Tag: Mercedes

256. Krótka wizyta w „jaskini lwa” (zamiast urlopu) – muzeum Mercedes-Benz

W tym roku, z uwagi na obawy związane ze stanem zdrowia mojej wiekowej mamy nie wyjechałem na urlop. Odbyłem co prawda 2 całodniowe, niedzielne wycieczki nad oddalony od Warszawy o 80 km Zalew Tatar (pod Rawą Mazowiecką), który bardzo mi się spodobał. (Jedną w weekend kończący mój 2 tygodniowy sierpniowy urlop, drugą dwa tygodnie później, pod koniec sierpnia.) Jednak na właściwy urlop nie wyjechałem. Pierwsze 2 tygodnie sierpnia spędziłem zatem w domu, gdzie zawsze jest coś się do zrobienia znajdzie. Co drugi dzień odwiedzałem mamę i załatwiałem różne urzędowe sprawy związane z jej domem.  W moim mieszkaniu, ze względu na panujące w tym czasie saharyjskie upały, nie prowadziłem praktycznie żadnych większych napraw i remontów (jak w poprzednich latach), ograniczyłem się tylko do wymiany lodówki oraz umywalki w ubikacji, którą „dzieci” zbiły już jakiś czas temu w trakcie którejś z domowych imprez i choć w zasadzie nie przeciekała, to „straszyła” popękaną powierzchnią. Poza tym, w każdej niemal wolnej chwili, a zwłaszcza w upalne popołudnia jeździliśmy z żoną na wspominane na tym blogu już kilkukrotnie glinianki w Zielonce.

Jednak nie mogę narzekać, bo na początku października trafiła mi się ciekawa, kilkudniowa, służbowa wycieczka do Niemiec. Wycieczka była praktycznie 4 dniowa, jednak 2 dni z uwagi na to iż wyjazd odbywał się samochodem spędziłem w podróży. zaś nieco ponad 2 dni już na właściwym pobycie w Niemczech.

Pierwszego dnia pobytu po załatwieniu spraw służbowych zwiedziłem nieco, a właściwie przypomniałem sobie jak wygląda historyczne miasto Speyer (Szpyra), w którym byłem co prawda już wcześniej (chyba 2 razy), a w którym tym razem nocowaliśmy.

Największą atrakcją turystyczna tego położonego nad Renem miasta jest niewątpliwie romańska katedra, która liczy sobie 1000 lat.

Katedra ta jest w środku niemal zupełnie pusta.  Miałem okazję zwiedzać ją dość dokładnie, ale było to chyba w 2004 i już niewiele z tamtej wizyty pamiętam. Tym razem nie było na to czasu, dlatego zamieszczę tu tylko jej kilka zdjęć z zewnątrz:

Moja „jesienna” podróż do Niemiec nie miała jednak charakteru „wycieczki krajoznawczej” bo choć jednym z jej motywów było jak najbardziej zwiedzanie, ale w żadnym razie nie były to zabytki. Jej charakter jak najbardziej wiązał się z tematyką tego bloga, postanowiłem więc zatem zdać z tej podróży dość obszerną „fotorelację”:

Drugiego dnia pobytu miałem rzadką możliwość zwiedzenia fabryki samochodów marki Mercedes-Benz w Sindelfingen pod Stuttgartem.

Fabryka jest ogromna. Według tego, co mówił oprowadzający nas po niej przewodnik, jej powierzchnia jest większa niż Księstwa Monaco. Oto makieta fabryki wystawiona w holu „terminala” dla klientów, którzy mogą tu odebrać osobiście auto w niej wyprodukowane, dokładnie tak samo jak niegdyś w FSO, tylko w nieco bardziej „ekskluzywnych” warunkach.

Po fabryce poruszaliśmy się autobusem. Zwiedziliśmy fragment hali montażowej oraz spawalni. W fabryce produkowane są aktualnie modele klasy E (w różnych odmianach) oraz klasy S, w tym także ekskluzywna jej odmiana Maybach. Jako że w samej fabryce zdjęć robić nie wolno, aby zobrazować choć trochę to, co w niej widziałem postanowiłem wkleić zdjęcie z jednej z sal „centrum obsługi klienta”

Po wizycie w fabryce w Sindelfingen pojechaliśmy zwiedzać Mercedes-Benz Museum w nowej, wybudowanej kilka lat temu siedzibie:

Budynek, jak budynek, swego czasu budził podziw, ale dla miłośnika motoryzacji najbardziej liczy się to co jest w środku:

Budynek muzeum został wybudowany tak, aby zwiedzający odbyli „podróż w czasie” od początku historii motoryzacji, która rozpoczęła się w 1886 roku, kiedy to Gottlieb Daimler i Karl Benz zbudowali swoje pierwsze pojazdy, aż do czasów współczesnych.

Budynek ma kształt spirali, którą tworzy biegnąca z ostatniego, 6 piętra, aż na parter platforma, idąc nią zapoznajemy się z etapami rozwoju motoryzacji, a na podestach rozpiętych między spiralą wystawione zostały pojazdy charakterystyczne dla poszczególnych okresów.  

Tak wiec na najwyższym piętrze muzeum znajdują się pojazdy najstarsze i właśnie od nich rozpoczyna się zwiedzanie.

W jednej z sal, a właściwie na jednym  z podestów wystawione było auto, którego model opisywałem na tym blogu niecały rok temu: Mercedes-Benz 540K

Niejako na uboczu głównego „szlaku”, ale za w przeciwieństwie to niego w dobrze oświetlonych salach bocznych, do których trafiłem trochę przypadkiem, były różne wystawy tematyczne. Przy wejściu do jednej z takich sal, w gablocie stały profesjonalne „fabryczne” modele samochodów, używane do prezentacji w trakcie dyskusji nad nimi, zanim jeszcze prawdziwe auta „ujrzą światło dzienne”:

W salach z wystawami tematycznymi można było spotkać obok siebie pojazdy z całkiem różnych epok:  

W sali poświęconej pojazdom użytkowym, podobnie jak na tym blogu stały obok siebie dwie furgonetki, których modele przypomniałem wiosną tego roku.

Przy wejściu do sali w której stały pojazdy specjalnej różnych służb, była też gablota z przeważnie dość starymi modelikami w różnych skalach. Znalazłem w niej również modele, która mam w mojej kolekcji. 

Z okien muzeum można też podziwiać panoramę jednej z dzielnic Stuttgartu – Unterturkheim i znajdujący się przy tej samej ulicy stadion słynnego klubu piłkarskiego VFB Stuttgart (obecnie Mercede-Benz Arena).

W sali poświęconej pojazdom znanych osobistości wystawione są pojazdy różnych VIPów: 

Wiadomo, że Niemcy piłkę kochają. Nie mogło więc i w muzeum zabraknąć akcentów z nią związanych. Tu autokar Mercedes-Benz O 302, którym podróżowała słynna „złota drużyna” w takcie Mistrzostw Świata w 1974 roku.

Tu słynny pojazd kanclerza Niemiec Konrada Adenauera. To właśnie od nazwiska słynnego kanclerza model ten dostał w języku potocznym ksywę „Adenauer”.

A to Mercedes 770 należący niegdyś do cesarza Japonii.

W sali był też Mercedes, którego po raz ostatni widziałem w Warszawie na Radzymińskiej (niedaleko mojego domu) w 1998 roku. Auto, którym w trakcie jednej z pielgrzymek do Polski poruszał się Jan Paweł II.

W muzeum są nie tylko pojazdy zabytkowe. Są ciekawe prototypy (jak ten powyżej) oraz całkiem świeże auta które można zobaczyć na ulicach. 

Jedna z sal była poświęcona słynnemu modelowi C111. Niestety aut nie udało mi się dobrze sfotografować, uwieczniłem za to wiekowy już dziś silnik tego pojazdu:  

Nie, tym razem to nie modeliki. To prawdziwe samochody, które znajdują się na najniższym poziomie wystawy. Ta ekspozycja jest ostatnim mocnym akcentem, kończącym „podróż w czasie” : 

W ścianach sali gdzie są wystawione auta wyścigowe i rajdowe znajdują się gabloty z silnikami takich pojazdów. Powyżej silnik z bolidu F1. 

