na zderzakach, lekko niebieskawy odcień.  Cóż, bywa. Przeróbka (wraz z malowaniem) ciągnęła się chyba ze dwa tygodnie i nie miałem już ochoty zmywać kółek po raz drugi i rozrabiać farbę jeszcze raz. Poza tym malowanie byłoby możliwe tylko w weekend, bo w drugiej połowie września, kiedy wracałem do domu po pracy, w kuchni było już zbyt ciemno.    

Już jakiś czas temu opisałem tu obszerniej kilka przeróbek i napraw wykonanych pod koniec ubiegłego i na początku tego roku: Wołga, Volvo i Żuk. Nie były to jednak wszystkie prace „warsztatowe” jakimi się w tym okresie zajmowałem. Miałem tu zamiar pokazać jeszcze 3 takie naprawy, ale wpis byłby zbyt długi. Pokażę zatem tylko efekty dwóch, którymi się wówczas zajmowałem:

Mała rzecz, a cieszy

W styczniu, a może pod koniec grudnia, w trakcie cytowanych tu przeróbek, wyciągnąłem z gablotki wciąż stojącego w niej Ursusa 330.  Model był prezentowany na blogu, jednak jedna rzecz bardzo mi się w nim nie podobała: Ciemne zupełnie niewidoczne lampy przednie. To zdjęcie zostało wykonane 14 stycznia, razem ze zdjęciami pokazującymi proces dorabiania plandeki do Żuka A11B:

W trakcie „warsztatowego szaleństwa”, niejako przy okazji innych przeróbek, poprawiłem też Ursusa. Nie rozbierając go, a napuszczając spirytus w przednie lampy, udało mi się wyciągnąć z nich (bez uszkodzeń) przezroczyste ich klosze. Następnie pomalowałem wnęki w lampach srebrną farbą i klosze (wykonane w kształcie maleńkich grzybków) wcisnąłem z powrotem w lampy. Operacja była dość trudna i ryzykowna, jednak efekt jest widoczny na pierwszy rzut oka. (Proszę porównać to zdjęcie ze zdjęciem ze starszego opisu modelika)  

Czy warto waloryzować stare modele? Myślę, że jednak TAK. Zanim do mojego „warsztatu”, w połowie września trafił opisany tu powyżej Citroen 2CV, na przełomie roku trafił do niego jego rówieśnik, który też ma 30 lat, a wykonała go ta sama firma. Kupiony w grudniu 1986 roku w sklepie z zabawkami przy ul. Brzeskiej Mercedes-Benz 190E firmy Solido (w mojej kolekcji model nr 33) prze długi czas mnie zadowalał. Nie pamiętam, czy wyciągnąłem go z pudła, w którym „leżakuje” również Citroen jeszcze w grudniu, czy później, ale od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem poprawienia go, albo zstąpienia innym, lepszym modelem. Jednak za każdym razem, kiedy go oglądałem nie bardzo miałem pomysł co, a zwłaszcza jak w nim poprawić.  

Ponieważ przeróbki, jakie robiłem na przełomie roku były dość trudne (zwłaszcza Wołga i Żuk), przy okazji postanowiłem zabrać się też za Mercedesa, którego do tej pory zawsze odkładałem:  

Najpierw poprawiłem to, czego zawsze najbardziej się obawiałem. W oryginale, w modeliku atrapa była zbyt gruba i za bardzo wystawała z nadwozia. Modelik (tak samo zresztą jak Citroen) jest „zamykany” atrapą. Po wysunięciu jej z nadwozia, podwozie można wyjąć i rozebrać cały modelik.  

Wyciągnąłem więc atrapę i trochę nożykiem modelarskim, a trochę pilnikami spiłowałem ją od strony wewnętrznej tak, aby nie uszkodzić zewnętrznej chromowanej powierzchni. Następnie przerobiłem „zamek” w podwoziu tak, aby atrapa po ciśnięciu była ustawiona pod właściwym kątem, zaś jej górna krawędź pokrywała się z powierzchnią maski. W tak poprawionej atrapie zamontowałem też jedną z kupionych klika lat temu na giełdzie foto-trawionych „gwiazd” Mercedesa. 

Modele Mercedesa-Benz 190E były produkowane przez Solido w kilku wersjach. Starsze bywały na kołach, jakie pierwotnie miał Citroen. Miały też normalny zwykły zderzak przedni. Późniejsze (zwłaszcza z serii Solido Hi Fi) miały przedni zderzak ze spojlerem, oraz spojler na klapie tylnej. Mi w 1986 roku trafiła się dość dziwna „przejściówka”, ze spojlerem z przodu i bez spojlera z tyłu, na dwuczęściowych kółkach imitujących „alufelgi”. Cóż, w tamtym czasie cieszyłem się bardzo, że modelik udało mi się zdobyć.

