Tag: Skoda

254. Kultowe Auta PRL – Skoda 105S

Do czego może się przydać stara guma do żucia?  Na to pytanie odpowie ten wpis.

Wiem, że czytelnicy bloga czekali dość długo na prezentację choćby jednej Skody.  Tak, kupiłem wszystkie trzy, jakie w serii „Kultowe Auta PRL” ukazały się wiosną. Jednak wszystkie trzy wymagały  „dopieszczenia”, aby można było je tu zaprezentować. W modeliku 110R, w trakcie poprawek urwał się odbłyśnik w jednej z lamp. Na razie jest przyklejony gumą do żucia, ale wciąż myślę o poważnej naprawie. Skoda 1201 jest właściwie gotowa (pokazywałem jej zdjęcie na forum ), ale wciąż zastanawiam się nad poprawką tylnego zderzaka (chcę go podnieść nieco do góry). Kupiona w środę, 20 maja Skoda 105S, od początku bardzo mi się podobała, ale też wymagała poprawki:

Skoda 105-2symulacja

To zdjęcie to „symulacją” po pierwszej poprawce, ale przed ewentualną właściwą. (Więcej informacji też było na forum). Wiem, że się powtarzam, bo ten wstęp, to właściwie 1:1 cytat z wpisu sprzed dwóch miesięcy. Ale teraz postanowiłem go przypomnieć, z racji tego, że wreszcie znalazłem chwilę czasu, aby właściwą i planowaną już od zakupu modelika poprawkę wreszcie zrobić.

Udało się to w ubiegły weekend. W piątek późnym wieczorem, po powrocie z pracy, wizycie u mamy (którą wciąż z racji jej podeszłego wieku codziennie odwiedzam) oraz cotygodniowych zakupach, usiadłem wreszcie przed telewizorem. A, że program nie był zbyt ciekawy, wyciągnąłem z gablotki opisywanego tu jakiś czas temu Bentleya S2. Przyjrzałem mu się i zauważyłem, że znaczek na atrapie chłodnicy jest odrobinę przekrzywiony. Dotknąłem go delikatnie i .. znaczek od razu „odleciał”. Rzuciłem się od razu na podłogę i na kolanach zacząłem go szukać. To nie pierwszy tego rodzaju przypadek w mojej kolekcjonerskiej karierze, kiedy od jakiegoś modelika odpada jakaś drobinka. W szukaniu takich drobinek mam już spore doświadczenie, toteż i tym razem znaczek, który jest wielkości pestki od maliny, udało się dość szybko znaleźć. Po obejrzeniu modelika okazało się, że wcale się nie ułamał. Po prostu zwyczajnie odkleił się od atrapy.

Następnego dnia w sobotę (25 lipca), wstaliśmy dość późno. Był upał, aby jednak nie marnować czasu wybrałem się rowerem na bazar przy Namysłowskiej, na którym nie byłem chyba od ubiegłej jesieni. Na bazar dotarłem po dwunastej, jednak z powodu upału (było ok.31 stopni) większość sprzedających już się spakowała i około 13-tej, bazar niemal opustoszał. Nie trafiłem na nim niczego ciekawego, choć miałem w ręku modelik Citroena z serii „Taksówki Świata”, ale nawet za 8 zł nie skusiłem się na kolejny modelik BL 11 (Traction Avanat). Pierwotnie miałem zamiar podjechać jeszcze do kilku sklepów, ale upał był tak dotkliwy, że od razu wróciłem z Namysłowskiej prosto do domu. Tego dnia nie chciało się nam nawet robić obiadu, z lodówki wyciągnęliśmy po prostu butelkę mleka, otworzyliśmy kupione w piątek chrupki, i tak na obiad zjedliśmy typowo „śniadaniowy” posiłek.

Po południu wybraliśmy się na glinianki do Zielonki. Jednak z powodu upału zbieraliśmy się dość długo i dotarliśmy tam tuż przed 17-tą, kiedy już zaczęło się chmurzyć. Po pół godziny leżenia na trawie postanowiłem się wykąpać. Kiedy pływałem chmur na niebie było coraz więcej i pływając cały czas obserwowałem pogodę. Na gliniankach mieliśmy zamiar trochę posiedzieć, jednak tuż po 18-tej złożyliśmy koc i poszliśmy szybko do samochodu. Zdążyłem ruszyć i już po przejechaniu kilkuset metrów pierwsze krople deszczu zaczęły uderzać w karoserię. Po chwili rozszalała się burza na tyle silna, że po przejechaniu kilku kilometrów musiałem zjechać na stację benzynową, aby chwilę przeczekać najgorszą ulewę. Do domu wróciliśmy około 20-tej, zahaczając po drodze o centrum handlowe. Było więc jeszcze trochę czasu, aby przy niewdzięcznej pogodzie na zewnątrz pobawić się trochę modelikami. (Temperatura w Warszawie, w ciągu kilku godzin spadła z 32 do 19 stopni).

