Tag: BMW

295. Giełdowa zdobycz BMW 530

Od wielu, wielu lat, na początku września zazwyczaj wybierałem się na „modelikową”  giełdę. Dawno temu na giełdę w Starej Gazowni, później na jej „następczynię” która odbywała się od 2009 roku w kilku lokalizacjach. Od bodajże 2 lat giełda odbywała się w siedzibie Automobilklubu Polski na warszawskim Bemowie.

Ponieważ w ciągu ostatnich miesięcy, a właściwie od ponad dwóch lat byłem różnymi sprawami (nie tylko zawodowymi) dość mocno zajęty, właściwie zarzuciłem nie tylko  przeglądanie nowości na forach i innych blogach, ale i codzienne mozolne przeglądanie świeżo wystawionych modeli na Allegro. Pomimo spadku zainteresowania kolekcją i nowymi modelami na giełdy jednak jeździłem, a od roku większość  modeli, które do kolekcji kupiłem, pochodziły właśnie z giełdy.

Tak miało być i pod koniec minionego lata. Pamiętałem, że giełda będzie w drugą niedzielę września i szykowałem się na nią. W czwartek przed ową niedzielą zadzwoniłem do kolegi Janka, który od kliku w Krakowie, a na weekendy „wpada” do Warszawy i zapytałem, czy się na giełdę wybiera. Kolega ma z Mokotowa dość daleko na Bemowo, a poza tym trochę szkoda mu czasu, który spędza z żoną i znajomymi. Po rozmowie z kolegą, następnego dnia coś mnie tknęło i profilaktycznie zajrzałem na forum:

3ea82a3decb739f4gen

Właściwie byłem już na giełdę nastawiony, a ponieważ 2 niedziela miesiąca przypadła w tym roku na 8 września, postanowiłem sprawdzić, czy organizatorzy giełdy nie przesunęli, bo taka sytuacja miała już raz miejsce (chyba w grudniu 2017 roku). Jednak takiego „rozwoju sytuacji” (jak na obrazku powyżej) się nie spodziewałem. W zastępstwie rozważałem nawet możliwość wybrania się na giełdę „kolejkową”, ale w końcu sobie odpuściłem. Tydzień później, od 15 września, spod mojego bloku do Centrum zaczęło kursować już metro, więc możliwe, że na  „kolejkową” giełdę się wybiorę.

Cóż wielka szkoda.  Co jakiś czas zaglądam na forum, ale jak na razie w temacie – cisza.

Tak więc pozostaje mi wrócić (aczkolwiek niezbyt chętnie) do przeglądania ofert na Allegro i cieszyć się ostatnimi „giełdowymi” zakupami. Dlatego dziś zaprezentuję tu modelik, który jako drugi kupiłem na ostatniej , czerwcowej giełdzie.

Modelik znałem od lat, widziałem wielokrotnie, ale jakoś specjalnie na niego nie chorowałem. Od wielu, wielu lat także czasem zastanawiałem się nad jego zakupem. Na ostatniej giełdzie wpadł mi po prostu w ręce, a że jego stan (pomimo mocno zaawansowanego wieku) był bardzo dobry, postanowiłem go kupić. Cóż prawdę mówiąc urzekło mnie jego malowanie.

BMW 530 Solido 1b

Gdyby w takim stanie trafił mi się powiedzmy w trakcie mojego pobytu w RFN, a więc dobrych 30 lat temu (z okładem), zapewne od dawna byłby w mojej kolekcji. Jednak w owych czasach, kiedy był zapewne przez kolekcjonerów poszukiwany i przez wielu ceniony, po prostu mi się nie trafił. Pomimo, że w RFN spędziłem na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ponad 5 lat, nie przypominam sobie abym go kiedyś dokładnie oglądał. Owszem był mi znany z prospektów i katalogów, ale nie budził mojego specjalnego zainteresowania z uwagi na brak zderzaków, których nie miałem zamiaru dorabiać.

Modelik jest naprawdę stary, jak zresztą samochód, który przedstawia. Pochodzi ze starej kolekcji modeli francuskiej firmy Solido. Na podwoziu ma oczywiście napis „made in France”, ale także datę wypuszczenia na rynek: 07 80 co oznacza, iż ukazał się w lipcu 1980 roku, a więc naprawdę dawno temu.

BMW 530 Solido 2b

Jak na model tego rodzaju aż tak bardzo tani nie był. Za modelik bez jakiegokolwiek opakowania zapłaciłem 35 złotych (udało mi się utargować 5 zł). Nie jest to kwota śmiesznie mała w porównaniu z 50 zł jakie zapłaciłem za drugi , a właściwie pierwszy kupiony na tej samej giełdzie model, w idealnym stanie, w oryginalnej witrynce (co prawda bez pudełka) ale jednak model firmy Minichamps  – Volkswagen T5 , a nie jakaś tam mocno nieświeża staroć.

Kiedy z giełdy przywiozłem go do domu , od razu włączyłem komputer i zacząłem oglądać zdjęcia samochodu. W modeliku „coś mi jednak nie grało” . Kiedy trochę bardziej zagłębiłem się w historię aut BMW serii 5 (E12), samochodu, który nigdy specjalnie moich emocji nie budził, okazało się (o czym nie wiedziałem) że auto produkowane w latach 1972 -1981, w roku 1976 przeszło face lifting, zaś mój świeżo zakupiony modelik przedstawia właśnie taką „późniejszą” wersję.

BMW 530 Solido 3b

Pochodzi zatem z okresu, kiedy dokładnie takie samochody opuszczały taśmy produkcyjne fabryki w Monachium. Jest więc dla mnie cenny, bo lubię mieć w kolekcji modele z okresu produkcji prawdziwych samochodów.

Modelik nie jest może rewelacyjny, bo technologia przez te wszystkie lata również w modelarstwie poszła bardo do przodu, ale ma „klimat” (jak mawiają wytrawni zbieracze samochodowych miniatur). Kwestia owego „klimatu” była wielokrotnie poruszana i wywoływana na różnych forach, ale nigdy nie spotkałem dobrego opisu, czy wyjaśnienia na czym ów „klimat” właściwie polega, czy co go mówiąc krótko charakteryzuje.

BMW 530 Solido 5b

Moim skromnym zdaniem sprawa nie jest aż tak bardo skomplikowana, jak mogłoby się wydawać. Otóż w moim mniemaniu „klimat” ów polega na ty, że twórcy modelików, czyli prawdziwi zawodowi modelarze, w momencie tworzenia miniatur mieli możliwość oglądania prawdziwych samochodów „na żywo” (na ulicach i parkingach gdzie było ich dość dużo). Swoje obserwacje „uwieczniali” w tworzonych miniaturkach. Twórcy współczesnych modeli, zwłaszcza pojazdów dziś już zabytkowych takich możliwości raczej nie mają, zwłaszcza, że modele powstają dziś przeważnie w Chinach, a nie jak kiedyś w Europie. Dlatego wiele współczesnych modeli starych samochodów, pomimo znacznie wyższego poziomu technologii wykonania, większej liczby i lepiej odwzorowanych detali, owego „klimatu” ni  cholery nie mają, a w niektórych przypadkach są to naprawdę ładnie wykonane „gnioty” (jak choćby modele syren jakie ukazały się kilka lat temu w opisywanej tu serii Kultowe Auta PRL) .

