Tag: Volkswagen

226. Siku 1:43? Kto by pomyślał? – Volkswagen 1303 cabrio

128. Tarpan 1  

Imprezowanie dzieci ma swoje dobre i złe strony. Jak już nie raz tutaj pisałem, moja córka w weekendy dość często imprezuje. Nie inaczej było w weekend ostatni. W piątek była na jednej „osiemnastce”, z której musiałem ją w nocy odebrać, a w sobotę na drugiej. Ta druga, odbywała się nie tak nawet daleko od domu, bo w sąsiedniej dzielnicy, na Zaciszu. Jednak choć do koleżanki, koleżanki z przedszkola, która ową „osiemnastkę” urządzała, nie jest daleko, to dojazd autobusem jest nawet za dnia kłopotliwy, a w nocy prawie niemożliwy. Dlatego w sobotę wieczorem, na stole w kuchni rozłożyłem mój warsztat i zacząłem dłubać przy modelikach, czekając na ewentualny telefon od mojej córki.

I tak najpierw poprawiłem imitacje prowadnic szyb tylnych bocznych w obydwu modelikach BMW E90, później podłubałem (po raz już kolejny) przy kupionym na ostatniej giełdzie Maserati. Później dorobiłem białe obwódki opon w modeliku Czajki i na koniec wziąłem do ręki modelik, który właściwie od jakiegoś czasu jest praktycznie naprawiony, wymagał jednak pewnego „dopieszczenia”. Kiedy zacząłem sprzątać narzędzia, opiłki i inne resztki powstałe w trakcie „prac warsztatowych”, była godzina 3 w nocy. Córka jednak tym razem nie zadzwoniła.

Cóż, nie wyspałem się w ten weekned, a przecież przed świętami w domu zawsze znajdzie się jakieś zajęcie. Tym razem w planach było sprzątanie zagraconego po jesiennym remoncie balkonu. Udało się je zrealizować częściowo, bo córka dotarła do domu około 9 rano i obudziła nas głośno dzwoniąc. Przed południem najprawdopodobniej z powodu siedzenia do późna, już drugą noc z rzędu, czułem się nie najlepiej, później odwiedziła nas moja mama i za porządki na balkonie zabrałem się późnym popołudniem.  Jednak na blogu mogę wreszcie pokazać modelik, który kupiłem blisko 2 lata temu.

Na czerwcowej giełdzie w 2012 roku, w trakcie oglądania stoisk, na jednym z nich w oczy mi się rzucił modelik Volkswagena „garbusa” cabrio. Akurat na giełdzie był przy tym kolega, z którym od lat utrzymuję bliskie stosunki „kolekcjonerskie”, a który za modelikami otwartych wersji aut nie przepada, od razu powiedział: „Paweł zostaw go, jest za mały, a w ogóle po co ci kolejny garbus”. Słowa kolegi nijak mnie tym razem nie przekonały. Choć pomalowany na granatowo modelik, rzeczywiście mógł wydawać się za mały, moje wprawne oko wytrawnego w końcu zbieracza modelików mówiło mi, że choć na podwoziu, żadnego napisu o skali nie ma, mam w ręku modelik w skali 1:43. Cena jaką życzył sobie sprzedający, była niewygórowana, jednak mimo wszystko postanowiłem nie opierać się tylko na pierwszym wrażeniu, ale skalę modelika sprawdzić „na szybko”. Pobiegłem do innego stoiska i przymierzyłem modelik do czerwonego zapakowanego w blister „garbusa” z polskiej serii „Kultowe Auta PRLu”. Przymiarka potwierdziła moje przypuszczenia, wróciłem więc do stoiska i zapłaciłem za modelik całe 10 złotych.

Modelik wyglądał dość dobrze, choć nie był kompletny. Brakowało w nim szyby i prawego reflektora. Poza tym miał kilka drobnych odprysków lakieru. Był jednak dla mnie, jak już wspomniałem wytrawnego skądinąd zbieracza, zupełnym zaskoczeniem. Nie tylko był mi zupełnie nieznany, ale zaskoczeniem było dla mnie przed wszystkim to, że wypuściła go firma Siku, znana od wielu, wielu lat przede wszystkim z produkcji modeli aut, a raczej zabawek w skali 1:55.

Po powrocie do domu, jeszcze zanim zabrałem się za naprawę modelika, zacząłem szukać w Internecie informacji na jego temat. Nie znalazłem ich zbyt wielu. jednak z tego co znalazłem wynikało, że modelik jest w skali 1:43, pochodzi prawdopodobnie z początku lat 90-tych. Wyszedł tylko w dwóch kolorach (biały lub właśnie granatowy), a firma Siku zrobiła w skali 1:43 oprócz „garbusa” cabrio zrobiła jeszcze tylko Mercedesa klasy S (W140). Modelik okazał się więc prawdziwym kolekcjonerskim rarytasem i od razu przystąpiłem do jego naprawy.

Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było „roznitowanie” podwozia i przeróbka jego mocowania na śrubkę. Po rozłożeniu modelika na części, okazało się, że jego konstrukcja jest niemal taka sama jak innych niemieckich modeli z końca lat 80-tych, takich firm jak Schabak, Schuco, czy Gama, których mam w kolekcji dość sporo. To potwierdziło informacje z Internetu, że modelik musi pochodzić z początku lat 90-tych jednak na rynek wyszedł w roku 1992 lub nieco później, bo ja w trakcie moich pobytów w Niemczech nigdy go tam nie spotkałem.

Kiedy modelik był rozebrany najpierw dorobiłem brakującą szybę, później zabrałem się za dorabianie reflektorów. Oryginalna imitacja prawego reflektora, którą modelik miał do niczego mi się nie przydała, bo była zrobiona z jednego kawałka plastiku, a ja takiego kawałka w moich rupieciach nie znalazłem. Poza tym uznałem iż nawet gdybym znalazł kawałek odpowiedniej wielkości, rzeźbienien oprawy i szybki nożykiem modelarskim będzie zbyt pracochłonne, a efekt niewiadomy. Postanowiłem dorobić obydwie lampy nowe. Najpierw dorobiłem z białego plastiku grubości 0,6mm oprawy, następnie wstawiłem do nich przezroczyste „grzybki” wydłubane z kupionego za 5 zł, na bazarze na Namysłowskiej, zdezelowanego nieco modelika Peugeota 203 (z serii Taksówki Świata). Modelik kupiłem na giełdzie 10 kwietnia, a zdjęcie powyżej zrobiłem 18 kwietnia, oczywiście 2012 roku. O ile dobrze pamiętam, modelik przestał w gablotce jakiś czas, po czym oprawy reflektorów okleiłem z zewnątrz samoprzylepną folią aluminiową, polecaną przez kolegę i wypolerowałem.

W takim stanie modelik stał w gablocie chyba rok. W międzyczasie dorobiłem jeszcze z przezroczystego tworzywa, jakiego używa się do usztywniania kołnierzyków w nowych, fabrycznie zapakowanych koszulach, małe trójkątne szybki w drzwiach (nazywane kiedyś fletnerkami). Nie miałem jednak pomysłu jak wykończyć reflektory wewnątrz. Przez szybki „grzybków” widać było białe tworzywo, z którego zrobiłem oprawy.

