284. Podziękowanie i Opel Astra J sedan

DRODZY CZYTELNICY !   

Przed miesiącem, dziewiątego września, minęło 11 lat od założenia tego bloga. Nie bije on już rekordów popularności, bo i też nie zawsze mam czas się nim zajmować. Tak było zwłaszcza w okresie ostatnich miesięcy. 11 lat to kawał czasu, ale i liczba miliona i ćwierć miliona odsłon  jaką udało się w tym czasie osiągnąć, też jest imponującą. Późnym wieczorem, 18 października w trakcie porządkowania bloga i wklejania zdjęć umieszczonych na Google udało mi się ją zarejestrować!

1250000 odsłon 1b Dlatego przy tej szczególnej okazji

PRAGNĘ SERDECZNIE PODZIĘKOWAĆ WSZYSTKIM, KTÓRZY PRZEZ OSTATNICH 11 LAT  ODWIEDZILI I WCIĄŻ ODWIEDZAJĄ MOJEGO BLOGA.
Od początku tego roku opisałem i pokazałem na blogu tylko 5 modeli, z czego tylko 1 z kupowanych na bieżąco. Powody takiego stanu podałem dokładnie miesiąc temu, nie będę ich zatem powtarzał. W tym czasie w kolekcji, pomimo permanentnego braku czasu do zajmowania się nią, pojawiło się 14 modeli. Dwa z nich to modele „odziedziczone”, które kupiłem kiedyś na prośbę mojej mamy, zaś jeden to model, który przeleżał w pawlaczu ponad 15 lat, a którego konwersję „mechaniczną” zrobiłem w styczniu, dokończyłem zaś pod koniec lata. 
Dziś pokażę modelik który kupiłem jeszcze w połowie lutego. 
Tak się jakoś złożyło, że późną jesienią ubiegłego roku zwróciłem uwagę na samochód, który pojawił się na rynku dobrych kilku lat temu, ale pomimo oferowania od 2 lat jego następcy, wciąż jest w sprzedaży. Zalety takiego auta są z reguły dwie: Sprawdzona konstrukcja, w której poprawiono wszystkie niedoróbki „wieku dziecięcego” oraz cena, z reguły sporo niższa niż aktualnie oferowanego modelu. Tak też jest w przypadku Astry J sedan, która od nowej Astry K jest sporo tańsza. 
W pod koniec listopada ubiegłego roku, w wielu galeriach handlowych zapowiadano „czarny piątek”. Jest to „nowa świecka tradycja” handlowa, która w końcu przywędrowała również do Polski. Ja nie wybrałem się jednak do żadnej z galerii, a do dealera marki Opel, salonu przy ul. Rudnickiego, który do akcji też się przyłączył. 26 listopada salon był otwarty do godz 1 w nocy. W salonie było trochę osób oglądających auta, ale wielkich tłumów nie było, udało mi się więc odbyć jazdę próbną.
Trasa była dokładnie taka sama jak ta, którą jechałem dokładnie 10 lat wcześniej, przed zakupem mojej drugiej (obecnej astry). Samochód Opel Astra J sedan, który oglądałem w kilku salonach (a to przy okazji wymiany oleju w moim aucie, a to w trakcie wizyty związanej z jego zakupem „na dolewki”) zrobił na mnie duże wrażenie. Eleganckie, nowoczesne wnętrze, wielofunkcyjna kierownica i parę innych bajerów zawsze robi wrażenie. Jednak w trakcie jazdy próbnej, już po przejechaniu kilku kilometrów przekonałem się, że nie prowadzę żadnego tam „cudu techniki” a dobrze znaną od lat typową Astrę. Odgłos silnika, praca zawieszenia i ogólne wrażenie wątpliwości nie pozostawiały: Astra to Astra, człowiek który nią jeździ ma wrażenie, że nawet nowy model to w jakiś sposób ” stary dobry znajomy”.
Auto podobało mi się, zwłaszcza wizualnie i z całą pewnością czułbym się w nim dobrze, ale cóż teraz nie mam ani głowy, ani pieniędzy do zmiany samochodu. Poza tym, samochód, jak na potrzeby częstego poruszania się po zatłoczonych warszawskich ulicach, a zawłaszcza parkingach, jest dla mnie po prostu za duży.        
Kiedy jednak na Allegro zaczęły się pojawiać jego modeliki,  ich aukcje obserwowałem z dużym zainteresowaniem. W połowie lutego w jednej z nich wziąłem udział i nawet udało mi się ją wygrać. 
Astra J 1b
Mogę nawet powiedzieć, że modelik kupiłem „okazyjnie”.  Model firmy Minichamps, z edycji dla salonów marki Opel, w oryginalnym opakowaniu wraz z przesyłką kosztował mnie niecałe 53 złote. I choć wylicytowałem go w Warszawie, nie pojechałem po niego do sprzedającego, a zdecydowałem się na przesyłkę do paczkomatu InPost. 
Astra J 2b
Zaraz po zakupie, modelik zabrałem ze sobą do pracy i pokazałem kolegom, pokazałem go też mamie, która jeszcze w owym czasie całkiem nieźle się czuła. Jej też bardzo się spodobał. 
Astra J 3b
Prawdziwa Asta J w wersji sedan to naprawdę bardzo ładny samochód. W żadnym wypadku nie wygląda na przeróbkę bazowej wersji hatchback, do której doklejono powiększony bagażnik. Takim właśnie równie ładnym autem była pierwsza Astra sedan (wersja F), która od wersji  hatchback wyglądała (moim zdaniem) o niebo lepiej.
Kolejne wersje sedana niestety do udanych nie należały. Astra G w wersji sedan wyglądała niemal tak samo jak hatchback, tylko z wydłużonym kufrem. Do tego miała tylną szybę pochyloną pod innym kątem, co powodowało, że sylwetka auta wyglądał nie najlepiej.  Kolejny sedan – Astra H, podobnie jak auto, którego modelik tu prezentuję, ukazała się chyba 3 lata po premierze hatchback’a. Choć od poprzedniczki wyglądała lepiej i linia auta była całkiem poprawna, bo z tyłu zastosowano inne niż w hatchback’u drzwi tylne, to jednak przy projektowaniu ściany tylnej, projektantom zupełnie zabrakło polotu.
Astra J 5bTym razem projektanci przyłożyli się do zadania naprawdę solidnie i dobrze wykorzystali 2 lata jakie dzieliły premierę sedana od premiery hatchback’a. Stworzyli naprawdę ładne auto, które tego ostatniego przeżyło i wg zapewnień sprzedawców będzie w ofercie do końca tego roku. 
Astra J 4b
Po tych rozważaniach o urodzie auta, pora na kilka słów o samym modeliku. Z modelikiem było trochę tak, jak z opisaną powyżej jazdą próbą. Kiedy był zapakowany w pudełko i witrynkę, byłem nim zachwycony. Pięknie odwzorowuje samochód, jest pięknie pomalowany, ma chromowane ramki okien i niemal doskonale spasowane elementy, no po prostu „cud, miód”. 
Kiedy jednak odkręciłem go od podstawki, zauważyłem, że gdy biorę go do ręki, coś w nim trzeszczy. Nie bardzo wiedziałem co i nie byłbym sobą, gdybym tego nie sprawdził. Postanowiłem modelik rozkręcić. Na pierwszy rzut oka, nie powinno być z tym problemu. Odkręciłem śrubki z przodu i z tyłu podwozia i zacząłem się mocować z tym ostatnim. Dopiero po kilku próbach, podważania śrubokrętem tu i tam udało się modelik rozebrać. 
Wtedy, ku mojemu zupełnemu zaskoczeniu, okazało się, że naprawdę pięknie wykonane nadwozie modelika nie jest z metalu, a tworzywa sztucznego, zaś z przodu i z tyłu podwozia, znajdują się pakiety metalowych płytek, które modelik „dociążają” tak, aby w ręku „leżał’ jak każdy inny typowy model kolekcjonerski wykonany z metalu.  
A na koniec, zapomniana już trochę reklama, która do auta mojej uwagi nie przykuła, ale za to bardzo mi się spodobała. 
pozdrawiam
Reklamy

