Tag: Wartburg

192. Warsztatowe przygody – Wartburg 311 Coupe i M-B 320D

Wszystkim bywalcom tego bloga

W ubiegłą niedzielę ( 9 grudnia) postanowiłem poświęcić trochę więcej czasu mojemu hobby i wybrałem się na giełdę. Odbywa się ona już od kilku lat w gimnazjum przy ul. Conrada w Warszawie, w drugą niedzielę ostatniego miesiąca każdego kwartału.

Na giełdę dotarłem dość późno, bo w sobotę dość późno (mimo wcześniejszych zamiarów) położyłem się spać. Rano kiedy wstałem, było już po 9-tej i najpierw zabrałem się za przygotowanie śniadania. W domu od lat utarł się taki zwyczaj, że w weekendy śniadania przygotowuję ja. Włączyłem też radio i w trakcie przygotowywania śniadania, parzenia kawy, a później spokojnego jedzenia (już razem z żoną) wysłuchałem niemal do końca „Śniadania z Radiem Zet”. Potem szybko się ogoliłem, wziąłem prysznic, ubrałem się i wyszedłem. Wskoczyłem do samochodu i przed gimnazjum na Conrada zaparkowałem dopiero dobrze po 10-tej.

Na giełdzie króluje skala 1:43. Jest także kilka stoisk dla miłośników mniejszych modeli (zwłaszcza firmy Matchbox). Jednak od kilku lat  tematem przewodnim giełdy są oczywiście modele z serii „Kultowe Auta PRL”. Modeli z tej serii jak i serii pokrewnych (zwłaszcza rosyjskich) jest tam całe mnóstwo. Poza tym koledzy, którzy na kanwie „kultowego szaleństwa” zajęli się budową konwersji i wytwarzaniem od podstaw modeli, których w „kultowej” serii z całą pewnością nie zobaczymy, wystawiają swoje dzieła. Wiele z nich jest na prawdę unikatowych i ciekawych.

Zanim wszedłem na dużą salę, już na korytarzu przed nią pooglądałem wystawione tam modeliki. Na jednym z trzech stoisk, które tam zazwyczaj są, jeden z kolegów wystawia „Kultowe Auta PRL”, a że cen nie ma zaporowych, kilka modeli już od niego na poprzednich giełdach kupiłem. Po chwili rozpocząłem „obchód” po dużej sali. Przywitałem się z kolegami, których znam z giełd od dobrych kilkunastu lat i trochę sobie z nimi pogadałem. Na stoiskach nie zauważyłem jednak niczego, co by mnie szczególnie zainteresowało. Salę obchodziłem kilka razy i oglądałem to i owo. Pod koniec giełdy, kiedy już miałem dobre rozeznanie co ewentualnie mnie interesuje, wróciłem do stoisk na korytarzu.

Dwa miesiące temu, w kioskach ukazał się modelik Wartburga 311 Coupe z serii „Kultowe Auta PRL”.  Modelik oglądałem w Empiku i zaprzyjaźnionym „kultowym” kiosku, jednak na jego zakup nie zdecydowałem się. Modelik wymagał poprawek. Nie wyglądał najlepiej i choć przeglądając wcześniej zapowiedzi postanowiłem go kupić, to jego zakup we wrześniu sobie odpuściłem. Poza tym w połowie września byłem zajęty przygotowaniami do wyjazdu na „spóźnione” wakacje i nie chciałem sobie zawracać głowy kolejnym modelikiem.

Po „obchodzie”, przy stoisku na korytarzu obejrzałem modelik „kultowego” Wartburga, a że kolega opuścił nieco jego cenę, kupiłem go za całe 20 zł, pożegnałem się z kolegami i wróciłem do domu.

Kilkanaście dni temu, a także w okresie kiedy modelik się ukazał, w „kultowym” kiosku oglądałem modelik, który się tam „przeleżał” i wiedziałem, co trzeba w nim poprawić. Dlatego zaraz po powrocie z giełdy, zwłaszcza, że tej niedzieli akurat w trakcie trwania giełdy popsuła się pogoda i nie wybrałem się na niedzielny spacer, przystąpiłem do poprawek modelika. Kiedy wcześniej oglądałem modelik myślałem, że przeróbka nie będzie kłopotliwa i da się ją zrobić w miarę szybko. Jednak jak zwykle po dokładnym obejrzeniu wyjętego z opakowania i rozkręconego modelika okazało się, że sprawa nie jest już taka prosta i oczywista.