W maju 2012 roku córka zachorowała i trafiła do szpitala. Przebywała w nim jakiś czas, ale udało się jej uzyskać zwolnienie na egzaminy wstępne do liceum plastycznego. Córka egzaminy zdała i do szkoły plastycznej się dostała. Jakiś czas temu na giełdzie pojawił się kolekcjoner, który oferował różne upiększone nieco modeliki, głównie z serii „Kultowe Auta PRLu”. Wsród nich była niebieska Nysa N59. Miała bardzo ładnie pomalowane na srebrno ramki wszystkich okien bocznych. Ramki były pomalowane nie tylko równiutko, ale też farba na nich była bardzo ładna, błyszcząca, a nie matowa jak używany prze ze mnie od lat Humbroll nr 11. Malowanie ramek okien pędzelkiem czy wykałaczką zawsze sprawiało mi sporo kłopotów dlatego zapytałem sprzedającego Nysę jak i czym to zrobił. Odpowiedź nieco mnie zaskoczyła. kolekcjoner oznajmił, iż w sklepach dla plastyków są specjalne olejowe, japońskie pisaki ze srebrna farbą i to właśnie takim pisakiem pomalował w Nysie ramki okien. Niestety jak to na giełdzie, człowiek jest zaaferowany i nie zapamiętałem marki owego pisaka.

Na jesieni ubiegłego roku córka potrzebowała do drugiej już klasy liceum plastycznego jakieś materiały. Pojechałem z nią na ulicę Mazowiecką do sklepu dla plastyków i kiedy już córka wybrała teczkę do noszenia rysunków, kilka farb, pędzli i innych rzeczy, przy okazji ja zapytałem o pisak olejowy ze srebrną farbą. Pani pokazała mi go, a że córka ma w sklepie 10% rabatu i pisak kosztował 12 zł, postanowiłem zaryzykować.

Do drobnych poprawek, czy malowania drobnych elementów okazał się bardzo wygodny. Po zakupie pisakiem pomalowałem od razu wewnętrzne powierzchnie dorabianych reflektorów i modelik znów wylądował w gablotce. W ubiegłą sobotę, w czasie dłubania przy modelikach pisak wpadł mi jakoś w ręce i kiedy już zakończyłem prace przy BMW i Czajce, pisak jakoś sam wpadł mi w ręce i nie wiedzieć czemu z gablotki wyjąłem akurat „garbusa” i namalowałem w nim ramki fletnerków. Modelik był właściwie gotowy, można by go jeszcze trochę „dopieścić” jednak tak, był mniej więcej w stanie oryginalnym, a ma przecież z całą pewnością ponad 20 lat.

Tak myślałem do wczoraj. Wieczorem po zakończeniu przedświątecznej bieganiny, sprzątaniu, zakupach i załatwianiu innych spraw, usiadłem dla relaksu w „warsztacie” i jeszcze trochę „garbusa” podrasowałem.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Po pierwszych doświadczeniach z pisakiem malującym srebrną farbą myślałem, że nowa farba, choć bardziej błyszcząca i lepiej udająca chrom niż używany zazwyczaj Humbrol 11(z puszki) jest znacznie mniej trwała i łatwo się ściera. Rzeczywistość okazała się inna. Sądziłem, że pomalowane tydzień wcześniej ramki zetrę ze śliskiego w końcu plastiku jednym ruchem nasączonej w spirytusie szmatki, albo i samym nie uzbrojonym w nic palcem. Jednak maleńkie paseczki okazały się nad wyraz trwałe i trzeba je było zeskrobywać paznokciem, bo nasączoną spirytusem zapałką nie dawały się usunąć. Kiedy to się wreszcie udało, pomalowałem je jeszcze raz, trochę dokładniej niż poprzednio.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Później nakleiłem jeszcze wycięte z samoprzylepnej naklejki czarne paski na zderzaki. Następnie na tylną tablicę rejestracyjną napuściłem kropelkę rozcieńczonej białej farby. Z przodu, na razie jest pusta biała naklejka imitująca tablicę, bo niestety w domu nie mam drukarki. Na koniec pomalowałem jeszcze migacze przednie na pomarańczowo, używając do tego celu wykałaczki.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Wreszcie, niemal po dwóch latach napraw i poprawek modelik jest gotowy. Udało się go naprawić tak, że po otwarciu, pokrywa bagażnika nie opada, co jest zmorą starych modeli innych niemieckich firm.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Modelik Volkswagena 1303 cabrio, zabawkarskiej firmy Siku, z całą pewnością jest godny uwagi. Ciekawie uzupełnia moją mini kolekcję „garbusów”, którą pokazałem na tym blogu zaledwie miesiąc przed jego zakupem.

pozdrawiam

Reklamy

191. Warsztatowe przygody – Passat i Gaz 69 – poprawki

W środę 5 grudnia, na moim blogu padł kolejny rekord rekord:

Na liczniku odwiedzin pojawiła się kolejna nowa cyfra z przodu. Blog mimo pewnych perturbacji, zmiany szaty graficznej i przenosin odnotował  800 000 odsłon.

DZIĘKUJĘ SERDECZNIE WSZYSTKIM, KTÓRZY ODWIEDZAJĄC MÓJ BLOG, PRZYCZYNILI SIĘ DO USTANOWIENIA KOLEJNEGO REKORDU ODWIEDZIN.

Zachęcam do odwiedzania bloga, czytania i w miarę możliwości komentowania tego co tutaj piszę.

W tym roku na jesieni kupiłem zaledwie 3 modele. Na początku września opisywanego tu Gaza  69A i jeszcze dwa modele pod koniec listopada. Pomimo permanentnego braku czasu znalazłem w tym okresie kilka chwil na wykonanie kilu szybkich przeróbek, które nie trwały zbyt długo.

Zacznę od nabytego ostatnio i opisanego niedawno Passata B2. Zaraz po zakupie zrobiłem w nim kilka drobnych poprawek. Opisałem je zresztą tutaj przed tygodniem.  Śledziłem też z zainteresowaniem dyskusję na forum i sam nie wiedziałem co o nich sądzić. Koledzy na forum narzekali na róże rzeczy: A to, że bryła nie taka (ja nie mam do niej specjalnych zastrzeżeń), a to że nie ma progów (ja tego jakoś nie widzę), a to że lampy tylne są malowanie farbką i nie wyglądają. Jeden z kolegów napisał nawet po przeczytaniu opisu i obejrzeniu zdjęć na blogu: „Obejrzałem przeróbkę na Twoim blogu Artemisie i nie gniewaj się, ale jest to dobrą ilustracją przysłowia, że „z g…. bata nie ukręcisz”, zwłaszcza, że zestawiłeś Passata z całkiem niezłym golfem i przyzwoitą corollą.” Cóż, ile spojrzeń na ten modelik tyle zdań, jednym się podoba, innym niekoniecznie, ale prawda jest taka, że nikt na razie lepszego modelika B2 nie wypuścił, a opisywane na forum wersje policyjna i gablotkowa to dokładnie te same modele co ten z naszej „kultowej” serii, tylko trochę inaczej pomalowane.