283. Targi EkoFlota 2017

Na tym blogu zazwyczaj opisuję modele pojazdów, przeważnie już zabytkowych i zamieszczam relacje z targów i zlotów takich aut. Jednak tym razem postanowiłem choć trochę „popatrzeć w motoryzacyjną przyszłość”, możliwe, że wcale nie aż tak odległą.  

W ubiegłym roku, właśnie w październiku, byłem w Niemczech na jednodniowej konferencji poświęconej zmianom, jakie prawdopodobnie czekają szeroko pojętą branżę motoryzacyjną w ciągu najbliższych 5 lat, a może nawet szybciej. Po powrocie z konferencji zainteresowałem się trochę tematyką związaną z elektro-mobilnością i obejrzałem na YouTube kilkanaście filmików poświęconych głównie samochodom Tesla.  Poczytałem też trochę o firmach, jakie założył Elon Musk i muszę przyznać byłem pod wrażeniem. 

W kwietniu byłem na służbowym spotkaniu w hotelu Narvil w Serocku i tam w trakcie jednej z przerw, na podjeździe, przed głównym wejściem zauważyłem samochód, który od razu „przyprawił mnie o szybsze bicie srca”. Była to Tesla S. Wybiegłem więc obejrzeć ją choćby z zewnątrz. To auto widziałem na własne oczy po raz pierwszy i muszę przyznać, że bardzo mi się spodobało. Kilka tygodni temu wracając do domu, w Alejach Jerozolimskich wjechała mi przed maskę Tesla X. Zaś latem w trakcie jednej z popołudniowych przejażdżek rowerem po Targówku Fabrycznym, na pustej ślepej uliczce, na której swego czasu „testowałem” hamulce tylnej osi w moim poprzednim samochodzie, też zobaczyłem całkiem ciekawy obrazek.

Ulica Nieświeska, bo o niej mowa, to jak na Warszawę trochę „zadupie”. Biegnie od ulicy Rzecznej, z tyłu fabryki Procter&Gamble w kierunku Ząbek.  Jest asfaltowa i dość szeroka, ma ok 800 m długości,  ale jest ślepa. Kończy się tuż przy lasku (zwanym prze ze mnie „dżunglą na Targówku”).  Wydostać się z niej można tylko rowerem, wąziutką ścieżką biegnącą przez sporą i ładną łąkę niemal wprost na ulicę Księcia Ziemowita oraz bardzo ładne, nowe osiedle Wilno – Zacisze. Kiedy nie mam zbyt dużo czasu na rowerową przejażdżkę, często wybieram się z domu na to właśnie osiedle (oddalone ode mnie ok 3 km),  a następnie przez wspomnianą łąkę „przebijam” się do Nieświeskiej i wracam Rzeczną na Targówek Mieszkaniowy. Przejazd całej trasy wraz z postojem przy nowym przystanku kolejowym Wilno – Zacisze zajmuje mi ok. 45 minut.  Wspomnianej tutaj „dżungli” od strony Nieświeskiej nawet nie próbowałem atakować. Owszem zdarzało mi się wjeżdżając w nią kilka razy z różnych innych, bardziej oddalonych od domu stron, ale nigdy od Nieświeskiej, bo niestety jazda po „dżungli” do specjalnych przyjemności nie należy. A od czasu, kiedy to raz wjechawszy w nią od strony Ząbek, w jej środku natknąłem się na jakiś dziwne siedlisko, czy raczej koczowisko (z którego wyjeżdżałem szybciej, niż w nie wjechałem) staram się w „dżunglę” raczej nie zapuszczać. (O terenach bezpośrednio przyległych do nie popełniłem zresztą kiedyś całkiem sporą wzmiankę we wpisie 203.)

