Tag: Moskwicz

186. Kultowe Auta PRL – N126 (wydanie specjalne) – Moskwicz 2140

Taki sobie zestaw

Nie wiem, czy cyfra 6 jest dla mnie szęśliwa, czy nie, ale wiem że odkąd pamietam wciąż za mną chodzi. Kiedy zarejestrowałem mój pierwszy samochód, na tablicy rejestracyjnej miałem dwie szóstki. Na tablicy obecnego auta mam 3, a kiedy pracowałem w FSO w numerze ewidencyjnym miałem szóstki 4. Dlatego też ten wpis zdecydowałem się opublikować dzisiaj 6, a nie 9 września.  

Dziewiątego września mija 6 lat od założenia przeze mnie tego bloga. Blog nie bije może rekordów popularności (jak w latach ubiegłych), bo i też nie zawsze mam czas się nim zajmować, ale źle też nie jest. Liczba odwiedzin kształtuje się mniej więcej na poziomie jaki blog osiągnął po dwóch latach istnienia.  Rok temu (18 września 2011) liczba odwiedzin wyglądała tak:

186. N126 1

W tym roku (18 września 2012) liczba odwiedzin wygląda tak:
186. N126 2
Przy tej specjalnej okazji
PRAGNĘ SERDECZNIE PODZIĘKOWAĆ WSZYSTKIM, KTÓRZY PRZEZ OSTATNICH 6 LAT ODWIEDZILI I WCIĄŻ ODWIEDZAJĄ MOJEGO BLOGA.

A teraz kilka słów o moich ostatnich nabytkach:

Przyczepkę N126 kupiłem dopiero w sobotę 4 sierpnia, a nie w środę 1 sierpnia kiedy się ukazała.  1 sierpnia licytowałem opisywany tu nie tak dawno, najdroższy modelik jaki w ciągu kilku ostatnich lat kupiłem. Tej niewątpliwie „kultowej” przyczepki do tej pory tu nie pokazałem, bo nie miałem jej do czego doczepić. (Jak już wcześniej pisałem „malucha” z hakiem oddałem mojej mamie). Kilka dni temu wylicytowałem na Allegro uszkodzony modelik i w trakcie jego naprawy, całkiem przypadkiem, przerobiłem go na holownik do N126. Dzięki temu mogę przyczepkę teraz zaprezentować:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Przyczepkę kupiłem bez zastanowienia. Rozważałem nawet zakup 2 egzemplarzy, jednak z powodu wygrania licytacji na Allegro w dniu, kiedy przyczepka się ukazała, doszedłem do wniosku, że już na początku sierpnia wydałem na modeliki sporą kwotę i chociaż nie przekroczyłem ustalonego na początku roku limitu wydatków, a w lipcu nie wydałem na modeliki ani grosza, to w końcu jednak kupiłem tylko jedną przyczepkę.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Prawdziwa przyczepa N126 jest chyba aktualnie najlepiej zachowanym reliktem motoryzacji czasów PRL. Mimo, że od jej ukazania się minęło prawie 40 lat, wciąż można ją spotkać, na drogach już raczej rzadko, ale na podwórkach i parkingach niemal na każdym kroku. Chociaż ciasna i jak na przyczepę kampingową naprawdę niewielka, była wyrobem bardzo udanym i popularnym. Może nie odniosła aż tak wielkiego sukcesu w karawaningu, ale za to w początkowym okresie transformacji ustrojowej była bardzo chętnie używana jako (przenośny) kiosk, zwłaszcza w małej gastronomii. I pomimo, że dziś N126 bardziej się wszystkim kojarzy z hot-dogami niż polem namiotowym, to jej modelik jest obowiązkową pozycją w kolekcji każdego kolekcjonera miniaturowych autek.

Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa z autem, którego modelik ostatnio kupiłem. Moskwicz 2140 choć w ZSRR a później w krajach WNP był autem niezmiernie popularnym, w Polsce można go było zobaczyć niemal wyłącznie na obcych tablicach rejestracyjnych. Dopiero kiedy kupiłem jego modelik, przeczytałem, że ukazał się jeszcze w 1976 roku. Wcześniej przypuszczałem, że był autem o dobrych kilka lat młodszym. Moskwicze były w PRL autami popularnymi i nie trudno było spotkać na naszych ulicach wszystkie starsze modele tych samochodów. Ostatnim jednak popularnym w Polsce Moskwiczem był model 412 (z 1967 roku). Moskwicza 2140 już do Polski nie importowano. W latach 70-tych na naszym skromnym wówczas rynku motoryzacyjnym jego miejsce zajęły inne radzieckie auta – Łady.  Toteż samochodu tego z okresu PRL zupełnie nie pamiętam. Zwróciłem na nie uwagę dopiero po latach i to całkiem przypadkiem.