Nie tylko mój modelik ale i inne „kultowe” Wartburgi mają fabryczną wadę. Szyba przednia jest w nich nieco za wysoka, przez co dach w przedniej części jest za bardzo uniesiony. Nie tylko deformuje to linię tego jednego z najładniejszych pojazdów jakie ukazały się w krajach dawnego bloku wschodniego, ale jeszcze między dolną krawędzią szyby, a nadwoziem jest jakby szpara. Postanowiłem ją zlikwidować i wpuścić przednią szybę bardziej w głąb nadwozia, a przy okazji obniżyć nieco przednią część dachu. Początkowo, jeszcze przed zakupem modelika sądziłem, że wystarczy troszkę podciąć na dole przednie słupki i będzie po sprawie. Po rozebraniu modelika okazało się, że małe trójkątne szybki z przodu drzwi (zwane w fachowym slangu nadwoziarzy „fletnerkami”)  też opierają się o nadwozie, a poza tym mają dookoła delikatną ramkę, którą można by kiedyś pomalować np. srebrną farbką i najlepiej będzie fletnerki od dachu i słupków odciąć. W tym modeliku dach i szyby są wykonane z jednego elementu. Szyby są przezroczyste, a słupki i dach nie są metalowe, a zostały po prostu pomalowane białą farbą.

Operacja odcięcia fletnerków przy pomocy zwykłego nożyka modelarskiego okazała się jednak niemożliwa. Musiałem więc tak samo, jak w przypadku przeróbki podwozia Gaza 69, sięgnąć po opisywany ostatnio moje „narzędzie specjalne”:

Na tym zdjęciu widać nie tylko sposób w jaki, i czym odciąłem fletnerki, ale i brzydką (niepomalowaną) szczelinę między dolną krawędzią szyby (pomalowaną srebrną farbką delikatną ramką) a niebieskim nadwoziem.

Wbrew pozorom operacja odcinania wcale nie okazała się ani szybka, ani prosta. Najpierw trzeba było zwykłym nożykiem „wytrasować” szczelinę między słupkiem a drobniuśką ramką fletnerka. Dopiero gdy szczelina była wystarczająco głęboka przystąpiłem do właściwego piłowania. Odcięcie jednego fletnerka zajęło mi około godziny.  

192. Warsztat 5

Po odcięciu fletnerków, skróciłem nieco przednie słupki i wsunałem szybę ok 1mm w głąb nadwozia. Pod szybą są niewidoczne na zdjęciach zaczepy odlane razem z nią. Aby szyba nie wychodziła z nadwozia do góry, wepchnąłem między nie a nadwozie rozgniecione kawałki styropianu.

Po dopasowaniu górnej części nadwozia (szyb z dachem) do niebieskiej karoserii trzeba było jeszcze dopasować do przerobionego tak modelika odcięte wcześniej fletnerki i przykleić je z powrotem.  To też nie okazało się wcale takie proste. Elementy są naprawdę drobne i trzeba bardzo uważać przy nakładaniu kleju. Klej do tworzyw niszczy i matowi przezroczyste plastikowe szyby, jakie zazwyczaj są w modelikach. Jeśli nałoży się go zbyt mało, elementy nie skleją się. Jeśli zbyt dużo, klej łatwo rozpływa się po elementach i w efekcie szybki stają się matowe.

Po kilku próbach, i drobnej plamce po kleju na krawędzi szyby przedniej (przy lewym słupku), przyklejenie fletnerków w końcu się udało. Po poprawkach modelik wygląda nieco lepiej niż pierwotnie:

Opisywana szpara praktycznie zniknęła. a dach modelika trochę się wygiął, a z przodu obniżył się.

192. Warsztat 7

Dla porównania, poniżej zdjęcie oryginalnego modelika zaczerpnięte z Foto-bloga ZBIERANINA:

Przy tego rodzaju przeróbkach nie obejdzie się nigdy bez drobnych uszkodzeń przerabianych elementów. Nie da się uniknąć drobnych rys czy zadrapań lakieru. Tak było i tym razem. Oprócz wspomnianej plamki od kleju na szybie, z drugiej strony zarysowała ją moja „płka” kiedy w trakcie piłowania nagle wyskoczyła ze szczeliny. Również na słupkach jest kilka zadrapań jakie pozostały po operacji odcinania fletnerków. Na szczęście nie są one jednak aż tak bardzo widoczne. Modelik po poprawkach na kolana wciąż nie rzuca, wygląda jednak lepiej:

192. Warsztat 9

Przednia szyba nie jest w rażący sposób wyższa od tych w pozostałych moich „kutowych” Wartburgach:

Modelik nie jest może szczytem osiągnięć modelarstwa, ale podoba mi się. Nie mam co prawda do niego gazetki, ale w końcu kupiłem go po okazyjnej cenie, na wypadek, gdyby planowana od samego początku przeróbka nie wyszła.

A teraz jeszcze kilka słów o innej, nieco wcześniejszej przeróbce:

Wiosną tego roku nabyłem jeden z ostatnich modeli jakie ukazały się w serii „Legendarne samochody'”, modelik Mercedesa 320D. Modelik nieco podrasowałem i pół roku temu opisałem na blogu:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Modelik jest ładny, jednak kiedy go przez tych kilka miesięcy od zakupu oglądałem, denerwowały mnie przednie reflektory, a zwłaszcza zamontowane w nich zbyt małe przezroczyste wkładki imitujące szkła. Do poprawki długo się przymierzałem jednak udało mi się ją zrobić dopiero pod koniec listopada.

