Tag: motoryzacja 1:1

285. Niekoniecznie miła, 66. rocznica rozpoczęcia produkcji w FSO

Tak byłem, widziałem:

SONY DSC

O imprezie dowiedziałem się przypadkiem z sieci, ze strony Krytyki Politycznej, kiedy zauważyłem na niej plakat „Fabryka Sensów Osobistych”.

Od kilku dobrych lat zawsze w listopadzie wybieram się na „obchody” rocznicy uruchomienia produkcji w FSO. Byłem na spotkaniach z okazji 62. rocznicy i na wszystkich kolejnych. (opisywałem je zresztą na tym blogu)
Na spotkaniach tych, 2 lata temu była możliwość „zwiedzenia” fabryki, ale niestety się nie „załapałem”.

Tym razem się udało. Na zlot udałem się wcześniej niż na wszystkie poprzednie. Wpisałem się na listę chętnych i o godz 10 wraz z grupą kilkuset innych osób wszedłem na teren byłej już fabryki.

„Spacer akustyczny” bardzo mi się podobał, bo po raz ostatni byłem w fabryce chyba w 2007 roku, a niektórych jej „zakątków” nie widziałem od ponad 20 lat.

Droga, którą „Spacer akustyczny” ruszył spod bramy głównej FSO w kierunku tłoczni.  (Po prawej budynek nowej lakierni)

Widok (sprzed bramy głównej) na ulicę (drogę wewnętrzną) w kierunku ronda Starzyńskiego. Po lewej budynek nowej lakierni w oddali po prawej  budynek w którym miały siedzibę związki zawodowe OPZZ i Solidarność 80.

Widok w kierunku przeciwnym. Przez kilkanaście lat moja codzienna droga do pracy.  

Po prawej stronie pusty teren po zakładzie 5 – narzędziowni (gdzie w metalu były wykonywane przyrządy, które rysowałem jako konstruktor-technolog w trakcie mojej pracy w FSO) Dalej był również nieistniejący już zakład 6 (produkcji silnika), gdzie mieściło się również biuro, w którym pracowałem)

W drodze na tłocznię po prawej stronie mijaliśmy budynek biurowy usytuowany z tyłu nowej lakierni. To tu przeniesiono biura technologów z zakładu 6. W 2007 roku byłem w nim odwiedzić kolegów, którymi przed laty pracowałem.

Zakład 2 – montaż , a właściwie ruiny hali jakie z niego pozostały.

I w końcu przed nami ukazał się cel „spaceru akustycznego” budynek tłoczni.

Uczestnicy spaceru kierują się w kierunku estakady prowadzącej do hali.

Po wejściu do hali zrobiłem zdjęcie pustej, pierwszej nawy. W hali tłoczni byłem ostatni raz grubo ponad 20 lat temu. Z całego wyposażenia zostały już tylko suwnice. W czasach kiedy pracowałem w FSO, w tej nawie stały tłoczniki , na których produkowane były elementy nadwozi samochodów. (Tłoczniki to przyrządy do produkcji części nadwozi wykonywane z blachy. Przyrządy te były montowane na ogromnych prasach, w które wyposażone były kolejne nawy hali tłoczni)  

W kolejnej nawie pozostały tylko „ślady” po prasach. Pras już tu nie ma. 

Owe „ślady” to wielkie dziury w stropie hali w miejscach gdzie kiedyś stały ogromne prasy do tłoczenia blach karoseryjnych. 

Poniżej filmowa relacja ze spaceru po resztkach fabryki. O dziwo w tłumie zwiedzających zobaczyłem nawet siebie: 

Tu: RELACJA ZE SPACERU AKUSTYCZNEGO na stronie organizatora

Uważam, że inicjatywa Krytyki Politycznej to świetny pomysł. 

Na zloty przyjeżdża zawsze około 100 pojazdów (przeważnie zabytkowych produkcji FSO) a wraz z nimi całe rzesze młodych entuzjastów historii rodzimej, polskiej motoryzacji.
Warto im pokazać i przybliżyć historię fabryki, bo z wielu rozmów jakie odbyłem z uczestnikami zlotu i właścicielami fiatów i polonezów, pojęcie o fabryce mają raczej blade. 

Po powrocie ze spaceru po miejscach, w których dawno temu byłem codziennym gościem, udałem się na parking przed budynkiem dyrekcji zrobić (jak co roku) kilka zdjęć zgromadzonych tam aut:

Parking na zlocie był całkowicie zapełniony, a że wiele aut przyjeżdża na zlot regularnie, wiele z nich już tu pokazywałem (przy okazji moich poprzednich relacji ) 

Polonez MR’89

Karetka, która była na zlocie rok temu. 

Polonez Caro Plus jeszcze kilka lat temu był częstym gościem na naszych ulicach. Dziś coraz trudniej go na nich zobaczyć.

Warszawy 223 

I dwie kolejne

Rajdowy Polonez

Typowe „akwarium” z lat 1987 -1989 

A to ładnie odrestaurowany rajdowy „Borewicz”

Właściciel, który stał przy samochodzie pokazywał auto i opowiadał ile czasu i pieniędzy włożył w odrestaurowanie auta.  

Pod maską silnik z dwoma wałkami rozrządu znany z rajdowej legendy jaką niewątpliwie był Fiat Abarth 124 Rally 

Chyba najbardziej pasujący wyglądem do „spaceru akustycznego” samochód : Warszawa M20 w stanie oryginalnym.

Po kilku godzinach pobytu przed FSO i spacerze po resztkach fabryki, byłem już trochę zmęczony i udałem się w stronę dawnego parkingu dla pracowników, gdzie zostawiłem mój samochód.

Tam zrobiłem jeszcze kilka zdjęć i miałem zamiar wracać do domu.

Moją uwagę przykuła najpopularniejsza kiedyś na polskich drogach sanitarka FSO 1500. 

Jak widać na zdjęciu powyżej, wciąż gotowa do akcji.

Na brzegu parkingu dla pracowników stał też taki oto Mercedes-Benz 350 (W 126), przez znawców uważany za najpiękniejsze i najlepsze auto w historii tej renomowanej marki.

Obok bardzo rzadki Triumph 1300.

Samochód jest zadziwiająco podobny do innego, chyba bardziej znanego auta tej marki jaką był Triumph Dolomite Sprint. Ten drugi powstał prawdopodobnie właśnie na bazie pokazanego na tym zdjęciu auta.

Z parkingu gdzie zostawiłem samochód jednak zawróciłem. Właśnie o godzinie 12 zaczęły się „oficjalne” obchody 66. rocznicy uruchomienia produkcji w FSO. Tak jak w poprzednich lata ich organizator – Stowarzyszenie FSO AUTOKLUB zaprosiło żyjących jeszcze byłych dyrektorów Fabryki Samochodów Osobowych.  

Dwa lata temu zrobiłem na zlocie z okazji 64.rocznicy podobne zdjęcie, na którym było jeszcze o kilku „jubilatów” więcej. Cóż niestety „szacowne grono’ z biegiem lat coraz bardziej się kurczy.

A skoro już zawróciłem, zrobiłem jeszcze kilka zdjęć: 

Syrena 102

Przed laty też wyjechała z FSO.

Naprawdę bardzo ładnie i starannie odrestaurowana. Oryginalne zderzaki z kłami, starszego typu lampy tylne i wiele innych detali. Choć pamiętam te auta z dzieciństwa bardzo dobrze, nie przypominam sobie syren w takim kolorze, ale cóż możliwe, że nie widziałem aut we wszystkich kolorach produkowanych w FSO.

A nieopodal jeszcze inny samochód z zapomnianym już silnikiem dwusuwowym

O ile dobrze pamiętam, jego właściciel podał, że auto pochodzi z roku 1971.

Równie starannie, jak Syrena 102 odrestaurowany Wartburg 353.

Na zlot (jak widać z tablic rejestracyjnych) przyjechały auta niemal z całej Polski.

Maluch też na zlocie się pojawił. W końcu historia FSO to przecież głównie PRL, a to auto jak najbardziej się z okresem PRL kojarzy.

Warszawa M20, czy może już 201 ?

Warszawa M20, a może jednak 202? Kiedyś, (a było to blisko 50 lat temu) rozpoznawałem po drobnych szczegółach każdy model auta rodem z FSO. Dziś mam z tym już trochę kłopot. 

Po blisko 4 godzinach byłem już naprawdę zmęczony i udałem się do samochodu., aby wrócić do domu. Na parkingu, gdzie go zostawiłem też spotkałem jeszcze kilka innych, ciekawych aut:   

Mercedes-Benz 200 (W115)

Fiat 126p , dokładnie taki sam, jak ten, którego razem z moim ojcem odbieraliśmy z Polmozbytu w 1979 roku. 

I kiedy już miałem wsiąść do auta i odjechać, tuż obok pojawiło się piękne BMW 2002.  Dokładnie 30 lat temu, kiedy odbudowywałem poskładany z części, kupionych na pchlim targu modelik jego następcy, objechałem rowerem calutkie, nie tak małe znowu Bonn, aby gdzieś spotkać BMW właśnie w takim „kanarkowym” kolorze.

Przez ostatnie miesiące jestem bardzo zajęty, znalazłem jednak kilka godzin na wypad 4 listopada przed FSO, a dziś też kilka na złożenie obszernej relacji z mojego tam pobytu.

Wszystkich zaś zainteresowanych tematyką związaną z opisaną tu rocznicą, zapraszam do przeczytania kilku moich wcześniejszych wpisów poświęconych Fabryce Samochodów Osobowych na Żeraniu:

273. Niekoniecznie miła rocznica (65.)

257. Niekoniecznie miła rocznica (64.)

235. Niekoniecznie miła rocznica (63.)

211. Niekoniecznie miła rocznica (62.)

oraz

155. FSO – smutny koniec historii (cz.3) – Czy to musiało się tak skończyć ?

Dla przypomnienia: 23 lutego 2011 roku z taśmy montażowej fabryki na Żeraniu zjechał najprawdopodobniej ostatni samochód osobowy w jej historii.

Reklamy

283. Targi EkoFlota 2017

Na tym blogu zazwyczaj opisuję modele pojazdów, przeważnie już zabytkowych i zamieszczam relacje z targów i zlotów takich aut. Jednak tym razem postanowiłem choć trochę „popatrzeć w motoryzacyjną przyszłość”, możliwe, że wcale nie aż tak odległą.  

W ubiegłym roku, właśnie w październiku, byłem w Niemczech na jednodniowej konferencji poświęconej zmianom, jakie prawdopodobnie czekają szeroko pojętą branżę motoryzacyjną w ciągu najbliższych 5 lat, a może nawet szybciej. Po powrocie z konferencji zainteresowałem się trochę tematyką związaną z elektro-mobilnością i obejrzałem na YouTube kilkanaście filmików poświęconych głównie samochodom Tesla.  Poczytałem też trochę o firmach, jakie założył Elon Musk i muszę przyznać byłem pod wrażeniem. 