Ale zakończmy te kontrowersyjne dla niektórych dywagacje i wróćmy do naszego modelika.  Bryła posiada pewne drobne błędy wynikające prawdopodobnie z chęci delikatnego „podrasowania”modelika i przypodobania się dzieciom. Tak, tak, w tamtych czasach wiele modeli zwłaszcza takich jak ten, było oferowanych jako trochę staranniej wykonane zabawki. Były one oferowanych w typowo zabawkarskich i pamiątkarskich sklepach, czy zwykłych wielkopowierzchniowych marketach. Od zabawek różnił je w zasadzie tylko brak napędu i typowo „kolekcjonerska” skala 1:43, choć niektóre firmy w tych samych seriach oferowały również modele wykonane np. w skali od 1:45 po 1:40 po to, aby mieściły się one standardowych, przewidzianych dla danej serii pudełkach.

Zanim modelik trafił do witryny przeszedł kilka napraw i poprawek w moim warsztacie. Zazwyczaj prezentuję tu już gotowe efekty moich poczynań, tym razem w trakcie prac zrobiłem jednak klika zdjęć :

BMW 530 warsztat

Na zdjęciu powyżej widoczne są narzędzia, które posłużyły głównie do naprawy i przeróbki podwozia, a w lewym górnym rogu widoczna jest samoprzylepna taśma aluminiowa, która posłużyła mi do wykonania imitacji tylnych lamp.

Naprawa nadwozia, nie przysporzyła mi specjalnych kłopotów. Jak napisałem wyżej modelik był jak na swoje lata w bardzo dobrym stanie. Miał kilka drobnych rys i otarć , które udało się zamalować białą farbą. Uzupełnienia wymagały też znaczek BMW na masce, (gdzie niebieski „śmigło” zostało fabrycznie krzywo namalowane) oraz niebieska kreska pod oknami po prawej stronie, która w kilku miejscach była zupełnie wytarta.

BMW 530 5b

Przeróbki i to dość sporej wymagało za to podwozie. Koła były w bardzo dobrym stanie, ale były zamocowane w typowy dla starych modeli Solido sposób na ośkach zakończonych niezbyt równymi i estetycznymi zaspawaniami. Zapewne nie ruszałbym tego, w końcu modelik ma  ponad 30 lat, ale do tego rodzaju staroci nie mam „nabożnego” szacunku,  poza tym to model wyścigowego BWM i powinien mieć rozstaw kół odpowiedniej szerokości, a w oryginale ów rozstaw był po ok 1 mm na stronę za wąski, przez co koła były schowane dość głęboko we wnękach błotników, co nie wyglądało najlepiej.

Zaszła więc potrzeba wykonania zupełnie nowych,  szerszych osiek.

BMW 530 6b

Tego rodzaju operacje wykonywałem już dawno, dawno temu w kilku innych modelach Solido (z dokładnie tego samego okresu). Firmy modelarskie stosują w skali 1:43 różne rozwiązania mocowania kół i różnej grubości ośki (od 0,7 mm do ponad 2 mm). W starych modelikach Solido są ośki o średnicy 1,4 mm (takie jak pokazałem na poprzednim zdjęciu). Jeśli musiałem je przerobić, a robiłem to wielokrotnie, z reguły musiałem spiłować jedną z końcówek, aby zdjąć kółka z ośki. Na innej,  z reguły dłuższej ośce (wymontowanej np. z innego modelika ) musiałem więc wykonać nowe czopy zabezpieczające kółka przed spadaniem. Pierwsze takie prace wykonywałem jeszcze w dość prowizorycznych warunkach, w trakcie mojego pobytu w Niemczech. Wtedy czopy robiłem z rozgrzanego plastiku i formowałem na ośce. Nie zawsze była to dobra technika, bo zdarzało się, że czop albo pękał , albo zsuwał się z ośki i było ryzyko, że kółko które zabezpieczał odpadnie od modelika. Później czopy robiłem z żywicy, albo lutowałem, ale takie rozwiązania chociaż pewniejsze były pracochłonne, zaś lutowanie było nie tylko kłopotliwe, ale też narażało same kółka na uszkodzenie.

Tym razem postanowiłem zrobić solidne, wyłącznie mechaniczne połączenie. Swego czasu, w nieistniejącym już sklepie modelarskim na Dzielnej, nabyłem metrową mosiężną rurkę o średnicy zewnętrznej 2 mm i wewnętrznej 1 mm. Rurkę stosowałem do różnych przeróbek i okazała się bardzo przydatna. Postanowiłem po ściągnięciu kółek z oryginalnych osiek obsadzić je na nowych, wykonanych z drutu 1,6 mm (bo taki akurat miałem) zaś z rurki wykonać tulejki, w których średnicę wewnętrzną rozwierciłem wiertłem 1,5 mm (bo też akurat tylko takie mam) . Rozwiercanie przy pomocy wiertła obsadzonego w uchwycie do nożyka  modelarskiego szło kiepsko. Dlatego postanowiłem użyć starego, bo kupionego jeszcze w Niemczech  w 1987 roku bardziej profesjonalnego sprzętu modelarskiego:

BMW 530 7b

Pokazywana już na tym blogu wiertarka modelarska firmy Minicraft, służy mi od lat ( i to nie tylko do przeróbek modelików).  Podłączona do zasilacza rozwija zawrotną prędkość 18 tys. obrotów/min. , zaś uzbrojona w specjalny uchwyt z cienką tarczką cierną, pozwala ciąć drobne elementy nawet z hartowanej stali. Do prac modelarskich nadaje się idealnie, bo dobrze mieści się w dłoni. W „futerku” można zamocować wiertła o średnicy od 0,5 do 3,5 mm, co w pracach modelarskich jest zupełnie wystarczające.  Wiertła i różnego rodzaju końcówki szybko się w niej wymienia. W pracach przy modelikach używam jej zazwyczaj jako narzędzie do wiercenia ręcznego (bez napędu) . Po prostu mocuję w „futerku” wiertło i pokręcając nim szybo wiercę otwory również w niezbyt twardym metalu. Napędu używam bardzo rzadko, praktycznie tylko do cięcia większych elementów jak np. w opisywanej tu przeróbce kabiny modelika poloneza trucka.

Tym razem użyłem jej (oczywiście jako narzędzia ręcznego) do rozwiercania tulejek z mosiężnej rurki. Ponieważ drut miał średnicę 1,6 mm, a wiertło tylko 1,5 mm , rozwiercone otworki trzeba było trochę powiększyć dodatkowo rozwiercając je nieco pod kątem. Kiedy tulejki były gotowe nabijałem je delikatnie młotkiem na końcówki nowej ośki .

BMW 530 Solido 4b

Między koła, przed ostatecznym wklepaniem obydwu tulejek, włożyłem 2 podkładki dystansowe wykonane z miękkiego plastiku o grubości ok 1,2 mm. Cała operacja dorabiania osiek wymagała precyzji, wykonania nowych osiek o odpowiedniej długości, idealnego niemal dopasowanej do szerokości płytki podwozia, z jednoczesnym zachowaniem minimalnego luzu, który pozwala na swobodne obracanie się kółek.  Do takiej zabawy konieczne było więc wielokrotne używanie suwmiarki (takową też od wielu lat mam.)