Dwa lata temu byłem na niezbyt udanych i w końcu skróconych wakacjach w Karwi. Któregoś dnia szliśmy główną ulicą obstawioną straganami w stronę plaży. W pewnym momencie moją uwagę przykuł przeciskający się między tłumem idących ulicą wczasowiczów pomarańczowy samochód od dawna już nigdzie nie widziany. Był to właśnie Moskwicz 2140 na chyba bułgarskich tablicach. Spojrzałem na niego z zaciekawieniem i pomyślałem „o rany, jaki fajny”.

Kiedy modelik pojawił się w kioskach 11 lipca, oglądałem go i nawet mi się podobał. Doszedłem jednak do wniosku, że mam w  kolekcji kilka radzieckich jeszcze modeli nieco tylko starszych i niewiele różniących się wyglądem kanciastych Moskwiczy i modelika 2140 nie kupiłem. Poniekąd postanowiłem jednak, że jeśli trafi mi się on kiedyś okazyjnie to raczej go wezmę. Okazja nadarzyła się w ostatnim tygodniu sierpnia. Na Allegro, pewien warszawski kolekcjoner wystawił jako złom modelarski kompletny niemal modelik. Brakowało w nim tylko prawego światła cofania:

Moskwicz 2140 1b

Pomyślałem „dobra nasza”. Na forum, przy okazji dyskusji na temat Moskwicza, ktoś napisał, że 2140 nie miał dwóch świateł cofania, a tylko lewe. Po prawej stronie albo była „goła blacha” albo plakietka z napisem „1500”. Wada, jaką posiadał wystawiony na Allegro modelik nie była więc aż tak dużą i przystąpiłem do licytacji. Aukcja, którą wygrałem, zakończyła się we wtorek 28 sierpnia, oszałamiającą kwotą 11 zł.

W Środę zaraz po pracy wskoczyłem na rower i pojechałem na Saską Kępę. Od sprzedającego, kupiłem już wcześniej kilka innych modeli i dokładnie wiedziałem gdzie mieszka. Przed wyjazdem zadzwoniłem do niego, jednak się nie dodzwoniłem, Zadzwoniłem też po drodze, to samo. Po półgodzinnej przejażdżce byłem na miejscu. Jednak telefon sprzedającego wciąż nie odpowiadał. Pokręciłem się więc trochę po okolicy i wróciłem z niczym do domu. Przejażdżki w żadnym razie nie żałuję, bo pogoda była ładna, a trochę ruchu nigdy przecież nie zaszkodzi. Następnego dnia żona miała jechać wieczorem do centrum i nie bardzo jej się chciało. Ja wcześniej skontaktowałem się ze sprzedającym i znów jak poprzedniego dnia miałem zamiar pojechać do niego rowerem. Doszedłem do wniosku, że mogę żonę podrzucić do centrum samochodem i po drodze odebrać modelik. Tak też zrobiliśmy. Podjechaliśmy na Saską Kępę samochodem, który zostawiliśmy na ulicy Saskiej. Później do sprzedającego poszliśmy na piechotę i w powrotnej drodze pospacerowaliśmy jeszcze po tej naprawdę ładnej dzielnicy. Na Francuskiej jest teraz sporo małych kafejek, w które wieczorem są pełne i ulica ta wygląda teraz naprawdę „europejsko”.