Po powrocie z glinianek od razu zabrałem się za naprawę Bentleya. Po obejrzeniu go przez lupę, zauważyłem, że na górnej części atrapy, tuż przed zagłębieniem, w które wklejony był znaczek, znajduje się nadruk z imitacją plakietki Bentleya, którego wcześniej w ogóle nie zauważyłem. Oderwany znaczek jest maleńki, ma tylko 2 mm wysokości (razem z wpuszczoną w atrapę podstawką). Wklejenie takiej drobinki klejem kontaktowym, nawet w żelu, nie dość, że jest trudne, bo trzeba to zrobić szybko. Nie zawsze jest skuteczne, bo kleju trzeba nałożyć bardzo mało i potrafi on wyschnąć, zanim właściwie ustawi się względem siebie klejone elementy, a wtedy połączenie w ogóle „nie złapie”. Po drugie, klejenie tuż obok nadruku ze znaczkiem jest ryzykowne, bo nie zawsze za pierwszym razem udaje się trafić klejonym elementem we właściwe miejsce i łatwo powierzchnie obok tego miejsca uszkodzić. Dlatego też tym razem zdecydowałem się wkleić znaczek w atrapę na gumę do żucia.

Moje dotychczasowe doświadczenia z używaniem jej do mocowania drobnych elementów są jak najbardziej pozytywne. (W pokazanym w albumie obok modeliku Austina Healey 3000, opisanym również na blogu, dorobione przeze mnie lampy przednie są przyklejone do karoserii właśnie gumą do żucia. Siedzą w niej dość pewnie od ponad 10 lat i żadna z nich sama nigdy się nie odkleiła). Gumy do żucia użyłem również do pierwszej poprawki Skody 105S (widocznej na zdjęciu powyżej). Połączenie takie jest dość skuteczne – przyklejony element sam nigdy nie odpadnie, a do tego połączenie jest czyste, co nie zawsze udaje się uzyskać przy użyciu różnego rodzaju klejów.

Skodę 120S kupiłem w maju i od razu zabrałem się do jej poprawki. Zaraz po zakupie sądziłem, że tak jak w wielu „kultowych” modelikach wymontuję z niej odbłyśniki lamp (maleńkie mocowane na bolce okrągłe przezroczyste wkładki o kształcie „grzybka”), pomaluję powierzchnie pod nimi srebrną farbą i zamontuję z powrotem. Powierzchnia pod odbłyśnikami – wnęki w czarnej atrapie, nie zostały fabrycznie pomalowane i właściwie reflektory były w modeliku prawie niewidoczne. Niestety okazało się, że „grzybki” mają dość długie bolce, które siedziały nie tylko w czarnej atrapie, ale również w otworach w karoserii (pod atrapą). Na domiar złego nie zostały w nią tylko wciśnięte, ale wklejone. Wypchnąć się tego „od tyłu”, czyli od strony karoserii, nijak nie dało i już przy pierwszej właściwie próbie wypchnięcia „kapelusz” z prawego odbłyśnika odłamał się od mocującego go w karoserii bolca. Podkleiłem go srebrną samoprzylepną taśmą aluminiową. Brzegi taśmy dociąłem żyletką. To samo zrobiłem z drugim i tak poprawione odbłyśniki wkleiłem do atrapy na gumę do żucia. Efekt pokazałem jeszcze w maju, na zacytowanym tu zdjęciu powyżej. Po prawej stronie został pokazany modelik po pierwszej „majowej” poprawce, po lewej „symulacja”, jak reflektory powinny wyglądać.

Modelik po pierwszej poprawce wyglądał nieco lepiej, jednak z poprawki nie byłem w pełni zadowolony. Fabryczne odbłyśniki były po prostu za małe. Początkowo sądziłem, że podklejeni ich odblaskową srebrną taśmą powiększy je optycznie na tyle, że będzie OK. Jednak kiedy modelik stał w słabo oświetlonej gablotce w rogu pokoju, od razu  było widać, że modelik ma za małe reflektory.

Toteż w sobotę, zaraz po naprawie Bentleya, zabrałem się za Skodę. Wydłubałem z atrapy jeden z fabrycznych odbłyśników. Na tyle, na ile udało się go pomierzyć, wyszło, że ma ok 2,8 mm średnicy. W atrapie i karoserii pod nią rozwierciłem otworek po starym bolcu. Z witryny wyciągnąłem pudełeczko po tik takach, w który trzymam różne drobne i „wyjątkowo cenne” części zamienne do moich modelików. W pudełeczku są lampy przednie od Ify F8 , DKW 3/6, odbłyśniki od Mercedesa 320D i trochę innych części. Znalazłem w nim też odbłyśniki wydłubane z kupionego na bazarze na Namysłowskiej wraka Warszawy Welly. Do tej pory nie miałem pomysłu na ich wykorzystanie, bo były do większości modelików za małe. Postanowiłem więc przymierzyć je do Skody. Okazały się prawie dobre, ale nieco za duże i też wymagałyby dopiłowania. Oglądałem je pod lupą i w końcu odłożyłem. Może przydadzą się do innego modelika bez ich przerabiania.

Postanowiłem dorobić nowe, nieco większe odbłyśniki i zamocować je do atrapy tak samo, jak przerobione fabryczne, czyli   gumą do żucia.  Z moich pomiarów wyszło, że te nowe powinny mieć ok 3,2 mm średnicy, a więc około pół milimetra więcej niż fabryczne:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Na zdjęciu powyżej po lewej stronie jest odbłyśnik fabryczny, odłamany od bolca mocującego i podklejony taśmą odblaskową, po prawej przyklejony gumą do żucia do ostrza nożyka modelarskiego odbłyśnik, dorobiony jako pierwszy, (w modeliku lewy).