Ulica Nieświeska jest zazwyczaj zupełnie pusta, bo na całej długości, jak nie z jednej, to z drugiej strony porośnięta jest wysokimi na kilka metrów krzakami, na początku jest przy niej jakiś pusty plac, a od połowy, aż do „dżungli” znajdują się przy niej wojskowe magazyny, na terenie których można zobaczyć jeszcze czasem Stara 200 czy Jelcza 315. 

Latem wracając nią rowerem ze wspomnianego osiedla Wilno – Zacisze, w jej  połowie zauważyłem zaparkowany przed jedną z bram samochód. Samochód oklejony szyldem mytaxi stał przed niedużym biurowcem należącym do firmy Innogy i był podłączony kablem do niewielkiego zielono- białego słupka, który okazał się być ładowarką do aut elektrycznych. Wątpliwości nie miałem żadnych. To był Nissan Leaf. Byłem jednak bardzo zaskoczony miejscem, w którym go spotkałem.

W ubiegłą środę lub czwartek, przypadkiem w radiu usłyszałem informację, że w weekend w Warszawie odbędą się drugie targi EkoFlota, dedykowane nowoczesnym rozwiązaniom w zakresie motoryzacji. Kiedy usłyszałem, że targi odbędą się w tym samym centrum targowym, w którym od lat odbywa się opisywana na tym blogu Autonostalgia postanowiłem je odwiedzić i na własne oczy przekonać się „co w trawie piszczy”.

Na targi wybrałem się w sobotę. Miałem zamiar być tam około godziny, byłem chyba ponad 3. I choć powierzchnia wystawowa była dwukrotnie mniejsza niż w przypadku odwiedzanej wiosną Autonostalgii, to było naprawdę co oglądać i z kim pogadać, bo tłumów zwiedzających na targach nie było.  

Przy wejściu (w przeciwieństwie do Autonostalgii wstęp był zupełnie bezpłatny) dostałem papierową reklamówkę z jakąś gazetką, wrzuciłem więc w nią butelkę wody, którą ze sobą zabrałem. Dopiero w domu, po powrocie owa gazetka okazała się bardzo ciekawym i obszernym periodykiem opisującym najnowsze trendy i wszystkie modele aut zarówno elektrycznych jak i hybrydowych pokazanych na targach. Zabrana zaś z domu butelka, też okazała się mało przydatna bo w rogu hali, przy stoisku Nissana napiłem się (gratis) bardzo smacznego cappuccino.

Pierwsze stoiska zignorowałem, ruszyłem na środek hali gdzie były wystawione auta, a zwłaszcza do tego, na którym były wystawione Tesla X i Tesla S. Do tej drugiej po kilku minutach udało mi się wsiąść i trochę pobawić się ogromnym (jak na samochód) dotykowym ekranem.

Tesla S 1

Przy modelu X było więcej osób, więc go sobie odpuściłem. Kiedy wychodząc już właściwie z imprezy podszedłem do niego, okazało się. że tylnych podnoszonych do góry drzwi nie można już otworzyć, bo któryś z oglądających urwał wewnętrzną klamkę  i auto trzeba było zamknąć. Cóż bywa.

Po drugiej stronie hali było wystawionych kilka skromniejszych pojazdów, miedzy innymi Seat Leon hatchback oraz Ibiza. Do tej ostatniej wsiadłem i „przymierzyłem” się do niej. Autko podobało mi się, Kiedy otworzyłem maskę okazało się że kryje się pod nią trzycylindrowy silnik benzynowy, zasilany również gazem. Tak takie auta też na targach były.

Dalej stało kilka aut marki Skoda, których specjalnie nie oglądałem, zaś za nimi trzy auta Hyundai Ioniq: Jedno hybrydowe, drugie hybryda Plug-In i trzecie całkowicie elektryczne. Próbowałem się zapisać na jazdę próbną wersją elektryczną, jednak wszystkie godziny były już zarezerwowane, zostawiłem więc numer telefonu na wypadek, gdyby ktoś jednak z takiej jazdy zrezygnował.

Z tego stoiska, będąc już przy drugim końcu hali postanowiłem wyjść na chwilę na zewnątrz. Z drugiej strony hali stały auta, którymi można się było przejechać. Oczywiście najwięcej chętnych było do Tesli, jednak tą można się było przejechać tylko jako pasażer. Teslą obwoził zwiedzających kierowca, a kiedy po jednej z jazd (a były one bardzo krótkie) auto wróciło, zaś chętni do kolejnej stali za samochodem i nie bardzo wiedzieli gdzie mają wsiąść, otworzyłem szybko prawe drzwi i usiadłem na fotelu pasażera obok kierowcy.

283. Eko Flota 2

Samochód ruszył delikatnie po parkingu, a następnie skręcił w krótką ślepą uliczkę (nie dłuższą niż 150 m).  Kiedy auto wyjechało za bramę, kierowca gwałtownie przyspieszył. Wrażenie było piorunujące. Po prostu wciska w fotel bardziej niż samolot w czasie startu. Na końcu uliczki kierowca zawrócił i już myślałem, że jeszcze chwilkę nas przewiezie, ale od razu wrócił na parking. Cała jazda trwała może 2 minuty (a miało być 5) ale cóż, dobre i to.

