Tag: inne tematy

290. PRZEPRASZAM kolejna PRZERWA ! (przynajmniej na razie)

Witam

Niby wszystko się ze starego bloga przeniosło, ale kilka dni temu zauważyłem, że w  niektórych wpisach, zwłaszcza tych starszych brakuje zdjęć. Po dokładnym sprawdzeniu (wczoraj) okazało się, że praktycznie wszystkie zdjęcia ze starych wpisów zniknęły!

Bloga czeka zatem po raz kolejny sprawdzenie i uzupełnienie braków, a więc GENERALNY REMONT

roboty drogowe

Niestety zdjęcia muszę wgrywać ręcznie, do biblioteki mediów tego bloga. Całe szczęście, że przenosząc bloga na wordpress.com nie do końca zaufałem informatykom, którzy pisali instrukcję „jak to zrobić” i w programie Word zrobiłem sobie kopie wszystkich wpisów (wraz ze zdjęciami), w dokładnie takim układzie, jaki był widoczny na  starym blogu miniauto-43. Teraz kopiuję mozolnie zdjęcia z „kopii zapasowej” i wklejam stopniowo do kolejnych wpisów. A, że trochę czasu to zajmuje, przywrócenie pełnej funkcjonalności bloga trochę na pewno potrwa.

pozdrawiam

 

P.S.  6 maja 

Po przejrzeniu całego bloga w końcu udało się uzupełnić wszystkie brakujące zdjęcia we wszystkich wpisach ! 

Są już z powrotem widoczne!

Niestety odnośniki zamieszczone we wpisach są wciąż nieaktualne ! 

Na razie nie bardzo mam czas je poprawiać. Proszę więc je ignorować i na nie nie klikać!  Prawie wszystkie odwoływały się do wpisów nieistniejącego już „starego” miniauto-43. Dlatego, po kliknięciu na odnośniki w tekstach automatycznie ląduje się na platformie Onet.pl (na której stary blog był w 2006 roku zakładany).

 

 

289. Pożegnanie miniauto-43

We środę 28 lutego nastąpić miało to, co było zapowiadane już od dawna.  Byłem na to przygotowany i już w połowie stycznia z mojego starego bloga ściągnąłem i zapisałem wszystkie strony wraz ze zdjęciami. Pod koniec stycznia przeniosłem zawartość (wpisy i komentarze) tutaj.

W czwartek  1 marca, kiedy przyszedłem do pracy, włączyłem komputer. Jak zazwyczaj najpierw uruchomiłem Internet i wszedłem na bloga.  Ku mojemu zaskoczeniu, pomimo zapowiedzi, że platforma zostanie wyłączona z końcem lutego, blog wciąż działał.

miniauto 2

Udało mi się nawet zalogować i wpisać krótką uwagę do ostatniego wpisu. Około południa blog wciąż działał, ale szybko zorientowałem się, że licznik zatrzymał się dnia poprzedniego.

Zorientowałem się też, że blogów założonych na platformie Blog.pl – z końcówką adresu „blog.pl” już nie ma, zaś te, które jak mój założone przed 2012 rokiem – z końcówką adresu „blog.onet.pl” wciąż są widoczne. Na wszelki wypadek zrobiłem zrzut ekranu ze stanem licznika i zapisałem:

SONY DSC

Miałem cichą nadzieję, że może tak już zostanie. W sobotę 2 marca rano blog wciąż działał. Przed południem całą rodziną pojechaliśmy na miasto załatwić kilka ważnych spraw, później na zakupy i do domu wróciłem późnym popołudniem. Wieczorem, kiedy wybrałem z listwy na przeglądarce adres bloga, przerzuciło mnie od razu na portal Onet.pl . Blog miniauto-43 nieodwołalnie zniknął z Internetu.

pozdrawiam

288. Jak przenieść bloga z Blog.pl na WordPress.com

Przymusowa przeprowadzka i POWITANIE

Za miesiąc mój „stary”  blog miniauto-43 przestanie istnieć. Będę wspominał go z sentymentem, ale cóż takie jet życie. Dlatego

PRAGNĘ SERDECZNIE PODZIĘKOWAĆ TYM WSZYSTKIM, KTÓRZY PRZEZ PONAD 11 LAT  ODWIEDZALI MOJEGO BLOGA miniauto-43 I ZAPRASZAM !