N końcu tej sportowej ekspozycji stoją obok siebie dwa auta formuły 1. Zabytkowe i współczesne. Dzięki zdjętym i podwieszonym nad nimi fragmentom nadwozi można zobaczyć, co takie auta kryją w swym środku i sprawdzić jak bardzo zmieniła się technika stosowana w takich autach, w trakcie ostatnich 60 lat:

Na koniec pamiątkowe zdjęcie całej nasza grupy przed muzeum oraz widok na pobliski firmowy salon, a właściwie centrum obsługi klienta:  

pozdrawiam

Reklamy

246. Zdobycze z Allegro (cz.2) – Mercedes-Benz L406D

      Wszystkim czytelnikom tego bloga życzę

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

   Wesołych i zdrowych Świąt Wielkiej Nocy.

Tak złożyło, że modele samochodów marki Mercedes-Benz to w mojej kolekcji jakby osobna pod-kolekcja.  Spośród modeli samochodów różnych marek najwięcej mam modeli Mercedesów. I nawet nie dlatego, że modeliki samochodów tej marki należą do najbardziej pożądanych przez kolekcjonerów. Po prostu wielu z nich nie można nie mieć, jeśli zbiera się modele aut w historii motoryzacji ważnych, a zarazem naprawdę popularnych.

Poza tym, Merceds-Benz to jedna z nielicznych marek, której produkty to nie tylko znane i podziwiane powszechnie samochody osobowe czy sportowe, ale także pojazdy użytkowe: popularne samochody dostawcze, dobrze wszystkim znane samochody ciężarowe, a także pojazdy specjalne i autobusy. Dlatego w mojej kolekcji, nie mogło zabraknąć modeli pojazdów użytkowych. Ciężarówek mam w kolekcji kilka, autobusy tylko 2. Za to samochodów dostawczych mam najwięcej, wszystkich razem 8.

Latem 2008 roku, na Allegro nabyłem model zielonego Mercedesa L319. Kiedy go tu prezentowałem, napisałem: „Modelik jest bardzo ładny, niestety nieszczególnie pasuje do mojej „pod-kolekcji” modeli samochodów użytkowych Mercedes-Benz. Jest to model samochodu o ponad 20 lat starszego, niż model najstarszego  użytkowego Mercedesa jaki dotychczas miałem.” I była to prawda, ale do niedawna. Po ostatnim zakupie, już tak nie jest.  

59.blog_sd_3167381_3329636_tr_mercedes_319_-1b

Mercedes-Benz L319 (z lat 1956-1967)

59.blog_sd_3167381_3329636_tr_mercedes_319_-2b

Dwa lata wcześniej, w 2006 roku Mercedes-Benz uroczyście obchodził 50 lecie produkcji ciężkich samochodów dostawczych, bo właśnie modelem L 319 została ona zapoczątkowana w 1956 roku. Sześćdziesięciolecia marka raczej obchodzić nie będzie, bo historia takich aut to już rozdział zamknięty. Ale tę dość długą, bo 57 letnią historię warto tu chyba przypomnieć.

Mercedes L 319 był pierwszym po wojnie prawdziwym autem dostawczym tej marki i jego wprowadzenie na rynek wypełniło blisko 20 letnią lukę w produkcji samochodów dostawczych Mercedes-Benz. Dlatego właśnie ten model można właściwie uważać za protoplastę wszystkich późniejszych dostawczych aut tej marki, tak dobrze znanych również z naszych dróg, a zwłaszcza ulic. Samochód początkowo produkowany był w macierzystych zakładach Mercedes-Benz w Sindelfingen, (gdzie dziś powstają auta osobowe wyższych klas), jednak w 1961 roku jego produkcję przeniesiono do dawnych zakładów Auto-Union w Düsseldorfie. W fabryce tej do dziś produkowane są furgony Mercedes-Benz Sprinter i Volkswagen Crafter.

Następcą L319 został wprowadzony na rynek w 1967 roku model T2, o nowym oznaczeniu sprzedażnym L406D i podobnych (używanym zresztą z niewielkimi zmianami do dziś), gdzie pierwsza cyfra oznacza DMC (dopuszczalną masę całkowitą) zaś pozostałe moc silnika. Z czasem w oznaczeniach zrezygnowano z liter i zostały same cyfry. I tak np. Sprinter 516 ma DMC 5 ton i moc silnika 160 KM. „Stary” model T2, jakim był L406D, miał w Niemczech potoczną nazwę „Düsseldorfer” (pochodzącą od zakładów w, których był produkowany). Samochód był większy od poprzednika i produkowany w wielu wariantach. Co ciekawe, niektóre odmiany wytwarzanych na jego bazie autobusów charakteryzowały się szerszym niż standardowe nadwoziem, co jest do tej pory w samochodach nie tylko dostawczych, sporym ewenementem.

To własnie jego modelik wylicytowałem na Allegro dwa tygodnie temu i dotarł do mnie razem z opisywaną tu poprzednio Tatrą 148:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Wprowadzenie dla nowego modelu auta dostawczego oznaczenia T2 miało zresztą swój sens, ponieważ w roku 1977 Mercedes-Benz wprowadził na rynek mniejszy i lżejszy, zupełnie nowy samochód dostawczy, z całkiem nowej rodziny aut o oznaczeniu T1. Jego następcami były wprowadzone do produkcji w 1995 roku popularne również u nas Sprintery T1N (typoszeregów 901-905), a także produkowany obecnie Sprinter typoszeregu 906. Przez wiele lat marka miała zatem w ofercie dwa zupełnie różnej wielkości „pełnokrwiste” pojazdy dostawcze: T1, później T1N oraz T2, czyli pokazany tu właśnie model.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Samochodem tym miałem zresztą okazję się przejechać, bo w 1986 roku właśnie takiego „Düsseldorfera”, na kilka tygodni przed zakończeniem pracy na kontrakcie w Niemczech, kupił jeden z kolegów z którymi tam pracowałem i jako „mienie przesiedlenia” sprowadził do Polski.

Na temat historii zakupu modelika, nie będę się rozwodził, bo opisałem ją niedawno przy okazji prezentacji Tatry 148. Modelik w opcji „kup teraz” kosztował na Allegro 58 złotych, a za przesyłkę (razem z Tartą) zapłaciłem złotych 13. Modelik podobnie zresztą jak Tatra pochodzi z serii modeli wydanej przez niemieckie wydawnictwo Atlas Verlag.

Nie jest to jednak typowy model z serii „gazetowej” jakim jest Tatra, ale zaadoptowany na potrzeby serii „Legendarne samochody użytkowe” model kolekcjonerski francuskiej firmy Norev. Na modelik „Düsseldorfera” od dłuższego czasu miałem „apetyt”, bo wypełnił lukę między L319, a modelem następcy L406D, czyli modelem Mercedesa 508D, jaki mam w kolekcji od kilkunastu lat.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

W przeciwieństwie do Tarty, w której praktycznie nie robiłem żadnych poprawek, w modeliku L408D byłem zmuszony trochę pogrzebać i to dwa razy. Na początku, zaraz po rozpakowaniu okazało się, że całe wnętrze kabiny zostało źle zmontowane. Deska rozdzielcza wystawała ponad dolną krawędź przedniej szyby, a ścianka oddzielająca kabinę od „paki” była pochylona mocno do tyłu. Do modelika trzeba się było więc „jakoś dobrać”. Na szczęście, inaczej niż w Tatrze i pokazywanym też niedawno czołgu, podwozie nie zostało do „pudła” przykręcone idiotycznymi śrubkami z trójkątnym nacięciem wewnętrznym, a zwykłymi śrubkami z nacięciem pod „krzyżak”, ale o ile śrubka z przodu była widoczna, o tyle śrubka z tyłu została gdzieś ukryta.