Modelik od początku podobał mi się, jednak też coś mi w nim „nie grało”. Poprawki, które zrobiłem niewiele zmieniły, zacząłem mu się więc dokładniej przyglądać i porównywać go ze zdjęciami samochodu znalezionymi w sieci. Pierwszą konkluzją do jakiej doszedłem to to, że modelik nie „wygląda” bo choć ma prawidłowy kształt felg, są one nieco z duże. Nie da się niestety z tym nic zrobić. Można jednak próbować tę wadę wizualnie oszukać. Ja doszedłem do wniosku, że w tym celu trzeba lekko obniżyć zawieszenie. Drugą wadą którą odkryłem było to, że atrapa, która jest w modeliku wykonana razem z lampami, jest niewłaściwie pochylona. Wykonano ją tak, jakby miała przedstawiać o kilka lat młodsze modele Audi, a nie poczciwego B2. Po wymontowaniu jej z modelika i obejrzeniu okazało się, że cześć dolna (od strony zderzaka) jest grubsza niż część górna (od strony maski). Zastanawiałem się co z tym fantem zrobić. Czy spiłować i poprawiać kształt atrapy i lamp od strony zewnętrznej, czy może pójść na  skróty i spiłować atrapę od strony wewnętrznej. Ponieważ ten detal jest z zewnątrz dość dokładnie i czysto wykonany, w końcu zdecydowałem się na spiłowanie atrapy od strony wewnętrznej, tak aby jej grubość była na górze i na dole mniej więcej taka sama. Obłamałem bolce mocujące atrapę w nadwoziu i spiłowałem dolną część od środka. Po spiłowaniu zmontowałem wszystko z powrotem i zamocowałem w pudle na te same, oryginalne bolce. Maja one średnicę 1,2 mm oraz długość ok. 2,5 mm i ich przyklejenie z powrotem do atrapy wcale nie okazało się operacją prostą. Również z innego względu nie polecam tej operacji mniej wytrwałym i mniej wytrawnym modelarzom. Atrapa jest dość cienka i delikatna. Ma kształt łuku i została wykonana z kruchego i przezroczystego tworzywa. W trakcie piłowania pękła na pół (i to przez okrągły znaczek VW). Na szczęście udało się ją skleić bez widocznych gołym okiem śladów, świeżym modelarskim klejem do tworzyw.

W dużym uproszczeniu pokazałem na tym szkicu widok  na narożnik błotnika i kształt lampy przed i po przeróbce:

191. Poprawki 1

Przeróbka nie jest aż tak duża, bo grubość atrapy na dole zmniejszyła się o zaledwie kilka dziesiątych części milimetra, jednak wygląd przodu modelika trochę poprawiła. Tak jak napisałem powyżej, aby poprawić nieco proporcje modelika obniżyłem też zawieszenie o jakieś 0,5 mm :

Tyle w temacie Passata B2, nad którym nie zamierzam się więcej „pastwić”.

We wrześniu, kiedy kupiłem Gaza 69A opisałem go na blogu i pokazałem zdjęcia modelika Gaza 69, kupionego jeszcze w 2008 roku z podwoziem od 69A. Wyglądał dużo lepiej. Pierwotnie miałem zamiar przerobić plandekę w modeliku 69A, jednak pomysł ten (przynajmniej na razie) zarzuciłem. Któregoś weekendu, na początku listopada wyciągnąłem modelik 69 i zacząłem się zastanawiać czy jednak, wbrew temu co tu wcześniej napisałem, nie spróbować obniżyć mu zawieszenia. Modelik bowiem zawieszony był nieco za wysoko:

Usiadłem jak zwykle przy stole w kuchni, którego blat służy mi jako mój „warstat” i zacząłem najpierw kombinować: Tylna część podwozia Gaza 69 jest praktycznie tej samej konstrukcji co w modeliku 69A. Most tylny wystaje tylko trochę bardziej na zewnątrz i wystarczyłoby trochę rozpiłować otworki po ośki aby tył „osiadł” nieco niżej. Gorzej jest z przodem. Tu jest imitacja ramy wraz z poprzeczną belką, w którą wpięte są przednie wieszaki resorów:

191. Poprawki 5

Poprzeczna belka nie dość, że powoduje to, że modelik stoi za wysoko, to jeszcze nieładnie wystaje spod przedniego zderzaka. Tylne wieszaki przednich resorów zamocowane są identycznie jak w modeliku 69A.  Pomyślałem, że może by tak belkę spiłować i zabrałem się do roboty.

Gdzieś w połowie roku w sklepie modelarskim przy placu Hallera, za całe 2,5 zł nabyłem ciekawe narzędzie. Nie jest to zwykłe ostrze do nożyka modelarskiego jakiech od wielu lat używam, ale ostrze- piła, które idealnie pasuje do mojej obsadki od nożyka. Narzędzie już klika razy okazało się bardzo przydatne, zwłaszcza do wycinania z plastiku drobnych elementów. Zamocowałem je więc w obsadce i zacząłem piłować. Zanim jednak to zrobiłem w podwozia modelika wymontowałem przedni most wraz z resorami. W obydwu modelikach Gaza jest to na szczęście osobny element mocowany do podwozia za pomocą cieniutkich bolców.

Piłowania nie zacząłem jednak od odcinania belki poprzecznej od płytki podwozia, a nie wiedzieć czemu zacząłem od odcinania od belki środkowej części ramy. Piłowanie szło równo i bez problemów. Kiedy „dojechałem” w okolice mostu przerwałem pracę i pomyślałem: A może uda się odciąć belkę tak, żeby zewnętrzna środkowa cześć ramy została ? Spróbowałem. Teraz zacząłem odpiłowywać już całą belkę poprzeczną od płytki podwozia . Kiedy „dojechałem” w to samo miejsce co poprzednio, odciąłem niepotrzebny odpad od płytki podwozia i wyciągnąłem go spod cienkiej, ale połączonej w dalszym ciągu z podwoziem imitacją środkowej części ramy:

N tym zdjęciu widać chyba dokładnie co, i czym udało się zrobić. (Po lewej stronie widać odciętą belkę)

Cieniutką pozostałość środkowej części ramy przykleiłem z przodu do płytki podwozia. (Z tyły dalej jest integralną częścią płytki.) Następnie do tak „spreparowanego” podwozia zamontowałem most przedni z resorami. W nim też, tak samo jak w tylnym rozpiłowałem nieco „w górę” otwory pod ośki, po czym założyłem koła i zmontowałem modelik. Cała „zabawa” zajęła mi raptem 2 godziny:

Teraz nadwozie modelika jest już na właściwej wysokości, a modelik nie stoi na podwoziu od Gaza 69A, ale własnym.

pozdrawiam

P. S.

Wytrwałych czytelników bloga informuję, że odpowiedziałem na wszystkie komentarze pod poprzednim wpisem.

Za tydzień kolejne „Warstatowe” przygody i przeróbka kolejnego modelika opisywanym tu narzędziem:

190. Kultowe Auta PRL – Kultowe, czy nie ? Passat, Golf, Corolla

O ile dobrze pamiętam, cztery lata temu, kiedy startowała seria „Kultowe Auta PRL” miało się w niej ukazać 50 modeli najbardziej znanych i popularnych  samochodów z okresu PRL. Kiedy okazało się, że seria się przyjęła zapowiadaną długość kolekcji wydłużono najpierw do 80, później 100, a od jakiegoś czasu zapowiadana długość kolekcji to 120 modeli. Ponieważ w serii wyszła cała gama modeli samochodów produkowanych w krajach byłej już „demokracji ludowej”, a wiele z tych aut pokazano w kilku nie zawsze różniących się od siebie zbytnio odmianach, temat naprawdę „kultowych” aut z tamtych czasów zaczął się powoli wyczerpywać. Aby jednak urozmaicić i ubarwić nieco serię oprócz modeli aut typowych dla motoryzacji socjalistycznej zaczęły się w niej pojawiać również modele aut produkcji zachodniej.

