Tag: Porsche

221. Blog Roku 2013 i Legendy motoryzacji – Fiat 124

Drodzy Czytelnicy

W piątek 30 stycznia rozpoczął się etap głosowania SMS w konkursie BLOG ROKU 2013.

Jak większość z was zdążyła zauważyć, od kilku lat nie biorę udziału w konkursie. W styczniu 2009 roku wkładając w to spory wysiłek, udało mi się „wepchnąć” mojego bloga do finałowej dziesiątki kategorii „Moje zainteresowania i pasje” konkursu Blog Roku 2008. Rok później moje uwagi na temat konkursu opisałem TUTAJ. Nie znaczy to jednak, że nie interesuję się tym, co dzieje się w szeroko pojętej „blogosferze”. Dlatego w tym roku, postanowiłem przypomnieć, o tym zapomnianym na moim blogu konkursie, w nieco inny sposób niż w poprzednich latach.

W tegorocznym konkursie postanowiłem poprzeć dwa blogi, na które zaglądam i POPROSIĆ WAS o głosowanie na nie za pomocą SMS. 

(Koszt SMS to tylko 1,23zł, a dochód z głosowania zasili HOSPICJUM DLA DZIECI OSIEROCONYCJ)

Zobacz bloga:  Alternatywna Rzeczywistość Any Landrow

WYWIAD Z BLOGERKĄ

i

Zobacz bloga: KURA PAZUREM

WYNIKI  II ETAPU KONKURSU:   ANA  I  KURA DOMOWA 

To tyle o konkursie Blog Roku, a teraz już we właściwym temacie.

Od jakiegoś czasu, nosiłem się z zamiarem pokazania na blogu kilku modeli, które kupiłem nie tak znowu dawno, ale z różnych powodów nie miałem okazji ich tu zaprezentować. Modele te przedstawiają prawdziwe legendy motoryzacji, dlatego postanowiłem je potraktować w sposób szczególny.

Jakiś czas temu, w Internecie znalazłem bardzo ciekawą informację. Jeśli ktoś zadaje pytanie, jaki był najpopularniejszy samochód w historii motoryzacji, zawsze nasuwa się prosta odpowiedź: Volkswagen 1200 „garbus”. Otóż nie. Wg niektórych znawców historii motoryzacji, najpopularniejszym autem w historii były Fiaty z serii 124/125. I chociaż trudno jest ocenić prawdziwość tego stwierdzenia, bynajmniej nie wydaje się być ono fałszywe. Fiat 124 ukazał się na rynku w roku 1966 i od razu zyskał uznanie fachowców. W prestiżowym konkursie organizowanym corocznie przez dziennikarzy motoryzacyjnych z całego świata uzyskał tytuł „Samochód Roku 1967”.  Fiat 125, który na rynek wszedł rok później, nie tylko bazował na Fiacie 124, ale był właściwie jego nieco dłuższą i elegantszą odmianą. Obydwa auta miały ten sam przedział pasażerski (dach, drzwi, szybę przednią i tylną) i różniły się w zasadzie tylko przednią i tylną częścią nadwozia, które w przypadku Fiata 125 były po prostu nieco dłuższe.

Już od samego początku produkcji obydwu modeli, koncern Fiat chętnie udzielał licencji na ich produkcję w różnych krajach. I tak, Fiat 124 oprócz Włoch, był wytwarzany: Jako Seat w Hiszpanii, Tofas w Turcji, Premier w Indiach, a przede wszystkim przez długie lata, niemal w oryginalnym kształcie, jako Łada w ZSRR. Fiat 125 zaś, oprócz Włoch, był wytwarzany w Polsce, w Jugosławii oraz w Argentynie. Kiedy policzono wszystkie, w tym licencyjne wcielenia Fiatów 124 i 125 (wyprodukowane na kilku kontynentach) okazało się, że było ich nawet nieco więcej, niż legendarnych „garbusów”.

Jeśli ktoś z was, wklepie w wyszukiwarkę hasło, „najpopularniejsze auto w historii”, na pierwszym miejscu pojawi się zapewne Toyota Corolla, z dumną liczbą ponad 35 milionów sprzedanych egzemplarzy. Jednak dla fachowców takie zestawienie jest niczym innym, jak tylko pusty sloganem marketingowym, bo cóż wspólnego ma maleńka tylnonapędowa Corolla z roku 1966 ze współczesną, mierzącą ponad 4,5m długości przednionapędową limuzyną o tej samej nazwie. Nic, poza nazwą, absolutnie nic. Dlatego to, co napisałem powyżej, choć wydaje się mało wiarygodne jest jak najbardziej prawdziwe. Argentyński Fiat 125 z lat 80-tych, miał z cała pewnością o niebo więcej wspólnego z Fiatem 124, niż podawane w aktualnych rankingach „bestsellery”, ze swoimi o kilka generacji starszymi poprzednikami (jak chociażby Golf VII z Golfem I). Tak więc modelik Fiata 124, tego trochę niedocenianego, a jak się okazuje jednego z najważniejszych samochodów w historii motoryzacji, po prostu musiał się znaleźć w mojej kolekcji. 

