Tag: Żuk

266. Kultowe Auta PRL „po taniości” – Żuk A11B

Na początku grudnia, z forum motoshowminiatura dowiedziałem się, że w niektórych marketach z elektroniką i AGD pojawiła się ciekawa wyprzedaż. Na forum znów ożył założony rok wcześniej temat „KAP, Avtolegendy i ANS – po taniości”, z którego wynikało, że w sklepach Saturn i Media Markt, pojawiły się modele z serii Kultowe Auta PRL w cenie 14,99 zł za sztukę.

Od razu zacząłem więc kombinować, do jakiego marketu podjechać. Na pierwszy ogień poszedł Saturn w Blue City, bo w dni robocze, zaraz po pracy, trzy razy w tygodniu odwiedzałem mamę i w drodze powrotnej do domu zawsze obok niego przejeżdżam. Niestety w tym Saturnie nikt nic o wyprzedaży modelików nie wiedział i ich tam po prostu nie spotkałem. Następnego dnia nie musiałem odwiedzać już mamy, bo wtedy czuła się jeszcze całkiem nieźle, więc po pracy pojechałem do Tesco na Górczewskiej zatankować samochód i przy okazji wpaść do Media Markt.

W Media Markt (w którym 3 lata temu kupiłem telewizor do sypialni) zaraz przy kasach stał duży kosz, a w nim  leżały zapakowane w oryginalne blistry modele z serii Kultowe Auta PRL. Wybór był duży, bo dostawa była kilka dni wcześniej. W koszu znalazłem chyba 3 egzemplarze modelika Żuka A11B, po który tam pojechałem.

Kiedy wiosną 2012 modelik ukazał się w kioskach, nie kupiłem go. Nie za bardzo mi się podobał, już na pierwszy rzut oka widać było, że ma zachwiane proporcje. Wyglądało na to, że ma za krótką skrzynię i wymaga sporej przeróbki. O ile miałem kiedyś pomysł na skrócenie za długiej kabiny modelika Polonez Truck, o tyle zupełnie nie miałem pomysłu na wydłużenie skrzyni Żuka A11B. Uznałem zatem, że szkoda 27 złotych na model do przeróbki, zwłaszcza, że w tym czasie oprócz  Kultowe Auta PRL, w kioskach była jeszcze seria Legendarne Samochody (wydawnictwa Amercom), z której wybrane modele też kupowałem. Postanowiłem, że jeśli Żuk trafi mi się „okazyjnie”, kupię go i wtedy pomyślę co z nim zrobić. Okazja taka trafiła mi się 8 grudnia w markecie Media Markt, w którym do tej pory kupowałem sprzęt AGD (kuchenkę i zmywarkę) oraz RTV (telewizor).

Kilka dni po zakupie pomierzyłem modelik. Wymiary porównałem ze znalezionymi w sieci rysunkami ofertowymi prawdziwego samochodu. Moje pierwotne przypuszczenia potwierdziły się, skrzynia w modeliku była nie tylko o 2 mm za krótka, ale i o 2 mm za wąska. Zdemontowałem ją i wpadłem na pomysł, aby w tej sytuacji odciąć z niej całe burty (boczne i tylną) :

Odcięcie burt poszło dość szybko. Najpierw naciąłem nieco miejsca gdzie stykają się one z podłogą skrzyni nożykiem modelarskim, później do nasadki zamontowałem opisywaną tu nie raz końcówkę-piłkę z ząbkami.

Pierwotnie, zanim jeszcze modelik kupiłem zawsze myślałem, że wydłużenie skrzyni będzie polegać na jej przecięciu na środku i doklejeniu dwu milimetrowej stawki, jednak (jak nie pierwszy raz zresztą) w trakcie pracy pierwotna koncepcja upadła, z uwagi na konieczność poszerzenia skrzyni. Tak niestety jest w wielu wypadkach. Człowiek czasem miesiącami zastanawia się, jak to, czy tamto zrobić, rozmyśla, planuje, kombinuje, a kiedy weźmie narzędzia do reki i rozpocznie pracę, przeważnie okazuje się że całe przemyślenia „na sucho” biorą w łeb, a robota „idzie sama” swoją zupełnie inną ścieżką i to przeważnie lepszą, bo w danej sytuacji optymalną. Tak było również teraz.

Po odcięciu burt od skrzyni postanowiłem je wydłużyć z dwóch stron. W szufladach, w których trzymam różne materiały modelarskie jest w zasadzie „kupa śmieci”, czyli różne „przyda się”. Żona, jak to żona, złości się, bo owe śmieci leżą w szufladach latami, a ja dość rzadko z nich korzystam. Tym razem z jednej z szuflad wygrzebałem kawałek czarnego plastiku,  tego samego, z którego kilka lat temu dorabiałem tylne drzwi do modelika Lancii Y10. Płytkę spiłowałem na grubość zbliżoną do grubości płytek burt i zacząłem kleić do krawędzi burty.

Niestety okazało się, że zwykły klej modelarski nie rozpuszcza plastiku, z którego została wykonana skrzynia. Jadnak szybko okazało się też, że idealnym i mocnym spoiwem jest Kropelka Żel, której używam zazwyczaj do mocowania bardzo drobnych elementów. Skomplikowało to nieco przeróbkę, bo ten cyjanopanowy klej łapie dość szybko, a połączenie trzeba wykonać czysto i precyzyjnie. Dlatego klejenie wymagało wzmożonej uwagi z mojej strony. Połączenie musiało być też trwałe i pewne bo elementy po sklejeniu wymagały obróbki mechanicznej. (Docinania przedłużek nożykiem-piłką i dopiłowywania pilnikami.) Podłogę skrzyni też poszerzyłem i wydłużyłem paskami wyciętymi z tego samego plastiku, co przedłużki burt.

Poszerzenie skrzyni robiłem dość szybko i szczerze mówiąc troszkę przestrzeliłem. O ile burty mierzyłem i dopiłowywałem tak, aby wydłużyć je dokładnie o 2 mm, o tyle podłogę skrzyni przerabiałem trochę „na oko”. Pewnym problemem okazało się też sklejenie całości. Najpierw do podłogi przykleiłem burtę tylną. Potem dopiłowałem jeszcze raz krawędzie skrzyni i przyklejałem burty boczne. Trafienie nimi we właściwe miejsce wcale nie okazało się proste i jedną już po przyklejeniu musiałem oderwać, oczyścić z kleju, który jak się okazało „złapał” bardzo mocno, i przykleić jeszcze raz.