 

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

 

WITAM W NOWYM MIEJSCU !  

Wszystkie wpisy wraz ze zdjęciami i waszymi komentarzami udało się szczęśliwie przenieść.  Strony bloga takie jak „Zanim skopiujesz zdjęcia – PRZECZYTAJ!” udało się przenieść też. Nie wszystko będzie jak było. Galerie trzeba będzie odbudować ręcznie, linki do stron i muzyki też. Ale na szczęście treści zostały „obronione”.

Na razie będą widoczne moje stare wpisy, bo będę stopniowo blog uzupełniał, ale mam nadzieję, że za jakiś czas nowy blog ożyje, choć moje hobby wydaje się umierać.    

Na stworzenie nowego bloga poświęciłem kilka wieczorów i nie wszystko poszło od razu gładko.

W ciągu ubiegłych tygodni mozolnie kopiowałem treści bloga i wraz ze zdjęciami wklejałem do zwykłego dokumentu Word. Dokument trzeba było podzielić na kilkanaście osobnych dokumentów, bo po przekroczeniu 500 Mb jego pojemności, kolejne treści przestały się zapisywać. Zrobiłem to sobie po trosze na pamiątkę, po trosze na wszelki wypadek, gdyby przeniesienie bloga się nie udało, bo o ile Onet na serwisie blog podał jak wyeksportować bloga i zapisać jego treść, o tyle nigdzie nie mogłem znaleźć opisu jak zaimportować te treści i wkleić na nowy blog na WordPress.com.

Zanim jednak bloga przeniosłem utworzyłem nowy adres a właściwie 2. Kiedy zacząłem tworzyć nowy blog musiałem zalogować się na platformę WordPress.com:

Instrukcja na Blog logowanie

Na obydwu podanych tu serwisach miałem już konta, a że robiłem to jeszcze w grudniu, chyba po pracy, nie pamiętałem loginu do WordPress, więc zalogowałem się przez Google. Tam wygenerowałem nowy adres:  
https://miniauto43.wordpress.com/
.Kiedy wszedłem na stronę, umieściłem jeden wstępny wpis i próbowałem rozeznać się w menu, które było dla mnie nie tylko nowe, ale i po angielsku. Po kilku próbach dałem sobie spokój, bo nie mogłem tego ogarnąć.

W styczniu po odblokowaniu konta do WordPress zalogowałem się na nie i próbowałem dobrać się do wcześniej stworzonej strony, ale ni jak to nie szło. Obydwa konta (WordPress i Google) mam od jakiegoś już czasu, ale są podpięte pod różne skrzynki pocztowe i po zalogowaniu przez WordPress byłem zmuszony utworzyć nową witrynę. Ponieważ podany powyżej adres był już zajęty (prze ze mnie zresztą) wygenerowałem kolejny (zasugerowany przez  WordPress:  
https://miniauto43dot.wordpress.com/
Jest on bardzo podobny do poprzedniego, ale dość niewygodny bo po frazie „miniauto43″ dochodzi jeszcze „kropka”-dot.

To właśnie na ten adres przeniosłem, a właściwie zaimportowałem treści tego bloga.  Ale nie wszystko jest takie proste jak podaje instrukcja na Blog.pl (http://www.blog.pl/pomoc/47) i jest z tym trochę zabawy.

Instrukcja na Blog 1b

Trzeba (chyba) utworzyć wtyczkę Polldaddy i wyeksportować wszystko na komputer. Nie bardzo wiedziałem, o co chodzi, wszedłem więc w menu i włączyłem takowa wtyczkę:

Instrukcja na Blog 1b

Jednak chyba to nie oto chodziło bo w polu menu „Eksport” zaczęły się pojawiać komunikaty, które na początki trochę zignorowałem, ale do których po chwili zacząłem się stosować.

Instrukcja na Blog 2

Byłem chyba zalogowany i w Google i na WordPress (już dokładnie nie pamiętam) . Komunikat w menu „Eksport” przekierował nie na stronę Poldaddy, która, zażądała (o ile dobrze pamiętam) jakiegoś klucza. Klucz wygenerowałem (chyba) na koncie WordPress (instrukcje też były po angielsku), i wkleiłem do pola na stronie Poldaddy. Wtedy (chyba) w w menu „Eksport” przestały pokazywać się komunikaty z linkami. A pojawiła się treść jaką widać na obrazku powyżej. Kliknąłem klawisz „pobierz”, ściągnąłem plik i zapisałem go na pulpicie, w specjalnie w tym celu stworzonym folderze „blog”:

Instrukcja na Blog 7 - treści

Otworzyłem plik, ale na ekranie pojawiły się „robaczki” .