Dorabianie takich drobinek (proszę zwrócić uwagę na ich wielkość w stosunku do żyletki) nie jest sprawą prostą. Najpierw trzeba zrobić „surówkę”, czyli okrągłą płytkę, którą później się dopiłowuje, nadając ostateczny kształt. „Surówki” – sztuk 2 postanowiłem po pewnym namyśle, wyciąć ze znalezionej w jednej z szuflad z rupieciami przezroczystej plastikowej łyżeczki. Jej rączka miała  1,5 mm grubości, a więc w sam raz. Najpierw wycinałem cyrklem (a właściwie zerownikiem) uzbrojonym w 2 igły kółeczka o średnicy 3,5 mm. Metoda taka jest dość szybka i skuteczna, ale w przypadku wycinania podkładek z miękkiego plastiku o grubości do 0,5 mm. W przypadku dość twardego i grubego plastiku (jakim była łyżeczka) operacja jest bardzo żmudna. Kiedy cyrkiel wyżłobił w łyżeczce kółko o głębokości 0,5 mm porzuciłem go. Do pokazanej na zdjęciu powyżej oprawki od nożyka, zamontowałem ułamaną igłę krawiecką i zacząłem rowek pogłębiać. Kiedy był już wystarczająco głęboki, przebiłem plastik na wylot, do oprawki zamontowałem nożyk-piłkę i zacząłem wycinać „surówkę” ostatecznie.

Za dorabianie odbłyśnika zabrałem się w sobotę, po naprawie Bentleya. Zanim zastanowiłem się, jak Skodę poprawić, zanim znalazłem odpowiedni materiał, zanim wyciąłem „surówkę” była już niedziela, dobrze po pierwszej w nocy. Nie dałem jednak za wygraną i zacząłem dopasowywać surówkę do wnęki w atrapie. Kiedy już była prawie dopasowana, maleńka przezroczysta drobinka (o średnicy nico ponad 3 mm i grubości 1,5 mm), w trakcie oglądania pod lupą wypadła z atrapy i upadła na jasna podłogę kuchni. Szukałem jej chyba z 15 minut na kolanach, jednak bez powodzenia. Później zrzucałem ze stołu fabryczny odbłyśnik i patrzyłem gdzie upadł. (W trakcie prac w moim warsztacie drobniutkie elementy często upadają mi na podłogę i celowe rzucanie drugiego takiego samego elementu na podłogę, często pomaga odnaleźć ten zagubiony).   Jednak tym razem znalezienie dorabianego odbłyśnika nie było proste, bo rzucany fabryczny, był podklejony srebrną folią i choć był mniejszy, od razu było widać gdzie i jak upadł. Już miałem dać za wygraną, kiedy po kolejnej próbie znalezienia drobinki, dokładnym obejrzeniu klapek, w których chodzę do domu, oraz energicznym potrząśnięciu sobą i ubraniem, w nocnej ciszy, usłyszałem jakby znajomy dźwięk spadającego na podłogę kawałeczka plastiku. Schyliłem się po raz kolejny i …. odnalazłem przezroczysty krążek. Kiedy to się stało była już 2 w nocy. Postanowiłem jednak dokończyć moją pracę i porównać uzyskany efekt z drugą stroną atrapy, w której siedział odbłyśnik fabryczny. Dopiłowywanie i dopasowywanie zajęło mi kolejne pół godziny. Później trzeba było jeszcze dorobiony odbłyśnik podkleić samoprzylepną folią aluminiową i dociąć jej krawędzie żyletką. Około 3 nad ranem lewa lampa była gotowa. Poszedłem więc spać.

 

Skoda 105S 8b

SCHEMAT PRZERÓBKI LAMP:

A – stan fabryczny   B – pierwsza przeróbka (majowa)   C – druga przeróbka

1- wkładka atrapy (czarna)

2 – karoseria

3 – odbłyśnik fabryczny „grzybek” (średnica 2,8 mm)

3a – odbłyśnik fabryczny „kapelusz” (średnica 2,8 mm)

4 – odblaskowa taśma samoprzylepna

5 – stara guma do żucia

3b – odbłyśnik dorobiony – większy (średnica 3,2 mm)

 

W niedzielę (26 lipca) przed południem żadnego upału już nie było. Termometr na balkonie pokazywał 19 stopni, było pochmurno i zanosiło się na deszcz. Zaraz po śniadaniu usiadłem więc do stołu w kuchni i znów zacząłem „rzeźbić”. Według pokazanego tu schematu dorobiłem drugi odbłyśnik. (Z reguły zawsze drugi dorabiany element wychodzi lepiej niż pierwszy i tym razem też tak było). Zamontowałem obydwa dorobione „nowe” odbłyśniki do Skody. Na koniec pomalowałem je jeszcze bezbarwnym lakierem do paznokci, aby lepiej się błyszczały i odbijały światło.

Około 14-tej Skoda była gotowa. Ustawiłem ją na parapecie okna na balkonie i zrobiłem zdjęcia:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Z zakupem samego modelika też było trochę zachodu. O ile dobrze pamiętam, w środę (20 maja) rano, kiedy modelik się ukazał, przed wyjazdem do pracy wpadłem do „kultowego” kiosku. Tam niestety żadnej Skody 105S już nie było. Notabene, jak wynika z moich obserwacji od początku roku, „kultowy” dotychczas kiosk, w „kultowym” temacie jakby się trochę opuścił. Jak napisałem na wstępie, kupiłem wszystkie trzy Skody, jakie w serii „Kultowe Auta PRL” ukazały się wiosną. Żadnej z nich nie kupiłem jednak w zaprzyjaźnionym „kultowy” kiosku.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Pojechałem więc do pracy, a po drodze musiałem się jeszcze zatankować w Tesco na Stalowej, bo miałem z zakupów robionych dla mamy (w Tesco w Piastowie) kuponik na zakup paliwa o 5 groszy taniej na litrze.