Po sklejeniu całości Żuk wyglądał lepiej, jednak skrzynia została wydłużona nie o 2, jak zamierzałem, a o prawie 3 mm i poszerzona o ok.  2,5 mm. Na dodatek przerobiona podłoga, zwłaszcza od strony, gdzie burta była klejona dwa razy, nie wyglądała najlepiej. Jeszcze przed przyklejeniem burt dopiłowałem z zewnątrz doklejone do nich kawałki i wyrzeźbiłem w nich nożykiem-piłką rowki imitujące miejsca łączenia desek. Po sklejeniu całości dorobione narożniki pomalowałem farbką Humbrol numer 47, bo wydawało mi się, że miejsca malowania są niewielkie w stosunku do całego modelika i powinno być dobrze.  

Próby pomalowania podłogi skrzyni spełzły niestety na niczym i postanowiłem ją czymś przykryć. Jakiś czas temu moja córka robiła do szkoły jakiś projekt (a uczęszcza do liceum plastycznego). O ile dobrze pamiętam, była to zaprojektowana przez nią teczka na dokumenty. Elementy teczki zostały wydrukowane w drukarni na ładnym gładkim papierze. Pomagałem córce wyciąć i skleić teczkę, ale odciętych z wydruków kawałków nie wyrzuciłem. Tym razem bardzo się one przydały. Z jednego z nich wyciąłem płytkę dopasowaną do poszerzonej skrzyni modelika i włożyłem na jej spód. Choć odpad z wycinania teczki był w nieco ciemniejszym kolorze niż modelik, po włożeniu do skrzyni wyciętej z niego płytki, skrzynia wyglądała zaskakująco dobrze.

Pokazany na zdjęciu modelik, to efekt końcowy, jednak już w połowie grudnia wyglądał mniej więcej tak samo i wymagał już tylko niewielkich poprawek. 

W połowie stycznia, przypadkiem wszedłem w posiadanie imitacji plandeki od modelika Tarpana 239D. Kiedy przywiozłem ją do domu i przymierzyłem do Żuka okazało się, że pod względem szerokości właściwie idealnie pasuje do poszerzonej w grudniu skrzyni. Plandeka była tylko o 11 mm za krótka. Kiedy sprawdziłem, że zwykły klej modelarski rozpuszcza tworzywo, z którego została wykonana, postanowiłem przeciąć ją w połowie i przedłużyć tak, jak kiedyś miałem zamiar przedłużyć ewentualnie skrzynię Żuka.

Plandekę przedłużałem używając tego samego tworzywa, co w przypadku skrzyni, z tą różnicą, że tym razem musiałem użyć większych kawałków:   

Zanim jednak przystąpiłem do przeróbki plandeki, postanowiłem kupić sobie nowy klej modelarski. 

Od lat do przeróbek używam klejów dostępnych w sklepach modelarskich. Z mojego doświadczenia wynika, że najlepszy jest Chematic. Niestety w wielu sklepach typowo modelarskich go nie ma, ale od czego są moje letnie przejażdżki rowerowe po Warszawie. Klej kosztuje raptem 3 złote i można go kupić np. w składnicy harcerskiej na ul. Targowej. W drodze z pracy podjechałem więc tam, bo w sklepie modelarskim na Świętokrzyskiej go nie było. Decyzja zakupu nowego kleju okazała się słuszna, bo kolejna operacja wymagała użycia naprawdę dobrego kleju. Na przedłużonej plandece trzeba było jeszcze dorobić imitację sznurów mocujących plandekę do bocznych burt:  

Kolejna operacja jaką wykonałem przy plandece była naprawdę upierdliwa.  Z pokazanej na zdjęciach powyżej czarnej plastikowej płytki odcinałem nożykiem-piłką cieniutkie paseczki i przyklejałem do dolnej krawędzi przedłużonej plandeki. Po odcięciu wystających elementów, całość wymagała jeszcze dość precyzyjnego dopiłowania imitacji sznurów. Wykonanie tej ostatniej operacji zajęło mi kilka wieczorów. 

Kiedy modelik był prawie gotowy, a plandekę uznałem za skończoną, pomalowałem ją całą matową farbką Humbrol 115 i dokładne 1 lutego pokazałem na forum

Na forum zupełnie nieoczekiwanie wywiązała się ciekawa skądinąd dyskusja na temat szerokości kabiny modelika.  Na skutek nieprzemyślanego i w końcu dość obraźliwego dla mnie komentarza jednego z kolegów,  ciekawa skądinąd na początku dyskusja zakończyła się okropną (jak na to forum) awanturą. Po owym obraźliwym dla mnie komentarzu czekałem specjalnie kilka dni, czy ktoś napisze coś sensownego. Jednak na forum w temacie była zupełna cisza. Zastanawiałem się nawet, czy jest sens dyskutować z ” jakimiś pętakami” (W końcu w branży pracuję od ponad 30 lat, a od 19 jako poważy doradca techniczny w naprawdę poważnym koncernie, w trakcie kariery zawodowej pracowałem też jako konstruktor elementów nadwozi samochodowych). W końcu jednak odpowiedziałem niezbyt chyba zbytnio rozgarniętemu koledze, na wstępie w równie obraźliwym tonie, po czym wyjaśniłem dlaczego nie ma racji. Do komentarza dołączyłem zdjęcie z pomiaru szerokości kabiny modelika:

Na zadane prze ze mnie na końcu komentarza złośliwe pytanie: „Jaka jest dokładność pomiaru przy pomocy pokazanej na zdjęciu suwmiarki” koledzy odpowiedzieć nie potrafili. Pytanie to zresztą zostało z mojego komentarza usunięte, po awanturze jaka wybuchła później. 

Jak niektórzy moi czytelnicy pamiętają, forum motoshowminiatura odwiedzam, cytuję i wspieram od połowy 2010 roku, a przecież ten blog istnieje o kilka lat dłużej. Na początku przez pierwsze trzy lata cytowałem i wspierałem tutaj inne forum. Miniautoforum, bo o nim mowa, powstało na długo przed pojawieniem się w kioskach „Kultowych Aut PRL”. Było fajne, ciekawe i bardzo zasłużone dla środowiska kolekcjonerów miniaturowych autek. Niestety od dobrych kilku lat nikt już na nie nie zaglądał. Kiedy dziś próbowałem na nie wejść, okazało się, że forum już w ogóle nie ma.

Awanturę, o której tu mowa wywołał kolega, który był ostatnim moderatorem wspomnianego wyżej forum i który kilka lat temu skutecznie je rozłożył, po czym przeniósł się na motoshowminiatura i swą działalność kontynuuje w dokładnie ten sam sposób w jaki robił to na poprzednim forum. Włączył się do dyskusji o szerokości kabiny w bardzo nieelegancki dla mnie sposób. Ja z kolei przypomniałem mu jego „zasługi” dla rozwoju kolekcjonerstwa w Polsce. Odpowiedział komentarzem nie tylko dla mnie obraźliwym, ale przy okazji wkur… też chyba solidnie moderatorów i zarówno jego komentarze, jak i moja odpowiedź zostały z forum usunięte, dlatego wspomnianej tu awantury nie można już na forum zobaczyć.    