Trochę się nad tym „nakombinowałem”, bo po odkręceniu śrubki z przodu nijak nie mogłem wyciągnąć podwozia. W końcu zacząłem manipulować przy kole zapasowym i wyrwałem je z podwozia na siłę. Pozostałości czopa mocującego koło do podwozia rozwierciłem i w dość głęboki otwór, jaki odsłonił się w podwoziu, wsadziłem śrubokręt. Okazało się, że tylna, ukryta śrubka znajduje się przy samym dachu modelika i dopiero kiedy ją odkręciłem udało mi się wyciągnąć podwozie. Naprawa wkładki wnętrza też przysporzyła trochę kłopotów, bo okazało się, że jeden z bolców centrujących wkładkę w podwoziu, co prawda jest i siedzi tam gdzie powinien, ale od wkładki wnętrz został w trakcie niezbyt starannego montażu odłamany. Przyklejenie go do wkładki, też nie było łatwe, bo bolec ma tylko ok 1 mm średnicy i z doświadczenia wiem, że precyzyjne przyklejenie w odpowiednim miejscu takiej „drobinki” do płaskiej zupełnie powierzchni, wcale takie proste nie jest. Kiedy się w końcu to udało, postanowiłem poprawić tylne zawieszenie.

Modelik od początku stał krzywo. Powodem były nierówno wywiercone otworki przez które przechodzi tylna oś. Z podwozia musiałem wymontować całe zawieszenie tylne. Na szczęście, jak na prawdziwy „kolekcjonerski” model przystało, zostało ono wykonane „z głową”. Imitacja tylego mostu wraz z resorami i wałem napędowym została w modeliku wykonana jako osobny element. Udało się go wymontować z płytki podwozia, bo na nie został do niej przyklejony, a siedział na 5 drobniutkich bolcach „zalutowanych” na gorąco od wewnątrz. Po wymontowaniu mostu, wykręciłem z niego tylną oś, a następnie zakleiłem drobnymi opiłkami z czarnego plastiku otworki przez które oś przechodzi. Kiedy klej wysechł wywierciłem nowe otworki we właściwych miejscach. Zamontowałem oś i całość (imitację mostu) wcisnąłem z powrotem w płytkę podwozia.

Poprawiony modelik wylądował na półce w gablotce.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

W Wielką Sobotę, korzystając z chwili przerwy w trakcie przedświątecznej krzątaniny, wyniosłem modelik na balkon, ustawiłem na parapecie i zrobiłem zdjęcia. Nie wyszły one jednak najlepiej, gdyż biały modelik na tle białej ramy okna nie wyglądał najlepiej, dlatego miedzy modelik a ramę postanowiłem jako tło wstawić szarą tekturkę, jaka usztywnia gazetki z serii „Kultowe Auta PRL”. Udało się zrobić kilka zdjęć. Pogoda nie była jednak najlepsza i kiedy robiłem zdjęcie modelika od tyłu, zawiał chyba wiatr, który poruszył tekturką i zanim się obejrzałem, modelik zjechał z parapetu i spadł z wysokości 1 m na terakotę.

W pierwszym momencie byłem przerażony i pomyślałem sobie „no ładnie”. Modelik jest dość masywny, całe nadwozie ma wykonane z metalu i waży niemal czterokrotnie więcej niż przeciętny modelik z serii  „Kultowe Auta PRL” (czyli np. Polonez).

O dziwo, modelik okazał  się bardzo solidny, a uszkodzenia niewielkie. Oprócz kilku drobnych uszkodzeń lakieru, na rogach dachu i niewielkiego otarcia na masce, w modeliku skrzywiło się tylko lewe lusterko, odpadło szkło tylnej prawej lampy, i oczywiście trochę prowizorycznie zamocowane przy poprzednich poprawkach koło zapasowe. Niestety do prezentacji na blogu się nie nadawał.

Późnym wieczorem, kiedy domownicy poszli spać, przystąpiłem do naprawy. Lusterko wyprostowałem (na szczęście nie ułamało się). Trochę więcej zabawy było z tylnymi lampami. Jednak i z tym sobie dość szybko poradziłem. Klosz lampy odłamał się od bolców mocujących go w nadwoziu. Jeden z nich zginął, więc musiałem dorobić obydwa bolce. Kiedyś wypiłowywałem takie bolce z przezroczystego plastiku. Zabawy jest przy tym co niemiara, a że przeważnie brakuje mi czasu, postanowiłem wykorzystać doświadczenia zdobyte przy innych naprawach.

W kilku modelach od jakiegoś czasu zamiast piłować, robię bolce z nasączonego klejem modelarskim styropianu. Po prostu ucinam mały kawałek styropianu z tacki po mięsie, kiełbaskach czy serach, nakładam kropelkę kleju i „kręcę” w palcach bolec. Kiedy troszkę podeschnie, wpycham go w metalowy otwór w karoserii modelika o czekam aż zupełnie wyschnie. Następnie docinam żyletką powierzchnię, do której ma zostać przyklejony mocowany bolcami element. Kiedy bolec jest twardy, wysuwam go nieco z otworu, w którym siedzi, smaruję czubek klejem, szybko przyklejam mocowany element, a następnie dociskam do powierzchni nadwozia.

Metodę tę stosowałem już klika razy i o dziwo okazała się skuteczna bardziej, niż klejenie bolców piłowanych z plastiku.  Tym razem wykorzystałem ją do naprawy odłamanego klosza tylnej prawej lampy. A żeby modelik wyglądał symetrycznie, to samo zrobiłem z lampą lewą. Po naprawie lampy wyglądają lepiej niż pierwotnie, bo punktów mocowania nie widać. Przed naprawą lampy tylne wyglądały tak, jak na zdjęciu poniżej i od początku myślałem, jak je ewentualnie poprawić:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Przy „wymuszonych” upadkiem poprawkach, zbawienne okazało się to, że tym razem nie musiałem kombinować, jak modelik rozebrać, bo zrobiłem to już wcześniej. A skoro zabrałem się za poprawki po raz drugi, postanowiłem porządnie zrobić to, czego nie zrobiłem poprzednio. Jeszcze raz naprawiłem bolec ustalający wkładkę wnętrza, który przy upadku też się ułamał. Tym razem zrobiłem to solidniej i pewniej niż poprzednio. Czop w płytce podwozia, w który bolec wchodzi, przewierciłem na wylot. W płytce podwozia  pojawiła się maleńka mało widoczna dodatkowa dziurka. (Zaznaczona na zdjęciu strzałką):

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Następnie położyłem płytkę wnętrza na podwoziu. (Płytka jest centrowana na podwoziu dwoma bolcami i tylko drugi , tylny wymagał naprawy). Przez dodatkową dziurkę przewierciłem również na wylot płytkę podłogi wnętrza kabiny i w ten ostatni otworek wkleiłem ułamany bolec. Metoda naprawy okazała się nie tylko skuteczniejsza niż za pierwszym razem, ale i znacznie mniej czasochłonna.  Zamocowałem też znacznie lepiej niż poprzednio koło zapasowe. Wciąż daje się ono z podwozia wyjąć, aby móc modelik rozkręcić, ale nie ma ryzyka, że przy pierwszej lepszej okazji odpadnie samo.

Na koniec zabrałem się za poprawki lakiernicze. Ubytki pomalowałem jednak nie modelarską farbką Humbrol nr 22, bo ta niestety żółknie po pewnym czasie, ale farbą olejną Decoral, jaką swego czasu użyłem do renowacji drzwi w mieszaniu. Na zdjęciach  powyżej pokazany jest modelik po „drugiej”, tym razem „wymuszonej” upadkiem serii poprawek.

Tyle o moich kolejnych „warsztatowych przygodach, wróćmy jednak do historii dostawczych aut Mercedes-Benz.

Następcą „Düseldorfera” (L406D) był produkowany od 1986 roku model 508D, również o oznaczeniu T2. Samochód ten otrzymał, choć podobne do poprzednika, jednak zupełnie nowe nadwozie. Jego modelik podobnie zresztą jak modelik L319 był na blogu prezentowany, ale aby łatwiej było się czytelnikom połapać, o czym mowa, postanowiłem jego zdjęcia powtórzyć:

59.blog_sd_3167381_3329636_tr_mercedes_t2_3b

Mercedes-Benz 508D serii T2 (z lat 1986-1996):

59.blog_sd_3167381_3329636_tr_mercedes_t2_2b

Z kolei T2 „nowy”, bo tak w odróżnieniu od prezentowanego nieco wyżej L406D („stary” T2) określany jest fachowo Mercedes-Benz 508D, doczekał się „następcy” w postaci modelu Vario w roku 1996. Ale Mercedes-Benz Vario zewnętrznie to właściwie stary dobry model T2 (produkowany od 1986 roku) po faceliftingu obejmującym właściwie tylko atrapę i przenie lampy. Trudno więc go nazwać „następcą” w pełnym tego słowa znaczeniu.