Po tankowaniu przypomniałem sobie, że przecież w Tesco jest kiosk, w którym kilka lat temu kupowałem i oglądałem modeliki z serii gazetowych. Kiedy wpadłem do środka kiosk był jeszcze zamknięty, a roleta oddzielająca go od korytarza opuszczona. W środku kręciła się już jednak ekspedientka. Zastukałem w szybę i zapytałem, o której otworzy, na co odpowiedziała, że o wpół do dziewiątej.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Do otwarcia pozostało jeszcze kilka dobrych minut, ja spieszyłem się do pracy i już miałem odejść, kiedy przez szybę na jednaj z półek wypatrzyłem „kultową” gazetkę z białym modelikiem Skody. Zacząłem się dobijać i ekspedientka w końcu uniosła roletę. Poprosiłem o modelik, zapłaciłem i pognałem do pracy.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Lampy tylne w modeliku też nie wyglądają najlepiej. Właściwie także przydałoby się je poprawić lub przerobić. Jednak na razie raczej na to czasu nie znajdę i zostaną takie jakie są.

W poniedziałek 27 lipca, dzień po skończeniu przeróbki modelika, po powrocie z pracy i krótkiej wizycie u mamy, czułem się trochę spięty. Aby się nieco zrelaksować i poprawić zakłócone codziennym stresem procesy trawienia, mimo dość późnej pory, nie usiadłem od razu do kolacji, a wybrałem się na godzinną przejażdżkę rowerem. Pokręciłem się trochę niedaleko domu po moim osiedlu i już po kilkunastu minutach jazdy, na jednej z pobliskich uliczek Targówka trafiłem na całkiem nieźle utrzymany oryginał i pierwowzór modelika:

Skoda 105S 6b

Zrobione komórką, już po 20-tej zdjęcia nie są może najlepsze, ale cóż, w Warszawie raczej trudno jest dziś spotkać auto sprzed ponad 30 lat. Czasem na taką okazję trzeba czekać naprawdę długo.

Skoda 105S 7b

pozdrawiam

 

P.S.

Kiedy kończę ten wpis jest już czwartek 30 lipca. Godzina prawie pierwsza w nocy. Z a kilka dni idę na zasłużony urlop. Nie, raczej nigdzie nie wyjadę. Mama wciąż czuje się dość kiepsko, więc o wypadzie gdzieś w dalekie strony nie ma mowy. Może uda się wyskoczyć gdzieś blisko na kilka dni. Ale cóż, przed chwilą wyjrzałem za okno, pada deszcz, termometr na balonie pokazuje 16 stopni, a więc „na dworze” jest de facto stopni 14 . Jak na tę porę roku naprawdę zimno. Czy prawdziwe ciepłe lato jeszcze powróci?

 

P.S. 14 września

Kilka dni temu na Allegro wylicytowałem kolejny modelik. Ponieważ odbiór miał być w Warszawie wybrałem się po niego wczoraj, rowerem na Saską Kępę. Modelika nnie odebrałem, bo sprzedający nie bardzo wie, gdzie go ma, ale za to odbyłem całkiem fajną przejażdżkę, a na jednej z uliczek, nieopodal domu, w którym miałem odebrać modelik, spotkałem takie oto „cudo”.

Pięknie utrzymana, ponad 30-letnią Skodę 120 LS :

Skoda-120-LS-1B

Skoda-120-LS-2B

Skoda-120-LS-3B

Skoda-120-LS-4B

Reklamy

169. WARSZTATOWE PRZYGODY – Skoda 1203 i inne modele

I znów zmieniłem zdanie. Żona, zawsze kiedy zmieniam zdanie, niezależnie od tego czy chodzi o przejście tą, czy inną ulicą w takcie spaceru, czy termin jekiejś naprawy albo remontu, czy jakąś inną sprawę, złości się, denerwuje i zaczyna zrzędzić. A przecież zmiana zdania nie bierze się z mojego widzimisię, a wynika przeważnie z jakichś obiektywnych i z reguły nie do końca przewidywanych okoliczności.

Jak poprzednio tu pisałem, w październiku trafiła mi się „fucha” remontowo-budowlana. I tak po pracy czasem nocowałem u rodziców (gdzie łatałem dziury w ścianach i układałem kafelki), a czasem w domu. Kiedy nocowałem w domu, wieczorami „buszowałem” w Internecie (którego u rodziców nie ma), albo robiłem na raty kolejne poprawki  opisywanego ostatnio Astona Martina. Kiedy już prawie wszystko w Astonie było zrobione, przy okazji dorabiania do niego tylnej tablicy rejestracyjnej, postanowiłem skorzystać z okazji i „zarejestrować” kilka innych modeli, kupionych na przełomie ostatniego roku, a oryginalnych, „fabrycznych” tablic pozbawionych. Modele takie, razem z „kultowymi” stoją w mojej witrynie w pokoju, łatwo więc było się do nich dobrać. Przy okazji poprawek Astona korzystając z doświadczeń i prób realizacji nowych pomysłów modelarskich, spędziłem w moim „warstacie” jeszcze kilka dodatkowych godzin i zrobiłem kilka drobnych poprawek innych modeli.

Zmieniłem więc zdanie i zamiast zaprezentować tu kolejny, kupiony miesiąc temu, a zapowiadany wcześniej modelik londyńskiej taksówki, postanowiłem napisać krótką relację z moich ostatnich „warstatowych” poczynań i zaprezentować kupiony dokładnie 11 miesięcy temu modelik, którego z uwagi na prowadzone w owym czasie prace remontowe w mojej kuchni, nie udało mi się opisać.  