Swoją drogą może i szkoda, że tak się stało, bo czasem zwłaszcza młodszym kolegom przydała by się wiedza, kto jest kto i co sobą reprezentuje. Kilka lat temu pisałem już na forum na ten temat, w innym niewidocznym publicznie, a widocznym tylko po zalogowaniu się wątku.

Wspominam, o tym nie ze złośliwości, ale z troski o przyszłość i poziom forum.

Forum jest z całą pewnością potrzebne jako źródło ciekawych informacji, niekoniecznie o samych modelikach. Jeśli jednak na forum zaczynają pojawiać się pyskówki i obraźliwe i zupełnie niemerytoryczne komentarze, takim źródłem informacji być przestaje. Dziesięć lat temu nie było praktycznie polskich stron o modelach w skali 1:43, nie było tego bloga, ani innych. Było tylko wspomniane tu forum MINIATOFORUM. Dlatego wyboru wielkiego nie było, bo to ono nadawało ton. A swoją drogą mimo braku konkurencji poziom tego forum był naprawdę wysoki.

Dziś mamy do wyboru strony kolekcjonerów oraz blogi (Pod poprzednim wpisem komentarze zostawili tu praktycznie tylko inni blogerzy. Naprawdę dobrych blogów o modelach jest w polskiej sieci całkiem sporo i wciąż ich przybywa). Są też w końcu inne fora i forum motoshowminiatura nie jest w sieci jedynym źródłem ciekawej informacji o modelach. Poza tym to, o czym tu, czy na forum się pisze, to jest hobby i z założenia ma być źródłem frajdy i stysfakcji, a nie powodem do narzekań, obraźliwych wpisów, czy nerwów związanych z pyskówkami.

W trakcie opisanej powyżej historii miało miejsce inne istotne dla mnie wydarzenie, które postanowiłem na blogu upamiętnić okolicznościowym wpisem. Żuka i forum miałem na kilka tygodni dość. W międzyczasie kupiłem kilka nowych modeli, a Żuka odstawiłem na półkę. 

Dokładnie tydzień temu wyciągnąłem go i postanowiłem dokończyć. W trakcie przeróbki skrzyni najpierw ułamało się całkowicie przednie „ucho” w burcie prawej. W trakcie dopasowywania plandeki obłamało się też przednie „ucho” ale w burcie lewej. Kończąc przeróbkę postanowiłem to naprawić.  

Nowe „uszy” wykonałem z miękkiego drucika o grubości 0,6 mm.  

Wczoraj postanowiłem wreszcie przeróbkę zakończyć. W trakcie jej wykonywania poszczególne problemy udawało się szybciej lub wolniej rozwiązać. Jednak nieoczekiwanym i chyba najtrudniejszym okazało się pomalowanie dorobionych narożników skrzyni.  Jeszcze w grudniu narożniki pomalowałem farbą Humbrol numer 47. Niestety farba okazała się troszkę zbyt „szara” i narożniki nie wyglądały najlepiej. Po dorobieniu uszu narożniki ponownie pomalowałem tą samą farbą, ale efekt okazał się jeszcze gorszy. Wczoraj postanowiłem pomalować narożniki farbą numer 48, która na pierwszy rzut oka wydawał się zbyt ciemna, ale po pomalowaniu choć wyglądało to lepiej, rewelacji też nie było. 

W końcu musiałem zrobić to, czego naprawdę nie lubię – rozrobić farbę z trzech różnych kolorów. Tym razem efekt okazał się zadowalający i oto Żuk A11B po ostatecznych poprawkach:

  

Tak jako modelik prezentuje się ulubione auto polskiego rolnika. Chciałem je mieć w miniaturze, bo tu i tam wciąż można je na polskich drogach spotkać.

A  gwoli przypomnienia moje wszystkie pozostałe Żuki prezentują się tak: 

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

pozdrawiam   

Reklamy

185. Kultowe Auta PRL – Żuk A05

 Dokładnie tydzień temu, w kioskach ukazał się piaty już z kolei Żuk z serii „Kultowe Auta PRL”. Modelik był na stronie wydawnictwa DeAgostini zapowiadany już od jakiegoś czasu i z grubsza było wiadomo jak modelik będzie wyglądał.

Ponieważ na stronie z zapowiedziami są cztery modele, których ewentualny zakup brałem pod uwagę, dwa tygodnie przed ukazaniem się Żuka zeszły mi nad zastanawianiem się nad poprzednim modelikiem z tej serii – Mercedesem W115. Kiedy modelik się ukazał (8 sierpnia) obejrzałem go gdzieś w Empiku, ale doszedłem do wniosku, że muszę nad nim trochę pomyśleć. Modelików było wszędzie sporo, więc z zakupem się nie spieszyłem. W następny weekend też byłem czyś zajęty, poza tym w niedzielę 12 sierpnia przeniosłem się razem z psem do domu rodziców, do Piastowa, bo mama wyjechała nad morze. Z Piastowa mam dużo bliżej do pracy, więc cały tydzień tam mieszkałem. W dni wolne przyjeżdżała do mnie żona i odbyliśmy kilka fajnych wycieczek rowerowych. W Piastowie czułem się na tyle dobrze, że mój pobyt przedłużyłem o dwa dni i do domu wróciłem dopiero wieczorem, w poniedziałek 20 sierpnia. W drodze powrotnej zahaczyłem o Empik w Skoroszach, do którego nie bardzo miałem czas podczas mojego pobytu w Piastowie podjechać, aby w końcu dokładniej obejrzeć modelik Mercedesa i go kupić. Niestety w Skoroszch, ku mojemu zaskoczeniu (prawie 2 tygodnie po premierze) żadnego Mercedesa już nie było. Postanowiłem więc wpaść po niego któregoś dnia do mojego „kultowego kiosku”. We wtorek rano spieszyłem się do pracy, po południu coś załatwiałem. Kiedy w końcu postanowiłem wpaść do kiosku po Mercedesa, okazało się, że jest już środa 22 sierpnia i właśnie tego dnia wychodzi Żuk A05.

W środę rano też spieszyłem się do pracy więc do „kultowego” kiosku wpadłem po południu. Przed 18-tą kiosk był jeszcze otwarty, bo w kiosku tego dnia był znajomy miły pan, który kiosk prowadzi. (Kiedy w kiosku jest pracownica, albo teściowa miłego pana kiosk jest przeważnie już przed 18-tą zamknięty). Na zewnątrz kiosku, na stelażach leżały tylko przyczepy N126 i kilka innych modeli, Żuka jednak nie było. Wszedłem do środka i pan poinformował mnie, że nie ma już Żuka bo wszystkie modele się sprzedały. Mercedes też nie ma bo „poszedł już do zwrotu”. Byłem zaskoczony od bardzo dawna nie było takiej sytuacji, aby „kultowy modelik” został wysprzedany już pierwszego dnia. W końcu to już 104-ty numer w serii, wiele osób zrezygnowało z jej dalszego zbierania, a tu taka niemiła niespodzianka.

