318 – Warszawa da się lubić i Warszawa 203 pick-up

Wczoraj, w niedawno dodanych albumach MINIWYPRAWY Z WARSZAWY wstawiłem kilka zdjęć z ostatnio odbytych wycieczek turystyczno-krajoznawczych. Między innymi zdjęcia z 30 piętra Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, jak najbardziej pasujące tematycznie do tego wpisu:

Możliwe, że wpisem tym niektórym zbieraczom miniaturowych autek zepsuję trochę humor, tak jak kiedyś wpisem „Dlaczego nie kupiłem syreny 105” ale cóż, mam prawo mieć własny punkt widzenia i prezentować go tutaj.

W połowie stycznia w salonikach prasowych, Empikach i kioskach ukazała się zupełnie nowa i trochę dla mnie nieoczekiwana seria z modelikami w skali 1 / 43 : Legendy FSO. Serię tę obserwuję, jednak z uwagi na to, iż głównym jej tematem są modele aut prototypowych (których nie zbieram) serię tę właściwie sobie odpuściłem.

Owszem rozważałem zakup niektórych modeli z tejże serii, jednak później z różnych względów rezygnowałem. Po zakupie modelu „startowego” jaki właśnie w tym wpisie pokażę, pozostałe, (a już ukazało się ich ponad 20), właściwie mnie nie zainteresowały. Moją uwagę zwrócił swego czasu Polonez Cargo, który mi się podobał, bo do złudzenia przypominał auta seryjne, ale coś mi się w nim, a właściwie jego ścianie tylnej nie podobało. Po przejrzeniu dyskusji na forum, okazało się, że ma inny zderzak tylny niż auta seryjne i choć trafiłem go w kiosku na Targówku, już chyba kilka tygodni po premierze i dokładnie obejrzałem, nie kupiłem go, bo uznałem, że muszę się nad nim zastanowić. Było to chyba na przełomie lipca i sierpnia, kiedy to nagle moje kolekcjonerskie zakupy nieco się zintensyfikowały i w końcu uznałem że zaoszczędzę 55 złotych, a model może kiedyś „okazyjnie” (jak wiele innych) sobie kupię.

Drugim modelem, do którego zakupu szczerze się przymierzałem, był Polonez Kombi Plus. W momencie kiedy się ukazał nie trafiłem go w kioskach w mojej okolicy. Zaraz po jego premierze zajrzałem na forum zobaczyć zdjęcia i przejrzeć opinie. Wynikało z nich, że ładny skądinąd model samochodu, który prototypem nie był, bo jednak wyprodukowano go w liczbie kilku tysięcy sztuk, ma za duże koła. Modelik trafiłem w końcu w trakcie rowerowej przejażdżki po mojej dzielnicy w Galerii Łodygowa. Rzeczywiście był ładnie wykonany i bardzo ładnie pomalowany, ale kiedy zwróciłem uwagę na to, na co wskazali koledzy z forum, doszedłem do wniosku, że jednak 55 zł i szukanie na bazarze na Namysłowskiej jakiegoś rozbitka Welly (żeby przełożyć koła) nie ma sensu i jeśli ten model kiedyś „okazyjnie” trafię, to wtedy go sobie dokupię.

Już jakiś czas po premierze, którą jakoś przeoczyłem, w sierpniu, a właściwie we wrześniu i październiku rozważałem zakup na Allegro modelika Poloneza Coupe. Modelika tego auta nie kupiłem kilka lat temu, kiedy ukazał się w serii „Kultowe auta PRL”, bo model z tej serii miał poważny błąd. Miał za krótkie drzwi boczne, takie same jak odmiany 4 drzwiowe. Tym razem modelik został poprawiony i ma już prawidłową długość drzwi bocznych, jednak kosztuje 55 zł. Kiedy sięgam pamięcią do lat osiemdziesiątych, gdy auta te często widywałem, muszę przyznać, że samochód ten to jednak prototyp, bo choć po Warszawie i samej FSO kręciło się ich wtedy trochę, jednak wszystkie miały „czerwone”, próbne tablice, a nad nimi tabliczki „jazda próbna”. W kolekcji mam modele pięciu odmian i wersji Poloneza, więc czy potrzebny jest mi jeszcze szósty i to jednak prototyp? I tak, dokładnie jak w przypadku pozostałych wymienionych tu modeli, postanowiłem nabyć go ewentualnie w przyszłości „po okazyjnej cenie”.

Właśnie w taki sposób kilka lat temu wszedłem w posiadanie około10 modeli z serii „Kultowe auta PRL”, na których aż tak bardzo mi nie zależało, albo musiałem się nad ich zakupem dłużej zastanowić. Kilka z nich pokazywałem i opisywałem zresztą na tym blogu.

Jak czytelnicy i uważniejsi obserwatorzy tego bloga zauważyli, w mojej kolekcji regularnie pojawiają się modele z serii „Kultowe ciężarówki z epoki PRL”. Oprócz tego kupuję również inne modele w skali 1 : 43, przeważnie nie związane ani z PRL, ani z FSO. Wydatki na każdy kolejny model sumują się i każde kolejne 55, czy ostatnio 76 zł sprawia, że suma jaką w tym roku wydałem na modele będzie w historii kolekcji rekordowa. Tak wiec nad każdym kolejnym autkiem trzeba się trochę zastanowić. „Kultowe auta PRL” kiedy się ukazywały były naprawdę bardzo atrakcyjne, a do tego tanie. (Początkowo, w 2008 roku kosztowały po 25 zł, a więc były w cenie, w jakiej po koniec 2001 roku w Domu Towarowym Smyk pojawiły się sprowadzone z Europy Zachodniej „kolekcjonerskie spady”. (W owym czasie regularne modele kolekcjonerskie były w sklepach, czy na giełdzie 2 lub nawet 3 krotnie droższe, o salonach samochodowych nie wspominając).

Owszem jest inflacja i wszystko podrożało, a od opisywanej tu sytuacji minęło już kilkanaście lat. Tak, ale przez ostatnich 14 (w przypadku modeli „kultowych”) czy 21 lat (w przypadku „spadów” ze Smyka) rynek modeli samochodów w skali 1 : 43 naprawdę bardzo się zmienił. W 2002 roku zabrałem ze sobą na giełdę w Starej Gazowni, 2 modele kupione w Muzeum Volkswagena (w trakcie opisywanej tu ostatnio podróży służbowej). W Wolfsburgu płaciłem za nie po 5 marek, (równowartość ok. 10 zł), a w Warszawie sprzedałem je tuż po wejściu na giełdę po 40 zł. Były to niezbyt już świeże wtedy modele Audi 80 B3 firmy Schabak. Chwilę po tym, jak je zbyłem, podchodzili do mnie kolejni koledzy i pytali, czy miałem tylko 2 takie modele i czy nie mam ich czasem więcej. W 2003 roku wraz z kolegą, ze sklepu internetowego we Wrocławiu sprowadziliśmy jedne z pierwszych w naszych kolekcjach modele samochodów wyprodukowanych w krajach demokracji ludowej. Były to modele firmy IXO: Wołga GAZ 21 i Tatra 603, za każdy płaciliśmy po 111 zł. Każdy z nas miał w kolekcji kilka Ład, Wołg, czy Moskwiczy wyprodukowanych jeszcze w ZSRR. Oprócz nich ja miałem tylko Trabanta firmy Vitesse (kupionego w Wolfsburgu w 1990 roku) i Wartburga 312 firmy Minichamps (zdobytego w ramach wymiany kolekcjonerskiej w 2000 roku) pomimo, że moja kolekcja liczyła już wtedy okrągłe 400 modeli.

Rynek zupełnie zmieniły serie gazetowe, a zwłaszcza seria „Kultowe auta PRL”. Planowana początkowo na 50, później na 80 modeli kolekcja, rozrosła się de facto do 194 sztuk (nie licząc wydań specjalnych). Ukazanie się tej serii spowodowało spadek cen i zmniejszenie zainteresowania mniej atrakcyjnymi modelami aut „zachodnich”, jakie do ukazania się tej serii były właściwie jedynymi dostępnymi na rynku modelami samochodów w skali 1 : 43 . Seria „Kultowe auta PRL” spowodowała też rozprzestrzenienie się mojego hobby niejako „pod strzechy” i przyciągnęła do niego całe rzesze nowych „zbieraczy” miniaturowych autek.

Dziś oferta modeli dostępnych na rynku jest kilkukrotnie szersza niż 15, czy 20 lat temu. A co za tym idzie, ceny też są bardziej przystępne niż wtedy. Dlatego, o ile cenę modeli z serii „Kultowe ciężarówki z epoki PRL” w porównaniu z cenami ciężarówek z innych, zagranicznych serii gazetowych można uznać za atrakcyjną, o tyle cenę modeli z serii „Legendy FSO” można określić już jako powiedzmy standardową i niekoniecznie super atrakcyjną. Do tego obie serie trochę na siebie się nałożyły i w pewnych sytuacjach trzeba po prostu wybierać. Gdyby kupować „wszystko jak leci”( to jest 2 modele z jednej i 2 modele z drugiej serii) miesięczne wydatki na takie hobby wyniosłyby 55 + 76 + 55 + 76 = 262 zł. Czy to mała kwota ? Chyba nie. Ja za Internet z bazowym pakietem telewizyjnym, telefon stacjonarny, Internet w mieszkaniu córki, abonament za 2 telefony komórkowe i raty za aparat żony płacę miesięcznie 205 zł.

Ostatnio zacząłem też przeglądać pudła i pudełka, w których przechowuję modele (przeważnie w oryginalnych opakowaniach). Przez obydwie „kultowe” serie trochę się ich namnożyło i po trosze nie bardzo to wszystko ogarniam. Moje 60-cio metrowe mieszkanie powoli się zapycha. Modele są w „mojej” szafie w głównym przedpokoju (pudła 1,3,6,9,10 i jeszcze parę innych). We wspólnej szafie w małym przedpokoju, w pawlaczu dolnym i szufladach (pudła 2 i 4), w pokoju gościnnym w jednym rogu stoi „stara” witryna, a w drugim nowsza gablotka (a w nich wystawionych jest ok. 100 modeli z ostatnich lat). Modele są jeszcze w dawnym pokoju córki (w szafie i na niej pudła 5,7,8 i jeszcze parę innych). Modeli nie ma właściwie tylko w kuchni i sypialni, oraz rzecz jasna w łazience i ubikacji. Ostatni „remanent” sprawił, że zacząłem się zastanawiać jak ograniczyć nowe zakupy i powoli zamykać kolekcję. Modele z serii „Kultowe ciężarówki z epoki PRL” są atrakcyjne, ale jak się okazało zajmują jednak sporo miejsca, choć są pakowane w blistry. Dlatego właściwie mam zamiar ograniczyć się do zakupów tylko atrakcyjnych modeli z tej serii, a z innych dokupić jeszcze kilka od dawna poszukiwanych.

W przeciwieństwie do „kultowych” ciężarówek, „startowy” modelik z nowej serii Legendy FSO zbyt wiele miejsca nie zajmuje, a że kosztował tylko 15 zł, oczywistością było, że go kupiłem. Przez pierwsze dwa, czy trzy dni od zakupu bardzo mi się podobał, (jak zresztą większości kolegów na forum).

Czwartego dnia zapragnąłem jednak porównać go z drugą Warszawą pick-up z mojej kolekcji, opisaną na tym blogu, popielatą Warszawą 200 P ze starej już dziś serii „Kultowe auta PRL”. I właśnie wtedy, nowy modelik przestał mi się podobać. Co prawda ścianę tylną kabiny ma zrobioną lepiej niż model stary (bo jest ona pionowa, a nie pochylona), za to dach nowego modelika został wykonany jako całkiem płaski i do tego poziomy, co jest przykrym błędem, dla mnie („nadwoziarza”, czyli konstruktora elementów karoserii nie tylko z wykształcenia, ale i kilkuletniej praktyki). Niemal od razu postanowiłem to poprawić.

Poniższe zdjęcia prezentują poszczególne fazy przeróbki modelika :

Na pierwszym zdjęciu pokazałem demontaż ściany tylnej kabiny, na drugim szyby przedniej wraz z fletnerkami, na kolejnym modelik zamocowany w imadle, przygotowany do dalszych operacji. Na zdjęciu 4 pokazałem główne narzędzie potrzebne do przeróbki: co najmniej 45 letnią piłkę włośnicową, którą kupiłem jeszcze jako uczeń liceum, a do której w moim pudełku po równie starym modeliku samolotu do sklejania, zachowało się szczęśliwie kilka cienkich jak nitka stalowych brzeszczotów. Piłka, a właściwie pałąk, zachowały się przez ponad 40 lat na strychu domu moich rodziców w Piastowie. Przypomniałem sobie o nich równo 9 lat temu, po zakupie czarnego Mercedesa W110 z serii „Kultowe auta PRL”, w którym zaszła potrzeba skrócenia o około 1,5 mm zwisu przedniego. Przeróbka z dość skomplikowanym odcięciem przodu modelika i skróceniem maski przy szybie jak najbardziej się udała, nie została jednak z braku czasu dokończona. (może jej efekt kiedyś tu pokażę). Na zdjęciu piątym pokazałem mozolne i ostrożne przecinanie słupków przednich u ich podstawy. Na szóstym – pomiar szczeliny po przecięciu słupków. Na zdjęciach 7i 8 pokazałem nacinanie słupka tylnego tuż pod rynienką dachu.

Po nadcięciu tylnych słupków dogiąłem przednią część dachu w dół, tak aby szczelina po przecięciu przednich słupków się zamknęła. Modelik wyglądał dobrze, miejsca przecięć były mało widoczny, jednak efekt pochylenia przedniej części dachu w dół i obniżenia przedniej szyby też był mało widoczny, bo szybę udało się w pokazany powyżej sposób obniżyć o zaledwie 0,3 mm (bo tyle wynosiła szerokość szczeliny po przecięciu słupków piłką:

Modelik wyglądał „czysto” i dobrze, ale przeróbka nie do końca mnie zadowoliła. Różnica w stosunku do oryginalnego wykonania była niewielka i do tego słabo widoczna. Postanowiłem modelik jeszcze trochę poprawić i skrócić przedni słupek nie o 0,3 ale przynajmniej o jakieś 0,7 – 0,8 mm. rozpiłowując powstałą po jego przecięciu szczelinę :

Przy doginaniu dachu w dół, co robiłem naprawdę ostrożnie i trochę „na raty”, jednak kilkukrotnie, w pewnym momencie coś „chrupnęło” i po chwili Warszawa wyglądała tak:

„No to się narobiło” pomyślałem i zacząłem kombinować, jak i czym to teraz skleić?

Zadecydował oczywiście przypadek.

Otóż w grudniu, na kilka tygodni przed zakupem modelika, pojechałem do Berlina. Oprócz opisanych tutaj wtedy i zakończonych sukcesem: okazyjnego zakupu kanapy, zakupu i montażu szafy, w trakcie tej wycieczki zdarzyło się też kilka „przypałów”. Kiedy 6. grudnia po trochę męczącej podróży, dojeżdżałem do Berlina, zatrzymałem się na jakimś parkingu i w nawigację w telefonie wbiłem adres mieszkania córki – Friedrichstrasse … Za jakieś pół godziny dojechałem pod wskazany adres i zadzwoniłem. Córka odezwała się i zapytała „gdzie ty jesteś ? Gdzie stoisz ? ” podałem numer bramy i ulicę przed którą zaparkowałem, a wtedy okazało się , że właściwy adres to Kaiser-Friedrich-Strasse … (w trochę innej dzielnicy).

