288. Jak przenieść bloga z Blog.pl na WordPress.com

Przymusowa przeprowadzka i POWITANIE

Za miesiąc mój „stary”  blog miniauto-43 przestanie istnieć. Będę wspominał go z sentymentem, ale cóż takie jet życie. Dlatego

PRAGNĘ SERDECZNIE PODZIĘKOWAĆ TYM WSZYSTKIM, KTÓRZY PRZEZ PONAD 11 LAT  ODWIEDZALI MOJEGO BLOGA miniauto-43 I ZAPRASZAM !

 

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

 

WITAM W NOWYM MIEJSCU !  

Wszystkie wpisy wraz ze zdjęciami i waszymi komentarzami udało się szczęśliwie przenieść.  Strony bloga takie jak „Zanim skopiujesz zdjęcia – PRZECZYTAJ!” udało się przenieść też. Nie wszystko będzie jak było. Galerie trzeba będzie odbudować ręcznie, linki do stron i muzyki też. Ale na szczęście treści zostały „obronione”.

Na razie będą widoczne moje stare wpisy, bo będę stopniowo blog uzupełniał, ale mam nadzieję, że za jakiś czas nowy blog ożyje, choć moje hobby wydaje się umierać.    

Na stworzenie nowego bloga poświęciłem kilka wieczorów i nie wszystko poszło od razu gładko.

W ciągu ubiegłych tygodni mozolnie kopiowałem treści bloga i wraz ze zdjęciami wklejałem do zwykłego dokumentu Word. Dokument trzeba było podzielić na kilkanaście osobnych dokumentów, bo po przekroczeniu 500 Mb jego pojemności, kolejne treści przestały się zapisywać. Zrobiłem to sobie po trosze na pamiątkę, po trosze na wszelki wypadek, gdyby przeniesienie bloga się nie udało, bo o ile Onet na serwisie blog podał jak wyeksportować bloga i zapisać jego treść, o tyle nigdzie nie mogłem znaleźć opisu jak zaimportować te treści i wkleić na nowy blog na WordPress.com.

Zanim jednak bloga przeniosłem utworzyłem nowy adres a właściwie 2. Kiedy zacząłem tworzyć nowy blog musiałem zalogować się na platformę WordPress.com:

Instrukcja na Blog logowanie

Na obydwu podanych tu serwisach miałem już konta, a że robiłem to jeszcze w grudniu, chyba po pracy, nie pamiętałem loginu do WordPress, więc zalogowałem się przez Google. Tam wygenerowałem nowy adres:  
https://miniauto43.wordpress.com/
.Kiedy wszedłem na stronę, umieściłem jeden wstępny wpis i próbowałem rozeznać się w menu, które było dla mnie nie tylko nowe, ale i po angielsku. Po kilku próbach dałem sobie spokój, bo nie mogłem tego ogarnąć.

W styczniu po odblokowaniu konta do WordPress zalogowałem się na nie i próbowałem dobrać się do wcześniej stworzonej strony, ale ni jak to nie szło. Obydwa konta (WordPress i Google) mam od jakiegoś już czasu, ale są podpięte pod różne skrzynki pocztowe i po zalogowaniu przez WordPress byłem zmuszony utworzyć nową witrynę. Ponieważ podany powyżej adres był już zajęty (prze ze mnie zresztą) wygenerowałem kolejny (zasugerowany przez  WordPress:  
https://miniauto43dot.wordpress.com/
Jest on bardzo podobny do poprzedniego, ale dość niewygodny bo po frazie „miniauto43″ dochodzi jeszcze „kropka”-dot.

To właśnie na ten adres przeniosłem, a właściwie zaimportowałem treści tego bloga.  Ale nie wszystko jest takie proste jak podaje instrukcja na Blog.pl (http://www.blog.pl/pomoc/47) i jest z tym trochę zabawy.

Instrukcja na Blog 1b

Trzeba (chyba) utworzyć wtyczkę Polldaddy i wyeksportować wszystko na komputer. Nie bardzo wiedziałem, o co chodzi, wszedłem więc w menu i włączyłem takowa wtyczkę:

Instrukcja na Blog 1b

Jednak chyba to nie oto chodziło bo w polu menu „Eksport” zaczęły się pojawiać komunikaty, które na początki trochę zignorowałem, ale do których po chwili zacząłem się stosować.