Jadę więc do odległego o 2 km Kauflandu po kilka potrzebnych do domu produktów spożywczych (mleko, chrupki i coś tam jeszcze) tym razem na rowerze. Po zrobieniu zakupów wchodzę do Empiku przy Kauflandzie. Na słupku, na którym zazwyczaj wyłożone są „kultowe modeliki” jest przyczepa N126, Nysa „erka”, Junak z wydania specjalnego, jest też jeszcze jeden biały Mercedes (numer 103). Żuka jednak nie ma. Oglądam modelik Mercedesa, ma nie najlepiej zmontowane tylne lampy, poza tym nie po niego tu przyjechałem, więc go odkładam. Idę do kontuaru i pytam o Żuka. Pan z obsługi mówi, że wszystkie modeliki się sprzedały, ale może jeszcze jeden jest w szufladzie. Idziemy do słupka gdzie leżą „kultowe”. Pan otwiera szufladę, a w niej leży ostatni Żuk. Oglądam go, Żuk rzeczywiście jest „ostatni” na jednym z kół opona jest do połowy ściągnięta z felgi, a ta ostatnia cała mocno poobcierana. Oddaję Żuka i wracam do domu.

Przed domem zostawiam rower jadę na górę zostawiam żonie zakupy i wracam na dół. Jest już dobrze po siódmej więc muszę się pospieszyć bo do kolejnych Empików jest ok 5 km, a ósmej robi się ciemno. Wyruszam w stronę osiedla Bródno. Za Zaciszem na skrzyżowaniu ulic Wincentego i Budowlanej (z tyłu Cmentarza Bródnowskiego) mam dylemat: Do którego Empiku najpierw pojechać ? na Rembielińską czy na Głębocką ? W końcu jadę na Rembielińską, przez znajome uliczki osiedla, potem na skrót prze „central park” na Bródnie. Wchodzę do galerii i po lewej dostrzegam sklep Euro AGD, wchodzę więc do niego i oglądam najpierw telewizory, a później ekspresy do kawy. Chwilę mi się tam schodzi. Wychodzę ze sklepu i zaczynam szukać Empiku. Na Rembielińskiej bywam rzadko więc nie bardzo pamiętam gdzie sklep jest. Na parterze go nie ma. Wchodzę na piętro, i znajduję Empik. Jest mały, przeglądam półki, ale Żuka nie znajduję. Pytam panią przy kasie, a ta odpowiada, że dostała jedną sztukę, bo punkt jest mały i niestety się sprzedała.

Wychodzę z Galerii Rembielińska. Jest chyba za piętnaście ósma, zaczyna się powoli ściemniać, nie mam Żuka i czeka mnie przejazd przez całe osiedle do Centrum Handlowego Targówek (przy ulicy Głębockiej). Kiedy w 1994 roku zacząłem mieszkać na Targówku, tam gdzie dziś jest to centrum były pola i jeszcze w 1996 roku rosło żyto.

Rower mojej żony, którym wybrałem się na poszukiwanie Żuka kupiliśmy chyba w 1995 roku, jeszcze w czasach kiedy pracowałem w FSO. Ten ładny, dobry i trwały rower typu treking polskiej marki Romet wyposażony w osprzęt Shimano, sprawdza się zwłaszcza w mieście. Ma duże i wąskie koła, trzy zębatki przy pedałach sześć przy przerzutce, jest „damką” (co ułatwia wsiadanie i z siadanie) i można się nim dość szybko i wygodnie przemieszczać nie męcząc się zbytnio.

Z Rembielińskiej ruszam szybko w kierunku CH Targówek. Na skrót przez „central park” potem ulicą do dawnego Klubu Sportowego Polonez, skąd już do CH Targówek wzdłuż Trasy Toruńskiej biegnie świeżo wyremontowana, gładka ścieżka rowerowa ze świeżą nawierzchnią. Jadę dość szybko (choć w końcu już kilka kilometrów mam za sobą), jest pusto, ścieżką nikt właściwie już nie chodzi, mijam po drodze tylko jakiegoś biegacza amatora, kiedy nagle, gdzieś w połowie ścieżki słyszę z tyłu szum przypominający odgłos toczących się opon. Nie oglądam się za siebie, odruchowo zjeżdżam do prawej krawędzi i myślę „co za cholera”. Z przodu mam łańcuch na największej „patelni” z tyłu na przedostatnim małym trybiku, kręcę równo, a tu z lewej wyprzedza mnie jakiś gostek w kasku, ubrany w przepisowy strój współczesnego rowerzysty, na „góralu”. Rozumiem skąd ten hałas. Jego opony świszczą po ciemnoczerwonej nawierzchni. Myślę „no niemożliwe, to z całą pewnością nie jest nasz opisywany tu ostatnio Pan Asystent, ale chyba jakiś jego kuzyn albo brat”. Do CH Targówek dojeżdżam tuż przed ósmą. Wpadam do Empiku i tu kolejna niespodzianka, tym razem miła. Na półce nie ma co prawda Mercedesa, ale leżą 4 Żuki.

Co do zakupu Żuka A05 nie byłem do końca przekonany czy go wziąć. Na zdjęciach w zapowiedziach nie bardzo podobał mi się jego kolor. Jest zbyt podobny do koloru Żuka A07, a że oba modeliki są w wersji furgon, są do siebie trochę za bardzo podobne. Żuka A05 przed zakupem chciałem dlatego przede wszystkim zobaczyć „na żywo” i zadecydować czy go kupić czy nie. Jednak kiedy w Empiku w CH Targówek wziąłem modelik do reki wątpliwości nie miałem już żadnych. Skoro wykupiony został niemal wszędzie, to nie było się nad czyn zastanawiać, trzeba było tylko wybrać (z wyłożonej czwórki) najlepszy egzemplarz. Jednak tu też zaczęły się schody. Dwa modeliki miały wady i wyeliminowałem je do razu. Kolejny który nie miał wad poprzednich i wyglądał najlepiej miał źle nadrukowaną tablicę rejestracyjną z tyłu. Drugi miał jakiś zamalowany nadlewik czy paproch przy przetłoczeniu pod „ślepe” okno za kabiną. Każdy modelik miał jakieś wady. Podszedłem więc do kontuaru zapytać czy nie ma jeszcze innych egzemplarzy (w Empikach czasem w takich razach coś na zapleczu się znajduje) jednak pan z obsługi potwierdził, że wszystkie modele jakie mają zostały wyłożone.