W kwietniu byłem na służbowym spotkaniu w hotelu Narvil w Serocku i tam w trakcie jednej z przerw, na podjeździe, przed głównym wejściem zauważyłem samochód, który od razu „przyprawił mnie o szybsze bicie srca”. Była to Tesla S. Wybiegłem więc obejrzeć ją choćby z zewnątrz. To auto widziałem na własne oczy po raz pierwszy i muszę przyznać, że bardzo mi się spodobało. Kilka tygodni temu wracając do domu, w Alejach Jerozolimskich wjechała mi przed maskę Tesla X. Zaś latem w trakcie jednej z popołudniowych przejażdżek rowerem po Targówku Fabrycznym, na pustej ślepej uliczce, na której swego czasu „testowałem” hamulce tylnej osi w moim poprzednim samochodzie, też zobaczyłem całkiem ciekawy obrazek.

Ulica Nieświeska, bo o niej mowa, to jak na Warszawę trochę „zadupie”. Biegnie od ulicy Rzecznej, z tyłu fabryki Procter&Gamble w kierunku Ząbek.  Jest asfaltowa i dość szeroka, ma ok 800 m długości,  ale jest ślepa. Kończy się tuż przy lasku (zwanym prze ze mnie „dżunglą na Targówku”).  Wydostać się z niej można tylko rowerem, wąziutką ścieżką biegnącą przez sporą i ładną łąkę niemal wprost na ulicę Księcia Ziemowita oraz bardzo ładne, nowe osiedle Wilno – Zacisze. Kiedy nie mam zbyt dużo czasu na rowerową przejażdżkę, często wybieram się z domu na to właśnie osiedle (oddalone ode mnie ok 3 km),  a następnie przez wspomnianą łąkę „przebijam” się do Nieświeskiej i wracam Rzeczną na Targówek Mieszkaniowy. Przejazd całej trasy wraz z postojem przy nowym przystanku kolejowym Wilno – Zacisze zajmuje mi ok. 45 minut.  Wspomnianej tutaj „dżungli” od strony Nieświeskiej nawet nie próbowałem atakować. Owszem zdarzało mi się wjeżdżając w nią kilka razy z różnych innych, bardziej oddalonych od domu stron, ale nigdy od Nieświeskiej, bo niestety jazda po „dżungli” do specjalnych przyjemności nie należy. A od czasu, kiedy to raz wjechawszy w nią od strony Ząbek, w jej środku natknąłem się na jakiś dziwne siedlisko, czy raczej koczowisko (z którego wyjeżdżałem szybciej, niż w nie wjechałem) staram się w „dżunglę” raczej nie zapuszczać. (O terenach bezpośrednio przyległych do nie popełniłem zresztą kiedyś całkiem sporą wzmiankę we wpisie 203.)

Ulica Nieświeska jest zazwyczaj zupełnie pusta, bo na całej długości, jak nie z jednej, to z drugiej strony porośnięta jest wysokimi na kilka metrów krzakami, na początku jest przy niej jakiś pusty plac, a od połowy, aż do „dżungli” znajdują się przy niej wojskowe magazyny, na terenie których można zobaczyć jeszcze czasem Stara 200 czy Jelcza 315. 

Latem wracając nią rowerem ze wspomnianego osiedla Wilno – Zacisze, w jej  połowie zauważyłem zaparkowany przed jedną z bram samochód. Samochód oklejony szyldem mytaxi stał przed niedużym biurowcem należącym do firmy Innogy i był podłączony kablem do niewielkiego zielono- białego słupka, który okazał się być ładowarką do aut elektrycznych. Wątpliwości nie miałem żadnych. To był Nissan Leaf. Byłem jednak bardzo zaskoczony miejscem, w którym go spotkałem.

W ubiegłą środę lub czwartek, przypadkiem w radiu usłyszałem informację, że w weekend w Warszawie odbędą się drugie targi EkoFlota, dedykowane nowoczesnym rozwiązaniom w zakresie motoryzacji. Kiedy usłyszałem, że targi odbędą się w tym samym centrum targowym, w którym od lat odbywa się opisywana na tym blogu Autonostalgia postanowiłem je odwiedzić i na własne oczy przekonać się „co w trawie piszczy”.

Na targi wybrałem się w sobotę. Miałem zamiar być tam około godziny, byłem chyba ponad 3. I choć powierzchnia wystawowa była dwukrotnie mniejsza niż w przypadku odwiedzanej wiosną Autonostalgii, to było naprawdę co oglądać i z kim pogadać, bo tłumów zwiedzających na targach nie było.  

Przy wejściu (w przeciwieństwie do Autonostalgii wstęp był zupełnie bezpłatny) dostałem papierową reklamówkę z jakąś gazetką, wrzuciłem więc w nią butelkę wody, którą ze sobą zabrałem. Dopiero w domu, po powrocie owa gazetka okazała się bardzo ciekawym i obszernym periodykiem opisującym najnowsze trendy i wszystkie modele aut zarówno elektrycznych jak i hybrydowych pokazanych na targach. Zabrana zaś z domu butelka, też okazała się mało przydatna bo w rogu hali, przy stoisku Nissana napiłem się (gratis) bardzo smacznego cappuccino.

Pierwsze stoiska zignorowałem, ruszyłem na środek hali gdzie były wystawione auta, a zwłaszcza do tego, na którym były wystawione Tesla X i Tesla S. Do tej drugiej po kilku minutach udało mi się wsiąść i trochę pobawić się ogromnym (jak na samochód) dotykowym ekranem.

Tesla S 1

Przy modelu X było więcej osób, więc go sobie odpuściłem. Kiedy wychodząc już właściwie z imprezy podszedłem do niego, okazało się. że tylnych podnoszonych do góry drzwi nie można już otworzyć, bo któryś z oglądających urwał wewnętrzną klamkę  i auto trzeba było zamknąć. Cóż bywa.

Po drugiej stronie hali było wystawionych kilka skromniejszych pojazdów, miedzy innymi Seat Leon hatchback oraz Ibiza. Do tej ostatniej wsiadłem i „przymierzyłem” się do niej. Autko podobało mi się, Kiedy otworzyłem maskę okazało się że kryje się pod nią trzycylindrowy silnik benzynowy, zasilany również gazem. Tak takie auta też na targach były.

Dalej stało kilka aut marki Skoda, których specjalnie nie oglądałem, zaś za nimi trzy auta Hyundai Ioniq: Jedno hybrydowe, drugie hybryda Plug-In i trzecie całkowicie elektryczne. Próbowałem się zapisać na jazdę próbną wersją elektryczną, jednak wszystkie godziny były już zarezerwowane, zostawiłem więc numer telefonu na wypadek, gdyby ktoś jednak z takiej jazdy zrezygnował.

Z tego stoiska, będąc już przy drugim końcu hali postanowiłem wyjść na chwilę na zewnątrz. Z drugiej strony hali stały auta, którymi można się było przejechać. Oczywiście najwięcej chętnych było do Tesli, jednak tą można się było przejechać tylko jako pasażer. Teslą obwoził zwiedzających kierowca, a kiedy po jednej z jazd (a były one bardzo krótkie) auto wróciło, zaś chętni do kolejnej stali za samochodem i nie bardzo wiedzieli gdzie mają wsiąść, otworzyłem szybko prawe drzwi i usiadłem na fotelu pasażera obok kierowcy.

283. Eko Flota 2

Samochód ruszył delikatnie po parkingu, a następnie skręcił w krótką ślepą uliczkę (nie dłuższą niż 150 m).  Kiedy auto wyjechało za bramę, kierowca gwałtownie przyspieszył. Wrażenie było piorunujące. Po prostu wciska w fotel bardziej niż samolot w czasie startu. Na końcu uliczki kierowca zawrócił i już myślałem, że jeszcze chwilkę nas przewiezie, ale od razu wrócił na parking. Cała jazda trwała może 2 minuty (a miało być 5) ale cóż, dobre i to.

Po tej jeździe wróciłem do hali i trochę się po niej pokręciłem, wypiłem wspomnianą kawę na stoisku Nissana i z zainteresowaniem pooglądałem wystawione na nim samochody, zwłaszcza ,że miały pootwierane maski. Kiedy je oglądałem podeszła do mnie miła młoda dziewczyna i zapytała czy coś mnie szczególnie interesuje. Odparłem, że jazda próbna, na to odparła, że jest ona możliwa, ale muszę ok 40 minut poczekać. Zostawiłem więc numer telefonu, podałem potrzebne dane i poszedłem zwiedzać dalej.

Obejrzałem BMW i3 i usiadłem za jego kierownicą. Udało mi się też otworzyć w nim maskę i krótkie, tylne otwierane „pod prąd” drzwi. Pod maską (w przeciwieństwie do innych) niczego ciekawego nie było, ot niewielki schowek na kable do ładowania.

Trafiłem też na ciekawe stoisko z napisem Car Sharing firmy Panek. Tu spędziłem trochę czasu. Firma wprowadziła na warszawski rynek usług 300 pojazdów. Współdzielenie, bo tak się taka usługa po polsku nazywa, staje się w całej Europie coraz bardziej popularne. Miły młody człowiek, przy stoisku firmy wyjaśnił mi, że jeden taki wspólnie z innymi użytkowany samochód, zastępuje w mieście ok 10 prywatnych aut. Koszty usługi są relatywnie niskie : 50 gr/km + 50 gr/min . Warto się więc na stronie firmy zarejestrować, wyrobić sobie w banku nową kartę kredytową (tak chyba bezpieczniej) i wypożyczyć auto, chociażby po to aby po prostu przejechać się nowym samochodem Toyota Yaris Hybryd.

Kiedy odszedłem od stoiska firmy Panek (wypożyczającej auta na minuty) zadzwonił telefon. Miła młoda pani zadzwoniła, że za chwilę będę mógł odbyć jazdę próbną jednym z aut Nissan Leaf.

Nissan_Leaf_–_Frontansicht 2b

Niemal pobiegłem na drugą stronę hali, podszedłem do pani,z którą rozmawiałem na temat ewentualnej jazdy. Do stoiska podszedł młody człowiek i wyszliśmy na parking z tyłu hali, na którym czekał na mnie biały Leaf.