Od razu po zakupie pomalowałem w nim przedni spojler na kolor nadwozia, a wnętrza felg na srebrno, „wąskie listwy” (znawcy wiedzą o co chodzi) cieniutkim paskiem na czarno, pomalowałem też migacze i lampy tylne. Jednak pomimo tych wszystkich zabiegów, modelik nie do końca dobrze wyglądał.

Oglądając zdjęcia w Internecie doszedłem do wniosku, że przedni spojler, a właściwie zderzak, jest w stosunku do nadwozia za szeroki i postanowiłem go nieco zwęzić, przerabiając jego boczne powierzchnie.  

W modeliku zmyłem też srebrną farbę jaką były pomalowane powierzchnie pod szybkami reflektorów i nakleiłem na nie wycięte z błyszczącej srebrnej folii imitacje odbłyśników. Powinienem jeszcze pomalować maleńkie paski między nimi szarą farbą, jednak na razie tego nie zrobiłem.

Po poprawkach przodu zabrałem się za tył:  

Lampy tylne zostały pomalowane w modeliku bardzo dawno temu i postanowiłem je tylko „dopieścić”. Nożykiem modelarskim, a właściwie opisywanym tu kilkakrotnie nożykiem „piłką” , poprawiłem rowki między lampami a karoserią. Wyciąłem też maleńki rowek oddzielający klapę bagażnika od listwy oświetlenia tablicy rejestracyjnej. W rowki między lampami a karoserią napuściłem czarnej farby, pomalowałem też listwę nad tablicą.

Z tyłu też postanowiłem poprawić podwozie. W miejscach, gdzie plastikowa, widoczna z zewnątrz, płytka podwozia przylega do tylnych błotników, były szczeliny. Na szczęście plastik, z którego wykonano podwozie dał się kleić zwykłym klejem modelarskim, nakleiłem więc na płytkę podwozia cieniutkie czarne paseczki z innego plastiku. Całość po dopasowaniu i wyschnięciu dopiłowałem. Na koniec pas pod tylnym zderzakiem też pomalowałem na czerwono. Tak wykończony tył miały co prawda nowsze Mercedesy „na szerokich” listwach, ale cóż, nie miałem innego pomysłu, jak poprawić tył modelika, aby dobrze komponował się z wyposażonym w spojler przodem.                   

Opis dorabiania „od zera” chromowanego lusterka do pokazanego w albumie (po prawej stronie) rajdowego Mercedesa 230 SL zamieszczę tu przy innej okazji. (Jak już wspomniałem, ten wpis byłby po prosty zbyt długi)

Za to teraz garść informacji niejako „z ostatniej chwili”: 

Kiedy kilka lat temu pokazywałem na tym blogu cały proces dorabiania atrapy do modelika Chevrolet Camaro. Kiedy skończyłem przeróbkę, nie miałem zdrowia jej „dopieścić”. Kilka dni temu wieczorem wyciągnąłem z gablotki modelik i postanowiłem dorobić „kratkę” na atrapie. Pamiętałem, że zaraz po wykonaniu przeróbki wydrukowałem sobie taką kratkę na naklejce adresowej. Odnalazłem ją szczęśliwie w teczce, w której trzymam wydruki tablic rejestracyjnych i inne tego rodzaju rzeczy. Była dość głęboko, bo zrobiłem ją kilka dobrych lat temu, ale na wydruku było kilka takich kratek. Późnym wieczorem wyciąłem jedną i nakleiłem na dorobioną atrapę. Do operacji zużyłem kilka naklejek, bo nie wszystko od razu poszło dobrze. Z ostatniej próby jestem zadowolony:

131. Chevrolet 16

Teraz modelik tak samo, jak inne pokazane powyżej, można już schować do oryginalnego pudełka

pozdrawiam

Reklamy

253. Legendy motoryzacji „w zastępstwie” (cz.2) – Citroen 2CV – 1949

W poprzednim wpisie przedstawiłem jedną z legend motoryzacji – Fiata 500L. Jego modelik kupiłem „w zastępstwie” za miniaturkę, która przestała mi się podobać. Tym razem przedstawię model, który również „w zastępstwie” wylicytowałem tydzień po zakupie Fiata.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Citroen 2 CV to niewątpliwie prawdziwa legenda motoryzacji. Samochód, który zaprezentowano w 1948 roku, a którego koncepcja i prototypy powstały jeszcze przed wojną (w roku 1939), był autem produkowanym bardzo długo. Jego produkcję zakończono dopiero w roku 1990. Samochód był właściwie rówieśnikiem Volkswagena 1200 „garbusa„, jednak w Europie tego ostatniego przeżył o kilkanaście lat. (Produkcję „garbusa” zakończono w Europie w styczniu 1978 roku, a do 1980 produkowano jeszcze tylko odmianę kabriolet)

Jeśli ktoś zapytałby mnie o najbardziej charakterystyczne i rozpoznawalne auta popularne, które w latach 50-tych, a zwłaszcza 60-tych motoryzowały Europę, jednym tchem wymieniłbym: Volkswagena „garbusa”,  Austina Mini i właśnie Citroena 2 CV. Po pewnym namyśle, zaraz po tej trójce dodałbym jeszcze 2 auta: Renault 4 i Fiata 500 (opisywanego w poprzednim odcinku). Czy jednak taka kolejność, utrwalona w powszechnej świadomości, jest właściwa?