Po upadku Muru Berlińskiego i całej NRD, Vario powstawał nie w Düseldorfie, a w Ludwigsfelde pod Berlinem, w zakładach w których produkowane były wcześniej doskonale znane w Polsce ciężarówki IFA. Jeśli uznać modele T2 (nowy) i Vario za ten sam model samochodu, bo tak właściwie było, to okaże się on jednym z najdłużej produkowanych modeli marki Mercedes-Benz w historii. Produkcję Vario zakończono definitywnie w 2013 roku, a więc ostatnia odmiana ciężkiego samochodu dostawczego Mercedes-Benz powstawała przez 27 lat, co w historii motoryzacji jest swego rodzaju rekordem.

W mojej kolekcji jest Vario w wersji skrzyniowej. Też było prezentowane na blogu. Kiedy je dostałem, zastanawiałem się czy się go nie pozbyć, bo w kolekcji mam też skrzyniową wersję „nowego” T2 i modele są prawie identyczne. (Modelik Vario powstał jako nieznacznie poprawiona kopia prezentowanego w albumach modelika T2).

Teraz go sobie raczej na pewno zostawię, bo po ostatnim zakupie modelika L406D udało mi się skompletować cały, pełny historyczny ciąg modeli najcięższych dostawczych Mercedesów-Benz. Ciąg, którego historia trwała niemal 60 lat, ciekawy również o tyle, że na następcę Vario wcale się nie zanosi, choć prezentowane tu modele, właściwie poważnych konkurentów, jako największe z dostępnych na rynku furgony, nigdy nie miały.

W ofercie koncernu rolę jaką pełniła skrzyniowa odmiana Vario (czy też odmiana pod zabudowy – kabina z ramą) przejął niejako Mitsubihi Canter. Jednak nie cieszy się on taką popularnością, jaką cieszyły się opisane tu pojazdy. Jeśli w ogóle, w przypadku Cantera, można o jakiejkolwiek popularności mówić.

pozdrawiam

 

P.S.

Nareszcie w weekend udało mi się wyciągnąć z pudeł pozostałe pokazane tu modele i po ostatnim zakupie białego L406D mój prawie pełny historyczny ciąg modeli najcięższych dostawczych Mercedesów-Benz wygląda teraz tak: 

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

238. Milanówek piękny jest i basta – Mercedes-Benz 540K

Na koniec roku miał być tu Mercedes i jest Mercedes, co prawda nie ten, który miał być, ale Mercedes to Mercedes, więc nie wybrzydzajmy i cieszmy się tym co jest.  A historia opisywanego dziś tutaj modelika Mercedesa 54oK, jest niemal tak długa jak historia całej kolekcji.

W październiku 1985 roku zamieszkałem przy ul. Kölnerstrasse, w mieście Troisdorf w RFN (gdzie wyjechałem na zagraniczny kontrakt). Już na samym początku pobytu, moją uwagę przykuł znajdujący się w sąsiedniej kamienicy sklep z zabawkami i w pierwszych dniach pobytu go odwiedziłem. W sklepie oprócz zwyczajnych zabawek znajdował się stojak z modelikami w skali 1:43  Były to głównie modele starych, prawie wyłącznie przedwojennych samochodów z serii L’Age d’Or francuskiej  firmy Solido. Modeliki, jak na moją skromną wówczas kieszeń, były dość drogie. Każdy kosztował 20 marek niemieckich. Moja kolekcja, którą zacząłem tworzyć rok wcześniej, liczyła wówczas kilkanaście sztuk i każdy z modeli, które w sklepie widziałem, byłby dla mnie wyjątkowo cenny. Ponieważ byłem na tzw. okresie próbnym, każda zarobiona marka była dla mnie (ubogiego przybysza z PRL) jednak bardziej cenna. Toteż nawet nie przyszło mi do głowy jakikolwiek z modeli sobie kupić.

Okazja do kupienia jednego z tych modeli nadarzyła się rok później. Od początku zbierania modeli, chciałem mieć w kolekcji jakiś model auta przedwojennego z charakterystycznymi obłymi, głęboko-tłoczonymi błotnikami. Auta takie pamiętałem z dzieciństwa, gdyż w połowie lat 60-tych, w Żyrardowie gdzie wówczas mieszkałem z rodzicami, samochody takie wciąż można było na ulicach spotkać. W połowie 1986 roku nabyłem co prawda plastikowy modelik Citroena BL11 do sklejania, firmy Heller, ale w pamięć zapadł mi czerwony Mercedes 540 K ze sklepu obok mojego niemieckiego mieszkania.

W styczniu 1987 roku, zaraz po powrocie ze świątecznego urlopu w Polsce, kiedy już dość dobrze mówiłem po niemiecku, po raz kolejny wstąpiłem do sklepu z zabawkami i wreszcie kupiłem modelik. Nie za 20, ale za 13 marek, bo modelik miał wadę. W jednym z kół pęknięta była plastikowa opona i właściciel sklepu widząc mnie już któryś raz oglądającego modelik, z uwagi na wadę sprzedał mi go taniej.

Modelik był cały czerwony i miał zdejmowany biały dach z tworzywa, ale ponieważ był to modelik auta pięcioosobowego, miałem zamiar dorobić do niego imitację złożonego dachu, aby wyglądał jak rasowy przedwojenny kabriolet. Zamiaru tego jednak nie zrealizowałem, bo kilka lat później, w roku 1990 (w trakcie mojego drugiego pobytu w Niemczech), na jednym z pchlich targów (zwanych tam flohmakt) trafiłem taki sam modelik Mercedesa w kolorze niebieskim, ze złożonym dachem, też w oryginalnej witrynce Solido. Modelik był w idealnym stanie, a sprzedający oddał mi go za całe 6 marek.  Po kliku latach postanowiłem „oczyścić” trochę kolekcję i w 2000 roku, na giełdzie w Starej Gazowni sprzedałem czerwonego Mercedesa (za 30 zł) zaś niebieskiego włączyłem do kolekcji już na stałe .

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

W 2002 roku, dwukrotnie, w trakcie podróży służbowych miałem możliwość zwiedzania  Mercedes-Benz Museum w Stuttgarcie (jeszcze w starej jego siedzibie). Z obu wizyt, najbardziej w pamięć wrył mi się ogromny i wyeksponowany tuż przy wejściu czerwony roadster 540K z 1937 roku. Samochód jednak różnił się kształtem od modelika z mojej kolekcji.

238. Mercedes 2

Mój modelik był do niego podobny, ale czerwony Mercedes widziany w muzeum różnił się zarówno przodem jak i tyłem.

238. Mercedes 3

W muzeum nie napotkałem wersji podobnej do mojego modelika, więc zacząłem poszukiwać informacji na temat tego samochodu. Mniej więcej w tym samym czasie wpadło mi w ręce niespotykane dzieło o samochodach tej znanej i podziwianej marki, dwutomowa wydana przez Classic Center Mercedes-Benz historia marki. Były w niej opisy, dane techniczne, a przede wszystkim zdjęcia, wszystkich wyprodukowanych przez tę markę modeli od początku jej istnienia. W dość opasłym, pierwszym i liczącym kilkaset stron tomie poświęconym autom przedwojennym, znalazłem jedno jedyne zdjęcie auta z 1939 roku wyglądającego dokładnie tak, jak mój stary modelik Solido. Oto podobne zdjęcie, które znalazłem kilka miesięcy temu w Internecie:

Mercedes 540K

Po ustaleniu, że widziany w Stuttgarcie 540K to znacznie bardziej znany z literatury i starszy model 540K doszedłem do wniosku, że watro byłoby jego modelik zdobyć. Problem polegał na tym, że kilkanaście lat temu żadna firma nie robiła niedrogiego, a dobrego jakościowo modelika tego samochodu.