Usiadłem za kierownicą, a młody człowiek zapytał, czy jeździłem kiedyś Automatem. Odparłem, że kilka dni temu. Poinstruował mnie też jak autem ruszyć. Wyregulowałem fotel i kierownicę, bez problemu na desce znalazłem przycisk „Start”  i na dżojstiku, umieszczonym na środkowej konsoli między fotelami  wybrałem bieg „do tyłu”. Na centralnym wyświetlaczu pojawił się obraz za samochodem (z kamery cofania).  Ponieważ musiałem cofnąć i wjechać na na miejsce obok innego samochodu, nie od końca mu zaufałem i patrzyłem również w lusterka boczne.  

Nissan-Leaf-EV-front-interior-view 1b

Wyjechaliśmy z parkingu w kierunku Anina ma dobrze mi znany fragment trasy, którą dość często jeżdżę do Mińska Mazowieckiego. Była sobota, godzina 15. a jednak nawet na bocznych ulicach Wawra ruch był spory. Samochód rzeczywiście prowadzi się tak samo jak auto z automatyczną skrzynią biegów (bez użycia lewej nogi i bez konieczności „heblowania” dźwignią) Ot po prosu naciska się gaz lub hamulec i „do przodu”. Wg młodego człowieka, który siedział obok, auto było ustawione w normalnym, a nie oszczędnym trybie jazdy. Był moment kiedy na drodze zrobiło się nieco luźniej i troszkę depnąłem. Samochód przyspieszył, ale nie byłem jakoś zszokowany, rozpędziłem go gdzieś z 40km/h i gdy na liczniku pojawiło się 72 odpuściłem. W końcu to jazda po normalnych miejskich ulicach. Miałem wrażenie że samochód nie jest dużo bardziej zrywny niż np. podobnej wielkości kompakt z silnikiem 100 KM. 

Zaskoczyło mnie za to ci innego. Od samego początku zauważyłem, że samochód zupełnie „bezgłośny” nie jest.  Nawet przy normalnej miejskiej jeździe napęd wydaje delikatne odgłosy, poza tym słychać szum opon. Ale to dobrze, bo po prostu czuje się z jaką prędkością się jedzie i jest bezpiecznie. 

Samochodem przejechałem ok 7 km i byłem z przejażdżki naprawdę zadowolony. Aż tak dużej różnicy w stosunku do zwykłego benzynowego samochodu do jakiego jestem przyzwyczajony nie ma. Cóż ale to jednak nie Tesla, a poza tym jest auto, które właściwie kończy swoją karierę, gdyż w sprzedaży jest od 2011 roku i za chwilę pojawi się jego następca., a właściwie już jest.

Po powrocie do hali wystawowej pooglądałem jeszcze trochę innych pojazdów. Na targach były obecne właściwie tylko marki niemieckie i japońskie BMW, Mercedes, Volkswagen, Ford wystawił hybrydę. Duże stoisko miała Toyota światowy w końcu lider w produkcji modeli z napędem hybrydowym. Na stoisku Nissana był oczywiście Leaf oraz furgonetka e-NV200 z dokładnie takim samym silnikiem i napędem co Leaf. 

Dłużej zatrzymałem się na stoisku Volkswagena bo stojący tam elektryczny Golf miał otwartą maskę. Obejrzałem sobie dokładnie jego układ napędowy i doszedłem do wniosku, że podobnie jak inne pojazdy które oglądałem (Leaf i Ioniq) to właściwie normalne auta z których wymontowano silnik spalinowy wraz wydechem i zbiornikiem paliwa i zamontowano silnik elektryczny wraz z jego osprzętem, które w komorze silnika wcale aż tak dużo mniej miejsca nie zajmują. Wiele innych elementów to znane dobrze z normalnych pojazdów klimatyzacje, układy hamulcowe z ABS czy ESP. W samochodach był także normalny akumulator 12V. W golfie był układ chłodzenia podobny do normalnego, a przewody były doprowadzone do silnika. Trochę porozmawiałem z panem z obsługo i stoiska i ten wyjaśnił mi, że układ chłodzi nie tylko silnik, ale przede wszystkim rozmieszczone pod podłogą litowo-jonowe  baterie napędowe, a także pozwala utrzymać ich właściwą temperaturę np. zimą. Cały zestaw baterii waży ok 320 kg.   

Na koniec wizyty na targach obejrzałem też z dużym zaciekawieniem wystawioną tam jedyną ciężarówkę. Ciągnik siodłowy Iveco Stralis został wyposażony w ogromne owalne zbiorniki (po obu stronach ramy) znacznie większe niż w typowych dieslach. Samochód napędzany jest skroplonym gazem ziemnym (CNG) co pozwala ponoć uzyskać nawet do 40% oszczędności kosztów jego eksploatacji w stosunku do ciężarówek napędzanych ropą. Wszedłem też do kabiny pojazdu i też bardzo mi się w niej podobało. 

Przed wyjazdem na targi „zapobiegawczo” naładowałem mojego nowego Iphona. Niestety nie robiłem nim żadnych zdjęć. Jakoś zupełnie nie miałem do tego głowy i korzystałem tylko z telefonu.

Na YouTube znalazłem za to filmik oddający atmosferę targów. Jest to właściwie filmowa relacja tego co na targach sam widziałem.

Filmik 1b

Filmik jest dość długi, ale naprawdę warto go obejrzeć.

A dla tych, którzy czasu nie mają inna relacja (znacznie krótsza)

pozdrawiam

 

P.S.

Mój poprzedni wpis, jest niestety wciąż aktualny  

 

roboty drogowe

281. Auto Nostalgia 2017 (cz. 1)

Od dobrych kilku tygodni, a właściwie od kilku miesięcy, nie mam czasu na zajmowanie się kolekcją i modelikami. Na blogu niczego od dawna nie prezentowałem, bo nie mam w tej chwili głowy do takich rzeczy. Owszem, byłem na początku marca na „modelikowej” giełdzie, która teraz odbywa się w siedzibie Automobilklubu Polski i nawet kupiłem na niej dwa modele, nie znalazłem jednak czasu by je tu opisać.

Pod koniec lutego, mama była bardzo słaba. Kiedy wiozłem ją na badania krwi, byłem przekonany, że podobnie jak w grudniu trafi do szpitala. Nie sądziłem jednak, że trafi tam zanim z wynikami pojedziemy do hematologa. Jeszcze w dniu, w którym mamie pobrano krew, z przychodni na Koszykowej (gdzie się leczyła) zadzwoniono do niej z informacją, że wyniki są bardzo złe. Następnego dnia załatwiłem skierowanie i odwiozłem mamę do szpitala MSW przy Wołoskiej, w którym przez kilka dni (tuż przed świętami) leżała w grudniu. Pod koniec lutego, kiedy na blogu opisywałem moje ubiegłoroczne zdobycze, sytuacja nie wyglądała na krytyczną i wyglądało na to, że po podaniu krwi mama po kilku dniach ze szpitala wyjdzie. Tym razem mama trafiła jednak na inny, przepełniony oddział. Po kilku dniach pobytu na kilkuosobowej sali zaraziła się grypą i została przeniesiona do oddzielnej sali. Jej stan cały czas się pogarszał, a że na oddziale panowała infekcja, po opanowaniu grypy i trzytygodniowym pobycie, w piątek późnym wieczorem 17 marca karetka odwiozła mamę do domu. W domu opiekowaliśmy się nią z żoną, a że stan jej był ciężki jeszcze w sobotę przed południem wezwałem karetkę. Niestety do kolejnego szpitala jej nie zabrano i w nocy z soboty na niedzielę 19 marca mama zmarła.

Wszystkie te okoliczności, zwłaszcza ostatni pobyt mamy w szpitalu, codzienne tam wizyty, jej powrót do domu, śmierć, przygotowania i sam pogrzeb, spowodowały, że właściwie do tej pory nie ze wszystkimi sprawami się uporałem i na hobby wciąż brakuje mi czasu.

Ostatni majowy weekend był bardzo intensywny. W piątek po pracy pojechałem zajrzeć do domu mamy, a później na szybkie zakupy. Wieczorem, a właściwie w nocy „grzebałem” w Internecie i czekałem na telefon od córki, która wcześniej poprosiła, abym około 1 w nocy odebrał ją z Woli. Na telefon się nie doczekałem i poszedłem spać dość późno. Córka z imprezy wróciła sama nad ranem. W sobotę, po południu  pojechaliśmy na piknik rodzinny u dealera samochodowego w Aninie. Pogoda ładna i na pikniku „zjedliśmy obiad” (kiełbaski, karkówkę i inne drobiazgi). Ja spotkałem kilku kolegów z pracy, a żona pogadała sobie z żoną jednego z nich i generalnie z pikniku wróciła zadowolona.

Pierwotnie rozważałem opcję odwiedzenia w sobotę zarówno dealera w Aninie, jak i targów Auto Nostalgia, bo w drodze do dealera, przejeżdżam zawsze obok hali targowej, jednak w praktyce okazało się to niewykonalne i na targi wybraliśmy się w niedzielę. Podobnie jak w roku ubiegłym żona zgodziła się mi towarzyszyć.

Do targów tym razem się właściwie nie przygotowywałem. Na wszystkich poprzednich imprezach byłem zaopatrzony w aparat  i komórkę. Z pierwszych trzech targów zamieściłem dość obszerne relacje na blogu. W ubiegłym roku, pomimo, że nie miałem zamiaru robić wielu zdjęć, wyszło ich na tyle dużo, że relację musiałem podzielić na dwa wpisy. W tym roku też właściwie nie planowałem robienia zdjęć, bo w końcu ile razy można pokazywać te same samochody. Dlatego tym razem, na targi Auto Nostalgia nie zabrałem ze sobą aparatu, ja wziąłem komórkę, zaś żona Iphona.

Na miejscu, jednak postanowiłem kilka aut uwiecznić i jak na poprzednich imprezach, jeszcze przed wejściem do hali zrobiłem kilka zdjęć:

 Tak, tak dokładnie tego samego Wartburga już tu pokazywałem. (Pięć lat temu)

Możliwe, że i to auto też już tu pokazywałem, ale tego auta nie sposób pomylić z żadnym innym: Jaguar MK II

To też bardzo charakterystyczny samochód: Alfa Romeo Giulia

Giulia to jedna z moich ulubionych alf, więc nie mogłem powstrzymać się przed jej uwiecznieniem.

I ostatni rzut oka na auta przed halą: Triumph Spitfire i Alfa Romeo Spider. 

Po obejrzeniu aut przed halą, których było zdecydowanie mniej niż w latach poprzednich, zadzwoniłem do kolegi, który z wystawy wyszedł do holu i wręczył nam wejściówki.  Weszliśmy przez bramki do drugiej, „mniej prestiżowej” części hali wystawowej.