Instrukcja na Blog 2

Byłem chyba zalogowany i w Google i na WordPress (już dokładnie nie pamiętam) . Komunikat w menu „Eksport” przekierował nie na stronę Poldaddy, która, zażądała (o ile dobrze pamiętam) jakiegoś klucza. Klucz wygenerowałem (chyba) na koncie WordPress (instrukcje też były po angielsku), i wkleiłem do pola na stronie Poldaddy. Wtedy (chyba) w w menu „Eksport” przestały pokazywać się komunikaty z linkami. A pojawiła się treść jaką widać na obrazku powyżej. Kliknąłem klawisz „pobierz”, ściągnąłem plik i zapisałem go na pulpicie, w specjalnie w tym celu stworzonym folderze „blog”:

Instrukcja na Blog 7 - treści

Otworzyłem plik, ale na ekranie pojawiły się „robaczki” .

Teraz zacząłem studiować menu bloga założonego na WordPress. Tu (tak samo jak na blogu założonym przez Google) miałem zrobione wpisy. zacząłem więc wybierać szablon. Na WordPress jest ok 300 szablonów, ale tylko 92 są darmowe:

Instrukcja na Blog 4

Następnie pogrzebałem w menu i w końcu znalazłem to:

Instrukcja na Blog 5

Po kliknięciu pojawiło się wreszcie pole gdzie mogłem wstawić zaimportowany wcześniej plik:

Instrukcja na Blog 6

Kliknąłem „rozpocznij import”. kółko na ekranie zaczęło się kręcić i kiedy zniknęło wszedłem w menu „Wpisy na blogu”. I tu spotkała mnie niespodzianka. Na ekranie oprócz wcześniej zrobionych 3 wpisów, pojawiła się cyfra 110. i wpis z tego bloga. OK fajnie, pomyślałem, coś się przeniosło, ale gdzie reszta?

Po chwili wyszedłem z menu ”Wpisy na blogu” i zacząłem grzebać w czyś innym. Za jakiś moment tam wróciłem i i pod pierwszymi wpisami pojawiła się cyfra 174. i kolejne wpisy z tego bloga. Po kilku minutach zorientowałem się że na blogu są już wszystkie wpisy z miniato-43.

W sobotę, ogarnąłem witrynę założoną na „Google” . Przestawiłem menu z angielskiego na polskie, znalazłem pole do importowania treści i powtórzyłem opisane powyżej czynności. I tak mam teraz 2 blogi:


https://miniauto43dot.wordpress.com/
 (blog testowy z konta wordpress)


https://miniauto43.wordpress.com/
 (blog docelowy z konta w Google). Tak więc adres tego ostatniego podałem tu w nagłówku „starego” bloga  http://miniauto-43.blog.onet.pl/

Niestety do modelików nadal nie mam głowy, ale może po jakiś czasie wrócę do zajmowania się nimi.

pozdrawiam

P.S.     26.stycznia

Kiedy porównywałem menu obydwu blogów (testowego i docelowego) okazało się, że na blogu testowym w głównym menu pojawia się na końcu przycisk „Administracja WP”, którego na liście menu bloga docelowego nie ma. Po kliknięciu na tenże klawisz, na blogu testowym pojawiało się kolejne menu na czarnym tle umożliwiające  dodatkowe funkcje (np. zarządzanie odnośnikami i kilkoma innymi funkcjami). Niby obydwa blogi mają końcówkę  „wordpress.com” to jednak menu trochę się różni. Na blogu głównym nie mogłem np. dodawać odnośników, co na blogu testowym nie stanowiło problemu. Jeszcze w trakcie przenoszenia przez jakiś czas owo „czarne” menu pojawiło się jakiś cudem na blogu głównym, ale przy kolejnych logowaniach było niewidoczne i co gorsza nijak nie mogłem go znaleźć.

288. Menu 1

Myślałem nawet, że coś mi się przewidziało, bo trochę „skakałem” z jednego na drugiego bloga (poza tym jeśli nawet na blogu głównym zaloguję się przez WordPress a nie przez Google, to system automatycznie przekierowuje do menu bloga testowego i dopiero po jakimś czasie człowiek „łapie się’, że edytuje nie tego bloga, którego powinien).

Z powyższych powodów, już po opublikowaniu nowego adresu na „starym” blogu zacząłem nawet rozważać, czy nie skasować bloga głównego całkowicie, nie jego uwolnić adresu i nie utworzyć kolejnej strony na koncie WordPress pod adresem bloga głównego. W pewnym momencie byłem niemal już przekonany, że innego wyjścia nie ma. A jesli coś „nie zagra” to co?

Decyzję zostawiłem na weekend i zacząłem grzebać w menu głównego bloga. Postanowiłem dokładnie przejrzeć wszystkie zakładki i sprawdzić dokładnie „co mogę”. Kiedy wszedłem w zakładkę „Statystyka” i pod-zakładkę „Trendy”, na dole wśród wielu informacji pokazały się ikony „komentujących” tu innych blogerów. Kliknąłem w avatar „kury domowej”, a wtedy po lewej stronie nagle pojawiło się poszukiwane „czarne” menu, dokładnie takie samo jak na blogu testowym.