Po tej jeździe wróciłem do hali i trochę się po niej pokręciłem, wypiłem wspomnianą kawę na stoisku Nissana i z zainteresowaniem pooglądałem wystawione na nim samochody, zwłaszcza ,że miały pootwierane maski. Kiedy je oglądałem podeszła do mnie miła młoda dziewczyna i zapytała czy coś mnie szczególnie interesuje. Odparłem, że jazda próbna, na to odparła, że jest ona możliwa, ale muszę ok 40 minut poczekać. Zostawiłem więc numer telefonu, podałem potrzebne dane i poszedłem zwiedzać dalej.

Obejrzałem BMW i3 i usiadłem za jego kierownicą. Udało mi się też otworzyć w nim maskę i krótkie, tylne otwierane „pod prąd” drzwi. Pod maską (w przeciwieństwie do innych) niczego ciekawego nie było, ot niewielki schowek na kable do ładowania.

Trafiłem też na ciekawe stoisko z napisem Car Sharing firmy Panek. Tu spędziłem trochę czasu. Firma wprowadziła na warszawski rynek usług 300 pojazdów. Współdzielenie, bo tak się taka usługa po polsku nazywa, staje się w całej Europie coraz bardziej popularne. Miły młody człowiek, przy stoisku firmy wyjaśnił mi, że jeden taki wspólnie z innymi użytkowany samochód, zastępuje w mieście ok 10 prywatnych aut. Koszty usługi są relatywnie niskie : 50 gr/km + 50 gr/min . Warto się więc na stronie firmy zarejestrować, wyrobić sobie w banku nową kartę kredytową (tak chyba bezpieczniej) i wypożyczyć auto, chociażby po to aby po prostu przejechać się nowym samochodem Toyota Yaris Hybryd.

Kiedy odszedłem od stoiska firmy Panek (wypożyczającej auta na minuty) zadzwonił telefon. Miła młoda pani zadzwoniła, że za chwilę będę mógł odbyć jazdę próbną jednym z aut Nissan Leaf.

Nissan_Leaf_–_Frontansicht 2b

Niemal pobiegłem na drugą stronę hali, podszedłem do pani,z którą rozmawiałem na temat ewentualnej jazdy. Do stoiska podszedł młody człowiek i wyszliśmy na parking z tyłu hali, na którym czekał na mnie biały Leaf.

Usiadłem za kierownicą, a młody człowiek zapytał, czy jeździłem kiedyś Automatem. Odparłem, że kilka dni temu. Poinstruował mnie też jak autem ruszyć. Wyregulowałem fotel i kierownicę, bez problemu na desce znalazłem przycisk „Start”  i na dżojstiku, umieszczonym na środkowej konsoli między fotelami  wybrałem bieg „do tyłu”. Na centralnym wyświetlaczu pojawił się obraz za samochodem (z kamery cofania).  Ponieważ musiałem cofnąć i wjechać na na miejsce obok innego samochodu, nie od końca mu zaufałem i patrzyłem również w lusterka boczne.  

Nissan-Leaf-EV-front-interior-view 1b

Wyjechaliśmy z parkingu w kierunku Anina ma dobrze mi znany fragment trasy, którą dość często jeżdżę do Mińska Mazowieckiego. Była sobota, godzina 15. a jednak nawet na bocznych ulicach Wawra ruch był spory. Samochód rzeczywiście prowadzi się tak samo jak auto z automatyczną skrzynią biegów (bez użycia lewej nogi i bez konieczności „heblowania” dźwignią) Ot po prosu naciska się gaz lub hamulec i „do przodu”. Wg młodego człowieka, który siedział obok, auto było ustawione w normalnym, a nie oszczędnym trybie jazdy. Był moment kiedy na drodze zrobiło się nieco luźniej i troszkę depnąłem. Samochód przyspieszył, ale nie byłem jakoś zszokowany, rozpędziłem go gdzieś z 40km/h i gdy na liczniku pojawiło się 72 odpuściłem. W końcu to jazda po normalnych miejskich ulicach. Miałem wrażenie że samochód nie jest dużo bardziej zrywny niż np. podobnej wielkości kompakt z silnikiem 100 KM. 

Zaskoczyło mnie za to ci innego. Od samego początku zauważyłem, że samochód zupełnie „bezgłośny” nie jest.  Nawet przy normalnej miejskiej jeździe napęd wydaje delikatne odgłosy, poza tym słychać szum opon. Ale to dobrze, bo po prostu czuje się z jaką prędkością się jedzie i jest bezpiecznie. 

Samochodem przejechałem ok 7 km i byłem z przejażdżki naprawdę zadowolony. Aż tak dużej różnicy w stosunku do zwykłego benzynowego samochodu do jakiego jestem przyzwyczajony nie ma. Cóż ale to jednak nie Tesla, a poza tym jest auto, które właściwie kończy swoją karierę, gdyż w sprzedaży jest od 2011 roku i za chwilę pojawi się jego następca., a właściwie już jest.

Po powrocie do hali wystawowej pooglądałem jeszcze trochę innych pojazdów. Na targach były obecne właściwie tylko marki niemieckie i japońskie BMW, Mercedes, Volkswagen, Ford wystawił hybrydę. Duże stoisko miała Toyota światowy w końcu lider w produkcji modeli z napędem hybrydowym. Na stoisku Nissana był oczywiście Leaf oraz furgonetka e-NV200 z dokładnie takim samym silnikiem i napędem co Leaf. 