W tym roku auta nie były tak stłoczone, jak na poprzednich wystawach. Jednak aby zrobić dobre zdjęcia, też czasem trzeba było trochę poczekać, aby oglądający odeszli od fotografowanego eksponatu.

Po wejściu do hali „przejąłem” od żony Iphona i zacząłem robić zdjęcia. Nie wszystkie się udały, bo sama wciąż nie mam smartfona i krótkie przeszkolenie, jakie tuż przed wyjazdem na targi, przeszedłem u mojej córki, która owego Iphona używała przez 4 lata, okazało się niewystarczające. Niemniej jednak kilka zdjęć udało mi się zrobić:  

W tej części było stoisko na którym stało kilka fiatów 125p:

 Polski Fiat 125p to w Polsce samochód „absolutnie kultowy”

Bez niego, żaden zlot pojazdów zabytkowych odbyć się nie może. 

Kiedyś można go było spotkać na każdym rogu. Na tle znacznie nowocześniejszych aut zachodnich wyglądał staro i nieciekawie. Dziś, ładnie odrestaurowany egzemplarz, sprzed ponad 40 lat, naprawdę „cieszy oko”.

Fiat 132 1800 GLS . Tak, ten sam, który pojawił się w mojej relacji z obchodów 65. rocznicy rozpoczęcia produkcji w FSO

A to prawdziwy moto-rower. Takie pojazdy doskonale pamiętam z czasów mojego dzieciństwa.  

W tym roku na targach jednośladów było naprawdę niewiele. 

 BMW ? Oj chyba nie, ale podobny, a właściwie motocykl o rodowodzie BMW, ale chyba nie z Monachium. Prawdopodobnie radziecki motocykl wojskowy M-72, swego czasu spotykany również w Polsce.

No, jeszcze nie aż taki stary, ale już absolutny klasyk: Jaguar XJ6 MK III 

 I jego, o kilka lat starszy brat Jaguar XJ6 MK II

Ferrari Testarossa wciąż świetnie wygląda, a ma przecież ponad 30 lat.

Ford Mustang z 1967 roku to jedno z najpiękniejszych amerykańskich aut w historii. 

I nieco młodszy Mustang Mach I

A obok ogromny „skrzydlaty” Cadillac z 1955 roku

Ferrari 308 GTB

Na targach już od kilku lat jest pawilon z modelikami

Modeliki budziły zainteresowanie nie tylko panów.

 

A tu naprawdę duży wybór i to w mojej ukochanej skali 1:43

 Naprzeciwko stoiska z modelikami stał Polonez „borewicz”

Nieco dalej scenka rodzajowa z lat 80-tych z „maluchem” w roli głównej. 

 Dla mnie jednak niewątpliwą gwiazdą targów było takie oto auto.

Piękna Skoda 110R . Jej modelik ukazał się 2 lata temu w serii „Kultowe Auta PRL” i oczywiście go kupiłem.

W latach jej świetności nie widziałem auta nigdy na żywo, ani w NRD, ani w Czechosłowacji. W Polsce samochód był praktycznie zupełnie niespotykany.

Obok stał  Volkswagen T2a jakieś niemieckiej ochotniczej straży pożarne .

To zdjęcie musiałem zrobić: Volkswagen Polo Coupe z 1990 roku (już po faceliftingu) . To w pewnym sensie ciekawostka na targach zabytkowej motoryzacji, bo przecież ten samochód wciąż można spotkać na warszawskich osiedlowych parkingach, a tu proszę już „zabytek”.

W sobotę (dzień przed wycieczką na Auto Nostalgię) u dealera w Aninie wraz z żoną z zaciekawieniem oglądaliśmy współczesny samochód kampingowy zbudowany przez firmę Westfalia na bazie furgonetki. Toteż kiedy na wystawie zobaczyliśmy to auto, postanowiliśmy zajrzeć do środka, zwłaszcza, że drzwi były szeroko otwarte. 

Chevrolet Van ma swoich fanów i wciąż jeszcze można go na naszych ulicach spotkać.

A w środku zupełnie nie motoryzacyjna atmosfera:

Fotele i „otomana” jak u babci

Po obejrzeniu aut wystawionych w „mniej prestiżowej” części hali wystawowej, przeszliśmy do części „bardziej prestiżowej”:

Volvo PV 544  

Austin Healey 100, którego modelik był tu kilka lat temu prezentowany.

A tu na pierwszym planie jeden z moich ulubionych „anglików” MGB GT. W tle MGA.

Niestety z tej części wystawy udało się zrobić tylko kilka zdjęć, bo stary „odziedziczony” po córce Iphone żony, mimo wymiany baterii (kilka miesięcy temu) nie dał rady i prawdopodobnie się rozładował. Na wystawę wziąłem też ze sobą również moją „leciwą” komórkę. Jednak tuż przed wyjazdem z domu okazało się, że po podłączeniu jej do komputera, ten ostatni jej „nie widzi”. Ale cóż było robić. Wyciągnąłem komórkę z kieszeni i dalej fotografowałem już nią.  

Relację z bardziej „bardziej prestiżowej” części wystawy zamieszczę tu za kilka dni, bo po powrocie do domu jednak udało mi się „zrzucić” na komputer również zdjęcia z komórki. Na przygotowanie każdego wpisu na blogu potrzeba zawsze trochę czasu, a zdjęcia z komórki nie są jeszcze „obrobione”.  

W następnej relacji napiszę też dlaczego moim zdeniem tegoroczna Auto Nostalgia nie była tak ciekawa i oblegana jak poprzednie.

pozdrawiam

cdn. 

273. Niekoniecznie miła, 65. rocznica rozpoczęcia produkcji w FSO

W ciągu ostatnich miesięcy właściwie nie miałem czasu zajmować się ani blogiem, ani kolekcją. Od momentu zaprezentowania na blogu modelika Mercedes-Benz W 212 kupiłem co prawda (za grosze) dwa modele. Jeden to Austin Mini Van, drugi zaś to armata ZIS 3, nie miałem jednak czasu ich opisać.

W październiku w moim bloku (jakby mało było atrakcji związanych z budowa drugiej linii metra) rozpoczęła się modernizacja instalacji gazowej. Stara instalacja, która biegła w kuchni (za ekranem) została odłączona, zaś nową poprowadzono na klatce, co wymagało doprowadzenia do mieszkania nowych rurek, przez przedpokój do kuchni. Wiązało się to z koniecznością rozebrania połowy zabudowy szafy w przedpokoju, odsunięcia lodówki i demontażu ekranu w kuchni. W związku z tymi pracami musiałem wziąć 2 dni urlopu, a prace związane z ponownym zamontowaniem ekranu w kuchni i uszczelnieniem go zakończyłem dopiero w sobotę.

Jednak od czasu, do czasu każdy kolekcjoner miniaturowych autek musi pooglądać ich jeżdżące pierwowzory. Niekiedy owe pierwowzory czyli auta 1:1 można spotkać na ulicy, przeważnie jednak aby obejrzeć auta starsze trzeba wybrać się na jakiś ich zlot lub wystawę. Od kilku lat regularnie odwiedzam dwie imprezy: Wiosną targi Auto Nostalgia, jesienią spotkanie z okazji kolejnej rocznicy uruchomienia produkcji w FSO.

Kilka dni temu zamieściłem tutaj plakat z informacją o spotkaniu z okazji w pewnym sensie okrągłej 65. rocznicy uruchomienia produkcji samochodów w Fabryce Samochodów Osobowych w Warszawie. Na imprezę wybrałem się, jak zresztą od kilku lat to czynię. Moje poprzednie wizyty z okazji rocznic uruchomienia produkcji w FSO opisywałem na blogu tutaj:

257. Niekoniecznie miła rocznica (64.)    235. Niekoniecznie miła rocznica (63.)   211. Niekoniecznie miła rocznica (62.)

W tym roku niewiele brakowało, a na spotkanie bym nie pojechał. W niedzielę rano, 6 listopada, jak zwykle w każdy weekend przygotowałem śniadanie, zjedliśmy je i zacząłem szykować się do wyjścia. W kuchni żona dopijała kawę, kiedy weszła córka i usiała przy stole. Po kilku minutach rozmowy okazało się, że córce wyskoczył na ręku mały okrągły rumień i chodzi z nim już jakiś czas. Żona oczywiście spanikowała i zaczęła się martwić, że rumień może być np. od ukąszenia kleszcza. Decyzja zapadła dość szybko. Trzeba jechać do lekarza, na dyżur przy placu Hallera. Zaproponowałem. że skoro wybieram się na spotkanie przy FSO, podwiozę córkę i żonę na plac Hallera (bo jest to po drodze) jednak z nimi nie zostanę. Córka ma końcu 20 lat i powinna „ogarnąć” się sama, poza tym chciałem uniknąć powtórki z września, kiedy to właściwie intuicyjnie nie pojechałem na niedzielną giełdę modelików, za to zwiedziłem Sulejówek i Miłosną, skąd odbierałem zmęczoną córkę po sobotniej imprezie.

Tym razem podwiozłem moje dziewczyny na plac Hallera, wysadziłem i zapowiedziałem, że jeśli zajdą jakieś niespodziewane okoliczności to mogą zadzwonić do mnie na komórkę. Żona dzwoniła zresztą w trakcie mojego pobytu pod FSO kilka razy, bo po wizycie u lekarza przy placu Hallera okazało się, że córka musi pojechać do szpitala zakaźnego na Wolską. Jednak żona zadzwoniła w momencie kiedy już dojeżdżały do szpitala. W trakcie wizyty w tymże szpitalu okazało się, że rumień to nie ukąszenie kleszcza, a jakiś rumień dermatologiczny. Żona pytała więc mnie, czy bym ich z Wolskiej nie odebrał. Jednak wytłumaczyłem jej grzecznie, że zanim dojdę do samochodu i dojadę na Wolską, będzie to trwało ok. pół godziny, więc córka z żoną wróciły do domu autobusem, a ja mogłem zostać na imprezie praktycznie do jej końca.

W tym roku spotkanie z okazji 65. rocznicy uruchomienia produkcji w FSO nie odbywało się tak, jak poprzednie, przed bramą główną fabryki, a na torze FSO, który jeszcze po fabryce pozostał (w stanie właściwie niezmienionym od wielu lat). Decyzja organizatorów, aby przenieść imprezę sprzed bramy FSO na tor, okazał się ze wszech miar słuszna. Dla uczestników zlotu było tam bowiem znacznie więcej miejsca, poza tym impreza była znacznie bardziej „dynamiczna” niż poprzednie, bo przewidziano również przejazd samochodów po torze. Poza tym być może jest to ostania taka okazja spotkania na torze, bo z różnych informacji wynika, że teren na którym tor się znajduje został sprzedany i wkrótce ma powstać na nim ekskluzywne osiedle mieszkaniowe. (Jak zresztą na większości terenów poprzemysłowych w Warszawie)

Na tor FSO dojechałem przed godz 11. Początkowo miałem zamiar zostawić samochód na dawnym parkingu dla pracowników i pójść na tor piechotą, jednak w końcu z Jagiellońskiej skręciłem przed budynkiem dyrekcji w lewo i wjechałem na tor bramą, którą wjeżdżało się kiedyś do zburzonego już zespołu szkół przy FSO. Po przejechaniu jakichś 200 metrów na drodze stał pan w kamizelce i gestem zapraszał na parking. Wjechałem i zaparkowałem na niezbyt dużym, ale nie zastawionym jeszcze autami parkingu. Dalej poszedłem na piechotę.

