Tag: Trabant

125. WARSZTAT – Trabant 601 – 1970 – Kultowe Auta PRL

Każdy kolekcjoner chce mieć w kolekcji coś oryginalnego, coś czego nie mają inni. Jeśli czegoś takiego nie można kupić, to trzeba sobie coś takiego po prostu „wystrugać”.

Trabant 601 zajmuje w mojej prywatnej historii motoryzacji miejsce szczególne. Jako młody człowiek miałem z nim do czynienia przez 9 lat. Po wakacjach nam morzem w 1969 roku, moi rodzice postanowili kupić auto. We wrześniu ojciec wpłacił do Motozbytu stosowną kwotę i zaczął się okres oczekiwania. W maju 1970 roku ojciec odebrał nowiutkiego Trabanta 601 kombi w kolorze oliwkowym.

W 1972 roku wraz ze znajomymi wyruszyliśmy na wakacje do Jugosławii. Jednak już po przejechaniu niecałych 40 kilometrów spotkała nas niemiła przygoda. Trasa katowicka była w owym czasie w budowie i na przeważających odcinkach była wtedy zwykłą szosą. Pod Rawą Mazowiecką przed nami, na drodze stała ciężarówka, którą sygnalizowała skręt w lewo, czy też włączanie się do ruchu, dość, że nie bardzo było wiadomo co jej kierowca zrobi. Mój ojciec, który jechał pierwszy zatrzymał się, a wtedy znajomi, którzy jechali za nami (również Trabantem) uderzyli w nasz samochód. Szkody nie były wielkie, jednak znajomi musieli wrócić do Warszawy naprawić auto. My, tylny pas i klapę (które w kombi były akurat z blachy) wyklepaliśmy prowizorycznie w jakimś warsztacie w Rawie Mazowieckiej i ruszyliśmy w dalszą drogę. Ponieważ  straciliśmy jednak cały dzień, a ojciec już na samym początku tak długiej podróży był trochę wystraszony, trwała ona 3 dni. Za to po drodze często się zatrzymywaliśmy i zwiedzaliśmy co się da: Bratysławę, Balaton, Lublianę i jaskinie w Postojnej Jamie oraz Koper (gdzie też nocowaliśmy). Gdy dotarliśmy na umówiony kemping Porec Lanterna i ledwo rozbiliśmy namiot, na obozowisko podjechał biały Trabant znajomych, którzy naprawili swoje auto w 2 dni i na umówione miejsce dojechali kilka godzin po nas. W Porec spędziliśmy tydzień, a później jeszcze klika dni w Puli, gdzie widziałem dobrze zachowane koloseum. Pobyt w Jugosławii do dziś wspominam z rozrzewnieniem, gdyż był to mój pierwszy w życiu wyjazd za granicę i od razu mogłem zobaczyć spory kawałek Europy. Droga powrotna była podobna i też trwała 3 dni, bo już w Polsce, pod Częstochową (200 km od domu) w Trabancie zapaliła się czerwona lampka sygnalizująca brak ładowania akumulatora. Okazało się, że zerwał się pasek klinowy napędzający prądnicę i dmuchawę chłodzenia silnika. Mój ojciec zabrał ze sobą w podróż zapasowy pasek, jednak staliśmy w jakieś wsi gdzie nie było żadnego warsztatu. Po krótkiej naradzie powiedziałem rodzicom, że narzędzia, które mamy, umożliwiają wymianę paska i podjąłem się naprawy na drodze. Odkręciłem osłony z silnika założyłem pasek, a w pobliskim lesie znaleźliśmy jakąś prostą kłodę, którą napięliśmy pasek. Naprawa udała się i można było ruszyć w dalszą drogę, jednak zrobiło się późno i musieliśmy przenocować w jakiejś gospodzie. Byłem z siebie dumny, bo chodziłem jeszcze do podstawówki, a ojciec (inżynier, co prawda elektryk) w naprawie mi tylko asystował.

Trabantem odbyłem z rodzicami jeszcze jedną ciekawą podróż zagraniczną, do NRD w 1975 roku. Zwiedziliśmy wtedy Drezno, Weimar, Erfurt i Eisenach gdzie po raz pierwszy byłem na zamku Wartburg, a także zwiedziłem pierwsze w życiu muzeum motoryzacji przy fabryce samochodów marki Wartburg.

Samochód przez 9 lat sprawował się dobrze. Nie psuł się wcale i przejechał ok 60 tyś km bez żadnego remontu (a przecież dwusuwowe silniki nie były uważane wtedy za trwałe). Jeździliśmy nim do 1979 roku, kiedy to zastąpił go Polski Fiat 126p.

