Tag: Ursus

272. Warsztatowe przygody – Citroen, Mercedes i inne

DRODZY CZYTELNICY ! 

Dokładnie przed miesiącem, dziewiątego września, minęło okrągłe 10 lat od założenia tego bloga. Nie bije on już rekordów popularności, bo i też nie zawsze mam czas się nim zajmować. 10 lat to kawał czasu, ale i liczba miliona dwustu tysięcy odsłon, jaką udało się w tym czasie osiągnąć, też jest imponującą.

Właśnie przed chwilą udało mi się ją zarejestrować!

1200000 - odsłon

Dlatego przy tej szczególnej okazji

PRAGNĘ SERDECZNIE PODZIĘKOWAĆ WSZYSTKIM, KTÓRZY PRZEZ OSTATNICH 10 LAT  ODWIEDZILI I WCIĄŻ ODWIEDZAJĄ MOJEGO BLOGA.

Lato nie sprzyja „modelarskim poczynaniom”. Dzień jest długi, przeważnie jest ciepło i zamiast ślęczeć w kuchni nad kolejnymi przeróbkami, czy przed komputerem, lepiej pojechać na wycieczkę lub wskoczyć na rower. Co innego w czasie pozostałych pór roku. Dzień jest krótki, a pogoda często nie zachęca nawet do spaceru z psem. Dlatego właśnie wtedy jest czas na „dłubanie” przy modelikach, czy pisanie bloga. Tak jest u mnie od lat, co zresztą na blogu widać to bardzo dobrze. W marcu tego roku pod wpisem o giełdzie dostałem taki oto komentarz:

Skontaktowałem się z Panem Andrzejem, dogadaliśmy się i pod koniec kwietnia otrzymałem paczkę, z kilkunastoma modelami z serii „Kultowe Auta PRL”. Zapłaciłem „symboliczną” kwotę za 2 modeliki, które włączyłem do kolekcji. Pozostałe jako „złom modelarski” przyjąłem „pod swój dach”. Niektóre z nich są naprawdę fajne, jednak przeważnie w każdym czegoś brakuje. A to lusterka, a to lampy , a to wycieraczki.

Kilka jest praktycznie kompletnych i większość nadaje się do naprawy. Klika posłuży jednak jako „dawcy” części. Całość (wraz z przesyłką) kosztowała mnie tyle, ile w kiosku kosztował 1 „kultowy” modelik. Mogę więc tę „blogową” w końcu transakcję, uznać za wyjątkowo udaną.  Pan Andrzej przesłał mi nie tylko modeliki, ale i torebkę, w której było kilka kompletów kółek wraz z ośkami.

Wśród nich znalazła się rzecz wyjątkowo cenna: Oryginalne kółka do „malucha” polskiej produkcji, jaki ponad 30 lat temu wypuściła Spółdzielnia Pracy Estetyka. W jednej z moich szuflad, z różnego rodzaju „złomem”, leżał właśnie taki zapomniany maluch, z którego kółka i tylny zderzak,  wiele, wiele lat temu, trafiły do niebieskiego, metalowego modelika Polistil . Teraz będzie można tenzabytkowy modelik niejako „odbudować”, zwłaszcza, że kilka lat temu kolega podarował mi do niego oryginalne pudełko.

Jakieś 2 tygodnie temu wyciągnąłem z szuflady malucha oraz podarowane przez Pana Andrzeja kółka i zamontowałem je do niego.  

Trzy z nich były OK. Jedno zostało pomalowane srebrną farbą, którą udało mi się zmyć spirytusem, jednak jego odcień dość mocno odbiegał od pozostałych. Rozrobiłem więc blado kremową farbę i je pomalowałem.

Wśród podarowanych mi przez Pana Andrzeja modeli, był Wartburg 353 Tourist. W modeliku brakowało kilku drobnych elementów, a za to zamiast oryginalnych, miał zamontowane kółka od modelika Citroena 2CV.  Postanowiłem je wykorzystać. Zamontowałem je do do mojego starego modelika Citroena 2 CV.