Pierwszym takim autem był Fiat 127, który ukazał się w numerze 72. Model pasował do kolekcji, bo choć w PRL nie był samochodem zbyt popularnym, sprzedawany był pod znajomą marką Polski Fiat i nosił oznaczenie 127p. Model zaskoczył nieco miłośników serii, ale cóż, z uwagi na opisane tutaj koneksje z FSO, przymknęli oni oko na „niesocjalistyczny” rodowód auta i modelik zaakceptowali. Jednak już 2 numery później, w numerze 74 w serii ukazał się Volkswagen 1200 „garbus” i na forach nieco zawrzało, bo samochód był już absolutnie „zachodni” i do dotychczasowego charakteru kolekcji raczej zupełnie nie pasował.

Od czasu ukazania się „garbusa” w serii zaczęły się już regularnie pojawiać model wozów zachodnich. Modele takich aut dostępne są na rynku od wielu, wielu lat i choć z serii „Kultowe Auta PRL” interesują mnie głównie modele samochodów produkowanych w dawnych krajach socjalistycznych, to obserwuję i oglądam również modele wozów zachodnich z serii. Dla mnie są one niedrogą, a jednocześnie ciekawa alternatywą, służącą do uzupełniania moich wcześniejszych zbiorów. Do kilku takich modeli się przymierzałem, a kilka z nich kupiłem i specjalnie tego nie żałuję. Z niektórych modeli aut zachodnich z „kultowej” serii nawet bardzo się cieszę.

W ubiegły wtorek wracając z pracy wstąpiłem do Centrum Hanlowego Arkadia. Kiedy pozałatwiałem to, co miałem tam załatwić zacząłem się zastanawiać czy nie wpaść jeszcze do Empiku. Byłem już nieco zmęczony i skonstatowałem, że nowy „kultowy” modelik ukaże się dopiero następnego dnia (w środę), jednak doszedłem do wniosku, że skoro już w Arkadii jestem to jednak wpadnę. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że na półce z różnymi kolekcjami już we wtorek leżało kilka gazetek z modelikami Volkswagena Passta B2. A że do jego zakupu się od kilku dobrych tygodni przymierzałem, obejrzałem wszystkie sztuki uważnie. Modelik spodobał mi się, wybrałem więc jeden i udałem się do kasy:

Na modelki B2 polowałem od wielu, wielu lat. Modelik tego bardzo niegdyś popularnego samochodu wypuściła na początku lat 80-tych firma Conrad (w tej samej serii co zdobytego 2 lata temu Volkswagena Scirocco). Modelik ten widziałem po raz pierwszy jeszcze chyba w 1984 roku na pchlim targu koło warszawskiej Spójni. Było to na samym początku mojej „kolekcjonerskiej” kariery  i dobrze go zapamiętałem, bo kosztował wtedy majątek. (chyba 1/4 mojej pensji w FSO czy coś takiego). Podczas mojego kilkuletniego pobytu w Niemczech jakoś mi się nie trafił. W sklepach modelarskich już go chyba nie było, a na flohmaktach też go nie spotkałem. Możliwe, że dlatego, bo w latach 80-tych w branży modelarskiej panował kryzys i nawet w Niemczech nie było tak szerokiej jak dziś oferty modeli nawet bardzo popularnych samochodów.  W sklepach modelarskich królowały właściwie tylko dwie firmy Schabak i Gama (Minichampsa wtedy jeszcze nie było). Pierwsza robiła zaledwie kilka modeli Volkswagenów i Audi, druga oferowała głównie modele Opli. Modelik B2 firmy Conrad trafił mi się dopiero na giełdzie kolekcjonerskiej w Sopocie w 2003 roku. Jednak sprzedający żądał z niego 60 zł, modelik nie był w stanie idealnym, a blisko 20 lat po tym jak go zobaczyłem po raz pierwszy, nie zrobił na mnie już żadnego wrażenia, bo w porównaniu z wieloma innymi modelami jakie już wtedy miałem, wydał mi się niezbyt atrakcyjny i choć rzadki, w żadnym wypadku nie wart był ceny za jaką został wystawiony na sprzedaż.

Toteż kiedy w zapowiedziach na stronie „kultowej” serii ukazał się Passat B2, ucieszyłem się i postanowiłem go kupić. W kolekcji oprócz opisywanych na tym blogu modeli B1 i B6 mam jeszcze dwa modele B3 (w tym jeden kombi) oraz nienajlepszy co prawda, ale zawsze, modelik B5 firmy Schuco (notabene kupiony w salonie Volkswagena w 2000 roku za 45 zł). Do kompletu brakowało mi właściwie tylko B2, bo model B4 traktowałem zawsze raczej jako większy i bardziej kompleksowy facelifting modelu B3, niż naprawdę zupełnie nowy model auta.

190. Kultowe 2

Kiedy modelik kupiłem bardzo mi się spodobał. Jednak po wyjęciu z opakowania, obejrzeniu zdjęć samochodu w Internecie oraz poczytaniu dyskusji na formum, postanowiłem nieco go poprawić. Co ciekawe, o ile poprawki podwozia, które okazały się konieczne poprawiły wygląd modelika, o tyle poprawki nadwozia które miały sprawić, że modelik będzie szczegółami lepiej odwzorowywał prawdziwy samochód, okazały się nie najszczęśliwsze, bo chociaż pomalowanie na czarno wnęki pod tablicę rejestracyjną (z tyłu), a zwłaszcza pomalowanie pasa pod atrapą i lampami przednimi jest zgodne z oryginalnym wyglądem prawdziwego auta, to wyglądu modelika w żadnym wypadku nie poprawia, a wręcz powoduje, że modelik wygląda mniej atrakcyjnie niż przed poprawkami.

Jak już wspomniałem, niestety konieczne okazały się poprawki podwozia. Tylna oś miała za szeroki rozstaw kół i „pływała” – koło z jednej strony zawsze wystawało równo z obrysem nadwozia (choć tragicznie to nie wyglądało). Znacznie gorzej wyglądała sprawa osi przedniej. Nie dość, że też „pływała” to na domiar  złego koła nie znajdowały się w środku wnęk w nadwoziu, a były przesunięte w stosunku do nich do przodu i w związku z tym całą oś trzeba było przesunąć do tyłu, co wiązało się z koniecznością ściągnięcia kółek z osi. Sprawiło to trochę kłopotu. Ponieważ przy oględzinach modelika doszedłem do wniosku, że opony są na kołach w Passacie montowane inaczej niż w większości modeli z „kultowej” serii, postanowiłem ich z kółek nie ściągać. Dlatego poprawki wymagały użycia dotychczas stosowanych narzędzi, jednak użyłem ich w nieco inny niż zwykle sposób.  Aby ściągnąć koła z osiek bez demontażu opon, trzeba mieć dość cienkie szczypce (2 sztuki) i chwycić nimi mocno za czopy kół w które wbite są ośki, a następnie delikatnie obracać. Operacja wbrew pozorom wcale nie okazała się łatwa. Na szczęście w Passacie czopy są dość długie i jest za co chwycić, jednak z obracaniem kółek względem siebie idzie już znacznie gorzej. Operację wypróbowałem najpierw na osi tylnej. Po ściągnięciu kółek z ośki zmontowałem całość jeszcze raz tylko kółka wcisnąłem na ośkę trochę głębiej. Z przodu po ściągnięciu kółek, rozpiłowałem nieco otwory pod ośkę w podwoziu, następnie wszystko jeszcze raz zmontowałem. Między ośkę, a powiększone otwory w podwoziu wepchnąłem  (z przodu) maleńkie kawałki nasączonego klejem do tworzyw styropianu i w ten sposób nie tylko przesunąłem do tyłu całą oś przednią, ale również przód nadwozia modelika poszedł nieco do góry.