221. Fiat 124 1

Od samego jej początku, za Fiata 124 „robił” w kolekcji kupiony 30 lat temu radziecki modelik Łady 2101.

W 2009 roku, kiedy w serii „Kultowe auta PRL” ukazała się Łada 1200 kupiłem ją, z zamiarem przeróbki zderzaków i tym samym upodobnienia jej do oryginału, czyli Fiata 124. (Pisałem o tym zresztą na blogu). Przeróbki jednak nie wykonałem. Po bliższych oględzinach okazało się, że „kultowy” modelik ma jednak kilka wad, a kolega, z którym moje modelarskie zamiary konsultuję, stwierdził, że po co przerabiać nie najlepszy modelik Łady na Fiata 124, skoro na Allegro można za rozsądną cenę kupić modelik gotowy. Radę kolegi wziąłem sobie do serce i dokładnie 2 lata temu upolowałem na Allegro modelik firmy Norev:

Modelik, choć podobnie jak „kultowa” Łada też pochodzi z serii gazetowej, został zdecydowanie lepiej wykonany. Ma nie tylko zderzaki bez kłów, ale i właściwe klamki i jak na oryginał przystało, włoskie tablice rejestracyjne. Wraz z przesyłką kosztował mnie niecałe 34 złote, a więc nawet mniej niż od jakiegoś czasu kosztują w kioskach numery specjalne z serii „Kultowe auta PRL.

Fiat 124 oprócz znanej i najbardziej popularnej wersji sedan, był wytwarzany także w innych też dość popularnych odmianach. Jedną z nich był jeden z najładniejszych włoskich kabrioletów w historii, czyli Fiat 124 Spider. On też od wielu lat był przedmiotem mojego kolekcjonerskiego pożądania.

Po długich i bezowocnych poszukiwaniach godnego uwagi modelika, w 2010 roku, kupiłem w „kultowym” kiosku modelik Fiata 124 Spider, jaki ukazał się wtedy w serii „Legendarne Samochody”. Modelik nie był najlepiej wykonany, ale kosztował tylko 20 zł, więc podobnie jak w przypadku łady 1200, kupiłem go z zamiarem poprawienia. Inaczej jednak, niż w przypadku większości moich modeli, nie opisałem go zwyczajnie na blogu, ale zrobiłem dokładną jego analizę.  Wynikło z niej, że przeróbka byłaby kłopotliwa i obszerna, więc ją sobie odpuściłem.

Dwa lata później (w listopadzie 2012 roku), na Allegro pojawił się niedrogi, bo tuningowany modelik Fiata 124 Spider firmy Vitesse. Na modelik chętnych nie było i go kupiłem. Wymagał poprawek i wymiany kół, ale zapłaciłem za niego (z przesyłką) całe 16 zł. Na blogu go nie opisałem, bo modelik przestał w gablotce pół roku, zanim doprowadziłem go do stanu, w jakim jest teraz:

221. Fiat 124 5

Okazał się bardzo cenną zdobyczą. Miał zamontowane specjalne metalowe koła z foto-trawionymi ramionami. Niestety były one nieco za duże i nie obracały się. Modelik warto było kupić nawet dla samych kół, bo są na pewno znacznie więcej warte niż zapłaciłem za cały modelik. Został on przemalowany na ciemny fioletowy kolor, poza tym miał jeszcze urwane lusterko.

Swego czasu, na giełdzie, kupiłem od kolegi Trackera (za 8 zł) kompletne koła od pierwszego Fiata 125p z serii „Kultowe auta PRL”. Koła te nie pasowały do modelika 124, ale zamontowałem je do Fiata 125p pickup, a koła z tego ostatniego trafiły do spidera.

Fioletowa farba, okazała się ładnie położona i widać było, że ktoś, kto robił tuning, do malowania  naprawdę się przyłożył. Powierzchnia była gładka i czysta, gdzieniegdzie tylko spod farby było widać oryginalny czerwony kolor (Modelik został prawdopodobniej tylko raz tryśnięty aerografem). Fioletową farbę można by było zmyć bez problemu spirytusem, ale kłopotliwe okazało się zdemontowanie ramki okna przedniego, reflektorów i atrapy, które w trakcie tuningu zostały mocno przyklejone do nadwozia. Grzebiąc w moich modelarskich rupieciach znalazłem ciemno fioletową akrylową farbę Revell, kupioną kiedyś do aerografu i okazał się to strzał w dziesiątkę. Modelik został pomalowany najprawdopodobniej właśnie tą farbą, więc zrobienie zaprawek w na progach i w kilku innych miejscach nie nastręczyło żadnych problemów. Poza tym doszedłem do wniosku, że po co niszczyć coś, w co ktoś inny włożył trochę serca i pracy.