288. Menu 2

Tym sposobem zostałem jednak przy adresie bloga głównego (https://miniauto43.wordpress.com/), który lepiej kojarzy się z adresem „starego” bloga (http://miniauto-43.blog.onet.pl/). Poza tym na blogu głównym autorem jest „artemis”, a nie „artemis43” (jak na blogu testowym) i nikt nie będzie musiał dociekać, czy   „artemis43”  to ten sam „artemis”  z miniauto-43, czy może ktoś inny.

A blog testowy, zanim zostanie skasowany, na razie się przyda, chociażby do testowania nowych szablonów.

Reklamy

287. Ubiegłoroczne zdobycze (2017)

Najbardziej oczekiwany wpis w roku, ukazuje się na tym blogu jako wpis ostatni ! 

Za dwa tygodnie platforma Blog.pl zostanie zamknięta, a wszystko co tu widzicie zniknie z sieci.

Moje „podsumowanie roku” prezentujące wszystkie ubiegłoroczne „zdobycze” pojawia się tu już  po dwunasty.  Poprzednie moje coroczne podsumowania można zobaczyć tu:  2016, 2015, 2014, 201320122011, 2010, 2009200820072006.

Rok 2017 był dla mnie i mojej rodziny rokiem wyjątkowo trudnym. Dlatego podobnie jak w latach ubiegłych, znów nie wszystkie modele jakie w ubiegłym roku kupiłem udało mi się na tym blogu zaprezentować. A szczerze mówiąc udało się zaprezentować tylko kilka znich.

W listopadzie 2016 moja mama skończyła 89 lat i od poprzednich dwóch lat ma już niestety dość poważne problemy ze zdrowiem. Pod koniec lutego stan  jej krwi pogorszył się. (Mama od kilku lat chorowała na czerwienicę, która pod koniec 2016 roku ustąpiła, ale przeszła w niedokrwistość) Pod koniec lutego przytomna i chodząca o własnych siłach mama znów trafiła do szpitala, tego samego co w grudniu 2016 roku. Jednak tym razem jej pobyt w nim zakończył się tragicznie.

W szpitalu, sale były przepełnione i mam trafiła na salę, na której leżało razem 5 osób. Po podaniu kolejnej porcji krwi (podobny zabieg mama przeszła w grudniu 2016 roku), mam była osłabiona i zaraziła się grypą. Ja też się od niej zaraziłem, a grypa była na tyle silna, że pierwszego dnia choroby mnie zwaliło z nóg i do lekarza byłem  stanie pojechać dopiero drugiego dnia. Dostałem lek blokujący wirusa i po trzech dniach stanąłem na nogi.

Niestety stan mojej mamy cały czas się pogarszał. Wyniki ponoć miała dobre, ale z dnia nadzień stawała się coraz mniej sprana i mimo starań lekarzy było z nią coraz gorzej.  Po trzech tygodniach pobytu, szpitalne sale zaczęły pustoszeć (prawdopodobnie z powodu konieczności wygaszenia infekcji jaka panowała na oddziale). Moja mam też została ze szpitala wypisana. W piątek 17 marca, późnym wieczorem siedzącą na inwalidzkim wózku mamę do domu w Piastowie przywiozła karetka. Ułożyłem ją na przygotowanym wcześniej łóżku, a w pracy od poniedziałku  wziąłem 3 dni urlopu. W sobotę stan mamy był zły i kiedy zorientowałem się, że  infekcja, jaką zraziła się w szpitalu nie ,ustąpiła, wezwałem karetkę. Ratownicy przeczytali opis, podali mamie kroplówkę, polecili skontaktować się z lekarzem rodzinnym (z przychodni). Po południu w sobotę, do Piastowa przyjechała moja żona i wraz z nią (a także panią Krysią, która mamie od kilku miesięcy pomagała) zajmowaliśmy się mamą. Ok 1 w nocy podaliśmy jej ostatnie leki, nakarmiliśmy ją łyżeczką, którą też podawaliśmy jej wodę i położyliśmy się spać w drugim pokoju.

W niedzielę rano 19 marca, żona wstała do ubikacji i przy okazji zajrzała do mamy. Szybko wróciła jednak do naszego pokoju i obudziła mnie: Paweł „babcia” chyba umarła. Poszedłem szybko do pokoju mamy i przekonałem się, że mama nie żyje.

W poniedziałek załatwiłem wszystkie formalności związane z pogrzebem, a we wtorek wróciłem do pracy. Trzy dni urlopu, które w piatek wypisałem „na opiekę nad mamą” okazały się już niepotrzebne.

