Tag: Opel

284. Podziękowanie i Opel Astra J sedan

DRODZY CZYTELNICY !   

Przed miesiącem, dziewiątego września, minęło 11 lat od założenia tego bloga. Nie bije on już rekordów popularności, bo i też nie zawsze mam czas się nim zajmować. Tak było zwłaszcza w okresie ostatnich miesięcy. 11 lat to kawał czasu, ale i liczba miliona i ćwierć miliona odsłon  jaką udało się w tym czasie osiągnąć, też jest imponującą. Późnym wieczorem, 18 października w trakcie porządkowania bloga i wklejania zdjęć umieszczonych na Google udało mi się ją zarejestrować!

1250000 odsłon 1b Dlatego przy tej szczególnej okazji

PRAGNĘ SERDECZNIE PODZIĘKOWAĆ WSZYSTKIM, KTÓRZY PRZEZ OSTATNICH 11 LAT  ODWIEDZILI I WCIĄŻ ODWIEDZAJĄ MOJEGO BLOGA.
Od początku tego roku opisałem i pokazałem na blogu tylko 5 modeli, z czego tylko 1 z kupowanych na bieżąco. Powody takiego stanu podałem dokładnie miesiąc temu, nie będę ich zatem powtarzał. W tym czasie w kolekcji, pomimo permanentnego braku czasu do zajmowania się nią, pojawiło się 14 modeli. Dwa z nich to modele „odziedziczone”, które kupiłem kiedyś na prośbę mojej mamy, zaś jeden to model, który przeleżał w pawlaczu ponad 15 lat, a którego konwersję „mechaniczną” zrobiłem w styczniu, dokończyłem zaś pod koniec lata. 
Dziś pokażę modelik który kupiłem jeszcze w połowie lutego. 
Tak się jakoś złożyło, że późną jesienią ubiegłego roku zwróciłem uwagę na samochód, który pojawił się na rynku dobrych kilku lat temu, ale pomimo oferowania od 2 lat jego następcy, wciąż jest w sprzedaży. Zalety takiego auta są z reguły dwie: Sprawdzona konstrukcja, w której poprawiono wszystkie niedoróbki „wieku dziecięcego” oraz cena, z reguły sporo niższa niż aktualnie oferowanego modelu. Tak też jest w przypadku Astry J sedan, która od nowej Astry K jest sporo tańsza. 
W pod koniec listopada ubiegłego roku, w wielu galeriach handlowych zapowiadano „czarny piątek”. Jest to „nowa świecka tradycja” handlowa, która w końcu przywędrowała również do Polski. Ja nie wybrałem się jednak do żadnej z galerii, a do dealera marki Opel, salonu przy ul. Rudnickiego, który do akcji też się przyłączył. 26 listopada salon był otwarty do godz 1 w nocy. W salonie było trochę osób oglądających auta, ale wielkich tłumów nie było, udało mi się więc odbyć jazdę próbną.
Trasa była dokładnie taka sama jak ta, którą jechałem dokładnie 10 lat wcześniej, przed zakupem mojej drugiej (obecnej astry). Samochód Opel Astra J sedan, który oglądałem w kilku salonach (a to przy okazji wymiany oleju w moim aucie, a to w trakcie wizyty związanej z jego zakupem „na dolewki”) zrobił na mnie duże wrażenie. Eleganckie, nowoczesne wnętrze, wielofunkcyjna kierownica i parę innych bajerów zawsze robi wrażenie. Jednak w trakcie jazdy próbnej, już po przejechaniu kilku kilometrów przekonałem się, że nie prowadzę żadnego tam „cudu techniki” a dobrze znaną od lat typową Astrę. Odgłos silnika, praca zawieszenia i ogólne wrażenie wątpliwości nie pozostawiały: Astra to Astra, człowiek który nią jeździ ma wrażenie, że nawet nowy model to w jakiś sposób ” stary dobry znajomy”.
Auto podobało mi się, zwłaszcza wizualnie i z całą pewnością czułbym się w nim dobrze, ale cóż teraz nie mam ani głowy, ani pieniędzy do zmiany samochodu. Poza tym, samochód, jak na potrzeby częstego poruszania się po zatłoczonych warszawskich ulicach, a zawłaszcza parkingach, jest dla mnie po prostu za duży.        
Kiedy jednak na Allegro zaczęły się pojawiać jego modeliki,  ich aukcje obserwowałem z dużym zainteresowaniem. W połowie lutego w jednej z nich wziąłem udział i nawet udało mi się ją wygrać. 
Astra J 1b
Mogę nawet powiedzieć, że modelik kupiłem „okazyjnie”.  Model firmy Minichamps, z edycji dla salonów marki Opel, w oryginalnym opakowaniu wraz z przesyłką kosztował mnie niecałe 53 złote. I choć wylicytowałem go w Warszawie, nie pojechałem po niego do sprzedającego, a zdecydowałem się na przesyłkę do paczkomatu InPost. 
Astra J 2b
Zaraz po zakupie, modelik zabrałem ze sobą do pracy i pokazałem kolegom, pokazałem go też mamie, która jeszcze w owym czasie całkiem nieźle się czuła. Jej też bardzo się spodobał. 
Astra J 3b
Prawdziwa Asta J w wersji sedan to naprawdę bardzo ładny samochód. W żadnym wypadku nie wygląda na przeróbkę bazowej wersji hatchback, do której doklejono powiększony bagażnik. Takim właśnie równie ładnym autem była pierwsza Astra sedan (wersja F), która od wersji  hatchback wyglądała (moim zdaniem) o niebo lepiej.
Kolejne wersje sedana niestety do udanych nie należały. Astra G w wersji sedan wyglądała niemal tak samo jak hatchback, tylko z wydłużonym kufrem. Do tego miała tylną szybę pochyloną pod innym kątem, co powodowało, że sylwetka auta wyglądał nie najlepiej.  Kolejny sedan – Astra H, podobnie jak auto, którego modelik tu prezentuję, ukazała się chyba 3 lata po premierze hatchback’a. Choć od poprzedniczki wyglądała lepiej i linia auta była całkiem poprawna, bo z tyłu zastosowano inne niż w hatchback’u drzwi tylne, to jednak przy projektowaniu ściany tylnej, projektantom zupełnie zabrakło polotu.
Astra J 5bTym razem projektanci przyłożyli się do zadania naprawdę solidnie i dobrze wykorzystali 2 lata jakie dzieliły premierę sedana od premiery hatchback’a. Stworzyli naprawdę ładne auto, które tego ostatniego przeżyło i wg zapewnień sprzedawców będzie w ofercie do końca tego roku. 
Astra J 4b
Po tych rozważaniach o urodzie auta, pora na kilka słów o samym modeliku. Z modelikiem było trochę tak, jak z opisaną powyżej jazdą próbą. Kiedy był zapakowany w pudełko i witrynkę, byłem nim zachwycony. Pięknie odwzorowuje samochód, jest pięknie pomalowany, ma chromowane ramki okien i niemal doskonale spasowane elementy, no po prostu „cud, miód”. 
Kiedy jednak odkręciłem go od podstawki, zauważyłem, że gdy biorę go do ręki, coś w nim trzeszczy. Nie bardzo wiedziałem co i nie byłbym sobą, gdybym tego nie sprawdził. Postanowiłem modelik rozkręcić. Na pierwszy rzut oka, nie powinno być z tym problemu. Odkręciłem śrubki z przodu i z tyłu podwozia i zacząłem się mocować z tym ostatnim. Dopiero po kilku próbach, podważania śrubokrętem tu i tam udało się modelik rozebrać. 
Wtedy, ku mojemu zupełnemu zaskoczeniu, okazało się, że naprawdę pięknie wykonane nadwozie modelika nie jest z metalu, a tworzywa sztucznego, zaś z przodu i z tyłu podwozia, znajdują się pakiety metalowych płytek, które modelik „dociążają” tak, aby w ręku „leżał’ jak każdy inny typowy model kolekcjonerski wykonany z metalu.  
A na koniec, zapomniana już trochę reklama, która do auta mojej uwagi nie przykuła, ale za to bardzo mi się spodobała. 
pozdrawiam

239. Wesołych Świąt i grudniowa giełda

W tym roku, jak zwykle ostatnie dni przed Wigilią naznaczone są przedświąteczną krzątaniną. Dziś nie byłem w  pracy, wziąłem urlop (za 1-go listopada). Nie znaczy to jednak, że miałem czas odpocząć. Od samego rana czynnie włączyłem się do przygotowań. Przed południem oprawiłem kupioną w weekend choinkę i ustawiłem ją w wyremontowanym latem „dużym” pokoju, bo w nim będzie jutro (jak co roku zresztą) rodzinna Wigilia.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Choinki nie zdążyliśmy ubrać, bo trzeba było pojechać na ostatnie przedświąteczne zakupy. Po powrocie z nich, ustawiłem na chwilkę choinkę i meble tak, aby można było zrobić zdjęcie oddające panującą już w domu świąteczną atmosferę i zabrałem się do dalszych przygotowań. Rozstawiłem stół przy którym będziemy jutro składać sobie życzenia, powiesiłem na choince lampki i trochę pomogłem zonie ją przystroić.

Zanim jednak zabrałem się za te wszystkie czynności, korzystając z dość ciepłej, jak na tę porę roku pogody, wyszedłem na balkon i przed południem, przy dziennym świetle zrobiłem kilka zdjęć moich ostatnich zdobyczy.