Dłużej zatrzymałem się na stoisku Volkswagena bo stojący tam elektryczny Golf miał otwartą maskę. Obejrzałem sobie dokładnie jego układ napędowy i doszedłem do wniosku, że podobnie jak inne pojazdy które oglądałem (Leaf i Ioniq) to właściwie normalne auta z których wymontowano silnik spalinowy wraz wydechem i zbiornikiem paliwa i zamontowano silnik elektryczny wraz z jego osprzętem, które w komorze silnika wcale aż tak dużo mniej miejsca nie zajmują. Wiele innych elementów to znane dobrze z normalnych pojazdów klimatyzacje, układy hamulcowe z ABS czy ESP. W samochodach był także normalny akumulator 12V. W golfie był układ chłodzenia podobny do normalnego, a przewody były doprowadzone do silnika. Trochę porozmawiałem z panem z obsługo i stoiska i ten wyjaśnił mi, że układ chłodzi nie tylko silnik, ale przede wszystkim rozmieszczone pod podłogą litowo-jonowe  baterie napędowe, a także pozwala utrzymać ich właściwą temperaturę np. zimą. Cały zestaw baterii waży ok 320 kg.   

Na koniec wizyty na targach obejrzałem też z dużym zaciekawieniem wystawioną tam jedyną ciężarówkę. Ciągnik siodłowy Iveco Stralis został wyposażony w ogromne owalne zbiorniki (po obu stronach ramy) znacznie większe niż w typowych dieslach. Samochód napędzany jest skroplonym gazem ziemnym (CNG) co pozwala ponoć uzyskać nawet do 40% oszczędności kosztów jego eksploatacji w stosunku do ciężarówek napędzanych ropą. Wszedłem też do kabiny pojazdu i też bardzo mi się w niej podobało. 

Przed wyjazdem na targi „zapobiegawczo” naładowałem mojego nowego Iphona. Niestety nie robiłem nim żadnych zdjęć. Jakoś zupełnie nie miałem do tego głowy i korzystałem tylko z telefonu.

Na YouTube znalazłem za to filmik oddający atmosferę targów. Jest to właściwie filmowa relacja tego co na targach sam widziałem.

Filmik 1b

Filmik jest dość długi, ale naprawdę warto go obejrzeć.

A dla tych, którzy czasu nie mają inna relacja (znacznie krótsza)

pozdrawiam

 

P.S.

Mój poprzedni wpis, jest niestety wciąż aktualny  

 

roboty drogowe

282. PRZEPRASZAM PRZERWA ! (przynajmniej na razie)

 

roboty drogowe

 

Od ostatniego mojego wpisu tutaj upłynęło kilka miesięcy. Nie, nie porzuciłem mojego hobby. Po prostu nie mam czasu. Praca, obowiązki domowe, a przede wszystkim sprawy związane z porządkowaniem domu po zmarłej w marcu mamie, sprawy spadkowe i inne absorbowały mnie do tego stopnia, że zupełnie „nie miałem głowy” do pisania bloga. 

Na to wszystko nałożyło się jeszcze kilka innych problemów:

Niedługo po opublikowaniu ostatniego mojego wpisu, zaczął szwankować komputer, na którym ten blog tworzyłem (właściwie prawie od początku). Cóż ma swoje lata (kupiłem go późną jesienią 1998 roku). Na początku myślałem, że jak zwykle zanieczyściło się chłodzenie, więc zdjąłem pokrywę, odkręciłem wiatraczek i wszystko odkurzyłem. O ile zazwyczaj zawsze było lepiej, o tyle tym razem niewiele to pomogło. Temperatura na procesorze nieco spadła, ale po dłuższej pracy dochodzi do 65 stopni, a zazwyczaj oscyluje wokół 60 stopni. Kiedy od producenta komputera, po jakimś roku eksploatacji dostałem filmik instruktażowy jak przeczyścić chłodzenie, regularnie sprawdzam je i czyszczę więc pamiętam, że zazwyczaj komputer pracował w temperaturze ok 53 stopni.

Ponieważ komputer używany był przez lata i nagromadziło się na nim trochę danych (między innymi zdjęć modeli do bloga), postanowiłem nie ryzykować i nie „dorzynać” starego sprzętu. Komputer wciąż działa i pracuje w miarę stabilnie. Jednak zakres temperatur jego pracy jest wyższy niż kiedyś.

temperatura

Postanowiłem więc przesiąść się z leciwego (dziewięcioletniego) Asusa X50 SR na odziedziczone po córce, a właściwie porzucone przez nią (pięcioletnie) Sony Vaio. (Córka w grudniu, jako studentka ASP trochę „wymusiła” zakup Macbooka Pro)

Jak wiadomo taka migracja zawsze wiążę się z pewnymi problemami, była więc też jednym z powodów przerwania prezentacji nowych nabytków na blogu.

Kiedy trochę uporałem się ze sprawami po mamie, choć nie wszystko pomimo intensywnej pracy w trakcie letniego urlopu udało się załatwić, postanowiłem trochę zając się modelami, dokończyć kilka planowanych od roku niezbyt intensywnych przeróbek, dwóch modeli. Udało się to zrobić we wrześniu (trochę za sprawą pogody), a skoro się udało postanowiłem zajrzeć na bloga i umieścić na nim kilka zdjęć przynajmniej w albumach, (skoro na pełny wpis nie ma czasu).

Przy tej okazji postanowiłem albumy trochę odświeżyć i dodać kilka zdjęć modeli z kolekcji do tej pory na blogu nie prezentowanych, oraz kilku tegorocznych zakupów.