190. Kultowe 3

Niestety ostatnia wada nie jest wadą montażową tak jak pierwsza, a wygląda na wadę konstrukcyjną modelika. po prostu rozstaw osi w nadwoziu (wnęki kół) i podwoziu (miejsca mocowania osi kół) nieco się do siebie różnią.

A skoro już przy okazji prezentacji Passata poruszyłem temat modeli „niekultowych”, zachodnich aut z serii „Kultowe Auta PRL” pokażę jeszcze dwa inne modele z tej serii, których do tej pory nie miałem okazji na tym blogu zaprezentować: Kupionego pod sam koniec ubiegłego, 2011 roku  Volkswagena Golfa i nabytą w czerwcu tego roku tuż przed moimi urodzinami Toyotę Corollę.

A więc najpierw Golf:

190. Kultowe 4

Ten jeden z najlepiej wykonanych modeli w serii kupiłem bez wahania. Mam co prawda w kolekcji modelik Golfa I, ale jest to kupiony jeszcze w 1986 roku w Kolonii dość prymitywny jak na dzisiejsze standardy modelik. Modelik był kilkakrotnie przerabiany i poprawiany. Kupiłem go co prawda w oryginalnym pudełku, w sklepie modelarsko-zabawkarskim ale jako modelik uszkodzony. Poza tym jest to modelik 5 drzwiowego Golfa. Dlatego zielony modelik z kioskowej, polskiej serii bardzo mnie cieszy. Na modelik były na forach dość powszechne narzekania, że jest pozbawiony tylnych siedzeń. Ja uznałem, że wnętrze modelika imituje auto z rozłożonymi siedzeniami tylnymi, a poza tym ta „niby” wada nie jest, aż tak bardzo widoczna, dlatego uznałem ją raczej za ciekawostkę niż za poważną wadę.

190. Kultowe 5

Toyota Corolla E70 nie jest już tak dobrze zrobiona jak Golf ale też bardzo mnie cieszy:

190. Kultowe 6

W całej mojej dość sporej kolekcji mam zaledwie kilka modeli samochodów japońskich. W Polsce Toyota E70 nie była aż tak popularna jak jej wszystkie późniejsze odmiany. Była jednak chyba pierwszym modelem Corolii, który zaczęto do Polski sprowadzać jeszcze pod sam koniec lat 70-tych. Poza tym Corolla jest od wielu lat jednym z najpopularniejszych i najlepiej sprzedających się na całym świecie samochodów. Dlatego obecność modelika choćby i zapomnianej już wersji tego naprawdę zgrabnego samochodu naprawdę cieszy.

W Corolli poprawiłem nieco wygląd świateł tylnych. Malowanie na białym lakierze cieniutkich czarnych pasków nie jest rzeczą łatwą. Przeróbka wyszła tak sobie, właściwie nie znalazłem czasu jej do końca „dopieścić”. W rzeczywistości światła tylne wyglądają lepiej, bo modelik tak naprawdę jest prawie dwukrotnie mniejszy niż na zdjęciu:

190. Kultowe 8

Modelik mojego czwartego „niekultowego” auta z serii „Kultowe Auta PRL” – Simki A90 Aronde jako modelik z nieco innej epoki niż tu zaprezentowane, opiszę przy innej okazji.

pozdrawiam

179. Kawałek historii – Volkswagen Käfer 1949

Jak podaje jedno z najpoważniejszych europejskich pism motoryzacyjnych – niemiecki Auto Motor und Sport, „Volkswagen w swojej pogoni za kolejnymi rekordami jest nie do zatrzymania”.  W ubiegłym roku ten największy europejski koncern samochodowy w skład którego wchodza oprócz marki Volkswagen, również Audi, Skoda i Seat sprzedał na całym świecie 8,3 miliona samochodów i uplasował się na drugim miejscu na świecie (za General Motors, który sprzedał ok 9 milionów pojazdów) wyprzedził jednak poprzedniego lidera Toyotę, która sprzedała 8 milionów aut. Pod względem obrotów VW był jednak absolutnym liderem z wynikiem 159.3 miliardów Euro (Toyota wykazała nieznacznie gorszy wynik 158,9 mld. Euro). Jeszcze całkiem niedawno, kilka lat temu Volkswagen ze sprzedażą ok 6,5 mln. aut był numerem 3 na świecie i od pozostałych rywali dzielił go spory dystans. (wtedy zarówno GM jak i Toyota sprzedawały po 9 mln pojazdów) Fakty powyższe świadczą o tym, że koncern z Wolfsburga nie tylko poradził sobie ze światowym kryzysem lepiej niż pozostali rywale, ale również w bardzo krótkim czasie jego produkcja i sprzedaż znacząco wzrosły.

Historia koncernu nie jest tak długa, jak innych marek, których 100 lecie urodzin świętowano na początku ubiegłej już dekady niemal co roku, nie jest też zbytnio burzliwa. Poza jednym epizodem z początku lat 70-tych, kiedy to koncepcja auta, o które oparta była wówczas cała produkcja firmy zaczynała się dość szybko kończyć, historia marki to właściwie nieprzerwane pasmo sukcesów i „parcia do przodu”. Historia ta zaczęła się jednak w dość nietypowy jak na warunki przemysłu samochodowego sposób, a mianowicie od wspieranego przez państwo projektu „samochodu dla ludu”, którego ojcem chrzestnym był (czy nam się to podba czy nie) niestety Adolf Hitler. Z „samochodu  dla ludu”, dla ludu niemieckiego tak naprawdę niewiele, a można by rzec wręcz, że nic nie wyszło, bo ów samochód z cywilnego (którego notabene do końca wojny nie wyprodukowano nawet 1000 sztuk) władze III Rzeszy szybko przekształciły w przydatny dla Wermachtu łazik – VW Typ 82 Kübelwagen:

179. Volkswagen 1

Więc tak naprawdę to od tego auta zaczyna się właściwia historia marki Volkswagen. 

179. Volkswagen 2

Według różnych szacunków wyprodukowano go od 15 do 50 tys sztuk, przy której to liczbie wielkość produkcji  cywilnego Volkswagena (ok 700 sztuk), a właściwie KdF-Wagena (bo taka była jego nazwa) wydaję się naprawdę znikoma. Dlatego zarówno przedwojenne jak i te wyprodukowane w trakcie II Wojny Światowej  „garbusy”, choć właściwie niczym się nie różnią od swoich produkowanych przez wiele lat powojennych następców, nie są traktowane jako seryjne auta, ale jako prototypy.

Szczęśliwym jednak trafem urządzenia do produkcji KdF-Wagena przetrwały wojnę i produkcję, w brytyjskiej strefie okupacyjnej w której znalazł się Wolfsburg, wznowiono już w 1945 roku. Wtedy też auto otrzymała swoją właściwą nazwę Volkswagen. Produkcja samochodu rosła w dość szybkim tempie, a auto zrobiło na świecie oszałamiającą karierę. W Niemczech było produkowane do 1978 roku (a więc przez 40 lat). Na świecie (poza Niemcami) wytwarzano je do 2003 roku, co jest absolutnym rekordem w historii motoryzacji. Zważywszy na to, iż samochód wyprodukowano w liczbie 21,5 milionów egzemplarzy, Volkswagena  „garbusa” śmiało można uznać za samochód genialny. Pierwszy poważniejszy (jak to się dzisiaj mówi) facelifting auto przeszło dopiero w 1968 roku, a nieco wcześniejsze egzemplarze od KdF-Wagena z 1938 roku naprawdę wyglądem niewiele się różniły.

Jak pisałem kilka tygodni temu w mojej kolekcji staram się nie dublować modeli aut, które już wcześniej kupiłem. Nadmieniłem wtedy, że od tej reguły są jednak wyjątki i właśnie takim wyjątkiem są w mojej kolekcji modeliki „garbusów”, a że ostatnio do tej „minikolekcji” przybył kolejny nabytek, wpadłem na pomysł zaprezentować tu wszystkie moje modele tego chyba jednak najważniejszego auta w historii motoryzacji.

179. Volkswagen 3

Kiedy 10 lat temu udało mi się zgromadzić kilka modeli „garbusów”zaczęło mi chodzić po głowie, że dobrze było by mieć też w kolekcji modelik naprawdę starego Volkswagena, jeszcze z dzielonym oknem z tyłu (Niemcy takiego „garbusa” nazywają Brezel-Käfer). Niedługo potem na giełdzie (jeszcze w Starej Gazowni) trafiał mi się naprawdę niedrogo (chyba za 20zł) ładny modelik takiego garbusa firmy Solido. Nie kupiłem go wtedy, gdyż uznałem, iż ma bardzo podobny kolor do nieco nowszego i bardzo zresztą podobnego innego modelika „garbusa” i na półce zwłaszcza z przodku, modeliki nie będą się od siebie różnić. Od tamtego czasu minęło kilka dobrych lat (co najmniej 8) a Brezel-Käfer jakoś mi się za rozsądną cenę nie trafiał. Chciałem nieć modelik nie tylko starszej wersji, ale i w innym najlepiej „historycznym” kolorze. Miesiąc temu na Allegro pojawił się „garbus”, którego sprzedający opisał „1:43 – firma nieznana”. Aukcję obserwowałem a z dochodzenia w Internecie wychodziło, że jest to modelik najprawdopodobniej z jakiejś serii gazetowej, wykonany na bazie modelika firmy Vitesse.  Końcówkę aukcji obserwowałem uważnie i jak zwykle tuż przed końcem zalicytowałem i wygrałem:

179. Volkswagen 4

Jak się później okazało modelik pochodzi z niemieckiej serii wydawnictwa Atlas. Cena końcowa, pomimo 4 osób licytujących wyniosła całe 26 zł, a z przesyłką modelik (bez opakowania) kosztował 32,50. Wymagał niewielkiej poprawki – zamocowania przedniego zderzaka nieco wyżej (był trochę niedokładnie zmontowany). Modelik ma też inną wadę. Jak zauważyłem studiując w Internecie zdjęcia różnych modeli „garbusów”, niektórzy ich producenci upraszczają sobie życie i z przodu montują idealnie okrągłe światła zamiast owalnych. Modeliki firmy Vitesse (choć ich „pełne” kolekcjonerskie odmiany normalnie kosztują od 80 do 100 zł) też tę wadę mają, a mój modelik to właściwie też Vitesse, tylko bez napisu na spodzie. Na razie na poprawkę tej wady nie mam nie tylko dobrego (sprawdzonego) pomysłu, ale przede wszystkim czasu.

Jak udało mi się ustalić, modelik przedstawia Volkswagena z 1949 roku. To co przekonało mnie do jego zakupu, to bardzo ładnie wykonany tył. A przecież na nim najbardziej mi zależało:

179. Volkswagen 5

W 2000 roku w wyniku ogłoszenia osprzedaży kilku modeli, które dałem w Internecie na stronie Autominiatura, ściągnąłem na giełdę innego kolekcjonera. Tak zapoczątkowałem znajomość z kolegą Jankiem, z którym do tej pory mam bardzo dobry kontakt, i z którym często konsultuję zakupy kolejnych modeli do kolekcji. Pamiętam, że to właśnie on polecił mi wtedy mały sklepik z modelikami kolejek, w którym kupiłem jeden z najładniejszych modeli w mojej kolekcji:

179. Volkswagen 6

Modelik niemieckiej firmy Faller, to model „garbusa ” z 1962 roku. Jest to model plastikowy, jednak znakomicie wykonany. W 2000 roku zapłaciłem za niego 35 zł, co zważywszy na ówczesny poziom cen modeli kolekcjonerskich (w sklepach modelarskich i salonach samochodowych bo tylko tam nowe modele były dostępne) nie było kwotą wygórowaną. Modelik oprócz tego, że jest znakomity też ma jedną wadę: już kilka razy „dało” mi się ułamaćw nim przez zapomnienie delikatniutie lusterko. Nauczyłem się więc już dobrze, jak je z powrotem przyklejać.  Wczoraj też to „ćwiczyłem”.

179. Volkswagen 7

Pierwszy modelik „garbusa” kupiłem w roku 1984 i kolejny prezentowany tu modelik wytrawni czytelnicy tego bloga z całą pewnością już tutaj widzieli. „Członek założyciel” jeden z 7 modelików kupionych w pierwszym roku zbierania skali 1:43. Kupiony na pchlim targu na placu obok klubu sportowego Spójnia nad Wisłą. Tam wtedy było główne niedzielne targowisko Warszawy, zanim później przeniosło się na Skrę.