Po wymianie kół i zrobieniu zaprawek, do modelika dorobiłem lusterko. Obciągnąłem je samoprzylepną folią aluminiową i spolerowałem. Modelik wymagał także dorobienia przednich migaczy, gdyż te zostały w trakcie tuningu zamalowane. Migacze zrobiłem z niego grubszej i błyszczącej, samoprzylepnej aluminiowej folii ozdobnej. Wyciąłem odpowiedniego kształtu kawałeczki i nakleiłem pod reflektorami. Dodatkowo pomalowałem je kilka razy bezbarwnym lakierem do paznokci, aby nadać im wygląd przezroczystej plastikowej szybki białego „włoskiego” kierunkowskazu. Poza tym nadwozie zostawiłem w stanie, w jakim właściwie je kupiłem.   

Trzecią, chyba najmniej popularną odmianą  Fiata 124 była jego druga sportowa wersja, dwudrzwiowe coupe. Podobnie jak spider, Fiat 124 Sport Coupe zawsze bardzo mi się podobał, a jego modelik kupiłem kilka lat temu i opisałem dokładniej na blogu. Teraz jednak postanowiłem go też przypomnieć:

123. Fiat 2

123. Fiat 3

Po wielu latach poszukiwań, podchodów na Allegro, prób przeróbek tanich modeli i wycofywania się z nich, udało mi się zdobyć  wreszcie godne pierwowzorów modeliki wszystkich trzech odmian Fiata 124.  Razem wyglądają tak:

A gdzie się podziały specjalne kółeczka z Fiata 124 Spider?

Jasna sprawa, że nie schowałem ich do szuflady. Nie mając pomysłu innego ich przeznaczenia, zamontowałem je (przynajmniej na razie) do niemal tak samo starego, jak pomarańczowa Łada, bo kupionego jeszcze 1986 roku modelika Porsche 934 Turbo firmy Solido. Nie wyglądają może rewelacyjnie, bo zostały raczej przeznaczone do tuningowania modeli 1:43 nowszych nieco samochodów, ale w porównaniu z tym co było, Porsche i tak wygląda o niebo lepiej:

pozdrawiam

 

P.S.  26 lutego 2016 

Siedzę w domu, pogoda nie najlepsza. Samochód w warsztacie. Grzebię trochę w Internecie i „wygrzebuję” coś naprawdę ciekawego. Oto jak najbardziej związany z tym wpisem filmik:

https://www.youtube.com/watch?v=9ME3JScdomE

Fiat 125 produkowany kiedyś w Argentynie   

Reklamy

174. Gorączka przedświątecznych zakupów – Porsche 911 (997) i New Mini

Historia czasem lubi się powtarzać. Tak było i tym razem. Tekst poniżej napisałem dokładnie rok temu, a że jest on w dalszym ciągu jak najbardziej aktualny, postanowiłem go tu przypomnieć:

Modeliki Cararama chińskiej firmy Hongwell pojawiły się na polskim rynku dobre 10 lat temu. Na początku były to modele nie najwyższego lotu, niemal wszystkie mały niezbyt dobrze spasowane otwierane drzwi, zaś jakość odwzorowania niektórych detali i bryły nadwozia pozostawiała wiele do życzenia. Jednak od samego początku, z uwagi na przystępną cenę (ok. 10 zł) oraz dość szeroki asortyment modeli ciekawych samochodów, stanowiły bardzo interesującą alternatywę dla drogich w owym czasie i trudnych do zdobycia rasowych modeli kolekcjonerskich. W ciągu pierwszych kilku lat jakość modelików nowo wypuszczanych przez firmę bardzo się poprawiła, zaś gdzieś w roku 2005 w serii na dobre pojawiły się modele pozbawione nie najlepiej wykonanych otwieranych drzwi, wyposażone za to w dobrej jakości elementy wykończenia. Modele te, choć wciąż sprzedawane jako zabawki, mogły już śmiało konkurować z wieloma modelami kolekcjonerskimi, a w niektórych wypadkach nawet jakością wykonania przewyższały autka renomowanych firm modelarskich (zwłaszcza te starsze). Dlatego modele Cararama nie tylko ja, ale i wielu innych kolekcjonerów uznało za interesujące i zaczęło je kupować. Przez pewien okres czasu (jeszcze kilka lat temu) modele były dość powszechnie dostępne w marketach, sklepach z zabawkami, na stacjach benzynowych, a nawet w drogeriach i z ich nabyciem większych problemów nie było. Jednak od kilku lat modele Cararama prawie z rynku zniknęły i znów trzeba na nie polować.

Według moich obserwacji, w ciągu roku można wyróżnić 2 „sezony polowań” na modeliki Cararama: „Sezon letni” – koniec maja – przed Dniem Dziecka oraz „sezon zimowy” – od połowy listopada do końca roku – okres „gorączki” zakupów związanych ze Świętami Bożego Narodzenia.

Tekst poniżej też napisałem ponad 4 lata temu. Jednak również tej późnej jesieni, po raz kolejny okazał się on aktualny, więc postanowiłem go jeszcze raz przytoczyć:

Jak co roku, zaraz po Święcie Zmarłych wielkie warszawskie hipermarkety rozsuwają regały i wystawiają całą masę artykułów związanych z zupełnie innym świętem – Świętem Bożego Narodzenia. W marketach rozpoczyna się gorączka świątecznych zakupów, a dla kolekcjonerów mini-autek największy w roku sezon polowań na tanie modeliki. W tym czasie w marketach i nie tylko pojawia się ogromna liczba różnego rodzaju zabawek, a wśród nich od dobrych kilku lat pojawia się duży wybór ciekawych, całkiem nieźle wykonanych, czasem naprawdę rzadkich i zupełnie niedrogich modeli Cararama chińskiej firmy Hongwell.

Podczas gorączki przedświątecznej, jak co roku, odwiedzam więc hipermarkety w poszukiwaniu ciekawych nowości lub modeli znanych tylko z Internetu. Czasem zdarza mi się kupić coś ciekawego przy okazji zwyczajnych cotygodniowych zakupów. W ubiegłych latach kupiłem w ten sposób kilka modeli, które zazwyczaj są dość trudne do zdobycia. (między innymi BMW Isetta z przyczepką, którego zdjęcie jest w albumie obok)

Od kilku już lat na całotygodniowe zakupy jeżdżę w piątki. Doszedłem do wniosku, że można lepiej spożytkować czas w piątkowe popołudnie, niż w trakcie powrotu z pracy stać w gigantycznych korkach, które właśnie w piątki, przed weekendem są w Warszawie najgorsze. Jakiś czas temu, (bodajże pod koniec maja 2009 roku) robiłem (jak zwykle) zakupy w hipermarkecie Auchan (na Woli). Kiedy miałem już wózek wypełniony artykułami spożywczymi, poszedłem na piętro kupić kilka artykułów przemysłowych i zaplątałem się do działu z zabawkami. A ponieważ rzecz działa się w trakcie „letniego sezonu” polowań na tanie modeliki, znalazłem tam dwa kartony ze świeżo dostarczonymi na Dzień Dziecka modelikami Cararama. Z całej sterty wybrałem chyba 5 modeli i dokładnie obejrzałem. Zrezygnowałem z zakupu Saaba i BMW, z żalem odłożyłem też na półkę bardzo ładnie wykonane Audi A3, bo przecież nie będę zastępował w kolekcji Minichamps’a Cararamą. W wózku na zakupy wylądowały czerwone Porsche 911 (997) i biały Fiat New 500. Kiedy jednak po zakończeniu zakupów zacząłem wykładać na taśmę przed kasą wszystkie towary z wózka (napoje, mięso, wędliny, warzywa, owoce, sery jogurty, artykuły chemiczne i inne), na taśmie utworzyła się niezła sterta i trochę się przestraszyłem, że rachunek mały nie będzie. Odłożyłem więc na bok modeliki, bo chociaż oba kosztowały razem 20 zł, postanowiłem z ich zakupu zrezygnować, by nie podwyższać i tak już sporej kwoty rachunku.

W piątek 9 grudnia podczas cotygodniowych zakupów w hipermarkecie Auchan (na warszawskiej Woli) zajrzałem do stoiska z zabawkami. W okresie przedświątecznym zaglądam tam od czasu do czasu. Rok temu właśnie w tym okresie kupiłem modelik Fiata new 500. Tym razem na półce z samochodzikami była spora sterta modelików Cararama, jednak wśród nich nie było żadnych nowości (były to właściwie dokładnie te same modele co rok temu). Moją uwagę zwrócił na siebie czerwony modelik Porsche 911 (997), o którym od dłuższego już czasu myślałem i oglądałem go wcześniej kilka razy. Teraz też dokładnie obejrzałem modelik, miał on jednak jakąś wadę więc go odłożyłem. W tym czasie przez głośniki ogłoszono, że od tej chwili na wszystkie zabawki udzielany jest rabat 20%, który zostanie zwrócony przy kasach. Zacząłem więc grzebać w stercie głębiej i po chwili wygrzebałem kilka kolejnych modelików. Otworzyłem pudełka i dokładnie obejrzałem ich zawartość, po czym z powrotem zapakowałem modeliki do pudełek. Najstaranniej wykonany wylądował w wózku z zakupami.

Inaczej jednak niż w przypadku kupionego rok temu Fiata 500, kupując modelik wiedziałem, że będzie on wymagał przeróbki. Już w sklepie w oczy rzuciły mi się zbyt głęboko osadzone w nadwoziu szyby boczne. Pomyślałem sobie „8 zł nie majątek, myślałem nad nim chyba ze 2 lata, więc tym razem zaryzykuję, wezmę go, a może jednak coś z niego będzie”.

Modelik nie był drogi i na pierwszy rzut oka bardzo mi się podobał. Kiedy w domu wyjąłem go z pudełka, rozkręciłem, obejrzałem zdjęcia samochodu w Internecie, doszedłem do wniosku, że nie tylko boczne szyby będą wymagały przeróbki. Postanowiłem z modelika wymontować, a właściwie wyciąć wszystkie szyby i odpowiednio je zamontować na nowo:

174. Porsche 1

Poprawki wykonywałem etapami. Na tym zdjęciu pokazałem pierwszy etap przeróbki. W modeliku, szyby wykonano jako jedną wkładkę i trzeba ją było pociąć. Najpierw odciąłem od wkładki szybę tylną. Dopasowałem ją do otworu w nadwoziu i przykleiłem do wkładki. Następnego dnia znów wyłamałem szybę tylną i od wkładki odciąłem szyby boczne. Następnie rozwierciłem nieco nity mocujące wkładkę (jeden do dachu i dwa pod maską) po czym wymontowałem szybę przednią.

Modelik miał za niską szybę przednią. Tak wynikało ze zdjęć samochodu w Internecie. Początkowo nie miałem zamiaru jej przerabiać. Przednią krawędź dachu (nad szybą) nieco tylko spiłowałem i pomalowałem czarną farbą. Niestety nie wyglądało to najlepiej i postanowiłem szybę przednią „podnieść” czyli przesunąć do góry o ok. 1 mm. Jeszcze raz spiłowałem krawędź dachu, tym razem powiększając otwór na szybę. Odciąłem szybę od wkładki ok 2 mm nad jej górną krawędzią (wzdłuż linii 1) i dopasowywałem wszystko nie wkładając do modelika czarnej wkładki pasa podokiennego z imitacją wycieraczek, który jest mocowany między nadwoziem, a dolną płetwą szyby przedniej (na te same nity co szyba). Efekt był dobry szyba pasowała dobrze. Jednak jak teraz zamocować pas podokienny? Kombinowałem różnie. W końcu przykleiłem szybę na górze (do resztki wkładki mocowanej do dachu) zaś na dole odciąłem szybę od poziomej płetwy mocowanej pod maską (wzdłuż linii 2), po czym zamontowałem do modelika pas podokienny, odciętą płetwę przesunąłem nieco do tyłu i przykleiłem z powrotem do szyby. Następnie do resztki wkładki (płytki między szybami mocowanej do dachu) przykleiłem szyby boczne. Wymagały one przesunięcia na zewnątrz o ok 0,6 mm. Powstałe między nimi, a płytką mocowaną do dachu szczeliny wypełniłem nasączonym klejem do tworzyw styropianem. Kiedy to wyschło, przykleiłem po raz kolejny szybę tylną.

Z modelika wymontowałem jeszcze reflektory, a pasek we wnęce po nich (między dolną krawędzią szybki reflektora, a dolą krawędzią chromowanej wkładki odbłyśnika) pomalowałem srebrną farbą. Po tej operacji lampy przednie stają się optycznie bardziej „jajowate” i spod szybki nie prześwituje już czerwona farba.

Modelik był właściwie gotowy i w tym stanie przestał (w nowej już gablotce) kilka kolejnych dni. Celem całej tej „dość upierdliwej” operacji poprawy przeszklenia modelika było nie tylko optyczne powiększenie szyby przedniej, ale i to, aby powierzchnie szyb jak najlepiej, najpłynniej przechodziły w powierzchnie nadwozia (tak jak jest to w prawdziwych samochodach) i między tymi powierzchniami nie było uskoków, czy też aby szyby nie „zapadały” się w nadwoziu. W przypadku górnej krawędzi szyby przedniej nie do końca się to jednak udało i po kilku dniach, ogladąjąc przerobiony już modelik, doszedłem do wniosku, że trzeba go jeszcze poprawić. Uznałem, że przyczyną, która pomimo włożonego w dopasowywanie szyby do nadwozia sporego wysiłku, powoduje, iż szyba nie „licuję” się z dachem jest jej sposób mocowania. Ponieważ na dole udało się ją dobrze skleić (po wcześniejszym odcięciu od płetwy mocującej), postanowiłem zupełnie odciąć ją od mocowania górnego i wypchnąć nieco na zewnątrz. Operację przeprowadzałem na zmontowanym już niestety modeliku, przy czym szyby boczne oprócz wklejenia z powrotem do wkładki, zostały ponadto przyklejone (na dole) do nadwozia klejem kontaktowym. O wyjęciu całej wkładki szyb nie było więc mowy. W tej sytuacji musiałem odciąć górną krawędź szyby przedniej od wkładki, ostrym nowym nożykiem modelarskim, od jej wewnętrznej strony wzdłuż linii 3. Operacja okazała się kłopotliwa i nie obeszło się bez strat. Szyba ma na górnej krawędzi dwa małe pęknięcia. Jednak na szczęście na zmontowanym modeliku tego specjalnie nie widać:

174. Porsche 2

Powinienem jeszcze górną krawędź szyby jeszcze trochę „dopieścić”, ale czy ma to sens ? W końcu to przecież tylko naprawdę tani modelik, a i tak wygląda całkiem nieźle. Z kupionego za całe 8zł i przerobionego modelika, wyprodukowanego dla sieci hipermarketów Auchan przez firmę firmę Hongwel (dokładnie tak samo jak kupiony rok wcześniej Fiat 500) jestem bardzo zadowolony.