Wróciłem więc do półki z „kultowymi” Żukami i w końcu wziałem z niej modelik, który z początku wyeliminowałem. Modelik miał źle zamontowaną szybę przednia (wystawała nieco na zewnątrz, a między trójkątnymi bocznymi szybkami a słupkiem były szpary). Kiedy wyszedłem z Empiku i wsiadłem na rower było już prawie ciemno. Rower żony ma jednak sprawne oświetlenie, włączyłem więc dynamo i najkrótszą drogą pojechałem do domu. W koszyczku na bagażniku z tyły jechała zapakowana w folię gazetka z modelikiem Żuka A05:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Wybór okazał się słuszny. Wystającą szybę udało się bez większych kłopotów po prostu wepchnąć na swoje miejsce. Modelik jest naprawdę ładny. Kolor jest co prawda bardzo podobny do koloru Żuka A07, jednak w porównaniu z Żukiem A07, modelik A05 jest znacznie lepiej pomalowany i na krawędziach pofałdowanych burt jasny lakier nie prześwituje (jak w przypadku tego pierwszego). Brak zarysu krawędzi podziału blach między kabiną, a „paka” jest pewną wadą (w porównaniu z A07) jednak mankament ten w oczy aż tak bardzo się nie rzuca. A05 ma za to naprawdę ładnie zrobione koła z felgami odpowiedniej wielkości i nie trzeba i nie wymagają one przeróbki jak w przypadku modelika A03.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Żuk rozszedł się błyskawicznie i trudno się temu dziwić . W sobotę, trzy dni po zakupie modelika, córka zaciągnęła mnie do CH Targówek po marynarkę, która miała być w sklepie H&M. korzystając z okazji zajrzałem do Empiku. Po Żukach nie było już ani śladu. Tak więc moja środowa, rowerowa wyprawa w poszukiwaniu modelika Żuka po całej niemal gminie Targówek też okazała się posunięciem właściwym.
Oto moje „kultowe” Żuki wszystkie razem:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Ktoś zapyta: A gdzie niebieski skrzyniowy Żuk ?

Nie ma, ano nie ma. Modelik miał moim zdaniem złe proporcje (za krótką skrzynie i zwis tylny). O ile w przypadku Poloneza trucka miałem pomysł na skrócenie za długiej kabiny , o tyle w przypadku niebieskiego Żuka A 11B nie miałem pomysłu na przedłużenie za krótkiej skrzyni i modelika nie kupiłem

pozdrawiam

175. Kultowe Auta PRL – Żuk A03

Modelik Żuka A03 na poprawki i prezentację na blogu czekał ponad rok. W końcu się udało. 

Tym razem wszystko zaczęło się jednak od zakupu pierwszego w tym roku innego „kultowego” modelika, a tak właściwie to od kolejnych domowych napraw.

W połowie stycznia kupiłem modelik Nysy 522 karetki, który ukazał się jako wydanie specjalne w znanej wszystkim serii. Modelik odwrotnie niż poprzednia Nysa 521, nie miał chromowanych kół, ale całe zostały pomalowane na biało. Początkowo miałem zamiar pomalować w modeliku kołpaki kół na czerwono, jednak okazało się, że granica gdzie kończy się kołpak, a zaczyna felga została zalana farbą tak, że trzeba by ją było zaznaczyć od początku jeszcze raz (np nożykiem modelarskim). Całą więc operację jako zbyt pracochłonną zarzuciłem. Postanowiłem spróbować okleić kołpaki aluminiową folią samoprzylepną, w sposób jaki opisywałem tu przy okazji prezentacji Austina FX4. Przeróbka udała się, a efekt zaprezentowałem nawet na forum.

Skoro przerobiłem karetkę, sięgnąłem po inną Nysę. Jej przeróbkę też opisywałem już na blogu. Do Nysy N59, swego czasu dorabiałem całe koła i także ta przeróbka udała się. Niezbyt zadowolony byłem jednak z kołpaków, które wtedy wycinałem nożykiem z błyszczącej samoprzylepnej taśmy ozdobnej (już po naklejeniu na felgę). Teraz powtórzyłem zabiegi dokładnie w ten sam sposób co w przypadku karetki i Austina FX4. Modelik zaczął wyglądać lepiej:

175. Żuk 1

Kilka dni później zabrałem się za domowe naprawy.

Po ubiegłoroczny ociepleniu budynku i wymianie okien w moim mieszkaniu, tej jesieni, nie wiedzieć czemu, nagle przez wewnętrzne drzwi wejściowe, z korytarza zaczęło wiać szczelinami zimne powietrze, wydając przy tym nieprzyjemny świst. Postanowiłem jakoś temu zaradzić i uszczelnić drzwi. Zanim jednak zabrałem się za oklejanie framugi uszczelkami, musiałem drzwi naprawić.

Dobrych kilka lat temu w jakiejś sprawie wyszedłem na chwilkę na korytarz, zamienić kilka słów z sąsiadką. Nie zamykałem drzwi, bo za chwilkę miałem wrócić do mieszkania. W pewnym momencie przeciąg nagle zatrzasnął drzwi i nie dało się ich już otworzyć. Całe szczęście, że byłem na zewnątrz i po kilku nieudanych próbach otwarcia drzwi klamką lub kluczem, korzystając z rozbiegu na korytarzu rozpędziłem się i atakując drzwi barkiem wyłamałem je. Tak wszedłem do środka.  Wtedy uszkodzonych drzwi nie naprawiałem tylko wymieniłem zamek. Uszkodzenia nie były specjalnie widoczne i jakoś korzystaliśmy z popękanych wewnątrz drzwi, a ich naprawa czekała na „święty nigdy”. Jakiś czas później nastąpiła podobna awaria kolejnych drzwi.

Moja córka od zawsze była dzieckiem bardzo żywym. Po mieszkaniu nie chodziła tylko biegała, a drzwi nie zamykała tylko nimi trzaskała. I tak pewnego razu zatrzasnęła się w ubikacji. Drzwi w ubikacji otwierają się na zewnątrz, więc powiedzieliśmy jej aby spróbowała wyważyć je od środka, w ten sam sposób w jaki ja swego czasu wyważyłem drzwi wejściowe. Córka nie miała jednak wystarczająco dużo siły i zamek jednak nie puścił, chociaż drzwi ubikacji popękały podobnie jak drzwi wejściowe. Otworzyłem je w końcu sposobem. We framudze wywierciłem wiertarką mały otwór i przez który „modelarskim” śrubokrętem cofnąłem rygiel.