Kiedy dwa lata temu w serii testowej „Kultowych Aut PRL” ukazał się modelik Trabanta nie walczyłem o niego. Nie kupiłem go też w wrześniu 2008 roku , kiedy modelik był już we wszystkich kioskach. Modelik Trabanta (firmy Vitese) mam w kolekcji od 1990 roku. Kupiłem go w muzeum Volkswagena i w zupełności mnie zadowalał.

125. Trabant 1

125. Trabant 2

Do modelika „kultowego” nie jakoś miałem przekonania, uważni obserwatorzy bloga zauważyli zapewne, że modelik w ubiegłym roku kupiłem, ale go nie zaprezentowałem. Rzeczywiście w grudniu kupiłem na Allegro „kultowego” Trabanta. Modelik nie miał połówki tylnego zderzaka, za to kosztował mnie całe 11 zł. Odebrałem go na grudniowej giełdzie, bo sprzedawał go znany mi z giełdy kolega. Usterka nie tylko mi nie przeszkadzała, ale była mi wręcz na rękę. Modelik zamierzałem od razu przerobić na starą wersję auta, taką jaką mieli moi rodzice.

125. Trabant 3

Dwa tygodnie temu, w kioskach ukazała się Pobieda. Nie kupiłem jej, ale co kilka dni zaglądałem do kiosku i oglądałem modelik. Przypomniałem sobie, że kiedy przekładałem koła w Warszawie M20, z oryginalnych „kultowych” kół bez problemu udało mi się wymontować chromowane dekle, które kształtem bardziej pasują do Wartburga lub amerykańskiego krążownika, niż do Warszawy. Po prawie dwóch tygodniach oglądania Pobiedy byłem zastanawianiem się nad jej zakupem tak zmęczony, że w poniedziałek po pracy, po odstaniu w kolejce i zakupie tulipanów dla moich dziewczyn, wyciągnąłem z witryny „kultowego” Trabanta i dla odprężenia zacząłem dorabiać tylny zderzak. Zrobiłem go z kawałka starego tworzywa z obudowy po maszynie do szycia, które nie dość, że łatwo się obrabiało, to znakomicie pozwalało się kleić, a przy tym okazało się bardzo wytrzymałe. We wtorek dorobiłem zderzak przedni.

We środę Pobiedy z kiosku zniknęły, a ja wyciągnąłem z pudła Pontiac’a GTO, w którym wylądowały koła z „tytułowej” Warszawy M20 i ściągnąłem z nich dekle.

125. Trabant 4

Do Pontiaca zamontowałem koła z rezerwowej Warszawy M20, którą kupiłem jako „startowy” model „kultowej” serii za 7 zł (we wrześniu 2008 r). W kółkach Trabanta ściąłem wystający cienki szpic i w jego miejscu wywierciłem otworki o srednicy ok 0,9 mm. W nie wchodzą maleńkie trzpienie, które znajdują się po wewnętrznej stronie kołpaków i w ten sposób do kół Trabanta zamocowałem kołpaki od Warszawy. Modelik zaczął fajnie wyglądać, ale nie podobało mi się w nim lusterko.

Korzystając z bardzo dobrych własności tworzywa, z którego dorabiałem zderzaki, dość szybko dorobiłem lusterko „z epoki”, ale nie prostokątne (jak na zdjęciu powyżej) tylko trapezowe, starsze, takie jakie miał Trabant moich rodziców.

125. Trabant 5

We czwartek nocowałem poza Warszawą, za to wczoraj (w piątek) po powrocie z zakupów dorobiłem jeszcze tablice rejestracyjne.

Na starego typu polskie tablice „patent” mam od dawna. Na drukarce w pracy drukuję na nalepkach adresowych tablice napisane w programie Word. Następnie na czarne paski naklejam przezroczystą folię samoprzylepną (ze zwykłej taśmy). Potem wycinam nożykiem modelarskim tablice „na wymiar” i albo naklejam je na model, albo jak w przypadku Trabanta na wykonane z tworzywa specjalne podkładki.

125. Trabant 6

Trabant otrzymał tablice z „pruszkowskimi” numerami, dokładnie takimi,  jakie miał prawdziwy Trabant moich rodziców po przeprowadzce w 1973 roku z Żyrardowa do Piastowa. Tablice „żyrardowskie” poczekają jeszcze trochę. Dostanie je Trabant 601 kombi (jeśli takowy ukaże się w kultowej serii).

Na koniec do wykonania zostały tylko „roboty malarskie”. Zostawiłem je sobie na dzisiaj, czyli na sobotę. Ponieważ mój największy niepokój budziło dobranie koloru zderzaków, postanowiłem zrobić to w weekend, przy świetle dziennym.