Kiedy już poprawiłem podwozie i uporałem się z drobnymi ubytkami lakieru i kolorowych nadruków, postanowiłem jeszcze modelik nieco upiększyć. Przód wyglądał dobrze od samego początku, ale kiepsko wyglądał tył. Ponieważ modelik był oferowany właściwie jako zabawka, tylne lampy zostały w nim po prostu odlane razem z całym nadwoziem i razem z nim pomalowane. Lampy były całkiem „klimatyczne” bo udawały lampy auta po faceliftingu, tylko nie było ich w ogóle widać.

BMW 530 Solido 6b

Nie miałem ochoty, ani czasu wycinać w nadwoziu, którego odlew jest w tym miejscu dość gruby, dużych prostokątnych otworów i dorabiać nowych lamp. Ich pomalowanie też nie wchodziło w grę, gdyż w imitacjach lamp były dwa równoległe dość głębokie rowki biegnące przez całą ich szerokość.  Postanowiłem więc poeksperymentować i okleić imitację lamp samoprzylepną taśmą aluminiową stosowaną do tej pory do napraw uszkodzonych powierzchni chromowanych w innych modelikach np. dekli kół, czy zderzaków. Po oklejeniu lampy pomalowałem.

BMW 530 Solido 7b

Stara ponad 30 letnia farba Hubmrol – czerwony metalik już z dawno temu rozwarstwiła się w puszce. Metaliczna zawiesina opadła na dno, zaś na górze pozostała półprzezroczysta ładna czerwona farba idealnie nadająca się do malowania wykonanych z przezroczystego plastiku imitacji tylnych lamp. Kilka lat temu wyczytałem na forum, że można kupić gotową półprzezroczysta farbę Hubmrol w kolorze pomarańczowym (np do malowania migaczy) . Taką więc od razu kupiłem.

Teraz pomalowałem oklejone folią lampy obydwoma farbami . Przeróbka od razu nie wyszła najlepiej, bo folia nie układała się zbyt dobrze, nieco marszczyła się na narożach, a i malowanie nie do końca się udało. Zeskrobałem więc folię z modelika. Lampy przed kolejnym oklejeniem nieco tu i ówdzie podpiłowałem. Do oklejania precyzyjniej dociąłem dopasowane wcześniej paski z folii i operację powtórzyłem. Rewelacji może nie ma, ale też nie wygląda to aż tak źle. Tą samą techniką wykonałem też imitację maleńkich migaczy przednich. Na koniec , aby „dokończyć dzieło” pomalowałem wnętrza felg farbką Humrol w kolorze złotym, kupioną dokładnie w tym celu i zastosowaną w innych moich modelach Solido , które mają dokładnie takie same koła, tylko rzecz się miała 30 lat temu.

Tak więc wszystko odbyło się zgodnie ze sztuką oraz zachowaniem możliwości przywrócenia stanu niemal oryginalnego (zwłaszcza w obrębie nadwozia) . Do przeróbki i „podrasowania” ponad 30 letniego modelika użyłem równie wiekowych materiałów i narzędzi z epoki. 

N koniec, na potrzeby tego wpisu pogrzebałem dzisiaj w moich bardzo starych modelarskich materiałach drukowanych. W schowku w pufie po dawno wyrzuconym na śmietnik komplecie mebli, znalazłem taki oto stary „prospekcik”, a właściwie mini katalog modeli firmy Solido wydany w formie maleńkiej, kieszonkowej książeczki:

BMW 530 8b

Proszę zwrócić uwagę na rok jej wydania. Okładka w pełni potwierdza to, co już tutaj napisałem.  A w środku proszę :

bmw-530-9b.jpg

Modelik pokazany tutaj, a obok obrazki kilku innych autek z mojej kolekcji: Opisany tu jakiś czas temu Citroen 2 CV, czy pokazane niejako „przy okazji” Renault Fuego oraz Porsche 934 

pozdrawiam

 

219. Blogowa akcja „zapnij pasy” – BMW C1

Niedawno, w blogosferze miała miejsce blogowa akcja „zapnij pasy”. O akcji dowiedziałem się w czwartek 9 stycznia, późnym wieczorem poprzez Kultową lożę z bloga Anny. Jak się okazało, akcję zainicjowała blogerka z bloga Calm Dawn:

Do akcji nie zdążyłem się przyłączyć, bo nie piszę bloga codziennie (jak robi to wielu blogerów z loży). Miałem zamiar zrobić to w weekend, ale akcja trwała zaledwie 2 dni i dziś jest właściwie już po niej „pozamiatane”. Nawet blogerzy, którzy przyłączyli się do akcji od razu, wpisy o niej „przykryli” niejako nowymi tematami. Na niektórych blogach są jeszcze maleńkie banerki które odsyłają do akcji.

Jako, że zamiar miałem szczery, a plakacik z trupią czaszką nie bardzo mi się spodobał (nie cierpię ani hard rocka, ani nie przepadam za innym hard core), nie miałem zamiaru tworzyć własnego loga akcji, a postanowiłem znaleźć w sieci jakiś inny plakacik, który pasowałby do poparcia akcji na blogu i wyglądał mniej „hardcorowo”.

Wklepałem w Google „zapnij pasy” i zaznaczyłem w wyszukiwarce tylko „grafikę”. Po chwili wyświetliły się róże loga związane z wcześniejszymi podobnymi akcjami, jednak na baczniejszą uwagę zasługuje chyba ten:

Jako, że nie jestem ani kobietą, ani tym bardziej w ciąży, szukałem dalej. Pośród zdjęć i plakatów jakie pojawiały się w trakcie przewijania strony na ekranie, moją uwagę przykuło właśnie to:

Obok zdjęcia, po prawej stronie pojawił się napis  „10 najgłupszych pomysłów na bezp………..”. Kliknąłem więc na zdjęcie i po chwili znalazłem się chyba na portalu dla motocyklistów, gdzie moim oczom w artykule „10 najgłupszych pomysłów na bezpieczeństwo motocyklistów” (co prawda dopiero na miejscu przedostatnim)  pojawił się taki oto KWIATEK:

Blogerzy trudzą się, tworzą nowe loga, wpisy, apelują do innych, a tu w sieci po wklepaniu hasła „zapnij pasy” wyświetla się coś takiego. I trudno się dziwić, że kierowcy nie lubią motocyklistów i nazywają ich „dawcami organów”. Pomijając fakt, że pokazany na zdjęciach pojazd: BMW C1, to chyba nie motocykl, a skuter (bolid formuły 1 i furgonetka też mają po 4 koła), bynajmniej nie uważam tego wytworu nowoczesnej techniki za pomysł „kretyński”. Firma BMW, oprócz tego, że produkuje znakomite i powszechnie podziwiane samochody, jest też jednym z nielicznych już dziś w Europie producentem motocykli. Producentem uznanym, z wieloletnim doświadczeniem oraz bogatą tradycją i nie sądzę, aby jej inżynierowie mieli jakieś głupie pomysły. Trzeba pamiętać, że każdy wyrób, zwłaszcza tak renomowanego koncernu jak BMW, zanim trafi do produkcji, ma za sobą tysiące godzin badań i testów, pracuje nad nim naprawdę duża grupa znakomitych i doświadczonych inżynierów i to co później widzimy w salonach zostało naprawdę dobrze opracowane i przemyślane.