Teraz zacząłem studiować menu bloga założonego na WordPress. Tu (tak samo jak na blogu założonym przez Google) miałem zrobione wpisy. zacząłem więc wybierać szablon. Na WordPress jest ok 300 szablonów, ale tylko 92 są darmowe:

Instrukcja na Blog 4

Następnie pogrzebałem w menu i w końcu znalazłem to:

Instrukcja na Blog 5

Po kliknięciu pojawiło się wreszcie pole gdzie mogłem wstawić zaimportowany wcześniej plik:

Instrukcja na Blog 6

Kliknąłem „rozpocznij import”. kółko na ekranie zaczęło się kręcić i kiedy zniknęło wszedłem w menu „Wpisy na blogu”. I tu spotkała mnie niespodzianka. Na ekranie oprócz wcześniej zrobionych 3 wpisów, pojawiła się cyfra 110. i wpis z tego bloga. OK fajnie, pomyślałem, coś się przeniosło, ale gdzie reszta?

Po chwili wyszedłem z menu ”Wpisy na blogu” i zacząłem grzebać w czyś innym. Za jakiś moment tam wróciłem i i pod pierwszymi wpisami pojawiła się cyfra 174. i kolejne wpisy z tego bloga. Po kilku minutach zorientowałem się że na blogu są już wszystkie wpisy z miniato-43.

W sobotę, ogarnąłem witrynę założoną na „Google” . Przestawiłem menu z angielskiego na polskie, znalazłem pole do importowania treści i powtórzyłem opisane powyżej czynności. I tak mam teraz 2 blogi:


https://miniauto43dot.wordpress.com/
 (blog testowy z konta wordpress)


https://miniauto43.wordpress.com/
 (blog docelowy z konta w Google). Tak więc adres tego ostatniego podałem tu w nagłówku „starego” bloga  http://miniauto-43.blog.onet.pl/

Niestety do modelików nadal nie mam głowy, ale może po jakiś czasie wrócę do zajmowania się nimi.

pozdrawiam

P.S.     26.stycznia

Kiedy porównywałem menu obydwu blogów (testowego i docelowego) okazało się, że na blogu testowym w głównym menu pojawia się na końcu przycisk „Administracja WP”, którego na liście menu bloga docelowego nie ma. Po kliknięciu na tenże klawisz, na blogu testowym pojawiało się kolejne menu na czarnym tle umożliwiające  dodatkowe funkcje (np. zarządzanie odnośnikami i kilkoma innymi funkcjami). Niby obydwa blogi mają końcówkę  „wordpress.com” to jednak menu trochę się różni. Na blogu głównym nie mogłem np. dodawać odnośników, co na blogu testowym nie stanowiło problemu. Jeszcze w trakcie przenoszenia przez jakiś czas owo „czarne” menu pojawiło się jakiś cudem na blogu głównym, ale przy kolejnych logowaniach było niewidoczne i co gorsza nijak nie mogłem go znaleźć.

288. Menu 1

Myślałem nawet, że coś mi się przewidziało, bo trochę „skakałem” z jednego na drugiego bloga (poza tym jeśli nawet na blogu głównym zaloguję się przez WordPress a nie przez Google, to system automatycznie przekierowuje do menu bloga testowego i dopiero po jakimś czasie człowiek „łapie się’, że edytuje nie tego bloga, którego powinien).

Z powyższych powodów, już po opublikowaniu nowego adresu na „starym” blogu zacząłem nawet rozważać, czy nie skasować bloga głównego całkowicie, nie jego uwolnić adresu i nie utworzyć kolejnej strony na koncie WordPress pod adresem bloga głównego. W pewnym momencie byłem niemal już przekonany, że innego wyjścia nie ma. A jesli coś „nie zagra” to co?