125. Trabant 7

Zderzaki przykleiłem do jakiegoś znalezionego w szufladzie „przyda się”, które wykorzystałem jako stojak malarski. Dobieranie koloru okazało się całkiem proste. Do foremki z opakowania po tabletkach Rutinoscorbin napuściłem kilka kropel białej farby Humbrol nr 22, a następnie dodawałem, farbę zieloną nr 38 aż do uzyskania odpowiedniego odcienia zieleni. Wbrew wcześniejszym obawom, wcale nie trzeba było do mieszanki dodawać koloru żółtego, jak przypuszczałem. Farba zielona ma ok 20 lat, a ostatni raz korzystałem z niej jakieś 10 lat temu. Po wymieszaniu okazała się całkiem dobra. (Farby Hubrol, jeśli są szczelnie zamknięte wytrzymują wiele lat i to jest ich wielką zaletą. Dokupować trzeba tylko rozcieńczalnik i po każdym otwarciu puszki dodać do farby kilka jego kropekl.)

Po pomalowaniu małym pędzelkiem zderzaki schły przez ok 7 godzin. Przed chwilą oderwałem je od „stojaka” i zamontowałem do modelika. Oto on – „kultowy” Trabant 601 z 1970 roku, taki jakiego nie można kupić w kiosku i jakiego do tej pory nie widziałem na żadnym forum modelarskim:

125. Trabant 8

125. Trabant 9

Ciekaw jestem bardzo, jak mój „wyrób” wam się podoba?

125. Trabant 10

I obydwa modele razem. Który ładniejszy?

pozdrawiam,

a tym, którzy jeszcze nie rozliczyli podatku, przypominam, o możliwości przekazania 1% na koleżankę kolekcjonerkę z serwisu Hobbeo (szczegóły w mim poprzednim wpisie)

 

81. WARSZTAT – poprawki – Trabant P50 i Xantia

Wyjątkowo nie miałem ostatnio ochoty „grzebać” w internecie. Pogrzebałem za to trochę w moim „warstacie”. Na pierwszy ogień poszedł Trabant P50. Opiłowałem w nim dolne krawędzie opraw reflektorów tak, aby były płytsze niż górne i bardziej przypominały wyglądem oprawy Trabanta.

Kupiłem niebieska farbę i pomalowałem opiłowane oprawy.

81. Warsztat 1

Oczyściłem też z farby wewnętrzne powierzchnie odbłyśników, a przezroczyste „grzybki” imitujące światła wcisnąłem jak najgłębiej w oprawy.

Na zdjęciu górnym pokazałem przód nieprzerobiony, na dolnym już po poprawkach.

81. Warsztat 2

Pomalowałem też obwódki lamp tylnych tak jak były oryginalnie pomalowane w starych Trabantach 600.

81. Warsztat 3

Po tych drobnych przeróbkach model wygląda lepiej.

Następnym modelem, którym się zająłem była kupiona niedawno Xantia. Modelik z francuskiej serii gazetowej nie został najstaranniej wykonany. Boczną szybę poprawiłem już zaraz po jego zakupie. wyrwałem ją i wkleiłem prawidłowo. Szybę przednią zostawiłem sobie na później. Teraz nadarzyła się dobra okazja. Początkowo myślałem, że zrobię tak samo jak z szybą boczną. Okazało się jednak, iż sprawa nie jest taka prosta. Po wyrwaniu ( odklejeniu od wewnętrznej powierzchni dachu, przednia szyba nie dawała się jednak dopasować do otworu i cały czas układała się tak jak na zdjęciu górnym. Między górną krawędzią szyby, a ramką okna (na dachu) cały czas była brzydka i widoczna, całkiem spora szczelina.

Przyczyną okazało się nienajlepsze wykonanie modelika. Przednia krawędź dachu miała sporą wypływkę, pod którą nie było odpowiedniego rowka w miejscu, gdzie szyba przednia przechodzi w płetwę mocującą. Niestety dopasowania wymagały obydwa elementy. Początkowo spiłowałem tylko wypływkę dachu. Pomogło to jednak niewiele. zabrałem się więc za poprawkę kształtu płetwy. Najpierw spiłowałem jej tylną krawędź,ą ale to też nie pomogło. Zacząłem więc nożykiem modelarskim rzeźbić rowek w miejscu gdzie szyba przechodzi w płetwę (robota upierdliwa wyjątkowo, bo jeden nieuważny ruch i można zarysować szybę). Gdy rowek był już wystarczająco głęboki, podgiąłem płetwę nieco w dół. Po przymiarce szyba wreszcie zaczęła się układać w otworze i nie „zapadała” się w nadwoziu. Aby dopasować wszystko do końca, pogłębiony rowek posmarowałem klejem do tworzyw, odczekałem chwilę i docisnąłem szybę do dachu. Klej rozpuścił nieco powierzchnię rowka i spowodował, że reszta niedopiłowanej wypływki dachu wbiła się w rowek i elementy dopasowały się do siebie. Nieco wcześniej podgiąłem nieco do góry środkową część krawędzi dachu, bo pierwotnie tworzyła nieładne załamanie.