62. citroen

Kupiony latem 1986 roku, w Kolonii, Citroen 2CV firmy Solido (w mojej kolekcji model nr 21) jest bardzo ładny, ale właściwie został wykonany bardziej jako zabawka. Miał kółka jakie w tamtym czasie firma Solido montowała również w innych swoich modelach. Takie sama kółka ma Ford Escort i Renault Fuego. Jednak Citroen, którego pokazywałem tu dobrych kilka lat temu nie wyglądał na nich najlepiej. 

Z zamiarem wymiany w nim kółek nosiłem się już od dawna. Nie miałem jednak ani odpowiedniego „materiału” ani potrzebnego na tego rodzaju przeróbkę czasu. Kiedy zabrałem się za malucha, postanowiłem, za jednym zamachem poprawić też Citroena:   

Modelik został „podrasowany” jeszcze w Niemczech (zaraz po zakupie w 1986 roku). W tamtym czasie na ulicach niemieckich miast auta takie stały niemal na każdym rogu, a samochód (w trochę tylko zmienionej wersji) wciąż sprzedawany był w salonach. 

Obserwując auta na ulicach, w modeliku pomalowałem atrapę, zderzaki i lampy tylne.  

Modelik, chociaż bardzo stary (na spodzie ma datę 07-80) jest naprawdę ładny. Nie ma co prawda wielu drobnych elementów, w które wyposażone są współczesna modele (nawet te z serii gazetowych), ma za to bardzo ładną bryłę. Kilka dni temu szukając jego zdjęć w Internacie, na jednym z zagranicznych forów, trafiłem na zdjęcia dwóch takich samych modelików. Jeden z nich to było pokazane tu Solido, a drugi identyczny model, był modelem nieistniejącej od dawna, a naprawdę poważanej wśród kolekcjonerów firmy Dinky France. Zapewne starszy i wypuszczony na rynek jeszcze przed 1980 rokiem. W tym momencie stało się dla mnie jasne, dlaczego stare Solido mimo upływu lat wciąż świetnie wygląda.

Łatwa na pozór przeróbka , w trakcie realizacji wcale nie okazała się aż tak prosta.  

„Zdobyczne” kółka pochodziły zapewne z jakiegoś modelika z popularnych dziś serii gazetowych. Z zewnątrz wyglądały dobrze i były pomalowane szarą farbą. Jednak osadzone zostały na typowych (również dla naszych „kultowych”) dość grubych ośkach o średnicy 1,8 mm. Podwozie modelika Solido zostało wykonane tak, że ośki są w nim mocowane na zaczepy, zaś ich średnica to 1,2 mm. Nie chciałem go przerabiać. Musiałem zatem wykonać nowe ośki.  W moich szpargałach znalazłem drut o grubości 1,2 mm i odciąłem z niego 2 ośki.

Następnie z kupionej kilka lat temu w sklepie modelarskim mosiężnej rurki o średnicy 2 mm x 1 mm odciąłem 4 tulejki o długości ok. 4 mm. Rurki „rozwierciłem” wiertłem 1,2 mm i nabiłem na końce osiek młotkiem. Teraz, pozostawało już tylko osadzenie na nich kółek, jednak tu „zaczęły się schody”. W trakcie ściągania kółek ze starych osiek „zlazły” z nich oponki, a wraz z nimi lakier z krawędzi felg. Cóż, dość precyzyjnie wykonane detale współczesnych modeli naprawdę ładnie wyglądają, jednak do solidnych nie należą i nie raz miałem możliwość się o tym przekonać.

Na domiar złego w trakcie rozwiercania otworów po starych ośkach do średnicy 2 mm (jaką mają dorobione w nowych osiach tulejki), jedno z kółek przewierciłem na wylot i trzeba je było naprawić. Po tym wszystkim nie pozostało nic innego, jak pomalować kółka na nowo.