174. Porsche 3

Przy okazji jego opisu postanowiłem zaprezentować jeszcze inny modelik (z tej samej serii), też kupiony w Auchan na Woli pod koniec września. Modelik, który niejako „psim swędem” załapał się do kolekcji.

Rok temu, na grudniowej giełdzie modelarskiej nabyłem z całe 5 zł „rozbitka”. Mocno sfatygowany modelik Opla Zafiry firmy Minichamps z pourywanymi kołami. Modelika nie prezentowałem na blogu, bo wymaga dość poważnych napraw, zamontowałem w nim niejako „prowizorycznie” koła z jakiegoś taniego, kupionego kiedyś za kilka złotych zapasowego modelika firmy New Ray i pokazałem na jednym ze zdjęć przy okazji opisywania zdobyczy roku 2010. Jednak z plastikowych kółek nie bardzo byłem zadowolony i postanowiłem zdobyć do modelika jakieś lepsze kółka. W trakcie poprzednich „przedświątecznych zakupów” w Auchan, kiedy już wybrałem sobie nową zdobycz (wtedy Fiata 500) zacząłem się rozglądać za modelikiem „na kółka”. Przejrzałem stertę i doszedłem do wniosku, że jedynie kółka z modelika New Mini jako tako mogą pasować do Zafiry. Ponieważ jednak jak to przed świętami wydatków jest zawsze sporo, w wózku leżał już Fiat 500, z zakupu kolejnego modelika (tym razem „na części”) zrezygnowałem.

Ogromy hipermarket Auchan na warszawskiej Woli jest piętrowy. Cotygodniowe zakupy, głównie artykuły spożywcze robię na parterze. Przypuszczam, że w ich trakcie, pchając wózek i biegając między regałami i tak robię kilka kilometrów, toteż na piętro (gdzie między innymi rzeczami leżą zabawki) wpadam tylko do działu kosmetyków, przeważnie po szampony i odżywki do włosów (dla moich pań) czasem też po mydło, żel pod prysznic, a rzadziej również po podpaski czy tampony OB mini, wózek z pozostawiając na parterze. Do lezącego nieopodal działu zabawek zaglądam raczej rzadko. Jednak w piątek 29 września jakoś się tam zaplątałem. Z półki wziąłem modelik New Mini, bo przypomniałem sobie o kółkach do Zafiry i poszedłem z nim do czytnika cen. Po zeskanowaniu kodu kreskowego czytnik pokazał „oszałamiającą” wręcz cenę 3,04 zł. Pobiegłem na półkę i wziąłem z niej drugi taki sam modelik w identycznym pudełku (chyba jednak z innej dostawy) i znów podszedłem do czytnika. Tym razem wyświetliła się cena 12,99 zł. Drugi modelik szybko odłożyłem i ponownie sprawdziłem cenę pierwszego. Wyświetliło się znów 3 zł. Nie oglądałem więc nawet modelika, szybko zjechałem na parter i wrzuciłem go do wózka.

174. Porsche 4

W domu modelik przeleżał w opakowaniu chyba ze 2 tygodnie (w tym czasie robiłem remont w ubikacji rodziców). Kiedy w końcu wyjąłem go z pudełka, obejrzałem i porównałem z kolekcjonerskim Mini (firmy Solido) doszedłem do wniosku, że jest ciekawy i chociaż nie przepadam, za odkrytymi wersjami cabrio, normalnych seryjnych samochodów, nie rozbiorę go „na kółka”.

174. Porsche 5

I tak, modelik za 3 zł też wylądował w nowej gablotce. Może do Zafiry uda się dokupić na giełdzie albo na pchlim targu na Namysłowskiej jakiegoś innego „rozbitka” (z kółkami). Najlepszy byłby modelik BMW Z3 (też Hongwel), ale w Auchan już od dawna go nie ma, a na giełdzie chcieli za niego 15 zł (to jednak jak za modelik „na części” trochę za drogo).

pozdrawiam

88. PORSCHE 911 (993) – Żywa legenda

Porsche 911, najbardziej znane auto i zarazem ikona marki Porsche, został zaprezentowany w 1963 roku. Był bezpośrednim następcą pierwszego seryjnego samochodu tej marki, Porsche 356. Po poprzedniku, którego pierwsze wersje bazowały na poczciwym Volkswagenie „garbusie”, Porsche 911 odziedziczył koncepcję, którą w dużej mierze zachował zresztą do dziś. Miał chłodzony powietrzem silnik umieszczony za  osią tylna, był jednak od poprzednika (356) większy i otrzymał piękne, stylowe i bardzo charakterystyczne nadwozie. Nadwozie to okazało się na tyle ponadczasowe, że Porsche 911 pierwszej generacji z pewnymi modyfikacjami  produkowane było od 1963 do 1998 roku, a następca modelu – 911 drugiej generacji (o oznaczeniu fabrycznym 996) był do ostatnich modeli 911 w „starej budzie” bardzo podobny. Także aktualnie produkowane Porsche 911 (oznaczenie fabryczne 997) są do aut pierwszej generacji bardzo podobne. Wspólną cechą wszystkich modeli 911 pierwszej generacji był kształt szyb, dachu i drzwi. Pozostałe elementy nadwozia przez lata dość mocno się zmieniały. Modele z lat 1963 -1994 miały jeszcze jedną wspólną cechę: identycznie wyglądajace, owalne światła przednie.