W piątek wydrukowałem w pracy na drukarce kilka naklejek z napisem „1500”, które dzień wcześniej narysowałem w domu na komputerze. Wieczorem załatałem też dziurę po brakującej lampie cofania. W szpargałach znalazłem mały plastikowy widelczyk, odłamałem jeden ząbek opiłowałem trochę, posmarowałem świeżym klejem modelarskim do tworzyw i wcisnąłem w otwór po bolcu od mocowania lampy. Następnie z jakiegoś kawałka wyciąłem maleńką płytkę którą szybko udało mi się dopasować do prostokątnego zagłębienia (pod lampę). Posmarowałem płytkę i czubek wcześniej wykonanego bolca klejem, po czym wcisnąłem płytkę w karoserię modelika. Z arkusza folii samoprzylepnej, na której wydrukowałem napis wyciąłem go i nakleiłem na dorobioną płytę zaślepiającą dziurę. Wada modelika została usunięta:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Załatanie dziury po brakującej lampie zajęło mi raptem pół godziny. Pochodzący z prenumeraty modelik miał jeszcze kilka innych wad z którymi też dość szybko się uporałem. Kierownica była źle zamontowana. Wymontowałem więc całą deskę, oderwałem kierownicę i zamontowałem właściwie. Pod lupą okazało się, że jeden reflektor „świeci w niebo” wymontowałem więc atrapę i chromowaną wkładkę pod nią, w której osadzone są reflektory. Reflektora nie udało się z wkładki wymontować, ale udało się go obrócić o 180 stopni i po zmontowaniu całości było OK. Wymontowałem też lewą wycieraczkę i wkleiłem ją jeszcze raz. Po kolejnych kilkunastu minutach modelik był gotowy:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Ponieważ nie było jeszcze tak późno, a na stole w kuchni miałem rozłożony mój modelarski warsztat, z witryny wyjąłem przyczepę N126, a także klika modelików: szarego Poloneza „akwarium”, pomarańczowego FSO 1500, niebieską Ładę 2107 i czerwoną 1500 (2103).  Ustawiałem za każdym z nich przyczepę i patrzyłem jak wyglądałby cały zestaw. Oczywiście przed przyczepą ustawiłem też najnowszy nabytek i o ile kolorystycznie nie wyglądało to źle, jednak zestawienie Moskwicz 2140 + przyczepa N126 wydało mi się trochę dziwne.

Za każdym razem oglądałem też spód każdego z modelików i zastanawiałem się do którego najłatwiej było by dorobić hak, bez specjalnej ingerencji w konstrukcję podwozia.  Po wstępnej analizie wydawało się, że najłatwiej będzie dorobić hak do Łady 2107. Model ma z tyłu w płytce podwozia nadlewik, który wystaje nieco poza dolną krawędź pasa pod zderzakiem. Można by wywiercić w nim dziurkę i sadzić hak. Nadlewik nie jest jednak zbyt duży (wystaje z karoserii ok. 1,5 – 2 mm) a otwór na hak musi mieć 1 mm średnicy. Miałem więc wątpliwości, czy oda się to zrobić i osadzić w nadlewiku hak wystarczająco solidnie. Ładę odłożyłem. Za to w płytce podwozia Moskwicza zauważyłem małe nacięcia :

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Pomyślałem ” a gdyby zrobić prawdziwy profesjonalny hak ze wspornikiem i do jego mocowania wykorzystać owe nacięcia byłoby fajnie”. W rupieciach nie znalazłem jednak resztek czarnej płytki, z której dorabiałem kiedyś tylną klapę w Lancii Y10, ale nalazłem połamaną zawieszki do wieszania krawata na wieszaku od ubrań. Zrobiłem próbkę czy tworzywo rozpuszcza klej modelarski. Próba wypadła pomyślnie. Wyciąłem więc z zawieszki małą płytkę i dorobiłem z niej wspornik haka. Wspornik wzmocniłem w miejscu mocowania pręta haka małymi kawałkami tego samego plastiku. Z drutu o średnicy 1mm zrobiłem hak i osadziłem w otworze wykonanym we wsporniku:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Wspornik z hakiem po prostu wsuwa się w powiększone nieco nacięcia w płytce podwozia:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Wspornik nie jest jednak do płytki przyklejony i w razie potrzeby można go z modelika łatwo wymontować, a w razie potrzeby zamontować do innego „kultowego” modelika, oczywiście po drobnej przeróbce płytki podwozia. (Pokazane tu powyżej zdjęcia modelika Moskwicza bez haka zostały wykonane już po przeróbce).

Podwozie z hakiem przykręca się do karoserii i wtedy tył modelika wygląda tak:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Teraz do Moskwicza można dopiąć przyczepkę. Zestaw może trochę z punktu widzenia historii motoryzacji egzotyczny, ale wizualnie nie wygląda źle. W modeliku Moskwicza przód jest lekko uniesiony do góry, tak więc zestaw wygląda autentycznie, jakby przyczepa w naturalny sposób dociążała tył auta, jak to się dzieje w prawdziwych samochodach:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

pozdrawiam

120. Kultowe auta PRL – Moswkicz 400 (Opel Kadett K38)

Bardzo cieszę się zawsze, kiedy uda mi się zdobyć model samochodu, który w historii czymś szczególnym się odznaczył. Tym razem w kiosku pod domem, bez specjalnych zabiegów kupiłem modelik samochodu, o którym marzyłem przez długie lata. Ten niepozorny i niewielki samochód okazał się w historii motoryzacji bardzo istotny. Dał początek zarówno nowej marce, jak i długiej i bardzo udanej serii aut zupełnie innej marki. Dlatego modelik tego auta był dla mnie od zawsze przedmiotem kolekcjonerskiego pożądania. 