Tydzień po feralnym powrocie mamy ze szpitala, w Żyrardowie odbył się jej pogrzeb.

Niedługo po nim zmuszony byłem rozpocząć trwające dobrych kilka miesięcy porządkowanie spraw po mamie. W maju, po raz trzeci w ubiegłym roku z Francji przyjechała moja siostra i załatwiliśmy formalności spadkowe. Niestety porządkowanie, a właściwie uprzątnięcie domu po mamie spadło na mnie.

W ubiegłym roku już nie, w związku z koniecznością częstych odwiedzin u mamy, ale uprzątaniem tego co po niej zostało, nie wyjechałem na urlop. Owszem wziąłem na przełomie lipca i sierpnia dwutygodniowy urlop, jednak cały spędziliśmy w Piastowie przerzucając kilogramy nikomu do niczego niepotrzebnych starych rzeczy, wywożąc je na wysypisko itd. itd.  Pogoda była bardzo zmienna i niepewna.  Do Zielonki latem nie jeździliśmy w ogóle. W trakcie tego pełnego pracy urlopu odbyłem tylko 2 całodniowe wycieczki nad oddalony od Warszawy o 80 km Zalew Tatar (pod Rawą Mazowiecką).

Zalew Tatar blog2Tym razem, inaczej niż w poprzednim roku, kiedy to odwiedzaliśmy ten uroczy zakątek „południowego Mazowsza”, wspominaliśmy trzy wycieczki odbyte rok wcześniej, w trakcie których  zabieraliśmy ze sobą moją mamę. My wypożyczyliśmy kajak, a mama leżała na trawniku tuż nad wodą, na przenośnym łóżku, w cieniu brzóz i była wycieczkami zachwycona. Teraz najpierw braliśmy kajak i przez godzinę opływaliśmy to całkiem miłe jezioro, a później zabieraliśmy z samochodu koc i szliśmy na łączki, na które przed rokiem zabieraliśmy mamę. Takich wycieczek odbyłem latem 3 . Tę ostatnią już po właściwym urlopie.

Zalew Tatar 12bZ uwagi na opisane tutaj okoliczności, na blogu, w roku ubiegłym pokazałem na bieżąco tylko część moich świeżych zdobyczy. ”Modelikowo” mogę jednak rok 2017 uznać za nie do końca udany.

Co się w minionym roku udało?

Nie tylko dla mnie ale i dla innych kolekcjonerów modeli aut w skali 1:43, rok 2017 był drugim rokiem z rzędu, który nie upłynął pod znakiem „Kultowych Aut PRL”. Był to niestety rok, w którym nie ukazywała się żadna z serii gazetowych z modelikami aut w skali 1:43. Ja z „kultowego szaleństwa”ochłonąłem już kilka lat wcześniej i z dwóch różnych serii dokupiłem okazyjnie już tylko 2 modele, 2 zaś inne „odziedziczyłem” .

Zakupy 2017 0b

Modele „odziedziczone” to Trabant 601 kombi i żółty Fiat 126p z serii „Kultowe Auta PRL” Obydwa kupiłem kilka lat temu na prośbę mamy i obydwa stały cały czas u niej i przypominały jej prawdziwe auta jakimi moi rodzice kiedyś jeździli. Po śmierci mamy zabrałem je i włączyłem do mojej kolekcji.   Na przełomie stycznia i lutego udało mi się wykonać jedną z przeróbek, do której bardzo długo się przymierzałem. Do modelika-zabawki Burago zamontowałem gumowe koła z innego, kupionego za 2 zł na bazarze na Namysłowskiej modelika-zabawki i w ten sposób do kolekcji dołączył (prezentowany w albumie obok) Suzuki Vitara, który w jakimś pudle w pawlaczu przeleżał dobrych kilkanaście lat. W połowie lutego wygrałem na Allegro opisanego dopiero pod koniec października Opla Astrę J. W październiku też dokupiłem w Media Markt białego Opla Rekorda C z serii „Kultowe Auta PRL” (za całe 15 złotych).

287. Zdobycze 4

Pod koniec stycznia wygrałem na Allegro, przerobiłem i opisałem na blogu Dodge WC 63. Pozostałe pokazane tu modele pochodzą z giełd.

Chevroleta 3100 kupiłem w czerwcu, zaś Mercedesa i Fiata 1100 we wrześniu. Ten ostatni kosztował mnie całych 10 zł. Chevrolet zastąpi  modelik-zabawkę z napędem firmy Maisto, którą mam od wielu lat, a która jest w skali 1:45. Mercedesa mam zamiar przerobić na model 350 Mannheim. Mam już od lat właściwie taki sam model w kolekcji, ale ten ma inne (właściwe dla epoki) koła i z uwagi na to, że kosztował  25 zł postanowiłem dokupić, bo od lat „chodził mi po głowie” .

Zakupy 2017 2b

Na podobnej zasadzie na marcowej giełdzie kupiłem model, który też od lat w kolekcji mam. Lotus Esprit firmy Corgi po prostu urzekł mnie otwieranymi i chowanymi reflektorami. Na tej samej giełdzie kupiłem też jeden z ostatnich modeli na mojej „liście poszukiwanych” – Fiata 128. Forda Crown Victoria z serii „Kultowe Wozy Policyjne” oraz Bittera CD kupiłem na Allegro. Zaś na wrześniowej giełdzie wreszcie zdobyłem model, krtóry co prawda na „liście poszukiwanych” nie figurował, ale szukałem go od wielu wielu lat: Ford Sierra RS500, legenda wyścigów DTM z czasów kiedy pracowałem dla Forda w Niemczech. Szczególnie cieszą mnie czarny kolor, pomarańczowe napisy „Texaco”, numer startowy „7” i kierowca Klaus Ludwig, bo takie auto widziałem w 1988 roku w trakcie „dni otwartych” ośrodka badawczo rozwojowego Forda w Kolonii.

Większość zakupionych w ubiegłym roku modeli została pokazana kilka miesięcy temu w albumach (obok).

Jak już tu napisałem, rok 2017 nie był dla mojej kolekcji szczególnie udany, nie był to rok obfity. W kolekcji pojawiło się zaledwie 14 nowych modeli, a właściwie nawet mniej, o wiele, wiele mniej niż w poprzednich latach. Tak mało modeli kupiłem tylko w 1994 roku. Wydatki były też niższe niż w latach poprzednich. Kształtowały się na poziomie z roku 1995 i poziomu z roku 2016 nie osiągnęły. W całym roku zamknęły się kwotą 316 złotych, co zważywszy na realną wartość rynkową pokazanych tu modeli, jest kwotą naprawdę niewielką.

Kolekcja i tak jest już bardzo duża i w mieszkaniu naprawdę zaczyna brakować na nią miejsca. Dlatego też każdy zakup (podobnie jak i w latach poprzednich) powinien być dokładnie przemyślany.

Ale czy do końca tak było?

Pomimo naprawdę niewielkich zakupów, (bo tak naprawdę kupiłem nie 14, a 11 modeli), to i tak po trosze „zacząłem zjadać własny ogon” kupując 2 modele aut, które właściwie w kolekcji już od dawna mam (tylko w nieco innej wersji).

Co się ubiegłym roku nie udało?

W ostatnim roku znów relatywnie mało czasu spędzałem w moim „warsztacie”. Dokonywałem w nim tylko bieżących, doraźnych napraw i przeróbek. Nie udało mi się więc dokończyć rozpoczętych w poprzednich latach większych przeróbek. Nie udało się też zakończyć ciągnących się już latami przeróbek i napraw modeli „rozgrzebanych”. Nie będę ich tu jednak wymieniał, bo ich nazwy wymieniałem już w kilku moich poprzednich corocznych podsumowaniach.

Co prawda na samym początku roku, (kiedy problemy ze zdrowiem mamy udało się opanować) spędziłem w warsztacie trochę więcej czasu. Jednak w skali całego roku nie miałem zupełnie czasu na wizyty w moim „warsztacie”. Nie udało się zatem nawet rozpocząć żadnej z planowanej od kilku lat poważniejszych przeróbek. 

Mimo ponawiania prób i podchodów na giełdach i Allegro, nie udało się też w mijającym roku kupić więcej niż 1 model z mojej ”listy poszukiwanych”. 

Blogowi też poświęciłem mniej czasu niż w latach poprzednich i niestety nie udało mi się regularnie opisywać moich nowych zdobyczy. Właściwie opisałem tylko 2 nowe nabytki. 

Ale cóż, może i dobrze, że nie zajmowałem się zbytnio blogiem, bo za dwa tygodnie platforma Blog.pl zostanie zamknięta, a wszystko co tu widzicie nieodwołalnie zniknie z sieci.

Tym niemniej,  

JUŻ PO RAZ NAPRAWDĘ OSTATNI, 

PRAGNĘ NAPRAWDĘ SERDECZNIE I SZCZERZE PODZIĘKOWAĆ TYM WSZYSTKIM, KTÓRZY PRZEZ PONAD 11 LAT  ODWIEDZALI I WCIĄŻ ODWIEDZAJĄ MOJEGO BLOGA.

 pozdrawiam Artemis

286. Przymusowa przeprowadzka? A może POŻEGNANIE ?

 

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Dwa miesiące temu zmuszony byłem do przerzucenia zdjęć z serwisu OnetDysk na Google. Przeżyłem to, zdjęcia przerzuciłem (choć te umieszczane na OnetDysk wciąż są widoczne). Myślałem, że teraz przez dłuższy czas będę miał spokój i kiedy zakończę porządkowanie różnych spraw po zmarłej w marcu mamie, będę mógł spokojnie blogować dalej. 