Decyzję zostawiłem na weekend i zacząłem grzebać w menu głównego bloga. Postanowiłem dokładnie przejrzeć wszystkie zakładki i sprawdzić dokładnie „co mogę”. Kiedy wszedłem w zakładkę „Statystyka” i pod-zakładkę „Trendy”, na dole wśród wielu informacji pokazały się ikony „komentujących” tu innych blogerów. Kliknąłem w avatar „kury domowej”, a wtedy po lewej stronie nagle pojawiło się poszukiwane „czarne” menu, dokładnie takie samo jak na blogu testowym.

288. Menu 2

Tym sposobem zostałem jednak przy adresie bloga głównego (https://miniauto43.wordpress.com/), który lepiej kojarzy się z adresem „starego” bloga (http://miniauto-43.blog.onet.pl/). Poza tym na blogu głównym autorem jest „artemis”, a nie „artemis43” (jak na blogu testowym) i nikt nie będzie musiał dociekać, czy   „artemis43”  to ten sam „artemis”  z miniauto-43, czy może ktoś inny.

A blog testowy, zanim zostanie skasowany, na razie się przyda, chociażby do testowania nowych szablonów.

286. Przymusowa przeprowadzka? A może POŻEGNANIE ?

 

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Dwa miesiące temu zmuszony byłem do przerzucenia zdjęć z serwisu OnetDysk na Google. Przeżyłem to, zdjęcia przerzuciłem (choć te umieszczane na OnetDysk wciąż są widoczne). Myślałem, że teraz przez dłuższy czas będę miał spokój i kiedy zakończę porządkowanie różnych spraw po zmarłej w marcu mamie, będę mógł spokojnie blogować dalej. 

Nic z tego. Nie tylko mnie, ale i innych blogerów spotkała kolejna, jeszcze bardziej niemiła niż we wrześniu (kiedy to zamknięto serwis OnetDysk) niespodzianka.  

Właśnie w mikołajki – 6 grudnia otrzymałem e-mail, ale nie od serwisu Blog.pl o tytule „Brakuje nam twoich wpisów”, jak zazwyczaj, a od samej Onet S.A. A w e-mailu był taki oto obrazek:

Do widzenia

Przez ponad 11 lat prowadzenia tego bloga przeżyłem już jedną migrację.  Nie była ona „czyś strasznym” , jednak odbudowanie bloga po niej zajęło mi dobrych kilka miesięcy.  Tym razem sprawa wygląda gorzej. Blog nie zostanie po prostu przeniesiony na inną platformę, a trzeba samemu skopiować jego zawartość i utworzyć nowego bloga np. na serwisie Worldpress.

Kiedy otrzymałem wiadomość z zamieszczonym tu obrazkiem, pomyślałem, że jak znam życie „stary blog”  od razu z sieci nie zniknie, ale po 31 stycznia nie będzie go można już edytować. Cóż można gdybać i przypuszczać, ale lepiej jest sprawdzić co będzie „u źródła”.  Wysłałem więc e-mail do wskazanego na obrazku  Biura Obsługi Klienta. Odpowiedź jaką otrzymałem trochę mnie jednak zaskoczyła: 

Szanowny Panie,
dziękujemy za kontakt.

Niestety po 31.01.2018 blog zostanie skasowany i nie będzie się wyświetlać.
Aby zachować wszystkie wpisy i treści bloga proponujemy pobranie pliku xml, który można zaimportować do innego serwisu wordpress (np. bezpłatnego wordpress.com).

Nie będę ukrywał, że jestem trochę rozgoryczony, bo w prowadzenie tego bloga włożyłem sporo serca i tak cennego dziś czasu.

Nie będę więc już tu zamieszczał nowych wpisów. Nie ma sensu. Owszem założyłem nowe konto we wskazanym miejscu. Mam zamiar skopiować sobie „na pamiątkę” publikowane tu przez lata treści, a zwłaszcza zdjęcia.  

Możliwe, że przeniosę to wszystko pod nowy adres. Jeśli mi się to uda, dobrze, jeśli nie, trudno.  Na razie mam jednak na głowie inne poważniejsze sprawy niż blog i hobby.

W porównaniu do innych blogerów, chyba i tak jestem w dość dobrej sytuacji, bo przecież oprócz tego bloga, już „w realnym”, a nie w jak widać ulotnym wirtualnym świecie istnieje cała ta wcale niemała kolekcja, której część przez te wszystkie lata udało mi się tu zaprezentować.