W lecie 2005 roku spędzaliśmy urlop w Wiśle. W jego trakcie wybraliśmy się do pobliskiego Cieszyna. Tam, na rynku po czeskiej stronie odkryłem bardzo fajny sklep modelarski z całą masą niedrogich, a w Polsce trudnych do kupienia modeli firm Cararama, Yat Ming i High Speed. W trakcie tej wycieczki kupiłem (płacąc bez problemu złotówkami) prezentowane tu w albumach modele Cararamy: Fiat, Audi Mercedes. W trakcie drogi powrotnej z urlopu raz jeszcze zahaczyłem o Cieszyn i w sympatycznym sklepiku nabyłem modelik firmy Yat Ming: Pontiac Firebird. Toteż kiedy w styczniu 2008 roku pojechałem służbowo na konferencję do Jaworza koło Bielska Białej, już przed wyjazdem zaplanowałem krótki wypad do Cieszyna. Na miejscu okazało się jednak, że znajomego sklepu modelarskiego po czeskiej stronie już nie ma. Wpadłem więc do położonego nieopodal sklepu z zabawkami. Do Cieszyna wybrałem się z zamiarem nabycia modelika Skody 1000 MB lub Pobiedy (wtedy nikt jeszcze o „kultowych” modelikach polskich autach nawet nie marzył). W sklepie z zabawkami niestety poszukiwanych modeli  nie było. Było za to kilka świeżutkich modeli Skody 1203 (firmy Abrex) w różnych kolorach i wykonaniach. Karetka była naprawdę piękna. Kosztowała jednak coś ok. 70 zł i miałem przy sobie taką kwotę, jednak w sklepie tym (w przeciwieństwie do zlikwidowanego sklepiku modelarskiego) nie można było zapłacić złotówkami. W trakcie tego krótkiego wypadu nie miałem zbytnio czasu na bieganie po kantorach, poza tym pojechałem tam po inne modele i na zakup modelika praktycznie nie spotykanej również w PRL czeskiej furgonetki zupełnie nie byłem nastawiony.

Z Cieszyna jednak „z gołą ręką” nie wróciłem.  Niedługo po tej wycieczce w Polsce pojawiły się pierwsze „Kultowe Auta PRL” (najpierw z serii testowej, a na jesieni już w aktualnej). Kiedy po ponad dwóch latach obecności na rynku „kultowej” serii, w kioskach obok modeli z tej serii pojawił się nawet tańszy, a całkiem ładnie wykonany modelik Skody 1203 z serii Kolekcja Wozów Strażackich wydawnictwa Amercom, kupiłem go bez żadnego namysłu, bo do „kultowych” modeli jak najbardziej pasował.

169. Warsztat 1

Wykonana na bazie modelika firmy Abrex Skoda 1203 jest w stosunku do oryginału nieco uproszczona. To, co w oryginale było chromowane, pomalowano srebrną farbą, jednak trzeba przyznać, iż jest to farba bardzo dobrej jakości i np zderzaki wyglądają zupełnie przyzwoicie. Nieco prymitywne są wycieraczki, zaś światła tylne (dokładnie takie same jak w Skodzie 1000MB) nie zostały wykonane jako osobny, również chromowany element, a są odlane razem z karoserią i pomalowane. Pamiętać jednak trzeba, że modelik kosztował 20 nie 60 czy 70 zł i różnice widać dopiero po postawieniu go obok modelika Abrexu.

169. Warsztat 2

Przy modeliku nie grzebałem. Troszkę oskrobałem wycieraczki i przy okazji dorabiania tablic rejestracyjnych do Astona, do niego też dorobiłem tablice. Ale są to już tablice jakie ma wiele modeli z mojej kolekcji, wykonane na wzór tablic mojego poprzedniego „dorosłego” samochodu.

Przy tej samej okazji „zarejestrowałem” też kilka innych modeli, między innymi opisywanego nieco wcześniej Austina Healeya. Jednak tablice w Austinie (może tego na zdjęciu nie widać), pomimo, że pod względem graficznym są to typowe „tablice mojej kolekcji” wizualnie są nieco „angielskie”. Literki i cyfry nie są w nich białe (jak w Skodzie), a z odblaskowej folii aluminiowej.

Dwa lata temu, kiedy do odbudowywanego z pół-wraka modelika Audi, w napisie „Polizei” na jego masce musiałem jakoś dorobić brakującą literkę P,  dokonałem ciekawego odkrycia. Tablice rejestracyjne do moich modeli od wielu lat drukowałem na zwykłej drukarce, na biurowych naklejkach adresowych. Z czasem, aby się nie brudziły zacząłem naklejać na nie zwykłą przezroczystą biurową taśmę samoprzylepną. Kiedyś włożyłem do drukarki  arkusz z naklejkami adresowymi odwrotną stroną i napisy nie wydrukowały się na papierowych naklejkach, ale na pergaminowym podkładzie, na który naklejki w takim arkuszu są naklejone fabrycznie. Kiedy na tak zrobiony wydruk nakleiłem przezroczystą taśmę samoprzylepną, a następnie ją oderwałem okazało się, że literki oderwały się od pergaminowego podkładu, a zostały na posmarowanej klejem stronie taśmy. W ten sposób w modeliku Audi dorobiłem brakującą literkę P. Tym razem zaś postanowiłem moje „odkrycie” wykorzystać do wykonania „angielskich” tablic do Austina Healeya, bądź co bądź modelika zabytkowego angielskiego samochodu. Taśmę samoprzylepną, z naniesionym za „klejącą” stronę wydrukiem tablicy nakleiłem na błyszczącą jak chrom, również samoprzylepną folię aluminiową. Wyciąłem nożykiem modelarskim właściwe tablice i nakleiłem na modelik.

169. Warsztat 3

Przy okazji dorabiania chromowanych dekli do wspominanej wcześniej londyńskiej taksówki, którą mam zamiar tu wkrótce opisać, odkryłem nowy materiał do naprawy elementów chromowanych. Materiał ten to aluminiowa folia samoprzylepna używana do oklejania przewodów wentylacyjnych. Rolkę takiej folii dał mi kilka lat temu kolega, który od lat używa jej do napraw i upiększeń swoich modeli. Wydała mi się ona jednak mało błyszcząca i pomimo, że kolega od dawna gorąco mi ja polecał, leżała w szufladzie. Ja w tym czasie wykorzystywałem inne folie i naklejki, eksperymentowałem też ze zwykłą aluminiową folią spożywczą (z różnym zresztą skutkiem). Pomny kłopotów, jakie nastręczyło mi dorabianie chromowanych dekli do kół własnej roboty w Nysie N59, przy poprawkach londyńskiej taksówki sięgnąłem więc po polecaną przez kolegę folię. Efekt prac okazał się zaskakująco dobry, a przy tym okazało się jeszcze, że nieco matowa w swoim wyglądzie folia, nie dość, że dobrze się układa na wypukłych powierzchniach, to daje się również ładnie polerować. Świeżo zdobyte doświadczenia z nowo poznanym materiałem postanowiłem więc od razu wykorzystać.

Jak pisałem tu już w lipcu, w świeżutko zakupionym modeliku Wołgi M22, w trakcie jej poprawek, z lewej listwy progowej zszedł chrom:

169. Warsztat 4

Modelik pokazałem wtedy na blogu, bo nie miałem pomysłu na naprawę listwy. Teraz wymontowałem listwę, okleiłem wspomnianą folią, obrzeża dociąłem żyletą, po czym wypolerowałem i zamontowałem z powrotem. Modelik jest więc już ostatecznie naprawiony:

169. Warsztat 5

Na tym się jednak nie skończyło. Skoro wpadłem już do „warstatu”, zagościłem tam o jeden wieczór dłużej. W trakcie dobierania brakującej opony do Astona, wpadły mi w ręce zapomnine, wymontowane z Nysy N59 koła. Postanowiłem je wykorzystać i zamontować do starego modelika Auburna. Ale co zrobić z kółkami od niego? Znów schować do szuflady? A może nadały by się do modelika-zabawki Welly, Pontiaca GTO?

Modelik-zabawkę firmy Welly kupiłem 4 lata temu w hipermarkecie, a, że okazał się być wykonany w skali 1:43, włączyłem do kolekcji i pokazałem na blogu. Miał oryginalnie bardzo ładne i chyba zgodne z oryginałem chromowane felgi, jednak nieco za duże opony. Kiedy w marcu 2008 roku zdobyłem „wizytówkę” tego bloga – Warszawę, zamontowałem do niej koła od wraka radzieckiego modelika Czajki i koła z Warszawy mi zostały. Dwa lata później podczas przeróbki kultowego Trabanta doszedłem do wniosku, że koła te będą ładnie pasowały do Pontiaca i zamontowałem je w nim:

169. Warsztat 6

Z oryginalnych kółek Pontiaca ściągnąłem oponki zamontowałem na nich odzyskane z jakiegoś wraka Cararamy znacznie niższe oponki i tak nowe nisko-profilowe koła wykorzystałem do starego modelika Chevroleta Camaro firmy Solido, w którym były też własnej roboty koła ze starego modelika Mercedesa z felgami wykonanymi z kółek Bburago. Tym razem postanowiłem odzyskać z powrotem koła od Warszawy i do Pontiaca zamontowałem koła od innego modelika (Auburna):

169. Warsztat 7

Auburn 851 Speedster z roku 1935 był niewątpliwie jednym z najciekawszych i najładniejszych amerykańskich aut w historii. Jego modelik wypuszczony na rynek w 1979 roku przez firmę Matchbox w serii Models of Yetseryear, do szczytowych osiągnięć modelarstwa samochodowego z całą pewnością nie należy. Został zrobiony w skali 1:42, zaś jakością wykonania zwłaszcza drobnych detali znacznie ustępuje chociażby modelikom z serii Age d’or francuskiej firmy Solido z tego samego okresu. Jednak w dalszym ciągu jest praktycznie jedynym szerzej dostępnym modelikiem tego auta (w skali 1:43) i to pomimo, że sam samochód od wielu, wielu lat budzi zachwyt największych miłośników zabytkowej motoryzacji.  Kupiłem go na giełdzie, jeszcze w Starej Gazowni w roku 2000, za całe 12 zł i 50 gr, od kolegów z Gdańska. Nie miał co prawda żadnego opakowania, był za to całkiem ładnie podrasowany. Koła miał od radzieckiego modelika Ził 115. Nie przerabiałem go w ogóle, tylko z białej samoprzylepnej folii wyciąłem pierścienie i nakleiłem na jego opony. Po zamontowaniu kółek z niego do Pontiaca GTO, w tym ostatnim koła z białymi bokami opon wyglądały na za duże. Poza tym w amerykańskich autach z lat 60-tych, koła z tak pomalowanymi bokami opon już nie występowały. Auburn po zamontowaniu kół od Nysy też nie do końca wyglądał super. Odkleiłem więc białe pierścienia z kół w Pontiacu i nakleiłem je z powrotem na nowe koła w Auburnie:

169. Warsztat 8

Może z przodu modelik nie wygląda oszałamiająco, za to z tyłu jest naprawdę ciekawy:

169. Warsztat 9

pozdrawiam

 

P.S.