Nic z tego. Nie tylko mnie, ale i innych blogerów spotkała kolejna, jeszcze bardziej niemiła niż we wrześniu (kiedy to zamknięto serwis OnetDysk) niespodzianka.  

Właśnie w mikołajki – 6 grudnia otrzymałem e-mail, ale nie od serwisu Blog.pl o tytule „Brakuje nam twoich wpisów”, jak zazwyczaj, a od samej Onet S.A. A w e-mailu był taki oto obrazek:

Do widzenia

Przez ponad 11 lat prowadzenia tego bloga przeżyłem już jedną migrację.  Nie była ona „czyś strasznym” , jednak odbudowanie bloga po niej zajęło mi dobrych kilka miesięcy.  Tym razem sprawa wygląda gorzej. Blog nie zostanie po prostu przeniesiony na inną platformę, a trzeba samemu skopiować jego zawartość i utworzyć nowego bloga np. na serwisie Worldpress.

Kiedy otrzymałem wiadomość z zamieszczonym tu obrazkiem, pomyślałem, że jak znam życie „stary blog”  od razu z sieci nie zniknie, ale po 31 stycznia nie będzie go można już edytować. Cóż można gdybać i przypuszczać, ale lepiej jest sprawdzić co będzie „u źródła”.  Wysłałem więc e-mail do wskazanego na obrazku  Biura Obsługi Klienta. Odpowiedź jaką otrzymałem trochę mnie jednak zaskoczyła: 

Szanowny Panie,
dziękujemy za kontakt.

Niestety po 31.01.2018 blog zostanie skasowany i nie będzie się wyświetlać.
Aby zachować wszystkie wpisy i treści bloga proponujemy pobranie pliku xml, który można zaimportować do innego serwisu wordpress (np. bezpłatnego wordpress.com).

Nie będę ukrywał, że jestem trochę rozgoryczony, bo w prowadzenie tego bloga włożyłem sporo serca i tak cennego dziś czasu.

Nie będę więc już tu zamieszczał nowych wpisów. Nie ma sensu. Owszem założyłem nowe konto we wskazanym miejscu. Mam zamiar skopiować sobie „na pamiątkę” publikowane tu przez lata treści, a zwłaszcza zdjęcia.  

Możliwe, że przeniosę to wszystko pod nowy adres. Jeśli mi się to uda, dobrze, jeśli nie, trudno.  Na razie mam jednak na głowie inne poważniejsze sprawy niż blog i hobby.

W porównaniu do innych blogerów, chyba i tak jestem w dość dobrej sytuacji, bo przecież oprócz tego bloga, już „w realnym”, a nie w jak widać ulotnym wirtualnym świecie istnieje cała ta wcale niemała kolekcja, której część przez te wszystkie lata udało mi się tu zaprezentować.

 

PRAGNĘ NAPRAWDĘ SERDECZNIE I SZCZERZE PODZIĘKOWAĆ TYM WSZYSTKIM, KTÓRZY PRZEZ PONAD 11 LAT  ODWIEDZALI I WCIĄŻ ODWIEDZAJĄ MOJEGO BLOGA.

 

artemis 

  

WITAM W NOWYM MIEJSCU

WITAM

Po 11 latach prowadzenia bloga miniauto-43 zmuszony byłem przenieść się tutaj.

Jak na razie nie mam pomysłu na przetransportowanie wszystkich treści ze starego, dotychczasowego bloga, ale z czasem będę to musiał zrobić.

Onet dysk - albumy

285. Niekoniecznie miła, 66. rocznica rozpoczęcia produkcji w FSO

Tak byłem, widziałem:

SONY DSC

O imprezie dowiedziałem się przypadkiem z sieci, ze strony Krytyki Politycznej, kiedy zauważyłem na niej plakat „Fabryka Sensów Osobistych”.

Od kilku dobrych lat zawsze w listopadzie wybieram się na „obchody” rocznicy uruchomienia produkcji w FSO. Byłem na spotkaniach z okazji 62. rocznicy i na wszystkich kolejnych. (opisywałem je zresztą na tym blogu)
Na spotkaniach tych, 2 lata temu była możliwość „zwiedzenia” fabryki, ale niestety się nie „załapałem”.

Tym razem się udało. Na zlot udałem się wcześniej niż na wszystkie poprzednie. Wpisałem się na listę chętnych i o godz 10 wraz z grupą kilkuset innych osób wszedłem na teren byłej już fabryki.

„Spacer akustyczny” bardzo mi się podobał, bo po raz ostatni byłem w fabryce chyba w 2007 roku, a niektórych jej „zakątków” nie widziałem od ponad 20 lat.

Droga, którą „Spacer akustyczny” ruszył spod bramy głównej FSO w kierunku tłoczni.  (Po prawej budynek nowej lakierni)

Widok (sprzed bramy głównej) na ulicę (drogę wewnętrzną) w kierunku ronda Starzyńskiego. Po lewej budynek nowej lakierni w oddali po prawej  budynek w którym miały siedzibę związki zawodowe OPZZ i Solidarność 80.

Widok w kierunku przeciwnym. Przez kilkanaście lat moja codzienna droga do pracy.  

Po prawej stronie pusty teren po zakładzie 5 – narzędziowni (gdzie w metalu były wykonywane przyrządy, które rysowałem jako konstruktor-technolog w trakcie mojej pracy w FSO) Dalej był również nieistniejący już zakład 6 (produkcji silnika), gdzie mieściło się również biuro, w którym pracowałem)

W drodze na tłocznię po prawej stronie mijaliśmy budynek biurowy usytuowany z tyłu nowej lakierni. To tu przeniesiono biura technologów z zakładu 6. W 2007 roku byłem w nim odwiedzić kolegów, którymi przed laty pracowałem.

Zakład 2 – montaż , a właściwie ruiny hali jakie z niego pozostały.

I w końcu przed nami ukazał się cel „spaceru akustycznego” budynek tłoczni.

Uczestnicy spaceru kierują się w kierunku estakady prowadzącej do hali.

Po wejściu do hali zrobiłem zdjęcie pustej, pierwszej nawy. W hali tłoczni byłem ostatni raz grubo ponad 20 lat temu. Z całego wyposażenia zostały już tylko suwnice. W czasach kiedy pracowałem w FSO, w tej nawie stały tłoczniki , na których produkowane były elementy nadwozi samochodów. (Tłoczniki to przyrządy do produkcji części nadwozi wykonywane z blachy. Przyrządy te były montowane na ogromnych prasach, w które wyposażone były kolejne nawy hali tłoczni)  

W kolejnej nawie pozostały tylko „ślady” po prasach. Pras już tu nie ma. 

Owe „ślady” to wielkie dziury w stropie hali w miejscach gdzie kiedyś stały ogromne prasy do tłoczenia blach karoseryjnych. 

Poniżej filmowa relacja ze spaceru po resztkach fabryki. O dziwo w tłumie zwiedzających zobaczyłem nawet siebie: 

Tu: RELACJA ZE SPACERU AKUSTYCZNEGO na stronie organizatora

Uważam, że inicjatywa Krytyki Politycznej to świetny pomysł. 

Na zloty przyjeżdża zawsze około 100 pojazdów (przeważnie zabytkowych produkcji FSO) a wraz z nimi całe rzesze młodych entuzjastów historii rodzimej, polskiej motoryzacji.
Warto im pokazać i przybliżyć historię fabryki, bo z wielu rozmów jakie odbyłem z uczestnikami zlotu i właścicielami fiatów i polonezów, pojęcie o fabryce mają raczej blade. 

Po powrocie ze spaceru po miejscach, w których dawno temu byłem codziennym gościem, udałem się na parking przed budynkiem dyrekcji zrobić (jak co roku) kilka zdjęć zgromadzonych tam aut:

Parking na zlocie był całkowicie zapełniony, a że wiele aut przyjeżdża na zlot regularnie, wiele z nich już tu pokazywałem (przy okazji moich poprzednich relacji ) 

Polonez MR’89

Karetka, która była na zlocie rok temu. 

Polonez Caro Plus jeszcze kilka lat temu był częstym gościem na naszych ulicach. Dziś coraz trudniej go na nich zobaczyć.

Warszawy 223 

I dwie kolejne

Rajdowy Polonez

Typowe „akwarium” z lat 1987 -1989 

A to ładnie odrestaurowany rajdowy „Borewicz”

Właściciel, który stał przy samochodzie pokazywał auto i opowiadał ile czasu i pieniędzy włożył w odrestaurowanie auta.  

Pod maską silnik z dwoma wałkami rozrządu znany z rajdowej legendy jaką niewątpliwie był Fiat Abarth 124 Rally 

Chyba najbardziej pasujący wyglądem do „spaceru akustycznego” samochód : Warszawa M20 w stanie oryginalnym.

Po kilku godzinach pobytu przed FSO i spacerze po resztkach fabryki, byłem już trochę zmęczony i udałem się w stronę dawnego parkingu dla pracowników, gdzie zostawiłem mój samochód.

Tam zrobiłem jeszcze kilka zdjęć i miałem zamiar wracać do domu.

Moją uwagę przykuła najpopularniejsza kiedyś na polskich drogach sanitarka FSO 1500. 

Jak widać na zdjęciu powyżej, wciąż gotowa do akcji.

Na brzegu parkingu dla pracowników stał też taki oto Mercedes-Benz 350 (W 126), przez znawców uważany za najpiękniejsze i najlepsze auto w historii tej renomowanej marki.

Obok bardzo rzadki Triumph 1300.

Samochód jest zadziwiająco podobny do innego, chyba bardziej znanego auta tej marki jaką był Triumph Dolomite Sprint. Ten drugi powstał prawdopodobnie właśnie na bazie pokazanego na tym zdjęciu auta.

Z parkingu gdzie zostawiłem samochód jednak zawróciłem. Właśnie o godzinie 12 zaczęły się „oficjalne” obchody 66. rocznicy uruchomienia produkcji w FSO. Tak jak w poprzednich lata ich organizator – Stowarzyszenie FSO AUTOKLUB zaprosiło żyjących jeszcze byłych dyrektorów Fabryki Samochodów Osobowych.  

Dwa lata temu zrobiłem na zlocie z okazji 64.rocznicy podobne zdjęcie, na którym było jeszcze o kilku „jubilatów” więcej. Cóż niestety „szacowne grono’ z biegiem lat coraz bardziej się kurczy.

A skoro już zawróciłem, zrobiłem jeszcze kilka zdjęć: 

Syrena 102

Przed laty też wyjechała z FSO.

Naprawdę bardzo ładnie i starannie odrestaurowana. Oryginalne zderzaki z kłami, starszego typu lampy tylne i wiele innych detali. Choć pamiętam te auta z dzieciństwa bardzo dobrze, nie przypominam sobie syren w takim kolorze, ale cóż możliwe, że nie widziałem aut we wszystkich kolorach produkowanych w FSO.

A nieopodal jeszcze inny samochód z zapomnianym już silnikiem dwusuwowym

O ile dobrze pamiętam, jego właściciel podał, że auto pochodzi z roku 1971.

Równie starannie, jak Syrena 102 odrestaurowany Wartburg 353.

Na zlot (jak widać z tablic rejestracyjnych) przyjechały auta niemal z całej Polski.

Maluch też na zlocie się pojawił. W końcu historia FSO to przecież głównie PRL, a to auto jak najbardziej się z okresem PRL kojarzy.

Warszawa M20, czy może już 201 ?

Warszawa M20, a może jednak 202? Kiedyś, (a było to blisko 50 lat temu) rozpoznawałem po drobnych szczegółach każdy model auta rodem z FSO. Dziś mam z tym już trochę kłopot. 

Po blisko 4 godzinach byłem już naprawdę zmęczony i udałem się do samochodu., aby wrócić do domu. Na parkingu, gdzie go zostawiłem też spotkałem jeszcze kilka innych, ciekawych aut:   

Mercedes-Benz 200 (W115)

Fiat 126p , dokładnie taki sam, jak ten, którego razem z moim ojcem odbieraliśmy z Polmozbytu w 1979 roku. 

I kiedy już miałem wsiąść do auta i odjechać, tuż obok pojawiło się piękne BMW 2002.  Dokładnie 30 lat temu, kiedy odbudowywałem poskładany z części, kupionych na pchlim targu modelik jego następcy, objechałem rowerem calutkie, nie tak małe znowu Bonn, aby gdzieś spotkać BMW właśnie w takim „kanarkowym” kolorze.

Przez ostatnie miesiące jestem bardzo zajęty, znalazłem jednak kilka godzin na wypad 4 listopada przed FSO, a dziś też kilka na złożenie obszernej relacji z mojego tam pobytu.

Wszystkich zaś zainteresowanych tematyką związaną z opisaną tu rocznicą, zapraszam do przeczytania kilku moich wcześniejszych wpisów poświęconych Fabryce Samochodów Osobowych na Żeraniu:

273. Niekoniecznie miła rocznica (65.)

257. Niekoniecznie miła rocznica (64.)

235. Niekoniecznie miła rocznica (63.)

211. Niekoniecznie miła rocznica (62.)

oraz

155. FSO – smutny koniec historii (cz.3) – Czy to musiało się tak skończyć ?

Dla przypomnienia: 23 lutego 2011 roku z taśmy montażowej fabryki na Żeraniu zjechał najprawdopodobniej ostatni samochód osobowy w jej historii.