W poprzedni weekend, a konkretnie w niedzielę 14 grudnia w Warszawie, w gimnazjum przy ul. Conrada odbyła się Ogólnopolska Giełda Modeli Samochodów im. Sławoja Gwiazdowskiego. Oczywistą jest rzeczą, że i tym razem się na nią wybrałem.

Wybrałem się na nią właściwie towarzysko, licząc też po cichu, że może uda mi się „ożenić” prezentowany tutaj kilka tygodni temu wózek widłowy Toyota, który mimo marketingowego wsparcia na blogu, na Allegro niestety nabywcy nie znalazł. Tak się akurat tym razem złożyło, że nie tylko wózka nie sprzedałem, a nakupowałem modelików ” jak głupi”. Całe szczęście, że nie wydałem na to „majątku”, bo pobyt na giełdzie kosztował mnie całe 50 złotych.

Giełda, jak zwykle w grudniu, była spora. Nie odbywała się jednak na salce, na której odbywała się od lat, a stoiska były ustawione w holu wejściowym i przyległych korytarzach, co powodowało pewną niewygodę, bo między stoiskami przyszło się poruszać trochę jak w labiryncie. Zanim więc giełdę „obszedłem” trwało to ponad godzinę, a przy powtórnym oglądaniu modeli i zastanawianiu się nad ich ewentualnym zakupem, odkryłem kilka kątów do których na początku nawet nie zajrzałem. Na giełdzie nie znalazłem właściwie modeli, które bardzo chciałbym kupić i na dłużej zatrzymałem się przy stoisku kolegów z Gdańska.

Wesołych świąt 5

Na giełdzie dostałem też kratkę z informacją iż 8 lutego w Warszawie, przy Alei Stanów Zjednoczonych 40 w budynku Spółdzielni Budowlano-Mieszkaniowej „Grenadierów” odbędzie się kolejna giełda tym razem organizowana przez kolegów z forum motoshowminiatura.

pozdrawiam

P.S.

Dziś, po telefonie od kolegi wszdłem forum i przeczytałem taki oto

*** KOMUNIKAT *** 

Z przykrością zawiadamiam, że planowana przez nas Nowa Giełda Modeli nie odbędzie się. Na moją decyzję miało wpływ kilka czynników. Główną i najważniejszą przyczyną są kłopoty z lokalem, z którego jednak nie da się skorzystać. Kolejną przyczyną jest nikłe zainteresowanie osób z Warszawy, bez pomocy których całe przedsięwzięcie nie ma szans powodzenia. Przeanalizowałem również wszystkie wypowiedzi w tym wątku, szczególnie te „przeciw” i w wielu z nich odnalazłem sporo racji. Biorę na siebie całą odpowiedzialność za niepowodzenie całej sprawy. Chcę również przeprosić wszystkich, których zawiodłem. Obiecuję również dobrze się zastanowić, zanim podejmę w przyszłości podobną akcję. Jeszcze raz bardzo Was wszystkich przepraszam za zamieszanie.

Pozdrawiam. Zbyszek.

206. Zapomniana legenda – Opel Manta B GT/E

Jakoś ostatnio „nie klei” się z modelikami. O ile przez pierwsze trzy miesiące roku nowych zdobyczy było całkiem sporo, o tyle od 4 kwietnia do ostatniej czerwcowej giełdy niczego nowego nie kupiłem. Ostatni modelik  kupiłem trochę na zasadzie, że skoro już na giełdę pojechałem, to po dwóch miesiącach „zupełnej posuchy” nie chciałem z niej wyjść z „pustymi rękami”, a na to się właściwie pod koniec ostatniej giełdy zanosiło. A i tak bardzo niewiele zabrakło, żeby w tydzień po zakupie ostatnia zdobycz wylądowała na Allegro.

Kiedy przywiozłem modelik do domu byłem zadowolony do momentu kiedy zdobyczy nie zacząłem dokładnie oglądać i mierzyć. I w tym momencie w pewnym sensie zrozumiałem dlaczego od pewnego czasu z modelikami „się nie klei”. Jakoś tak się składa, że co drugi tegoroczny zakup to mniejsza lub większa wpadka. Tu na blogu, z takich „wpadkowych” modeli udało mi się zaprezentować tylko karetkę FSO 1500, nad którą sporo się namęczyłem aby „jakoś wyglądała”. Simson Duo, którego też kupiłem okazał się modelikiem z dużym błędem i do tej pory „kombinuję” jak go przerobić. Hondy CRX i Civic mimo, że obie pochodzą z renomowanej stajni Minichampsa okazały się nieco za szerokie. I na koniec ostatnia zdobycz. Nie dość, że biała, co i tak powoduje że optycznie wydaję się większa niż jest, to na dodatek okazała się wymiarowo nieco za duża.

Modelik kupiłem właściwie w momencie opuszczania giełdy, a że cena była atrakcyjna nie zastanawiałem się specjalnie nad jego zakupem. Na pierwszy rzut oka na kolana nie rzucał, porównałem go szybko z modelikiem firmy Neo z innego stoiska, jednak jakich rażących błędów nie zauważyłem więc za 30 zł go wziąłem. Kiedy jednak w domu postawiłem go obok innych wydał mi się nieco za duży. Zacząłem szukać w Internecie wymiarów oryginału i wyszło mi, że modelik jest od 1,5 do 2 mm za długi i ok 1 mm za szeroki. Przeliczyłem skalę. Na długość skala wyszła 42,4, a na szerokość 42,3. Niby tragedii nie ma, cóż wymagać od modelika z serii gazetowej, ale w końcu jest to modelik samochodu, który raczej na dobre odwzorowanie zasługuje.

Opel Manta stworzony jako odpowiedź koncernu General Motors na Forda Capri ukazał się w 1970 roku. Odniósł ogromny jak na samochód typu coupe sukces. W Niemczech Manta jeszcze w trakcie swojej produkcji stała się autem naprawdę kultowym.   O dziwo większy sukces rynkowy odniosła niewątpliwie starsza odmiana – Manta A. Samochodu wytwarzanego w latach 1970 – 1975 wypuszczono na rynek niemal 500 tyś sztuk.  Bardziej kultowa okazała się mimo wszystko Manta B produkowana od 1975 roku. Samochodu tego wyprodukowana prawie 560 tyś sztuk. Był on jednak najdłużej wytwarzanym modelem Opla w historii. Produkowano go aż przez 13 lat – do 1975 do 1988 roku.

Chociaż sam od prawie 17 lat jeżdżę Oplem (już drugim), modele aut tej marki nigdy nie były dla mnie przedmiotem jakiegoś szczególnego kolekcjonerskiego pożądania. Owszem trochę się ich przez lata z różnych względów uzbierało i jedynym właściwie modelem jakiego w kolekcji brakowało była niewątpliwie Manta. Nie chciałem jednak kupować modelika Manty A, choć takowy kilka razy mi się trafiał. Zawsze jeśli myślałem o modeliku Manty, chciałem mieć odmianę nowszą, a więc Mantę B.

W czasach kiedy samochód był produkowany i naprawdę popularny, na rynku modelarskim jego modelika nie było. Dopiero od kilku lat jest pewien wybór takich modeli. Jednak nie są one wcale tanie ani łatwe do zdobycia, więc tak jak napisałem modelik za 30 zł wziąłem bez większego zastanawiania się nad nim. Kiedy jednak go w domu dokładnie obejrzałem i pomierzyłem już właściwie byłem gotów pozbyć się go i tydzień po zakupie wystawić na Allegro. Tak się jednak nie stało, bo kiedy zacząłem przeszukiwać Internet okazało się, że dla nieco za dużego, a do tego białego modelika właściwie nie ma alternatywy w rozsądnej cenie. Bo co zamiast „gazetowego” modelika z serii Opel Collection można by ewentualnie próbować zdobyć:

Modelik firmy Schuco. Raczej trudny do zdobycia i też nie rzucający na kolana (na oko na nieco za dużych kołach) za cenę ok. 130 zł

Nieciekawy model zupełnie nieatrakcyjnej 3-drzwiowej wersji Manty B w wydaniu firmy Neo. Cena 220 zł (za tyle modelik był oferowany na giełdzie i  to do niego porównywałem „na szybko” przód mojego modelika przed jego zakupem).

I chyba najciekawszy i niewątpliwie najlepiej wyglądający modelik Manty. Też firmy Neo. Niestety jego koszt to też ok 230 zł i dla mnie to kwota niemal trzykrotnie wyższa niż gotów byłbym zapłacić za jakikolwiek modelik Manty.

Dlatego pomimo oczywistych wad postanowiłem ostatni giełdowy nabytek sobie zostawić nieco go jednak poprawiając.

Pierwszą rzeczą za jaką się zabrałem były przednie światła. Manta B pomimo, że to auto niewątpliwie kultowe nie należy (tak jak zresztą zdecydowana większość samochodów marki Opel) do szczytowych osiągnięć designu. Ma jednak kilka cech bardzo charakterystycznych, z których najbardziej rozpoznawalny i ciekawy jest przód auta, a zawłaszcza jego duże, nieco trapezowe reflektory. Ponieważ one nadają charakterystyczny wygląd powinny być możliwie wiernie odwzorowane. W gazetowym modeliku (którego pierwowzorem, podobnie jak w przypadku naszych „Kultowych Aut PRL”, jest modelik firmy IXO) niestety ten element nie został najlepiej wykonany i światła modelika nie bardzo przypominały światła prawdziwej Manty.

Próbowałem  je najpierw poprawić i najpierw zmatowiłem je nieco, później podpiłowałem ich dolne zewnętrzne krawędzie, aby w widoku z przodu były bardziej prostokątne, a mniej „tarpezowate”. Jednak efekt nie był najlepszy i światła pomimo przeróbki wciąż nie wyglądały najlepiej. W końcu postanowiłem na próbę wykonać jedną nową szybkę prawego reflektora od nowa, pozostawiając pod nią oryginalny, chromowany odbłyśnik. Wypiłowałem bardziej kanciastą  szybkę dopasowując ją jednocześnie do nadwozia, a ponieważ stara była wyposażona w bolec mocujący, postanowiłem go nie robić, a nową szybkę przykleić klejem kontaktowym do wnęki reflektora.

Przód modelika wyglądał nieco lepiej, a że operacja okazała się nie taka znowu pracochłonna (nieco ponad godzinę) następnego dnia dorobiłem szybkę lewą. Kiedy obie nowe szybki (imitujące klosze lamp) zostały wklejone w nadwozie, pomimo że były bardziej kanciaste od oryginalnych i bardziej prostokątne, przód modelika wciąż nie do końca przypominał samochód i dalej wyglądał nieco karykaturalnie.

Zacząłem przeglądać różne zdjęcia Manty w Internecie i doszedłem do wniosku, że powodem nie najlepszego wyglądu modelika jest niewłaściwy kształt przedniej części błotników, którego przy pomocy zmiany tylko kształtu lamp niestety „oszukać” się nie da. Rad nierad postanowiłem spiłować dolną część przednich krawędzi błotników (przy zderzakach, tak aby w widoku z przodu była bardziej pionowa.

Taka operacja jest zawsze dość ryzykowana, bo spiłowane fragmenty trzeba później pomalować, co w przypadku robienia zaprawek jest sprawą dość kłopotliwą. Pomalowanie całego błotnika nie wchodziło w grę, bo modelik ma z boku napisy i te mogłyby się uszkodzić, albo zetrzeć. Po opiłowaniu okazało się, że farba jest zdarta tylko z trójkątnych narożników o wymiarach 3 x 3 mm (przy zderzaku) zaś górny najbardziej widoczny narożnik od strony maski jest praktycznie nietknięty.

Zaprawki postanowiłem zrobić nie jak zazwyczaj białą farbą Humbrol nr 22 (bo ta już po pomalowaniu jest bardziej kremowa niż modelik, a jak się okazuje, w miarę upływu czasu dodatkowo żółknie), ale zwykła farbą białą olejną Dekoral, którą w ubiegłym roku odnawiałem drzwi w mieszkaniu. Zaprawki są widoczne, ale po dokładniejszym przyjrzeniu się lub pod lupą. Na zdjęciach praktycznie ich nie widać. Po poprawkach przód modelika znacznie lepiej przypomina prawdziwą Mantę:

Jeszcze przed przeróbką przodu, na samiuśkim początku w modeliku zrobiłem jeszcze jeden manewr: Powiększyłem nieco rozstaw kół z przodu i z tyłu, wkładając między koła a podwozie podkładki o grubości od 0,4 do 0,6 mm. Obniżyłem też nieco przednie zawieszenie o ok. 0,5 mm.

Modelik nie jest zapewne rewelacyjny, jednak w widoku z boku prezentuje się całkiem ładnie.

Zachęcony niezbyt mocno widocznymi zaprawkami na dolnych krawędziach przednich błotników postanowiłem poprawić też tylny zderzak. Spiłowałem go tak aby nie było obły a kanciasty i też pomalowałem białą farbą Dekoral:

Z całej zabawy przy Mancie najwięcej kłopotów przysporzyło mi stworzenie tego wpisu, a właściwie wykonanie zdjęć. Biały modelik ustawiony na białym parapecie źle się fotografuje. Próbowałem robić je kilka razy przy różnym świetle. Do publikacji wybrałem kilka zdjęć, które się do tego nadawały.

pozdrawiam

 

 

176. Po dłuższej przerwie – GIEŁDA, giełda, giełda !

Witam po dość długiej przewie. Pokrótce postaram się wyjaśnić czym została ona spowodowana. Miesiąc temu, kilka dni po opublikowaniu ostatniego wpisu na blogu, zabrałem się za tworzenie kolejnego, którego roboczy tytuł był „Szalony piątek”. Oto jego fragment:

„10 lutego moja firma zorganizowała dla pracowników kolację połączoną z balem w chińskiej restauracji -klubie na ul. Bielańskiej w Warszawie. Ponieważ z domu nie mam tam zbyt daleko, a szefowie i koledzy zachęcali, postanowiłem się na ową kolację wybrać i trochę przynajmniej się odprężyć i zapomnieć o codziennych kłopotach. Zanim jednak tam dotarłem miałem kilka spraw do załatwienia.

Mój ojciec, który jest poważnie chory na serce trzy tygodnie temu po raz kolejny wylądował w szpitalu. Staram się go niemal codziennie odwiedzać i zawsze zabieram ze sobą mamę, która o własnych siłach nie bardzo jest w stanie dotrzeć do szpitala (zwłaszcza przy takich mrozach jakie ostatnio panują)”.

W następnych dniach wpisu nie dałem rady dokończyć. Zresztą jest on już nieważny i nieaktualny. 14 lutego nad ranem mój ojciec niestety zmarł.

Nagle wszystko zmieniło się zupełnie. Musiałem zając się przygotowaniami do pogrzebu. Później załatwianiem wypłaty ubezpieczenia (swojego i mamy) zajmowałem się także załatwianiem mamie renty po ojcu i kilkoma innymi sprawami. W tym czasie nie miałem zupełnie głowy ani do modelików, ani tym bardziej do bloga. Na początku lutego wylicytowałem co prawda na Allegro dwa stare modele Solido, które dotarły do mnie dopiero po 2 tygodniach i jeden udało mi się trochę poprawić. Drugi, który wymaga pomalowania wnętrza, zderzaków i listew progowych, do tej pory leży w kuchni rozgrzebany i pomimo tego, że kupiłem nową farbę, nie mam jakoś serca i czasu go dokończyć, choć nie wymaga on jakiegoś wielkiego nakładu pracy.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Właściwie dopiero w ubiegłą niedzielę postanowiłem poświęcić trochę czasu mojej kolekcji i wybrałem się na giełdę. Odbywa się ona już od kilku lat w gimnazjum przy ul. Conrada w Warszawie, w drugą niedzielę ostatniego miesiąca każdego kwartału. Na poprzednią grudniową giełdę właściwie tylko wpadłem. Przez godzinę „obleciałem” stoiska i zaraz potem musiałem pojechać do rodziców, aby być przy wizycie kardiologa, który właśnie w dniu giełdy przyszedł z domową wizytą do mojego poważnie chorego ojca.

Na ostatnią giełdę  jechałem z zamiarem pogadania sobie i pooglądania modeli, bo moje wypady na giełdę w ciągu kilku ostatnich lat tak zazwyczaj wyglądały. Kilka dni temu, w kioskach ukazał się modelik Forda Taunusa z serii „Kultowe Auta PRL”.  Modelik oglądałem w Empiku i zaprzyjaźnionym „kultowym” kiosku, jednak na jego zakup nie zdecydowałem się. Modelik wymaga poprawek, nie wygląda najlepiej i choć przeglądając wcześniej zapowiedzi postanowiłem go kupić, to powziąłem zamiar zrobić to zaraz po giełdzie. Nie sądziłem, że na giełdzie cokolwiek kupię i miałem zamiar z giełdy podjechać do Empiku i Taunusa kupić. Taunusa jednak nie kupiłem, bo tym razem na giełdzie po prostu „popłynąłem”. Kupiłem aż 4 modele i wydałem więcej niż  miałem zamiar ewentualnie wydać.  Na szczęście kwota jaką wydałem oszałamiająca nie była. Razem wyszło 68 zł. Kilkakrotnie opisywałem na tym blogu modele, za które płaciłem więcej z jedną sztukę.

Na giełdę dotarłem dość późno, bo w sobotę dość późno (mimo wcześniejszych zamiarów) położyłem się spać. Rano kiedy wstałem, było już dobrze po 9-tej i najpierw zabrałem się za smażenie kiełbaski, którą kupiłem w piątek na cotygodniowych zakupach. Włączyłem też radio i w trakcie przygotowywania śniadania, parzenia kawy, a później spokojnego jedzenia (już razem z żoną) wysłuchałem niemal do końca „Śniadania z Radiem Zet”. Potem szybko się ogoliłem, wziąłem prysznic, ubrałem się i wyszedłem. Wskoczyłem do samochodu i przed gimnazjum na Conrada zaparkowałem dopiero o 10.35.

Zanim wszedłem na dużą salę, jeszcze na korytarzu dostrzegłem na jednym z trzech stoisk, które tam były modelik Łady 2107 z „kultowej serii”, której kiedy się ukazała kilka miesięcy temu nie kupiłem, a do której zakupu z czasem dojrzałem. Po chwili rozpocząłem „obchód” po dużej sali. Na jednym ze stosik dostrzegłem 3 modeliki Opla Kadetta B z zagranicznej serii gazetowej. Sprzedający je kolega z Gdańska życzył sobie za nie po 25 zł. Poszedłem dalej i obejrzałem kolejne stoiska. Przywitałem się z kolegami, których znam z giełd od dobrych kilkunastu lat i trochę sobie z nimi pogadałem. Na stoiskach nie zauważyłem jednak niczego, co by mnie szczególnie zainteresowało.

Na giełdzie jak zwykle króluje skala 1:43. Jest także kilka stoisk dla miłośników mniejszych modeli (zwłaszcza firmy Matchbox). Jednak od kilku lat  tematem przewodnim giełdy są oczywiście modele z serii „Kultowe Auta PRL”. Modeli z tej serii jak i serii pokrewnych (zwłaszcza rosyjskich) jest tam całe mnóstwo. Poza tym koledzy, którzy na kanwie „kultowego szaleństwa” zajęli się budową konwersji i wytwarzaniem od podstaw modeli, których w „kultowej” serii z całą pewnością nie zobaczymy, wystawiają swoje dzieła. Wiele z nich jest na prawdę unikatowych i ciekawych. I tak na giełdzie można było zobaczyć wykonane w skali 1:43 modele różnych odmian samochodów Star (z okresu PRL). Na jednym ze stoisk można było podziwiać przepięknego strażackiego Stara 25. Były też autobusy Ikarus, i kilka wersji Jelcza „ogórka”. Dwa przegubowce (jakimi dojeżdżałem w czasach studenckich na zajęcia), jeden  zwykły autobus miejski (wszystkie oczywiście czerwono-kremowe). Był też na giełdzie niebieski Jelcz „ogórek” z przyczepą „ogórek” dokładnie taki jakiego pamiętam z dzieciństwa. Na dodatek modelik i przyczepa miały oznaczenia bazy PKS z mojego rodzinnego miasta – PKS Żyrardów, a z przodu tablicę linii Żyrardów -Sochaczew. Modelik był piękny. Miał tylko jedną wadę, zestaw kosztował 800 zł. Ogólnie rzecz biorąc na giełdzie panuje mocno „kultowa atmosfera” (o ile nie „kultowe szaleństwo”). Tym razem i mi ta atmosfera się udzieliła.

Po „obchodzie” wróciłem do stoiska na korytarzu. Obejrzałem Ładę (po którą tam poszedłem) i kilka innych modeli. Nie kupiłem jednak Łady, a do ręki wziąłem Poloneza Trucka. Kiedy zapytałem ile sprzedający za niego chce, odpowiedź trochę mnie zaskoczyła: 15 zł. Wyjąłem więc drobne z kieszeni i Trucka kupiłem.

176. Giełda 2

Pomysł zakupu kolejnego Trucka, chodził mi po głowie już od dłuższego czasu. Rok temu dość poważnie przerobiłem taki modelik, a że przeróbka się udała i jestem z niej bardzo zadowolony, chodzi mi po głowie pomysł wykonania kolejnego „skróconego” Trucka, którego mam zamiar sprzedać.

Z Truckiem w kieszeni powędrowałem do stoiska z modelikami Opla. Jak już wspomniałem, modeliki były trzy. Wszystkie były fabrycznie zapakowane w witrynki i blistry. W jednym z modelików coś jednak grzechotało, a sprzedający pokazał, że modelik ma też pękniętą podstawkę. Grzechoczącym elementem, który „latał” luzem w opakowaniu okazała się tylna boczna szybka. Kolega z Gdańska zgodził się sprzedać ten modelik za 20 zł, bo stwierdził, iż z uwagi na uszkodzoną podstawkę wolałby nie wieźć go z powrotem do domu.

176. Giełda 3

Po powrocie do domu i rozkręceniu modelika, okazało się, że podstawkę udało się skleić , zaś szybkę wcisnąć na miejsce z którego wypadła i bez żadnych dodatkowych przeróbek szybka dobrze się trzyma.

Po zakupie Opla, po raz kolejny poszedłem do stoiska na korytarzu, a ponieważ kupiłem tam Trucka, sprzedający zgodził się sprzedać mi Ładę za całe 18 zł, więc też ją wziąłem.

176. Giełda 4

Na koniec poszedłem pogadać sobie z kolegą Truckerem, który robi różne ciekawe dioramy i różne inne konwersje modeli. Pogadaliśmy trochę o technice tych przeróbek, farbkach i odlewaniu elementów z żywic. Był już właściwie koniec giełdy i wszyscy się pakowali. Na stoisku Truckera stało kilkanaście modeli, a wśród nich Czajka, którą w trakcie rozmowy wziąłem do ręki i od niechcenia zapytałem o cenę. Trucker wycenił ją na 15 zł, więc na pożegnanie też ją kupiłem.

176. Giełda 5

Z giełdy wracałem zadowolony i ani mi w głowie było szukać Empiku, a w nim modelika Taunusa. Miałem trochę wyrzutów sumienia, czy nie za dużo naraz nakupowałem. Najwięcej wątpliwości wzbudził we mnie pierwszy zakup. Wszystkie kupione na giełdzie „kultowe” modeliki są bez gazetek i opakowania, ale za to kosztowały niewiele. Za trzy zapłaciłem w sumie 48 zł, a więc mniej niż za 2 w kiosku. Ponadto takie modeliki można przed zakupem dokładnie obejrzeć. W przypadku zakupów w kiosku, przez folię i blister nie wszystko dobrze widać i często dopiero po rozpakowaniu modelika okazuje się, że ma on jakąś wadę, której wcześniej widać nie było.

Po ostatnich doświadczeniach, postanowiłem, że dalej będę jeździł na każdą giełdę, bo pomimo, iż większość modeli kupuję w kioskach i na Allegro, od dwóch lat niemal z każdej giełdy coś tam jednak przywożę. Jeśli nie cały modelik, to wrak do odbudowy, a czasm choćby tylko same kółka. Tym razem „połów” był nie tylko obfity, ale i naprawdę udany. 

pozdrawiam

56. OPEL ASTRA G – Moje auto w skali 1:43

Blisko rok temu opisałem na tym blogu historię zakupu, a właściwie wymiany samochodu. Kiedy 12 lat temu również zmieniałem samochód, niedługo po tym, wybrałem się do sklepu modelarskiego i kupiłem modelik Opla Astry sedan, bo (chociaż miałem już modelik 3 drzwiowej Astry) chciałem mieć model dokładnie takiej wersji auta jaką wówczas jeżdziłem.

Z moim obecnym samochodem było podobnie. Kiedy pojawiła się Astra II nie byłem nią zachwycony, a dostępne w salonach modeliki podstawowej wersji auta, wypuszczone przez firmę Schuco, były drogie i nie preznowały się najlepiej. Dlatego gdy dwa lata póżniej ukazała się wesja coupe, której nadwozie było dziełem Bertone – słynnej nadwoziowej firmy stylizacyjnej, o czym informowała znana z wielu słynnych samochodów innych marek umieszczona z boku auta literka „b” – postanowiłem zdobyć modelik wrsji coupe, zwłaszcza, że w skali 1:43 wypuściła go firma Minichamps. I tak podczas jednych z regularnych odwiedzin w salonie Opla, gdy okazało się, że modelik Astry coupe jest tak samo atrakcyjny cenowo jak modelik Opla Agilli, po który tam pojechałem, kupiłem modelik Astry coupe.

W ubiegłym roku zmieniłem samochód i od razu zacząłem się rozgladać za jego modelikiem. Jednak miniaturka Astry II okazała się dość rzadka i niekoniecznie tania. W salonie, był modelik czerwony, ale kosztował ponad 90 zł i nie prezentował sie imponująco. Jakieś pół roku później szary modelik pojawił się na Allegro, ale kosztował 70 zł + 10 przesyłka (prawie tyle samo, co w salonie). Aukcja skończyła się, a ponieważ nikt modelika nie zalicytował, liczyłem, że sprzedający wystawi go ponownie nieco taniej. Tak się jednak nie stało.

Kilka tygodni temu na Allegro pojawiła się znowu Astra II w ładnym zielonym kolorze za 39zł. Miałem nawet zamiar ją zalicytować, ale nie był to modelik niemieckiego Opla tylko angielskiego Vauxhalla (z kierownicą po prawej stronie). W tym czasie licytowałem opisanego w poprzednim poście Volkswagena i odpuściłem sobie tę aukcję. Modelika jednak nikt nie kupił i sprzedający wystawił go jeszcze raz za 30 zł. Obserwowałem tę aukcję, a gdy okazało się, iż na modelik angielskiej Astry jest 1 chętny powiedziałem sobie trudno, anglik nie anglik, zaryzykuję. Zalicytowałem i wygrałem – cena końcowa 31 zł – całkiem rozsądna.  Kilka dni pózniej wylicytowałem u tego samego sprzedawcy inny model, więc koszty przesyłki rozłożyły się na 2 modele.

Znając nieco modelik firmy Schuco cudów sie nie spodziewałem.

Do tego anglik z prawą kierownicą, inną atrapą, znaczkami i napisami. Poza tym zupełnie inny kolor niż mojego samochodu. Jednak trzeba mieć na uwadze, iż zakup modelika w takim samym kolorze jak kolor auta, którym aktualnie się jeździ jest praktycznie niemożliwy (chyba, że jest to np. Fiat Panda lub jakiś srebrny Mercedes). Z reguły modeliki popularnych aut wychodą na rynek w dwóch lub trzech kolorach w momencie premiery samochodu. Po 10 latach od premiery auta, jego modeliki są już dość trudne do zdobycia.

Gdy czekałam na paczkę sadziłem, iż będę zachwycony Alfą Romeo, która przyjdzie razem z Astrą, a Astra, no cóż, wypadało ją po prostu mieć, więc jest. Jak zwykle wyszło jednak nieco inaczej.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Modlik Astry okazał się całkiem fajny. Podoba mi się. Nawet to, że jest innej marki niż Opel i jego angielskość w oczy specjalnie się nie rzuca. Napisy i znaczki są tak mikre, że prawie ich nie widać. Poza tym nawet w Polsce można nie tak znowu rzadko zobaczyć Opla z atrapą angielskiego Vauxhalla, bo ta jest po prostu ciekawsza i ładniejsza.