Dojechałem tam po jakichś 25 minutach i zaczęliśmy rozpakowywać załadowany pod dach samochód. Ja wyjmowałem z niego rzeczy, a córka wraz z koleżanką nosiły je do mieszkania. Jedną z pierwszych rzeczy jaką wyjąłem z auta były nie pierwszej młodości, rozkręcone trochę do transportu, duże sztalugi malarskie, (kupione dobrych kilka lat wcześniej, kiedy córka szła do szkoły plastycznej). Wyjąłem je i odstawiłem opierając o ścianę budynku, aby łatwiej było wyciągać z samochodu całą masę pudeł, walizki, kwiatki doniczkowe, sprzęty AGD i inne rzeczy. Kiedy samochód był pusty poszliśmy wszyscy do mieszkania. Ponieważ w trakcie tego kilkudniowego pobytu nie miałem właściwie na nic czasu, na dzień przed powrotem do Polski przypomniałem sobie, że sztalugi trzeba skręcić. Byłem przekonany, że córka lub koleżanka zabrały je do mieszkania, ale okazało się, że nie. Kiedy wybiegliśmy na ulicę, stało się jasne, że sztalug już tam dawno nie ma.

Kiedy składałem w kuchni berlińskiego mieszkania córki kupioną okazyjnie kanapę, do mieszkania przyszła ekipa hydraulików wymienić liczniki wody na nowe. Polak szybko znalazł w ścianie „pustą” nieprzyklejoną płytę ceramiczną, wymontował ją i postawił pionowo obok wanny. Potem wziął się za wymianę liczników. Niemiec, który się temu przyglądał usiadł na brzegu wanny. Kopnął niechcący stojącą obok płytkę, a ta przewróciła się na podłogę i pękła na pół. Zanim się zorientowaliśmy „fachowcy” się zmyli, a ja zostałem z tym kramem.

Płytka była spora 35 na 35 cm i gruba na 8 mm. Czym ją skleić ?

I tu przydały się moje wieloletnie doświadczenia modelarskie. Wybór padł oczywiście na żywicę epoksydową bo tylko ona mogła zapewnić skuteczną i trwałą naprawę. Całe szczęście córka mieszka niedaleko strefy handlowej i całego ciągu sklepów w centrum dzielnicy Charlottenburg. Najpierw poszedłem do marketu Woolworth, ale klej za 2 Euro nie wzbudził mojego zaufania. Pobiegłem więc do oddalonego o kilka przecznic Baumarktu, w którym kupiłem taki oto klej :

Wybór okazał się słuszny. Płytkę udało się skleić tak, że rysa po pęknięciu była praktycznie niewidoczna, ale nie tylko płytkę udało się skleić.

Kiedy trzymałem w ręku oderwany dach modelika Warszawy, zastanawiałem się jakiego kleju użyć. Trochę „na szybko” postanowiłem za-eksperymentować z nowym „berlińskim” nabytkiem. Modele naprawiałem i kleiłem od lat przy pomocy zwykłych klejów epoksydowych, przez długie lata stosowałem klej Distal. Niestety od jakich 10 lat nie można go już kupić w takiej formie, w jakiej był kiedyś dostępny i zostałem niejako zmuszony rozpocząć próby z innymi klejami. Nigdy jednak nie stosowałem do napraw modeli klejów „szybkowiążących”, do których specjalnego zaufania nie mam.

Po rozrobieniu żywicy, nałożyłem jej odrobinkę na przecięcia słupków przednich i tylnych. Aby wszystko wyszło „równo” postanowiłem dach względem nadwozia ustalić na kruchym przełomie jaki powstał w górnym tylnym narożniku okna drzwi, po odłamaniu dachu. Po jakiejś godzinie gdy klej już związał musiałem coś przy modeliku poprawić, czy skorygować, a wtedy okazało się, że lewy przedni i lewy tylny słupek nie skleiły się. Jednak po stronie prawej połączenie choć dość jeszcze elastyczne było całkiem mocne. Oczyściłem wiec lewe słupki z resztek kleju i nałożyłem żywicę jeszcze raz, przy czym na miejsce klejenia słupków tylnych nałożyłem od wewnątrz kabiny tyle żywicy, ile się tylko dało.