Zresztą po co pisać o rzeczach dla znawców motoryzacji zupełnie oczywistych. Wystarczy popatrzeć na zdjęcia z testów zderzeniowych i wszystko staje się jasne:

Tym zaś motocyklistom, którzy trafią na ten blog i poczują się urażeni moimi uwagami na temat treści znalezionych na jednym z ich portali, chciałbym dedykować taką oto przypowieść:

Jakieś 10 lat temu jechaliśmy z samochodem kolegą na szkolenie do Niemiec. Między Magdeburgiem, a Frankfurtem nad Menem, na autostradzie były prowadzone jakieś prace drogowe i rzecz w takiej sytuacji oczywista, na obydwu pasach utworzył się spory korek. W korku stały same samochody, z jednym wyjątkiem. Na lewym pasie, tuż przed maską auta którym podróżowaliśmy, w korku stał też motocyklista na ciężkim sportowym motocyklu. Kiedy auta ruszały jechał, kiedy się zatrzymywały grzecznie stał w korku. W pewnym momencie w trakcie jednego z kolejnych wymuszonych korkiem postojów, kiedy marcowe słońce zaczęło troszkę mocniej świecić, motocyklista na chwilkę zdjął kask. Motocyklistą okazał się młody, dwudziestokilkuletni chłopak. Nie mogliśmy z kolegą wyjść z podziwu, że nie próbuje pojechać do przodu między samochodami, albo pustym zupełnie poboczem. Czy na polskich drogach można taki obrazek zobaczyć? Czy ktoś kiedyś widział u nas coś takiego? W warszawskich korkach spędzam codziennie co najmniej pół godziny, ale ja takiego obrazka nigdy nie widziałem.

Po jednym z opisywanych tu ostatnio „modelikowych spotkań” z kolegą zacząłem się zastanawiać, czy nie dokupić sobie do mojej jakże obfitej w modele pojazdów czterokołowych kolekcji choćby jednego modelika motocykla w skali 1:43. Kilka ładnych lat temu nabyłem co prawda kilka modelików motocykli w większej nieco skali 1:24 i opisałem na blogu. Kupiłem je jednak po to, aby pozyskać do modelików aut gablotki, w które motocykle były zapakowane.

Modeliki motocykli w skali 1:43 wypuściła swego czasu firma Cararama. Kiedy były dostępne na rynku zignorowałem je. Jakiś czas temu trafiłem resztki modeli z tej serii, w sklepiku z zabawkami, w pasażu przy ulicy Conrada. Kiedy je tam zobaczyłem, zacząłem się nad nimi zastanawiać. Kiedy pojechałem po modelik Hondy, sklepik był zamknięty i choć na drzwiach wisiała kartka „zaraz wracam” po kilkunastu minutach straciłem cierpliwość. W kwietniu ubiegłego roku wracając z pracy przy jakiejś okazji znalazłem się w pobliżu pasażu więc wstąpiłem do sklepiku. Czerwonej Hondy co prawda nie było, ale wśród zabawek wypatrzyłem modelik BMW C1. Modelik w maleńkiej witrynce i kartoniku kosztował raptem 12 złotych, więc długo się nad nim nie zastanawiałem:

 

Pokazany tu skuter BMW był co prawda produkowany krótko (od 2000 do 2003 roku), bo okazał się drogi, jak na swoje skromne osiągi. Ja jednak uważam go za pojazd bardzo innowacyjny, dlatego doszedłem do wniosku, że ten ciekawy jednoślad fajnie urozmaici moje zbiory modeli samochodów BMW. Kiedy go kupiłem nie znalazłem czasu aby go opisać, umieściłem tylko jego zdjęcie w jednym z albumów „krótka historia”

 

Teraz, w pewnym sensie dzięki blogowej akcji „zapnij pasy”, nadarzyła się okazja napisać kilka słów o tym ciekawym modeliku.

W czwartek, kiedy dowiedziałem się o blogowej akcji i znalazłem w sieci pokazane tu zdjęcia, przypomniałem sobie o modeliku BMW C1 i postanowiłem stworzyć ten właśnie wpis. Na temat zaś samej akcji, już właściwie w nocy, napisałem na blogu jednej z jej uczestniczek taki oto komentarz:

Co do akcji zapnij pasy, to słuszna akcja. Dziś chyba mało kto tego nie robi. Zawsze przyda się jednak przypomnieć, że warto to robić choćby dlatego, że większość aut jest dziś wyposażonych także w poduszkę powietrzną, a ta, w momencie wypadku, przy niezapiętych pasach jest dodatkowym śmiertelnym niebezpieczeństwem.

Do akcji się przyłączę, ale raczej zrobię swój własny znak graficzny, bo ten (sorry, za szczerość) bardzo mi się nie podoba.
Co do narodowej dyskusji o bezpieczeństwie, to jako kierowca, który robi dziennie ok 60km chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną plagę: Plagę rozmawiania przez telefony komórkowe w trakcie prowadzenia auta. Codziennie spotykam na drodze co najmniej jednego takiego delikwenta i myślę, że o tym warto też napisać lub zrobić podobną akcję.

pozdrawiam

213. Gorączka przedświątecznych zakupów – BMW 320 (E90)

Wiem, wiem, to już było, i to nie raz. Było dwa lata temu, było trzy lata temu i sześc lat temu też. Ale komu będzie się chciało szukać na blogu wpisu sprzed dwóch, czy trzech lat, a że tekst, który wtedy napisałem wciąż jest aktualny, postanowiłem go (po raz kolejny) przypomnieć :

Modeliki Cararama chińskiej firmy Hongwell pojawiły się na polskim rynku dobre 10 lat temu. Na początku były to modele nie najwyższego lotu, niemal wszystkie mały niezbyt dobrze spasowane otwierane drzwi, zaś jakość odwzorowania niektórych detali i bryły nadwozia pozostawiała wiele do życzenia. Jednak od samego początku, z uwagi na przystępną cenę (ok. 10 zł) oraz dość szeroki asortyment modeli ciekawych samochodów, stanowiły bardzo interesującą alternatywę dla drogich w owym czasie i trudnych do zdobycia rasowych modeli kolekcjonerskich. W ciągu pierwszych kilku lat jakość modelików nowo wypuszczanych przez firmę bardzo się poprawiła, zaś gdzieś około roku 2005 na dobre pojawiły się modele pozbawione nie najlepiej wykonanych otwieranych drzwi, wyposażone za to w dobrej jakości elementy wykończenia. Modele te, choć wciąż sprzedawane były jako zabawki, mogły już śmiało konkurować z wieloma modelami kolekcjonerskimi, a w niektórych przypadkach nawet jakością wykonania przewyższały autka renomowanych firm modelarskich (zwłaszcza te starsze). Dlatego modele Cararama nie tylko ja, ale i wielu innych kolekcjonerów uznało za interesujące i zaczęło kupować. Przez pewien okres czasu (jeszcze kilka lat temu) modele były dość powszechnie dostępne w marketach, sklepach z zabawkami, na stacjach benzynowych, a nawet w drogeriach i z ich nabyciem większych problemów nie było. 

Jednak kilku lat temu modele Cararama prawie zupełnie z rynku zniknęły i znów trzeba na nie polować.

Jeszcze jakiś czas temu, w roku można było wyróżnić 2 „sezony polowań” na modeliki Cararama: „Sezon letni” ( koniec maja, przed Dniem Dziecka) oraz „sezon zimowy”  (od połowy listopada do końca roku) – okres „gorączki” zakupów związanych ze Świętami Bożego Narodzenia. Od kilku lat modeliki Cararama można trafić już tylko późną jesienią i to w naprawdę niewielu marketach.