Pod względem popularności „garbus” bezapelacyjnie bije na głowę wszystkie pozostałe wymienione tu auta. Wyprodukowano go 21,5 miliona egzemplarzy. Drugim pod względem popularności okazał się, trochę w Polsce zapomniany i niedoceniany Renault 4, z liczbą ponad 8 milionów wyprodukowanych egzemplarzy. Za nim uplasował się Austin Mini – 5,4 miliona, i na końcu właściwie ex aequo: 2 CV i Fiat 500, odpowiednio z liczbą 3,8 i 3,7 miliona egzemplarzy. Do całej tej stawki bezdyskusyjnych legend motoryzacji należałoby z całą pewnością dokooptować jeszcze jedno niewielkie i popularne auto. Powstałego w 1955 roku Fiata 600, którego we Włoszech wyprodukowano co prawda 2,7 miliona sztuk, ale do tej liczby należy dodać jeszcze auta produkowane na licencjach: W Hiszpanii (Seat – ponad 0,8 miliona), Jugosławii (Zastawa – ponad 0,9 miliona), Argentynie (Sevel – 0,3 miliona) oraz Niemczech (Neckar – blisko 0,2 miliona). Daje to razem liczbę ponad 4,9 miliona aut, wyprodukowanych na całym świecie.

Pierwszy modelik Citroena 2CV kupiłem w czasach, kiedy był on jeszcze oferowany w salonach w Niemczech, latem 1986 roku, w Kolonii. Niebieski modelik francuskiej firmy Solido nie był drogi (kosztował w sklepie modelarskim 7 marek) i pochodził z serii, którą sprzedawano również jako zabawki. (Pokazałem go na blogu kilka lat temu). W 1991 roku na pchlim targu (po niemiecku zwanym flohmarkt), w Troisdorfie, gdzie wtedy mieszkałem, trafił mi się „od jakiegoś dzieciaka” pokazany w albumie warsztat złoty modelik firmy Norev. Nie miał co prawda imitacji silnika i reflektorów, ale kosztował całą 1 markę, więc go wziąłem. Klika lat później dorobiłem do niego wkładkę z imitacją silnika i okrągłe lampy przednie (w oryginale miał prostokątne, tak samo jak Solido).

Przez wiele lat te 2 modele zaspokajały moje kolekcjonerski potrzeby w odniesieniu do Citroena 2CV.

W 2000 roku jako uzupełnienie dotychczasowych zbiorów, (nie pamiętam już dokładnie gdzie) kupiłem zestaw do sklejania firmy Heller z modelem Citroena 2CV z 1948 roku. Zestaw nie był drogi, bo kosztował 14 zł. Doszedłem do wniosku, że oprócz późnych (wówczas prawie współczesnych) wersji 2CV, do kolekcji warto wprowadzić niedrogi, za to dobry model historycznej, pierwotnej wersji auta, z czasów początku jego produkcji:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Moje wcześniejsze doświadczenia z modelami do sklejania firmy Heller były bardzo pozytywne. Kupowane w drugiej połowie lat 80-tych zestawy do sklejania tej firmy (oczywiście w skali 1:43), miały dobrze odwzorowaną bryłę i generalnie były znacznie wierniejsze, niż dostępne wówczas na rynku modele metalowe. Ich montaż nie wymagał też dużego nakładu pracy. Pomalowanie plastiku wymagało położenia tylko jednej warstwy farbki Humbroll, gdyż modele przeważnie odlane były z plastiku w takim kolorze, w jakim miał zostać ostatecznie wykonany model. Modele miały jeszcze inną zaletę. O ile przeciętny gotowy, metalowy model kolekcjonerski, wykonany równie dokładnie, co modelik z zestawu Heller, kosztował w sklepie modelarskim (na przełomie lat 80-tych i 90-tych) ok 20 marek. Plastikowy zestaw do montażu kosztował 7 marek, a farbki i tak kupowałem do malowania odbudowywanych z wraków modeli, kupowanych na pchlich targach. Toteż w kolekcji znalazło się ok. 10 modeli złożonych z zestawów do sklejania. Miedzy innymi pokazane w albumach po lewej stronie Renault 4CV czy Citroen DS 19.