81. Warsztat 4

Cała operacja trwała prawie 3 godziny.

Efekt widać na zdjęciach poniżej:

81. Warsztat 5

Fabrycznie szyba przenia w kolekcjonerskim w końcu modelu była źle dopasowana i wyglądała fatalnie (jak w taniej zabawce).

81. Warsztat 6

Po poprawce jest dużo lepiej, zaś drobniutkie wypływki kleju (na krawędzi szyby) gołym okiem są praktycznie niewidoczne.

 

69. Kultowe Auta PRL – Trabant P50

Kiedy we wrześniu, jako numer 2 w serii „Kultowe Auta PRL” pojawił się modelik samochodu Trabant 601 nie kupiłem go. Ogladałem go kilka razy, ale nie kupiłem, pomimo, że kolega gorąco mnie do jego zakupu przekonywał, zachęcał i obrzydzał jak mógł modelik Trabanta firmy Vitesse, który nabył jakiś rok temu, a który ja mam w mojej kolekcji od dawna. Uznałem, że nie ma sensu kupować (nawet niedrogo) kolejnego zielonego Trabanta, dokładnie w tej samej wersji (z lat osiemdziesiątych). Chociaż modelik z polskiej serii gazetowej miał nieco lepiej dopracowane szczegóły niż mój stary modelik firmy Vitesse, to jednak jego wygląd i ogólne wrażenie do jego zakupu mnie nie przekonały. Poza tym mój stary modelik kupiłem w 1990 r w Muzeum Volkswagena w Wolfsburgu, służy mi wiele lat, jestem do niego przywiązany i wciąż bardzo go lubię.

Gdy w poprzedniej gazetce ukazała się zapowiedź modelikaTrabanta P50 kombi zacząłem się zastanawiać, czy w ogóle warto go kupować.

Trabant P50 ukazał się pod koniec lat pięćdziesiątych i w Polsce był autem dość popularnym, ale tylko na początku lat sześćdziesiątych (i to głównie w wersji sedan). Później został szybko wyparty przez nieco większy i ładniejszy model 601, który w Polsce pojawił się zaraz po premierze w 1964 roku i od razu zyskał dużą popularność. Trabant P50 w wersji kombi był w PRL autem spotykanym znacznie rzadziej i raczej trudno go nazwać autem popularnym, a tym bardziej kultowym. Samochody te (obydwie zresztą wersje) zapamiętałem nie jako model P50, ale jako Trabanta 600.

Na Trabancie kombi zależy mi bardzo, jenak na modelu 601, bo taki samochód w roku 1970 kupili moi rodzice i jeżdziliśmy nim przez 9 lat, po czym rodzice przesiedli się na „malucha” (na gierkowskie przedpłaty). Międzi innymi dlatego miałem spore wątpliwości, czy w ogóle warto kupować modelik nr 8 z serii  „Kultowe Auta PRL”. Gdyby chodziło o Trabanta P50 sedan lub Trabanta 601 kombi nie zastanawiał bym się ani chwili. Widząc jednak, jak fajnie seria się rozwija i jak szybko modele z kiosków znikają, mam nadzieję, że zarówno Trabant 600 sedan jak i poszukiwany przeze mnie Trabant 601 kombi za jakiś czas się w niej ukażą.

Dziasiaj rano zdzwonił kolega, zapytałem go więc od razu, czy ma zmiar modelik kupować. Gdy okazało się, że modelik już kupił, poszedłem do kiosku na pobliski bazarek, na którym żona kupowała pieczywo i warzywa, więc przy okazji poprosiłem ją o radę. Żonie modelik się spodobał, więc go kupiłem.

Po rozpakowaniu z blistra modelik okazał się całkiem fajny:

69 Trabant 1

69 Trabant 2

Modelik wymaga jednak dopieszczenia. Trzeba oszlifować i poprawić kształt opraw przednich reflektorów, ponadto trzeba pomalować ramki lamp tylnych. Po moich ostatnich doświadczeniach przy naprawie Mercedesa firmy Schuco, doszedłem jednak do wniosku, iż nie ma co próbować rozrabiać farbę z kolorów jakie mam, tylko trzeba po prostu kupić nową w odcieniu jak najbardziej zbiżonym do niebieskiego modelika i ewentualnie ją trochę przyciemnić (granatem, albo ciemnoniebieskim) lub rozjaśnić farbą białą. Jednak idą święta i na razie na taką zabawę zupełnie nie ma czasu.

Oto moje obydwa Trabanty:

„Niekultowy” (firmy Vitesse) i „kultowy” z wydawnictwa DeAgostini (IXO).