120. Moskwicz 1

Opel Kadett pojawił się w roku 1936. Był mniejszym bratem stworzonego niejako przy okazji olimpiady w 1936 roku w Berlinie Opla Olimpii. Samochód był bardzo udany i odniósł ogromy rynkowy sukces. Nie było to z całą pewnością mile widziane przez przywódców III Rzeszy, bo samochód był ogromną konkurencją dla świeżo powstałego Kdf-Wagena (znanego bardziej jako Volkswagen garbus), którego „ojcem chrzestnym” był Adolf Hitler. Wg jednych źródeł do 1940 roku, kiedy to na żądanie władz III Rzeszy wstrzymano produkcję Kadettów, wyprodukowano ich ponad 107 tys egzemplarzy, wg innych nawet ok 170 tys. W 1937 roku samochód przeszedł (jak to się dzisiaj określa) facelifting, i jego atrapa uzyskała nowy kształt, zgodny z obowiązującą wówczas modą, a model oznaczono symbolem K38.

Po wojnie nie wznowiono jednak jego produkcji. Wszystkie urządzenia i maszyny, które szczęśliwie wojnę przetrwały, zostały przekazane w ramach reparacji wojennych Związkowi Radzieckiemu i w 1947 roku, przedwojenny Kadett K38 znów pojawił się na drogach, ale już w ZSRR, pod nową marką Moskwicz, jako model 400. (Pisałem o tym nieco więcej przy okazji prezentacji modelika Moskwicza 408) W przeciwieństwie do swego niemieckiego pierwowzoru, który był 2-drzwiowy, Moskwicze były wyłącznie czterodrzwiowe, gdyż w trakcie wojny, pozostali w zakładach Opla niemieccy inżynierowie przerobili urządzenia produkcyjne przystosowując je do wytwarzania bardziej przydatnej wersji czterodrzwiowej.

Modelik Kadetta  był dla mnie przedmiotem pożądania, bo z wczesnego dzieciństwa pamiętam te samochody i to zarówno 2-drzwiowe Kadetty jak i 4-drzwiowe Moskwicze. W połowie lat 60-tych w Żyrardowie (gdzie wtedy mieszkałem) można było spotkać jeszcze całkiem sporo samochodów o przedwojennym rodowodzie. Moja babka, której pierwszy mąż, a mój dziadek poległ w 1939 roku, po wojnie wyszła za mąż po raz drugi. Jej drugi mąż stał się więc moim dziadkiem, z którym jako mały chłopiec spędzałem sporo czasu. Zabierał mnie często na spacer „za przejazd” (w Żyrardowie nie było wtedy jeszcze tunelu). Pamiętam, że często czekaliśmy przy przejeździe, aż go otworzą. Wtedy ruszała kawalkada czekających na przejazd przez tory samochodów i mogłem je sobie dobrze obejrzeć. Było wśród nich wiele aut przedwojennych i zapewne dlatego tak dobrze je zapamiętałem.

Drugi mąż mojej babki miał brata o imieniu Roman i ja mówiłem na niego „wujek”. Ów „wujek” to był w moich oczach „gość”, miał samochód. Samochodem tym był GAZ 67 Czapajew. Psuł się on okropnie, dlatego wycieczki za miasto, na które jeżdzili moi dziadkowie i „wujek” Roman z żoną, często kończyły się już na ulicach Żyrardowa. „Wujek” Roman jednak się tym nie zrażał i ciągle psującego się GAZ’a zastąpił po jakimś czasie równie leciwym samochodem. Był nim właśnie Moskwicz 400, który o ile dobrze pamiętam, też często się psuł. Może dzięki swej przygodzie z samochodami „wujek” był bardzo dobrym mechanikiem. Kiedy coś mi się popsuło i nie potrafiłem sobie z tym poradzić szedłem do niego,a on zawsze coś wymyślił. To on nauczył mnie, jak odkręcić zębatkę (trajkotką zwaną) z piasty tylnego koła mojej „półkolarki”, aby móc wymienić w kole zerwane szprychy. Umiejętność taka może się przydać nawet dziś!