W ubiegłym roku zaczęły się zacinać nieco drzwi do pokoju córki i w końcu zupełnie się zacięły, a córka wraz z koleżanką zatrzasnęły się w pokoju. Na szczęście okno w pokoju córki wychodzi na balkon, więc do środka dostałem się przez okno i w ten sam sposób córka z koleżanką mogły opuścić pokój. Próbowałem odryglować drzwi dokładnie tak samo jak kiedyś drzwi w ubikacji, jednak rygiel nie chciał się cofnąć, pomimo powiększenia otworu we framudze i wybijania rygla przez uderzanie w śrubokręt młotkiem. W końcu żona rozpędziła się w przedpokoju i przy którejś próbie mocnym kopnięciem wyłamała drzwi.

W obu przypadkach uszkodzenia jakie powstały przy „awaryjnym otwieraniu”, po zamknięciu drzwi, też nie były zbyt widoczne i tak jak w przypadku drzwi wejściowych skończyło tylko się na wymianie zamków. Teraz  jednak konieczna była gruntowna naprawa drzwi wejściowych. Nie od nich jednak zacząłem. Naprawę postanowiłem zacząć od drzwi do ubikacji i do pokoju córki, aby najpierw sprawdzić „jak to wyjdzie”. Wymontowałem zamki, w szczeliny i pęknięcia wewnątrz drzwi napuściłem kleju do drewna typu wikol, po czym drzwi ścisnąłem ściskami stolarskimi. Naprawa udała się i następnego dnia w ten sam sposób naprawiłem drzwi wejściowe. Skoro jednak już się za te zaległe mocno naprawy zabrałem, postanowiłem  naprawić też ranty drzwi (w okolicach zamków), ponieważ na skutek wcześniejszych przygód z „awaryjnym otwieraniem” były nieco powyszczerbiane.

Po niezbyt pozytywnych doświadczeniach ze szpachlą do drewna (w trakcie ubiegłorocznego remontu kuchni) do naprawy postanowiłem użyć znacznie trwalszego i mocniejszego materiału, używanego do tej pory właściwie tylko do napraw modelików dwuskładnikowego kleju epoksydowego Distal, którego termin przydatności (wg napisu wytłoczonego na tubkach) upłynął w listopadzie …… 2007 roku. Kleju tego używałem również później (z całkiem pozytywnym skutkiem). Postanowiłem go więc „wypaprać” do napraw drzwi i przewierconych framug. Jedyny skutek „wiekowości” kleju to to, że nie zaczął wiązać (jak kiedyś i jak napisano w instrukcji) w ciągu 2 godzin tylko dopiero po ok. 4 godzinach, ale za to kleił tak samo jak kiedyś i naprawy udało się nim zrobić.

Zanim jednak zająłem się drzwiami, z szuflady modelarskiej wyciągnąłem jeszcze inny materiał, ale o tym nieco dalej.

Ponad rok temu, w serii „Kultowe Auta PRL” ukazał się Żuk A03. Samochód doskonale pamiętałem z dzieciństwa i jego modelik kupiłem bez namysłu. Nie byłem z niego jednak zadowolony. Żuk miał dokładnie tę samą wadę co pokazana wyżej Nysa N59. W modeliku fabrycznie zastosowano dokładnie te same co w Nysie koła, ze zbyt dużymi felgami:

175. Żuk 2

Ponieważ w okresie kiedy modelik się ukazał byłem zajęty remontem kuchni, a później również innymi naprawami i sprawami (o których na tym blogu niejednokrotnie wspominałem), modelik przestał w gablocie ponad rok i czekał na swoją kolej. Inaczej niż w przypadku Nysy, nie dysponowałem już żadnymi mniej lub bardziej kompletnymi kołami, które mógłbym do niego zaadoptować. Z kółek (bliźniaków od zabawki Cararamy), które wykorzystałem do wykonania kół Nysy, zostały mi tylko 4 gołe oponki, które miałem zamiar wykorzystać do przeróbki innego modelika.

Korzystając jednak z okazji, że do naprawy kantów drzwi w ubikacji i pokoju córki, musiałem rozrobić znacznie większą niż zazwyczaj dawkę kleju, z szuflady modelarskiej wyciągnąłem plastelinę. Dodałem do niej nieco oleju i rozgniotłem między metalowymi płytkami, jakie były swego czasu dołączane do rachunków za telefon (w celu dociążania przesyłek). W końcu odkleiłem od plasteliny jedną z płytek, a z modelika Nysy ściągnąłem jedno kółko (wraz z ośką). Ściągnąłem z niego oponkę i zamontowałem odwrotnie, po czym felgę odbiłem 5 razy w plastelinie. Powstałe w plastelinie odciski powoli napełniałem przygotowanym do naprawy drzwi klejem. Kiedy nowe odlewy felg zastygały, ja już nakładałem klej na wyszczerbione ranty drzwi.

Metodę odlewania drobnych elementów w plastelinie opisywałem tu jakiś czas temu. Oprócz niewątpliwych zalet ma ona jedną wadę. W trakcie nakładania żywicy do formy, pod powierzchnią żywicy tworzą się poduszki powietrza, które później zastygają w odlewie w kształcie kulistych pustych pęcherzyków, które jeśli przylegają do widocznych powierzchni, w odlanym elemencie tworzą zwłaszcza na wypukłych krawędziach (takich jak np. ranty felg) maleńkie dziurki. Dlatego też w plastelinie odbiłem i odlałem 5 felg, aby później wybrać z nich 4 najbardziej udane odlewy.

Następnego dnia po odlaniu zewnętrznego elementu nowych felg ( odlewy miały formę pastylki) trzeba było zrobić jeszcze stronę wewnętrzną, z piastą i nadlewikiem na ośki. W moich modelarskich „przyda się” znalazłem maleńkie buteleczki (po jakichś lekarstwach) zatykane elastycznymi koreczkami pustymi w środku. Zewnętrzna średnica koreczków idealnie (z lekkim wciskiem) pasowała do wewnętrznego otworu w moich oponkach (identycznych jak w Nysie). Rozrobiłem Distal jeszcze raz. Napełniłem koreczki klejem, po czym wcisnąłem je od wewnątrz w oponki, a od zewnątrz do wypełnionych klejem koreczków przykleiłem „pastylki” wcześniej odlanych zewnętrznych części felg. Kiedy całość zaczęła się już trzymać, wypchnąłem nowo stworzone felgi z oponek, a resztką kleju pouzupełniałem drobne dziurki (pęcherzyki powietrza) jakie w trakcie odlewania powstały na rantach felg. Zewnętrzne powierzchnie felg odlały się dość dobrze, na rantach były przeważnie tylko po 2 maleńkie (ok. 0,5 mm) pęcherzyki-dziurki, które pod lupą udało się wypełnić klejem.