179. Volkswagen 8

Modelik od samego początku mnie nie zadowalał. Od razu powiększyłem mu nieco przednią szybę i dwa razy dorabiałem do niego koła ( pierwsze jeszcze w latach osiemdziesiątych jeszcze na bazie kółek od modelika Bugatti 35 Spółdzielni Pracy Estetyka) . Obecne koła, to kółka od ciężarówki do sklejania w skali 1:72 jaką kupiłem w Niemczech w 1986 roku. Kołpaki pochodzą z zabawki Cararama, a całość wykonałem gdzieś w1999 roku (jeszcze przed zakupem pozostałych modeli „garbusów”). W tymże roku próbowałem modelik nieco przerobić i dorobić do niego starszego typu owalne lampy z przodu. Na szczęście operacja okazała się zbyt kłopotliwa i nigdy jej nie dokończyłem. Za to z tyłu  „udało” się opiłować u dołu lampy tylne i zrobić z nich starszego typu lampy (takie jak ma modelik Fallera):

179. Volkswagen 9

Stary model angielskiej firmy Corgi pochodzi z czasów, kiedy skala 1:43 nie do końca była jeszcze ustalona jako skala kolekcjonerska. Poza tym był oferowany raczej jako zabawka, a nie model. Modelik jak na 1:43 ma trochę za krótką kabinę (ok 2 mm). Poza tym przedstawia „garbusa” jakiego sobie nie przypominam. Taki samochód widziałem chyba dawno temu raz i sądziłem, że to jakiś „składak” (jakich w czasach PRL jeździło u nas sporo). Ma z przodu, a z tyłu miał lampy od wersji po faceliftingu z 1968 roku i do tego starego typu zderzaki „z balkonikami”. To dlatego próbowałem do niego dorobić owalne lampy przednie i opiłowałem tylne aby „jakoś wyglądał”. Po zakupie modelika Fallera próbowałem go też sprzedać na giełdzie, ale nie było nim zainteresowania. Dopiero właściwie teraz, przeglądając strony Internetowe ustaliłem z całą pewnością , że stary modelik Corgi to nie fantazja, ani ściema, dokładnie taka wersja Volkswagena jak modelik była naprawdę produkowana, w 1967 roku na rynek USA(Miała z przodu nowego typu okrągłe lampy i zderzaki „z balkonikami” )

W 2002 roku pojechaliśmy z kolegą w długą podróż służbową. Na południe Hesji wybraliśmy się dobrze mi znaną, aczkolwiek nieco okrężną drogą – przez Berlin i Wolfsburg. Miałem ochotę „zapolować” na ostatniego niemieckiego Volkswagena „garbusa” model 1303 (z giętą, panoramiczną szybą przednią). Niestety w sklepiku przy Muzeum Volkswagena takowego nie było, kupiłem więc to co było, a więc poprzednika – model 1302 z 1970 roku:

179. Volkswagen 10

No cóż, kolor mi pasował jaknajbardziej, od wymarzonego „garbusa” 1303 różni się tylko płaską szybą przednią i mniejszymi (starszymi) lampami. Modelik renomowanej firmy Minichamps w Muzeum Volkswagena kosztował nieco mniej niż połowę sklepowej ceny takiego modelika w Polsce czy Niemczech, więc go kupiłem. Osłodą było to, że w owym czasie przed moim blokiem parkował wtedy identyczny samochód (dokładnie w tym samym kolorze). Poza tym to właśnie w trakcie produkcji modelu 1302 Volkswagen pobił rekord wielkości produkcji jednego modelu samochodu ustanowiony jeszcze przed wojną przez Foda model T.

179. Volkswagen 11

Z tej samej podróży i tego samego sklepu pochodzi też prezentowany na początku tego wpisu VW Typ 82 Kübelwagen. A jeśli ktoś chciałby nieco głębiej „zanurzyć” się w historię powstania i ewolucji Volkswagena „garbusa” polecam kilka stron, na które natrafiłem przy okazji szukania materiałów na temat tego „auta wszech czasów” :

Historia powstania KdF Wgena – ciekawe zdjęcia.(po niemiecku)

Dokładne opisy zmian wprowadzanych w poszczególnych latach produkcji

Wizualna retrospektywa modeli z poszczególnych latach produkcji

Zwłaszcza kiedy ogląda się pierwszą z cytowanych tu stron, aż trudno uwierzyć, że to co widzimy, to nie jakaś koszmarna fikcja, ale zdjęcia są jak najbardziej prawdziwe. Ciekawe jak potoczyły by się losy Europy, gdyby Niemcy zamiast ją podbijać zajęli by się na masową skalę produkcją i eksportem KdF-Wagena, który później okazał się po prostu autem genialnym.

pozdrawiam

 

Drodzy Czytelnicy !

Blog wiąż dobrze nie działa !

Z trudem udało mi się odpowiedzieć na wasze komentarze pod ostatnim wpisem. Na ekranie, co chwilę pokazywał się znany już dobrze komunikat:

178. Nysa 3

Wczoraj aby uniknąć podwójnej roboty musiałem każdy nowo napisany akapit zapisać w pamięci (Ctrl+C), aby na wypadek gdyby się na blogu nie zapisał, móc go po prostu wkleić (Ctrl+V). W pewnym momencie przerwałem pisanie, i kliknąłem klawisz „zapisz”. Wyszedłem z pokoju, wypaliłem papierosa, zjadłem mały kawałek ciasta i wypiłem szklaneczkę wody z sokiem. Kiedy do pokoju wróciłem, blog wiąż „mielił” zapisywanie kolejnego akapitu.

Jeśli sytuacja się nie poprawi będę chyba zmuszony na okres letni ograniczyć moją blogową działalność.

 

 

126. Ze strychu – Volkswagen Scirocco II

 GORĄCA PROŚBA ! Wciąż aktualna !

Tych wszystkich, którzy tu zawitają, a nie rozliczyli jeszcze podatku dochodowego za 2009 rok poproszę o przekazanie 1% na rehabilitację Ani (Widzimisi kolekcjonerki pluszaków i lalek ).

Ania mieszka w Suwałkach i od dziecka jest chora na zanik mięśni.

Proszę, POMÓŻMY ANI ! Przekażmy 1% podatku na jej rehabilitację ! Oto dane jakie od niej dostałem:

Zgodnie z aktualnymi przepisami w momencie składania rocznego zeznania podatkowego, należy wskazać w nim pełną nazwę i numer KRS Fundacji: Fundacja Dzieciom Niepełnosprawnym „Podaruj Uśmiech” KRS 0000245254, i w rubryce „inne informacje” podać imię i nazwisko podopiecznego a Urząd Skarbowy prześle 1% podatku na rachunek bankowy Fundacji: ING BANK ŚLĄSKI nr 49 1050 1764 10000023 0058 3966
z dopiskiemRehabilitacja Anny Pacuk

Tym wszystkim, którzy chcą o Ani (Widzimisi) dowiedzieć się więcej polecam: Wywiad z Anią na srwisie HOBBEO

………………………………………………………………………………………………

Żaden rasowy kolekcjoner nie pogardzi ciekawym starociem. Tak było i tym razem, a dokładnie było tak jak w ostatnim zdaniu z filmiku o mojej kolekcji.

Kiedy w latach 1973 – 1974 Volkswagen, po wielu perturbacjach i kłopotach, wprowadził wreszcie zupełnie nową gamę modeli (Passat, Golf i Polo), została ona uzupełniona o auto o charakterze sportowym. Volkswagen Scirocco I, bo o nim mowa, był właściwie sportową odmianą Golfa i pojawił się dokładnie w tym samym roku co Golf.  Pierwsza generacja tego modelu była autem udanym i popularnym. Kolejna generacja auta – Scirocco II – pojawiła się w roku 1981 (na dwa lata przed wprowadzeniem Golfa II). Auto nie było już tak udane i popularne jak poprzednik, a w obiegowych opiniach uchodziło raczej za niezbyt udane. W opinii tej, jest zapewne sporo prawdy, bo kolejna generacja „sportowego” Volkswagena, która ukazała się w 1988 roku, stylistyką nawiązywała nie do bezpośredniego poprzednika (jak w owym czasie wiele firm robiło), ale do pierwszej (bardzo udanej) wersjii Scirocco I. Auto nosiło też zupełnie inną nazwę Corrado. Zabieg przypomnienia zasłużonego dla marki weterana niestety się nie powiódł i Corrado, nawiazujące wyglądem bardziej Scirocco I, niż Scirocco II, okazało się zupełną klapą. W rynkowym starciu z bardzo udanym modelem Opla – Calibrą, Corrado poległo i jego produkcję wstrzymano w 1992 roku (zaledwie po 4 latach produkcji). I tak z palety Volkswagena na dobrych kilkanaście lat zniknęło sportowe coupe.

Dopiero w roku 2008 pojawił się model nawiązujący do „sportowej” tradycji. Scirocco III, lub jak kto woli New Scirocco, moim skromnym zdaniem przypomina bardziej spłaszczonego hatchbeck’a niż rasowe sportowe coupe, chyba, że trendy stylizacyjne tak się zmieniły, że to moja opinia na temat rasowego coupe jest raczej „starej daty”.

Dokładnie tydzień temu, w niedzielę odbyła się giełda kolekcjonerów modeli aut. Giełda była w zupełnie nowym miejscu, o czym dowiedziałem się z forów modelarskich w ostatniej chwili (w piątek). Wbrew temu czego się spodziewałem, kolejna „nowa” giełda była całkiem, całkiem. Pomimo, że informacja o niej była bardzo słaba, dotarli prawie wszyscy stali bywalcy.

Na giełdę pojechałem raczej „towarzysko”. Przeleciałem się po sali, pobieżnie obejrzałem stoiska i wróciłem w pobliże wyjścia pogadać z Trucker’em (od którego na poprzedniej giełdzie odebrałem opisywanego ostatnio Trabanta) i przy okazji pochwalić się moją przeróbką. Obok, młody człowiek wystawiał modele polskich ciężarówek w skali 1:43 wykonanych ponoć z tworzywa: Jelcza, Stary, Lublin/GAZ’a i autobus Jelcz PR 100. Wystawiający prezentował je w dużych gablotkach, po 2 sztuki i cenił po 1 „koło” czyli 1000zł. Modele były dość starannie wykonane. Lublin był pomalowany zielonym połyskowym lakierem miał jednak okrągłą (blaszaną) kabinę a’ la GAZ, a nie kanciastą (drewnianą) a’ la stary Lublin. Reszta przypominała raczej pancerkę 1:35, bo była pomalowana na szarozielony matowy kolor. Bardzo ładnie prezentował się natomiast biało-czerwony Jelcz-Berliet. Z uwagi na cenę nie oglądałem tego dokładnie.

Pomiędzy stoiskiem Trucker’a, a polskimi ciężarówkami leżało duże płaskie pudło z zakurzonymi i poobijanymi starociami, na które nie zwróciłem specjalnej uwagi. W pewnym momencie ktoś podszedł do stoiska i zaczął grzebać w pudle. Sprzedający wyjaśnił że „to wszystko leżało na strychu” i sprzedaje to po 10 zł. W mgnieniu oka zainteresowałem się pudłem. Wyciągnąłem z niego stary modelik Volkswagena Scirocco II i od razu sięgnąłem po portfel.

126. Volkswagen 1

Modelik był brudny, mocno zakurzony, poobcierany na kantach, ale kompletny. Nie brakowało żadnej części, tylko klapa tylna była nieco wykrzywiona i nie domykała się z prawej strony. Po powrocie do domu zabrałem się od razu za renowację modelika. Rozebrałem go i dokładnie umyłem wszystkie elementy (wewnątrz, na siedzeniach była milimetrowa warstwa kurzu). Obejrzałem również modelik pod lupą i stwierdziłem dlaczego klapa krzywo się zamyka. Lewa ramka okna była nieco wygięta. Modelik najprawdopodobniej spadł na podłogę i klapa się nieco wygięła.

Stop cynku, z którego przeważnie wykonywane są nadwozia modeli w skali 1:43 jest materiałem kruchym. Nieprawdziwa jest jednak obiegowa opinia, że przy jakichkolwiek próbach prostowania elementów nadwozi modeli, metal od razu pęka. Materiał można, co prawda w niewielkim zakresie, wyginać i prostować, a w przypadku uszkodzeń i wgięć większych powierzchni, daje się również potraktować punktakiem, trzeba tylko wiedzieć w jaki punkt i z jaką siłą uderzyć. Naprawy takie wymagają dużego wyczucia i pewnego doświadczenia, inaczej materiał rzeczywiście pęka i można model poważnie uszkodzić. Stop cynku daje się skleić (np. żywicą epoksydową) jednak klejone miejsce trzeba później oszlifować i pomalować.

Postępując wg powyższych wskazówek wyprostowałem lewą ramkę klapy i naciągnąłem prawą zawiasę. Klapę udało się do „pudła” dopasować. Następna czynnością było wykonanie zaprawek. Robiłem dwie próby – wiśniowym lakierem połyskowym, ale ten się ścierał, później spróbowałem jeszcze raz – czerwonym metalikiem (obie farby firmy Humbroll).

126. Volkswagen 2

126. Volkswagen 3

Kupiony na giełdzie model po raz pierwszy widziałem w 1984 roku, kiedy zacząłem zbierać modele. Pamiętam jak na perskim jarmarku ktoś wystawił stolik, a na nim modeliki Volkswagenów. Stały na oryginalnych pudełeczkach i kosztowały majątek (ok 1/4 mojej pensji początkującego inżyniera w FSO). Wśród nich był właśnie modelik Scirocco II.  Na ostatniej giełdzie modelik kupiłem niejako przy okazji, aby załatać „historyczną dziurę” między modelikami Scirocco I i Corrado:

126. Volkswagen 4

126. Volkswagen 5

Modelik Volkswagena Scirocco I w idealnym stanie i oryginalnym opakowaniu, kupiłem na flohmaku, w RFN w 1988 roku. Modelik pochodzi z końca lat 70-tych i jest to modelik starej serii firmy Schuco (tak samo jak prezentowane już na tym blogu  Mercedes i Audi).

126. Volkswagen 6

126. Volkswagen 7

Modelik Volkswagena Corrado kupiłem w roku 1990 w Muzeum Volkswagena w Wolfsburgu. Obydwa prezentowane modele kosztowały po 10 marek.

Po zakupie ostatniego modelika, kompletna już seria „sportowych Volkswagenów z lat 1974 – 1992 prezentuje się bardzo ciekawie:

126. Volkswagen 8

Od lewej: Scirocco I firmy Schuco, Scirocco II firmy Conrad i Corrado firmy Schabak. Wszystkie trzy modele są „made in Germany” i pochodzą z okresów kiedy auta były produkowane. W modeliku Corrado tylna klapa się nie otwiera, za to do góry wysuwa się tylny spojler, jak w prawdziwym samochodzie.

pozdrawiam

P.S. Po raz kolejny DZIEKUJĘ WSZYSTKIM, KRÓRZY ODWIEDZAJĄ MOJEGO BLOG I PRZYCZYNILI SIĘ DO USTANOWIENIA KOLEJNEGO REKORDU ODWIEDZIN:

126. Volkswagen 9

Nysa 522 „suka” za tydzeń