Stare wkładki udało mi się z lamp wyciąnąć, bez uszkodzeń. Zostawiłem je sobie. W ich miejsce dorobiłem nowe (sporo większe) „podkleiłem” taśmą ozdobną imitującą chrom i za pomocą gumy do żucia przymocowałem je do lamp:

192. Warsztat 12

Przeróbka szybka, może nie do końca „dopieszczona”, ale modelik nie był drogi, a i tak trochę się przy nim już wcześniej napracowałem. Zależało mi aby jego przód lepiej oddawał charakterystyczny wygląd dużego, starego, przedwojennego Mercedesa.

192. Warsztat 13

Tyle o moich ostatnich warsztatowych poczynaniach.

W Warszawie od tygodnia jest już zima. Leży śnieg, a temperatura nocą kilka dni temu spadła nawet do -12 stopni.

W połowie ubiegłego roku moja córka kupiła sobie za własne (zarobione w serialu) pieniądze porządny aparat fotograficzny – lustrzankę. Próbowałem ją od tego pomysłu odwieść i walczyłem z nią całą sobotę, próbując wytłumaczyć, że na jej potrzeby za połowę ceny lustrzanki można kupić zupełnie dobry kompakt z zupełnie przyzwoitym obiektywem. Jednak uparła się i lustrzankę kupiła. Na ubiegłorocznych wakacjach na Krecie córka zrobiła lustrzanką trochę zdjęć. W tym roku lustrzanka „przeleciała” się na „kanary” w tą i z powrotem (oczywiście w bagażu podręcznym, co stanowiło dodatkowy kłopot), zaś na miejscu nikt jej ani razu nie użył. Ja robiłem zdjęcia jak zwykle starą „komunijną „pstrykawką” lub komórką, zaś córka swoim Iphnem.  Kilka dni temu namówiłem ją aby przegrała mi je w końcu na mojego laptopa. Miło na nie popatrzeć kiedy za oknem szaleje śnieżyca:

Wakacje-2012-6.jpg

Wydawać by się mogło, że pustynia to pustynia i nikt na niej nie mieszka, a tu niespodzianka. Przywleczone z kontynentalnej Afryki wiewiórki rozpleniły się na Fuerteventurze.

pozdrawiam

P.S.

Nie wiem dlaczego jedne komentarze widać od razu, a inne wymagają zatwierdzenia po zalogowaniu się do bloga. Spróbuję coś z tym zrobić. Dla mnie to też jest kłopot. Jeśli dodałeś komentarz, z go nie widać nie przejmuj się. Jak tylko go znajdę, zatwierdzę i opublikuję (niestety to taki „urok” bloga po przeprowadzce na nową platformę).

103. Kultowe Auta PRL – Wartburg 353

    W ubiegłą środę ukazała się w kioskach „kultowa” gazetka nr 27 z modelikiem Wartburgiem 353. Modelik ładny, a najlepszym miejscem dla gazetki byłby kosz do śmieci. Autor do opisu samochodu się nie przyłożył, zapomniał podać nawet w którym roku auto się ukazało, ale o tym nieco później.

Wartburga 353 był PRL  autem popularnym. Premierę miał w roku 1966 i niemal od razu pojawił się na polskich ulicach. W Żyrardowie, gdzie mieszkałem z rodzicami do 1973 r. , pierwszy kanciasty Wartburg pojawił się chyba jeszcze zanim właściciel taksówki nr 1 przesiadł się z czarnej Wołgi na popielatego Polskiego Fiata 125p. Posiadaczem Wartburga był pan Wąsik – właściciel znanej w mieście cukierni, w której często bywałem, a ciastkami, które najbardziej mi smakowały były ponczowe. Wartburg parkował przed cukiernią, którą mijałem zawsze po drodze na dworzec (gdy jechałem z rodzicami do Warszawy). Wyglądał naprawdę elegancko i nowocześnie, zawsze się za nim oglądałem, a rodzice irytowali się, bo przez Wartburga mogliśmy spóźnić się na pociąg. Z tyłu, samochód nie miał jeszcze napisu „353”, ale oznaczenie z poprzedniego modelu 312 – „Wartburg 1000”.

Wartburga 353 z całą pewnością można uznać za auto kultowe. W PRL pełnił rolę dużej i okazałej rodzinnej limuzyny i podobnie jak czeska Skoda wypełniał lukę pomiędzy Syreną i Trabantem, które na początku lat siedemdziesiątych kosztowały około 70 tyś zł, a drogim Fiatem 125p, który wówczas kosztował 180 tys. zł.  Wartburg kosztował około 120 tys. zł. (za równowartość Fiata można było kupić całkiem ładne mieszkanie w Warszawie) Chociaż wyglądem, elegancją i obszernym wnętrzem nie ustępował zbytnio Fiatowi 125p, to pod względem rozwiązań technicznych zdecydowanie bliżej mu było do Syreny. Podobnie jak ona posiadał 3 cylindrowy dwusuwowy silnik. Mimo to był w PRL autem naprawdę cenionym . W połowie lat siedemdziesiątych giełdowe ceny nowych Wartburgów niemal dorównywały cenom o wiele nowocześniejszych nowych Fiatów 125p. Prostej konstrukcji Wartburg był jak na owe czasy wykonany starannie, zaś świeżo odbierane  z FSO samochody, nie zawsze dojeżdżały do pierwszego dużego skrzyżowania o własnych siłach.

W ubiegłą środę, po drodze do dentysty wstąpiłem do znajomego kiosku i bez kłopotu nabyłem modelik. Miałem nawet możliwość wyboru, co w przypadku kilku ostatnich zakupów było rzadkością. Nie opisałem go jednak od razu, bo chociaż modelik jest starannie wykonany wymagał pewnego „dopieszczenia” w moim „warstacie”. Sądziłem, że pójdzie lepiej, jednak jak zwykle troszkę się zeszło. Wartburga chciałem mieć najlepiej w wersji pierwotnej z 1966 roku i modelik kupiłem z zamiarem ewentualnej przeróbki na tę wersję (na bazie wcześniejszego modelika kombi) jednak po upiększeniu „kultowego” modelika Wartburga 353 w ostatniej wersji (z roku 1984) raczej od tego zamiaru odstąpię.

103. Wartburg 1

Modelik, chociaż na pierwszy rzut oka wygląda blado i niezbyt efektownie, jest naprawdę dobrze wykonany. Jego wielką zaletą w porównaniu do modelika Wartburga 353 Tourist jest cienko i równomiernie położony lakier. Dzięki temu znacznie lepiej niż w kombi widać charakterystyczne dla tego samochodu kanciaste krawędzie, załamania powierzchni i przetłoczenia. Bryła modelika jest ładna i co najważniejsze prawidłowa. Poprawek wymagały jedynie detale. Modelik „kultowy” powstał na bazie znanego od dwóch lat modelika dokładnie tej samej wersji Wartburga z kolekcjonerskiej serii IST-Models. „Kultowy” Wartburg w stosunku do wydania kolekcjonerskiego został nieco uproszczony, jednak trzeba pamiętać, że jest on trzykrotnie tańszy.

103. Wartburg 2

Poprawki zacząłem od właściwego ustawienia modelika. Podniosłem przednie zawszenie dokładnie tak samo jak w Wartburgu 353 Tourist. Później przyszła kolej na poprawki nadwozia. Zacząłem od przednich świateł. Najpierw wymontowałem halogeny, oskrobałem do „żywego” metalu wnęki, w które są wciśnięte i zamontowałem z powrotem. Potem wymontowałem cały pas przedni, a z niego reflektory. Wnęki pod nie pomalowałem srebrną farbą Humbrol (nr 11) i  wkładki imitujące reflektory zamontowałem. To samo zrobiłem z dodatkową lampą tylną. Wymontowałem przezroczystą wkładkę, a wnękę pod nią pomalowałem srebrną farbą. Ponieważ nie jest to światło cofania, a lampa przeciwmgłowa, zamontowaną z powrotem wkładkę zabarwiłem na czerwono. Do takich operacji od wielu lat używam starej (ponad dwudziestoletniej) farby typu czerwony metalik. Farba ta rozwarstwia się w puszce i drobinki metalu opadają na dno. Na wierzchu pozostaje zabarwiony na czerwono bazowy przezroczysty lakier i jego właśnie używam do malowania tylnych świateł wykonanych z jasnego przezroczystego tworzywa. Po pomalowaniu tworzywo dalej jest przezroczyste, błyszczy się ładnie jest jednak zabarwione na czerwono i wygląda jak prawdziwe tylne lampy w „dorosłych” samochodach. Kolejną operacją jaką zrobiłem było właściwe zamontowanie lusterek. We wszystkich modelikach jakie oglądałem lusterka były za płytko osadzone i z zewnątrz wyraźnie widoczny był trzpień mocujący, który powinien cały zniknąć w nadwoziu. O ile prawe lusterko wyszło bez problemu, o tyle wymontowanie lewego nastręczyło sporo kłopotu. Musiałem je od wewnątrz rozwiercać i omal go nie uszkodziłem.

Gdy wykonałem te wszystkie poprawki zmontowałem modelik i usiadłem zadowolony do komputera. Jednak moje zadowolenie z siebie dość szybko znikło. Patrzyłem to w komputer, to na modelik i czegoś mi w nim brakowało. Zacząłem więc oglądać w sieci zdjęcia Wartburgów i doszedłem do wniosku, że koniecznie trzeba pomalować atrapę, bo bez tego praktycznie jej nie widać. Następnego dnia znów rozebrałem modelik, wymontowałem pas przodu, przykleiłem go przy pomocy gumy do żucia do patyczka po lodach i pędzelkiem nr 00 napuściłem czarnej matowej farby we wnęki atrapy. Nadmiar farby usunąłem zaostrzoną w łopatkę zapałką. Kiedy modelik zmontowałem, doszedłem do wniosku, że przydało by się jeszcze pomalować wnętrze, a wtedy modelik będzie już wyglądał „jak prawdziwy Wartburg”. Tak można niestety w nieskończoność i zawsze coś jeszcze będzie można poprawić. Może w zimę znajdę trochę czasu, ale wtedy pomaluję wnętrza w kilku modelach na raz.

Po poprawkach modelik wygląda zdecydowanie lepiej, bardzo mi się podoba i fajnie uzupełnia moją kolekcję Wartburgów.

103. Wartburg 3

Niestety, nie po raz pierwszy zresztą, nie podoba mi się gazetka, która jest do modelika dołączona. 

Autor gazetki nie tylko nie podał podstawowych informacji o samochodzie, ale i nie ocenił Wartburga rzetelnie. Punktem odniesienia „wywodów” nie były lata sześćdziesiąte (kiedy samochód powstał) i siedemdziesiąte (kiedy był ceniony i popularny), ale lata osiemdziesiąte, kiedy samochód rzeczywiście był już przestarzały i właściwie kończył swoją karierę.

Po raz kolejny w części poświęconej autu otrzymaliśmy prawię tę samą co w przypadku Wartburga 311 Camping dawkę historii zakładów w Eisenach i dość głupawe użalanie się nad ich losem, bo chociaż wbrew temu co było napisane w gazetce o Moskwiczu, Rosjanie ich nie rozszabrowali, to niestety zaraz po wojnie zaprzestały produkcji wspaniałych przedwojennych samochodów BMW, a zaczęły wytwarzać „śmierdzące dwusuwy”.

A dla kogo w zniszczonych wojną Niemczech miały owe zakłady produkować sportowe, albo luksusowe samochody z sześciocylindrowymi silnikami ? Samo BMW, które w Bawarii kultywowało przedwojenne tradycje, na początku lat sześćdziesiątych omal nie upadło – pisałem o tym w styczniu.

Decyzja produkcji nowych modeli opartych o konstrukcję DKW 3-6 podjęta pod koniec lat czterdziestych wydaje się w tamtych realiach racjonalna, zwłaszcza, że samochody oparte o dokładnie tę samą konstrukcję, produkowane były w RFN pod marką DKW do połowy lat sześćdziesiątych.

Z gazetki przebiją niestety jednostronny i nieprawdziwy obraz PRL. Obraz ten ostatnio w odniesieniu do tamtych czasów stał się normą i zaczął już nawet niepokoić ludzi, którzy z tamtym systemem walczyli (ciekawy post na ten temat zamieściła na swoim blogu Maria Dora). Autorzy gazetki zamiast skoncentrować się na obiektywnym przedstawianiu historii, podaniu większej liczby rzetelnych danych, parametrów i ciekawych faktów z historii opisywanego samochodu, prezentują swoją niechęć do PRL (którego zapewne w ogóle nie pamiętają) i dalej walczą z systemem, którego od ponad 20 lat już nie ma. Na każdym kroku eksponują swoją absolutnie jedynie słuszną poprawność polityczną. (Czy nawet w hobbystycznej gazetce zamiast faktów musi koniecznie być propaganda i polityka?)

Dlatego zamiast nauki historii (w tym również motoryzacji) z gazetek „Kultowe Auta PRL”, miłośnikom tej ostatniej polecam artykuł, który wczoraj ukazał się na serwisie Onet.pl: Trabant powraca 

pozdrawiam

94. Kultowe Auta PRL – Wartburg 311 Camping

Wczoraj ukazał się w kioskach 23 numer serii „Kultowe Auta PRL” – modelik Wartburga 311 Camping z 1960 roku. Modelik był już od jakiegoś zapowiadany na forach internetowych, a nieco później również na oficjalnej stronie serii. Gdy zobaczyłem jego pierwsze zdjęcia i okazało się, że w polskiej serii pojawi się nie zwykłe trzydrzwiowe kombi (takie jak w serii IST), ale Wartburg Camping (taki jak w niemieckiej serii „aut DDR„) postanowiłem go kupić.

Wartburg Camping zawsze bardzo mi się podobał. Nawet nie marzyłem o tym, że będę miał kiedyś jego modelik. W PRL nie był autem zbyt popularnym, ale jego bardzo oryginalna a zarazem ładna sylwetka przyciągała uwagę. Nawet na początku lat siedemdziesiątych wyglądał ciekawie i elegancko, pomimo, że był już mocno przestarzały. Elegancji autu dodawały pomalowane na kolor inny niż reszta nadwozia duże powierzchnie na bokach, a przede wszystkim duże tylne szyby boczne zachodzące na dach. To ostanie rozwiązanie stylizacyjne było cechą charakterystyczną Campinga i sprawiało, że nadwozie auto wyglądało ładnie i lekko. Podobne rozwiązanie partii tylnej w samochodzie kombi (też zresztą bardzo udane) zastosowali Francuzi w modelu Renault Laguna dopiero w połowie lat dziewięćdziesiątych.

94. Wartburg 1

Wczoraj rano w drodze do pracy po prostu poszedłem po Wartburga. Ku mojemu zupełnemu zaskoczeniu w znajomym kiosku, pomimo reglamentacji (zupełnie jak w PRL – pani sprzedawała tylko po 2 sztuki) o godz. 8 Wartburgów już nie było. Modelik dopadłem jednak w kiosku „rezerwowym”, ale widziałem również na mieście.

94. Wartburg 2
Modelik jest OK, kolor bynajmniej nie zachwyca, ale do kolekcji pasuje. Malowane ramki, listwy boczne, napisy też są w porządku.

94. Wartburg 3

Nieco gorzej jest z jakością montażu. Musiałem jeszcze raz zamontować reflektory, wycieraczki, a przede wszystkim światła tylne, które w obu modelikach, jakie oglądałem przy zakupie, były zamontowane krzywo i bardzo mnie raziły. Miałem nawet zamiar obejrzeć w jakimś innym kiosku kolejny modelik, a nawet go kupić, ale w końcu sobie odpuściłem. Całe szczęście, w domu okazało się, że światła tylne nie są zamontowane „na ślepo” jak w modeliku Wartburga 312, ale od środka karoserii są otworki, które pozwalają wypchnąć lampę tylną od środka, a nie wyrywać od zewnątrz (jak to musiałem zrobić w 312).

Teraz moje „kultowe warczyburgi” wyglądają tak:

94. Wartburg 4

I byłaby już pełnia szczęścia tylko …… niestety wieczorem, w wolnej chwili wiałem do ręki gazetkę (dołączoną do modelika).
Do tej pory z uwagą, ale bez specjalnych emocji czytałem bardzo niepochlebne komentarze o „kultowych” gazetkach na miniauto-forum, zaś pomysł z odsyłaniem ich do redakcji (w ramach protestu) wydawał mi się zupełnie niedorzeczny.
Tę jednak gazetkę sam bym chętnie redakcji odesłał.  Pierwsza  jej część rozzłościła mnie tak, że drugiej  nie miałem już ochoty czytać.
Rozumiem, że konwencja jaką DeAgostini przyjęło była taka: pół gazetki o kultowym aucie, pół o czasach PRL. Tym razem jednak nie dość, że o samochodzie w gazetce nie ma prawie nic, to jeszcze treści z połówki o czasach PRL zaczęły się wylewać do połówki o aucie.
Najbardziej rozzłościł mnie (w części poświęconej autu, a nie PRL) złośliwy fragment o PKP. Moi rodzice kupili Trabanta kombi w roku 1970 (nie na talony, czy przydziały, jak sugeruje gazetka, ale normalnie, za złote polskie w Polmozbycie). Jednak w czasach PRL koleją jeździło się naprawdę dużo i ja też dużo nią podróżowałem. Opisane w gazetce wsiadanie do pociągu przez okno nie było żadną normą. Mi przytrafiło się właściwie tylko raz, w 1982 w drodze na przysięgę kolegi. Drugi raz nie ja sam, ale moje bagaże „wsiadały” do pociągu przez okno: W 1986 roku zrobiłem sobie zupełnie nieplanowaną przerwę w podróży z Kolonii do Warszawy i ot tak sobie wysiadłem we wschodnim Berlinie. Postanowiłem zwiedzić trochę miasto i nabyć kilka ciekawych wagoników do kolejki TT (którą wówczas miałem). Po powrocie na Ostbahnhoff okazało się, iż aby kontynuować podróż, muszę się wcisnąć do „przemytnika”. (Tak nazywał się wówczas pociąg z Berlina wschodniego do Warszawy, o czym zresztą dowiedziałem się od innych podróżnych… na peronie).

pozdrawiam

78. Kultowe Auta PRL – Wartburg 312

Cóż może łączyć samochód Opel Astra F ze starszym o kilkadziesiąt lat poczciwym Wrtburgiem? Wydawać by się mogło, że zupełnie nic. Jednak tak nie jest.

Położone między malowniczymi wzgórzami Turyngii miasto Eisenach  „przesiąknięte” jest historią. To od dawna zwiazane z motoryzacją miasto znane jest z kilku powodów: urodził się tu Jan Sebastian Bach. Znajduję się tutaj przepiękny, doskonale zachowany zamek Wartburg, w którym ukrywał się Marcin Luter, a który miałem przyjemność zwiedzać dwukrotnie. W mieście znajdowały się też zakłady VEB Automobilwerk Eisenach. W czasach NRD produkowano w nich samochody Wartburg. Przed wojną były to główne zakłady BMW. Zaraz po wojnie, jeszcze przez kilka lat, produkowano w nich przedwojenne auta BMW pod wschodnio-niemiecką marką EMW.