Tak było do końca lat 90-tych, kiedy modele w skali 1:43 nie były w ogóle popularne (zwłaszcza w Polsce), a niektóre z nich dostępne były tylko jako plastikowe zestawy do sklejania. Jednak pod koniec lat 90-tych sytuacja się zmieniła. W sklepach modelarskich, salonach samochodowych oraz na giełdzie w Starej Gazowni (na którą trafiłem w 1998 roku) dostępnych było znacznie więcej gotowych modeli metalowych, w całkiem rozsądnych cenach. Ostatnie dwa modele Heller (z zestawów do sklejania) złożyłem w 1996 roku i choć w roku 2002 dokupiłem jeszcze 3 takie zestawy, żadnego z nich do tej pory nie tylko nie złożyłem, ale nawet porządnie się do tego nie przymierzyłem. Właściwie ten sam los spotkał zestaw z modelikiem 2CV :

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Dokładnie taki sam modelik (tylko złożony) miał kolega Janek, którego poznałem na giełdzie w 2000 roku, a z którym do tej pory konsultuję kolejne zakupy, przeróbki i wymieniam opinie o modelach.  Modelik Heller, w którym niby wszystko się zgadzało, delikatnie mówiąc, nie wiedzieć czemu, „nie wyglądał”. Od zakupu zestawu, do jego montażu  przymierzałem się wielokrotnie. Co jakiś czas wyciągałem niebieskie pudełko z szafy, oglądałem i stwierdzałem w modeliku  jakieś niedoróbki, które należało poprawić przed malowaniem. Najpierw cyrklem nacinałem szczelinę wyraźnie rozgraniczającą oponę od felgi. (Ostanie, czwarte koło poprawiłem w ten sposób chyba w ubiegłym roku). Jakieś 3 lata temu doszedłem też do wniosku, że przetłoczenie na masce ma niewłaściwy zarys i zacząłem to korygować.

Jeszcze wcześniej, chyba niedługo po zakupie zacząłem korygować obrys kraty wlotu powietrza, aby ramki ją okalające były cieńsze i lepiej oddzielone od powierzchni nadwozia. Atrapa jest w modeliku wykonana jako kratka pod katem 45 stopni w stosunku do osi środkowej nadwozia. Nigdzie w sieci nie mogłem znaleźć zdjęcia samochodu z taką atrapą. Na wszystkich jakie znalazłem, zawsze była atrapa z drobnymi poziomymi szczelinami wytłoczonymi w blasze. Również obrazek na opakowaniu zestawu Heller przedstawia auto z taką atrapą. Uznałem więc, że nie wiedzieć czemu atrapa w modeliku jest nieprawidłowa i w końcu (całkiem nie tak dawno – kilka miesięcy temu) wyciąłem ją z nadwozia i miałem zamiar dorobić „prawidłową” atrapę.

Na szczęście wyciętej z nadwozia atrapy nie wyrzuciłem. Kilka tygodni temu, już chyba po zakupie opisywanego tu metalowego modelika, znalazłem w sieci takie oto zdjęcie:

 

SONY DSC

Wynika z niego, że atrapa z „siatką” (jaką wykonano w nadwoziu zestawu Heller) jest jak najbardziej prawidłowa, bo przedstawia model prototypu 2CV z 1948 roku, a nie późniejszą wersję produkcyjną. Teraz po odpowiednim dopasowaniu i poprawkach wyciętą wcześniej atrapę mam zamiar wkleić z powrotem do nadwozia modelika (o ile w ogóle znajdę czas na zajmowanie się nim).

W grudniu 2001 roku w największym warszawskim sklepie Smyk (gdzie prawdopodobnie kupiłem pokazany tu modelik Heller) pojawiła się cała sterta modeli kolekcjonerskich w skali 1:43, ściągniętych z jakiejś zachodniej wyprzedaży. Przez następny rok zaglądałem od czasu do czasu do Smyka i wybierałem z tej sterty pojedyncze sztuki. Modele w większości opakowane były w witrynki i pudełka, były też różnych firm: Matchbox, Corgi, Vitesse, Hotwells, NZG, Revel a nawet Minichamps. Nie były to modele, na które polowałem, ale kilka z nich sobie kupiłem, bo były w bardzo atrakcyjnej jak na tamte czasy cenie 25 zł (co w porównaniu z ówczesnymi cenami na giełdzie, sklepami modelarskimi, nie mówiąc już o salonach samochodowych, było naprawdę atrakcyjne). Wśród tych modeli był również Citroen 2CV w „starej” wersji z początku lat 50-tych. Nie kupiłem go jednak, bo miałem nadzieję że złożę sobie kupiony dwa lata wcześniej modelik z zestawu Heller, a poza tym modelik w Smyku, o ile dobrze pamiętam firmy Vitesse, zupełnie nie przypadł mi do gustu.