Na początku 2008 roku na Allegro pojawił się dość rzadki i stary modelik Mercedesa 540K firmy Cursor. Modelik licytowałem i w końcu wygrałem. Transakcja nie doszła jednak do skutku. W jej trakcie znalazłem w sieci kilkanaście zdjęć modelika, jednak jego skalę udało mi się bezspornie ustalić dopiero po zakończeniu aukcji. Modelik okazał się być nie w skali 1:43 (jak było w opisie aukcji) ale w skali 1:48, a więc był sporo za mały i nie pasowałby do mojej kolekcji. Po kliku dniach zwróciłem się do serwisu Allegro z tą informacją. Transakcja została anulowana i co ciekawe po całej historii dostałem jeszcze pozytywny komentarz na moim koncie. (Notabene, wiosną tego roku miałem podobną sytuację, z tym, że teraz faktyczny adres sprzedającego nie zgadzał się z podanym przez Allegro. Kiedy zwróciłem się do serwisu o anulowanie transakcji, otrzymałem informację iż takiej możliwości nie ma i musiałem modelik kupić).

Mniej więcej w tym samym czasie, co niedoszła do skutku transakcja, na giełdach i na Allegro zaczęły się pojawiać również czerwone, ale wykonane z całą pewnością w skali 1:43 modeliki Mercedesa 540K firmy IXO z zagranicznych serii gazetowych. Modeliki te widywałem na giełdach, jednak nie do końca mi się podobały. Dlaczego?

Po pierwsze elementy chromowane, tak istotne w przypadku modeli starych samochodów, nie zostały wykonane tak, jak w większości modeli jakie mam w kolekcji. (Szczerze mówiąc wyglądały na co prawda dobrze położoną srebrną farbę, ale nie na chrom). Po drugie nie podobała mi się chłodnica, w której cały środek, oprócz okalającej ją ramki był czarny, co w połączeniu z nie najlepiej wykonaną imitacją elementów chromowanych pogarszało dodatkowo wygląd modelika. Po trzecie nie podobały mi się ceny oferowanych modelików, gdyż oscylowały w granicach 50 złotych, a więc modelik był dwukrotnie droższy niż kupowane w kioskach pierwsze i bardzo wyczekiwane modele z serii „Kultowe Auta PRL”, jaka właśnie we wrześniu 2008 roku się na polskim rynku pojawiła. Z tych względów zakup czerwonego IXO sobie na jakiś czas odpuściłem.

Dokładnie ten sam model tylko w kolorze czarnym pojawił się zresztą polskiej w serii „Legendarne Samochody” (wydawnictwa Amercom) na przełomie 2010 i 2011 roku. Zastanawiałem się nawet nad jego zakupem, zwłaszcza, że w kioskach kosztował tylko 20 złotych. Doszedłem jednak do wniosku, że przemalowanie go na kolor czerwony, będzie nie tylko kłopotliwe, ale i bardzo czasochłonne. A czas, zwłaszcza w ostatnich latach, jest dla mnie rzeczą bardzo cenną.

Wiosną tego roku , a konkretnie na początku maja, zacząłem obserwować na Allegro aukcję modelika Mercedes-Benz 540K Special Roadster w kolorze czerwonym, dokładnie takiego, jakiego zakup, głównie z powodu pogoni za kolejnymi numerami „Kultowych Aut PRL” sobie w ostatnich latach odpuszczałem. Pod koniec aukcji, zalicytowałem i wygrałem. Modelik w oryginalnej witrynce „poszedł” za całe 15 złotych. Do wylicytowanej kwoty, zazwyczaj trzeba doliczyć jeszcze koszty przesyłki, (ok 10 złotych). Tym razem postanowiłem jednak nie czekać na przesyłkę, a modelik odebrać osobiście.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Modelik został wystawiony z Milanówka i tam też był do odebrania. A, że Milanówek piękny jest i basta, postanowiłem zrezygnować z przesyłki pocztą, zrobić sobie miłą wycieczkę i przypomnieć sobie tę miejscowość, z którą urokiem moim skromnym zdaniem, w okolicach Warszawy może konkurować tylko Konstancin.

O tym, że Milanówek piękny jest i basta miałem możliwość kilka razy się już wcześniej przekonać. Ostatni raz byłem w Milanówku kilka lat temu. Kiedy moi rodzice wyjechali do sanatorium przeniosłem się pod ich nieobecność do Piastowa, aby „pilnować” ich domu i przy okazji znacząco skrócić sobie dojazd do pracy. W trakcie jednego z takich krótkich dojazdów do pracy, z radia w samochodzie dowiedziałem się o IV edycji Festiwalu Otwarte Ogrody w Milanówku. Był początek czerwca 2009 roku, pogoda była piękna, festiwal odbywał się w weekend, z Piastowa do Milanówka nie jest daleko, dlatego w ów weekend przyjechała do mnie żona i razem wybraliśmy się na miłą wycieczkę do Milanówka. W trakcie festiwalu była rzadka możliwość zwiedzania prywatnych ogrodów i willi, które zazwyczaj można podziwiać tylko z za płotu. W trakcie owej wycieczki byliśmy na koncercie, zwiedziliśmy stoiska z  milanowskim jedwabiem usytuowane w pięknym parku, byliśmy na koncercie na terenie ogrodu pięknej prywatnej willi. Zwiedziliśmy też położoną na obrzeżach Milanówka malowniczą, przedwojenną, a wzniesioną na pagórku willę i ogród znanego profesora Akademii Sztuk Pięknych i kilka jeszcze innych ciekawych miejsc. Toteż teraz, kiedy postanowiłem pojechać do Milanówka prosto z pracy, zupełnie inną niż zazwyczaj drogą, nie miałem żadnych problemów z odnalezieniem domu, w którym miałem modelik odebrać.

238. Mercedes 6

Z mojej pracy nie jest zresztą do Milanówka daleko (ok. 10 km), o ile zna się drogę. Kolega z pracy, który od jakiegoś czasu mieszka w Błoniu wytłumaczył mi jak mam tam dojechać i dlatego postanowiłem zrobić sobie tę wycieczkę. Z Milanówka nie wróciłem zresztą do Warszawy, ale pojechałem do mamy, do Piastowa gdzie (jak już od dłuższego czasu raz w tygodniu to robię) przenocowałem. W ten sposób na benzynę wydałem mniej więcej tyle, co za przesyłkę pocztową, a przy okazji popatrzyłem sobie na to miasto-ogród, jakim jest podwarszawski Milanówek.

238. Mercedes 7

Mojej wiekowej już niestety mamie modelik bardzo się spodobał. Ja też byłem zadowolony. Modelik był nowiutki, na podstawce i w witrynce. Dopiero w domu, w Warszawie okazało się, dlaczego sprzedający wystawił go za tak niską kwotę.

Otóż po odkręceniu modelika od podstawki, okazało się, że był on do niej przykręcony zbyt mocno i prawdopodobnie zamocowany był do podstawki przez dłuższy okres czasu, tak, że opony w tylnych kołach odkształciły się i w miejscy gdzie przylegały do podstawki, na obwodzie obu tylnych opon utworzyły się kilkumilimetrowej długości płaskie „placki”, przez co modelik kiedy jechał (np. po stole) podskakiwał.