Kolejnego dnia (żywicę jaką jest de facto Distal trzeba zostawić w spokoju na kilkanaście godzin, aby stwardniała), nożykiem modelarskim odciąłem niepotrzebne fragmenty plastikowych koreczków. Teraz pozostało tylko wywiercić w felgach otwory na oski. Otwór w pierwszej feldze wywierciłem ręcznie. Niestety po zatknięciu ośki, okazało się, że felga jednak „bije”. Następne otwory wierciłem już w przyrządzie:

175. Żuk 3

Moją modelarską wiertarkę marki Minicraft kupiłem bodajże w 1987 roku w Niemczech. W 1989 roku w nieistniejącej już niestety Centralnej Składnicy Harcerskiej udało mi się dokupić stojak (tej samej marki) do nieco większej wiertarki i przystosować go do mojej (mniejszej) wiertarki. Ze stojaka korzystam dość rzadko. Teraz jednak bardzo się przydał.

Po obsadzeniu osiek i wstępnym zamontowaniu kół w modeliku, felgi trzeba było nieco dopieścić – przeszlifować i wygładzić ranty po zatykaniu klejem dziurek- pęcherzyków, a także pomalować:

175. Żuk 4

Kiedy felgi wyschły, po kolejnych 24 godzinach, z poleconej przez kolegę folii aluminiowej wyciąłem dziurkaczem biurowym okrągłe kawałki i nakleiłem na wystające nadlewiki kołpaków (dokładnie tak samo jak w Nysie).

Żuk gotowy:

175. Żuk 5

Odlewane, a nie dorabiane ręcznie felgi nie prezentują się może tak dobrze jak te w Nysie, ale źle nie jest. Zastanawiałem się czy nie wyglądały by lepiej, gdyby zamiast na biało, pomalować je np. na kolor nadwozia. Jednak perspektywa kolejnych poprawek wyczerpała już moją cierpliwość do tego modelika. Na razie Żuk zostanie z felgami białymi (pasują przynajmniej do zderzaków):

175. Żuk 6

Dwa tygodnie temu, w poniedziałek 23 stycznia, na moim blogu padł kolejny rekord:

175. Żuk 7

DZIEKUJĘ SERDECZNIE WSZYSTKIM, KRÓRZY ODWIEDZAJĄC MÓJ BLOG, PRZYCZYNILI SIĘ DO USTANOWIENIA KOLEJNEGO REKORDU ODWIEDZIN.

Zachęcam do odwiedzania bloga, czytania i w miarę możliwości komentowania tego co tutaj piszę. Dla zachęty pragnę pokazać kilka zdjęć modeli, które kupiłem już w tym roku i o ile czas pozwoli, będę je w całej ich okazałości prezentował.

175. Żuk 8

pozdrawiam

118. Kultowe Auta PRL – Żuk A 15 – (wydanie specjalne)

Seria „Kultowe Auta PRL” została przez nabywców przyjęta na tyle dobrze, że wydawnictwo de Agostini postanowiło urozmaicić ją o dodatkowe gadżety. Rok po ukazaniu się serii, pojawiło się pierwsze wydanie specjalne, a w nim Warszawa 203 Ambulans, Jakiś miesiąc później w wydawnictwie można było zamówić gablotkę na modele, zaś w kioskach ukazał się „kultowy” kalendarz z ilustracjami z gazetek. Tych dwóch ostatnich gadżetów nie kupiłem, bo na „kultową” serię wydałem w ubiegłym roku wystarczająco dużo pieniędzy.

Wczoraj w kioskach, w „kultowej” serii  pojawiło się kolejne wydanie specjalne, a w nim modelik pożarniczego Żuka A15.  Kilka dni temu zadzwoniłem do kolegi z pytaniem, czy ma zamiar go kupić. Kolega powiedział , że nie, bo zwykły , cywilny Żuk jest tak ładny, że w zupełności zaspokaja jego kolekcjonerski apetyt. Ja natomiast zamierzałem modelik kupić, ale bez przysłowiowego stawania na głowie. W mojej sporej kolekcji jest kilka modeli samochodów strażackich (przeważnie francuskich). Poza tym, który chłopiec w wieku od 4 do 10 lat nie chciał kiedyś zostać strażakiem. Żuk A 15 chyba każdemu z nas kojarzy się jednoznacznie z Ochotniczą Strażą Pożarną. A któż się z nią nie zetknął.

W połowie lat siedemdziesiątych moi rodzice przeprowadzili się z Żyrardowa do Piastowa. To co od razu „rzuciło mi się w uszy” w Piastowie, to fakt że często było tam słychać syrenę alarmową straży pożarnej. Czasami kilka minut po takim sygnale było również słychać sygnały syren samochodów jadących do akcji. W Piastowie działa OSP i np zimą na jej terenie strażacy wylewali lodowisko, na którym z siostrą jeździliśmy na łyżwach. Do remizy przylegał dom kultury, w którym (o ile dobrze pamiętam) przy współudziale strażaków nagrano piosenkę Córka Grabarza, która stała się pierwszym undergroundowym przebojem w całej Polsce. Kiedy byłem na studiach dojeżdżałem do Warszawy pociągiem podmiejskim. W pociągu spotykałem kolegów i koleżanki (także z wesołych lekcji religii opisanych przy okazji Mikrusa). Z koleżankami i kolegami dojeżdżali ich znajomi i miałem kiedyś okazję poznać jednego z piastowskich strażaków ochotników. Był kolegą kolegi i też dojeżdżał do Warszawy. Poprzedniego dnia wyła syrena alarmowa, zapytałem go więc czy coś się paliło. Strażak ochotnik zaczął swoją opowieść tak:

Właśnie przyszedłem od Franka, bo trochę zabalowaliśmy i ledwo zacząłem się kłaść, a tu „teściowa mordę drze” . Wyskoczyłem z łóżka, wciągnąłem łachy (strażacki strój bojowy) i lecę. Już chłopaki wyjeżdżali i na Warszawskiej w biegu wskoczyłem do wozu. 

Nie zapamiętałem co się wtedy paliło, ale do końca życia zapamiętałem jak nazywa się sygnał alarmowej syreny wzywający ochotników na akcję: „Teściowa mordę drze”.

W piątek byłem na zakupach i położyłem się dość późno, dlatego wczoraj też późno wstałem. Gdy się obudziłem było już sporo po 10-tej i  znów (jak we środę) pobiegłem do kiosku, zanim zjadłem śniadanie. Na stojaku przed kioskiem było kilka modeli, z których wybrałem jeden. Gdy wszedłem do kiosku aby za modelik zapłacić, miły pan widzac mnie zapytał, czy nie chcę sobie modelika wybrać, po czym wyciągnął na ladę duże pudło pełne modelików. Nie chciałem mu zawracać głowy, więc wyciągnąłem z pudła 2 modeliki, obejrzałem dość pospiesznie, wybrany modelik ze stojaka odłożyłem i wziąłem jeden z modelików wybranych z pudła.

118. Żuk 1

Kiedy przyniosłem modelik do domu od razu go rozpakowałem. Przyszło mi do głowy, że dobrze było by podrasować nieco modelik, tak jak cywilnego Żuka. Odkręciłem śrubkę mocującą przód podwozia, ale niestety tylnej tablicy rejestracyjnej, która mocuje jego tylną część ni jak nie udało mi się wymontować. Ściągnąłem więc opony z felg z jednej strony modelika i zacząłem się zastanawiać, czy nie pomalować feg na biało, w taki sam sposób, jak zrobiłem to w modeliku cywilnym.

118. Żuk 2

Nie zrobiłem jednak tego z kilku powodów: Po pierwsze modelika nie udało się rozebrać, więc felgi musiałbym malować na kompletnym modeliku, a taka operacja zawsze wiąże się ze sporym ryzykiem uszkodzenia (np. lusterek). Po drugie, modelik na pewno wyglądałby lepiej, ale wyglądałby bardziej „paradnie” nie zaś „bojowo”. Po trzecie, po przejrzeniu zdjęć samochodów w Internecie okazało się, że większość z nich miała felgi czarne, dokładnie takie jakie ma modelik.

118. Żuk 3

Pożarniczy Żuk podoba mi się i nie żałuję, że go kupiłem. Chyba jak wielu kolekcjonerów odczuwam ostatnio pewien przesyt „kultową” serią, ale cóż „lepiej zgrzeszyć i żałować niż nie zgrzeszyć i żałować”. Może za kilka lat, kiedy „kultowe” modeliki nie będą już tak łatwo dostępne, każdy z nich będzie mnie cieszył tak, jak dziś cieszą mnie kupowane kiedyś na bazarach oryginalne radzieckie autka z serii „awtomobili CCCP”.

pozdrawiam

P.S.

Przysłowia są mądrością narodu. „Małe dzieci nie dają spać, duże nie dają żyć”. Miałem szczery zamiar wyemitować ten wpis rano, ale i w piątek i dzisiaj walczyłem z zakupem słuchawek do MP3 dla mojej córki.

91. Kultowe Auta PRL- Żuk A 07

Kiedy dwa tygodnie temu pisałem posta o Warszawie 203 napisałem, że jest chyba najbardziej kultowym autem kojarzonym nierozerwalnie z PRL. Jednak po głębszej analizie historii poszczególnych modeli z serii „Kultowe Auta PRL” wychodzi na to, że autem najbardziej kultowym jest Żuk.

Żuk był pojazdem całkowicie polskiej konstrukcji. Powstał pod koniec lat pięćdziesiątych i jego produkcję rozpoczęto w 1959 roku. W 1965 do pierwotnego pick-up’a dodano górną tylną część dachu i górną część ścian bocznych (dolna pozostała nie zmieniona do końca produkcji) i w ten sposób powstał „blaszak” czyli odmiana furgon. W 1973 roku Żuk przeszedł „face lifting”, który obejmował tylko przednią ścianę pojazdu i w tej ostatniej formie Żuk przetrwał do dziś. Był produkowany w Lublinie w Fabryce Samochodów Ciężarowych (FSC). Wyprodukowano go w liczbie ponad pół miliona egzemplarzy. Żuk był „wiecznie żywy” (prawie jak Lenin). Jego produkcja trwała i trwała (jeszcze długo po upadku PRL) i w połowie lat dziewięćdziesiątych młodzi i ambitni pracownicy FSC (w owym czasie już Daewoo Motor Poland) ukuli nawet złośliwe powiedzenie „starym Żukiem w nowe tysiąclecie” i omal się to nie udało, zabrakło zaledwie trzech lat – produkcję Żuka zakończono dopiero w lutym 1998 roku. Żuk- rówieśnik Syreny – jest jedynym samochodem o tak długiej historii, który codziennie wciąż można zobaczyć na naszych ulicach i to nie tylko na prowincji.

Modelik Żuka podobnie jak modelik Warszawy „zaklepałem sobie” w znajomym kiosku zanim jeszcze się ukazał. We środę 20 maja pobiegłem i kupiłem 2 egzemplarze oglądając je tylko pobieżnie. Przy Żuku, pomimo, że i bez jakichkolwiek udoskonaleń jest to bardzo ładny i naprawdę starannie wykonany modelik (chyba najlepszy ze wszystkich modeli polskich samochodów) pracy było sporo.

91. Żuk 1

Modelik jednak nie od razu tak wyglądał i dlatego z opisaniem go na blogu „trochę się zeszło”.

Pierwszą rzecz jaką zrobiłem, to wysunąłem przedni zderzak do przodu. Zderzak jest mocowany na dwóch wystających z podwozia bolcach o średnicy 1,2 mm . Całe szczęście, że mam wiertło o tej średnicy, więc z okrągłych otworków w płytkach mocujących zrobiłem otworki podłużne (fasolki), a między zderzak i płytkę podwozia wsadziłem przyklejoną do zderzaka wkładkę ze styropianu o grubości ok. 1 mm.  

91. Żuk 2

Drugą operacją jaką wykonałem było dorobienie połówek szyb bocznych w oknach przednich drzwi. Na ich brak zwrócili moją uwagę koledzy z miniauto-forum, bo mi Żuk tak bardzo się podobał, że w ogóle nie zauważyłem tego mankamentu. Wczoraj wieczorem (w sobotę) wyciąłem ze starego pudełka (po CD) dwie małe płytki i dopiłowałem je na brzegach tak, aby wewnątrz wystawały poza obrys okna, były jednak o połowę od właściwej szyby cieńsze. Tak powstało coś w rodzaju płetw wystających z właściwej szyby. Tylną przykleiłem do podobnej płetwy jaka wychodzi na słupek z okna tylnego.

91. Żuk 3

Trzecią operacją jaką zrobiłem było pomalowanie felg na kolor nadwozia. Najpierw kilka dni szukałem różnych zdjęć w Internecie i gdy okazało się, że fabrycznie niektóre auta miały tak pomalowane felgi postanowiłem to zrobić. Dzisiaj rano rozrobiłem farbę (użyłem jak zwykle farbek Humbrol).

91. Żuk 4

Bazą była farba żółta i do niej dodawałem po kropelce farbę pomarańczowa i trochę białej, aż do uzyskania odpowiedniego odcienia, jak najbardziej podobnego do oryginału. Następnie zdemontowałem koła oraz opony i pędzelkiem nr 0 pomalowałem felgi zamocowane na ośkach. Jutro gdy już zupełnie wyschną położę drugą warstwę. Po ok. godzinie zmontowałem modelik i zrobiłem zdjęcia.

91. Żuk 5

Na koniec poprawiłem tylne światło cofania, dokładnie tak samo jak w Warszawie. Teraz na zdjęciach Żuk prezentuje się niemal jak prawdziwy samochód.

pozdrawiam