W połowie września, a dokładnie 2 tygodnie temu odebrałem wreszcie w pracy nowy aparat telefoniczny. Kiedy w mojej (pięcioletniej) Nokii latem wypadł dżojstik (do wybierania funkcji) i zmuszony byłem okleić ją szybko przezroczystą taśmą (aby móc z niej korzystać) postanowiłem ją w końcu wymienić. Nie żałuję jednak, że z wymianą telefonu tak długo się ociągałem, pomimo nacisków i połajanek ze strony córki. Doczekałem czasów kiedy jako służbowy aparat dostałem Iphona. Jest to co prawda model SE, (bo sam taki wybrałem) ale za to z pamięcią 128 Gb (o jakiej moja córka może tylko pomarzyć).

Nowy telefon okazał się bardzo przydatny. Robi naprawdę dobre zdjęcia modeli, co bardzo pomogło przy uzupełnieniu albumów na blogu.

Skorzystałem więc z okazji i zamieściłem już tylko nowe zdjęcia zrobione Iphonem. Niestety kiedy wczoraj wieczorem zajrzałem na bloga, chcąc załączyć kolejne, moim oczom po wyświetleniu  strony do edycji bloga ukazał się taki oto obrazek:

282. Przerwa 3

Specjalnie się tym nie przejąłem, bo z hositingu korzystam od dawna. Niemniej jednak, byłem zmuszony przerzucić kolejną partię zdjęć z bloga na Onet Dysk, z którego korzystałem chyba do dwóch lat. Hosting jest dobrą metodą na omijanie niewystarczającej pojemności bloga, ale zabawa z nim ma jedną poważną wadę. Darmowe serwisy są co jakiś czas zamykane lub wyłączane, trzeba więc przerzucać zdjęcia do kolejnych „darmowych magazynów”  i wklejać je na bloga po raz kolejny (niejako od nowa). 

Od początku mojej „internetowej kariery” korzystałem przez dobrych kilka lat z Imageshack. Niestety klika lat temu serwis zrobił się płatny, a zdjęcia zamieszczone na darmowym koncie zaczęły znikać zarówno z forum, jak i z bloga, choć wtedy było ich tu niewiele. Przerzuciłem się więc na Phototive. Kiedy opanowałem już korzystanie z tego serwisu i zacząłem przerzucać na niego zdjęcia z bloga (głównie z wakacji) okazało się, że raz miał migrację, której zgromadzone tam zdjęcia „nie przeżyły” po czym niedługo po tym, jak udało mi się je przywrócić, Phototive  został zamknięty i musiałem poszukać kolejnego miejsca w sieci. Próbowałem kilku opcji i w końcu wybór padł na Onet Dysk, podpięty pod skrzynkę pocztową.

Na początku łatwo nie było, bo serwis działa naprawdę wolno, jednak cóż, mozolnie przerzucałem kolejne partie zdjęć na ten serwis i uzupełniałem bloga, z którego zdjęcia przechowywane na poprzednim serwisie znów zaczęły znikać. Odświeżanie i uzupełnianie starych wpisów zajęło mi chyba dobrych kilka tygodni, a może nawet miesięcy, ale już byłem pewien, że w końcu znalazłem „bezpieczną i pewną przystań”.

Kiedy jednak dziś, po przerzuceniu „zmagazynowanych” na blogu zdjęć z wpisu 235. Onet dysk znów się „mulił” (do czego zdążyłem się już przyzwyczaić) w końcu zauważyłem zupełnie zignorowany przeze mnie w trakcie pracy komunikat:

Onet dyskKiedy dokładnie go przeczytałem i „załapałem, o co chodzi”, pomyślałem:  No ładnie! Wkleiłem jeszcze 2 zdjęcia na bloga, ale w końcu dałem sobie spokój : Przecież to i tak nie ma sensu! 

Na szczęście znalazłem nowe rozwiązanie. Przypomniałem sobie,  że kiedy padał  Phototive, w trakcie poszukiwań nowego miejsca do przechowywania zdjęć, zarejestrowałem się na Google+. Umieściłem tam trochę zdjęć, ale próby wklejania ich na bloga „spełzły wtedy na niczym”i końcu przeszedłem na Onet Dysk. Teraz odpaliłem konto na Google (z którego prawie do tej pory nie korzystałem) i mozolnie zacząłem próbować wklejać zdjęcia z tego dysku, niestety znów bezskutecznie. W końcu przeczytałem kilka instrukcji na tym koncie, kliknąłem kilka razy i :

282. Przerwa 5

W końcu na ekranie w miejscu, gdzie zazwyczaj pojawiało się zdjęcie po wpisaniu linka z Onet Dysku, pojawił się obrazek z konta w Google, „byłem w domu”!

Wszystkie zdjęcia do wpisu 235. wkleiłem znacznie szybciej niż poprzednio kilka z Onet Dysku. Następnie usunąłem je z bibliotek na blogu. (Stopień wykorzystania miejsca na blogu spadł z 99 na 96%). Do albumów dodałem kilka kolejnych zdjęć wykonanych już Iphonem.  

W październiku czeka mnie sporo pracy i nie wiem, czy w ogóle będę miał czas zajmować się blogiem.

Zapraszam zatem gorąco do oglądania odświeżonych nieco albumów !

Onet dysk - albumy

 pozdrawiam

 

P.S.

W niektórych wpisach zdjęcia będą widoczne podwójnie ! (przez jakiś czas)

Górne z Onet Dysk, dolne z Google. Niestety, tak będzie aż do momentu przerzucenia na bloga wszytskich zdjęć umieszczonych na hostingu. 