238. Mercedes 8

Postanowiłem temu jakoś zaradzić. Zadzwoniłem do kolegi z pytaniem, czy w swojej „kolekcjonerskiej” karierze spotkał się z czymś takim. Odpowiedział, że owszem i od razu powiedział jak on „naprawia” odkształcone oponki. Otóż kolega zazwyczaj w podobnych przypadkach zdejmował oponki z felg i ugniatał je palcami tak długo, aż troszkę się rozgrzały. Wtedy zazwyczaj wracały one do swego pierwotnego okrągłego kształtu. Ja miałem jednak obawy przed takim ugniataniem, bo oponki w modeliku mają pomalowane boki i obawiałem się, czy przy zbyt długim i intensywnym ugniataniu biała farba nie zacznie z nich schodzić. Też ugniatałem oponki w miejscu, gdzie utworzył się płaski „placek”, ale robiłem to ostrożnie. Kiedy „placek” nie był już zupełnie płaski i na oponce w miejscu gdzie było spłaszczenie zaczęła się tworzyć powierzchnia owalna, zamontowałem oponki na koła i odstawiłem modelik. Obserwowałem co się będzie dalej działo. Po kilku dniach znów ściągnąłem oponki, pougniatałem je trochę i znów zamontowałem. Jednak pomimo, że modelik nie był przykręcony do podstawki, jeszcze po tygodniu miejsce odkształcenia było wciąż widoczne. Po jakimś czasie, po raz kolejny ściągnąłem oponki, jednak tym razem, w trakcie tej operacji jedno z kółek zostało mi w ręku. Okazało się, że podobnie jak swego czasu w Simce 1100  w jednym z kółek pękła „naba” (wystający z koła nadlew), w który wbita jest ośka i kółko odpadło od modelika. Nie chciało mi się jednak bawić z klejem ośki żywicą. Pękniętą „nabę” skleiłem klejem modelarskim, po czym naciągnąłem na nią z zewnątrz kawałek sprężynki, który odciąłem ze sprężynki od długopisu. Kilka metalowych zwojów oplotło „nabę” i teraz już koło siedzi pewnie na ośce.

Naprawa piasty M-B_1b

Po uporaniu się z awarią, dałem sobie spokój z dalszym „prostowaniem” opon. Odkręciłem śrubki mocujące górną cześć nadwozia do płyty dolnej, w której są odlane błotniki i w ten sposób dostałem się do atrapy chłodnicy. Okazało się, że w atrapie pomalowana jest tylko okalająca ją ramka, zaś cały środek to zwykle czarne nie pomalowane tworzywo. Pomalowałem je na srebrno, ale nie farbką Humbroll, a olejnym pisakiem, jaki swego czasu kupiłem w sklepie dla plastyków .

Po zakończeniu tych działań postanowiłem jeszcze trochę modelik upiększyć. Wszystkie elementy, które powinny być chromowane postanowiłem troszkę spolerować. Robiłem to różnie, a to wacikiem do uszu, a to bawełnianą starą pieluchą. Cóż ładnie położony chrom (czy raczej farba typu Alclad) jest nie do zastąpienia przez najlepszej nawet jakości farbkę srebrną, jaką w modeliku pomalowano atrapę, zderzaki lampy i kilka innych elementów.  Jednak moje zabiegi z polerowaniem tych elementów poprawiły ich wygląd.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

W porównaniu ze stosunkowo nowym modelikiem IXO z serii gazetowej, stare Solido, bo wg. napisu na podwoziu, powstałe jeszcze w 1978 roku, broni się absolutnie i zwłaszcza na zdjęciach nie prezentuje się gorzej.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

 Obie trochę podobne, a trochę inne odmiany tego samego auta wyglądają ciekawie i fajnie się uzupełniają.

pozdrawiam i

jako, że zbliżają się najmilsze (chyba) święta w roku, wszystkim czytelnikom tego bloga pragnę przesłać taką oto świąteczną kartkę,  która jak najbardziej wiąże się z aktualnym wpisem:

 

SONY DSC

192. Warsztatowe przygody – Wartburg 311 Coupe i M-B 320D

Wszystkim bywalcom tego bloga

W ubiegłą niedzielę ( 9 grudnia) postanowiłem poświęcić trochę więcej czasu mojemu hobby i wybrałem się na giełdę. Odbywa się ona już od kilku lat w gimnazjum przy ul. Conrada w Warszawie, w drugą niedzielę ostatniego miesiąca każdego kwartału.

Na giełdę dotarłem dość późno, bo w sobotę dość późno (mimo wcześniejszych zamiarów) położyłem się spać. Rano kiedy wstałem, było już po 9-tej i najpierw zabrałem się za przygotowanie śniadania. W domu od lat utarł się taki zwyczaj, że w weekendy śniadania przygotowuję ja. Włączyłem też radio i w trakcie przygotowywania śniadania, parzenia kawy, a później spokojnego jedzenia (już razem z żoną) wysłuchałem niemal do końca „Śniadania z Radiem Zet”. Potem szybko się ogoliłem, wziąłem prysznic, ubrałem się i wyszedłem. Wskoczyłem do samochodu i przed gimnazjum na Conrada zaparkowałem dopiero dobrze po 10-tej.

Na giełdzie króluje skala 1:43. Jest także kilka stoisk dla miłośników mniejszych modeli (zwłaszcza firmy Matchbox). Jednak od kilku lat  tematem przewodnim giełdy są oczywiście modele z serii „Kultowe Auta PRL”. Modeli z tej serii jak i serii pokrewnych (zwłaszcza rosyjskich) jest tam całe mnóstwo. Poza tym koledzy, którzy na kanwie „kultowego szaleństwa” zajęli się budową konwersji i wytwarzaniem od podstaw modeli, których w „kultowej” serii z całą pewnością nie zobaczymy, wystawiają swoje dzieła. Wiele z nich jest na prawdę unikatowych i ciekawych.

Zanim wszedłem na dużą salę, już na korytarzu przed nią pooglądałem wystawione tam modeliki. Na jednym z trzech stoisk, które tam zazwyczaj są, jeden z kolegów wystawia „Kultowe Auta PRL”, a że cen nie ma zaporowych, kilka modeli już od niego na poprzednich giełdach kupiłem. Po chwili rozpocząłem „obchód” po dużej sali. Przywitałem się z kolegami, których znam z giełd od dobrych kilkunastu lat i trochę sobie z nimi pogadałem. Na stoiskach nie zauważyłem jednak niczego, co by mnie szczególnie zainteresowało. Salę obchodziłem kilka razy i oglądałem to i owo. Pod koniec giełdy, kiedy już miałem dobre rozeznanie co ewentualnie mnie interesuje, wróciłem do stoisk na korytarzu.

Dwa miesiące temu, w kioskach ukazał się modelik Wartburga 311 Coupe z serii „Kultowe Auta PRL”.  Modelik oglądałem w Empiku i zaprzyjaźnionym „kultowym” kiosku, jednak na jego zakup nie zdecydowałem się. Modelik wymagał poprawek. Nie wyglądał najlepiej i choć przeglądając wcześniej zapowiedzi postanowiłem go kupić, to jego zakup we wrześniu sobie odpuściłem. Poza tym w połowie września byłem zajęty przygotowaniami do wyjazdu na „spóźnione” wakacje i nie chciałem sobie zawracać głowy kolejnym modelikiem.

Po „obchodzie”, przy stoisku na korytarzu obejrzałem modelik „kultowego” Wartburga, a że kolega opuścił nieco jego cenę, kupiłem go za całe 20 zł, pożegnałem się z kolegami i wróciłem do domu.

Kilkanaście dni temu, a także w okresie kiedy modelik się ukazał, w „kultowym” kiosku oglądałem modelik, który się tam „przeleżał” i wiedziałem, co trzeba w nim poprawić. Dlatego zaraz po powrocie z giełdy, zwłaszcza, że tej niedzieli akurat w trakcie trwania giełdy popsuła się pogoda i nie wybrałem się na niedzielny spacer, przystąpiłem do poprawek modelika. Kiedy wcześniej oglądałem modelik myślałem, że przeróbka nie będzie kłopotliwa i da się ją zrobić w miarę szybko. Jednak jak zwykle po dokładnym obejrzeniu wyjętego z opakowania i rozkręconego modelika okazało się, że sprawa nie jest już taka prosta i oczywista.

Nie tylko mój modelik ale i inne „kultowe” Wartburgi mają fabryczną wadę. Szyba przednia jest w nich nieco za wysoka, przez co dach w przedniej części jest za bardzo uniesiony. Nie tylko deformuje to linię tego jednego z najładniejszych pojazdów jakie ukazały się w krajach dawnego bloku wschodniego, ale jeszcze między dolną krawędzią szyby, a nadwoziem jest jakby szpara. Postanowiłem ją zlikwidować i wpuścić przednią szybę bardziej w głąb nadwozia, a przy okazji obniżyć nieco przednią część dachu. Początkowo, jeszcze przed zakupem modelika sądziłem, że wystarczy troszkę podciąć na dole przednie słupki i będzie po sprawie. Po rozebraniu modelika okazało się, że małe trójkątne szybki z przodu drzwi (zwane w fachowym slangu nadwoziarzy „fletnerkami”)  też opierają się o nadwozie, a poza tym mają dookoła delikatną ramkę, którą można by kiedyś pomalować np. srebrną farbką i najlepiej będzie fletnerki od dachu i słupków odciąć. W tym modeliku dach i szyby są wykonane z jednego elementu. Szyby są przezroczyste, a słupki i dach nie są metalowe, a zostały po prostu pomalowane białą farbą.