Z uwagi na te wszystkie wspomnienia, od zawsze chorowałem na modelik przedwojennego Kadetta. Kiedy w 1987 roku w Kolonii, w sklepie z zabawkami trafiłem na przeceniony o połowę modelik Renault Juvaquatre, pomino, że modelik nie był tani (kosztował 20 marek) kupiłem go bez wahania, bo chociaż samochodu tego nigdy nie widziałem, bardzo przypominał mi Kadetta:

120. Moskwicz 2

Kiedy w lecie ubiegłego roku, na Allegro zaczęły pojawiać się pierwsze modele Moskwicza 400 w wersji cabriolet, z rosyjskiej serii podobnej do naszych „kultowych Aut PRL”, zastanawiałem się nawet czy jednego z nich nie kupić i nie odebrać od sprzedającego w drodze ze Szklarskiej Poręby, gdzie spędzaliśmy urlop. Postanowiłem jednak z zakupem trochę poczekać i w końcu się doczekałem. We środę rano, spokojnie poszedłem do kiosku i z 4 modeli wybrałem sobie najładniejszy:

120. Moskwicz 3

120. Moskwicz 4

Modelik jest świetny. To niewątpliwie jeden z najładniejszych modeli, jaki się w serii „Kultowe Auta PRL” ukazał. Jedyny, drobny zresztą mankament jaki w nim odkryłem to to, że atrapa nie była idealnie spasowana z maską:

120. Moskwicz 5

Jednak usunięcie tej drobnej niedoróbki trwało tak ktrótko, że sam byłem tym mocno zaskoczony. Odkręciłem podwozie, a następnie atrapę, która jest przykręcona do maski śrubką od spodu. Wyjąłem atrapę, a następnie włożyłem ją z powrotem. Docisnąłem mocniej atrapę do maski, rozległo się króciutkie „klik” i atrapa wskoczyła na właściwe miejsce. Modelik skręciłem i już niezbyt ładnego „uskoku” nie ma:

120. Moskwicz 6

Z uwagi na oszczędność, dobrze mieć czasem w kolekcji model, który może być pokazywany przy okazji prezentacji dwóch zupełnie różnych marek. Takie rozwiązanie nie jest jednak pełnia szczęścia, bo właściwie do której marki model powinno się przypisać ?

Opel Kadett, pojawił się ponownie na europejskich drogach 20 lat po wstrzymaniu produkcji w czasie wojny. W 1962 roku firma Opel „reaktywowała” Kadetta. I chociaż było to auto tego samego segmentu, co przedwojenny pierwowzór, był to już zupełnie inny samochód. Podobnie jak pierwszy Kadett odniósł ogromny sukces. Kolejne odmiany: A, B, C, D oraz E, były produkowane przez 30 lat (do 1992 roku). Podobnie jak model przedwojenny, Kadett zawsze był najgroźniejszym konkurentem Volkswagena (zwłaszcza Golfa). Mam w kolekcji kilka modeli późniejszych Kadettów i chętnie postawiłbym przy nich właśnie kupiony ostatnio modelik. Ale czy do kolekcji Opli nie lepiej było by dokupić innego Moskwicza 400 np. w innej wersji i w innym kolorze ?

Na koniec kilka słów o dołączonej do modelika gazetce. W gazetce główny tekskt dotyczący Moskwicza autor oparł na krążacych w tamtym okresie plotkach na temat historii powstania samochodu, do czego zresztą sam autor się w gazetce przyznaje. Gdyby tak się nie stało, ten wpis też byłby z całą pewnością krótszy, bo nie widziałbym potrzeby przytaczania w nim wielu znanych faktów i uzupełniania na blogu tego, na co w gazetce nie zwrócono należytej uwagi. Oto fragmenty opinii na temat gazetki zaczerpnietej z jednego z forów modelarskich, nie, nie mojej, a kolegi MRDT:

„Tylko że efektem takiego podejścia do tematu jest to, że plotka funkcjonuje w dalszym ciągu już jako prawda. …….W dobie internetu nie do pojęcia jest to że tzw „autor” nie był łaskaw zebrać rzetelnych informacji.
Anegdoty mogą znaleźć się w gazetce, ale na ostatniej stronie przy wycinkach prasowych – będą pasowały do siebie intelektualnie.”