Chociaż na tor dotarłem godzinę, po zapowiadanym początku spotkania, szybko zorientowałem się, że impreza jeszcze się „nie rozkręciła”. Korzystając z okazji, że tłumów nie było, wyciągnąłem komórkę i zacząłem robić zdjęcia.

Pierwsze auta, jakie spotkałem na zlocie to syreny. Tu Syrena 105 (produkowana co prawda już w FSM w Bielsku, ale przecież z FSO się wywodząca)

Na początku imprezy, na placu, na którym był „bar pod namiotem” i kilka stoisk z gadżetami stały tylko 4 warszawy.

Pokazana tu Syrena 105L zatrzymała się zresztą na „pierwszym” placu na chwilę i zaraz potem odjechała na „drugi” większy plac, na którym stały nowsze auta rodem z FSO.

Na „pierwszym” placu, „pod baldachimem” została za to inna Syrena, auto rodem z FSO, pięknie odrestaurowana Syrena 101.

To właśnie ona, całkiem przypadkiem, została „głównym bohaterem” tego wpisu.

Kiedy oglądałem auto z przodu, początkowo myślałem, że to Syrena 102, (bo ma na bokach listwy ozdobne i biały dach) jednak tył wskazuje jednoznacznie na model 101 (ma „długą” sięgającą zderzaka klapę tylną i typowe dla modeli 101 światła tylne.)

Po zwiedzeniu „pierwszego” mniejszego placu (od strony ul. Jagiellońskiej) poszedłem na „drugi” wiekszy plac (od strony Wisły). Tam stały już nowsze auta produkcji FSO.

Chyba ostatni samochód, który został opracowany samodzielnie przez inżynierów z FSO: Polonez Kombi. To zdjęcie udało się zrobić bo na „drugim” placu auta stały jeszcze luźno i tłoku nie było.

Chwilę później, na plac dotarli kolejni uczestnicy spotkania i kombi zostało już zasłonięte przez czerwone „akwarium”

Na „drugim” dużym placu dominowały duże fiaty i polonezy.

Pośród nich było jednak kilka innych „rodzynków”: Fiat 132 1800 GLS (z połowy lat siedemdziesiątych), co prawda nie był montowany w FSO, ale jego starsza nieco odmiana – Fiat 132 1600 występowała jako Polski Fiat 132p

Dalej stało kilka ciekawych egzemplarzy aut rodem z FSO:

FSO 1500

Polonez 1500

Polski Fiat 125p MR73

A obok kolejny Fiat 132 1800 GLS

PF 125p zwany „jamnikiem”. W FSO powstało kilka takich egzemplarzy

Polonez Truck (produkowany ZSD w Nysie, która stała się zakładem/filią FSO)

Polski Fiat 125p MR75 (niewtajemniczonym wyjaśnię, że skrót „MR” oznacza model roku)

Polonez 1500 (z początku lat osiemdziesiątych) zwany „borewiczem” 

Polski Fiat 125p Kombi

Kiedy obejrzałem auta na „drugim” dużym placu wróciłem na „pierwszy” mniejszy:

Przez cały czas na spotkanie przybywały kolejne samochody. Pojawiła się też na nim Nysa 522.

Nysa, która zaparkowała obok dwóch innych zabytków, jest autem z historią FSO jak najbardziej związanym. Z Zakładu Samochodów Dostawczych w Nysie, ostatnie auta tej marki wyjechały w połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy to zakład ten był filą FSO. W tym czasie, w trakcie jego zwiedzania, miałem też możliwość oglądania ostatnich trzech nadwozi nysy.

Na zlocie były też auta marek z FSO nie związanych. Ładnie utrzymany Saab 99 (z końca lat sześćdziesiątych)

Na zlot dotarły też „maluchy”.

Kiedy obfotografowałem „maluchy” poczułem się lekko zziębnięty.

Decyzja o pozostawieniu samochodu na parkingu na torze okazała się ze wszech miar słuszna. Co prawda wbrew wcześniejszym zapowiedziom w niedzielę na szczęście nie padało, jednak to już listopad i po godzinie chodzenia, oglądania i fotografowania, zrobiło mi się trochę zimno. Poszedłem więc do nie tak odległego samochodu, odpaliłem silnik i trochę się ograłem, zaś na dalszą część imprezy założyłem czapkę, którą początkowo zostawiłem w samochodzie.

Kiedy po kilkunastu minutach wróciłem, okazało się, że do 4 warszaw, jakie stały na „pierwszym” placu na początku imprezy, dojechało jeszcze kilka innych.

„Pierwszy” plac powoli też zapełniał się autami, choć nie wszystkie z nich były związane z historią FSO, ale pochodziły z czasów „świetności” fabryki.

Na plac przyjechał ogromny krążownik Cevrolet Caprice Classic (z lat osiemdziesiątych)

To jedno z moich ulubionych aut amerykańskich (może akurat nie w wersji kombi, ale zawsze)

Na placu pojawiło się też BMW (z lat siedemdziesiątych). Jak widniał napis na klapie – model 320 choć wydaje mi się, że 320 powinno mieć z przodu podwójne reflektory, bo o ile dobrze pamiętam, pojedyncze miały tańsze wersje tego auta – 316 i 318, ale mogę się mylić.

Na placu pojawiła się też Mazda RX7 z silnikiem Wankla. (Modelik jej nieco starszej wersji opisywałem tu w czerwcu).

Około godziny dwunastej rozpoczęło się oficjalne otwarcie spotkania. Tym razem nie było ono tak „uroczyste” jak w latach poprzednich. Na spotkaniu nie było całego „szacownego grona jubilatów” (jakie pokazałem na zdjęciu w ubiegłym roku). W „części oficjalnej” głos zabrali tylko przedstawiciel organizatora – młody człowiek ze Stowarzyszenia FSO AUTOKLUB oraz były Dyrektor Naczelny FSO pan Edward Pietrzak (obecnie Klub Pracowników i Przyjaciół FSO).  

Na zlocie spotkałem trzech znajomych: Jednego kolegę z Działu Głównego Technologa FSO, kolegę z firmy w której aktualnie pracuję, oraz kolegę z „modelikowej” giełdy. W trakcie części oficjalnej, prawym uchem słuchałem tego co mówił dyrektor Pietrzak, a do lewego cały czas nawijał mi kolega od technologa z FSO, nie wszytko więc do mnie dotarło.

Pan Edward Pietrzak (podobnie jak w latach poprzednich) opowiedział pokrótce historię FSO: Od wybudowania zakładu w końcu lat czterdziestych, przez podarowaną przez ZSRR licencję na produkcję samochodu M20 Pobieda, historię zakupu licencji na fiata 125p, niedoszłych umów i licencji z lat osiemdziesiątych itd. itd. Opowiedział też bardzo ciekawą historię z ostatniego okresu (już po zakończeniu produkcji samochodów). Nie dosłyszałem dokładnie kiedy, ale kilka lat temu FSO właściwie dogadało się z kanadyjską firmą Magna, która jest czołowym kooperantem wielu renomowanych producentów aut. (Miedzy innymi dostarcza szkielety nadwozi do fabryki samochodów Smart (koncernu Daimler A.G.) w Hambach, we Francji, które swego czasu miałem możliwość zwiedzać).

Kiedy już dogadano konkretnie co i jak, przedstawiciele FSO udali się do ówczesnego ministra finansów z pytaniem, jakich zachęt, czy ulg podatkowych Państwo Polskie jest gotowe udzielić firmie Magna w ramach pomocy w inwestycji. Dyrektor Pietrzak przytoczył przy tym przykład Słowacji, gdzie wg jego relacji koncern Kia otrzymał od Słowaków za darmo teren pod  nowo wybudowaną fabrykę, teren pod autostradę i cały szereg innych ulg. Wg relacji dyrektora Pietrzaka przedstawiciele FSO prosili ministra o ulgi argumentując, że Magna stworzy w FSO 3 tys. nowych miejsc pracy, co przełoży się na ok. 12 tys. nowych miejsc pracy w innych częściach kraju. Niestety w odpowiedzi otrzymali informację, że ministerstwo nie przewiduje dla nowego inwestora FSO żadnych ulg, bo w Warszawie bezrobocie jest niewielkie i ze strony władz nie ma zainteresowania taką inwestycją.

Magna wycofała wycofała się z dalszych rozmów z FSO i wybudowała fabrykę w Kaliningradzie.  

Historia ciekawa i zupełnie mi nie znana, dlatego pozwoliłem sobie ją tu przytoczyć, bez sprawdzania prawdziwości podanych na spotkaniu informacji. W końcu, co prawda były i w podeszłym już wieku, jednak w końcu wieloletni Dyrektor Naczelny FSO chyba wie, co mówi.

Na koniec „części oficjalnej młody człowiek ze Stowarzyszenia FSO AUTOKLUB zapowiedział największą chyba atrakcję spotkania, czyli przejazd chętnych uczestników zlotu swoimi samochodami po torze FSO. Przypomniał też, że w trakcie takiego przejazdu, wszystkich chętnych obowiązują przepisy ruchu drogowego, a że znajdujemy się na terenie miasta, jak również ze względów bezpieczeństwa, przejazd powinien odbyć się z prędkością 50 km/h. 

Kiedy „część oficjalna”  się zakończyła, udałem się w stronę łuku toru, ale w tym samym czasie na plac wjechało dawno nie widziane prze ze mnie ciekawe autko:

Autko rozpoznałem od razu i bardzo mnie jego przybycie ucieszyło. Nie zatrzymało się ono jednak na „pierwszym” placu, gdzie stały warszawy i odbywała się część oficjalna, a pojechało dalej, dołączyć do dużej gromady fiatów i polonezów, które stały na „drugim” większym placu.

Na klapie tylnej autko nie miało żadnego napisu, ale wątpliwości nie było, to Seat 850 D, hiszpański, licencyjny brat innego włoskiego samochodu, jakim był Fiat 850.

Z zewnątrz Fiat 850 i Seat 850D właściwie niczym się nie różniły. Jak je zatem rozpoznać? Seat ma tuż za tylną szybą charakterystyczne trójkątne wywietrzniki, których oryginalny włoski Fiat 850 nie miał.  

W trakcie oczekiwania na jazdy po torze, przechadzałem się po dużym placu i zrobiłem jeszcze kilka zdjęć:

Polski Fiat 125p z lat 1968 – 1973 wyposażony w dodatkowe halogeny i osłony felg, jakie w tamtych latach były „ostatnim krzykiem mody”, oczywiście motoryzacyjnej.

 „Grójecka” chyba karetka przyjechała w północnej części Mazowsza.

Polonez Caro, bez klapy tylnej i dachu, był produkowany w FSO, zaś wydłużoną zabudowę z laminatu wykonywano i montowano na nim w Zakładzie Tapicerki Samochodowej (filii FSO) w Grójcu. 

I kolejny Polski Fiat 125p z lat 1968 – 1973

Czasem watro zajrzeć do środka i przypomnieć sobie, jak wyglądało wnętrze w starszych modelach aut Polski Fiat 125p

Polonez 1500 „borewicz” i Syrena 105L

Polski Fiat 125p MR75, a właściwie cała kolekcja takich aut.

Polski Fiat 125p MR i kolejna Syrena 104

Na tylnej półce jednego z „dużych fiatów” stały oryginalne autka z czasów PRL. To nie modele, to zabawki wyprodukowane przez CZZ – Częstochowskie Zakłady Zabawkarskie. Piękne nieprawdaż ?

Ja po godzinie pobytu na torze, założyłem na głowę czapkę. A ten Fiat 125p chyba też trochę „przemarzł”. Cóż ma swoje lata i dlatego właściciel zapobiegliwie „ubrał” go w osłonę chłodnicy jaką w czasach PRL stosowało zimą wielu użytkowników tego auta. 

Kolejna Syrena 101 tym razem w stanie oryginalnym. Na zlot dotarła na lawecie, ale o ile dobrze pamiętam, dała się nawet „odpalić”. 

Cóż, po pięćdziesiątce nawet elegancka kobieta (o ile nie jest celebrytką) w żadnym razie nie wygląda jak „panna na wydaniu”

Za to jej o kilkanaście lat młodsza siostra, Syrena 105 wygląda jeszcze „całkiem, całkiem”.

Polonez 1500 „borewicz” (chyba go już pokazałem)

Polonez Caro w fajnym kolorze.

Około godziny 13. najpierw warszawy ruszyły w stronę wyjazdu na tor.

W powietrzu czuć było zapach benzyny.  

Biały dymek wylatywał z rur, a warszawy „grzały” silniki.

I w końcu pierwsze trzy „pomknęły” po torze.

A za nimi kolejne

„Low rider”, który też pojawił się na zlocie „nie dał rady” . Normalna, seryjna „garbuska” wyprzedziła go na łuku toru. Choć w takich sytuacjach nigdy do końca nie wiadomo, z kim mamy do czynienia. Pod maską jednej z białych warszaw zamontowany był silnik V6 marki Ford. 

Oj, chyba nie wszyscy jechali z zapowiadaną przez organizatorów prędkością 50 km/h

Kiedy warszawy przejechały po torze 3 okrążenia i wróciły, nasza „bohaterka” stanęła tuż przy wyjeździe na tor. Ponieważ część aut wyjeżdżała już ze spotkania, organizatorzy postanowili je przepuścić, ponieważ część drogi wyjazdowej biegła po torze. Przy wyjeździe zaczęła gromadzić się kolejka, a ubrany w kamizelkę porządkowy pytał każdego z kierowców, czy wyjeżdża ze spotkania, czy zamierza pojeździć po torze. Syrenka podjechała blisko wyjazdu i zatrzymała się. Porządkowy myślał zapewne, że chce ona opuścić spotkanie, okazało się jednak, że nie wyjeżdża, a wybiera się na tor. Wtedy z auta wysiadło dwóch gości i zaczęło pchać auto do tyłu, z powrotem na plac. Samochód nie miał więc „wstecznego”, ale do przodu jeździł.

W trakcie przerwy między kolejnymi rundami znów pokręciłem się po obydwu placach. Na zlot dotarła Zastawa 1100 Mediteran. (Pokazywałem ją już tutaj w moich relacjach z poprzednich spotkań)

Po raz pierwszy w zlocie wzięły udział też auta marki Daewoo.

Daewoo Espero. To auto musiałem sfotografować. To właśnie tuż po uruchomieniu jego montażu, zakończyła się moja kilkunastoletnia kariera konstruktora-technologa w FSO.

A na dużym placu taka oto wystawa ponad trzydziestoletnich polonezów. Fakt, prezentują się świetnie.

W końcu po torze pomknęła nasza „bohaterka” . Trzeba przyznać, że jak na tak wiekową „damę” radziła sobie całkiem nieźle.

Za nią po torze „pomknęły” inne auta.

Kolejna Syrena 104 na torze.

I „duży fiat”

 

Kierowcy mieli jeździć środkiem toru, ale nie wszystkim to się udawało i porządkowy musiał niektórym o tym przypominać.

Kolejna runda powoli się kończy, porządkowy wykonuje wymowny gest, nasza „bohaterka” sygnalizując skręt w lewo, zjeżdża grzecznie na parking.

W tym czasie po torze mkną polonezy. Nie wszystkie właściwie po torze. Wiśniowy „z Targówka” jedzie prawidłowo. Biały „zasuwa” po prawej krawędzi, nie po zabytkowej jezdni, ale po betonowych płytach tuż na krawędzi nawierzchni. I znów porządkowy musi interweniować.

To auto jedzie prawidłowo , ale czy aby na pewno 50 km/h

Niektórzy po łuku toru „grzali równo”

A niektórzy jechali już prawie poza torem.

W trzeciej rundzie, na trzy okrążenia po torze wybrała się również Nysa. Ciekawe jakie wrażenia z jazdy mieli pasażerowie siedzący z tyły. Nysa „na pace” nie miała siedzeń, a dwie ławki biegnące wzdłuż nadwozia. Na drugim okrążeniu „poleciała” po łuku tak samo wysoko, jak pokazany powyżej Polonez ATU.   

Dla bezpieczeństwa, na tor wyjechała też karetka.

Po zakończeniu jazd (trzy grupy aut przejechały po trzy okrążenia) udałem się w kierunku parkingu, gdzie stał mój samochód.

Syrenka znów grzecznie stała pod „baldachimem”.

Pogadałem trochę z jej właścicielem. Miała otwartą maskę a pod nią oryginalny dwucylindrowy silnik. (modele 104 i 105 miały trzy cylindry). Chciałem „na pożegnanie” zrobić jeszcze jedno zdjęcie, ale moja kilkuletnia „służbowa” komórka się zupełnie rozładowała.

Przez kilkanaście lat pracowałem w FSO. Jednak nigdy właściwie nie byłem na torze, który już w tamtych latach był uważany za przestarzały, zaś jego teren był okresowo wykorzystywany jako magazyn wyrobów gotowych.  Teraz tor naprawdę ożył. Impreza choć z okazji niekoniecznie miłej rocznicy bardzo mi się podobała. Miałem zamiar „wpaść”  na nią na godzinę, zrobić kilkanaście zdjęć i wracać, zwłaszcza, że w prognozach pogody zapowiadano deszcz. Na torze spędziłem 3 godziny, zrobiłem ponad 120 zdjęć i wróciłem naprawdę bardzo zadowolony.

pozdrawiam 

 

P.S.

Na Youtube znalazłem dwa filmiki oddające atmosferę zlotu.

Dłuższy:

I krótszy:

Wszystkich zaś zainteresowanych tematyką związaną z opisaną tu rocznicą, zapraszam do przeczytania kilku moich wcześniejszych wpisów poświęconych Fabryce Samochodów Osobowych na Żeraniu:

257. Niekoniecznie miła rocznica (64.)

235. Niekoniecznie miła rocznica (63.)

211. Niekoniecznie miła rocznica (62.)

oraz

155. FSO – smutny koniec historii (cz.3) – Czy to musiało się tak skończyć ?

Dla przypomnienia: 23 lutego 2011 roku z taśmy montażowej fabryki na Żeraniu zjechał najprawdopodobniej ostatni samochód osobowy w jej historii.

269. Auto Nostalgia 2016 (cz. 2)

Historia moich wypadów na targi Auto Nostalgia jest już dość długa. Zanim jednak trafiłem na targi, jeszcze przed wielu laty byłem w Muzeum Volkswagena w Wolfsburgu i dwukrotnie w Muzeum Mercedesa w Stuttgarcie. Byłem też kilka razy w Muzeum Motoryzacji i Techniki w podwarszawskich Otrębusach. Jeśli przypadkiem trafiłem gdzieś  na informację o zlotach, czy rajdach pojazdów zabytkowych, też się na nie wybierałem. Modeliki modelikami, ale zawsze warto obejrzeć z bliska oryginał. 

Na pierwsze targi, jakie odbyły się 5 lat temu oczywiście pojechałem. Takie ogólnopolskie targi odbywały się w Warszawie po raz pierwszy.  Impreza pod nazwą „Motonostalgia” odniosła sukces i od tej pory targi odbywały się wiosną już regularnie. Na kolejne drugie i trzecie targi załatwiłem sobie wejściówki.

Na czwartych targach też byłem, ale odbywały się one w roku „trzydziestolecia” mojej kolekcji i zdjęcia robiłem na nich pod kątem prezentacji samochodów i ich modelików. Niestety z braku czasu wpis na blogu z relacją z tej wizyty i prezentacją moich modelików nie ukazał się. 

W ubiegłym tylko roku, na skutek problemów związanych z opieką na mamą, przeoczyłem termin targów i „obudziłem się, po czasie”. Kiedy w połowie maja zacząłem rozglądać się za wejściówkami, okazało się, że targi już się odbyły.

Na blogu zamieściłem obszerne relacje z poprzednich imprez. Niestety przez jakiś czas zdjęcia (nie tylko zresztą z targów) z bloga zniknęły. Na blogu, jako, że nie jest to fotoblog, a zwykły typowy blog, jak wiele innych, jest 100 Mb na zdjęcia. Przez prawie 10 lat pisania bloga zamieściłem na nim tyle zdjęć modeli, że nie bardzo już mogłem sobie pozwolić na zamieszczanie zdjęć z imprez motoryzacyjnych, czy wakacyjnych podróży.  Zmuszony ograniczoną ilością miejsca zacząłem korzystać z hostingu. 

Niestety jakiś czas temu Imageshack, z którego korzystałem od lat, zrobił się płatny, a moje zdjęcia zaczęły z niego znikać. Znalazłem więc w sieci hosting Phototive i tam zacząłem trzymać zdjęcia. Niestety w październiku ubiegłego roku, w związku z migracją na nową platformę, wszystkie zdjęcia (zarówno z wakacji jak i targów Auto Nostalgia) zniknęły. Po migracji zacząłem je mozolnie ładować po raz drugi i dodawać do bloga. Po ponad miesiącu „prac konserwacyjnych” zdjęcia znów na blogu się pojawiły. Nie nacieszyłem się jednak nimi zbyt długo.

Chyba w połowie marca, przy próbie dodania kolejnych zdjęć, okazało się, że co prawda stare zdjęcia (uzupełnione w październiku i listopadzie) wyświetlają się, ale nowych już dodać nie można. Kiedy zacząłem szukać w sieci informacji, co jet tego przyczyną, wyczytałem, że Phototive miał zbyt małe wpływy z reklam i w kwietniu zostanie zamknięty. 

Tym razem nie miałem już zdrowia szukać kolejnego darmowego hostingu. Próbowałem zdjęcia załadować na Google+, ale nie wiedziałem jak wkleić je na bloga. Ponieważ z tego konta korzystam raczej rzadko, nie miałem czasu, ani ochoty bawić się w dochodzenie, jak to zrobić. Przypomniałem sobie, że na skrzynkę pocztową na serwisie Onet.pl, pod którą podpięty był ten blog, przychodziły reklamy z Onet Dysk. Zainteresowałem się sprawą, odpaliłem konto, załadowałem kilka zdjęć z wakacji i zacząłem próby z wklejeniem ich na bloga.  Próbowałem i tak, i siak, i nie dało się tego zrobić „ni cholery”.

Pomoc przyszła jednak z zupełnie nieoczekiwanego kierunku. „Nie samą motoryzacją przecież człowiek żyje”. Każdy zdrowy i normalny facet, od czasu do czasu, ogląda „wesołe stronki” i to niekoniecznie od razu, jakiś tam „hardcore”. Ot np. ładne panienki topless, choćby z kalendarza Pirelli (Tematyką jak najbardziej z motoryzacją związane). Na takich stronkach, czasami panienki pokazują się w ramkach, w których można przewijać kolejne zdjęcia. Aby zdjęcie jakieś ściągnąć, trzeba je otworzyć w nowym oknie i zapisać. Wszedłem więc na jedną z takich stronek, otworzyłem ramkę ze zdjęciami panienki, kliknąłem prawym klawiszem i panienka pokazała się w nowym oknie (samo zdjęcie, jak do zapisania). Skopiowałem link, odpaliłem wpis na blogu, kliknąłem „dodaj medium”, po czym wybrałem „dodaj adres URL” i wkleiłem link. Panienka pokazała się na blogu. 

„Byłem w domu”. To samo zrobiłem ze zdjęciami zapisanymi na Onet Dysk, bo ten działa mniej więcej tak samo, jak niektóre „wesołe stronki”. Tym sposobem w kwietniu uzupełniłem wszystkie zdjęcia z wakacji w moich starych wpisach. Później zdjęcia z październikowej wycieczki do Niemiec i zwiedzania Muzeum Mercedesa w Stuttgarcie. Od mojego poprzedniego wpisu udało mi się także uzupełnić wszystkie zdjęcia z moich poprzednich wizyt na targach Auto Nostalgia:

158. 1:1 – Moto Nostalgia 2011

181. 1:1 Auto Nostalgia 2012

 

204. 1:1 Auto Nostalgia 2013 (cz. 1)

205. 1:1 Auto Nostalgia 2013 (cz. 2)

Zabawa taka jest niestety dość „upierdliwa”, bo Onet Dysk wolno się odświeża i ładowanie każdego zdjęcia trwa ok. 2 minut, a czasem nawet dłużej, bo dysk potrafi się zawiesić. Tym razem mam jednak nadzieję, że rozwiązanie okażę się pewne i trwałe oraz, że zdjęcia tym razem z bloga nie znikną.  

Wróćmy jednak do samej wystawy i obiecanej 2 tygodnie temu relacji z pierwszej bardziej „ekskluzywnej” części, którą zaczęliśmy akurat zwiedzać później niż pierwszą(już opisaną)

Oglądanie aut w tej części hali zaczęliśmy od oficjalnego stanowiska marki Mercedes-Benz.  W tym roku swoją rynkową premierę ma zupełnie nowa klasa E i temu wydarzeniu została niejako podporządkowana wystawa również aut zabytkowych zgromadzonych na tym stanowisku. To zresztą jest tradycją tego stoiska, bo w poprzednich latach przy okazji prezentacji najnowszych modeli, również zostały zgromadzone auta będące ich bezpośrednimi poprzednikami.  Inaczej niż w pierwszej (opisywanej poprzednio) części wystawy, tu eksponaty zostały wystawione na znacznie większej powierzchni. Samochody nie były stłoczone i łatwej było robić ich zdjęcia:  

Mercedes-Benz 180 (W 120) „kubuś”

Mercedses-Benz 220 (W111)  

Mercedes-Benz 200 (W114/115) właściwie rzecz biorąc tak naprawdę prekursor współczesnej klasy E

Mercedes-Benz 200 (W123)  popularnie zwany kiedyś „beczką”

Mercedes-Benz 200 (W124) model po pierwszym faceliftingu (jeszcze ze starym „dużym” grilem, ale już z szerokimi listwami). To właśnie ten model, po kolejnym faceliftingu (na początku lat 90-tych) otrzymał przed oznaczeniem literkę E (E200) i w odniesieniu do niego zaczęto używać określenia „klasa E”.  

Mercedes-Benz 500SEC (C126) też był na stoisku prezentowany.

Z klasą E i jej poprzednikami wspólnego ma raczej niewiele, bo przecież jest to wersja coupe kasy S (sprzed ponad 30 lat). Możliwe,  że na stoisko trafił jako auto uważane przez znawców za najpiękniejszego mercedesa w historii, a może trzeba było czymś zapełnić sporą w końcu lukę, między prezentowanym na stoisku najnowszym modelem W213, a W 124 czyli pierwszą klasą E. Następujące po tej ostatniej modele W210, W211, czy kończącego właśnie karierę W212, wciąż można spotkać na naszych ulicach, w normalnej codziennej eksploatacji, chociażby w roli taksówek.

Mercedes-Benz 170V (W120) z 1936 roku, w kolorach, które mojej żonie nie bardzo przypadły do gusty. 

W centralnym punkcie stoiska, na swego rodzaju „piedestale”, była prezentowana najnowsza klasa E – model W213. Niestety z uwagi na to, że do samochodu ciągle ktoś podchodził, wsiadał, lub wysiadał, nie udało mi się zrobić zdjęcia tego auta. Ale cóż, najnowszy Mercedes-Benz stylistyką nie powala, właściwie tylko wytrawni znawcy będą go w stanie szybko odróżnić od aktualnie produkowanych modeli klasy C (W205) czy klasy S (W222). Dlatego nie żałuję, że zdjęcia się nie udały, bo co właściwie miałyby one pokazać. Ale czy auto to na pewno niczym nie powala? Oto odpowiedź: 

Samochód powala absolutnie zastosowaną w nim techniką. Ten filmik doskonale to pokazuje, dlatego pozwoliłem sobie go do relacji z targów Auto Nostalgia dołączyć.  (Radzę koniecznie obejrzeć go do końca)

Obok stanowiska Mercedes-Benz, znacznie skromniejsze, ale ważne, że w ogóle było, stoisko Volvo, a na nim:

Volvo P121 Amazon

Volvo P1800 (którego modelik nie tak dawno opisywałem na bogu) 

Na stoisku znanego wszystkim miłośnikom aut zabytkowych miesięcznika Automobilista stał prezentowany już kiedyś tutaj Jaguar X150.  

W rogu zaś hali było stoisko Citroena:  

Stoisko to było jednak znacznie skromniejsze niż w latach poprzednich

Moją uwagę na nim zwróciły właściwie tylko dwa samochody: 

Citroen 2CV  z końca lat 70-tych

Oraz pokazywany tu już kiedyś Citroen 11L (ze słynnej serii Traction Avant, która ukazała się na rynku motoryzacyjnym jeszcze w połowie lat 30 – tych ubiegłego wieku) 

Kobieta i samochód x2 i oczywiście Fiat 500 L (Proszę spojrzeć na plakat obok auta – zbieżność obrazów całkiem przypadkowa ) 

Volkswagen T1 bus

Nieco dalej :

Mercedes-Benz W 189 (Jeszcze nie właściwy „Adenauer”, bo to starsza wersja)

Fiat 128 sport coupe

Z całej jednak wystawy żonie najbardziej przypadł do gustu poprzednik poczciwego malucha czyli Fiat 500.   

Samochodów tych zresztą było na targach całkiem sporo. Właściwie i w jednej (opisywanej poprzednio części hali) jaki w części której dotyczy ten wpis, co chwilę spotykało się ten samochód. Zacząłem zastanawiać się właściwie dlaczego.

Moja teoria jest taka: Fiat 126 powstał na bazie Fiata 500. Dlatego wiele elementów mechanicznych od popularnego w Polsce malucha po prosty do pięćsetki pasuje. Poza tym samochód ma jak na dzisiejsze czasy banalnie prostą konstrukcję. Toteż odrestaurowanie ściągniętego z Włoch Fiata 500 sprawia warsztatom, które się taką działalnością parają, znacznie mniej problemów, niż odbudowa innych aut i stąd taka mnogość tych aut na wystawie. 

Zdjęcie robi się szybko, ale aby ustalić co ono przedstawia, czasem trzeba trochę w sieci pogrzebać. Że to Ferrari – wiadomo. Ale jakie ? Nie jestem zbyt biegły we wszystkich modelach tej firmy. Z internetowego dochodzenia wynika, że na zdjęciu jest Ferrari 308 GTS Quattrovalvole , a nie jak początkowo myślałem 328 GTS.  W „dochodzeniu” pomogli: wujek Google i niezawodny w takich przypadkach Simoncars.

Fiat 124 Abarth Rally

Ten samochód nigdy nie budził mojego zachwytu, modelika jego nie mam i nie pożądam, ale w końcu to jedna z rajdowych legend, więc go sfotografowałem. 

Za tymi włoskimi „legendami” stało kilka aut:

Mercedes-Benz 230 SL – W 113 „Pagoda”. To auto budzi chyba zachwyt u miłośników klasyków i przeżywa swoisty renesans. Jego bardzo długo produkowany następca, model R 107 (z lat 1971 – 1989) chyba się trochę miłośnikom klasycznej motoryzacji „przejadł”. Za to „Pagoda” miała w tej części hali osobne stoisko, na którym było aż 5 egzemplarzy tego samochodu. Żonie też bardzo się podobał.  