Operacja odcięcia fletnerków przy pomocy zwykłego nożyka modelarskiego okazała się jednak niemożliwa. Musiałem więc tak samo, jak w przypadku przeróbki podwozia Gaza 69, sięgnąć po opisywany ostatnio moje „narzędzie specjalne”:

Na tym zdjęciu widać nie tylko sposób w jaki, i czym odciąłem fletnerki, ale i brzydką (niepomalowaną) szczelinę między dolną krawędzią szyby (pomalowaną srebrną farbką delikatną ramką) a niebieskim nadwoziem.

Wbrew pozorom operacja odcinania wcale nie okazała się ani szybka, ani prosta. Najpierw trzeba było zwykłym nożykiem „wytrasować” szczelinę między słupkiem a drobniuśką ramką fletnerka. Dopiero gdy szczelina była wystarczająco głęboka przystąpiłem do właściwego piłowania. Odcięcie jednego fletnerka zajęło mi około godziny.  

192. Warsztat 5

Po odcięciu fletnerków, skróciłem nieco przednie słupki i wsunałem szybę ok 1mm w głąb nadwozia. Pod szybą są niewidoczne na zdjęciach zaczepy odlane razem z nią. Aby szyba nie wychodziła z nadwozia do góry, wepchnąłem między nie a nadwozie rozgniecione kawałki styropianu.

Po dopasowaniu górnej części nadwozia (szyb z dachem) do niebieskiej karoserii trzeba było jeszcze dopasować do przerobionego tak modelika odcięte wcześniej fletnerki i przykleić je z powrotem.  To też nie okazało się wcale takie proste. Elementy są naprawdę drobne i trzeba bardzo uważać przy nakładaniu kleju. Klej do tworzyw niszczy i matowi przezroczyste plastikowe szyby, jakie zazwyczaj są w modelikach. Jeśli nałoży się go zbyt mało, elementy nie skleją się. Jeśli zbyt dużo, klej łatwo rozpływa się po elementach i w efekcie szybki stają się matowe.

Po kilku próbach, i drobnej plamce po kleju na krawędzi szyby przedniej (przy lewym słupku), przyklejenie fletnerków w końcu się udało. Po poprawkach modelik wygląda nieco lepiej niż pierwotnie:

Opisywana szpara praktycznie zniknęła. a dach modelika trochę się wygiął, a z przodu obniżył się.

192. Warsztat 7

Dla porównania, poniżej zdjęcie oryginalnego modelika zaczerpnięte z Foto-bloga ZBIERANINA:

Przy tego rodzaju przeróbkach nie obejdzie się nigdy bez drobnych uszkodzeń przerabianych elementów. Nie da się uniknąć drobnych rys czy zadrapań lakieru. Tak było i tym razem. Oprócz wspomnianej plamki od kleju na szybie, z drugiej strony zarysowała ją moja „płka” kiedy w trakcie piłowania nagle wyskoczyła ze szczeliny. Również na słupkach jest kilka zadrapań jakie pozostały po operacji odcinania fletnerków. Na szczęście nie są one jednak aż tak bardzo widoczne. Modelik po poprawkach na kolana wciąż nie rzuca, wygląda jednak lepiej:

192. Warsztat 9

Przednia szyba nie jest w rażący sposób wyższa od tych w pozostałych moich „kutowych” Wartburgach:

Modelik nie jest może szczytem osiągnięć modelarstwa, ale podoba mi się. Nie mam co prawda do niego gazetki, ale w końcu kupiłem go po okazyjnej cenie, na wypadek, gdyby planowana od samego początku przeróbka nie wyszła.

A teraz jeszcze kilka słów o innej, nieco wcześniejszej przeróbce:

Wiosną tego roku nabyłem jeden z ostatnich modeli jakie ukazały się w serii „Legendarne samochody'”, modelik Mercedesa 320D. Modelik nieco podrasowałem i pół roku temu opisałem na blogu:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Modelik jest ładny, jednak kiedy go przez tych kilka miesięcy od zakupu oglądałem, denerwowały mnie przednie reflektory, a zwłaszcza zamontowane w nich zbyt małe przezroczyste wkładki imitujące szkła. Do poprawki długo się przymierzałem jednak udało mi się ją zrobić dopiero pod koniec listopada.

Stare wkładki udało mi się z lamp wyciąnąć, bez uszkodzeń. Zostawiłem je sobie. W ich miejsce dorobiłem nowe (sporo większe) „podkleiłem” taśmą ozdobną imitującą chrom i za pomocą gumy do żucia przymocowałem je do lamp:

192. Warsztat 12

Przeróbka szybka, może nie do końca „dopieszczona”, ale modelik nie był drogi, a i tak trochę się przy nim już wcześniej napracowałem. Zależało mi aby jego przód lepiej oddawał charakterystyczny wygląd dużego, starego, przedwojennego Mercedesa.

192. Warsztat 13

Tyle o moich ostatnich warsztatowych poczynaniach.

W Warszawie od tygodnia jest już zima. Leży śnieg, a temperatura nocą kilka dni temu spadła nawet do -12 stopni.

W połowie ubiegłego roku moja córka kupiła sobie za własne (zarobione w serialu) pieniądze porządny aparat fotograficzny – lustrzankę. Próbowałem ją od tego pomysłu odwieść i walczyłem z nią całą sobotę, próbując wytłumaczyć, że na jej potrzeby za połowę ceny lustrzanki można kupić zupełnie dobry kompakt z zupełnie przyzwoitym obiektywem. Jednak uparła się i lustrzankę kupiła. Na ubiegłorocznych wakacjach na Krecie córka zrobiła lustrzanką trochę zdjęć. W tym roku lustrzanka „przeleciała” się na „kanary” w tą i z powrotem (oczywiście w bagażu podręcznym, co stanowiło dodatkowy kłopot), zaś na miejscu nikt jej ani razu nie użył. Ja robiłem zdjęcia jak zwykle starą „komunijną „pstrykawką” lub komórką, zaś córka swoim Iphnem.  Kilka dni temu namówiłem ją aby przegrała mi je w końcu na mojego laptopa. Miło na nie popatrzeć kiedy za oknem szaleje śnieżyca:

Wakacje-2012-6.jpg

Wydawać by się mogło, że pustynia to pustynia i nikt na niej nie mieszka, a tu niespodzianka. Przywleczone z kontynentalnej Afryki wiewiórki rozpleniły się na Fuerteventurze.

pozdrawiam

P.S.

Nie wiem dlaczego jedne komentarze widać od razu, a inne wymagają zatwierdzenia po zalogowaniu się do bloga. Spróbuję coś z tym zrobić. Dla mnie to też jest kłopot. Jeśli dodałeś komentarz, z go nie widać nie przejmuj się. Jak tylko go znajdę, zatwierdzę i opublikuję (niestety to taki „urok” bloga po przeprowadzce na nową platformę).