Wpisy, w których zdjęcia już zostały przerzucone (i sa widoczne podwójnie)  to:

281.   279.   278.   277.   275.    273.   272.   270.    269.   268.    267.    266.    264.    257.     256.    

281. Auto Nostalgia 2017 (cz. 1)

Od dobrych kilku tygodni, a właściwie od kilku miesięcy, nie mam czasu na zajmowanie się kolekcją i modelikami. Na blogu niczego od dawna nie prezentowałem, bo nie mam w tej chwili głowy do takich rzeczy. Owszem, byłem na początku marca na „modelikowej” giełdzie, która teraz odbywa się w siedzibie Automobilklubu Polski i nawet kupiłem na niej dwa modele, nie znalazłem jednak czasu by je tu opisać.

Pod koniec lutego, mama była bardzo słaba. Kiedy wiozłem ją na badania krwi, byłem przekonany, że podobnie jak w grudniu trafi do szpitala. Nie sądziłem jednak, że trafi tam zanim z wynikami pojedziemy do hematologa. Jeszcze w dniu, w którym mamie pobrano krew, z przychodni na Koszykowej (gdzie się leczyła) zadzwoniono do niej z informacją, że wyniki są bardzo złe. Następnego dnia załatwiłem skierowanie i odwiozłem mamę do szpitala MSW przy Wołoskiej, w którym przez kilka dni (tuż przed świętami) leżała w grudniu. Pod koniec lutego, kiedy na blogu opisywałem moje ubiegłoroczne zdobycze, sytuacja nie wyglądała na krytyczną i wyglądało na to, że po podaniu krwi mama po kilku dniach ze szpitala wyjdzie. Tym razem mama trafiła jednak na inny, przepełniony oddział. Po kilku dniach pobytu na kilkuosobowej sali zaraziła się grypą i została przeniesiona do oddzielnej sali. Jej stan cały czas się pogarszał, a że na oddziale panowała infekcja, po opanowaniu grypy i trzytygodniowym pobycie, w piątek późnym wieczorem 17 marca karetka odwiozła mamę do domu. W domu opiekowaliśmy się nią z żoną, a że stan jej był ciężki jeszcze w sobotę przed południem wezwałem karetkę. Niestety do kolejnego szpitala jej nie zabrano i w nocy z soboty na niedzielę 19 marca mama zmarła.

Wszystkie te okoliczności, zwłaszcza ostatni pobyt mamy w szpitalu, codzienne tam wizyty, jej powrót do domu, śmierć, przygotowania i sam pogrzeb, spowodowały, że właściwie do tej pory nie ze wszystkimi sprawami się uporałem i na hobby wciąż brakuje mi czasu.

Ostatni majowy weekend był bardzo intensywny. W piątek po pracy pojechałem zajrzeć do domu mamy, a później na szybkie zakupy. Wieczorem, a właściwie w nocy „grzebałem” w Internecie i czekałem na telefon od córki, która wcześniej poprosiła, abym około 1 w nocy odebrał ją z Woli. Na telefon się nie doczekałem i poszedłem spać dość późno. Córka z imprezy wróciła sama nad ranem. W sobotę, po południu  pojechaliśmy na piknik rodzinny u dealera samochodowego w Aninie. Pogoda ładna i na pikniku „zjedliśmy obiad” (kiełbaski, karkówkę i inne drobiazgi). Ja spotkałem kilku kolegów z pracy, a żona pogadała sobie z żoną jednego z nich i generalnie z pikniku wróciła zadowolona.

Pierwotnie rozważałem opcję odwiedzenia w sobotę zarówno dealera w Aninie, jak i targów Auto Nostalgia, bo w drodze do dealera, przejeżdżam zawsze obok hali targowej, jednak w praktyce okazało się to niewykonalne i na targi wybraliśmy się w niedzielę. Podobnie jak w roku ubiegłym żona zgodziła się mi towarzyszyć.

Do targów tym razem się właściwie nie przygotowywałem. Na wszystkich poprzednich imprezach byłem zaopatrzony w aparat  i komórkę. Z pierwszych trzech targów zamieściłem dość obszerne relacje na blogu. W ubiegłym roku, pomimo, że nie miałem zamiaru robić wielu zdjęć, wyszło ich na tyle dużo, że relację musiałem podzielić na dwa wpisy. W tym roku też właściwie nie planowałem robienia zdjęć, bo w końcu ile razy można pokazywać te same samochody. Dlatego tym razem, na targi Auto Nostalgia nie zabrałem ze sobą aparatu, ja wziąłem komórkę, zaś żona Iphona.

Na miejscu, jednak postanowiłem kilka aut uwiecznić i jak na poprzednich imprezach, jeszcze przed wejściem do hali zrobiłem kilka zdjęć:

 Tak, tak dokładnie tego samego Wartburga już tu pokazywałem. (Pięć lat temu)

Możliwe, że i to auto też już tu pokazywałem, ale tego auta nie sposób pomylić z żadnym innym: Jaguar MK II

To też bardzo charakterystyczny samochód: Alfa Romeo Giulia

Giulia to jedna z moich ulubionych alf, więc nie mogłem powstrzymać się przed jej uwiecznieniem.

I ostatni rzut oka na auta przed halą: Triumph Spitfire i Alfa Romeo Spider. 

Po obejrzeniu aut przed halą, których było zdecydowanie mniej niż w latach poprzednich, zadzwoniłem do kolegi, który z wystawy wyszedł do holu i wręczył nam wejściówki.  Weszliśmy przez bramki do drugiej, „mniej prestiżowej” części hali wystawowej.