15 listopada

W ubiegłym tygodniu zakończyłem prace remontowo-budowlane u rodziców. W sobotę wymieniłem zawiasy w mojej witrynie. Środkowy pękł już jakiś czas temu, a w ubiegłym tygodniu pękł dolny i szklane drzwi stały już na „słowo honoru”. W niedzielę zabrałem się za to na co wcześniej nie miałem weny, a trochę i czasu. Kupione okazyjnie w Iei drzwi stały za witryną. W czerwcu czy lipcu pociąłem na części panel z płyty wiórowej, a mąż koleżanki wyrównał te elementy w swojej stolarni na szerokość. W niedzielę zmontowałem skrzynkę i wydłubałem otwory na zawiasy. W poniedziałek dokupiłem kołki i śrubki do zawiasów. Wczoraj ścianie zamontowałem w ścianie mocne haki i powiesiłem galotkę. Nie jest jeszcze gotowa. Nie ma pleców, bo nigdzie nie mogę dostać czarnej plecówki. Trzeba też jakoś zdobyć lub zamówić dodatkowe szklane półki. Ale witrynka już wisi na ścianie:

 169. Warsztat 10

64. SKODA 1000MB – Czy Czech naprawdę potrafi?

Dzisiaj, gdy rano włączyłem komputer na liczniku z przodu były jeszcze dwie dziewiątki, ale w południe liczba odwiedzin wyglądała już tak:

64 skoda 1

Mój blog istnieje nieco ponad 2 lata. W kategorii „Motoryzacja” jest od jakiegoś czasu jednym z najpopularniejszych blogów, chociaz nie jest to blog o samochodach, a o ich małych miniaturkach. Dlatego przy tej szczególnej okazji

SERDECZNIE DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM OSOBOM, KTÓRE W CIĄGU TYCH DWÓCH LAT ODWIEDZIŁY MOJEGO BLOGA I PRZYCZYNIŁY SIĘ DO JEGO TAK DUŻEJ POPULARNOŚCI.

Popularności mojemu blogowi przysporzyło z całą pewnością ukazanie się we wrześniu gazetowej serii „Kultowe Auta PRL”. Dzisiaj, chcę napisać nieco o modeliku, który co prawda nie ukazał się w tej serii, ale znakomicie do niej pasuje. Modelik dotarł do mnie we wtorek, we środę kupiłem Wartburga, a w piątek Ładę (dwa ostatnie modele już z serii „kultowych”).

Zanim we wrześniu w kioskach pojawiły się „Kultowe Auta PRL” miałem już w kolekcji klka modeli takich aut. Zachodnie firmy modelarskie (może za wyjatkiem kilku naprawdę rzadkich i zapomnianych już modeli) nigdy nie wytwarzały modeli samochodów produkowanych w krajach socjalistycznych. Pierwszym popularnym modelem auta z za żelaznej kurtyny, był model Trabanta 601 wypuszczony na rynek w 1990 roku, z okazji upadku muru berlińskiego, przez portugalską wówczas firmę Vitesse. Dopiero w 2003 roku firma IXO wypuściła dwa następne modele były to Wołga GAZ 21 i Tatra 603. Kilka lata temu czeski importer modeli firmy Hongell-Cararama utworzył własna markę Abrex i rozpoczął produkcję modeli modeli współczesnych aut marki Skoda, a dwa lata temu wypuścił pierwsze modele Skód produkowanych niegdyś w Czechosłowackiej Republice Socjalistycznej. Były to Skoda Octavia z 1963 roku i Skoda 120L z 1984. (oba modele opisałem na tym blogu jeszcze w 2006 roku). Kwestią czasu było wypuszczenie przez Abrex kolejnych modeli takich aut, a wśród nich jednej z najładniejszych aut z czasów PRL, jaką była niewątpliwie Skoda 1000MB. Na ten model przyszło nam jednak czekać aż 2 lata, gdyż jako kolejny model po Octawii i 120L ukazała się w ubiegłym roku nie oczekiwana Skoda 1000MB, tylko praktycznie u nas nie spotykana i mało znana furgonetka Skoda 1203, której modelik sobie odpuściłem.

Samochód Skoda 1000MB ukazał się w 1964 roku i był autem bardzo ważnym w hisrorii tej marki. Był nie tylko ładny, ale był to samochód o całkowicie nowej konsrukcji, z popularnym jeszcze wówczas wśród innych marek (takich jak Fiat, Volkswagen czy Renault) silnikiem umieszczonym z tyłu. Samochód zapoczątkował bardzo długą serię aut marki Skoda z silnikem umieszczonym z tyłu, opartych właśnie o konstrukcję modelu 1000MB, produkowanych aż do końca lat osiemdziesiatych – takich jak późniejsze modele 100 S, 120, czy 130 Rapid.