180. Legendarne samochody – Mercedes-Benz 320 D

Ponad dwa lata temu w kioskach i Empikach pojawiła się druga na polskim rynku seria gazetowa z modelikami samochodów w skali 1:43. Seria „Legendarne Samochody” wydawnictwa Amercom (bo o niej mowa) nie przyciągneła zbytnio mojej  uwagi, bo rynkowym hitem w owym czasie była seria „Kultowe Auta PRL” i ona to stanowiła główny przedmiot mojego zainteresowania. Obserwująć fora internetowe odniosłem wrażenie,  że serię „Legendarne Samochody” dokładnie tak samo potraktowali serię inni kolekcjonerzy i zwykli zbieracze minaturowych autek. Na forach ma ona swoje miejsce, jednak liczba wpisów i komentarzy dotyczących tej serii była i jest nieporównywalnie mniejsza niż wątkach na temat „Kultowuch Aut PRL”.  Trudno się zresztą temu dziwić, bo pomimo nazwy, w serii nie ukazało się zbyt wile modeli naprawdę „legendarnych” aut. Ci, którzy swoją przygodę z kolekcjonowaniem modelików w skali 1:43 rozpoczęli od zbierania „Kultowuch Aut PRL” chieli by zapewne zobaczyć w niej modele takich legend motoryzacji jak Citroen 2CV, Austin Mini, Porsche 911 czy opisywany tu niedawno prze ze mnie Volkswagen „garbus”. Początkujący zbieracze zapewne chcieliby w serii zobaczyć modele aut tak naprawdę „legendarnych” dla zwykłych ludzi, a niekoniecznie modele samochodów niewatpliwie też „legendarnych”, ale już raczej dla wytrawnych znawców historii motoryzacji, jakie się w tej ukazują.  Z kolei dla kolekcjonerów z wieloletnim stażem (takich jak ja) seria nie jest zbyt atrakcyjna, i nie budzi wielkich emocji, bo wiele modeli jakie się w niej ukazały, kolekcjonerzy tacy mają od dawna (i to przeważnie w nieco lepszym wykonaniu) . Niemniej jednak seria ta nawet dla „starych wyjadaczy” może stanowić cenne źródło uzupełniania i wzbogacania istniejących już kolecji. Z tego powodu warto śledzić na bieżąco to co się w niej ukazuje i przynajmniej raz na dwa tygodnie wziąć w kiosku do ręki „legendarny” modelik obejrzeć go „na żywo” i zastanowić się czy warto go kupić, zwłaszcza, że modeliki naprawdę są niedrogie.

Do grudnia ubiegłego roku, a więc przez niemal 2 lata ukazywania się serii, kupiłem z niej raptem tylko 4 modele: startowego Forda T, Fita 124 Spider, Gaza 12 Zima i Astona Martina MKII. (wszystkie zostały na tym blogu opisane). Ponieważ z serii „Kultowe Auta PRL” od początku jej wydawania kupiłem ponad 60 modeli, moje zainteresowanie nią w dużej mierze osłabło niejako z powodu „nasycenia”. Większą więc uwagę zwróciłem na „Legendarne Samochody”. I choć wciąż wybieram z niej „rodzynki” to w ciągu ubiegłego półrocza kupiłem z niej już 3 modele, a poważnie rozważałem zakup 4. Modeli tych (z braku czasu) do tej pory na blogu nie zaprezentowałem więc przy okazji ostatniego nabytku zrobię to teraz.
W grudniu w serii ukazał się bardzo ładnie wykonany model zabytkowego Bucciali TAV 8-32 z 1932 roku:

180. Legendarne 1

Modelik kupiłem bez namysłu bo uznałem, że za 20 zł warto wzbogacić kolekcję o modelik auta oryginalnego zupełnie innego niż typowe samochody z początku lat trzydziestych jakich w kolekcji trochę mam.

180. Legendarne 2

Modelik okazał się być nieco tylko uproszczoną kopią o wiele droższego, kolekcjonerskiego modelika firmy IXO.

Na początku lutego w serii wyszedł Fiat 508 S Balilla z 1936 roku. Chociaż do tej pory nie dorobiłem się zwykłego Fiata 508 Balilla (zwłaszcza w wersji nadwoziowej w jakiej tuż przed wojną w Warszawie produkowany był pierwszy Polski Fiat) modelik z serii „Legendarne Samochody” nabyłem z podobnych względów co modelik Bucciali:

180. Legendarne 3

Modelik jest bardzo ładnie wykonany i niemal niczym nie różni się od swojej (niemal trzykrotnie droższej) kolekcjonerskiej wersji wypuszczonej na rynek przez firmę Starline.

O ile do modelika Bucciali się nie dotykałem, o tyle Fiat wymagał pewnych poprawek. Korekty ustawienia wymagał przede wszystkim środkowy dodatkowy reflektor, który we wszystkich modelikach, które oglądałem nie wiedzieć czemu, gdyby naprawdę świecił, świeciłby w niebo a nie na drogę.

180. Legendarne 4

Poprawka niby drobna, okazała się kłopotliwa i wymagająca precyzji i ostrożności. Trzeba było zdemontować z modelika przednie zawieszenie i imitację zbiornika paliwa z tyłu, aby modelik w ogóle rozkręcić . Śruby mocujące górną „gondolę” nadwozia do podwozia (wraz z błotnikami) są pod wspomnianymi elementami schowane. Pewnym problemem było też wypchnięcie od tyły bolca mocującego reflektor z atrapy. Operacja jednak się udała (bez większych uszkodzeń) i reflektor został ponownie zamontowany w atrapie, ale już właściwie.

Mniej więcej tydzień temu, wserii „Legendarne Samochody” wyszedł Mercedes-Benz 320 Cabriolet D z roku 1937.
Zastanawiałem się nad jego zakupem, bo akurat przedwojennych Mercedesów mam w kolekcji kilka. Modelik urzekł mnie jednak kolorami i bardzo ładnym wnętrzem. Poza tym doszedłem do wniosku, że nie mam w kolekcji żadnego 4 drzwiowego kabrioletu i w końcu modelik kupiłem. Pomyślałem sobie 20 zł nie majątek, a to i owo da się poprawić.

180. Legendarne 5

Poprawki robiłem „na raty” : Najpierw wyrwałem z modelika przednią szybę i zaostrzoną w „łopatkę” zapałkę, spirytusem zmyłem z dolnej jej krawędzi szeroki pas srebrnej farby jaka w tym miejscu została tam fabrycznie nałożona. Później zacząłem oglądać w Internecie zdjęcia samochodu i doszedłem do wniosku, że przód modelika też wymaga poprawek. Wypchnąłem z błotników reflektory i osadziłem je prawie milimetr niżej. Następnego wieczoru oglądając zdjęcia różnych wersji samochodu, doszedłem też do wniosku, że w modeliku atrapa jest zbyt mało pochylona do tyły. Znów rozebrałem modelik, wypchnąłem z „gondoli” atrapę i spiłowałem nieco przód górnej części maski, po czym osadziłem atrapę z powrotem.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Codzienne wieczorem zazwyczaj przeglądam świeżo wystawione modele na aukcjach Allegro. Na jednej z aukcji zauważyłem model tego samego auta, firmy Spark za jedyne 177 zł. Znów w ruch poszła wyszukiwarka. W jednym ze sklepów internetowych znalazłem pierwowzór naszego „legendarnego” – kolekcjonerski model firmy Spark za jedyne 45 Euro. Kiedy dokładnie sobie obejrzałem zdjęcia doszedłem do przekonania, że modelik legendarny jest tylko nieco uproszczoną kopią „rasowego” kolekcjonerskiego modelika i od niego różni się drobnymi detalami, ale wiele z nich , jak karoseria zderzaki lampy przednie i tylne są niemal identyczne. Proporcje modelików są dokładnie te same więc ze świeżego zakupu bardzo się ucieszyłem.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Efektem tych ostatnich poszukiwań zdjęć w Internecie było „wypoziomowanie” złożonego dachu. Dach wyrwałem po prostu z karoserii. Jeden bolec mocujący wyszedł, a drogi się urwał. Zacząłem kombinować co z tym zrobić i prowizorycznie postanowiłem w miejscu urwanego bolca zastosować wkręcaną od spodu w złożony dach śrubkę. Efekt okazał się znakomity i w żadnym wypadku nie prowizoryczny. Dokręcony śrubką do karoserii dach, ładnie się na niej „ułożył” a efektem ubocznym okazało się ładne jego „wypoziomowanie” .

pozdrawiam

 

P.S.

27 maja

Przedwczoraj, w modeliku dokonałem jeszcze dwóch drobnych poprawek. Okleiłem samoprzylepną folią aluminiową imitację złożonych chromowanych pałąków bocznych w dachu. Tą samą folią okleiłem też ramkę szyby przedniej   Oto modelik po ostatecznych już chyba poprawkach:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA