Tag: Ford

239. Wesołych Świąt i grudniowa giełda

W tym roku, jak zwykle ostatnie dni przed Wigilią naznaczone są przedświąteczną krzątaniną. Dziś nie byłem w  pracy, wziąłem urlop (za 1-go listopada). Nie znaczy to jednak, że miałem czas odpocząć. Od samego rana czynnie włączyłem się do przygotowań. Przed południem oprawiłem kupioną w weekend choinkę i ustawiłem ją w wyremontowanym latem „dużym” pokoju, bo w nim będzie jutro (jak co roku zresztą) rodzinna Wigilia.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Choinki nie zdążyliśmy ubrać, bo trzeba było pojechać na ostatnie przedświąteczne zakupy. Po powrocie z nich, ustawiłem na chwilkę choinkę i meble tak, aby można było zrobić zdjęcie oddające panującą już w domu świąteczną atmosferę i zabrałem się do dalszych przygotowań. Rozstawiłem stół przy którym będziemy jutro składać sobie życzenia, powiesiłem na choince lampki i trochę pomogłem zonie ją przystroić.

Zanim jednak zabrałem się za te wszystkie czynności, korzystając z dość ciepłej, jak na tę porę roku pogody, wyszedłem na balkon i przed południem, przy dziennym świetle zrobiłem kilka zdjęć moich ostatnich zdobyczy.

W poprzedni weekend, a konkretnie w niedzielę 14 grudnia w Warszawie, w gimnazjum przy ul. Conrada odbyła się Ogólnopolska Giełda Modeli Samochodów im. Sławoja Gwiazdowskiego. Oczywistą jest rzeczą, że i tym razem się na nią wybrałem.

Wybrałem się na nią właściwie towarzysko, licząc też po cichu, że może uda mi się „ożenić” prezentowany tutaj kilka tygodni temu wózek widłowy Toyota, który mimo marketingowego wsparcia na blogu, na Allegro niestety nabywcy nie znalazł. Tak się akurat tym razem złożyło, że nie tylko wózka nie sprzedałem, a nakupowałem modelików ” jak głupi”. Całe szczęście, że nie wydałem na to „majątku”, bo pobyt na giełdzie kosztował mnie całe 50 złotych.

Giełda, jak zwykle w grudniu, była spora. Nie odbywała się jednak na salce, na której odbywała się od lat, a stoiska były ustawione w holu wejściowym i przyległych korytarzach, co powodowało pewną niewygodę, bo między stoiskami przyszło się poruszać trochę jak w labiryncie. Zanim więc giełdę „obszedłem” trwało to ponad godzinę, a przy powtórnym oglądaniu modeli i zastanawianiu się nad ich ewentualnym zakupem, odkryłem kilka kątów do których na początku nawet nie zajrzałem. Na giełdzie nie znalazłem właściwie modeli, które bardzo chciałbym kupić i na dłużej zatrzymałem się przy stoisku kolegów z Gdańska.

Wesołych świąt 5

Na giełdzie dostałem też kratkę z informacją iż 8 lutego w Warszawie, przy Alei Stanów Zjednoczonych 40 w budynku Spółdzielni Budowlano-Mieszkaniowej „Grenadierów” odbędzie się kolejna giełda tym razem organizowana przez kolegów z forum motoshowminiatura.

pozdrawiam

P.S.

Dziś, po telefonie od kolegi wszdłem forum i przeczytałem taki oto

*** KOMUNIKAT *** 

Z przykrością zawiadamiam, że planowana przez nas Nowa Giełda Modeli nie odbędzie się. Na moją decyzję miało wpływ kilka czynników. Główną i najważniejszą przyczyną są kłopoty z lokalem, z którego jednak nie da się skorzystać. Kolejną przyczyną jest nikłe zainteresowanie osób z Warszawy, bez pomocy których całe przedsięwzięcie nie ma szans powodzenia. Przeanalizowałem również wszystkie wypowiedzi w tym wątku, szczególnie te „przeciw” i w wielu z nich odnalazłem sporo racji. Biorę na siebie całą odpowiedzialność za niepowodzenie całej sprawy. Chcę również przeprosić wszystkich, których zawiodłem. Obiecuję również dobrze się zastanowić, zanim podejmę w przyszłości podobną akcję. Jeszcze raz bardzo Was wszystkich przepraszam za zamieszanie.

Pozdrawiam. Zbyszek.

Reklamy

229. Kultowe Auta PRL – Kultowe, czy nie ? Ford Taunus i Volvo 343

Ostatnie dwa tygodnie upłynęły mi na różnych porządkach. Jak ostatnio tu pisałem, moja córka postanowiła urządzić swoją „osiemnastkę” w domu. Decyzja po długich przepychankach zapadła ponad 2 tygodnie temu i od razu zabrałem się do przygotowywania mieszkania. Dlatego poprzedni mój wpis był dość krótki i właściwie nie zaprezentowałem moich nowych zdobyczy, a tylko o nich napomknąłem. Zaraz po powrocie z giełdy (z dwoma nowymi modelikami) zabrałem się za pakowanie kolejnych modeli z gablotki i witryny do pudełek. Kolekcja jest duża i duże pudełka, w których przechowuję modele zapełniły się już dobrych kilka lat temu. Dużych pudeł (w które wchodzi po kilkadziesiąt modeli) jest 8, do tego są jeszcze 2 mniejsze, ale te też już się zapełniły. Zacząłem więc pakować modele w mniejsze pudełka i upychać je w różnych wolnych miejscach w pawlaczu i szafach. Każdy wyjmowany z nowej gablotki modelik trzeba było najpierw włożyć do oryginalnego opakowania (blistra w przypadku modeli „kultowych” lub gablotki w przypadku „rasowych” modeli kolekcjonerskich), później musiałem znaleźć odpowiednie, płaskie pudełka, w które mieści się kilka sztuk, a następnie znaleźć miejsce na takie pudełko. Dlatego z pakowaniem modeli zeszło się kilka wieczorów.

We wtorek, udało się spakować wszystkie modle z gablotki, do których były oryginalne opakowania. Jednak w gablotce pozostało jeszcze około 20 modeli, które kupiłem bez opakowań. Nie miałem czasu na kombinowanie jak dorobić do nich pudełeczka, ale po prostu spakowałem kilkanaście modeli (głównie „kultowych”) z mojej starej witryny, która już od jakiegoś czasu stoi w bezpiecznym miejscu (w kącie zastawionym kanapą) i postanowiłem pozostałe modeliki z gablotki przestawić do witryny. We środę, kiedy miałem zamiar to zrobić, po powrocie do domu dowiedziałem się, że planowana na ubiegły weekend (14 czerwca) domowa „osiemnastka”, została przez córkę odwołana, z powodu niewystarczającego odzewu zaproszonych gości na Facebooku.

I tak gablotka przestała „pękać w szwach”, ale zaczęła „świecić pustkami”. Niestety pakowanie modelików zmęczyło mnie na tyle, że przez ostatni tydzień nie miałem zdrowia do wyciągania innych modeli z pudeł i przygotowania nowej wystawy. Cała „zadyma z osiemnastką” miała jednak pozytywne skutki: Udało się trochę uporządkować pudełka z modelikami, na co w ciągu ostatnich kilku lat nie miałem czasu, a także  pozbyć się jeszcze trochę niepotrzebnych rzeczy z mieszkania.

Na wiosnę posprzątaliśmy balkon, aby przygotować go na lato i przyjęcie rowerów. Na balkonie została tylko dwie skrzynki. Jedna z rupieciami przydatnymi i druga z rupieciami nieprzydatnymi, czyli złom, który uzbierał się po różnych remontach, naprawie samochodu itd.. Od dłuższego czasu miałem zamiar pozbyć się go i odwieźć do skupu. W ramach przygotowań do „osiemnastki” w sobotę, na tydzień przed planowaną imprezą, zniosłem drugą skrzynkę do samochodu i pojechałem do najbliższego skupu, do którego dwa lata temu odwieźliśmy pożyczonym z pracy wózkiem starą kuchenkę gazową. Na miejscu okazało się, że punkt właśnie jest likwidowany i ze skrzynką wróciłem do domu (całe szczęście, że to tylko kilkaset metrów). Skrzynkę woziłem więc kilka dni w samochodzie, bo do położonego nieco dalej skupu, koło praskiego Kirkutu, jakoś po drodze do pracy nie udało mi się wybrać i w końcu do skupu zawiozłem złom w czwartek, kiedy byłem na urlopie. W skupie nikt tego nie oglądał, wszystko razem zostało zważone i za 12 kilogramów zainkasowałem całe 6 złotych, co zważywszy na konieczność przejechania samochodem tam i z powrotem ok. 4 kilometrów, było sprawą zupełnie nieopłacalną. Doszedłem do wniosku, że następnym razem, jeśli będę miał do wyrzucenia metalowe przedmioty takie jak docisk sprzęgła, czajnik z nierdzewnej blachy, czy okucia z metali kolorowych, nie będę ich gromadził, tylko od razu wystawię je pod bramą od zsypu, obok klatki, aby zabrali je sobie „profesjonalni” zbieracze złomu, jakich często spotykam na moim osiedlu w trakcie spacerów z psem bardzo późnym wieczorem czy nocą.

To tyle o przygotowaniach do „osiemnastki”, która się nie odbyła, a teraz o ostatnich moich zdobyczach.

Modelik Forda Taunusa TC3 ukazał się w serii „Kultowe Auta PRLu” jako numer 92 już dobre 2 lata temu (wiosną 2012 roku). Kiedy się ukazał, nie wzbudził mojego zachwytu. Dodatkowo, kolega, z którym wymieniam się informacjami o modelach, skrytykował modelik dość mocno i wręcz zaproponował, że okazyjnie odstąpi mi swój modelik, którego zamierza się pozbyć. Nie szukałem więc modelika, na rynku wtórnym, bo liczyłem na modelik od kolegi. Ponieważ z kolegą widujemy się nader rzadko, czas mijał, a  ja jakoś specjalnie nie przypominałem koledze o Taunusie. Po kilku miesiącach lub po roku, kolega zmienił zdanie i uznał, że modelik Taunusa TC3 nie jest najgorszy i zostawi go sobie. Zacząłem więc powoli rozglądać się za modelikiem Taunusa na giełdach i na Allegro, ale sprawa nie okazała się wcale taka prosta i dopiero pod koniec maja udało mi się wylicytować go na Allegro. Aukcję wygrałem choć na modelik było jeszcze 2 chętnych. Cena końcowa wyszła 19 zł, a więc całkiem rozsądna. Licytując specjalnie wybrałem aukcję z lokalizacją w Warszawie, przeszukując Allegro wg odległości 10 km od domu i jeszcze kilku innych lokalizacji (czyli kodów pocztowych).

Następnego dnia, po zakończeniu aukcji zadzwoniłem do sprzedającego i zaproponowałem, że odbiorę modelik osobiście na Kępie Potockiej. Po modelik miałem zamiar pojechać rowerem robiąc sobie całkiem sympatyczną wycieczkę. Niestety w trakcie rozmowy okazało się, że pod adresem przesłanym przez Allegro sprzedający od dawna już nie mieszka, zaś w aukcji nie była zaznaczona opcja „odbiór osobisty”. Trochę się zdenerwowałem, bo gdybym wiedział, że podana w aukcji lokalizacja – Warszawa jest nieaktualna, w ogóle bym go nie licytował. Wysłałem e-mail do serwisu Allegro z prośbą o anulowanie aukcji. Po dwóch dniach otrzymałem taką oto odpowiedź:

Witam.

Panie Pawle – nie mam możliwości technicznych, aby anulować Pana zakup. Jeśli chce Pan odstąpić od umowy, proszę ustalić tę kwestię ze Sprzedającym.
Pozdrawiam,

Z serwisu Allegro korzystam od ponad 10 lat, ale odpowiedź trochę mnie zaskoczyła. Teraz będę uważał i dokładnie sprawdzał każdą aukcję.

W trakcie wymiany korespondencji ze sprzedającym najpierw okazało się, że mieszka on w odległym od Warszawy o ponad 30 km Grodzisku Mazowieckim. Początkowo miałem zamiar poprosić mojego chrześniaka o odebranie modelika, jednak kiedy poprosiłem sprzedającego o dokładny adres okazało się, że modelik można odebrać nie w samym Grodzisku, a w miejscowości odległej o kilka kilometrów od położonego za Grodziskiem Jaktorowa. Całe szczęście, że jej nazwa wydała mi się znajoma. Zadzwoniłem do kolegi z centrali mojej firmy, który od niedawna mieszka w tej miejscowości i który stwierdził, że odbiór modelika nie będzie dla niego problemem.

Decyzja o odbiorze osobistym i nie płaceniu za przesyłkę okazała się słuszna. Kiedy odebrałem modelik od kolegi i rozpakowałem go, okazało się, że ma on pewną dość przykrą wadę: Krzywo wklejone lewe lusterko i jest to najprawdopodobniej modelik „po reklamacyjny”.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Taunus, może niekoniecznie w wersji TC3, a raczej we wcześniejszej wersji TC2, zawsze był samochodem który mi się podobał. Był to w latach 70-tych najbardziej rozpoznawalny i chyba jeden z najbardziej popularnych modeli Forda. Zawsze chciałem mieć jego modelik. Niestety przez długie lata, żadna firma modelarska nie produkowała modelika „kanciastego” Taunusa w skali 1:43. Jakichś 7, czy 8 lat temu na rynku pojawił się modelik Taunusa TC3 w kolorze błękitny metalik. Modelik wyszedł w zapomnianej już dzisiaj serii IXO-Junior i choć na pierwszy rzut oka widać było, że jego wykonanie szczytów kunsztu modelarskiego nie prezentuje, zacząłem na niego polować. Modelik pojawiał się od czasu do czasu na Allegro, jednak zawsze było na niego kilku chętnych i w rozsądnej cenie nie udało mi się go kupić. Dlatego, kiedy w naszej serii „Kultowe Auta PRLu” ukazał się dokładnie ten sam modelik tylko pomalowany na biało, postanowiłem go kupić.

Modelik kupiłem z zamiarem zwaloryzowania go. Od samego początku miałem zamiar pomalować w nim na czarno ramki wokół okien bocznych, czego producent modelika nie zrobił, a co w wypadku Taunusa jest niestety koniecznością, aby modelik przypominał prawdziwy samochód.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Sama operacja jest w przypadku Taunusa dość kłopotliwa do wykonania. Wymaga wymontowania z modelika szyb bocznych, które są przynitowane od wewnątrz do dachu. Ponadto samo malowanie jest wyjątkowo „upierdliwe” bo Taunus ma  pomalowane srebrną farba ramki wokół okien bocznych i wnęki okien trzeba pomalować tak, aby tych ramek nie zamalować. Jest to kłopotliwe zwłaszcza na dolnych krawędziach okien. Wnęki malowałem dwukrotnie czarną farbą. Najpierw farbą połyskową, bo ta dobrze przylega do podłoża, a później jeszcze raz farbą matową, aby uzyskać właściwy efekt. Zanim jednak zabrałem się za malowanie musiałem się uporać z krzywo przyklejonym lusterkiem.

Lusterko zostało obsadzone w karoserii tak, jak w większości modeli, na maleńkim milimetrowym bolcu. Zazwyczaj lusterko udaje się „wypchnąć” od środka przy pomocy drutu, naciskając silnie na bolec od wewnątrz karoserii. W przypadku Taunusa sztuczka się jednak nie udała, gdyż bolec został w karoserię najprawdopodobniej wklejony klejem kontaktowym. Takie mocowanie jest dość kłopotliwe do rozłączenia, jednak i na to znajdzie się jakiś sposób. W Taunusie napuściłem w miejsce mocowania lusterka kropelkę spirytusu i chwilę odczekałem. Następnie zacząłem wypychać drutem bolec mocujący od środka i w końcu lusterko wyskoczyło z gniazda, jednak razem z lakierem, do którego było przyklejone, Przy tej operacji odprysk lakieru zahaczył o górną część płata drzwi i ubytek trzeba było wypełnić białą farbą. Po wypchnięciu cała powierzchnia lusterka jaka przyległa do karoserii, wymagała oczyszczenia z lakieru. Po zrobieniu tego, wkleiłem lusterko do karoserii jeszcze raz, ale już we właściwym ustawieniu. To samo zrobiłem z lusterkiem prawym, które co prawda nie było aż tak źle wklejone jak lewe, ale też trzeba było jego ustawienie poprawić.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Doświadczenie z lusterkiem przydało się klika dni później, kiedy postanowiłem poprawić nieco tył modelika. Tym samym sposobem, co lusterka, wypchnąłem z karoserii zamocowane na dość długich i cienkich bolcach lampy tylne. Było to konieczne, gdyż dopiłowania wymagały narożniki tylnych błotników w miejscach przylegania do lamp. Przy okazji okazało się, że lampy tylne nie są wykonane z czerwonego tworzywa, ale malowane. Kropelka spirytusu wpuszczona od środka karoserii w miejsce mocowania zaczęła rozpuszczać czerwoną farbę, a ta zaczęła brudzić białą karoserię. Niestety próba zmycia farby z górnej części lamp się nie powiodła i migacze pomalowałem zwykłą pomarańczową farbą.

Taunus od początku okazał się w pewnym sensie pechowy. Nie tylko problemy z jego odbiorem przyprawiły mnie o ból głowy, ale w trakcie jego waloryzacji zdarzyło się też coś, z czym też się wcześniej nie spotkałem. Kiedy po wyjęciu z opakowania odkręciłem jego podwozie, okazało się, że nie da się go dobrze przykręcić. Śrubki odkręcałem i wkręcałem kilka razy, a podwozie dalej „kiwało się” w karoserii. Zacząłem więc śrubki „dociągać” czyli dokręcać mocniej. Z przodu się to udało, ale z tyłu w trakcie tej operacji w łbie śrubki ukręciło się nacięcie pod śrubokręt krzyżakowy, a podwozie dalej nie było właściwie przykręcone. Przypadek przykry, zwłaszcza, że mimo obcowania z modelami od wielu wielu lat, przytrafił mi się po raz pierwszy. Na początku nie bardzo wiedziałem co zrobić. Próbowałem wpić nieco większy płaski śrubokręt w łeb śrubki przy pomocy młotka, jednak śrubka wykręcić się nie dała. Ale od czego różne narzędzia w moim warsztacie. Po kilku nieudanych próbach wykręcenia śrubki postanowiłem ją z podwozia wyciąć. Wpijałem czubek nowego, szpiczastego nożyka modelarskiego w plastik tuż obok łba. W ten sposób udało mi się w końcu wykonać tyle nacięć, że w którymś momencie udało mi się wyrwać płytkę podwozia z zakleszczonego mocowania. Uszkodzoną śrubkę wykręciłem już potem bez problemu szczypcami i zastąpiłem nową. Odcięty okrągły kawałek plastiku, który znajdował się pod łbem śrubki wkleiłem z powrotem w płytę podwozia.

Już myślałem, że pechowych przygód z Taunusem wystarczy. Ale gdzież tam. Na koniec, już po wszystkich poprawkach okazało się, że zdjęcia, jakie robię zazwyczaj innym modelikom na parapecie okna, na balkonie, w przypadku Taunusa nie udały się i sesję zdjęciową musiałem powtórzyć.

Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa drugiego modelika z serii „Kultowe Auta PRLu”, który ostatnio kupiłem. Od samego początku miałem zamiar go kupić i kupiłem. Rano 14 maja, kiedy się ukazał, pomaszerowałem po prostu do zaprzyjaźnionego „kultowego” kiosku, wybrałem jeden z kilku wystawionych tam modelików i zapłaciłem 27 złotych.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Volvo 343 nie każdemu się zapewne podoba, jednak ja zwróciłem uwagę na ten samochód i zapamiętałem go dobrze jeszcze w okresie studiów. Samochód w PRL nie był może zbyt popularny, ale w Warszawie można go było dość często spotkać. Samochód był o tyle ciekawy, że został zaprojektowany jako DAF, a sprzedawany jako Volvo. Karoseria samochodu pod koniec lat 70-tych była naprawdę nowoczesna i zawsze mi się podobała, zwłaszcza jej część tylna.

229. Kultowe 5

Przy modeliku Volvo właściwie nie grzebałem. Jedyną rzeczą, jaką zrobiłem, to wymontowałem reflektory, dopasowałem je nieco lepiej do wnęk w karoserii i osadziłem z powrotem nieco głębiej tak, aby ich chromowane ramki jak najmniej z karoserii wystawały.

229. Kultowe 6

Dzisiaj późnym popołudniem wybraliśmy się z żoną na spacer z Powiśla na Agrykolę. W drodze powrotnej przechodziliśmy obok Zamku Ujazdowskiego, gdzie na parkingu z daleka dostrzegłem dawno nie widziane prze ze mnie auto – Forda Taunusa TC3 w stanie praktycznie oryginalnym. Po obejrzeniu oryginału stwierdziłem, że to co tutaj napisałem jest niestety prawdą. Z obydwu prezentowanych tu modeli zdecydowanie lepiej wykonane jest Volvo. Jednak mimo wad i konieczności przeróbek modelik Taunusa też mnie cieszy.

pozdrawiam

198. Historia długa jak ten blog – Ford Transit

Z ostatniej chwili:

198. Ford 1

Bodajże pod koniec 2004 roku zadzwonił do mnie kolega, z którym wymieniam się informacjami o modelach i od czasu do czasu się spotykam. W trakcie robienia przedświątecznych zakupów, w drogerii Rossman trafił tanie modele firmy Cararama. Modeliki były naprawdę tanie (kosztowały po 9 zł) zakupił więc 4 sztuki w różnych wersjach i kolorach. W styczniu 2005 roku pojechałem do niego na „coroczne modelikowe spotkanie” i podzieliliśmy się zdobyczami. Kolega kupił po 2 modele: Forda Transita (żółty furgon i srebrny mikrobus) oraz Renault Traffic (biały furgon i czerwony mikrobus). Ponieważ miał pierwszeństwo w ich wyborze, sobie zostawił furgonetki, a mi przypadły w udziale mikrobusy.

Pokazany w mojej galerii czerwony Traffic był zdecydowanie lepiej wykonanym i po niewielkich poprawkach i dopasowaniu przedniego zderzaka do nadwozia, trafił najpierw do mojej witryny, później do pudła nr 7, a kilka lat temu (już tylko jako zdjęcie) na blog.

Z Transitem sprawa wyglądała inaczej. Modelik nie wyglądał najlepiej, miał szpary, niedokładnie spasowane elementy i nieładne „bulwy” na górnych krawędziach przednich błotników. Kolega jednak wolał zdecydowanie żółtego furgona, więc za 9 zł modelik od niego wziąłem. Trafił od razu na najwyższą półkę mojej dzisiaj już „starej” witryny, na której stoi od lat kilka modeli rozgrzebanych lub wymagających gruntownych remontów. Za jego poprawki zabrałem się chyba jeszcze w 2005 roku, bo zaraz po uruchomieniu bloga, przy okazji podsumowania całorocznych zakupów 2006 , (we wpisie nr 20 ), a więc na samym początku mojej blogowej kariery zamieściłem takie oto zdjęcie:

198. Ford 2

Nie pamiętam już kiedy zostało ono zrobione (najprawdopodobniej jeszcze w 2005 lub 2006 roku), ale pamiętam czego dotyczyło.

Zaraz po odebraniu modelika od kolegi, zabrałem się za poprawki atrapy i świateł. Elementy te nie były dobrze dopasowane i między światłami, a atrapą oraz między atrapą a maską były brzydkie, a na dodatek nierównomierne szczeliny. Najpierw dopasowałem atrapę do maski i zlikwidowałem pierwszą szparę, później dopasowałem reflektory do atrapy tak, aby szczeliny między nimi a atrapą były przynajmniej po lewej i po prawej stronie takie same. Modelik miał jednak sporo innych wad. Został zaprojektowany jako zabawka i ma otwierane drzwi. Ich wykonanie pozostawiało jednak wiele do życzenia. Z przodu między drzwiami a błotnikiem była duża i brzydka szpara (około 1 mm) zaś z drugiej strony szczeliny prawie nie było. Postanowiłem temu zaradzić. Rozebrałem modelik i roznitowałem bolce na których obracają się zawiasy. Następnie otwory w zawiasach wypełniłem żywicą. Kiedy zastygła wywierciłem w zawiasach nowe otwory w nieco innym miejscu. W ten sposób udało się drzwi przesunąć do przodu (po ok 0,5 mm) i zmniejszyć brzydką dużą szparę między drzwiami a błotnikami przednimi.

Aby drzwi nie otwierały się same i nie „latały” luźno, trzeba je było teraz jakość dodatkowo zabezpieczyć. W tym celu, po kilku przymiarkach i próbach wykonałem ze styropianu specjalną wkładkę, która wchodzi między podwozie a nadwozie i podtrzymuje zawiasy od dołu. (Widać ją na zdjęciu między drzwiami a nadwoziem). Ta nieco prowizoryczna na pierwszy rzut oka metoda sprawdziła się i okazała się jak najbardziej skuteczna.

Kolejną wadą jaką modelik miał była nie najlepiej dopasowana do swojego otworu szyba przednia. Na zdjęciu widać wymontowaną z modelika deskę rozdzielczą. Jest ona zamocowana do nadwozia na bolcu, o który jednocześnie opiera się wystająca z szyby przedniej płetwa podtrzymująca szybę od dołu. Modelik w ogóle ma dość skomplikowaną budowę (w fachowej terminologii w takich przypadkach używa się pojęcia „przekonstruowany”, co oznacza budowę ze zbyt dużej liczby czasem zupełnie niepotrzebnych elementów). Samo jego rozebranie nastręczyło mi sporo kłopotu. Całe szczęście, że podczas wielu jego przeróbek rozbieranie i składanie modelika opanowałem już do perfekcji.

Po tych poprawkach Transit wymagał jeszcze usunięcia jednej bardzo przykrej i bardzo widocznej wady. Otóż na górnych narożnikach przednich błotników (na bocznych trójkątach nad lampami) zarówno po jednej jak i po drugiej stronie miał kilkumilimetrowe, nieoszlifowane przed polakierowaniem „bulwy” – wypływki, powstałe w miejscu podziału formy, w której odlewane było jego nadwozie. Spiłowanie ich nie nastręczyło problemu, ale kłopotem okazało się pomalowanie całych górnych części błotników tak, aby nie odróżniały się widocznie od reszty nadwozia.

Modelik pomalowany jest na srebrny metalik i (jak każdy prawdziwy metalik) pokryty jest dodatkowo błyszczącą warstwą lakieru bezbarwnego. Pomalowanie tak małych elementów można właściwie wykonać tylko pędzlem. Ale o ile malowanie pędzlem zwykłą połyskowa farbą (np. białą czy czerwoną) nie nastręcza specjalnych trudności, o tyle malowanie pędzlem farby metalizowanej jest kłopotliwe. Po kilku próbach pomalowałem górne części obydwu błotników błyszczącą farbą Hubroll 191 Gloss. Aczkolwiek tego akurat pewny do końca nie jestem, bo robiłem to kilka lat temu. Miałem też do dyspozycji jeszcze nową zwykłą srebrną farbę Hubroll 11 i do końca nie pamiętam którą farbą błotniki pomalowałem. Robiłem to jednak inaczej niż zazwyczaj, a mianowicie najmniejszym pędzlem nr 0 rozprowadzałem szybko i równomiernie niewielką ilość farby na całej malowanej powierzchni. (Zazwyczaj maluję całe elementy pędzlem znacznie większym – nr 3 lub 4). O ile błotnik lewy udało się pomalować niemal idealnie i nie było smug, a powierzchnia miała połysk, o tyle błotnik prawy nie wychodził najlepiej. Był matowy i widać było na nim drobne smugi. W pewnym momencie uznałem, że jak jest może być, a gdy znajdę czas to poprawię. Naprawy modelika choć robione „na raty” ciągnęły się już wtedy chyba ze dwa lata, modelik jakoś wyglądał i dalszej zabawy przy nim miałem serdecznie dość. Ponieważ uznałem, że jeszcze trzeba go trochę „dopieścić” nie schowałem go do pudełka (jak to robię w przypadku modeli poprawionych), ale odstawiłem na najwyższą półkę mojej witryny i tak modelik przeleżał na niej kilka kolejnych lat.

Transita wyjmowałem z witryny, przy okazji jej odkurzania i czasem go oglądałem. W międzyczasie wybuchło „kultowe szaleństwo” spowodowane pojawieniem się na rynku modeli polskich samochodów, do kolekcji doszło około 180 nowych modeli, wykonałem wiele opisanych na tym blogu przeróbek, odrestaurowałem kilka wraków, a Transit stał spokojnie na „remontowej” półce czekając niejako na „święty nigdy”.

Rok temu nie pamiętam przy jakiej okazji wyjąłem go z witryny, obejrzałem i doszedłem do wniosku, że nad ponownym malowaniem błotników nie ma się co pastwić, ale trzeba poprawić pas przedni, bo to jest powodem, że modelik mimo włożenia w niego sporo pracy wciąż nie wygląda jak powinien. Z modelika wymontowałem zderzak wraz z atrapą , oskrobałem z farby i postanowiłem go lepiej dopasować do lamp. Na powierzchnie atrapy przylegające do lamp nakleiłem kawałki plastiku wycięte ze starych pokrywek do pudełek po lodach z Zielonej Budki. Tworzywa tego używam od wielu lat do wykonywania drobnych elementów i mam w domu pewien jego zapas, bo od chyba 10 lat już się go do pakowania lodów nie stosuje. Ma ono kilka zalet: Jest białe i dobrze się obrabia, ma równomierną grubość 0,6 mm, można je też bardzo skutecznie kleić zwykłym klejem modelarskim np. Chematic (jakiego też od lat używam). Po naklejeniu na zderzak paseczków wyciętych z pokrywek po lodach dopiłowałem elementy tak, że szczeliny między lampami a zderzakiem zniknęły. Ramka atrapy stała się przy tym szersza, a to z kolei spowodowało, że korekty wymagał wlot powietrza. Poprawiałem go nożykiem modelarskim. Kiedy uznałem że jakoś jest, zacząłem pas przedni malować. W tym samym czasie na drukarce wydrukowałem naklejkę z wzorem kratki wlotu powietrza w atrapie. Z pudełka po lodach wyciąłem płytkę i dopasowałem do wnęki w atrapie. Na płytkę nakleiłem wydrukowaną naklejkę, a starą oryginalną wkładkę imitującą kratkę wyjąłem z modelika, bo nie dość , że nie była do otworu w pasie przodu dobrze dopasowana to jeszcze kratka wlotu nie została na niej nadrukowana symetrycznie.

Niestety w trakcie malowania pasa przodu okazało się, że choć malowane powierzchnie są naprawdę niewielkie, to nie zostały wykonane idealnie i po pomalowaniu całość nie wygląda najlepiej. Próbowałem pomalować ramkę pasa przedniego po raz drugi, aby zalać farbą nierówności powstałe przy poprawkach atrapy, jednak nic to nie dało. Transit znów powędrował na górną „remontową” półkę witryny.

Pod koniec ubiegłego roku nabyłem na Allegro (za grosze) modelik Fiata 124 Spider. Modelik był „tuningowany” i zamiast normalnych kółek miał specjalne kółka do „rasowania” modeli w skali 1:43. Koła okazały się do modelika 124 nieco za duże, przez co nie obracały się, ale też okazały się znacznie więcej warte niż zapłaciłem za sam modelik. Do Fiata zamontowałem koła od „kultowego” pickupa 125p, a tuningowe felgi postanowiłem też jakoś wykorzystać. Zamontowałem je do starego, kupionego jeszcze na flohmarku w Niemczech modelika Porsche 934 firmy Solido. Wymagał on przy tym sporej przeróbki podwozia, więc przy okazji postanowiłem też poprawić w nim ubytki lakieru (modelik kupiłem w 1986 roku jako używany). Ponieważ Porsche wymagało doszlifowania i pomalowania kilku elementów nadwozia, musiałem srebrną błyszczącą farbę dobrze wymieszać. A skoro już ją wymieszałem, po pomalowaniu Porsche postanowiłem dokończyć Transita, który jest w tym samym kolorze.

W poprzednim tygodniu byłem przeziębiony i musiałem kilka dni spędzić w domu. Miałem więc wreszcie trochę czasu, którego mi ostatnio ciągle brakuje, na pogrzebanie przy modelikach. Po skończeniu poprawek Porsche zabrałem się od razu za Transita. Kiedy rok temu odstawiałem go na półkę, przypuszczałem, że wiem dlaczego poprawka pasa przodu się nie udała. Pas przodu wraz ze zderzakiem wykonane są z czarnego tworzywa. Ja naklejając paseczki wypełniające szczeliny między lampami a pasem przodu (zarówno pod lampami jak i między nimi a pasem przodu po obu stronach atrapy) użyłem tworzywa białego. Takie zestawienie kolorów jest bardzo kłopotliwe jeśli kształt jakiejś powierzchni trzeba skorygować czy nawet tylko dopiłować. Po prostu w trakcie rzeźbienia nożykiem, czy piłowania nie widać dokładnie obrabianej powierzchni i nie jest możliwe uzyskanie odpowiedniej jej gładkości. Powierzchnia pod lakier (wszystko jedno, maleńka czy spora) musi być idealnie gładka, inaczej po pomalowaniu będzie widać każdą nierówność czy rysę, którą czasem w trakcie obróbki trudno jest czasem dostrzec.

Tym razem postanowiłem poprawić zrobiony rok temu niezamierzony błąd. Oskrobałem z farby cała ramkę atrapy. W obrębie wlotu powietrza zeskrobałem z niej też nieco białego tworzywo po bokach atrapy i na wierzch nakleiłem drobniutkie kawałki tworzywa czarnego. Kiedy atrapa wyschła dopiłowałem powierzchnię górną (pod maską) pilnikiem. A kształt wnęki wlotu zacząłem ponownie rzeźbić nożykiem. Tym razem rzeźbienie w tworzywie o jednolitym kolorze dało znacznie lepszy efekt. Kiedy uznałem, że wreszcie atrapa ma właściwy kształt pomalowałem ją. Po tej ostatniej operacji poszerzona atrapa wreszcie wygląda tak jak powinna. A Transita mogę po 8 latach schować wreszcie do pustego pudełka w moim pudle nr 7.

pozdrawiam

121. Legendarne samochody – Ford Model T 1911 i 1914

W ubiegłą środę, w kioskach ukazał się pierwszy numer z nowej serii „Legendarne Samochody”. Ta zupełnie nowa seria modeli aut w skali 1:43 jest dziełem wydawnictwa AmerCom, które jest już na rynku kolekcjonerskim obecne od kilku lat, jednak tym razem postanowiło temat modeli samochodów potraktować poważniej, widząc zapewne sukces jaki odniosły „Kultowe Auta PRL” wydawnictwa de Agostini. W pierwszym, a zarazem promującym całą serię numerze dostaliśmy do ręki modelik przedstawiający jeden z najważniejszych samochodów w historii motoryzacji.

Ford Model T pojawił się w roku 1908 i byłby zapewne autem dawno zapomnianym, gdyby nie prestiżowy konkurs Car of the Century, jaki w końcówce XX wieku międzynarodowe środowisko dziennikarzy motoryzacyjnych zorganizowało z okazji przełomu tysiąclecia. W konkursie tym dziennikarze z 33 krajów, za  najważniejszy i mający największy wpływ na motoryzację XX wieku samochód uznali właśnie Forda T. „Tin Lizzy„, bo tak był on potocznie nazywany, w pełni na tę nagrodę zasłużył. Jako pierwsze auto w historii był wytwarzany nie jednostkowo (jak inne samochody tamtego okresu), ale na taśmie produkcyjnej. Ponadto przy jego konstrukcji wprowadzono standaryzację części, co również ułatwiało eksploatację. Naprawy można było wykonywać bez specjalnych narzędzi, a standardowe części zamienne można było zamawiać w sklepach żelaznych i magazynach. Twórca auta Henry Ford położył nacisk na prostotę konstrukcji samochodu, co przyczyniło się do jego niezawodności i trwałości.

Dzięki tym wszystkim cechom Ford T odniósł niebywały sukces rynkowy. W latach 1908- 1927 wyprodukowano ponad 15 milionów egzemplarzy tego auta, co także dzisiaj jest liczbą wręcz niewiarygodną. Rekord produkcji jednego modelu, ustanowiony przez Forda T, został pobity dopiero 17 lutego 1972 roku, kiedy to z taśmy montażowej zakładów w Wolfsburgu zjechał Volkswagen 1302 o nr seryjnym 15.007.032.

We środę rano pobiegłem do znajomego kiosku i kupiłem 2 promocyjne modeliki z nowej serii (w cenie 4,95 zł każdy).

121. Ford 1

Modelik kupiłem, bo Ford T to samochód naprawdę legendarny. Od jakiegoś czasu chciałem mieć także modelik w najpopularniejszym kolorze auta -czarnym.

121. Ford 2

O Fordzie T, krąży obiegowa opinia, że „samochód można było zamówić w każdym dowolnym kolorze, pod warunkiem, że będzie to kolor czarny”. To legendarne hasło reklamowe przypisywano twórcy auta Henry Fordowi.