Tekst poniżej napisałem ponad 6 lata temu, a że po raz kolejny okazał się aktualny, postanowiłem go też jeszcze raz przytoczyć:

Jak co roku, zaraz po Święcie Zmarłych wielkie warszawskie hipermarkety rozsuwają regały i wystawiają całą masę artykułów związanych z zupełnie innym świętem – Świętem Bożego Narodzenia. W marketach rozpoczyna się gorączka świątecznych zakupów, a dla kolekcjonerów mini-autek największy w roku sezon polowań na tanie modeliki. W tym czasie w marketach i nie tylko pojawia się ogromna liczba różnego rodzaju zabawek, a wśród nich od dobrych kilku lat pojawia się spory wybór ciekawych, całkiem nieźle wykonanych i zupełnie niedrogich modeli Cararama chińskiej firmy Hongwell.

Podczas gorączki przedświątecznej, jak co roku, odwiedzam więc hipermarkety w poszukiwaniu ciekawych nowości lub modeli znanych tylko z Internetu. Czasem zdarza mi się kupić coś ciekawego przy okazji zwyczajnych cotygodniowych zakupów. W ubiegłych latach kupiłem w ten sposób kilka modeli, które zazwyczaj są dość trudne do zdobycia. (między innymi BMW Isetta z przyczepką, którego zdjęcie jest w albumie Krótka Historia 1950-1967)

Od kilku już lat na całotygodniowe zakupy jeżdżę w piątki. Doszedłem do wniosku, że można lepiej spożytkować czas w piątkowe popołudnie, niż stać w trakcie powrotu z pracy w gigantycznych korkach, które właśnie w piątki, przed weekendem, są w Warszawie najgorsze. Jakiś czas temu, (bodajże pod koniec maja 2009 roku) robiłem (jak zwykle) zakupy w hipermarkecie Auchan (na Woli). Kiedy miałem już wózek wypełniony artykułami spożywczymi, poszedłem kupić kilka artykułów przemysłowych i zaplątałem się do działu z zabawkami. A ponieważ rzecz działa się w trakcie „letniego sezonu” polowań na tanie modeliki, znalazłem tam dwa kartony ze świeżo dostarczonymi na Dzień Dziecka modelikami Cararama. Z całej sterty wybrałem chyba 5 modeli i dokładnie obejrzałem. Zrezygnowałem z zakupu Saaba i BMW serii 3, z żalem odłożyłem też na półkę bardzo ładnie wykonane Audi A3, bo przecież nie będę zastępował w kolekcji rasowego modelika Minichamps’a tanim modelikiem Cararamy. W wózku na zakupy wylądowały czerwone Porsche 911 (997) i biały Fiat New 500. Kiedy jednak po zakończeniu zakupów zacząłem wykładać na taśmę przed kasą wszystkie towary z wózka (napoje, mięso, wędliny, warzywa, owoce, sery jogurty, artykuły chemiczne i inne), a na taśmie utworzyła się niezła sterta, trochę się przestraszyłem, że rachunek mały nie będzie i modeliki odłożyłem, chociaż oba kosztowały razem 20 zł.

Modeliki te jednak nabyłem. Fiata 500 trzy lata temu a Porsche 911 dwa lata temu. (Obydwa nabyłem przed Świętami Bożego Narodzenia i obydwa były na blogu opisywane).

Największy w Warszawie, a chyba i całej Polsce, hipermarket Auchan (na warszawskiej Woli), inaczej niż większość znanych mi tego rodzaju placówek, jest piętrowy. Na parterze są artykuły spożywcze, a na piętrze przemysłowe. W trakcie cotygodniowych zakupów zazwyczaj przemieszczam się z wózkiem tylko po parterze, zaś na piętro wjeżdżam ruchomymi schodami (już bez wózka) tylko po kilka niezbędnych drobiazgów, po czym wracam na parter i kontynuuję zakupy.

W ubiegły piątek, 15 listopada choć wciąż odczuwałem dolegliwości związane z „korzonkami” wybrałem się na zakupy do Auchan na Woli . Ponieważ noga wciąż mnie bolała, nie miałem zamiaru robić ich zbyt długo, a że na „zakupowej” liście nie miałem żadnych szamponów, odżywek, podpasek czy innych kosmetyków, nie miałem nawet zamiaru na piętro wchodzić.

Kiedy wysiadłem z samochodu i skierowałem soje kroki w kierunku wejścia na parterze, przypomniałem sobie, że nie mam złotówki na wózek. Przy ladzie punktu obsługi klienta stało jednak kilka osób, więc trochę niezadowolony pojechałem na piętro do drugiego punktu obsługi, aby rozmienić pieniądze na wózek. Gdy zdobyłem już upragnioną złotówkę, pomyślałem, że skoro już na górnym poziomie jestem, zajrzę jednak do stoiska z zabawkami, które od wejścia jest oddalone zaledwie o kilkanaście metrów.

Na półce z samochodzikami było bardzo dużo różnych zabawek, ale dostrzegłem na niej niezbyt w tym roku liczną stertę modelików Cararama. Wśród nich nie było żadnych nowości i były to właściwie te same modele, które pojawiają się tam od lat. Wśród nich znalazłem jednak modelik, którego kilka lat temu nie kupiłem i on przyciągnął moją uwagę. Modelik BMW serii 3 (E90) nie pojawiał się w Auchan od dawna. Ostatni raz widziałem go tam chyba 4 lub 5 lat temu, dlatego bardzo się ucieszyłem. Zacząłem grzebać w stercie głębiej i po chwili wygrzebałem kilka kolejnych modelików. Otwierałem pudełka, (które nie były jak zazwyczaj zaklejone) i dokładnie oglądałem ich zawartość, po czym z powrotem pakowałem modeliki do pudełek. Zwracałem szczególną  uwagę na wykonanie atrapy przedniej, bo jest to bardzo istotny i charakterystyczny element (zwłaszcza w modelikach BMW). Atrapa powinna być jaka najlepiej wykonana, bo niestety tego elementu poprawić się w żaden sposób nie da. Obejrzałem chyba 4 modeliki, jednak nie wybrałem z nich żadnego. Niestety, każdy miał jakąś wadę. Kiedy już miałem zamiar opuścić stoisko za zabawkami, doszedłem do wniosku, że spróbuję jeszcze raz. Gdzieś na spodzie sterty wygrzebałem kolejny modelik. Tak jak poprzednio otworzyłem pudełko i obejrzałem go. W tym ostatnim atrapa była OK, więc nie bacząc na pozostałe zauważone niedoróbki, postanowiłem go kupić.

Modelik nie prezentuje się imponująco, ale za to kosztował tylko 12zł i 71 groszy.

Mimo wszystko, w porównaniu do modelika, którego nie kupiłem w Auchan kilka lat temu, całość prezentuje się chyba jednak lepiej. Producent zrezygnował z malowania na czarno ramek wokół bocznych okien (trzeba to będzie zrobić samemu). Malowanie to jednak w starszej wersji nie było wykonane rewelacyjnie, wręcz modelik szpeciło. Wadą obecnej „mikołajkowej” wersji jest jednak to, że została uproszczona. Lampy tylne nie są w niej wykonane jako osobne elementy z czerwonego przezroczystego plastiku, a zostały namalowane na karoserii  czerwoną farbą i to trochę nierówno.

