Tag: FSO

285. Niekoniecznie miła, 66. rocznica rozpoczęcia produkcji w FSO

Tak byłem, widziałem:

SONY DSC

O imprezie dowiedziałem się przypadkiem z sieci, ze strony Krytyki Politycznej, kiedy zauważyłem na niej plakat „Fabryka Sensów Osobistych”.

Od kilku dobrych lat zawsze w listopadzie wybieram się na „obchody” rocznicy uruchomienia produkcji w FSO. Byłem na spotkaniach z okazji 62. rocznicy i na wszystkich kolejnych. (opisywałem je zresztą na tym blogu)
Na spotkaniach tych, 2 lata temu była możliwość „zwiedzenia” fabryki, ale niestety się nie „załapałem”.

Tym razem się udało. Na zlot udałem się wcześniej niż na wszystkie poprzednie. Wpisałem się na listę chętnych i o godz 10 wraz z grupą kilkuset innych osób wszedłem na teren byłej już fabryki.

„Spacer akustyczny” bardzo mi się podobał, bo po raz ostatni byłem w fabryce chyba w 2007 roku, a niektórych jej „zakątków” nie widziałem od ponad 20 lat.

Droga, którą „Spacer akustyczny” ruszył spod bramy głównej FSO w kierunku tłoczni.  (Po prawej budynek nowej lakierni)

Widok (sprzed bramy głównej) na ulicę (drogę wewnętrzną) w kierunku ronda Starzyńskiego. Po lewej budynek nowej lakierni w oddali po prawej  budynek w którym miały siedzibę związki zawodowe OPZZ i Solidarność 80.

Widok w kierunku przeciwnym. Przez kilkanaście lat moja codzienna droga do pracy.  

Po prawej stronie pusty teren po zakładzie 5 – narzędziowni (gdzie w metalu były wykonywane przyrządy, które rysowałem jako konstruktor-technolog w trakcie mojej pracy w FSO) Dalej był również nieistniejący już zakład 6 (produkcji silnika), gdzie mieściło się również biuro, w którym pracowałem)

W drodze na tłocznię po prawej stronie mijaliśmy budynek biurowy usytuowany z tyłu nowej lakierni. To tu przeniesiono biura technologów z zakładu 6. W 2007 roku byłem w nim odwiedzić kolegów, którymi przed laty pracowałem.

Zakład 2 – montaż , a właściwie ruiny hali jakie z niego pozostały.

I w końcu przed nami ukazał się cel „spaceru akustycznego” budynek tłoczni.

Uczestnicy spaceru kierują się w kierunku estakady prowadzącej do hali.

Po wejściu do hali zrobiłem zdjęcie pustej, pierwszej nawy. W hali tłoczni byłem ostatni raz grubo ponad 20 lat temu. Z całego wyposażenia zostały już tylko suwnice. W czasach kiedy pracowałem w FSO, w tej nawie stały tłoczniki , na których produkowane były elementy nadwozi samochodów. (Tłoczniki to przyrządy do produkcji części nadwozi wykonywane z blachy. Przyrządy te były montowane na ogromnych prasach, w które wyposażone były kolejne nawy hali tłoczni)  

W kolejnej nawie pozostały tylko „ślady” po prasach. Pras już tu nie ma. 

Owe „ślady” to wielkie dziury w stropie hali w miejscach gdzie kiedyś stały ogromne prasy do tłoczenia blach karoseryjnych. 

Poniżej filmowa relacja ze spaceru po resztkach fabryki. O dziwo w tłumie zwiedzających zobaczyłem nawet siebie: 

Tu: RELACJA ZE SPACERU AKUSTYCZNEGO na stronie organizatora

Uważam, że inicjatywa Krytyki Politycznej to świetny pomysł. 

Na zloty przyjeżdża zawsze około 100 pojazdów (przeważnie zabytkowych produkcji FSO) a wraz z nimi całe rzesze młodych entuzjastów historii rodzimej, polskiej motoryzacji.
Warto im pokazać i przybliżyć historię fabryki, bo z wielu rozmów jakie odbyłem z uczestnikami zlotu i właścicielami fiatów i polonezów, pojęcie o fabryce mają raczej blade. 

Po powrocie ze spaceru po miejscach, w których dawno temu byłem codziennym gościem, udałem się na parking przed budynkiem dyrekcji zrobić (jak co roku) kilka zdjęć zgromadzonych tam aut:

Parking na zlocie był całkowicie zapełniony, a że wiele aut przyjeżdża na zlot regularnie, wiele z nich już tu pokazywałem (przy okazji moich poprzednich relacji ) 

Polonez MR’89

Karetka, która była na zlocie rok temu. 

Polonez Caro Plus jeszcze kilka lat temu był częstym gościem na naszych ulicach. Dziś coraz trudniej go na nich zobaczyć.

Warszawy 223 

I dwie kolejne

Rajdowy Polonez

Typowe „akwarium” z lat 1987 -1989 

A to ładnie odrestaurowany rajdowy „Borewicz”

Właściciel, który stał przy samochodzie pokazywał auto i opowiadał ile czasu i pieniędzy włożył w odrestaurowanie auta.  

Pod maską silnik z dwoma wałkami rozrządu znany z rajdowej legendy jaką niewątpliwie był Fiat Abarth 124 Rally 

Chyba najbardziej pasujący wyglądem do „spaceru akustycznego” samochód : Warszawa M20 w stanie oryginalnym.

Po kilku godzinach pobytu przed FSO i spacerze po resztkach fabryki, byłem już trochę zmęczony i udałem się w stronę dawnego parkingu dla pracowników, gdzie zostawiłem mój samochód.

Tam zrobiłem jeszcze kilka zdjęć i miałem zamiar wracać do domu.

Moją uwagę przykuła najpopularniejsza kiedyś na polskich drogach sanitarka FSO 1500. 

Jak widać na zdjęciu powyżej, wciąż gotowa do akcji.

Na brzegu parkingu dla pracowników stał też taki oto Mercedes-Benz 350 (W 126), przez znawców uważany za najpiękniejsze i najlepsze auto w historii tej renomowanej marki.

Obok bardzo rzadki Triumph 1300.

Samochód jest zadziwiająco podobny do innego, chyba bardziej znanego auta tej marki jaką był Triumph Dolomite Sprint. Ten drugi powstał prawdopodobnie właśnie na bazie pokazanego na tym zdjęciu auta.

Z parkingu gdzie zostawiłem samochód jednak zawróciłem. Właśnie o godzinie 12 zaczęły się „oficjalne” obchody 66. rocznicy uruchomienia produkcji w FSO. Tak jak w poprzednich lata ich organizator – Stowarzyszenie FSO AUTOKLUB zaprosiło żyjących jeszcze byłych dyrektorów Fabryki Samochodów Osobowych.  

Dwa lata temu zrobiłem na zlocie z okazji 64.rocznicy podobne zdjęcie, na którym było jeszcze o kilku „jubilatów” więcej. Cóż niestety „szacowne grono’ z biegiem lat coraz bardziej się kurczy.

A skoro już zawróciłem, zrobiłem jeszcze kilka zdjęć: 

Syrena 102

Przed laty też wyjechała z FSO.

Naprawdę bardzo ładnie i starannie odrestaurowana. Oryginalne zderzaki z kłami, starszego typu lampy tylne i wiele innych detali. Choć pamiętam te auta z dzieciństwa bardzo dobrze, nie przypominam sobie syren w takim kolorze, ale cóż możliwe, że nie widziałem aut we wszystkich kolorach produkowanych w FSO.

A nieopodal jeszcze inny samochód z zapomnianym już silnikiem dwusuwowym

O ile dobrze pamiętam, jego właściciel podał, że auto pochodzi z roku 1971.