I jeszcze na koniec moja uwaga: Czytając gazetkę można odnieść mylne wrażenie, że Rosjanie wypuszczając Moskwicza 400 popełnili plagiat. Oto zdjęcie obydwu opisywanych przeze mnie modeli:

120. Moskwicz 7

Samochody były do siebie łudząco podobne, a jednak nigdy, nigdzie nie spotkałem się z jakimikolwiek zarzutami o plagiat, a przecież jeden to Renault, a drugi Opel (dopiero później Moskwicz).

pozdrawiam

100. Sensacje XX wieku – Moskwicz 408 – Kultowe Auta PRL

„Nie daj Boże, żeby z gazetek serii Kultowe Auta PRL, nasze dzieci uczyły się historii”. Tak swego czasu gazetki dołączane do modelików skomentował jeden z kolegów na MniAutoForum. Do tej pory gazetki specjalnie mnie nie raziły (no, może oprócz jednej – o Wartburgu Camping). Kiedy jednak dwa tygodnie temu kupiłem modelik Moskwicza 408 i zacząłem czytać gazetkę, od razu mnie od niej z „dużą siłą odrzuciło”. Na samiuteńkim początku opisu auta, w gazetce jest coś takiego:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Z treści wstępu do artykułu o Moskwiczu 408 wynika, iż w 1945 roku, Rosjanie po zajęciu wschodniej części Niemiec, dojściu do Łaby i zbrataniu się z żołnierzami amerykańskimi, którzy do Łaby dotarli z zachodu, wsiedli na ciężarówki GMC i Studebacker (dostarczane im w czasie wojny przez amerykańskich sojuszników, w ramach pomocy konwojami do Murmańska), po czym wykonali 500 kilometrowy rajd w głąb opanowanego przez Amerykanów terytorium Niemiec, do położonego nad Renem Rüsselsheim i stamtąd „wyszabrowali” calutką fabrykę samochodów. Fabrykę tę „wyszabrowali” zresztą nie wrogim Niemcom, a sojuszniczym Amerykanom, bo produkujące Kadetta zakłady Adam Opel AG w Rüsselsheim od 1926 roku były własnością amerykańskiego koncernu General Motors.

Historia niesamowita !!!! Nigdy o tym nie wiedziałem !!! Historia godna, aby zajął się nią koniecznie redaktor Bogusław Wołoszański. Może to właśnie ona zapoczątkowała późniejszą „zimną wojnę” ?

Może rzeczywiście czegoś nie wiemy i inni też nie wiedzą ? Zawsze we wszystkich źródłach (nawet poważnych źródłach niemieckich) podawano, że Rosjanie otrzymali prawa i urządzenia do produkcji przedwojennego samochodu Opel Kadett w ramach reparacji wojennych, a po wojnie samochód ten produkowali całkiem legalnie jako Moskwicza 400.

A tu proszę, w gazetce Kultowe Auta PRL ujawniono zupełnie inną, nową i „prawdziwą” historię powstania marki Moskwicz. (zgodną z duchem czasu i obecnie obowiązująca poprawnością polityczną).

Zakłady Opla w Rüsselsheim (stare jak łódzkie fabryki włókiennicze) miałem przyjemność zwiedzać w 1994 roku, w ramach współpracy GM – FSO. Z całą pewnością nie leżą nad Łabą, a nad Renem, a w trakcie omawiania ich historii (a niemiecki znam dobrze – pełniłem rolę tłumacza) nikt nie wspomniał o rozszabrowaniu zakładów przez Rosjan, których w 1945 roku w Rüsselsheim w ogóle nie było.

Po przeczytaniu początku gazetki o Moskwiczu 408 przestała mnie już dziwić wyjątkowo zła opinia jaką „cieszą” się „kultowe” gazetki w środowisku kolekcjonerów modeli aut (i proponowana przez niektórych na MniAutoForum inicjatywa odsyłania gazetek do wydawcy). Niedawno jeden z użytkowników forum, komentując „kultowego” Moskwicza napisał: „Modelik wylądował na półce, a gazetka w koszu”.

Tyle o nieszczęsnej gazetce, a teraz wróćmy do modelika:

Inaczej niż w przypadku Nivy, Łady 1500, czy Wołgi M24, pomimo, że mam w kolekcji kilka bardzo podobnych modelików Moskwiczy, zawsze bardzo chciałem mieć miniaturkę modelu 408. Auto, które do produkcji trafiło w 1964 r zapamiętałem bardzo dobrze. Pojawiło się na polskich drogach w połowie lat sześćdziesiątych, kiedy nie było na nich jeszcze ani kanciastych Wartburgów 353, ani Fiatów 125p. W zestawieniu z tym co wtedy u nas jeździło, auto wyglądało bardzo świeżo i nowocześnie. Nawet na tle ówczesnych najnowszych samochodów zachodnich Moskwicz 408 prezentował się bardzo dobrze. Dlatego nad zakupem „kultowego” modelika tym razem nie  zastanawiałem się ani chwili.