Mniej więcej miesiąc temu, na Allegro pojawiło się kilka modeli Citroena 2CV, w różnych wersjach. Wśród nich był modelik 2CV w wersji z 1949 roku. Aukcję zacząłem obserwować i zastanawiać się, czy modelika nie kupić „w zastępstwie” za niesklejony modelik Heller. Aukcję obserwowałem chyba przez tydzień, wyciągałem z pudełka niesklejony modelik Heller, oglądałem, szukałem zdjęć w Internecie i zastanawiałem się, co mam zrobić.  Kiedy aukcja dobiegała końca, trzeba było podjąć ostateczną decyzję. Z całej palety całkiem ładnych modeli 2CV nie sprzedał się tylko jeden modelik, właśnie ten, który obserwowałem. Pomyślałem, że „tak jakby właśnie na mnie czekał”.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Ostatniego dnia, na kilka godzin przed zakończeniem aukcji postanowiłem przypomnieć sobie, kiedy właściwie kupiłem modelik Hellera. Otworzyłem prowadzony od 2000 roku plik w Excelu, w którym „spisana” jest cała moja kolekcja. Kiedy znalazłem w nim rubrykę „Citroen 2CV 1948 – Heller”, okazało się, że kupiłem go jeszcze w 2000 roku i to zadecydowało. Pomyślałem sobie, że „skoro przez ostatnich 15 lat go nie skleiłem, to jest mało prawdopodobne, że prze emeryturą go w ogóle skleję”. Kliknąłem na przycisk „kup teraz” i godzinę później puściłem przelew.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Modelik firmy Norev, zapakowany w oryginalne małych rozmiarów tekturowe pudełeczko, kosztował z przesyłką 32,50 zł (a więc nie majątek). Na kolana nie rzuca, ma kilka drobnych mankamentów, ale w końcu sam samochód Citroen 2CV był przez wiele lat uważany za „najbrzydsze auto świata”. Trudno się więc spodziewać, że jego modelik będzie piękny.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Nad modelikiem postanowiłem w zasadzie się „nie pastwić”. Jest jaki jest, a do poprawek postanowiłem podejść na spokojnie, gdy znajdę chwilkę czasu. Na początek wydrukowałem tylko nalepki z z datą i typem, aby pola przewidziane na tablice rejestracyjne nie były puste. W ubiegły weekend zrobiłem pokazane tu zdjęcia.

253. Legendy mot 8

Kiedy modelik dotarł, okazało się (co wiedziałem zresztą wcześniej od kolegi Janka) że modelik jest resorowany. Pochodzi z jakieś nieznanej mi francuskiej serii gazetowej, bo w pudełeczku nie było ani blistra, ani gablotki, a był zawinięty w płachtę z pianki. Resorowanie działało z przodu bardzo dobrze, ale z tyłu już nie, a na dodatek tylna oś trochę „luźno” latała. Modelik nie stał idealnie, był troszkę przechylony na jedną stronę, a po obejrzeniu zacytowane poniżej filmu, doszedłem też do wniosku, że tył modelika jest trochę za nisko.

Postanowiłem to poprawić. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, zaraz po rozpakowaniu, okazało się, że modelik nie jest jak większość modeli skręcany na śrubki, a podwozie zostało z nadwoziem znitowane. Takie rozwiązanie trochę mnie zaskoczyło, ale od lat mam na nie „patent”.

We wtorek wieczorem znalazłem 2 godzinki, aby się trochę „pobawić”, zwłaszcza, że przeróbki tego typu robię i wiercę całkowicie ręcznie. (Moja prawie 30 letnia „mała” wiertarka modelarska ma 18000 obrotów na minutę, a to trochę za dużo jak na metal z którego zrobiony jest modelik). Nie będę się rozpisywał na temat takiej przeróbki podwozia (chyba kiedyś o tym już pisałem). Wygląda to niej więcej tak: Najpierw rozwiercam nit frezem, potem nawiercam otworek wiertłem 1 mm, później rozwiercam 1,5 mm a następnie 1,8 mm. Na koniec w tak wywiercony otworek delikatnie i powoli wkręcam stalową śrubkę (np. ze starej kasety magnetofonowej ) o długości ok 5 mm, gwincie M2 i średnicy rdzenia ok 1,5 mm. Dlatego do przeróbki konieczne jest „nietypowe” wiertło o średnicy 1,8 mm.

Przeróbkę połączenia nitowanego na skręcane najlepiej obrazuje wykonany w tym celu szkic:

Przeróbka na śrubkę 1

Przeróbkę taką robiłem w wielu (zwłaszcza starych lub tanich) modelach. Nie jest zbyt pracochłonna. Na przeróbkę 2 punktów mocowania potrzeba ok. 2 godzin. Aktualnie nawet tanie modele są z reguły skręcane, ale informacja o tym, jak przerobić połączenie nitowane na śrubkę, może się komuś przydać.

Po roznitowaniu modelika, okazało się, że „resorowanie” to metalowa płytka. Tylna ośka „latała”, bo nie przylegała do płytki resorującej. Pod płytkę najpierw wcisnąłem wykonaną z zapałki specjalną wkładkę, ale ta przy pierwszej próbie działania zawieszenia tylnego wysunęła się z nad ośki i tył autka znów się zapadł. Aby wszystko działało właściwie, należałoby wykonać specjalną, maleńką, najlepiej plastikową wkładkę i włożyć między ośkę, a płytkę resorującą. Niestety na to już czasu nie miałem i w to miejsce wcisnąłem podłużny mały kawałek styropianu.

Ponieważ opisy przeróbek nie zawsze oddają dobrze to, co chcę się przekazać, najlepiej jest więc pokazać, jak wygląda to „w realu”:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Po co właściwie to wszystko zrobiłem ? Po to, aby modelik jak najbardziej przypominał samochód i aby jego tył był zawieszony wyżej niż zrobił to jego producent. Wydaje mi się, że teraz, po przeróbce modelik stoi wreszcie właściwie:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Czy tak jest, proszę przekonać się oglądając ten oto film:

Citroen 2CV na Oldtimer TV

pozdrawiam

 

104. Polowanie w Mińsku – Citroen HY

Wczoraj wieczorem usiadłem do komputera, aby przygotować się nieco do napisania posta o modeliku, jaki w ostatnią sobotę kupiłem w Mińsku Mazowieckim. To co znalazłem w Internecie nawet mnie zaskoczyło.

Zawsze sądziłem, że Citroen HY, choć oryginalny, był jedną z wielu typowych furgonetek lat sześćdziesiątych. Choć pod względem koncepcji i rozwiązań technicznych był bardzo nowatorski (miał napęd na koła przednie, zwartą konstrukcję i dużą przestrzeń ładunkową), był brzydki, lub jak kto woli anty-stylizowany, jak określali go fachowcy. Nigdy też nie był przedmiotem mojego kolekcjonerskiego pożądania (jak np. Peugeot J7). Podczas przegladania Internetu, okazało się jednak, że HY jak na samochód dostawczy był autem kultowym. Był nie tylko popularny, ale był jedną z najdłużej produkowanych furgonetek w historii. Produkowano go przez ponad 30 lat – od 1947 do 1981 roku. 

Kilka miesięcy temu kolega, który też zbiera modele od lat, kupił (w końcu)modelik HY. Gdy go zobaczyłem, też zacząłem zastanawiać się nad jego zakupem. Tydzień temu (14 września) byłem na nowej giełdzie modeli.  Ponieważ jednak budżet modelarski mam ostatnio napięty, oglądałem tylko modele w „rozsądnych cenach” i moją uwagę przykuł żółty modelik HY. Był właściwie jedyną pozycją, która wydała mi się „ewentualnie” interesująca. Nie zapytałem jednak na ile sprzedający go ceni, bo niestety przez dwie godziny nie udało mi się niczego sprzedać. Gdy pod koniec giełdy w końcu sprzedałem jeden modelik, byłem zmęczony, a poza tym uznałem, że kupowanie na giełdzie modeli, które ponoć można kupić „za grosze”, gdzieś w kiosku na warszawskiej Woli, jest trochę bez sensu.

104. Citroen 1

Przedwczoraj (w sobotę) była ładna pogoda i córka chciała odwiedzić babcię. Wybraliśmy się więc do Miska Mazowieckiego. Zazwyczaj przed wyjazdem do Mińska guzdrzemy się, a gdy dojeżdżamy jest już około 14 i nie zawsze zdążę odwiedzić sklepiki, w których można trafić modele. W tę sobotę nie było inaczej i chociaż decyzja wyjazdu zapadła od razu, zanim wybraliśmy się i dojechaliśmy była już prawie druga. Całe szczęście, od jakiegoś czasu dwa sklepy, do których najczęściej zaglądam są otwarte do godz. 15, a trzeci jest przy delikatesach i pracuje nawet dłużej. Zazwyczaj gdy przyjeżdżamy do Mińska, do obiadu jest około 40 minut więc szybciutko biegnę do tych sklepików sprawdzić, czy coś ciekawego się w nich nie pojawiło. W ten sposób kupiłem kilka ciekawych i niedrogich modeli, a ostatni z nich opisałem w ubiegłym roku. W centrum Mińska w domu handlowym Partner jest duży sklep z zabawkami. W sklepie tym od czasu do czasu pojawiają się modele w skali 1:43. Ten sklep odwiedzam najczęściej i „obchód” z reguły zaczynałem od niego. Czasem zahaczam jeszcze o mały sklepik z ubrankami dziecięcymi niedaleko dworca.

Po przyjeździe do Mińska zaparkowałem samochód i na piechotę wyruszyłem na „obchód”. Kiedy doszedłem do ulicy biegnącej do dworca zacząłem się wahać czy warto w ogóle iść do sklepiku z ubrankami, w którym byłem trzy tygodnie temu, a już od jakiegoś czasu niczego ciekawego w nim nie widziałem. W końcu jednak poszedłem. W sklepiku okazało się, że są nowe modele z francuskiej serii furgonetek. Wśród nich był modelik, nad którego zakupem zastanawiałem się na giełdzie. Cena była interesująca 16,90.

104. Citroen 2

Obejrzałem modelik jednak od razu go nie kupiłem. Zaświtała mi myśl, że skoro w sklepiku z ubrankami pojawiły się modele z tej serii to możliwe, że w Partnerze wybór jest nawet większy, bo tam kilka miesięcy temu takie modele widziałem. Pobiegłem więc do Partnera. Tam jednak żadnych modeli furgonetek nie było, pobiegłem więc z powrotem do sklepiku z ubrankami. Panie zmywały już podłogę, ale zaprosiły mnie do środka. Jeszcze raz obejrzałem modelik i zrobiłem ten zupełnie nieplanowany zakup.

104. Citroen 3

Czy można kupić fajny, kolekcjonerski model taniej niż w kiosku modelik z serii Kultowe Auta PRL?  Po raz kolejny okazało się, że można. Modelik ma na podwoziu napis „Altaya”, ale jest to najprawdopodobniej modelik firmy IXO. Jest ładny, ale trochę za bardzo zalany farbą i charakterystyczne dla tego auta duże powierzchnie z blachy falistej nie są zbyt dobrze widoczne. Jednak jeśli kiedykolwiek myślałem o zakupie modelika HY, zawsze chciałem mieć modelik żółty. W podwarszawskim Piastowie niedaleko moich rodziców u jednego z sąsiadów stoi taki samochód, a całkiem niedawno widziałem w jednym z warsztatów też widziałem żółtego Citroena HY w całkiem dobrym stanie.

Przy modeliku specjalnie nie grzebałem. W niedzielę rozebrałem go jednak jak zwykle, żeby zobaczyć co jest w środku. Gdy okazało się, że modelik ma ścianę działową między kabiną a „paką”, aby była lepiej widoczna z zewnątrz, okleiłem ją żółtym samoprzylepnym papierem – ze szkolnych zapasów mojej córki.

W sobotę w Mińsku, po udanym „polowaniu” i oczywiście obiedzie, pojechaliśmy na pola za miastem, gdzie zazwyczaj chodzimy na popołudniowy spacer, a właściwy Artemis może się swobodnie wybiegać. Po powrocie nieco bolały mnie już nogi, ale od razu poszedłem do trzeciego sklepiku (tego przy delikatesach). Było dobrze po 17-tej, ale sklepik był otwarty i w nim też były modele z francuskiej serii, jednak inne. Chwilę oglądałem bardzo ładny modelik Renault 5, ale w kolekcji modelik R5 mam od dawna i gdybym zaczął stare modele zastępować nowymi ich edycjami, mógłbym w ten sposób wymienić pół kolekcji.

pozdrawiam

76. CITROEN XANTIA – Szybki zakup

Jak już kiedyś na tym blogu pisałem, samochody marki Citroen odegrały w historii motoryzacji bardzo ważną rolę. W latach piećdziesiatych, sześćdziesiątych i siedemdziesiątych były awangardowe, nie tylko pod względem stylistyki nadwozia, ale także stosowanych w nich rozwiązań technicznych. Miały bardzo charakterystyczne sylwetki odróżniajace je od pozostałych marek. Tak było do początku lat osiemdziesiątych, do modelu BX. Później Citroeny odróżniały się od innych aut coraz mniej, a modele z lat dziewięćdziesiątych zaczęły wyglądać już jak samochody innych marek.

Wyjątkami były dwa modele: Citroen XM z roku 1989 i wprowadzona na rynek w 1993 Xantia. Gdy ukazał się model XM, następca słynnego modelu CX, samochód nie podobał mi się. Wyglądał jak „niedorobiony” studyjny prototyp z połowy lat siedemdziesiątych i nawet nie myślałem o tym, aby zdobyć jego modelik. Xantia była znacznie mniej awangardowa, była jednak o wiele ładniejsza, a przy tym też posiadała cechy „prawdziwego” Citroena. Nie miała już co prawda przysłoniętych nieco błotnikami kół tylnych, ale miała  dość charakterystyczną sylwetkę auta tej marki z opadajacym łagodnie tyłem, ukształtowanym w formie klina przodem, dużym rozstawem osi, długim zwisem przednim, krótkim zwisem tylnym i „wyciągniętą” jak najdalej do tyłu tylną osia . Takie proporcje bryły pojazdu były typowe dla samochodów marki Citroen od 1955 roku kiedy to ukazał sie legendarny Citroen DS19.  Poźniejsze modele tej marki: GS, CX, BX, XM i właśnie Xantia takie proporcje miały.

76. Citroen 1

W 1994 roku pojechałem autokarem na wycieczkę do Paryża. W trakcje jazdy po francuskich autostradach moją uwagę zwrócił na siebie, nowy wówczas model Citroena, który można było spotkać nader często, Citroen Xantia. Zaraz po powrocie z Paryża kupiłem sobie więc jego modelik, jedyny jaki w owym czasie można było kupić, modelik – zabawkę – firmy Burago.

76. Citroen 2

Modelik nieco zwaloryzowałem, jednak nie byłem w stanie dobrać lub dorobić do niego dobrych kółek. Poza tym jak wiele modelików tej firmy, ma nienajlepsze proporcje. Jest po prostu za szeroki. Wydawać by się mogło, że 1,2 mm to tyle co nic, jednak w modeliku wielkości telefonu komórkowego te 1,2 mm, wcale nie jest mało i już na pierwszy rzut oka, wada modelika jest widoczna, zwłaszcza, gdy modelik stoi obok innych, poprawnie wykonanych modeli.

76. Citroen 3

Kiedy wczoraj wieczorwm na Allegro pojawił się w opcji „kup teraz” modelik Xantii, nie zastanawiałem się długo i po kilku minutach namysłu zalicytowałem. Dzisiaj modelik odebrałem. Oto on:

76. Citroen 4

Kupowanie nieznanych modeli na Allegro, zawsze obarczone jest pewnym ryzykiem. Cóż, najlepiej jest przed zakupem modelik obejrzeć, lub przynajmniej zebrać o nim nieco więcej informacji. Niestety nie zawsze jest na to czas, a atrakcyjna cena zdecydowanie przyspiesza podjęcie decyzji. Niekoniecznie w 100 % trafionej.

76. Citroen 5

Modelik za 35 zł, wyprodukowany na potrzeby nieznanej mi francuskiej serii gazetowej, wygląda od modelika Burago lepiej. Został chyba jednak  przygotowany do produkcji przez firmę Universal Hobbies dość pospiesznie i nie jest zbyt starannie wykonany. Boczną szybę tylną musiałem od razy wyrwać i wkleić jeszcze raz. Dopasowania wymaga również szyba przednia. Na domiar złego modelik jest tym razem o 0,8 mm za wąski i tej wady usunąć się już nijak nie da. Jedyne, co w tej sytuacji można zrobić, to „oszukać” nieco proporcje, obniżając zawieszenie. W końu prawdziwy Citroen miał hydropneumatyczne zawieszenie, którego wysokość można było regulować.

Czy warto było ten modelik, za tę cenę kupować, np. w porównaniu do modeli z serii „Kultowe Auta PRL” albo Volkswagena Passata B6 w cenie promocyjnej ?

Szczerze? …….. szczerze: nie warto.

 

62. Bohaterowie znad zatoki Arcachan (cz.2)

Jak już pisałem kilka tygodni temu, urlop spędziłem za granicą. Raz na kilka lat wypada odwiedzić bliską rodzinę i w tym roku urlop spędziłem u rodziny.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

We Francji, na uroczym półwyspie Cap Ferret nad Atlantykiem (podobnym nieco do naszego Helu) nie trafiłem modelików ciekawych na tyle, aby je kupić. Spotkałem tam za to samochody, których z uwagi na ich wiek zupełnie nie spodziewałem się tam zobaczyć, a których modele mam w mojej kolekcji od dawna. Postanowiłem więc nieco o nich napisać i pokazać zdjecia moich modelików tych aut.

Bohaterem nr 1 półwyspu Cap Ferret okazał się Citroen Mehari. (modelik został opisany w porzedniej częsci mojej urlopowej relacji)

Bohaterem nr 2 półwyspu Cap Ferret okazał się Land Rover.

Samochody Land Rover serii 80, 109 i Defender można spotkać na półwyspie nader często. Kilka lat temu dostałem w prezencie modelik pick-up’a (w Polsce, auta praktycznie niespotykanego). Miałem nawet zamiar go sprzedać, jednak teraz go sobie zostawię. Kilkaset metrów od domu w którym mieszkaliśmy był zakład naprawy łodzi. W zkładzie tym przyczepy i wózki z dużymi 8 metrowymi łodziami przepychały właśnie 3 takie białe pick-up’y.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Bohaterem nr 3 półwyspu Cap Ferret okazał się Willys Jeep.

Na Cap Ferret  spotkałem 3 egzemplarze tego samochodu (używane w normalnej eksploatacji). Jest to niewątpliwy ewenement spotkać na ulicy samochód znany najbardziej z filmów o II Wojnie Światowej. Oto jeden z trzech moich modelików tego auta:

62. jeep

Bohaterem nr 4 półwyspu Cap Ferret okazał się Citroen 2CV.

Pomomo, że od zaprzestania produkcji 2CV minęło już 18 lat, samochód wciąż można spotkać niemal na każdym kroku. Poniżej modelik „cytrynki” z połowy lat siedemdziesiątych (z prostokatnymi lampami). W jednym z ogrodów na Cap Ferret stał dokładnie taki niebieski 2CV w idealnym stanie.

62. citroen

Bohaterem nr 5 półwyspu Cap Ferret okazał się Austin Mini.

Podobnie jak 2CV ten angielski samochód (i to w starszej wersji) wciąż można spotkać we Francji. Widziałem egzemplarze jeszcze na małych 10-calowych kołach z „balkonikami” na zderzakach.

12.blog_sd_3167381_3329636_tr_austin_mini_1b