W połowie lat siedemdziesiątych mój ojciec, w ramach wymiany, dostał wczasy w zapomnianym dzisiaj powiatowym mieście Mülhausen w NRD. Pojechaliśmy tam naszym Trabantem kombi. W mieście nie było jakichś wielkich atrakcji, toteż odbyliśmy kilka ciekawych wycieczek. Między innymi do Drezna, Erfurtu i właśnie Eisenach. W Eisenach zwiadziliśmy zamek, a potem zaliczyłem pierwsze w moim życiu muzeum starych samochodów położone przy fabryce VEB Automobilwerk Eisenach. Był tam pierwszy samochód marki Wartburg (wyprodukowany jeszcze na początku XX wieku) klika modeli BMW i póżniejszych EMW i oczywiście Wartburg 312.

W 1994 roku toczyły się negocjacje nt. prywatyzacji i ewentualnego przejęcia warszawskiej FSO przez koncern General Motors. Jedne z wielu rozmów miały miejsce właśnie w Eisenach i miałem przyjemność w nich uczestniczyć. Rozmowy toczyły się w hotelu przyległym do zamku Wartburg. Wtedy to zwiedziłem zamek po raz drugi. Potem pojechaliśmy przez miasto do nowej fabryki Opla. Przejeżdzaliśmy obok starej zamkiętej i zlikwidowanej już wówczas fabryki Wartburgów. Muzeum motoryzacji było czynne, ale go nie zwiedzaliśmy, widziałem je tylko z za szyby samochodu, a mojemu niemieckiemu koledze opowiedziałem o mojej dawnej w nim wizycie.

Nad zakupem modelika Wartburga 312 z serii „Kultowe Auta PRL”, który dzisiaj ukazał się w kioskach, trochę się zastanawiałem. Modelik tego auta mam w kolekcji od dawna, jednak gdy zorientowałem się, że inni kolekcjonerzy kupują praktycznie wszytko, co się w serii ukazuje (i to w kilku egzemplarzach), pobiegłem do kiosku.

 78. Wartburg 1  

78. Wartburg 2

Wartburg 312 był nie tylko jednym z najładniejszych aut wyprodukowanych w krajach bloku wschodniego, ale w PRL był autem naprawdę kultowym. Dlatego, gdy niemiecka firma Minichamps, pod koniec lat dziewięćdziesiątych wypuściła jego modelik, postanowiłem go zdobyć. „W ramach wymiany” za okolicznościową serię modeli w skali 1:87 udało mi się to już w roku 2000.

78. Wartburg 3

78. Wartburg 4

Modelik niebieski (Minichamps) jest niewątpliwie lepiej i dokładniej wykonany od modelika czerwonego (Kultowe Auta PRL). Trzeba mieć jednak na uwadze, że jest czterokrotnie droższy. Modelik z serii „kultowych” też swoje zalety ma. Jeśli przypominam sobie dwukolorowe Watburgi z lat mojego dzieciństwa, to były one pomalowane tak jak modelik czerwony, a nie jak modelik niebieski. Czterodrzwiowego Warburga z nisko przebiegającą linią podziału kolorów (tak jak w modeliku niebieskim) nigdy nie widziałem. 

Kiedy pojechałem do Eisenach na rozmowy w 1994, w pokoju hotelowym (przy zamku Wartburg), na każdego uczestnika czekał zestaw drobnych upominków. W zestawie był okolicznościowy modelik samochodu, który jako jeden z pierwszych, zjechał z taśmy zupełnie nowej fabryki Opla w Eisenach, fabryki, w której 50% załogi stanowili pracownicy zlikwidowanej wytwórni Warburgów. Modelik był oczywiście w skali 1:43 i ten prezet bardzo mnie ucieszył, bo w tamtym czasie, w Polsce, bardzo trudno było cokolwiek do kolekcji kupić.

78. Wartburg 5

Modelik Opla Atsry F, który wtedy dostałem nie jest dla mnie „jednym z wielu”. Jest cenną pamiątką z mojej wizyty na zamku Wartburg.

65. Kultowe AUTA PRL – Wartburg 353W

Ubiegły tydzień obfitował w zakupy. Zważywszy, że od początku tego roku kupiłem zaledwie 12 modeli, to ubiegły tydzień był naprawdę rekordowy. We wtorek (nieco wcześniej niż się spodziewałem) dotarła do mnie Skoda we środę kupiłem Wartburga, a w piątek Ładę.

We środę byłem na szkoleniu w centrali mojej firmy, dokąd pojechałem autobusem. Ponieważ bezpośredni autobus ode mnie z domu koło centrali się nie zatrzymuje, po szkoleniu pomaszerowałem dwa przystanki do przodu i znalazłem się pod centrum handlowym Blue City. Dzień wcześniej (we wtorek) też wracałem z pracy  Alejami Jerozolimskimi, a że jeżdżę tamtędy rzadko, wpadłem na chwilę do Empiku w Blue City, z zamiarem ewentualnego nabycia łady, której zresztą już tam nie było. Pogadałem trochę ze sprzedawcą, próbując wydostać nieco więcej informacji na temat serii „Kultowe Auta PRL” i pojechałem do domu. We środę, gdy stałem przed Blue City pomyślałem: byłem co prawda tu wczoraj, ale co mi szkodzi zajrzeć. W Empiku na półce z wydawnictwami kolekcjonerskimi leżały 3 gazetki nr 5, a w każdej z nich modelik Wartburga. Obok mojego domu jest kiosk, w którym są prawie wszystkie modele z tej serii i Wartburga mógłbym spokojnie kupić we czwartek, a najlepiej w sobotę. Stojąc jednak w Empiku i trzymając w ręku nowe modele nie mogłem się powstrzymać. Długo oglądałem każdy model, aż w końcu wybrałem modelik najmniej „zalany” farbą i pomaszerowałem do kasy.