W tym roku auta nie były tak stłoczone, jak na poprzednich wystawach. Jednak aby zrobić dobre zdjęcia, też czasem trzeba było trochę poczekać, aby oglądający odeszli od fotografowanego eksponatu.

Po wejściu do hali „przejąłem” od żony Iphona i zacząłem robić zdjęcia. Nie wszystkie się udały, bo sama wciąż nie mam smartfona i krótkie przeszkolenie, jakie tuż przed wyjazdem na targi, przeszedłem u mojej córki, która owego Iphona używała przez 4 lata, okazało się niewystarczające. Niemniej jednak kilka zdjęć udało mi się zrobić:  

W tej części było stoisko na którym stało kilka fiatów 125p:

 Polski Fiat 125p to w Polsce samochód „absolutnie kultowy”

Bez niego, żaden zlot pojazdów zabytkowych odbyć się nie może. 

Kiedyś można go było spotkać na każdym rogu. Na tle znacznie nowocześniejszych aut zachodnich wyglądał staro i nieciekawie. Dziś, ładnie odrestaurowany egzemplarz, sprzed ponad 40 lat, naprawdę „cieszy oko”.

Fiat 132 1800 GLS . Tak, ten sam, który pojawił się w mojej relacji z obchodów 65. rocznicy rozpoczęcia produkcji w FSO

A to prawdziwy moto-rower. Takie pojazdy doskonale pamiętam z czasów mojego dzieciństwa.  

W tym roku na targach jednośladów było naprawdę niewiele. 

 BMW ? Oj chyba nie, ale podobny, a właściwie motocykl o rodowodzie BMW, ale chyba nie z Monachium. Prawdopodobnie radziecki motocykl wojskowy M-72, swego czasu spotykany również w Polsce.

No, jeszcze nie aż taki stary, ale już absolutny klasyk: Jaguar XJ6 MK III 

 I jego, o kilka lat starszy brat Jaguar XJ6 MK II

Ferrari Testarossa wciąż świetnie wygląda, a ma przecież ponad 30 lat.

Ford Mustang z 1967 roku to jedno z najpiękniejszych amerykańskich aut w historii. 

I nieco młodszy Mustang Mach I

A obok ogromny „skrzydlaty” Cadillac z 1955 roku

Ferrari 308 GTB

Na targach już od kilku lat jest pawilon z modelikami

Modeliki budziły zainteresowanie nie tylko panów.

 

A tu naprawdę duży wybór i to w mojej ukochanej skali 1:43

 Naprzeciwko stoiska z modelikami stał Polonez „borewicz”

Nieco dalej scenka rodzajowa z lat 80-tych z „maluchem” w roli głównej. 

 Dla mnie jednak niewątpliwą gwiazdą targów było takie oto auto.

Piękna Skoda 110R . Jej modelik ukazał się 2 lata temu w serii „Kultowe Auta PRL” i oczywiście go kupiłem.

W latach jej świetności nie widziałem auta nigdy na żywo, ani w NRD, ani w Czechosłowacji. W Polsce samochód był praktycznie zupełnie niespotykany.

Obok stał  Volkswagen T2a jakieś niemieckiej ochotniczej straży pożarne .

To zdjęcie musiałem zrobić: Volkswagen Polo Coupe z 1990 roku (już po faceliftingu) . To w pewnym sensie ciekawostka na targach zabytkowej motoryzacji, bo przecież ten samochód wciąż można spotkać na warszawskich osiedlowych parkingach, a tu proszę już „zabytek”.

W sobotę (dzień przed wycieczką na Auto Nostalgię) u dealera w Aninie wraz z żoną z zaciekawieniem oglądaliśmy współczesny samochód kampingowy zbudowany przez firmę Westfalia na bazie furgonetki. Toteż kiedy na wystawie zobaczyliśmy to auto, postanowiliśmy zajrzeć do środka, zwłaszcza, że drzwi były szeroko otwarte. 

Chevrolet Van ma swoich fanów i wciąż jeszcze można go na naszych ulicach spotkać.

A w środku zupełnie nie motoryzacyjna atmosfera:

Fotele i „otomana” jak u babci

Po obejrzeniu aut wystawionych w „mniej prestiżowej” części hali wystawowej, przeszliśmy do części „bardziej prestiżowej”:

Volvo PV 544  

Austin Healey 100, którego modelik był tu kilka lat temu prezentowany.

A tu na pierwszym planie jeden z moich ulubionych „anglików” MGB GT. W tle MGA.

Niestety z tej części wystawy udało się zrobić tylko kilka zdjęć, bo stary „odziedziczony” po córce Iphone żony, mimo wymiany baterii (kilka miesięcy temu) nie dał rady i prawdopodobnie się rozładował. Na wystawę wziąłem też ze sobą również moją „leciwą” komórkę. Jednak tuż przed wyjazdem z domu okazało się, że po podłączeniu jej do komputera, ten ostatni jej „nie widzi”. Ale cóż było robić. Wyciągnąłem komórkę z kieszeni i dalej fotografowałem już nią.  

Relację z bardziej „bardziej prestiżowej” części wystawy zamieszczę tu za kilka dni, bo po powrocie do domu jednak udało mi się „zrzucić” na komputer również zdjęcia z komórki. Na przygotowanie każdego wpisu na blogu potrzeba zawsze trochę czasu, a zdjęcia z komórki nie są jeszcze „obrobione”.  

W następnej relacji napiszę też dlaczego moim zdeniem tegoroczna Auto Nostalgia nie była tak ciekawa i oblegana jak poprzednie.

pozdrawiam

cdn.