Modelik ma bardzo starannie wykonaną bryłę i zarówno na długość, jak i na szerokość został wykonany dokładnie w skali 1:43. Szczególnie dobrze wygląda w rzucie z boku.

213. BMW 4

Detale pozostawiają jednak wiele do życzenia. Co prawda udało się z 5 sztuk wybrać jedną, w której atrapa jest pomalowana w miarę symetrycznie. Jednak widoczne są inne wady: Krzywo pomalowana rejestracja i zadarte do góry lusterka.

Tę ostatnią wadę próbowałem poprawić. Jednak lusterka w aktualnie produkowanych autkach Cararamy, jako że są one sprzedawane jako zabawki, w przeciwieństwie do niemal wszystkich znanych mi modeli, (zwłaszcza kolekcjonerskich) zostały wykonane z elastycznego tworzywa. Kleić się tego nie da, wyginać też, co gorsza próbowałem lewe lusterko zdemontować, ale wygląda na to, iż zostało do nadwozia dodatkowo przyklejone (oprócz standartowego mocowania na bolcu).

Reasumując, modelik BMW serii 3 to nie „gotowiec” do postawienia od razu na półkę, ale dobra „baza” do wykonania ładnego modelu, lepiej odzwierciedlającego prawdziwy samochód. Zakup okazał  się jak najbardziej słuszny. W miniony piątek (22 listopada) też robiłem zakupy w Auchan i też zajrzałem do stoiska z zabawkami. Z kilku spotkanych tam tydzień wcześniej modelików BMW, na półce pozostał tylko jeden i to odłożony wcześniej przeze mnie. 

Na koniec kilka słów dlaczego kupiłem ten model.

BMW serii 3 to jedno z najbardziej popularnych i znanych aut tej marki. Samochód moich emocji nie budził. W przeciwieństwie do swojego poprzednika (wersji E46), w którym byłem „zakochany”, kiedy pojawił się model E90 szczerze mówiąc, jego design nie bardzo przypadł mi do gustu. Samochod ten, podobnie zresztą jak i poprzednią jego wersję, miałem przyjemność prowadzić, ale tylko przez kilkanaście minut na szkoleniu. O ile E46 zrobił na mnie oszałamiające wrażenie, o tyle E90, którym jeździłem w trakcie szkolenia porównawczego po wioskach wokół Sewilli, takiego wrażenia na mnie nie zrobił. Wrażenie w trakcie tego szkolenia zrobiło na mnie wtedy zupełnie inne auto. Dlaczego więc postanowiłem kupić jego modelik?

Samochody BMW serii 3 to aktualnie, ale też od kilku dziesięcioleci najpopularniejsze samochody tej marki. Są one też najchętniej kupowanymi modelami aut klasy średniej, jeśli chodzi o marki premium. Tę udaną serię zapoczątkowały jeszcze w latach 60-tych auta BMW 1600 i 2002 ( E114). Ich modeliki pokazywałem jakiś czas temu na blogu. W mojej kolekcji lubię mieć całą „linię rozwojową” zwłaszcza modeli samochodów znanych i popularnych, a mówiąc krótko, takich które odniosły sukces. I tak oprócz modeli serii E114 mam w kolekcji modeliki kolejnych ich następców:  E21, E30, E36 (i to w czterech odmianach).

Modelik wersji E46, który w moim zbiorze był ostatnim z modeli BMW serii 3, też początkowo kupiłem jako tani modelik Cararamy. Jednak z uwagi na to, co napisałem powyżej, dość szybko po jego zakupie uznałem, iż nie jest on godny „reprezentowania” tego ze wszech miar udanego auta i zastąpiłem go znacznie lepiej wykonanym modelem kolekcjonerskim firmy Schuco:

Kupiony ostatnio E 90 Cararamy raczej takiej zamiany się nie doczeka. Nabyłem go tylko w celu uzupełnienia serii dotychczas zebranych modeli BMW serii 3. Kiedy wykonam w nim planowane przeróbki, zapewne się nimi tutaj pochwalę.

pozdrawiam

 

P.S.

30 listopada

We wtorek 26 listopada musiałem pojechać znowu do Auchan. W poprzedni piątek podczas cotygodniowych zakupów kupiłem (wreszcie) nowe prześcieradło z gumką na małżeńskie łoże do sypialni. Chociaż jego wymiar był taki jak łóżka, zachodziła obawa, że materac jest dość wysoki i prześcieradło może się jednak źle układać. Postanowiłem je wymienić na większe.

W Auchan znów zaplątałem się do stoiska za zabawkami i kupiłem następny modelik BMW E 90 z nadzieją, że będzie lepiej wykonany od poprzedniego. Dziś wieczorem trochę z nudów w obydwu autkach pomalowałem wnętrza:

Drugim modelikiem nie wyraziła zainteresowania ani koleżanka za pracy jako „special offer na mikołajki dla Pan Mąż”, ani kolega Janek, z którym chyba po 2 latach udało mi się wreszcie spotkać na „modelikowych pogaduchach”. Poza tym nie jestem do końca pewien, który z dwóch sobie zostawić, więc na razie w kolekcji będą dwa:

W „kultowym” temacie melduję, że 27 listopada rano kupiłem Lublina 51. Modelik ma jednak pewną trudną do usunięcia wadę i nie mogę go ani rozpakować, ani tu pokazać. Miły pan w „kultowym kiosku” obiecał, że może mi go wymienić, ale będę musiał poszekać, jakieś 3 tygodnie.

 

 

177. Gonić króliczka – BMW 2000, 1600-2 i 2002 tii

W zamierzchłych latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy ja jako chłopiec biegałem od kiosku do kiosku w poszukiwaniu plastikowych modeli polskich samochodów w skali 1:72, wytwarzanych przez zakłady Ruch (jeszcze w podwarszawskiej Kobyłce), mój ulubiony wówczas zespół Skaldowie śpiewał piosenkę „Króliczek„. Z tekstu piosenki (napisanego przez Agnieszkę Osiecką) wszystkim chyba najbardziej w pamięć zapadła (cytowana zresztą dość często do dziś) fraza, która ujmuje cały sens nie tylko tej piosenki, ale też wielu działań w naszym życiu: „nie o to chodzi by złowić króliczka, aleby gonić go”. W pewnym sensie moje ostatnie zakupy kolejnych modeli do kolekcji pasują do cytowanej frazy jak ulał.

Przez wiele lat, a właściwie od początku mojego zbierania hołdowałem zasadzie, że nie dubluję modeli samochodów w kolekcji i nie kupuję modeli tych samych samochodów w innym kolorze, czy modeli innego producenta. Od reguły tej były oczywiście wyjątki i nie było ich przez pierwszych kilkanaście lat zbierania wcale tak mało, jednak dotyczyły sytuacji kiedy np gorzej wykonany model był zastępowany modelem wykonanym lepiej, zaś model wykonany gorzej był sprzedawany lub wycofywany z kolekcji (taki los spotkał kilkanaście modeli Bburago). Jako odstępstwa od wyżej wymienionej zasady nie traktowałem zakupów modeli tego samego samochodu jednak w różnych wersjach nadwoziowych. Do modelika auta w wersji sedan czasem dokupywałem modelik wersji kombi czy furgon, zdarzało się to jednak dość rzadko. Owszem bywało, że okazyjne kupowałem modelik niemal taki sam jaki już wcześniej miałem i chociaż były one bardzo podobne, zawsze jednak czymś się różniły (kolorem, nadrukami, dachem w wersji cabrio lub jego brakiem, czy chociażby usytuowaniem kierownicy). Po jakimś czasie zazwyczaj jednego z takich modeli po prostu się pozbywałem. Wyjątek od reguły stanowiły modele aut naprawdę legendarnych. Mam w kolekcji po kilka modeli (przeważnie różnych jednak wersji) Volkswagena garbusa, Austina Mini, Porsche 911, Land Rovera czy Citroena 2CV. Mam też kilka modeli Fiata 126. Samochody te były produkowane przez wiele lat i z reguły pierwsza wersja od ostatniej sporo się wyglądem różniła. Dlatego też decydowałem się na zakup kilku modeli takiego auta z różnych okresów jego produkcji.