121. Ford 3

Nie jest ono jednak, ani autorstwa Henry Forda, ani też do końca prawdziwe. Otóż, aby zwiększyć wydajność fabryki w latach 1915-1925 Fordy T były rzeczywiście wytwarzane tylko w kolorze czarnym. Wynikało to z faktu, iż tak lakierując samochód, do jego produkcji potrzebna była tylko jedna linia lakiernicza, zaś czarny lakier nitro, jakim malowano samochody, sechł najszybciej.

Jako miłośnik motoryzacji i kolekcjoner modeli aut od wielu lat, miałem oczywiście w kolekcji modelik Forda T od dawna. Modelik ten z serii „Models of Yesteryear” firmy Matchbox nabyłem na pchlim targu (flohmarkiem zwanym) w miasteczku St Augustin, w RFN, w roku 1987. Jest to najprawdopodobniej najstarszy modelik w mojej kolekcji. Oznaczony symbolem Y -1 (B)  – pochodzi z pierwszej serii modelików Forda T, z 1964 roku. Jako że do tego rodzaju ” zabytków” nie mam specjalnie „nabożnego” stosunku, modelik został przeze mnie kilka lat temu nieco przerobiony.

121. Ford 4

Przeróbki dokonałem jednak w taki sposób, aby nie naruszyć zasadniczej konstrukcji modelika i w razie czego móc go przywrócić do pierwotnego, oryginalnego stanu.

121. Ford 5

Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem w modeliku, było powiększenie nieco jego rozstawu osi. Prawdziwy Ford T miał rozstaw osi 99 cali, co odpowiada wymiarowi 2514 mm.

Rozstaw osi modelika Matchbox w skali 1:43 był nieco za mały (chociaż oficjalna skala modelika to 1:42). Nie chcąc naruszyć konstrukcji podwozia, wykonałem specjalną oś przednią z mosiężnego drutu o średnicy 2 mm. Środkową część osi spiłowałem z jednej strony na płasko, do grubości ok 0,9 mm, zaś na końcach pozostawiłem okrągłe piasty, na których osadziłem koła. Rozpiłowałem też nieco otwory w podwoziu (pod oryginalną okrągłą oś), tak, aby spłaszczona część nowej osi przylegała do belki imitującej resor przedni, W tylną część otworów wepchnąłem nasączony klejem modelarskim styropian, który dopycha oś do przodu.

121. Ford 6

Takie rozwiązanie stwarza możliwość wymontowania nowej spłaszczonej osi i zamontowania z powrotem okrągłej osi oryginalnej. Przeróbka umożliwiła powiększenie pierwotnego rozstawu osi o ok 1,2 mm i uzyskanie wymiaru 57,5 mm, już tylko o niecały 1 mm mniejszego niż prawidłowy wymiar wg skali. Po tej przeróbce postanowiłem dorobić płaską przednią szybę. Wykonałem szybą nałożona na oryginalną ramkę okna. Środkowa poprzeczka szyby wykonana jest z drutu, przewleczonego przez maleńkie otworki. Następnie drut oplata oryginalną ramkę, dzięki czemu szyba jest do ramki przytwierdzona, po czym drut poprowadzony jest do wewnętrznych, niewidocznych krawędzi błotników, napiana całą konstrukcję, a jednocześnie imituje pręty stabilizujące przednią szybę, jakie występowały w starszych wersjach Forda T. To rozwiązanie również umożliwia zdemontowanie szyby i przywrócenie modelika do stanu pierwotnego.

Co do koloru, jak i wymiarowej dokładności modelika Matchbox zawsze miałem sporo wątpliwości. Zbierając jednak materiały do tego wpisu przekonałem się, że modelik wcale nie jest taki zły. Kolor modelika jest jak najbardziej wiarygodny, gdyż nie jest to modelik auta z lat 1915 – 1925, ale z roku 1911. Ponadto stary czerwony modelik jest szerszy od nowego modelika (czarnego) o ok 2,7 mm. To dużo jak na tę skalę i mogłoby wskazywać na to, że jeden z modelików został źle wykonany. Jednak tak wcale być nie musi !

Ford T, w odróżnieniu od wielu innych samochodów, był produkowany w dwóch wersjach rozstawu kół: standardowej – 56 cali  i szerszej – na specjalne zamówienie 60 cali – „for Southern roads”. Różnica tych dwóch wymiarów wynosiła więc 101,6 mm, co w skali 1:43 daje 2,4 mm. Bardzo trudno jest znaleźć wymiary zewnętrzne obu wersji samochodu, tak więc możliwe jest, że modelik Matchbox przedstawia właśnie ową szerszą wersję ” na drogi południa”.

121. Ford 7

Świeżo nabyty modelik czarnego Forda jakością wykonania (zwłaszcza zewnętrznych detali) też delikatnie mówiąc nie zachwyca, ale za tak śmieszną cenę szkoda go było nie kupić.

Porządny modelik tego samego Forda z 1914 roku zrobiła kilka lat temu niemiecka firma Minichamps (z okazji 100 lat istnienia firmy Ford). Modelik ten na pewno jest dużo lepszy zarówno od gazetowego AmerCom’a, jaki i od starego Matchbox’a, kosztuje za to tylko ok 140 zł.

121. Ford 8

Czy jednak warto aż tyle za niego zapłacić ?

pozdrawiam

114. WARSZTAT – Ford Fiesta 2002 – Zamiana modelika

To już czwarte Święta, które spędzę pisząc i przeglądając mojego bloga.

Przez miniony rok blog zanotował rekordową liczbę odwiedzin, ponad 250 tys. odsłon.

SERDECZNIE WSZYSTKIM DIĘKUJĘ I WCIĄŻ ZAPRASZAM

114. Ford 1

Nie samymi „kultowymi” człowiek żyje. Czytelnicy tego bloga przyzwyczaili się do moich opisów modeli aut z okresu PRL, ale ostatnio postanowiłem kupować tylko te modele z serii, na których naprawdę mi zależy. Nie kupiłem Syreny 105, bo chociaż modelik wygląda nieco lepiej od modelika 104, a błąd wykonania, na który zwróciłem uwagą w poprzednim wpisie, został w nim przez producenta nieco skorygowany (okna boczne są nieco dłuższe, a słupki cieńsze niż w 104) to jednak model nadal posiada dość dużo innych błędów bryły (tych samych zresztą co 104) i uznałem, że nie ma co kupować modelika kolejnej odmiany Syreny, a warto skupić się na tym co i jak w dotychczasowym modeliku poprawić. Nie kupiłem też Łady 2108 – Samary, bo modelik tego samochodu posiadam (jest to jeszcze oryginalny radziecki modelik) i uznałem, że nie ma sensu go dublować.