Porsche 911 zawsze bardzo mnie fascynował. Przez wszystkie lata zawsze chciałem mieć model Porsche 911 i w końcu okazało się, iż udało mi się zgromadzić każdą z jego czterech odmian. W 1986 roku kupiłem modelik wersji G (1973-1988), w 1990 roku modelik pierwszej wersji 911 (1963-1973), a model odmiany 964 (1988-1994) kupiłem w 2002 roku. Najwięcej kłopotów i „przejść” było z zakupem ostatniej wersji 911 w „starej budzie” – odmiany 993 (1993-1998). Modelik-zabawkę firmy Burago nabyłem już w 1995 roku. Był ładny, ale niestety, jak wiele modeli tej firmy okazał się za szeroki i postanowiłem go zamienić dobrym modelem „w skali”. W 2001 roku prawie się to udało, bo na parkingu, już po giełdzie w Starej Gazowni, za namową sprzedającego, wymieniłem w końcu modelik Mercedesa Vito na modelik Porsche 911 (993) w wersji cabrio. Modelik oglądałem na owej giełdzie kilka razy, ale nie za bardzo miałem na niego ochotę.

88. Porsche 1

Modelik renomowanej firmy Minichamps, nie dość że cabrio, miał jedną dość paskudną wadę. Okazało się, iż tylne felgi zostały pomalowane „klejącą” srebrną farbą, która rozmazywała się na opony. Nie byłem modelikiem zachwycony, a goryczy nie osładzał wysuwany tylny spojler. Sporo czasu zajęło mi oczyszczenie felg z „klejówki” i pomalowanie normalną nie lepiącą się farbą. Wadę poprawiałem kilka razy, a przy ostatniej naprawie dodatkowo udało mi się zdemontować dach, tak, że można go było z powrotem zakładać i mieć wersję otwartą (bez dachu) i zamkniętą (z dachem). Jednak czarny „miękki” dach (bez charakterystycznego tylnego okna) nie bardzo mi się podobał i powziąłem zamiar modelik zastąpić wersją coupe, jeśli kiedyś taka okazja się nadarzy.

Dwa tygodnie temu, w niedzielę 19 kwietnia ruszyła w Warszawie nowa giełda modeli samochodów. Właściwie pojechałem na nią pooglądać sobie modele. Wsród sprzedających byli sami znani kolekcjonerzy, a to co by mnie (bez specjalnego podniecania się) interesowało, było dość drogie. Nieszczęsnego TIR’a po raz kolejny nie udało się sprzedać i po godzinie miałem zamiar wracać do domu. Po powtórnym obejrzeniu wystawionych modeli , u jednego ze sprzedających zauważyłem modelik 911 (993) w wersji coupe, firmy Minichamps. Zapytałem od niechcenia ile chce za modelik i okazało się, że 50 zł. Wyszedłem zapalić i zastanowić się chwilę. Dwa dni wcześniej wydałem prawie taką samą kwotę na modelik z Allegro, a w planach mam dalsze zakupy kolejnych modeli „kultowych aut PRL”. Pomyślałem jednak, a niech tam, przecież zawsze chciałem mieć taki model, cena nie jest wygórowana i jak go nie kupię będę go szukał następnych kilka lat. Zrobiłem więc tak, jak mawia przysłowie, które zawsze powtarza mi moja mama: „lepiej zgrzeszyć i żałować niż, niż nie zgrzeszyć i żałować”, wróciłem na salę i modelik kupiłem.

88. Porsche 2

88. Porsche 3

Nie żałuję. Modelik tak samo jak wrzosowe cabrio ma wysuwany tylny spojler. Tylne koła, nie obracają się jak w normalnym modelu, ale napędzają mechanizm, który po przejechaniu kilku centymetrów podnosi do góry tylny spojler:

88. Porsche 4

88. Porsche 5

Modelik miał tę samą wadę co cabrio. Okazało się, iż w nim, z kolei przednie felgi zostały pomalowane „klejącą” srebrną farbą, która rozmazywała się na opony. Tym razem poradziłem sobie z tym znacznie szybciej. Zdemontowałem koła, zmyłem spirytusem lepiącą się farbę i pomalowałem felgi na nowo. Niestety w trakcie tej operacji imitująca tarczę hamulcową jedna z piast, na której osadzone jest koło pękła na pół. Z początku byłem załamany, pomyślałem: „no ładnie, od razu popsułem świeżutko kupiony modelik”. Na domiar złego zwykłym klejem modelarskim piasty nie dało się skleić. Nagle mnie olśniło. Postanowiłem nie rozrabiać kleju epoksydowego i próbować skleić piastę jeszcze raz, ale ze sprężynki od długopisu odciąłem ciasno zwiniętą końcówkę (2 zwoje) i nasadziłem na trzpień piasty, w który wchodzi ośka. Uff, operacja się udała i koło wraz z tak naprawioną piastą przestało z ośki spadać.

Około 24 miałem zamiar położyć się spać. Zajrzałem do lodówki i okazało się, że na poniedziałkowe śniadanie nie ma białego sera, poza tym w lodówce brakowało również kilku innych artykułów kupionych prze za mnie w piątek. Po sprawdzeniu rachunku okazało się, że w trakcie sporych zakupów w hipermarkecie Auchan, ostatnia siatka prawdopodobnie została przy kasie. Trochę się tym zdenerwowałem i nie bardzo mogłem zasnąć. Aby się uspokoić wyciągnąłem z pudełka modelik 911 cabrio i zacząłem dorabiać wkładkę imitującą złożony dach. Przeciąłem na pół wkładkę wymontowaną z jakiejś zużytej zabawki podarowanej mi przez kolegę z pracy. Dopasowałem jej szerokość do nadwozia cabrio i skleiłem. Następnie dopasowałem kształt wkładki tak, aby na obwodzie zewnętrznym przylegała do nadwozia. Na koniec dorobiłem bolce mocujące (wchodzą w otworki, w które wchodzą bolce mocujące „miękki” czarny dach).

88. Porsche 6

Gdy skończyłem, była chyba 2 w nocy, ale już się uspokoiłem. W poniedziałek, zaraz po pracy pojechałem do Auchan z rachunkiem z piątkowych zakupów. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, iż siatkę kasjer zwrócił do sklepu i w punkcie obsługi klienta bez zbędnych formalności od razu wypłocono mi całą nalezność za nieodebrane zakupy.

Efekt „zarwanej” nocy z 19 na 20 kwietnia jest jednak bardzo fajny. Po przeróbce, cabrio, jako uzupełnienie podstawowej wersji 911 coupe,  zarówno z dachem jak i bez (z dorobioną wkładką) wygląda ciekawie. Coupe i cabrio stanowią teraz fajną parę i modelika cabrio raczej się nie pozbędę.

88. Porsche 7

86. NOWA GIEŁDA

W ubiegłą niedzielę 19 kwietnia wystartowała w Warszawie nowa giełda modeli samochodów. Giełda odbyła się w Ognisku Pracy Pozaszkolnej przy ul. Szegedyńskiej 9A (na Bielanach). Na starą giełdę przestałem jeździć rok temu. Na nową się wybrałem. Nowa giełda wywołała w środowisku trochę zamieszania, ale to dobrze. Odbyła się w ładnym otoczeniu na sporej dobrze oświetlonej sali. Na giełdzie pojawili się nie tylko starzy stali bywalcy giełdy w Starej Gazowni (znudzeni niemrawą atmosferą starej giełdy), ale pojawiło się też trochę osób nowych. Poza tym spotkałem na niej kolegów, których dość dawno nie widziałem. Oprócz osób z Warszawy na giełdę z przyjechał Michał z Poznania, kolega z Płocka i Wojtek z Łodzi, który na miniautoforum zażarcie bronił starej giełdy, ale na nową też przyjechał. Ruch nie był może wielki – było ok. 10 sprzedających, ale to przecież początek. Atmosfera była zaś bardzo fajna. Na giełdzie nie pojawił się żaden sklep z ofertą „atrakcyjnych nowości”, ale za to koledzy kolekcjonerzy przygotowali całkiem ciekawą ofertę.

Giełda jest niewątpliwie potrzebna chociażby jako miejsce spotkania towarzyskiego, pogadania i wymiany informacji, a przy okazji normalnej wymiany kolekcjonerskiej. Na giełdzie rasowi kolekcjonerzy sprzedają modele, które na Allegro pojawiają się raczej rzadko. Wstęp na nową giełdę jest bezpłatny i to jest jej duża zaleta. Zważywszy na to, iż Poczta Polska po raz kolejny podniosła ceny opłat za przesyłki, zakup na giełdzie staje się coraz bardziej atrakcyjny. Poza tym przed zakupem można towar dokładnie obejrzeć i zastanowić się na spokojnie czy warto dany model kupić.

Tak było i w moim przypadku. Na dobry początek kupiłem 1 model za całkiem atrakcyjną cenę. Ponieważ jest to Porsche z legendarnej serii 911 (jak mawiają znawcy „w starej budzie”) opiszę je na tym blogu w osobnym poście.

86.Giełda

Według wstępnych ustaleń następna giełda ma się odbyć w drugą niedzielę czerwca. Zainteresowanych odsyłam jednak na strony Miniautoforum (link na liście po lewej stronie) W temacie „giełda” na pewno pojawi się w swoim czasie stosowna i pewna informacja.

A tu link do plakatu reklamującego nową giełdę:

http://fotoo.pl/hosting-zdjec/2009-03/16cc6648/skanuj0001.jpg.html