Modele w skali 1:43 zbieram od 28 lat i modele kupowane na początku mojego zbierania znacznie różnią się od dostępnych obecnie na rynku. W modelarstwie zmieniły się trendy i upodobania, nastąpił też znaczący postęp technologii produkcji modeli. I chociaż wiele modeli sprzed ćwierć wieku trąci myszką, a czasem wygląda wręcz dość prymitywnie, zaś na rynku można znaleźć ich współczesne znacznie lepiej wykonane odpowiedniki, starałem się starych modeli jak tylko się da nie zastępować nowszymi.

Ostatnimi czasy sytuacja się jednak zmieniła. Kolekcja, której wielkość jeszcze 10 lat temu planowałem na ok. 500 sztuk, wartość tę znacznie przekroczyła (zwłaszcza na skutek zakupów tanich i całkiem fajnych modeli z serii gazetowych, jakie się w Polsce od kilku lat ukazują). Przez tak długi okres kolekcjonowania, udało mi się zebrać modele niemal wszystkich aut jakie mi się zawsze podobały, bądź tych, które darzyłem swego rodzaju sentymentem.  I tak, jak w cytowanej tutaj piosence choć właściwe „króliczki” zostały już dawno złowione, wciąż gonię za nowymi. Bo cały sens tego mojego kolekcjonowania to właśnie „pogoń za króliczkiem, a nie złowienie go”.

Efektem takiej właśnie pogoni był jeden z moich ubiegłorocznych zakupów, do tej pory nie opisany na blogu.

177. BMW 1

Trzy lata temu napisałem tutaj taki oto tekst:

Na początku lat sześćdziesiątych firma BMW miała bardzo poważne problemy. Powodów było kilka: Niespójna paleta produktów, od mikrosamochodu Isetta, poprzez małolitrażowy model 700, po wielką, przestarzałą i niemodną limuzyną 502. Kompletna klapą okazało się wprowadzenie na rynek w połowie lat pięćdziesiątych jednego z najpiękniejszych roadsterów w historii motoryzacji, jakim niewątpliwie był BMW 507 (wyprodukowano tylko 252 egzemplarze). To wszystko „owocowało” brakiem zysków, słabą sprzedażą i kiepską pozycją firmy na rynku. Po zniszczeniach wojennych i utracie zakładów w Eisenach (po wojnie produkowano tam Wartburga) w porównaniu do innych niemieckich marek takich jak Merceds-Benz czy Volkswagen, BMW odradzała się bardzo długo. Sytuacja firmy zaczęła się poprawiać wraz z porządkowaniem palety produktów, które rozpoczął w 1961 roku model 1500. Prawdziwy przełom nastąpił w 1963 roku, gdy na rynek wszedł model 1800 (będący de facto zmodernizowaną nieco wersją BMW 1500). Następnym autem, które przypieczętowało pozycję firmy i odniosło ogromny sukces był mniejszy nieco model 1600-2 z roku 1966.

O ile BMW 1500/1800 nigdy nie budziło we mnie jakichś szczególnych emocji, o tyle model 1600-2 od samego początku był dla mnie jednym z aut, które budziło mój podziw, a modelik którego był dla mnie przedmiotem szczególnego pożądania. Samochód, który dał początek produkowanej do dziś serii 3, był bardzo udany. Był niezbyt duży ale miał świetne proporcje, sportowy charakter i na tle innych aut z tamtej epoki prezentował się naprawdę znakomicie.

Gdzieś w 1998 roku po długich i bezowocnych poszukiwaniach trafiłem modelik BMW 1600-2 w sklepie modelarskim na Świętokrzyskiej. Modelik był biały, pasował do mojej kolekcji jak ulał, jednak do sklepu pojechałem w piątek po pracy i do jego zakupu zabrakło mi 2 złote. Następnego dnia (w sobotę) znów pojechałem do tego sklepu. Niestety nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Modelika już nie było. Spośród kilkunastu Minichampsów (wtedy kosztowały ok. 65 zł) ktoś kupił akurat białe BMW. (Notabene w ubiegłym roku pod wpisem Moto Nostalgia znalazłem komentarz, w którym jeden z czytelników tego bloga przyznał się, że to on kupił wtedy ów biały modelik). Po tej przygodzie poszukiwałem modelika BMW 1600/2002 w inny sposób.

W 2000 roku poprosiłem jednego z kolegów z giełdy w Starej Gazowni, aby kupił mi 2 modeliki firmy Minichamps w Berlinie. Jednym był Wartburg 312, a drugim białe BMW 1600-2. O ile z pierwszym wszystko wyszło dobrze, o tyle w przypadku drugiego modelika kolega się pomylił i tak stałem się właścicielem modelika BMW 2000 czyli auta, na którym mi specjalnie nie zależało (późniejszej i nieco tylko zmienionej wersji wspomnianego tutaj BMW 1500/1800, która na dodatek raczej mi się nigdy nie podobała).

177. BMW 2

Na transakcję nie mogę jednak specjalnie narzekać, bowiem do kolekcji nie trafił zwykły modelik firmy Schuco, ale rzadki i oryginalny modelik firmy Doorkey, na bazie którego Schuco produkowało później identyczne modele.

177. BMW 3

Dopiero w roku 2002 na giełdzie w Starej Gazowni dopadłem niedrogo (chyba po 30 zł) kilka ciekawych modeli. Kupiłem 3 lekko uszkodzone modele BMW i ciekawy modelik Bugatti EB 110. Na koniec odżałowałem jeszcze 95 zł i od tego samego sprzedającego kupiłem modelik BMW 1600-2 firmy Minichamps choć nie był on w wymarzonym przeze mnie kolorze.

177. BMW 4

Modelikiem nie byłem zachwycony choć sporo mnie kosztował. Modelik ma kolor bardzo podobny do modelika BMW 2000. Wolałbym zdobyć modelik w jasnym i żywym kolorze, ale modelika szukałem przez parę dobrych lat, więc w końcu machnąłem ręką i kupiłem taki jaki się trafił. Wreszcie odfajkowałem go na mojej „liście poszukiwanych” jako zakupiony.

177. BMW 5

W styczniu ubiegłego roku na Allegro pojawił się modelik późniejszej, a właściwie ostatniej wersji tego auta – BMW 2002 tii firmy Auto Art. Zacząłem modelik obserwować, jednak w tym czasie byłem zajęty głównie sprawami remontowym. Modelik był wystawiany chyba 2 razy za 70 zł i nikt go nie kupił. Jakiś czas później trafiła mi się okazja zakupu dokładnie takiego samego modelika. Po krótkich negocjacjach, prawie dokładnie rok temu, kupiłem go za 60 zł. Pojechałem po niego w okolice podwarszawskich Babic i już przy odbiorze zauważyłem, że pudełko jest w stanie zupełnie nienaruszonym. Kiedy w domu  rozpakowałem modelik, byłem nim naprawdę zachwycony.