 

PRAGNĘ NAPRAWDĘ SERDECZNIE I SZCZERZE PODZIĘKOWAĆ TYM WSZYSTKIM, KTÓRZY PRZEZ PONAD 11 LAT  ODWIEDZALI I WCIĄŻ ODWIEDZAJĄ MOJEGO BLOGA.

 

artemis 

  

284. Podziękowanie i Opel Astra J sedan

DRODZY CZYTELNICY !   

Przed miesiącem, dziewiątego września, minęło 11 lat od założenia tego bloga. Nie bije on już rekordów popularności, bo i też nie zawsze mam czas się nim zajmować. Tak było zwłaszcza w okresie ostatnich miesięcy. 11 lat to kawał czasu, ale i liczba miliona i ćwierć miliona odsłon  jaką udało się w tym czasie osiągnąć, też jest imponującą. Późnym wieczorem, 18 października w trakcie porządkowania bloga i wklejania zdjęć umieszczonych na Google udało mi się ją zarejestrować!

1250000 odsłon 1b Dlatego przy tej szczególnej okazji

PRAGNĘ SERDECZNIE PODZIĘKOWAĆ WSZYSTKIM, KTÓRZY PRZEZ OSTATNICH 11 LAT  ODWIEDZILI I WCIĄŻ ODWIEDZAJĄ MOJEGO BLOGA.
Od początku tego roku opisałem i pokazałem na blogu tylko 5 modeli, z czego tylko 1 z kupowanych na bieżąco. Powody takiego stanu podałem dokładnie miesiąc temu, nie będę ich zatem powtarzał. W tym czasie w kolekcji, pomimo permanentnego braku czasu do zajmowania się nią, pojawiło się 14 modeli. Dwa z nich to modele „odziedziczone”, które kupiłem kiedyś na prośbę mojej mamy, zaś jeden to model, który przeleżał w pawlaczu ponad 15 lat, a którego konwersję „mechaniczną” zrobiłem w styczniu, dokończyłem zaś pod koniec lata. 
Dziś pokażę modelik który kupiłem jeszcze w połowie lutego. 
Tak się jakoś złożyło, że późną jesienią ubiegłego roku zwróciłem uwagę na samochód, który pojawił się na rynku dobrych kilku lat temu, ale pomimo oferowania od 2 lat jego następcy, wciąż jest w sprzedaży. Zalety takiego auta są z reguły dwie: Sprawdzona konstrukcja, w której poprawiono wszystkie niedoróbki „wieku dziecięcego” oraz cena, z reguły sporo niższa niż aktualnie oferowanego modelu. Tak też jest w przypadku Astry J sedan, która od nowej Astry K jest sporo tańsza. 
W pod koniec listopada ubiegłego roku, w wielu galeriach handlowych zapowiadano „czarny piątek”. Jest to „nowa świecka tradycja” handlowa, która w końcu przywędrowała również do Polski. Ja nie wybrałem się jednak do żadnej z galerii, a do dealera marki Opel, salonu przy ul. Rudnickiego, który do akcji też się przyłączył. 26 listopada salon był otwarty do godz 1 w nocy. W salonie było trochę osób oglądających auta, ale wielkich tłumów nie było, udało mi się więc odbyć jazdę próbną.
Trasa była dokładnie taka sama jak ta, którą jechałem dokładnie 10 lat wcześniej, przed zakupem mojej drugiej (obecnej astry). Samochód Opel Astra J sedan, który oglądałem w kilku salonach (a to przy okazji wymiany oleju w moim aucie, a to w trakcie wizyty związanej z jego zakupem „na dolewki”) zrobił na mnie duże wrażenie. Eleganckie, nowoczesne wnętrze, wielofunkcyjna kierownica i parę innych bajerów zawsze robi wrażenie. Jednak w trakcie jazdy próbnej, już po przejechaniu kilku kilometrów przekonałem się, że nie prowadzę żadnego tam „cudu techniki” a dobrze znaną od lat typową Astrę. Odgłos silnika, praca zawieszenia i ogólne wrażenie wątpliwości nie pozostawiały: Astra to Astra, człowiek który nią jeździ ma wrażenie, że nawet nowy model to w jakiś sposób ” stary dobry znajomy”.
Auto podobało mi się, zwłaszcza wizualnie i z całą pewnością czułbym się w nim dobrze, ale cóż teraz nie mam ani głowy, ani pieniędzy do zmiany samochodu. Poza tym, samochód, jak na potrzeby częstego poruszania się po zatłoczonych warszawskich ulicach, a zawłaszcza parkingach, jest dla mnie po prostu za duży.        
Kiedy jednak na Allegro zaczęły się pojawiać jego modeliki,  ich aukcje obserwowałem z dużym zainteresowaniem. W połowie lutego w jednej z nich wziąłem udział i nawet udało mi się ją wygrać. 
Astra J 1b
Mogę nawet powiedzieć, że modelik kupiłem „okazyjnie”.  Model firmy Minichamps, z edycji dla salonów marki Opel, w oryginalnym opakowaniu wraz z przesyłką kosztował mnie niecałe 53 złote. I choć wylicytowałem go w Warszawie, nie pojechałem po niego do sprzedającego, a zdecydowałem się na przesyłkę do paczkomatu InPost. 
Astra J 2b
Zaraz po zakupie, modelik zabrałem ze sobą do pracy i pokazałem kolegom, pokazałem go też mamie, która jeszcze w owym czasie całkiem nieźle się czuła. Jej też bardzo się spodobał. 
Astra J 3b
Prawdziwa Asta J w wersji sedan to naprawdę bardzo ładny samochód. W żadnym wypadku nie wygląda na przeróbkę bazowej wersji hatchback, do której doklejono powiększony bagażnik. Takim właśnie równie ładnym autem była pierwsza Astra sedan (wersja F), która od wersji  hatchback wyglądała (moim zdaniem) o niebo lepiej.
Kolejne wersje sedana niestety do udanych nie należały. Astra G w wersji sedan wyglądała niemal tak samo jak hatchback, tylko z wydłużonym kufrem. Do tego miała tylną szybę pochyloną pod innym kątem, co powodowało, że sylwetka auta wyglądał nie najlepiej.  Kolejny sedan – Astra H, podobnie jak auto, którego modelik tu prezentuję, ukazała się chyba 3 lata po premierze hatchback’a. Choć od poprzedniczki wyglądała lepiej i linia auta była całkiem poprawna, bo z tyłu zastosowano inne niż w hatchback’u drzwi tylne, to jednak przy projektowaniu ściany tylnej, projektantom zupełnie zabrakło polotu.
Astra J 5bTym razem projektanci przyłożyli się do zadania naprawdę solidnie i dobrze wykorzystali 2 lata jakie dzieliły premierę sedana od premiery hatchback’a. Stworzyli naprawdę ładne auto, które tego ostatniego przeżyło i wg zapewnień sprzedawców będzie w ofercie do końca tego roku. 
Astra J 4b
Po tych rozważaniach o urodzie auta, pora na kilka słów o samym modeliku. Z modelikiem było trochę tak, jak z opisaną powyżej jazdą próbą. Kiedy był zapakowany w pudełko i witrynkę, byłem nim zachwycony. Pięknie odwzorowuje samochód, jest pięknie pomalowany, ma chromowane ramki okien i niemal doskonale spasowane elementy, no po prostu „cud, miód”. 
Kiedy jednak odkręciłem go od podstawki, zauważyłem, że gdy biorę go do ręki, coś w nim trzeszczy. Nie bardzo wiedziałem co i nie byłbym sobą, gdybym tego nie sprawdził. Postanowiłem modelik rozkręcić. Na pierwszy rzut oka, nie powinno być z tym problemu. Odkręciłem śrubki z przodu i z tyłu podwozia i zacząłem się mocować z tym ostatnim. Dopiero po kilku próbach, podważania śrubokrętem tu i tam udało się modelik rozebrać. 
Wtedy, ku mojemu zupełnemu zaskoczeniu, okazało się, że naprawdę pięknie wykonane nadwozie modelika nie jest z metalu, a tworzywa sztucznego, zaś z przodu i z tyłu podwozia, znajdują się pakiety metalowych płytek, które modelik „dociążają” tak, aby w ręku „leżał’ jak każdy inny typowy model kolekcjonerski wykonany z metalu.  
A na koniec, zapomniana już trochę reklama, która do auta mojej uwagi nie przykuła, ale za to bardzo mi się spodobała. 
pozdrawiam