65 wartburg 2

Na forum modelarskim – miniauto-forum (link na liście obok) jest sporo narzekań na Wartburga, a niektórzy kolekcjonerzy wręcz go opluli. A to, że zalny farbą a to, że w opakowaniu latają luźne części a to, że „low rider” itd. itd.

Wartburg z serii „Kultowe Auta PRL” ma niewątpliwie kilka wad i usterek:

– Rzeczywiście jest „zalany” farbą, przez co niekóre charakterystyczne linie nadwozia są słabiej widoczne. Jednak wiekszość produkowanych obecnie (nienajdroższych) modeli w jasnych, czy jaskrawych kolorach farbą jest „zalana”.

– Nadwozie modelika stoi za nisko i widac to w zestawieniu z innymi modelami.

– Jest troszkę miesznką modeli Wartburgów z różnych okresów. Nadwozie i elementy wykończenia pochodzą z modeli z lat siedemdziesiatych i osiemdziesiatych, zderzaki z modeli z lat sześćdziesiątych i to na dodatek przedni z sedana, a tylny z kombi, lusterka są zaś typowe dla Wartburgów z lat osiemdziesiątych.

– Niefortunną zupełnie sprawą, nie tylko z uwagi na wygląd, jest tylna lampa przeciwmgielna, która w moim modelu była nadłamana, którą próbowałem przykleić 3 razy, aż w końcu dałem sobie spokój i ją oderwałem (na to też wiele osób narzeka). Lista żalów jest zresztą znacznie dłuższa i nie ma sensu jej tu dalej przytaczać, bo jak się uprzeć, to na rynku nie ma chyba modelika, do którego nie można by się było przyczepić.

65 wartburg 3

Tyle o wadach, a teraz zalety, których niektórzy koledzy z forum chyba jednak nie dostrzegają:

Gówną zletą Wartburga jest to, że jest i kosztuje tylko 25zł, a nie jak model z serii IST-Models 95zł (poprawny merytorycznie modlik Wartburga z roku 1985, jednak jako model auta produkowanego od roku 1966, zupełnie nieciekawy pod względem historycznym i kolekcjonerskim).

Następną zaletą w porównaniu z drogim modelem z serii IST-Models jest piękna chromowana i bardzo charakterystyczna dla starszych Wartburgów atrapa, a nie jak w modelu IST imitacja blaszanej wytłoczki stosowanej w modelach warburgów z końca produkcji.

Kolejną, dużą zaletą modelika jest poprawna bryła nadwozia.

Niewatpliwą zaletą modelika jest również to, że elementy takie jak pas przodu, zderzaki, atrapę można bez problemu wymontować i zamontować jeszcze raz usuwając błędy montażowe czyniac np. wypływki na rancie atrapie zupełnie niewidocznymi. Słusznie postąpiłem wybierając model mniej zalany farbą, a nie model z ładniejszą atrapą (bez wypływek). Atrapę można wymontować, obrócić o 180 stopni, zamontować i wszystko jest OK.

Zawieszenie modelika można poprawić i podnieść nadwozie do góry o ok 1 mm – bardzo to wygląd poprawia:

65 wartburg 4

Poniżej taki sam modelik (nieprzerobiony rzeczywiście wygląda jak „low rider”

65 wartburg 5

Gdy w środę wieczorem dotarłem do domu rozpakowałem modelik i zauważyłem, że stoi za nisko zadzwoniłem do kolegi i zapytałem czy ma modelik i co zamierza z tym zrobić. Podyskutowaliśmy troche o przyczynach i sposobach naprawy. Ja byłem zdania, że przeróbka podwozia, o której  myśli kolega jest kłopotliwa. Ja uważałem, że najlepiej byłoby ściągnąć z osiek koła i pogłebić po prostu rowki w których siedzą ośki kół. W piątek gdy zadzwoniłem do kolegi okazało się, że tak właśnie zrobił. Tym razem ja skorzystałem z jego doświadczeń i pomusłu umieszczenia nad ośkami połówek wykałaczki, aby oski siedziały głębiej w dopiłowanych rowkach. Cała przeróbka nie nastręcza większych problemów, o ile ma się odpowiednio mały i ostry pilnik. Trzeba nim spiłować niewielkie nadlewiki (w rowkach prowadzących ośki). To nadlewiki unoszą ośki do góry, przez co nadwozie modelika stoi za nisko.

65 wartburg 6

Reasumująć modelik nr 5 to model naprawdę fajny, a do tego niedrogi. Jestem z niego bardzo zadowolony.