Równie starannie, jak Syrena 102 odrestaurowany Wartburg 353.

Na zlot (jak widać z tablic rejestracyjnych) przyjechały auta niemal z całej Polski.

Maluch też na zlocie się pojawił. W końcu historia FSO to przecież głównie PRL, a to auto jak najbardziej się z okresem PRL kojarzy.

Warszawa M20, czy może już 201 ?

Warszawa M20, a może jednak 202? Kiedyś, (a było to blisko 50 lat temu) rozpoznawałem po drobnych szczegółach każdy model auta rodem z FSO. Dziś mam z tym już trochę kłopot. 

Po blisko 4 godzinach byłem już naprawdę zmęczony i udałem się do samochodu., aby wrócić do domu. Na parkingu, gdzie go zostawiłem też spotkałem jeszcze kilka innych, ciekawych aut:   

Mercedes-Benz 200 (W115)

Fiat 126p , dokładnie taki sam, jak ten, którego razem z moim ojcem odbieraliśmy z Polmozbytu w 1979 roku. 

I kiedy już miałem wsiąść do auta i odjechać, tuż obok pojawiło się piękne BMW 2002.  Dokładnie 30 lat temu, kiedy odbudowywałem poskładany z części, kupionych na pchlim targu modelik jego następcy, objechałem rowerem calutkie, nie tak małe znowu Bonn, aby gdzieś spotkać BMW właśnie w takim „kanarkowym” kolorze.

Przez ostatnie miesiące jestem bardzo zajęty, znalazłem jednak kilka godzin na wypad 4 listopada przed FSO, a dziś też kilka na złożenie obszernej relacji z mojego tam pobytu.

Wszystkich zaś zainteresowanych tematyką związaną z opisaną tu rocznicą, zapraszam do przeczytania kilku moich wcześniejszych wpisów poświęconych Fabryce Samochodów Osobowych na Żeraniu:

273. Niekoniecznie miła rocznica (65.)

257. Niekoniecznie miła rocznica (64.)

235. Niekoniecznie miła rocznica (63.)

211. Niekoniecznie miła rocznica (62.)

oraz

155. FSO – smutny koniec historii (cz.3) – Czy to musiało się tak skończyć ?

Dla przypomnienia: 23 lutego 2011 roku z taśmy montażowej fabryki na Żeraniu zjechał najprawdopodobniej ostatni samochód osobowy w jej historii.

Reklamy

273. Niekoniecznie miła, 65. rocznica rozpoczęcia produkcji w FSO

W ciągu ostatnich miesięcy właściwie nie miałem czasu zajmować się ani blogiem, ani kolekcją. Od momentu zaprezentowania na blogu modelika Mercedes-Benz W 212 kupiłem co prawda (za grosze) dwa modele. Jeden to Austin Mini Van, drugi zaś to armata ZIS 3, nie miałem jednak czasu ich opisać.

W październiku w moim bloku (jakby mało było atrakcji związanych z budowa drugiej linii metra) rozpoczęła się modernizacja instalacji gazowej. Stara instalacja, która biegła w kuchni (za ekranem) została odłączona, zaś nową poprowadzono na klatce, co wymagało doprowadzenia do mieszkania nowych rurek, przez przedpokój do kuchni. Wiązało się to z koniecznością rozebrania połowy zabudowy szafy w przedpokoju, odsunięcia lodówki i demontażu ekranu w kuchni. W związku z tymi pracami musiałem wziąć 2 dni urlopu, a prace związane z ponownym zamontowaniem ekranu w kuchni i uszczelnieniem go zakończyłem dopiero w sobotę.

Jednak od czasu, do czasu każdy kolekcjoner miniaturowych autek musi pooglądać ich jeżdżące pierwowzory. Niekiedy owe pierwowzory czyli auta 1:1 można spotkać na ulicy, przeważnie jednak aby obejrzeć auta starsze trzeba wybrać się na jakiś ich zlot lub wystawę. Od kilku lat regularnie odwiedzam dwie imprezy: Wiosną targi Auto Nostalgia, jesienią spotkanie z okazji kolejnej rocznicy uruchomienia produkcji w FSO.

Kilka dni temu zamieściłem tutaj plakat z informacją o spotkaniu z okazji w pewnym sensie okrągłej 65. rocznicy uruchomienia produkcji samochodów w Fabryce Samochodów Osobowych w Warszawie. Na imprezę wybrałem się, jak zresztą od kilku lat to czynię. Moje poprzednie wizyty z okazji rocznic uruchomienia produkcji w FSO opisywałem na blogu tutaj:

257. Niekoniecznie miła rocznica (64.)    235. Niekoniecznie miła rocznica (63.)   211. Niekoniecznie miła rocznica (62.)

W tym roku niewiele brakowało, a na spotkanie bym nie pojechał. W niedzielę rano, 6 listopada, jak zwykle w każdy weekend przygotowałem śniadanie, zjedliśmy je i zacząłem szykować się do wyjścia. W kuchni żona dopijała kawę, kiedy weszła córka i usiała przy stole. Po kilku minutach rozmowy okazało się, że córce wyskoczył na ręku mały okrągły rumień i chodzi z nim już jakiś czas. Żona oczywiście spanikowała i zaczęła się martwić, że rumień może być np. od ukąszenia kleszcza. Decyzja zapadła dość szybko. Trzeba jechać do lekarza, na dyżur przy placu Hallera. Zaproponowałem. że skoro wybieram się na spotkanie przy FSO, podwiozę córkę i żonę na plac Hallera (bo jest to po drodze) jednak z nimi nie zostanę. Córka ma końcu 20 lat i powinna „ogarnąć” się sama, poza tym chciałem uniknąć powtórki z września, kiedy to właściwie intuicyjnie nie pojechałem na niedzielną giełdę modelików, za to zwiedziłem Sulejówek i Miłosną, skąd odbierałem zmęczoną córkę po sobotniej imprezie.

Tym razem podwiozłem moje dziewczyny na plac Hallera, wysadziłem i zapowiedziałem, że jeśli zajdą jakieś niespodziewane okoliczności to mogą zadzwonić do mnie na komórkę. Żona dzwoniła zresztą w trakcie mojego pobytu pod FSO kilka razy, bo po wizycie u lekarza przy placu Hallera okazało się, że córka musi pojechać do szpitala zakaźnego na Wolską. Jednak żona zadzwoniła w momencie kiedy już dojeżdżały do szpitala. W trakcie wizyty w tymże szpitalu okazało się, że rumień to nie ukąszenie kleszcza, a jakiś rumień dermatologiczny. Żona pytała więc mnie, czy bym ich z Wolskiej nie odebrał. Jednak wytłumaczyłem jej grzecznie, że zanim dojdę do samochodu i dojadę na Wolską, będzie to trwało ok. pół godziny, więc córka z żoną wróciły do domu autobusem, a ja mogłem zostać na imprezie praktycznie do jej końca.