177. BMW 6

Piękny lakier, wszystkie liswtwy wokół okien chromowane, a nie malowane srebrną farbką.  Listwa wokół nadwozia też jest chromowana i nawet maleńki migacz przedni ma chromowaną obwódkę. Do tego model ma wspaniale odwzorowane podwozie i skręcane koła. Po prostu bajka.

177. BMW 7

Kiedy porównałem go z opisanym powyżej modelem BMW 1600-2, ten ostatni miałem ochotę od razu wystawić na Allegro i sprzedać.
Po bliższym przyjrzeniu okazało się, że nowy modelik ma jednak pewną wadę. Lewy reflektor jest wysuniety do przodu w stosunku do prawego o ok 0,7 mm:


Nie wiem czy jest to błąd montażowy, czy formy odlewniczej. Niestety nie da się z tym nic zrobić. Atrapa została w nadwozie odrobinę krzywo wklejona, ale za to wklejona bardzo czysto i bardzo solidnie. Od tyłu nie ma żadnych bolców i nie da się jej po prostu wypchnąć, tak jak w większości modeli  (o ile w ogóle ktoś wie jak przedtem wyjąć z modelika przepięknie i z detalami wykonane przestrzenne podwozie).

177. BMW 8

Na szczęście wada nie jest aż tak bardzo widoczna, a z mego wieloletniego kolekcjonerskiego doświadczenia wiem, że tego rodzaju drobne wady ma niemal każdy model.

pozdrawiam

 

P.S.

A tym, którzy chcą posłuchać jeszcze jednej piosenki Skaldów polecam ten oto stary teledysk (oprócz zespołu) można na nim zobaczyć „żywego” Stara 25 !

72. BMW 2500 – Zaginiony prezent

Na początku lat sześdziesiatych firma BMW miała bardzo poważne problemy. Powodów było kilka: Niespójna paleta produktów, od mokrosamochodu Isetta, porzez małolitrażowy model 700, po wielką, przestarzałą i niemodną limuzyną 502. Kompletna klapą okazało się wprowadzenie na rynek w połowie lat pięćdziesiatych jednego z najpiekniejszych roadsterów w historii motoryzacji, jakim niewątpliwie był BMW 507 (wyprodukowano tylko 252 egzemparze). To wszystko „owocowało” brakiem zysków, słabą sprzedażą i kiepską pozycję firmy na rynku. Po zniszczeniach wojennych i utracie zakładów w Eisenach (po wojnie produkowano tam Wartburga) w porównaniu do innych niemieckich marek takich jak Merceds-Benz czy Volkswagen, BMW odradzała się bardzo długo. Sytuacja firmy zaczęła się poprawiać wraz z porządkowaniem palety produktów, które rozpoczął w 1961 roku model 1500. Prawdziwy przełom nastąpił w 1963 roku, gdy na rynek wszedł model 1800 (będący de facto zmodernizowaną nieco wersją BMW 1500). Następnym autem, które przypieczętowało pozycję firmy i odniosło ogromny sukces był mniejszy nieco model 1600-2 z roku 1966. Porządkowanie palety produktów zakończyło się w roku 1968 wprowadzeniem na rynek luksusowej limuzyny BMW 2500. Tak uporządkowana paleta jest do dziś podstawą sukcesów i bardzo dobrej pozycji firmy. Bezpośrednimi następcami modeli 1500/1800 są auta BMW serii 5, modeli 1600-2 (i bardziej znanej wersji 2002) – auta serii 3, zaś następcami BMW 2500 są póżniejsze modele serii 7.

72. BMW 1

BMW 2500 był nie tylko oststnim autem z nowej serii, ale jednoczesnie pierwszym, które miało linię nadwozia charakterystyczna dla samochodów marki BMW przez nastepnych 20 lat. Przepiękny typowy „rekin” długo inspirował stylistów marki. Do poczatku lat dziewięćdziesiątych niemal wszystkie modele limuzyn BMW miały bardzo podobną sylwetkę i wiele elementów inspirowanych właśnie wyglądem detali z modelu 2500.

Do modelika 2500 miałem pecha. Modelik samochodu mogłem kupić już w roku 2000, w warszawskim przedstawicielstwie firmy Schuco. Pojechałem tam nawet po niego, ale byłem tam z córką, która miała wówczas 4 lata. Było tam mnóstwo innych zbawek i nie do końca mogłem się skoncentrować na oglądaniu modeli (jednym okiem patrzyłem na modele, drugim na córkę), zaś „na szybko” w modeliku 2500 nie spodobały mi się reflektory i w końcu kupiłem 2 inne modele (w tym kremowe BMW 502). Nieco później w salonie BMW jeszcze raz spokojnie obejrzałem modelik 2500 i postanowiłem jakoś go zdobyć (w salonie, w 2001 roku modelik kosztował ponad 100zł). Na giełdzie w Satrej Gazowni modelik praktycznie się nie pojawiał. Jakieś 2 lata temu wylicytowałem go na Allegro i zpłaciłem 75zł,  okazało się jednak, iż modelikia nie ma, bo sprzedający wystawił go po raz drugi przez pomyłkę i odesłał mi pieniądze. Przed świętami modelik poszedł za 83zł (więc się aukcji tylko przygladałem). Niedługo po nim pokazał się kolejny modelik (uszkodzony – brak piór wycieraczek). Ten ostatni jako jedyny licytujący wygrałem. Licytacja zakończyła się kwotą 45 zł.

72. BMW 2

72. BMW 3

Wycieraczki w modeliku są fototrawione, dlatego uszkodzenie nie rzuca się zbytnio w oczy, bo wycieraczki fotortawione (także nieuszkodzone) są gołym okiem dość słabo widoczne. Licytując miałem nadzieje, że wycieraczki są, ale są po prosty pogięte. Okazało sie jednak, że są tylko ramiona, ale piór nie ma.

Dodatkowym kłopotem okazała się przesyłka. Została nadana 23 grudnia i powinna dojść zaraz po świętach. Doszła dopiero dziś. Sprzedający postanowił zarobić na niej dodatkowo. Zapłaciłem za paczkę priorytetową 10 zł, a modelik został wysłany listem poleconym za 5,50. Ot, taki niezbyt elegancki chwyt kupiecki, na Allegro się to nieststy zdarza. To mój drugi taki przypadek. Jest o tyle nieprzyjemny, że po kilku dniach człowiek dzwoni, pisze maile i nie wie co jest. Przesyła zamiast 1 lub 2 dni idzie w najlepszym przypadku tydzień, a druga strona po prostu rżnie głupa i udaje, że to poczta tak działa.

…………………………………………………………………………………………..

Dzisiaj (7 stycznia) udało mi się dorobić wycieraczki. Są co prawda przezroczyste, ale są. Na razie ich nie pomalowałem.

 72. BMW 4

Wszelkie poprawki i naprawy najlepiej robić „na gorąco”. Lepiej, gorzej, ale zawsze „na szybko”. Gdy model się „odleży” taka zabawa może się rozwlec w czasie nawet na kilka lat.

72. BMW 5