Najpierw trzeba było nieco zmyć starą farbę, a później rozrobić nową. Miałem zamiar pomalować felgi na kolor jaki mają zderzaki i atrapa. Jednak okazało się, że nie mam farby w takim kolorze. Wyciągnąłem więc kupioną kiedyś (do pomalowania innego modelika Citroena 2CV – firmy Heller) szarą farbę, rozjaśniłem ją nieco białą i pomalowałem kółka.  Zderzaki były malowane 30 lat temu, a wtedy nie miałem takiej palety farb, jaką mam dziś. Zapewne do pomalowania modelika rozrabiałem dwa podstawowe kolory: biały i czarny. 

Teraz okazało się, że wymieszana z białą szara farba dała inny niż na zderzakach, lekko niebieskawy odcień.  Cóż, bywa. Przeróbka (wraz z malowaniem) ciągnęła się chyba ze dwa tygodnie i nie miałem już ochoty zmywać kółek po raz drugi i rozrabiać farbę jeszcze raz. Poza tym malowanie byłoby możliwe tylko w weekend, bo w drugiej połowie września, kiedy wracałem do domu po pracy, w kuchni było już zbyt ciemno.    

Już jakiś czas temu opisałem tu obszerniej kilka przeróbek i napraw wykonanych pod koniec ubiegłego i na początku tego roku: Wołga, Volvo i Żuk. Nie były to jednak wszystkie prace „warsztatowe” jakimi się w tym okresie zajmowałem. Miałem tu zamiar pokazać jeszcze 3 takie naprawy, ale wpis byłby zbyt długi. Pokażę zatem tylko efekty dwóch, którymi się wówczas zajmowałem:

Mała rzecz, a cieszy

W styczniu, a może pod koniec grudnia, w trakcie cytowanych tu przeróbek, wyciągnąłem z gablotki wciąż stojącego w niej Ursusa 330.  Model był prezentowany na blogu, jednak jedna rzecz bardzo mi się w nim nie podobała: Ciemne zupełnie niewidoczne lampy przednie. To zdjęcie zostało wykonane 14 stycznia, razem ze zdjęciami pokazującymi proces dorabiania plandeki do Żuka A11B:

W trakcie „warsztatowego szaleństwa”, niejako przy okazji innych przeróbek, poprawiłem też Ursusa. Nie rozbierając go, a napuszczając spirytus w przednie lampy, udało mi się wyciągnąć z nich (bez uszkodzeń) przezroczyste ich klosze. Następnie pomalowałem wnęki w lampach srebrną farbą i klosze (wykonane w kształcie maleńkich grzybków) wcisnąłem z powrotem w lampy. Operacja była dość trudna i ryzykowna, jednak efekt jest widoczny na pierwszy rzut oka. (Proszę porównać to zdjęcie ze zdjęciem ze starszego opisu modelika)  

Czy warto waloryzować stare modele? Myślę, że jednak TAK. Zanim do mojego „warsztatu”, w połowie września trafił opisany tu powyżej Citroen 2CV, na przełomie roku trafił do niego jego rówieśnik, który też ma 30 lat, a wykonała go ta sama firma. Kupiony w grudniu 1986 roku w sklepie z zabawkami przy ul. Brzeskiej Mercedes-Benz 190E firmy Solido (w mojej kolekcji model nr 33) prze długi czas mnie zadowalał. Nie pamiętam, czy wyciągnąłem go z pudła, w którym „leżakuje” również Citroen jeszcze w grudniu, czy później, ale od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem poprawienia go, albo zstąpienia innym, lepszym modelem. Jednak za każdym razem, kiedy go oglądałem nie bardzo miałem pomysł co, a zwłaszcza jak w nim poprawić.  

Ponieważ przeróbki, jakie robiłem na przełomie roku były dość trudne (zwłaszcza Wołga i Żuk), przy okazji postanowiłem zabrać się też za Mercedesa, którego do tej pory zawsze odkładałem:  

Najpierw poprawiłem to, czego zawsze najbardziej się obawiałem. W oryginale, w modeliku atrapa była zbyt gruba i za bardzo wystawała z nadwozia. Modelik (tak samo zresztą jak Citroen) jest „zamykany” atrapą. Po wysunięciu jej z nadwozia, podwozie można wyjąć i rozebrać cały modelik.  

Wyciągnąłem więc atrapę i trochę nożykiem modelarskim, a trochę pilnikami spiłowałem ją od strony wewnętrznej tak, aby nie uszkodzić zewnętrznej chromowanej powierzchni. Następnie przerobiłem „zamek” w podwoziu tak, aby atrapa po ciśnięciu była ustawiona pod właściwym kątem, zaś jej górna krawędź pokrywała się z powierzchnią maski. W tak poprawionej atrapie zamontowałem też jedną z kupionych klika lat temu na giełdzie foto-trawionych „gwiazd” Mercedesa. 

Modele Mercedesa-Benz 190E były produkowane przez Solido w kilku wersjach. Starsze bywały na kołach, jakie pierwotnie miał Citroen. Miały też normalny zwykły zderzak przedni. Późniejsze (zwłaszcza z serii Solido Hi Fi) miały przedni zderzak ze spojlerem, oraz spojler na klapie tylnej. Mi w 1986 roku trafiła się dość dziwna „przejściówka”, ze spojlerem z przodu i bez spojlera z tyłu, na dwuczęściowych kółkach imitujących „alufelgi”. Cóż, w tamtym czasie cieszyłem się bardzo, że modelik udało mi się zdobyć.

Od razu po zakupie pomalowałem w nim przedni spojler na kolor nadwozia, a wnętrza felg na srebrno, „wąskie listwy” (znawcy wiedzą o co chodzi) cieniutkim paskiem na czarno, pomalowałem też migacze i lampy tylne. Jednak pomimo tych wszystkich zabiegów, modelik nie do końca dobrze wyglądał.

Oglądając zdjęcia w Internecie doszedłem do wniosku, że przedni spojler, a właściwie zderzak, jest w stosunku do nadwozia za szeroki i postanowiłem go nieco zwęzić, przerabiając jego boczne powierzchnie.  

W modeliku zmyłem też srebrną farbę jaką były pomalowane powierzchnie pod szybkami reflektorów i nakleiłem na nie wycięte z błyszczącej srebrnej folii imitacje odbłyśników. Powinienem jeszcze pomalować maleńkie paski między nimi szarą farbą, jednak na razie tego nie zrobiłem.

Po poprawkach przodu zabrałem się za tył:  

Lampy tylne zostały pomalowane w modeliku bardzo dawno temu i postanowiłem je tylko „dopieścić”. Nożykiem modelarskim, a właściwie opisywanym tu kilkakrotnie nożykiem „piłką” , poprawiłem rowki między lampami a karoserią. Wyciąłem też maleńki rowek oddzielający klapę bagażnika od listwy oświetlenia tablicy rejestracyjnej. W rowki między lampami a karoserią napuściłem czarnej farby, pomalowałem też listwę nad tablicą.

Z tyłu też postanowiłem poprawić podwozie. W miejscach, gdzie plastikowa, widoczna z zewnątrz, płytka podwozia przylega do tylnych błotników, były szczeliny. Na szczęście plastik, z którego wykonano podwozie dał się kleić zwykłym klejem modelarskim, nakleiłem więc na płytkę podwozia cieniutkie czarne paseczki z innego plastiku. Całość po dopasowaniu i wyschnięciu dopiłowałem. Na koniec pas pod tylnym zderzakiem też pomalowałem na czerwono. Tak wykończony tył miały co prawda nowsze Mercedesy „na szerokich” listwach, ale cóż, nie miałem innego pomysłu, jak poprawić tył modelika, aby dobrze komponował się z wyposażonym w spojler przodem.                   

Opis dorabiania „od zera” chromowanego lusterka do pokazanego w albumie (po prawej stronie) rajdowego Mercedesa 230 SL zamieszczę tu przy innej okazji. (Jak już wspomniałem, ten wpis byłby po prosty zbyt długi)

Za to teraz garść informacji niejako „z ostatniej chwili”: 

Kiedy kilka lat temu pokazywałem na tym blogu cały proces dorabiania atrapy do modelika Chevrolet Camaro. Kiedy skończyłem przeróbkę, nie miałem zdrowia jej „dopieścić”. Kilka dni temu wieczorem wyciągnąłem z gablotki modelik i postanowiłem dorobić „kratkę” na atrapie. Pamiętałem, że zaraz po wykonaniu przeróbki wydrukowałem sobie taką kratkę na naklejce adresowej. Odnalazłem ją szczęśliwie w teczce, w której trzymam wydruki tablic rejestracyjnych i inne tego rodzaju rzeczy. Była dość głęboko, bo zrobiłem ją kilka dobrych lat temu, ale na wydruku było kilka takich kratek. Późnym wieczorem wyciąłem jedną i nakleiłem na dorobioną atrapę. Do operacji zużyłem kilka naklejek, bo nie wszystko od razu poszło dobrze. Z ostatniej próby jestem zadowolony:

131. Chevrolet 16

Teraz modelik tak samo, jak inne pokazane powyżej, można już schować do oryginalnego pudełka

pozdrawiam

224. Kultowe auta PRL – Ursus C330 – (wydanie specjalne)

Hura! Wreszcie się udało! A już myślałem, że tak samo jak w przypadku Lublina 51 nic z tego nie będzie, a jednak kupiony w styczniu modelik udało się wymienić.

Pod koniec stycznia moja żona przeszła dość poważną operację. Do szpitala trafiła we wtorek, więc ja wiedząc, że pod jej nieobecność będę musiał zajmować się domem, od środy wziąłem 3 dni urlopu. Początkowo byłem przekonany, że żona wróci do domu po tygodniu, jednak okazało się, że operacja odbyła się w środę, a w czwartek rano, kiedy ją odwiedziłem w szpitalu, dowiedziałem się, że tego samego dnia po południu wraca do domu. Następnego dnia, w piątek, 24 stycznia rano zrobiłem dla nas śniadanie, po którym, spokojnie poszedłem na bazarek pod domem zrobić zakupy, a przy okazji nabyć modelik Ursusa C330 , który właśnie tego dnia ukazał się w kioskach, jako kolejne wydanie specjalne serii „Kultowe Auta PRL”.

Na bazarku moje kroki skierowałem od razu do znajomego, a właściwie już zaprzyjaźnionego  „kultowego” kiosku. Była godzina 10 rano, w dniu, w którym modelik się ukazał, a w „kultowym” kiosku nie było już ani jednego egzemplarza. Zacząłem biegać po bazarku i zaglądać do pozostałych kiosków. Tam też niczego nie znalazłem. W jednym z kiosków był co prawda jeden jedyny modelik, ale już na pierwszy rzut oka nie wyglądał najlepiej. Miał przekrzywiony w stosunku do kabiny cały blok silnika wraz z maską, w efekcie czego przednia oś w stosunku do kadłuba też była przekrzywiona. W domu leżała osłabiona po operacji żona, nie miałem więc czasu biegać po całej dzielnicy, ani tym bardziej jeździć po Warszawie w poszukiwaniu innego, ładnego egzemplarza, więc cóż było robić, kupiłem ostatni na bazarku nieco „koślawy” modelik.

Po powrocie do domu modelika nie rozpakowałem. Po dokładnym obejrzeniu, zacząłem szukać w sieci zdjęć i opisów na forach, jak modelik rozebrać. Niestety zbyt szczegółowych porad ani opisów  nie znalazłem, a kolega, z którym niejako konsultuję moje zakupy, demontaż Ursusa mi odradzał. Kiedy po kilku dniach przysłał mi zdjęcia podwozia doszedłem do wniosku, że rzeczywiście rozmontowanie modelika może okazać się trudne. Podobnie więc jak w przypadku Lublina 51, postanowiłem poprosić miłego pana w „kultowym” kiosku o pomoc. Miły pan zgodził się wymienić mi modelik na inny , jeśli będzie miał modeliki ze zwrotów. Tym, którzy nie pamiętają mojej przygody z Lublinem 51, pragnę przypomnieć, iż w jego przypadku nie doczekałem się modelików ze zwrotów w „kultowym” kiosku i w grudniu zdecydowałem się na naprawę modelika. Tym razem też wszystko wskazywało raczej na to, że historia z Ursusem zakończy się tak samo.  

W lutym byłem dość zajęty i tylko okazjonalnie odwiedzałem „kultowy” kiosk. Dziś postanowiłem do niego wpaść , aby obejrzeć kolejny numer specjalny z „kultowej” serii, jaki kilka dni temu się w  niej ukazał.  Kiedy tam zajrzałem, zauważyłem na stojaku przed kioskiem również dwa modeliki Ursusa. Wszedłem do kiosku. W środku był znajomy miły pan, a nie jego niezbyt sympatyczna teściowa i po chwili rozmowy pobiegłem do domu po zapakowany w blister i folię z gazetką mój „koślawy” modelik, który akurat wczoraj wyciągnąłem z szafy. Miły pan nie tylko mi go wymienił, ale mogłem sobie nawet wybrać najładniejszy egzemplarz:

Modelik od razu rozpakowałem i na balkonie zrobiłem jego zdjęcia.

Moja cierpliwość się opłacała. Zaoszczędziłem sobie niepotrzebnej i dość ryzykownej „dłubaniny”. I tak, trójka symbol marca, okazała się dla mnie szczęśliwa. Kupiony w styczniu modelik do kolekcji trafił właściwie w marcu. Teraz Ursus C330 jest naprawdę wspaniałym prezentem na trzydziestolecie mojej kolekcji, która właśnie na ten miesiąc przypada.

Modelik bardzo mnie cieszy. Nie grzebałem przy nim bo chociaż to i owo przydało by się poprawić, to jednak jest trudny do rozebrania i przy okazji poprawek jednych elementów, inne mogłyby się uszkodzić.

A tu, moje wszystkie Ursusy razem: Oprócz C330 z naszej „kultowej” serii, opisywany na blogu kilka lat temu C325 firmy Universal Hobbies z francuskiej serii gazetowej oraz tak stary jak cała kolekcja, przemalowany prze ze mnie, odzyskany po latach, polski modelik Ursusa C385, wyprodukowany jeszcze w latach 80-tych w nieistniejącej od dawna i nieco zapomnianej Spółdzielni Pracy „Estetyka” w Warszawie.

pozdrawiam

 

 

 

58. URSUS C325 – Made in China for France

Kilka tygodni temu zadzwonił kolega z pytaniem czy chcę taki modelik. Kolega kupuje modele na zagranicznych aukcjach  (czasem w dość odległych i egzotycznych miejscach). Tym razem trafił na aukcji w Chinach modeliki polskich traktorów Ursus. Kupił kilka i jeden mi odstąpił.

Ursus C325 był pierwszym ciągnikiem całkowicie polskiej konstrukcji. Zaprojektowany pod koniec lat pięćdziesiatych, produkowany w pierwszej połowie lat sześćdziesiatych, jak na owe czasy był ciągnikiem nowoczesnym. Traktor był w Polsce bardzo popularny, ale znany był chyba nie tylko w Polsce. Francuskie wydawnictwo dla kolekcjonerów wypuściło kilka lat temu na francuski rynek serię modelików starych zabytkowych już dzisiaj traktorów. W serii oprócz modeli ciagników takich marek jak Renault, Massey Ferguson czy Lanz znalazł się również polski Ursus.