W mojej kolekcji, oprócz modeli samochodów zabytkowych, czy też modeli aut, których nie można już spotkać na ulicach, a które doskonale pamiętam z dzieciństwa, jest również miejsce na na modele samochodów współczesnych, zwłaszcza takich, które mi się podobają. Do takich właśnie aut należy niewątpliwie Ford Fiesta z 2002 roku.

Kiedy auto to pojawiło się na rynku, od razu zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Samochód wyglądał świeżo i ładnie. Jego poprzednik, będący właściwie gruntownie przestylizowanym modelem ładnej skądinąd Fiesty z 1989 roku, był naprawdę brzydki. Gdy ukazał się w 1995 roku, dziennikarze motoryzacyjni w jednym z tygodników ochrzcili go mianem „skrzyżowania żaby i odkurzacza”. Ford Fiesta z 2002 roku w przeciwieństwie do poprzednika nie jest obły lecz kanciasty, a ładne proporcje bryły, klasyczne prowadzenie linii nadwozia połączone z nowocześnie wkomponowanymi charakterystycznymi lampami przednimi i tylnymi stanową bardzo udaną kompozycję. Mimo, że właściwie już w 2000 roku postanowiłem moją kolekcję ograniczyć do modeli samochodów z XX wieku, w tym wypadku postanowiłem zrobić mały wyjątek i nabyć modelik Fiesty.

Okazja nadarzyła się dopiero w czerwcu 2007 roku. W tym czasie moi rodzice wyjechali do sanatorium, a ja pilnowałem ich mieszkania. W trakcie tego pobytu poza Warszawą, podczas tankowania na stacji Shell w Pruszkowie, natrafiłem na niedrogi i całkiem ładnie wyglądający modelik Fiesty firmy Hongwell-Cararama. Nie kupiłem go jednak od razu, ale dopiero po kilku dniach namysłu i dwóch bodajże rowerowych wycieczkach na ową stację benzynową. Modelik na pierwszy rzut oka, jak na autko za 16 zł wyglądał dobrze. Był starannie wykonany, przeszedł pewne poprawki w „warstacie” i właściwie na jakiś czas zaspokoił mój kolekcjonerski apetyt. Miał jednak niestety pewną irytującą mnie wadę. Na błotnikach nie było widać charakterystycznych przetłoczeń oddzielających szerokie, wystające na zewnątrz owalne pasy nad wnękami kół, od powierzchni błotników. Na początku myślałem, że jest to efekt zbyt grubo nałożonej farby i postanowiłem kiedyś ten błąd nieco poprawić.

Na jesieni ubiegłego roku zepsuł mi się komputer. Był w naprawie ponad 3 tygodnie, a ja większość wolnych wieczorów, zamiast „buszowania” w sieci, spędzałem w „warstacie”. Po naprawie i przeróbce kilku modeli, wziąłem do ręki Fiestę i zacząłem delikatnie rzeźbić nożykiem modelarskim i cyrklem ową charakterystyczną, brakującą linię na błotnikach. Ponieważ nie miałem dostępu do sieci, a samochód nie jest aż tak bardzo popularny jak jego poprzednie wcielenia i podczas wieczornych spacerów z psem nie natknąłem się na niego, poprawki robiłem z pamięci i „na oko”. Nie do końca się one niestety udały, zwłaszcza na błotniku przednim, więc gdy na Allegro zaczęły się pojawiać modele Fiesty firmy Minichamps zacząłem je obserwować i licytować. Niestety aukcje modelików nowych i kompletnych, z uwagi na budżet, mocno nadszarpnięty zakupami modeli „Kultowych Aut PRL”, przegrywałem. Dlatego gdy na Allegro pojawił się modelik uszkodzony postanowiłem zaryzykować.

114. Ford 2

Modelik był dość mocno uszkodzony. Brakowało w nim antenki, lusterek, wycieraczki szyby tylnej, a więc można się było również spodziewać  innych ewentualnych wad, w postaci popękanych szyb, czy uszkodzeń lakieru. Cena wywoławcza (10zł) jak i koszt przesyłki (list polecony – 6 zł) były jednak zachęcające. Podjąłem ryzyko i jako jedyny chętny modelik wygrałem.

Gdy modelik przyszedł, okazało się, że lakier jest praktycznie jak nowy i nie ma żadnych widocznych otarć. Spolerowania wymagała natomiast przednia szyba, która była czymś pochlapana, a ponadto ma niewielkie pękniecie, widoczne jednak tylko pod pewnym katem.

Do naprawy zabrałem się od razu. Najpierw dorobiłem wycieraczkę szyby tylnej. Większym wyzwaniem okazała się antenka, jednak doświadczenie jakie zebrałem w trakcie dorabiania (piłowania) wycieraczki, okazało się bardzo przydatne i antenkę dorobiłem z tego samego materiału, właściwie tym samym sposobem.

114. Ford 3

Do dorabiania lusterek postanowiłem się jednak przygotować nieco lepiej niż czynię to zazwyczaj. Na firmowym parkingu stoi Fiesta kolegi. Pomierzyłem więc linijką jej lusterka i wykonałem szkic. Poza tym inaczej niż w przypadku opisywanego tutaj niedawno modelika Volvo, oba lusterka dorabiałem jednocześnie z jednego kawałka materiału.

Naprawa modelika nie nastręczyła mi specjalnych trudności, może poza sposobem zamocowania lusterek, które wymagało kilku dni namysłu. Lusterka postanowiłem w końcu zamocować „na sztyfcie” (inaczej niż w przypadku Volvo). Mocowanie takie polega na tym, iż w lusterku i modeliku wierci się otworki 0,8 mm i w nie wkłada się wykonany z miękkiego drutu (w tym przypadku po ogniach sztucznych) metalowy sztyft, na którym lusterko się trzyma.

Oto modelik po naprawie:

114. Ford 4

114. Ford 5

114. Ford 6

Naprawa trudności nie nastręczyła, wymagała jednak sporo czasu i cierpliwości. Dlatego też, w ostatnim czasie, nie byłem w stanie dokonać żadnego nowego wpisu na blogu, ani nawet odpowiadać regularnie na komentarze. Proszę więc o odrobinę wyrozumiałości i

pozdrawiam