Po sklejeniu modelik wygląda tak:

Nie tylko sklejenie dachu okazało się problemem. Po pierwszej próbie przeróbki szyba przednia i ściana tylna właściwie bez problemu pasowały do karoserii. Po przeróbce drugiej (z oderwaniem i przyklejeniem dachu) Zarówno szybę przednią wraz z fletnerkami, jak i szybę tylną trzeba było do „poprawionej” karoserii dopasować.

Szczególnie kłopotliwa okazała się przeróbka szyby przedniej, a właściwie oderwanie fletnerków i ponowne przyklejenie ich z powrotem do szyby przedniej, co po przeróbce okazało się konieczne.

W modeliku nie zamontowałem na stałe lusterek, wkleiłem je tylko na wikol, aby nie wypadały same. Nie jestem jeszcze do końca pewny, czy chcę aby zostały na błotnikach.

Po zamontowaniu ściany tylnej zaszła potrzeba podwyższenia jej, bo miedzy jej górną krawędzią a dachem powstała szczelina.

Ściana tylna była zresztą od początku wykonana jako przezroczysta wypraska. Po zamontowaniu jej do nadwozia po pierwszym etapie przeróbki, to że nie została pomalowana zupełnie nie raziło. teraz niestety trzeba to będzie zrobić.

I chociaż modelik nie je jest do końca gotowy postanowiłem go pokazać, bo prawdę mówiąc na inny ciekawy wpis nie miałem ostatnio pomysłu.

Ktoś mógłby zapytać „po jaką cholerę to wszystko ?

Ano po to:

Zdjęcie modelika po sklejeniu i przeróbce dachu. Naniesione na zdjęcie czerwone linie są równoległe i dokładnie widać, że górna krawędź okna bocznego opada ku przodowi.

Poniżej zrzut z ekranu, z filmu o Warszawie 201 P z kanału Muzeum Skarb Narodu :

W prawdziwej Warszawie dach był obły (taki jak w „garbusce” ) w modeliku jest trochę za płaski. Ale dzięki pochyleniu jego przodu w dół, przerobiony modelik lepiej przypomina prawdziwy samochód, niż ten kupiony w kiosku.

Moje obie Warszawy 200P i 203P wyglądają teraz tak:

A kąt pochylenia dachu w obu jest podobny :

Oprócz poprawy wyglądu bryły modelika jest jeszcze inny, istotny, a jak najbardziej „warsztatowy” aspekt całej sprawy. Otóż swego czasu w serii „Kultowe auta PRL” ukazał się bardzo ładny kolorystycznie model samochodu P70 kombi. Modelika tego nie kupiłem gdy się ukazał, bo z zaprezentowanych na forum rysunków i zdjęć wynikało, że w modeliku wykonano dach o jakiś milimetr za wysoko w stosunku do tego jak powinno być. Model beżowego sedana P70 kupiłem, bo ukazał się wcześniej. P70 kombi, dokładnie tak samo jak wcześniej Żuka A11B kupiłem za 15 zł w styczniu 2016 roku, w momencie zakończenia serii, gdy niektóre starsze modele z niej pojawiły się na „wyprzedaży” w marketach Media Markt. Modelik ten w zestawieniu z prawidłowo wykonanym sedanem wygląda idiotycznie. Ma przednią szybę wyższą niż w sedanie o jakieś 1,5 mm. Ponieważ nie tylko przednia szyba jest za wysoka, ale i boczne też, już dawno postanowiłem modelik przerobić. Mam zamiar przeciąć wszystkie słupki na dole, skrócić je odpowiednio a następnie modelik skleić. Ponieważ od początku miałem zamiar zrobić to w sposób jaki tu pokazałem, przeróbka Warszawy jest więc próbą i przymiarką do niewątpliwie trudniejszej, ale równie potrzebnej przeróbki modelika P70 kombi.

pozdrawiam

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s