I pod koniec tej części wystawy „to co tygrysy lubią najbardziej”:  

Alfa Romeo Alfetta GTV6 2.5 (razy 3). Oczywiście sfotografowałem wszystkie trzy.

Jedno z moich ukochanych aut. Na targach widziałem je po raz pierwszy.  W 1986 roku w sklepie modelarskim w Bonn kupiłem modelik dokładnie takiego auta jak na zdjęciu, tylko w kolorze czarnym.

Mozolnie z jakichś kawałków plastiku dorabiałem zderzaki, aby modelik wyglądał jak Alfa na zdjęciu powyżej. 

W Alfie GT „zakochałem od pierwszego wejrzenia”.

W roku 1975 wakacje spędzałem z rodzicami na wczasach w NRD. Po drodze do Mühlchausen w Turyngii zatrzymaliśmy się na kempingu koło miejscowości Moritzburg, pod Dresnem. Mój ś.p. ojciec nigdy nie był dobrym kierowcą. Wprawa Trabantem z Piastowa do Drezna była dla niego tak wyczerpującą, że o ile dobrze pamiętam Drezno, a  właściwie to, co z niego po wojnie ocalało, zwiedzaliśmy na piechotę.  Po zwiedzaniu miasta, szliśmy na kemping jakąś ulicą, a kiedy byliśmy już blisko celu, z za zakrętu wyjechały naprzeciw nas dwa sportowe samochody. Była niedziela i Niemcy z RFN mogli odwiedzać swoich kuzynów mieszkających w NRD. Samochody jechały wolno i mogłem im się dokładnie przyjrzeć.

Auta jechały razem i stanowiły jakby parę. Pierwsza jechała Alfa Romeo w kolorze niebieski metalik za nią żółta, trzyosobowa Matra Simca Bagheera.  Taką Alfę widziałem po raz pierwszy. Nie miałem jednak żadnych wątpliwości. To musiała być wersja coupe na bazie znanej mi dobrze, mojej ulubionej Alfetty 1,8. Autem byłem zachwycony. Dopiero po powrocie z wczasów w NRD, w tygodniku Motor zobaczyłem pierwsze zdjęcia samochodu i jego opis. Moje przypuszczenia potwierdziły się. Widziane w Moritzburgu auto to była Alfa Romeo Alfetta GT (nieco starsza wersja pokazanej tu Alfetty GTV).     

Polski Fiat 127p, który w Polsce tak naprawdę nigdy nie był produkowany, a od włoskiego brata różnił się tylko emblematami.  

Na targach oprócz samochodów były też zupełnie nie związane z motoryzacją stoiska, a właściwie kramy z wędlinami, sukienkami czy miodami (jak na zdjęciu powyżej). W jednym z takich kramów żona kupiła koleżance prezent – kłódkę odlaną z belgijskiej czekolady.  

Na przeciwko pokazanego tu skutera Osa też było małe stoisko, a na min stały trzy fotele do masażu. Na początku nie mieliśmy zamiaru korzystać z takiej usługi, bo nie wszystko jeszcze na targach obejrzeliśmy. Jednak żona po ponad dwóch godzinach pobytu na wystawie była już troszkę zmęczona, a miła pani namawiała do wypróbowania foteli. Oddałem więc żonę „do masażu”, a sam ruszyłem już bez niej zwiedzać kolejne stoiska. Co jakieś dziesięć minut wracałem jednak w pobliże pokazanego tu skutera, a wtedy okazywało się, żę żona potrzebuje jeszcze kolejnych pięciu minut. 

W tym roku w znacznie większym zakresie we wsparcie targów włączyły się chyba oficjalne przedstawicielstwa firm motoryzacyjnych, a jeśli nawet nie one same, to zrobili to ich dealerzy.

Na swoim stoisku Toyota promowała najnowszy hybrydowy model Prius, ale oczywiście było też tam kilka ciekawych aut zabytkowych, jak chociażby pokazana tu najstarsza Toyota Corolla I (E10).  Auto na stałe parkuje w dawnym salonie Daewoo-FSO (obecnie Toyoty) przy ul. Jagiellońskiej w Warszawie.  

Toyota Celica 2000 GT z 1976 roku

Moim zdaniem jedno z najładniejszych japońskich aut w historii.

To auto musiałem sfotografować, bo dwa miesiące temu okazyjnie kupiłem na Allegro jego modelik (w tych samych kolorach), który w ubiegłym roku wyszedł w gazetowej serii „Kultowe Wozy Policyjne”

Toyota Land Cruiser (J40)

Już na końcu hali, pod samą ścianą, stało kilka Lancii, a wśród nich taka oto Thema. Na stoisku było zresztą więcej aut, ale były trochę „stłoczone” i na zrobienie im dobrych zdjęć nie było szans.

Była za to inna ciekawostka, która wyjątkowo mnie ucieszyła:

Na rogu stoiska, przy przejściu stała gablotka z modelikami Lancii, oczywiście w „jedynie słusznej” skali (1:43).  

Modele w gablocie prezentowały się znakomicie, dlatego zrobiłem im kilka zdjęć.

W tej części hali było też kilka stosik, na których prezentowane były naprawdę stare auta:

Nierozpoznany bliżej samochód z przełomu lat dwudziestych i trzydziestych dwudziestego wieku. 

Samochody z tego okresu są bardzo do siebie podobne i trudno rozpoznawalne. Co to właściwie jest, można rozpoznać tylko po emblemacie na chłodnicy. Jest tak dlatego, że większość firm wytwarzających auta, w tamtym czasie produkowała je jako podwozia z ramą i układem jezdnym. Karoserie zaś montowały na nich różne wyspecjalizowane firmy i w ten sposób auta były „karosowane”. Mogło się zatem zdarzyć, że samochody różnych marek miały niemal identyczne nadwozia. 

Tak na marginesie, chyba na początku lat osiemdziesiątych, francuska firma modelarska Eligor zrobiła kompletny modelik samochodu z 1928 roku i sprzedawała go z trzema różniącymi się nieco chłodnicami jako: Mercedes-Benz, Talbot i Rolls Royce.    

Od opisanej powyżej reguły są jednak wyjątki. Jednym z nich jest najsłynniejszy Ford w historii – Model T.

Ford Model T jest absolutnie dobrze rozpoznawalny, bo od samego początku był produkowany tak, jak wszystkie współczesne samochody, czyli jako gotowe, kompletne auto razem z nadwoziem. Dlatego już na pierwszy rzut oka można go odróżnić od innych aut z początku XX wieku.

Oprócz Fora jeszcze jeden samochód można łatwo rozpoznać i odróżnić od innych. Pierce Arrow  odróżniał się od innych aut z tamtych lat tym, że reflektory miał umieszczone bezpośrednio na błotnikach, a nie między błotnikami a chłodnicą, jak prawie wszystkie samochody z tamtego okresu.

Na targach był też widoczny „efekt uboczny” obecności blisko miliona Polaków na Wyspach Brytyjskich:

Na wystawie było stoisko z typowo brytyjskimi i naprawdę rzadkimi samochodami Jensen FF.  

Obok Jensenów stał taki oto „maluch”, który z zewnątrz niczym szczególnym się nie wyróżniał.

Pod maską miał jednak silnik „podrasowany” przez włoską firmę Giannini. W Internecie wyczytałem, że silniki takie zamiast zwykłych 23 KM rozwijały, w zależności od wersji, od 29 do 41 KM.

Na targach była też inna ciekawostka. (Nie, nie hostessy). Zespawane z zużytych części mechanicznych repliki pojazdów zabytkowych w skali 1:1. Zamiast szyb miały drobną siatkę. Koła też miały wykonane całe z metalu (razem z oponami). Do czego mogłyby służyć? Chyba do postawienia w ogródku i „obsiania” rzeżuchą.

Na stoisku Mercedesa było jeszcze jedno auto. Jego wygląd potwierdza to, co napisałem kilka linijek wyżej.

Imponująco przedstawiło się również stoisko z autami marki Porsche. Ponoć kilka z nich ściągnięto na wystawę z samego Stuttgartu.

Obok stoika Porsche stało jeszcze kilka sportowych aut:

Ferreri 512 TR prawie takie samo jak nieco młodsza Testarossa.  Pamiętam, jak w Kolonii, w ogromnym domu handlowym Kaufhoff, na stoisku z zabawkami stało właśnie taki czerwone Ferreri jako reklama modelików firmy Bburago w różnych skalach. A teraz, cóż nowszy model stoi na targach pojazdów zabytkowych.  

Porsche 911 Turbo (964), którego zdjęcie komórką zrobiłem jako ostatnie, bo zaraz potem komórka się rozładowała.

Wyciągnąłem więc z futerału starą „komunijną pstrykawkę” mojej córki i zrobiłem jeszcze kilka zdjęć w drugiej (opisywanej w poprzednim odcinku) części hali:

Volkswagen 1303 Cabrio (tym razem widoku od przodu)

Lada 1200 kombi (2101) dokładnie taka sama, jak modeli numer 108 z serii „Kultowe Auta PRL”.

Polonez 1500

Polonez 1500 MR’89

I na koniec ogromny Edsel (Ford) , który był chyba „maskotką” tej, zdecydownia „mniej ekskluzywnej” części hali.

Po trzech godzinach zwiedzania, drobnych zakupach i masażu, opuściliśmy halę targową.

Jednak przed nią wciąż stało kilka aut, nie mniej ciekawych niż w środku:

Trabant 600 i w tle Citroen DS 21

Tym razem zdjęcia robiło się łatwiej niż na początku wizyty.

 Chevrolet Corvette C4

 Poczciwa Warszawa 223

Porsche 356 C

Co to jest ? Z całą pewnością amerykańskie auto z przełomu lat 50-tych i 60-tych, Ale jakie ? Tym razem też z całą pewnością wujek Google na nic się nie przyda, bo nawet nie znamy marki.

Jest jednak pewien punkt zaczepienia: Przednia szyba wygląda na taką samą jaką miał Cadillac Eldorado Biarritz i Chevrolet Impala, których modeliki mam w kolekcji. A więc prawdopodobnie to produkt koncernu General Motors, tylko jakiej marki ?

Otwieramy tego bloga i klikamy na link Classic Cars. Wybieramy lata 1959, 1960 i marki koncernu General Motors. Po chwili „bingo” : 

Pontiac Catalina 1960 , tak to na pewno to.

A obok niego :

Dziś zupełnie zapomniany, ale niegdyś całkiem popularny Peugeot 304

Pozdrawiam