100. Moskwicz 2

Modelik, który najpierw ukazał się w podobnej do naszej, rosyjskiej serii wydawnictwa De Agostini niestety na kolana nie rzuca. Szkoda, że do serii producent odwzorował auto z pojedynczymi, a nie podwójnymi reflektorami (te ostatnie były u nas o wiele bardziej popularne, a poza tym wyglądały naprawdę elegancko).

100. Moskwicz 3

W stosunku do modeli z serii rosyjskiej, modelik „kultowy” został nieco poprawiony. Dodano malowane srebrną farbą obwódki okien tylnego i przedniego. W ten sposób zamaskowano nieco dość przykry błąd bryły modelika – zbyt gruby dach i zbyt niskie okna przednie i tylne. Próbowałem błąd skorygować i podpiłowałem nieco górną krawędź okna przedniego. Niestety szyby w modeliku są na tyle niskie, że gdyby powiększyć otwory okienne do właściwych rozmiarów, na górze pojawią się brzydkie szpary, a dorobienie giętych, nowych szyb (tylnej panoramicznej) jest wyjątkowo kłopotliwe, o ile w ogóle możliwe.

Drugą dość poważną wadą modelik są za duże koła, a właściwie felgi. Jeszcze zanim zacząłem cokolwiek o modeliku wspominać, na tym blogu pojawiły się pytania skąd wziąć oryginalne koła od modelika radzieckiego.

Radziecki modelik Moskwicza, który kupiłem w 1986 roku (co prawda modelik nie 408 z 1964 r., ale późniejszego 412 z roku 1969), mimo upływu lat, postępu technologii i poprawy jakości wykonania (zwłaszcza części drobnych), moim skromnym zdaniem „broni się” absolutnie:  

100. Moskwicz 4

Oglądając go trzeba pamiętać, iż powstał 35 lat temu. Pierwszy raz radziecki modelik Moskwicza 412 widziałem w Centralnej Składnicy Harcerskiej już w 1974 roku. Był jednak na tyle drogi, że nie śmiałem moich rodziców nawet o niego prosić.

100. Moskwicz 5

100. Moskwicz 6

Modelik był chyba pierwszym  z długiej i ciekawej serii „awtomobili CCCP”. Wg relacji, którą jakiś czas temu czytałem na MniAutoForum, nie powstał zresztą od początku w ZSRR. Bazą do jego wykonania był inny model, stary i przepiękny model Moskwicza 408 (z podwójnymi przednimi reflektorami) wyprodukowany pod koniec lat sześćdziesiątych przez francuski oddział znanej, modelarskiej firmy  Dinky. Modelika Dinky nigdy „na żywo” nie widziałem. Jakiś rok temu pojawił się na Allegro i nawet go licytowałem. Niestety okazało się, że jest „poza moim finansowym zasięgiem”.

pozdrawiam

———————————————————

31 sierpnia

Dzień bloga – pozdrawiam wszystkich blogerów !!!!!!!

85. Kultowe Auta PRL – Moskwicz 407

Kiedy w 1970 roku mój ojciec odebrał pierwszy (po wojnie) samochód w naszej rodzinie, nowego Trabanta kombi, nie było go gdzie postawić. Samochód przyszedł kilka miesięcy wcześniej, niż miał przyjść, a na podwórko nie było bramy. W tamtym czasie na mierzącej ok. 1 km długości, naszej ulicy (w Żyrardowie) były 4 prywatne samochody, łącznie z naszym Trabantem. Pozostałe były typowymi „kultowymi autami PRL”: Wartburg 312, Syrena 104, którą starszy pan wygrał chyba w totka i właśnie Moskwicz 407.

Właścicielami Moskwicza byli mieszkający na końcu ulicy państwo Ł. Do państwo Ł, zaraz po lekcjach, zaopatrzeni w 2 litrową aluminiową bańkę, na zmianę z siostrą chodziliśmy po mleko. Państwo Ł mieli spory (jak się wtedy mówiło) plac, na końcu którego stał niewielki, przedwojenny domek-oficyna, do którego z jednej strony przylegał garaż z Moskwiczem, a z drugiej murowana komórka, w której trzymali krowę. Obok garażu była jeszcze obszerna wiata. W niej przez jakiś czas stał ogromny, jak na owe czasy Opel Kapitän rocznik 1955 (znajomego pana Ł), a obok niego nasz Trabant – do czasu wykonania bramy na nasze podwórko. Kiedy chodziłem po mleko zajmowało mi to dość dużo czasu. Zawsze długo oglądałem wszystkie trzy samochody, bo Moskwicz często stał przed garażem.

Inaczej niż w przypadku malucha z serii „Kultowe Auta PRL”,  moskwicza od razu postanowiłem kupić.

Mam co prawda w kolekcji innego „starego” Moskwicza – ostatnią jego wersję – model 403, ale zawsze bardzo chciałem mieć modelik obłego Moskwicza, jakiego najlepiej pamiętam z dzieciństwa – model 407. To co nie udało się w przypadku malucha, dwa tygodnie wcześniej, udało się w przypadku Moskwicza. Do pracy pojechałem (od rodziców) inną niż zwykle drogą i zahaczyłem rano o salonik prasowy w innej podwarszawskiej miejscowości. W saloniku o 8 rano były już tylko 2 modele: jeden z nie najlepiej wyglądającymi reflektorami i drugi z przekrzywionym lusterkiem. Wybrałem ten drugi. Szybki wybór (bardzo spieszyłem się na poranną lekcję angielskiego) okazał się słuszny – lusterko bez problemu udało się wymontować i wkleić prawidłowo jeszcze raz.

85. Moskwicz 1    

Na Moskwicza na miniauto-forum specjalnych narzekań nie było, w ogóle modelik przeszedł jakby niezauważony. Modelik prezentował się na zdjęciach znakomicie, chociaż nie jest to dwukolorowa wersja 407 jaką chciałbym mieć, ale starsza, której akurat w ogólnie pamiętam (z atrapą od modelu 402, który był jednokolorowy, nie miał bocznych listew ozdobnych i którego pamiętam dobrze).

85. Moskwicz 2

Gdy wyjąłem modelik z blistra i zacząłem mu się przyglądać i porównywać jego zdjęcia ze zdjęciami samochodu zauważyłem, że przód modelika wcale nie jest wykonany „tip-top”. Na moje oko górny „wąs” atrapy jest zdecydowanie za szeroki. Przez to szczelina między nim a reflektorem, którego kształt też pozostawia wiele do życzenia, praktycznie nie istnieje (w samochodzie jest ona wyraźnie widoczna). Ponadto migacze są w złym miejscu, są za bardzo wysunięte na zewnątrz, a powinny być praktycznie w osi reflektorów.
Poprawka tej wady jest bardzo trudna, bo „wąsa” skrócić się nie da. Poza tym mamy do czynienia z elementami chromowanymi, z których chrom bardzo łatwo schodzi przy jakimkolwiek dłuższym kontakcie z palcami, a niestety przy przeróbkach kontakt taki jest konieczny: częste wkładanie, wyjmowanie elementów, przymierzanie dopasowywanie itd..
Jedyne co udało mi się z tym zrobić to przesunąć migacze bardziej do środka.

85. Moskwicz 3

Efekt jest jednak dość słabo widoczny (jest nieco lepiej, jednak rewelacji nie ma). Może jeszcze uda mi się przesunąć nieco do góry reflektory, ale to może dać powiększenie szczeliny między „wąsem” a reflektorem o ok 0,3 mm – czy to będzie widać? i czy w ogóle warto to robić?

Gdyby modelik wady nie miał powinien wyglądać tak, jak na zrobionej przeze mnie symulacji graficznej poniżej:

85. Moskwicz 4

I widok z przodu wg oryginalnego rysunku technicznego

Moskwicz 407 dreft 1B

A oto zdjęcia mojego „starego” modelika Moskwicza 403:

85. Moskwicz 6

Modelik z radzieckiej serii „Samochody ZSRR” kupiłem na „pchlim targu” koło stadionu warszawskiej Spójni w 1985 roku. Od razu go zresztą przemalowałem, tak aby jak najbardziej przypominał model 407.

85. Moskwicz 7

Moskwicza pomalowałem farbą Hubroll, kupioną dobrych 10 lat wcześniej (w połowie lat siedemdziesiątych w Składnicy Harcerskiej). Powierzchnia modelika nawet dzisiaj wygląda bardzo dobrze, pomimo, że był to pierwszy model jaki malowałem, bez „ceregieli”, zwykłym pędzelkiem z kiosku, bez rozcieńczalnika i innych niedostępnych wtedy akcesoriów. 

Zdrowych i wesołych Świąt Wielkanocnych życzy Artemis !