Modelik został bardzo ładnie i bardzo precyzyjnie wykonany przez firmę Universal Hobbies. Nie bardzo miałem czas modelik odebrać, ale w końcu się to udało. Odebrałem go poniedziałek, jednak sporo kłopotu sprawiło mi wykonanie dobrych zdjęć, dlatego prezentuję go dopiero teraz.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

31. URSUS C385 – Odzyskany po latach

Posta tego powinienem był napisac już prawie trzy tygodnie temu, ale najpierw zepsuł się komputer (posta o tej historii gorąco polecam), potem były upały – więc wypady na plażę itd. itd.

Nie myslałem, że model ten zdobędę, a juz tym bardziej, że po 17 latach odzyskam stary zapomniany modelik. Nie myślałem, że zdobęde bo specjalnie mi na nim nie zależało, a gdy 4 lata temu na giełdzie modelikowej w Gdańsku jeden z kolegów pokazywał „zdobycz w oryginalnym pudełku ” kupioną ponoć okazyjnie na jarmarku dominikańskim bodajże za 200zł to już zupełnie przeszła mi na niego ochota. Dlatego gdy pod koniec grudniowej giełdy 2005 roku w Gazowni zauwazyłem leżacy wśród staroci, którymi nikt się nie interesował, modelik czeskiego Zetora, nawet się nie targowałem, tylko kupiłem go za 30zł. (Na allegro niedawno taki poszedł za 90 zł). Co prawda Zetor nie Ursus, ale przecież to bracia z tego samego biura konstrukcyjnego, a Zakłady Mechaniczne Ursus produkowały w latach osiemdziesiątych, właśnie w kooperacji z czeskim Zetorem, ciężkie ciągniki z napędem na przednią oś wyglądajace niemal identycznie jak Zetor.

(zdjęcie Zetora jest w albumie „bardzo krótka historia”)

Odzyskany modelik dostałem tak dawno, że nie pamiętam czy było to przed czy tuż po zkupach pierwszych modeli „założycieli” mojej kolekcji. Nie wiem dlaczego, modelik ten nie został wówczas zanumerowany i wciągniety na listę modeli w skali 1:43. Ostatni raz miałem go w ręku jakieś 18 lat temu. Jak go odzyskałem – nieważne, ważne, że się odnalazł i jest.

URSUS C385        

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Jedyny przyzwoicie wykonany model polskiego pojazdu w kolekcjonerskiej skali 1:43. Jest to model całkowicie polski, wyprodukowany przez dawno zlikwidowaną Spółdzielnię Pracy Estetyka w Warszawie. Gdy go odbierałem, wrzuciłem pudełko do siatki, a jazdy do domu, zastanawiałem się jak będzie wygladał w zestawieniu z naprawdę ładnie wykonanym Zetorem.

Wiadomo kolorystyka typowa dla polskiej produkcji z początku lat osiemdziesiątych, okresu permanentnego braku odpowiednich materiałów i produkcji z materiałów zastępczych. Odwzorowanie detali jest jednak całkiem dobre i pod tym względem Ursus, Zetorowi nie ustępuje.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

 Model mam zamiar pomalować na takie kolory w jakich produkowane były ciągniki. (w albumie WARSTAT są już pierwsze zdjęcia z malowania modelika)

Ostatnie zdjęcie daje chyba też odpowiedź na pytanie: dlaczego czesi mają Skodę a my nie mamy własnej marki w motoryzacji, bo przecież produkowane w polsce Fiaty, Ople, Volkswageny czy Daewoo to nie są samochody krajowe.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

W tle czeski model czeskiego ciągnika Zetor Crystal 12045, a na pierwszym planie polski model polskiego ciągnika Ursus C385, który tak naprawdę pochodził z tej samej rodziny co Zetor, a własciwie to był produkowanym w Polsce Zetorem.