W tym roku spotkanie z okazji 65. rocznicy uruchomienia produkcji w FSO nie odbywało się tak, jak poprzednie, przed bramą główną fabryki, a na torze FSO, który jeszcze po fabryce pozostał (w stanie właściwie niezmienionym od wielu lat). Decyzja organizatorów, aby przenieść imprezę sprzed bramy FSO na tor, okazał się ze wszech miar słuszna. Dla uczestników zlotu było tam bowiem znacznie więcej miejsca, poza tym impreza była znacznie bardziej „dynamiczna” niż poprzednie, bo przewidziano również przejazd samochodów po torze. Poza tym być może jest to ostania taka okazja spotkania na torze, bo z różnych informacji wynika, że teren na którym tor się znajduje został sprzedany i wkrótce ma powstać na nim ekskluzywne osiedle mieszkaniowe. (Jak zresztą na większości terenów poprzemysłowych w Warszawie)

Na tor FSO dojechałem przed godz 11. Początkowo miałem zamiar zostawić samochód na dawnym parkingu dla pracowników i pójść na tor piechotą, jednak w końcu z Jagiellońskiej skręciłem przed budynkiem dyrekcji w lewo i wjechałem na tor bramą, którą wjeżdżało się kiedyś do zburzonego już zespołu szkół przy FSO. Po przejechaniu jakichś 200 metrów na drodze stał pan w kamizelce i gestem zapraszał na parking. Wjechałem i zaparkowałem na niezbyt dużym, ale nie zastawionym jeszcze autami parkingu. Dalej poszedłem na piechotę.

Chociaż na tor dotarłem godzinę, po zapowiadanym początku spotkania, szybko zorientowałem się, że impreza jeszcze się „nie rozkręciła”. Korzystając z okazji, że tłumów nie było, wyciągnąłem komórkę i zacząłem robić zdjęcia.

Pierwsze auta, jakie spotkałem na zlocie to syreny. Tu Syrena 105 (produkowana co prawda już w FSM w Bielsku, ale przecież z FSO się wywodząca)

Na początku imprezy, na placu, na którym był „bar pod namiotem” i kilka stoisk z gadżetami stały tylko 4 warszawy.

Pokazana tu Syrena 105L zatrzymała się zresztą na „pierwszym” placu na chwilę i zaraz potem odjechała na „drugi” większy plac, na którym stały nowsze auta rodem z FSO.

Na „pierwszym” placu, „pod baldachimem” została za to inna Syrena, auto rodem z FSO, pięknie odrestaurowana Syrena 101.

To właśnie ona, całkiem przypadkiem, została „głównym bohaterem” tego wpisu.

Kiedy oglądałem auto z przodu, początkowo myślałem, że to Syrena 102, (bo ma na bokach listwy ozdobne i biały dach) jednak tył wskazuje jednoznacznie na model 101 (ma „długą” sięgającą zderzaka klapę tylną i typowe dla modeli 101 światła tylne.)

Po zwiedzeniu „pierwszego” mniejszego placu (od strony ul. Jagiellońskiej) poszedłem na „drugi” wiekszy plac (od strony Wisły). Tam stały już nowsze auta produkcji FSO.

Chyba ostatni samochód, który został opracowany samodzielnie przez inżynierów z FSO: Polonez Kombi. To zdjęcie udało się zrobić bo na „drugim” placu auta stały jeszcze luźno i tłoku nie było.

Chwilę później, na plac dotarli kolejni uczestnicy spotkania i kombi zostało już zasłonięte przez czerwone „akwarium”

Na „drugim” dużym placu dominowały duże fiaty i polonezy.

Pośród nich było jednak kilka innych „rodzynków”: Fiat 132 1800 GLS (z połowy lat siedemdziesiątych), co prawda nie był montowany w FSO, ale jego starsza nieco odmiana – Fiat 132 1600 występowała jako Polski Fiat 132p

Dalej stało kilka ciekawych egzemplarzy aut rodem z FSO:

FSO 1500

Polonez 1500

Polski Fiat 125p MR73

A obok kolejny Fiat 132 1800 GLS

PF 125p zwany „jamnikiem”. W FSO powstało kilka takich egzemplarzy

Polonez Truck (produkowany ZSD w Nysie, która stała się zakładem/filią FSO)

Polski Fiat 125p MR75 (niewtajemniczonym wyjaśnię, że skrót „MR” oznacza model roku)

Polonez 1500 (z początku lat osiemdziesiątych) zwany „borewiczem” 

Polski Fiat 125p Kombi

Kiedy obejrzałem auta na „drugim” dużym placu wróciłem na „pierwszy” mniejszy:

Przez cały czas na spotkanie przybywały kolejne samochody. Pojawiła się też na nim Nysa 522.

Nysa, która zaparkowała obok dwóch innych zabytków, jest autem z historią FSO jak najbardziej związanym. Z Zakładu Samochodów Dostawczych w Nysie, ostatnie auta tej marki wyjechały w połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy to zakład ten był filą FSO. W tym czasie, w trakcie jego zwiedzania, miałem też możliwość oglądania ostatnich trzech nadwozi nysy.

Na zlocie były też auta marek z FSO nie związanych. Ładnie utrzymany Saab 99 (z końca lat sześćdziesiątych)

Na zlot dotarły też „maluchy”.

Kiedy obfotografowałem „maluchy” poczułem się lekko zziębnięty.

Decyzja o pozostawieniu samochodu na parkingu na torze okazała się ze wszech miar słuszna. Co prawda wbrew wcześniejszym zapowiedziom w niedzielę na szczęście nie padało, jednak to już listopad i po godzinie chodzenia, oglądania i fotografowania, zrobiło mi się trochę zimno. Poszedłem więc do nie tak odległego samochodu, odpaliłem silnik i trochę się ograłem, zaś na dalszą część imprezy założyłem czapkę, którą początkowo zostawiłem w samochodzie.

Kiedy po kilkunastu minutach wróciłem, okazało się, że do 4 warszaw, jakie stały na „pierwszym” placu na początku imprezy, dojechało jeszcze kilka innych.

„Pierwszy” plac powoli też zapełniał się autami, choć nie wszystkie z nich były związane z historią FSO, ale pochodziły z czasów „świetności” fabryki.

Na plac przyjechał ogromny krążownik Cevrolet Caprice Classic (z lat osiemdziesiątych)

To jedno z moich ulubionych aut amerykańskich (może akurat nie w wersji kombi, ale zawsze)

Na placu pojawiło się też BMW (z lat siedemdziesiątych). Jak widniał napis na klapie – model 320 choć wydaje mi się, że 320 powinno mieć z przodu podwójne reflektory, bo o ile dobrze pamiętam, pojedyncze miały tańsze wersje tego auta – 316 i 318, ale mogę się mylić.

Na placu pojawiła się też Mazda RX7 z silnikiem Wankla. (Modelik jej nieco starszej wersji opisywałem tu w czerwcu).

Około godziny dwunastej rozpoczęło się oficjalne otwarcie spotkania. Tym razem nie było ono tak „uroczyste” jak w latach poprzednich. Na spotkaniu nie było całego „szacownego grona jubilatów” (jakie pokazałem na zdjęciu w ubiegłym roku). W „części oficjalnej” głos zabrali tylko przedstawiciel organizatora – młody człowiek ze Stowarzyszenia FSO AUTOKLUB oraz były Dyrektor Naczelny FSO pan Edward Pietrzak (obecnie Klub Pracowników i Przyjaciół FSO).  

Na zlocie spotkałem trzech znajomych: Jednego kolegę z Działu Głównego Technologa FSO, kolegę z firmy w której aktualnie pracuję, oraz kolegę z „modelikowej” giełdy. W trakcie części oficjalnej, prawym uchem słuchałem tego co mówił dyrektor Pietrzak, a do lewego cały czas nawijał mi kolega od technologa z FSO, nie wszytko więc do mnie dotarło.

Pan Edward Pietrzak (podobnie jak w latach poprzednich) opowiedział pokrótce historię FSO: Od wybudowania zakładu w końcu lat czterdziestych, przez podarowaną przez ZSRR licencję na produkcję samochodu M20 Pobieda, historię zakupu licencji na fiata 125p, niedoszłych umów i licencji z lat osiemdziesiątych itd. itd. Opowiedział też bardzo ciekawą historię z ostatniego okresu (już po zakończeniu produkcji samochodów). Nie dosłyszałem dokładnie kiedy, ale kilka lat temu FSO właściwie dogadało się z kanadyjską firmą Magna, która jest czołowym kooperantem wielu renomowanych producentów aut. (Miedzy innymi dostarcza szkielety nadwozi do fabryki samochodów Smart (koncernu Daimler A.G.) w Hambach, we Francji, które swego czasu miałem możliwość zwiedzać).

Kiedy już dogadano konkretnie co i jak, przedstawiciele FSO udali się do ówczesnego ministra finansów z pytaniem, jakich zachęt, czy ulg podatkowych Państwo Polskie jest gotowe udzielić firmie Magna w ramach pomocy w inwestycji. Dyrektor Pietrzak przytoczył przy tym przykład Słowacji, gdzie wg jego relacji koncern Kia otrzymał od Słowaków za darmo teren pod  nowo wybudowaną fabrykę, teren pod autostradę i cały szereg innych ulg. Wg relacji dyrektora Pietrzaka przedstawiciele FSO prosili ministra o ulgi argumentując, że Magna stworzy w FSO 3 tys. nowych miejsc pracy, co przełoży się na ok. 12 tys. nowych miejsc pracy w innych częściach kraju. Niestety w odpowiedzi otrzymali informację, że ministerstwo nie przewiduje dla nowego inwestora FSO żadnych ulg, bo w Warszawie bezrobocie jest niewielkie i ze strony władz nie ma zainteresowania taką inwestycją.

Magna wycofała wycofała się z dalszych rozmów z FSO i wybudowała fabrykę w Kaliningradzie.  

Historia ciekawa i zupełnie mi nie znana, dlatego pozwoliłem sobie ją tu przytoczyć, bez sprawdzania prawdziwości podanych na spotkaniu informacji. W końcu, co prawda były i w podeszłym już wieku, jednak w końcu wieloletni Dyrektor Naczelny FSO chyba wie, co mówi.

Na koniec „części oficjalnej młody człowiek ze Stowarzyszenia FSO AUTOKLUB zapowiedział największą chyba atrakcję spotkania, czyli przejazd chętnych uczestników zlotu swoimi samochodami po torze FSO. Przypomniał też, że w trakcie takiego przejazdu, wszystkich chętnych obowiązują przepisy ruchu drogowego, a że znajdujemy się na terenie miasta, jak również ze względów bezpieczeństwa, przejazd powinien odbyć się z prędkością 50 km/h. 

Kiedy „część oficjalna”  się zakończyła, udałem się w stronę łuku toru, ale w tym samym czasie na plac wjechało dawno nie widziane prze ze mnie ciekawe autko:

Autko rozpoznałem od razu i bardzo mnie jego przybycie ucieszyło. Nie zatrzymało się ono jednak na „pierwszym” placu, gdzie stały warszawy i odbywała się część oficjalna, a pojechało dalej, dołączyć do dużej gromady fiatów i polonezów, które stały na „drugim” większym placu.

Na klapie tylnej autko nie miało żadnego napisu, ale wątpliwości nie było, to Seat 850 D, hiszpański, licencyjny brat innego włoskiego samochodu, jakim był Fiat 850.

Z zewnątrz Fiat 850 i Seat 850D właściwie niczym się nie różniły. Jak je zatem rozpoznać? Seat ma tuż za tylną szybą charakterystyczne trójkątne wywietrzniki, których oryginalny włoski Fiat 850 nie miał.  

W trakcie oczekiwania na jazdy po torze, przechadzałem się po dużym placu i zrobiłem jeszcze kilka zdjęć:

Polski Fiat 125p z lat 1968 – 1973 wyposażony w dodatkowe halogeny i osłony felg, jakie w tamtych latach były „ostatnim krzykiem mody”, oczywiście motoryzacyjnej.

 „Grójecka” chyba karetka przyjechała w północnej części Mazowsza.

Polonez Caro, bez klapy tylnej i dachu, był produkowany w FSO, zaś wydłużoną zabudowę z laminatu wykonywano i montowano na nim w Zakładzie Tapicerki Samochodowej (filii FSO) w Grójcu. 

I kolejny Polski Fiat 125p z lat 1968 – 1973

Czasem watro zajrzeć do środka i przypomnieć sobie, jak wyglądało wnętrze w starszych modelach aut Polski Fiat 125p

Polonez 1500 „borewicz” i Syrena 105L

Polski Fiat 125p MR75, a właściwie cała kolekcja takich aut.

Polski Fiat 125p MR i kolejna Syrena 104

Na tylnej półce jednego z „dużych fiatów” stały oryginalne autka z czasów PRL. To nie modele, to zabawki wyprodukowane przez CZZ – Częstochowskie Zakłady Zabawkarskie. Piękne nieprawdaż ?

Ja po godzinie pobytu na torze, założyłem na głowę czapkę. A ten Fiat 125p chyba też trochę „przemarzł”. Cóż ma swoje lata i dlatego właściciel zapobiegliwie „ubrał” go w osłonę chłodnicy jaką w czasach PRL stosowało zimą wielu użytkowników tego auta. 

Kolejna Syrena 101 tym razem w stanie oryginalnym. Na zlot dotarła na lawecie, ale o ile dobrze pamiętam, dała się nawet „odpalić”. 

Cóż, po pięćdziesiątce nawet elegancka kobieta (o ile nie jest celebrytką) w żadnym razie nie wygląda jak „panna na wydaniu”

Za to jej o kilkanaście lat młodsza siostra, Syrena 105 wygląda jeszcze „całkiem, całkiem”.

Polonez 1500 „borewicz” (chyba go już pokazałem)

Polonez Caro w fajnym kolorze.

Około godziny 13. najpierw warszawy ruszyły w stronę wyjazdu na tor.

W powietrzu czuć było zapach benzyny.  

Biały dymek wylatywał z rur, a warszawy „grzały” silniki.

I w końcu pierwsze trzy „pomknęły” po torze.

A za nimi kolejne

„Low rider”, który też pojawił się na zlocie „nie dał rady” . Normalna, seryjna „garbuska” wyprzedziła go na łuku toru. Choć w takich sytuacjach nigdy do końca nie wiadomo, z kim mamy do czynienia. Pod maską jednej z białych warszaw zamontowany był silnik V6 marki Ford. 

Oj, chyba nie wszyscy jechali z zapowiadaną przez organizatorów prędkością 50 km/h

Kiedy warszawy przejechały po torze 3 okrążenia i wróciły, nasza „bohaterka” stanęła tuż przy wyjeździe na tor. Ponieważ część aut wyjeżdżała już ze spotkania, organizatorzy postanowili je przepuścić, ponieważ część drogi wyjazdowej biegła po torze. Przy wyjeździe zaczęła gromadzić się kolejka, a ubrany w kamizelkę porządkowy pytał każdego z kierowców, czy wyjeżdża ze spotkania, czy zamierza pojeździć po torze. Syrenka podjechała blisko wyjazdu i zatrzymała się. Porządkowy myślał zapewne, że chce ona opuścić spotkanie, okazało się jednak, że nie wyjeżdża, a wybiera się na tor. Wtedy z auta wysiadło dwóch gości i zaczęło pchać auto do tyłu, z powrotem na plac. Samochód nie miał więc „wstecznego”, ale do przodu jeździł.

W trakcie przerwy między kolejnymi rundami znów pokręciłem się po obydwu placach. Na zlot dotarła Zastawa 1100 Mediteran. (Pokazywałem ją już tutaj w moich relacjach z poprzednich spotkań)

Po raz pierwszy w zlocie wzięły udział też auta marki Daewoo.

Daewoo Espero. To auto musiałem sfotografować. To właśnie tuż po uruchomieniu jego montażu, zakończyła się moja kilkunastoletnia kariera konstruktora-technologa w FSO.

A na dużym placu taka oto wystawa ponad trzydziestoletnich polonezów. Fakt, prezentują się świetnie.

W końcu po torze pomknęła nasza „bohaterka” . Trzeba przyznać, że jak na tak wiekową „damę” radziła sobie całkiem nieźle.

Za nią po torze „pomknęły” inne auta.

Kolejna Syrena 104 na torze.

I „duży fiat”

 

Kierowcy mieli jeździć środkiem toru, ale nie wszystkim to się udawało i porządkowy musiał niektórym o tym przypominać.

Kolejna runda powoli się kończy, porządkowy wykonuje wymowny gest, nasza „bohaterka” sygnalizując skręt w lewo, zjeżdża grzecznie na parking.

W tym czasie po torze mkną polonezy. Nie wszystkie właściwie po torze. Wiśniowy „z Targówka” jedzie prawidłowo. Biały „zasuwa” po prawej krawędzi, nie po zabytkowej jezdni, ale po betonowych płytach tuż na krawędzi nawierzchni. I znów porządkowy musi interweniować.

To auto jedzie prawidłowo , ale czy aby na pewno 50 km/h

Niektórzy po łuku toru „grzali równo”

A niektórzy jechali już prawie poza torem.

W trzeciej rundzie, na trzy okrążenia po torze wybrała się również Nysa. Ciekawe jakie wrażenia z jazdy mieli pasażerowie siedzący z tyły. Nysa „na pace” nie miała siedzeń, a dwie ławki biegnące wzdłuż nadwozia. Na drugim okrążeniu „poleciała” po łuku tak samo wysoko, jak pokazany powyżej Polonez ATU.   

Dla bezpieczeństwa, na tor wyjechała też karetka.

Po zakończeniu jazd (trzy grupy aut przejechały po trzy okrążenia) udałem się w kierunku parkingu, gdzie stał mój samochód.

Syrenka znów grzecznie stała pod „baldachimem”.

Pogadałem trochę z jej właścicielem. Miała otwartą maskę a pod nią oryginalny dwucylindrowy silnik. (modele 104 i 105 miały trzy cylindry). Chciałem „na pożegnanie” zrobić jeszcze jedno zdjęcie, ale moja kilkuletnia „służbowa” komórka się zupełnie rozładowała.

Przez kilkanaście lat pracowałem w FSO. Jednak nigdy właściwie nie byłem na torze, który już w tamtych latach był uważany za przestarzały, zaś jego teren był okresowo wykorzystywany jako magazyn wyrobów gotowych.  Teraz tor naprawdę ożył. Impreza choć z okazji niekoniecznie miłej rocznicy bardzo mi się podobała. Miałem zamiar „wpaść”  na nią na godzinę, zrobić kilkanaście zdjęć i wracać, zwłaszcza, że w prognozach pogody zapowiadano deszcz. Na torze spędziłem 3 godziny, zrobiłem ponad 120 zdjęć i wróciłem naprawdę bardzo zadowolony.

pozdrawiam 

 

P.S.

Na Youtube znalazłem dwa filmiki oddające atmosferę zlotu.

Dłuższy:

I krótszy:

Wszystkich zaś zainteresowanych tematyką związaną z opisaną tu rocznicą, zapraszam do przeczytania kilku moich wcześniejszych wpisów poświęconych Fabryce Samochodów Osobowych na Żeraniu:

257. Niekoniecznie miła rocznica (64.)

235. Niekoniecznie miła rocznica (63.)

211. Niekoniecznie miła rocznica (62.)

oraz

155. FSO – smutny koniec historii (cz.3) – Czy to musiało się tak skończyć ?

Dla przypomnienia: 23 lutego 2011 roku z taśmy montażowej fabryki na Żeraniu zjechał najprawdopodobniej ostatni samochód osobowy w jej historii.

257. Niekoniecznie miła, 64. rocznica rozpoczęcia produkcji w FSO

Wiem, że czytelnicy bloga czekają na opisy kolejnych, nowych modelików. Jednak tym razem znów ich tu nie będzie, bo na początek listopada przypada, od kilku lat już dość smutna, jednak dla miłośników motoryzacji bardzo ważna rocznica.  Rocznica rozpoczęcia produkcji aut w Fabryce Samochodów Osobowych na Żeraniu, w tym roku już 64.  

Na jej obchody, o ile wydarzenie to można tak nazwać, wybrałem się, (podobnie jak w roku ubiegłym, jak i rok wcześniej) jako były wieloletni pracownik. Mimo, że ostatnio jestem bardzo zabiegany i mam wciąż coś do załatwienia, zaplanowałem  czas tak, aby w sobotę 7 listopada, około południa wybrać się na parking przed bramą główną FSO.

Nie byłem do końca pewien, czy mi się to uda, bo w ostatnim czasie było kilka wydarzeń, które dodatkowo nadwyrężyły bilans mojego czasu wolnego. We wtorek 4 listopada do mojej mamy przyjechała moja siostra z Francji. Dzięki temu, co prawda mniej musiałem zajmować samą mamą i jej sprawami, ale siostra przyjechała również po to, aby można było formalnie uporządkować sprawę spadkową po moim zmarłym ojcu. Siostry nie widziałem od ponad pół roku, więc oprócz wizyty u notariusza kilka razy po pracy podjeżdżałem do mamy, aby omówić z siostrą różne sprawy. 

Poza tym, jakiś miesiąc temu (na początku października) przy pięknej słonecznej pogodzie wybraliśmy się z żona na spacer do lasu. Chodziliśmy tam chyba ze 2 godziny i po powrocie poczułem dziwny ucisk w lewej pięcie. Kiedy obejrzałem nogę, okazało się że tuż nad lewą piętą mam pod skórą dość twarde zgrubienie, którego nad prawą piętą nie ma. Już od kilku miesięcy co jakiś czas, zwłaszcza kiedy siedziałem jakiś czas w niezbyt wygodnej pozycji i nagle wstawałem odczuwałem w pięcie kłucie, które jednak po zrobieniu kilku kroków przechodziło, więc się tym specjalnie nie przejąłem. Tym razem jednak postanowiłem sprawy nie lekceważyć i wybrałem się do ortopedy. Ten polecił mi robienie okładów z żelu i wykonanie prześwietlenia. Prześwietlenie zrobiłem w połowie października i odebrałem opis, który nie wyglądał zbyt optymistycznie. Postanowiłem znów odwiedzić ortopedę, jednak na początku listopada, po kilku nieudanych próbach dostania się do niego, okazało się, że od listopada znów przyjmuje, ale w Gdańsku.  Zadzwoniłem więc na infolinię i udało mi się dostać do innego lekarza w przychodni Luxmed na ul. Szernera (w dobrze mi znanym dawnym „szpitaliku FSO”). Do lekarza udałem się we wtorek 3 listopada po południu. Ortopeda obejrzał moją chorą piętę, a także prześwietlenie, zalecił mi kontynuowanie okładów z żelu i zapisał mi rehabilitację, 8 zabiegów ultradźwiękami. Na zbiegi umówiłem się również w przychodni na Szernera i jeżdżę na nie rano (po drodze do pracy). Kiedy w poniedziałek podjechałem do przychodni i stanąłem przy kontuarze, aby zgłosić się na pierwszą rehabilitację, za mną zaczęła ustawiać się kilkuosobowa kolejka. Bezpośrednio za mną stanął znany mi z jeszcze z Działu Głównego Technologa FSO kolega, a dwie osoby za nim inny kolega, dobry znajomy z czasów kiedy pracowałem w Radzie Pracowniczej FSO. Byłem trochę zaskoczony tym, że ich tam spotkałem, bo fabryki praktycznie już nie ma.

Poniżej zdjęcia jakie, w trakcie jednej z moich rowerowych wycieczek, zrobiłem 30 maja tego roku. 

Fragment terenu FSO z widokiem na pusty plac po narzędziowni i hali 6, w której kiedyś pracowałem, sfotografowałem z estakady trasy AK.

Budynków z roku na rok ubywa, ale w zarządzie tego, co z właściwej FSO pozostało, wiąż pracują znajomi. A z tego, co się zorientowałem (w kolejce na rehabilitację) starają się jeszcze jakoś „dotrwać” do emerytury. Kiedy pierwszemu ze spotkanych w przychodni koledze opowiedziałem, o tym, że właśnie w sobotę byłem na parkingu przed FSO z okazji 64. rocznicy rozpoczęcia produkcji, odparł, że o nich wie, bo widział „obchody” gdy przejeżdżał przed południem obok fabryki, jednak w nich nie uczestniczył.

Trudno się zresztą dziwić „garstce” osób, które całe swoje zawodowe życie spędziły w FSO i do tej pory w niej jeszcze pozostały, że nie chcą „świętować” tej smutnej w końcu rocznicy razem z młodymi entuzjastami motoryzacji z czasów PRL i wiekowymi dawnymi dyrektorami fabryki. 

To tyle moich osobistych reminiscencji na temat aktualnej sytuacji fabryki, a teraz powrócę do „obchodów”, na które ja, już po raz trzeci z rzędu się wybrałem.

Sobota 7 listopada nie była dniem z miłą jesienną pogodą. Było dość zimno (ok 5 stopni) i padał deszcz. Odniosłem wrażenie, że nastrój, jaki był związany z aurą, udzielił się w pewnym sensie uczestnikom. W tym roku „obchody” wydały mi się jakby skromniejsze niż w latach poprzednich. Nie było zwiedzania fabryki, ani podpisywania książek, czy albumów o historii FSO. Skromna „uroczystość” ograniczyła się właściwie do kilku krótkich przemówień i wspomnień byłych dyrektorów FSO.

Mniej różnorodna była też gama pojazdów, które pojawiły się przed bramą fabryki. Królowały polonezy, fiatów 125 było niewiele.

Syrena była na „zlocie” tylko jedna.

Dopisały za to warszawy. Naliczyłem ich razem 11.

Poza tym na „zlocie” przed FSO, jak już napisałem królowały polonezy.

Nieco z boku oprócz całej gamy pokazanych powyżej „borewiczów” pojawił się jeden truck.

Prawie taki sam jak modelik z mojej kolekcji:

Z aut nie produkowanych kiedyś w FSO, ale tam zmontowanych, pojawił się taki oto „rodzynek”: 

Polski Fiat 127p (czy ktoś jeszcze takie auta pamięta?)

No i jak na zlot pojazdów z czasów PRL oczywiście nie mogło zbraknąć „maluchów”.

Wśród nich był też kabriolet 126p marki BOSMAL

Na parkingu było jeszcze sporo innych, nie tak znowu wiekowych aut, które wciąż jeszcze można dość często spotkać na ulicach: 

Polonez Atu – już zabytek, czy jeszcze nie ?

Fiat Cinqueceto sporting – (to samo). 

A kiedy obchodziłem parking i robiłem zdjęcia, jedna z warszaw ruszyła w stronę wyjazdu.

Nie mogłem się powstrzymać, aby też nie zrobić jej zdjęcia. 

A tu nagle widok jak z czasów kiedy zaczynałem moją karierę w FSO: Polski Fiat w obydwu odmianach z czasów PRL i „duży” i „mały”

A takim właśnie Caro, w latach 94-95, kiedy pracowałem w w Radzie Pracowniczej FSO zrobiłem kilka tysięcy kilometrów. 

I kolekcja warszaw:

Jednak nie wiedzieć czemu, tuż przed bramą:

Na samym początku „obchodów” stał taki o to „smutny” Żuk.

Jak już napisałem, tym razem skromna „uroczystość” ograniczyła się właściwie do kilku krótkich przemówień i wspomnień byłych dyrektorów FSO. Na koniec „szacowne grono” ustawiło się do pamiątkowego zdjęcia:

Wśród „jubilatów” rozpoznałem kilka osób: Jan Raczko (drugi od lewej w czarnym płaszczu) – Dyrektor Techniczny FSO w latach 80-tych, później inicjator i współtwórca prototypu auta Polonez Analog, Edward Pietrzak (w środku w ciemnych okularach) – Dyrektor Naczelny FSO również w latach 80-tych, dr Włodzimierz Sel (z laską) – długoletni Dyrektor Ośrodka Badawczo Rozwojowego Samochodów Osobowych (OBRSO). Jedyna w tym gronie pani to długoletnia Główna Księgowa FSO (niestety jej nazwiska nie mogę już sobie przypomnieć, w końcu 1 maja minęło 18 lat od mojego odejścia z fabryki).

Spora „kolekcja” starych polonezów. 

Oraz kilka fiatów 125p :

A wśród nich „jamnik”.

I pick- up

I jeszcze raz ten sam rajdowy fiat.

Jednak chyba bezapelacyjnym „królem zlotu” był Polonez 1500.

Nie tylko poczciwy „borewicz” ale i nowsze modele: 

Polonez Caro PLUS (w ostatniej odmianie po modernizacji przeprowadzonej już przez Daewoo) 

Polonez Atu PLUS

Polonez MR’89 (taki, jak opisany na blogu modelik).

A w innym miejscu na parkingu, zestaw niczym z kolekcji „Kultowe Auta PRL”: 

Polonez MR’87, FSO 1500 i Fiat 126p 

I jeszcze kilka zdjęć z imprezy zrobionych nieco innej perspektywy:  

Na cały parking od strony bramy, w kierunku dyrekcji nie można było zrobić zdjęcia. Widok bowiem zasłoniły 3 furgonetki, w których były „samobieżne” bary z zapiekankami, kiełbaskami itp. specjałami. Oto jedna z nich: 

Citroen HY (którego modelik też był opisywany na blogu).

Warszawy, od początku były ustawione przodem do bramy, jednak stały w przeciwległym rogu parkingu (od strony przejścia podziemnego i przystanku autobusowego) :

Już po zakończeniu „oficjalnej części obchodów” ruszyły w kierunku bramy.

Na koniec spotkania zaparkowały wszystkie pod samą bramą.

Nie doczekałem jednak momentu, w którym zaparkowane pod bramą warszawy „zatrąbiły żałośnie na pożegnanie” rozbieranej kawałek po kawałku fabryce.  Właśnie w tym momencie rozładowała mi się komórka, którą robiłem te zdjęcia. Poza tym poczułem się mocno zziębnięty, bo było naprawdę zimno, a ja spędziłem przed FSO prawie 2 godziny. Po zrobieniu ostatnich zdjęć szybkim krokiem poszedłem na dawny parking dla pracowników i odjechałem do domu na gorącą herbatę. 

pozdrawiam

 

P.S.

Wszystkich zaś zainteresowanych tematyką związaną z opisaną tu rocznicą, zapraszam do przeczytania kilku moich wcześniejszych wpisów poświęconych Fabryce Samochodów Osobowych na Żeraniu:

235. Niekoniecznie miła rocznica (63.)

211. Niekoniecznie miła rocznica (62.)

oraz

155. FSO – smutny koniec historii (cz.3) – Czy to musiało się tak skończyć ?

Dla przypomnienia: 23 lutego 2011 roku z taśmy montażowej fabryki na Żeraniu zjechał najprawdopodobniej ostatni samochód osobowy w jej historii.

236. Wypada się pochwalić i wózek widłowy TOYOTA

 

W czwartek 13 listopada, mój blog został polecony na głównej stronie serwisu Onet.pl

 

63-rocznica-na-Onet-.pl-1B2

Polecenie przez Onet wydatnie wpłynęło na „oglądalność” bloga.

1750 wizyt na dobę

W piątek 14 listopada, mój blog wciąż był polecony na głównej stronie serwisu Onet.pl, tym razem w nieco innym miejscu:

 

63 rocznica na Onet 2B-2

Moje zdjęcia, tym razem inaczej niż w roku ubiegłym nie wywołały lawiny komentarzy. Zapraszam więc do wzięcia w niej udziału i podaję link do galerii na Onet Blog:

Historia polskiej motoryzacji – 63. rocznica uruchomienia produkcji w FSO

 

Ponieważ po ostatnim remoncie i zakupach kilku modeli, z których 2 są jak na skalę 1:43 dość duże,  w moich szafach zrobiło się mało miejsca. Postanowiłem więc nieco kolekcję „przewietrzyć”. Wystawiłem na Allegro kilka modeli, które zajmują tylko miejsce. Jeden z nich jest co prawda maleńki, ale mam drugi taki sam, więc postanowiłem go sprzedać. A, że nie był prezentowany na blogu, przy okazji go prezentuję:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Modelik jest bardzo ładnie wykonany i nie jest to raczej zabawka, gdyż jak informuje napis na opakowaniu przeznaczony jest dla młodzieży w wieku od 15 lat. Ma co prawda napęd typu pull-back, ale jest on tak maleńki i został tak dobrze umieszczony, że nie wpływa to na wygląd modelika.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Modelik nie jest w skali 1:43, a jak podaje opis na pudełku 1:45. Jednak przy tak małej wielkości nie robi to wielkiej różnicy i do mojej kolekcji pasuje, jako fajne i zupełnie inne jej uzupełnienie.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Przy okazji wystawienia modeli, postanowiłem wykorzystać też to, że mój blog przez ostatnich kilka lat stał się właściwie dobrze rozpoznawalną marką i jego logo umieściłem na zdjęciach dodanych do aukcji. Zrobiłem to też z jeszcze innego względu. Niestety wciąż zdarza się, że na Allegro trafiam na moje zdjęcia podpisane nickiem sprzedającego. Nie mam nic przeciwko temu, jeśli ktoś korzysta z moich zdjęć, ale podpisywanie ich własnym nickiem w celach merkantylnych, to jednak przesada i dlatego postanowiłem moje zdjęcia, umieszczane prze ze mnie na Allegro, oznaczyć „logiem” bloga. 

Pokazany na zdjęciach Polonez Truck, to nie właściwy model z mojej kolekcji, a materiał do wykonania konwersji takiej, jaką tu swego czasu pokazałem.

A tu jeszcze obrazek z pozostałych moich aukcji:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

pozdrawiam

235. Niekoniecznie miła, 63. rocznica rozpoczęcia produkcji w FSO

Na początek listopada przypada, od kilku lat już dość smutna, jednak dla miłośników motoryzacji bardzo ważna rocznica.   Rocznica rozpoczęcia produkcji aut w FSO. W tym roku już 63.  Na jej obchody, o ile wydarzenie to można tak nazwać, wybierałem się, (podobnie jak w roku ubiegłym, jako były wieloletni pracownik). A już niewiele brakowało abym, o niej zapomniał.

Ostatni tydzień był dla mnie dość intensywny. W czwartek i piątek przed 1 listopada nocowałem u mamy, aby w związku z wyjazdami na groby „przyoszczędzić” troszkę na benzynie. W sobotę pojechałem z mamą na grób ojca do Żyrardowa, (dokąd z Piastowa jest znacznie bliżej niż z warszawskiego Targówka). Do domu, do Warszawy wróciłem dopiero po 19-tej. W niedzielę, pojechaliśmy wszyscy do Mińska Mazowieckiego na grób ojca mojej żony. W poniedziałek wracając z pracy, zahaczyłem o kiosk w jednym z centrów handlowych na warszawskiej Woli i pod dłuższym namyśle kupiłem modelik Mercedesa W123, jaki ukazał się w poprzednią środę w serii „Kultowe Auta PRLu”. We wtorek (po pracy) wybrałem się do „córki Stefana”, czyli do fryzjera w Piastowie (gdzie usługa strzyżenia jest dwukrotnie tańsza niż w Warszawie).

We środę rano 5 listopada, przed wyjazdem do pracy pobiegłem do „kultowego” kiosku i nabyłem modelik Jelcza 315M, który tego dnia ukazał się jako wydanie specjalne w serii „Kultowe Auta PRLu” . Wieczorem byłem zaproszony na służbową kolację w hotelu Mazurkas w Ożarowie Mazowieckim, z której wyszedłem dobrze po 23-trzeciej i nie wróciłem do domu, ale znów przenocowałem u mamy, w położonym kilka kilometrów od hotelu Piastowie. We czwartek w tym samym hotelu byłem na służbowym spotkaniu, po którym postanowiłem odwiedzić mamę, gdyż poprzedniego dnia, kiedy po służbowej kolacji  do niej dotarłem, już spała. Wczoraj, w piątek, zraz po pracy pojechałem na „cotygodniowe” duże zakupy do hipermarketu Auchan na warszawskiej Woli. Do domu dotarłem o 22-giej i na całe szczęście pod domem spotkałem córkę, która właśnie wybierała się na kolejną „osiemnastkę” i trochę „przy okazji ” przypilnowała na klatce pod windą wyładowywanych z samochodu siatek z zakupami, kiedy ja biegłem po kolejne. Wieczorem byłem już tak zmęczony, że kiedy na chwilkę położyłem się na kanapie w wyremontowanym latem „salonie”, usnąłem od razu „w opakowaniu”, czyli ubraniu. Żona obudziła mnie dopiero około 2 w nocy i dopiero wtedy przebrałem się w piżamę i pomaszerowałem do sypialni. Spałem tak mocno, że kiedy się obudziłem nie wiedziałem nawet, że nasze dziecko wróciło do domu ( około 5 nad ranem).

Dzisiaj rano, zrobiłem śniadanie, pokręciłem się trochę po domu, pooglądałem ostatnią zdobycz i miałem zamiar zabrać się za jej poprawki, bo pogoda Warszawie była typowo „modelarska”. Dopiero po 10-tej przypomniałem sobie, że jest sobota 8 listopada i może warto pojechać pod bramę FSO, bo być może, będzie tam jakieś spotkanie z okazji 63 rocznicy uruchomienia produkcji w tej fabryce. Przez cały poprzedni tydzień nie miałem nawet czasu sprawdzić w Internecie, czy taka impreza będzie, czy nie. Zrobiłem to dopiero dzisiaj rano i kiedy okazało się, że impreza będzie postanowiłem wybrać się na nią.

Nie rzuciłem się jednak w pośpiechu na parking. Akurat dziś, od rana jest na osiedlu jakaś awaria i w pobliskich blokach, a także u mnie w mieszkaniu, nie ma ani ciepłej wody, ani ogrzewania. Dlatego z wyjazdem pod FSO trochę mi się rano „zeszło” i pod fabrykę dotarłem dopiero około godziny 13-tej, kiedy to część uczestników zlotu właśnie odjeżdżała:

Kiedy przybyłem pod fabrykę i zaparkowałem, zwróciłem od razu uwagę na to, iż o ile na parkingu pod bramą główną (gdzie stały auta uczestników zlotu, wyprodukowane w FSO) samochodów było znacznie mniej niż w roku ubiegłym, o tyle na dawnym parkingu dla pracowników, który w ubiegłym roku był prawie pusty, teraz stało mnóstwo samochodów.

Powodem tej sytuacji było to, że (jak też wcześniej wyczytałem w Internecie) w tym roku można było zwiedzać fragmenty fabryki, a właściwie tego, co z niej jeszcze pozostało.

Przed wejściem na wartownię, cały czas kłębił się spory „tłumek”, co zresztą jest widoczne na prezentowanych tu niektórych zdjęciach, zaś nieco później ustawiła się tam nawet spora kolejka. Ale ja zanim do niej dołączyłem, obiegłem parking przed dyrekcją, aby zrobić zdjęcia autom, które już coraz rzadziej goszczą na naszych ulicach.

O ile w kącie parkingu (od strony ulicy dziś Jagiellońskiej, a kiedyś Stalingradzkiej) stało kilka aut marki Warszawa (pokazanych na zdjęciach powyżej), o tyle na niemal całym parkingu królowały głównie Polonez i Polski Fiat 125p. 

I tym właśnie autom zrobiłem kilka kolejnych zdjęć.

Polonez Atu w wersji sedan, powoli staje się na naszych ulicach autem bardzo rzadko spotykanym. 

Zastawa 1100p, do której w ramach współpracy z nieco mniej „bratnią” byłą Jugosławią, w nieistniejącym od dawna zakładzie 3 (galwanizerni) produkowano chromowane zderzaki, powoli staje się już raczej kolekcjonerskim rarytasem.

Rarytasem staje się też Polonez „akwarium” model z roku 1987, jakiego modelik prezentowałem swego czasu na tym blogu.  

Starszy o kilka lat od poprzedniego Polonez 1500 „Borewicz” takim rarytasem już niewątpliwie jest.

Zaś Polonez Coupe (z pierwszej połowy lat 80-tych) jest już absolutnym rarytasem. 

A tu, kolejny „Borewicz”, niemal taki sam jak prezentowany na blogu 6 lat temu modelik.

Kiedy obszedłem parking przed dyrekcją i zrobiłem klika zdjęć, udałem się pod wartownię, gdzie cały czas kłębił się „tłumek”. Ustawiłem się w kolejce do drzwi wartowni za miłą panią, z którą po chwili zacząłem rozmawiać i wspominać trochę czasy, kiedy w fabryce pracowałem. Tak minęło kilkanaście minut, ale kolejka „ani drgnęła”. W trakcie czekania dowiedzieliśmy się, że ok. godz. 12, na teren fabryki wpuszczono 200 osób, które (jak za PRL) musiały najpierw zapisać się na listę.

Kiedy po kolejnych kilkunastu minutach dalej nie było wiadomo, czy fabrykę będzie można jeszcze obejrzeć, zaś organizatorzy tłumaczyli się, że zainteresowanie zwiedzaniem przerosło ich oczekiwania i trwają „negocjacje” z władzami FSO, co do możliwości wpuszczenia kolejnej grupy chętnych, kolejkę opuściłem i udałem się z powrotem na parking. 

Poniekąd dobrze zrobiłem, że wyszedłem z kolejki czekających na wejście na teren pozostałości fabryki, bo pod dyrekcję podjechała właśnie laweta, a na niej auto, którego w FSO co prawda nigdy nie produkowano, ale które narodziło się w FSO i w drugiej połowie lat 70-tych, a także pierwszej lat 80-tych można było je spotkać na warszawskich ulicach. 

Syrena Laminat powstała pod koniec lat 60-tych w Ośrodku Badawczo Rozwojowym Samochodów Osobowych, jaki przez długie lata mieścił się na terenie FSO, jako prototyp z nadwoziem wykonanym niemal całkowicie z tworzywa sztucznego. W FSO nie była nigdy produkowana seryjnie. 

Syrena Laminat nie podzieliła jednak „muzealnego” losu wszystkich innych prototypów powstałych w FSO. Ponieważ powstała nie jako prototyp nowego auta, ale jako prototyp nadwozia, które w zamyśle miało być częścią zamienną do wytwarzanych wcześniej różnych modeli syren, formy do jej produkcji, w czasach epoki Edwarda Gierka, przechwycili „prywaciarze” i to oni przez dłuższy czas wytwarzali nadwozia z żywic. Do nadwozia pasowały szyby od typowej syreny, a całość można było zamontować na seryjnej ramie wyposażonej w seryjne podzespoły jezdne auta. Toteż takie, wytwarzane niejako nie przez FSO, a przez rzemieślników syreny, można było na ulicach spotkać i to wcale nie tak rzadko. Na ogródku przylegającym od tyłu do posesji moich rodziców, w połowie lat 80-tych przez dłuższy czas leżało właśnie takie nadwozie. 

Jak już napisałem na parkingu dominowały jednak inne auta i nie wszystkie były w idealnym stanie. (Fiat 125p)

Wiele z prezentowanych aut zostało przez nowych właścicieli nieco „upiększonych”. (Fiat 125p MR’75) 

Polski Fiat 125p pickup, a obok FSO 1500 sanitarka. 

I kolejna Zastawa 1100p, tym razem trzydrzwiowy Mediteran w pięknym kolekcjonerskim stanie. 

A tu kolejny „upiększony składak” z małymi migaczami z lat 80-tych, dużymi z lat 70-tych i atrapą z lat 60-tych. 

FSO Warszawa, jedna z pierwszych – M 20 i jedna z ostatnich – 223 K. 

Warszawa 223K w stanie idealnym.

A tu raz jeszcze dwa pokazane na początku sedany.

Warszawa M 20 i młody miłośnik zabytkowej motoryzacji

I raz jeszcze Syrena Laminat. Szkoda, że do końca imprezy pozostała na lawecie.

 

Na zakończenie obchodów, warszawy podjechały pod bramę główną, po czym długo i żałośnie zatrąbiły. Jeden z uczestników zlotu wyjął ze swojego auta trzy lampki nagrobkowe i zapalił je tuż przed maską.  Tego momentu niestety nie udało mi się już uwiecznić, bo właśnie rozładowała mi się komórka.

Przed wartownię, gdzie cały czas kłębił się tłumek osób mających nadzieję na to, że uda się jednak wejść na teren fabryki, wyszedł członek FSO Autoklubu i oznajmił, iż udało się wynegocjować z dyrekcją FSO, że na teren zostanie wpuszczonych jeszcze dodatkowe 30 osób. Zaproponował, aby były to osoby z dziećmi. Po chwili głośno okazanego niezadowolenia ze strony czekających zdecydowano, że na teren wejdzie pierwszych 30 osób z kolejki. Ja niestety kolejkę już dawno opuściłem. Zresztą cóż, i tak nie miałbym czym zrobić zdjęć. Może okazja obejrzenia fabryki nadarzy się za rok, o ile będzie jeszcze co oglądać, bo z każdym rokiem budynków ubywa. Teraz jest ich około 30% tego, co pamiętam z czasów kiedy w FSO pracowałem.

Wszystkich zaś zainteresowanych tematyką związaną z opisaną tu rocznicą, zapraszam do przeczytania kilku moich wcześniejszych wpisów poświęconych Fabryce Samochodów Osobowych na Żeraniu:

155. FSO – smutny koniec historii (cz.3) – Czy to musiało się tak skończyć ?
oraz

Dla przypomnienia: 23 lutego 2011 roku z taśmy montażowej fabryki na Żeraniu zjechał najprawdopodobniej ostatni samochód osobowy w jej historii.

pozdrawiam