Modelik Skody 1000MB ukazał się mniej więcej w wakacje tego roku i od razu zaplanowałem go kupić, możliwie jak najszybciej. Firma Abrex wypuściła modelik w kilkunastu kolorach i zanim zdecydowałem jaki kolor będzie najlepiej pasował do moich pozostałych (socjalistycznych) Skód, w sklepie internetowym eHobby modeliki się rozeszły. Do dłuższego zastanowienia skłoniła mnie również cena: 60 zł. Poprzednie dwa modele (Octavię i 120L) kupowałem po ok. 40 zł, w Czechach poprzednie modele są po 300 koron, a nowa 1000MB kosztuje 330 koron – równowartość polskich 43 zł.

Zanim w internetowym sklepie eHobby pojawiła się nowa dostawa, w kioskach ukazała się seria „Kultowe Auta PRL” i 1000MB przestała być dla mnie (i chyba też dla innych kolekcjonerów) modelem aż tak bardzo pożądanym. W końcu zdecydowałem się jednak modelik kupić. Dwa razy pojechałem do sklepu Tora Tora w Warszawie, na Targowej. Za pierwszym razem słyszeli, mieli, ale już nie było. Za drugim, zadzwoniłem w piątek po południu i mieli dwa kolory. W sobotę rano w sklepie żadnego modelika nie było.

Modelik w kolorze jasno-niebieskim (na jaki się w końcu) zdecydowałem, w sklepie eHobby nie był już dostępny, a na Allegro się nie pojawiał. Poszukiwania i analizy zdjęć trwały dobrych kika tygodni, zmieniłem więc wybór i kupiłem w eHobby modelik w kolorze „navy grey”:

64 skoda 3
64 skoda 4

Faktyczny kolor okazał się jednak inny, niż pokazuje Abrex na swojej stronie, a za nim sklepy internetowe sprzedające modele.
Pomyłki jednak z całą pewnościa nie ma. Numer modelika na opakowaniu się zgadza, a przy pewnym oświetleniu model wygląda mniej więcej tak jak na zdjęciach w internecie. Ot, taki sobie sprytny zabieg marketingowy ze strony producenta.

Przy sztucznym oświetleniu modelik wyglada OK. Ale gdy patrzę na niego przy świetle dziennym, jest szary, blady i naprawdę nie wygląda najlepiej.

Modelik musiałem też rozebrać i złożyć – stał krzywo. Wadę tę zauważyłem od razu i powiedziałem sobie: jęśli odkręcę podwozie zwykłym, małym modelarskim śrubokrętem, to go naprawię, jesli będę musiał użyć specjanej końcówki narzędziowej, to go do sklepu odeślę. Udało się odkręcic małym, zwykłym śrubokrętem.

Do tego wszystkiego lewą tylną lampę musiałem wyrwać, dopiłować lampę i otwór w „pudle” i wkleić jeszcze raz.
Te wszystkie przyjemności, za jedyne 56 zł (z 5% upustem i przesyłką z Wrocławia we własnym zakresie).

Na stronie producenta modelik wygląda tak:

64 skoda 5

Prawie tak samo jak mój, ale prawie robi jednak pewną różnicę.

36. SKODA OCTAVIA II – Świeżutki nabytek

Rozpakowałem ją przed kilkoma godzinami, dlatego moimi wrażeniami postanowiłem podzielić się „na gorąco”

Mogłem ją kupić 2 lata temu w Cieszynie (czeskim oczywiście). Nie była droga, w przeliczeniu na złotówki coś około 20zł. Jednak w sklepie z zabawkami nie chcieli ode mnie złotówek, a w sklepie modelarskim (gdzie płaciłem złotówkami) ładne kolory miały tylko modeliki kombi. W salonie w Ursusie są ładne egzemplarze, ale kosztuja 50 zł, a to jednak w końcu modelik firmy Hongwell-Cararama, w którym na spodzie modelika nie ma znaczka czeskiej firmy Abrex (która modele Skody wypuszcza) tylko znaczek Hongwella. I słusznie.

Jakością wykonania w porównaniu do modeli starej Octavii czy Skody 120L nowa Octavia II delikatnie mówiąc nie zachwyca. Śmiem twierdzić, iż jest wykonana dokładnie na tym samym poziomie, a nawet nieco gorzej niż np. audi A6 Hongwella dostępne w marketach i stacjach benzynowych w cenie od 13 do 20zł. Położony zbyt grubo bezbarwny lakier tworzy zgrubienia, które zakłócaja linię nadwozia. Jest na nim kilka drobniutkich przyszczy. Listwa tylnego zderzaka trochę niedorobiona. Ostatnie modele Skód wyprodukowane przez czeską firme Kaden były wykonane znacznie staranniej. Dlatego czeska cena modelika jest OK. Modelik kupiłem na Allegro od sklepu Automodel za 23zł +7zł przesyłka, ale jest to cena do przełknięcia za modelik tego popularnego i naprawdę bardzo ładnego samochodu.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

SAMSUNG DIGITAL CAMERA 

17. SKODA 120 L – Czech potrafi

Nabyłem ten model co prawda tydzień temu, ale dopiero teraz mogłem zrobić zdjęcia. Model to produkt czeskiej firmy Abrex, tej samej co prezentowana nieco wcześniej Skoda Octavia. Co prawda również został wyprodukowany w Chinach, a Abrex jest tylko dystrybutorem, niemniej jednak jego jakość nie budzi żadnych wątpliwości. Cena natomiast – 43 zł (w sklepie eHobby) jest naprawdę dobra. Gorąco polecam ten model, zwłaszcza, iż na niektórych parkingach pomimo upływu 20 lat można jeszcze spotkać oryginał i to w prezentowanym na zdjęciu kolorze.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA