320 – Waloryzacja po trzydziestu latach – Volvo 760 GLE

172-taksc3b3wki-1

Nie często mam na tym blogu okazję opisywać modele stare, kupione wiele, wiele lat temu. Kilka z takich modeli prezentowałem tu dokładniej, przy okazji „wpisów warsztatowych” prezentujących ich naprawy lub przeróbki. Były to modele Solido made in France, czy też Schabak albo NZG made in Germany. W albumach obok pokazanych jest wiele takich starych już dziś modeli, ale modelik made in Italy prezentowałem chyba tylko raz wiele lat temu. Była to odbudowana z wraka Lancia Y10 firmy Polistil .

Tym razem zaprezentuję inny modelik tej samej firmy z dokładnie tego samego okresu (końca lat osiemdziesiątych). Kupiłem go gdzieś w maju 1990 roku na giełdzie modelarskiej w Kolonii. Poniższe zdjęcia znalazłem w Internecie i pokazują jak wyglądał modelik pierwotnie (w oryginale):

Kiedy zobaczyłem go na jednym ze stoisk, kupiłem bez większego zastanawiania się. Kosztował niedrogo, bo tylko 10 marek, zaś samochód który przedstawia był popularny i na ulicach zwłaszcza w Niemczech, (gdzie wtedy pracowałem) można go było spotkać niemal na każdym kroku. Bryła modelika była ładna. Otwierane drzwi nie przeszkadzały, bo wykonano je dobrze, poza tym w tamtym czasie otwierane elementy były w modelikach normą. Całość robiła dobre wrażenie, tylko przód modelika nie do końca przypominał oryginał, bo był nie tylko uproszczony, ale i jakość spasowania poszczególnych elementów nie była najlepsza.

Oglądając powyższe zdjęcia ktoś mógłby zapytać, a ten modelik to w jakiej właściwie jest skali ? Nie wiedzieć czemu na pudełku jest podana niewłaściwa skala 1 / 40 podczas gdy na spodzie modelika jest narysowana drabinka i podana jest właściwa skala 1 / 43 . (Jak w dużo starszych innych włoskich modelach firm Politoys i Polistil).

Waloryzację modelika zacząłem praktycznie zaraz po jego zakupie. Czarną farbą pomalowałem listwy na drzwiach i klamki. Zaś w czarne otworki w felgach wcisnąłem małe okrągłe zaślepki – wycięte z jakiejś oklejonej błyszczącą aluminiową folią styropianowej tacki (po mięsie czy rybach), aby maleńkie felgi przypominały oryginalne felgi Volvo. (Modelik ma koła osadzone na plastikowych bolcach w dokładnie taki sam sposób jak modele innej włoskiej firmy – Bburago). Modelik miał „skręcane” koła, ale nie wiedzieć czemu nie dało ich się skręcić „na stałe”, bo po skręceniu samoczynnie wracały do pozycji jazdy „na wprost”.

Próbowałem wtedy od razu modelik „otworzyć”, bo jest on „nitowany” (jak widać na ostatnim zdjęciu powyżej). Niestety mi się to nie udało. Rozwierciłem miejsca nitowania i próbowałem ściągnąć podwozie z bolcy mocujących je do nadwozia, tak jak już to robiłem w innych modelach w tamtym czasie. (Aktualnie tylko chyba niektóre modele Corgi Vanguards i to te starsze mają przynitowane do nadwozia podwozie). W większości takich przypadków, specjalnych problemów nigdy nie było, ale volvo stawiło dzielny opór, a przy którejś z bardziej energicznych prób ściągnięcia, płytka podwozia pękła tuż przed nitem i w ręku został mi przedni zderzak wraz z całym niemal zwisem przednim.

Tragedii nie było, była z tego pewna korzyść: Z modelika udało się wyjąć to na czym mi najbardziej zależało – pas przedni z atrapą i światłami. Po wysunięciu go pomalowałem dolną część lamp pod światłami białą farbą i pomarańczową migacze a także białą światła pozycyjne. W trakcie tej operacji pękł też narożnik wkładki świateł z prawej strony, a sama wkładka okazała się bardzo delikatna. Pęknięcie to udało się szczęśliwie skleić i wada nie jest praktycznie widoczna. Po tych poprawkach, modelik złożyłem, oderwaną część płytki podwozia przykleiłem do reszty z powrotem i modelik schowałem do oryginalnego pudełka. Tak przeleżał w nim i pudle numer 1 prawie 30 lat, ale kiedy co jakiś czas go wyjmowałem i oglądałem, tak jak w przypadku opisywanego tu Peugeota 605 pamiętałem o tym, że kiedyś może trzeba będzie się nim zająć.

Czasem kiedy na ulicy spotkałem prawdziwe Volvo 760 robiłem zdjęcia przodu auta, bo pierwotnie planowałem zrobienie całej atrapy od nowa, ale nie do końca miałem pomysł jak ją wykonać. Prawie takie samo Volvo z dokładnie taką atrapą (jaką powinien mieć modelik) parkowało kilka bloków dalej. Oglądałem je wielokrotnie i zastanawiałem się jak zwaloryzować mój naprawdę ładny i rzadki model.

Zdjęcia złotego Volvo (z okolic mojego bloku) są jeszcze z 26 marca 2018 roku i 5 lipca 2021 roku, a czerwonego z 11 września 2022.
Okazja wznowienia przeróbki nadarzyła się 15 lutego 2021 kiedy to na parkingu centrali mojej firmy, w trakcie jakieś wizyty tam, napotkałem samochód (taki jak modelik ) i tam zrobiłem prezentowane tu 2 ostatnie zdjęcia. Wtedy to udało mi się nawet atrapę pomierzyć.

Do sprawy podszedłem jak zwykle ambitnie, patrząc z dzisiejszego punktu widzenia możliwe, że „za ambitnie”. Bo to co w końcu udało się osiągnąć, mogłem uzyskać znacznie mniejszym nakładem pracy, po prostu odłamując ponownie to co już się 30 lat wcześniej odłamało, a więc przedni zderzak wraz kawałkiem płytki podwozia. Ale nie, postanowiłem modelik „jak trzeba” roznitować z przodu i z tyłu i mocowanie podwozia przerobić na śrubki.

Jeszcze raz (tym razem dokładniej rozwierciłem miejsca nitowania i znów (jak 30 lat temu) próbowałem płytkę podwozia ściągnąć. Modelik znów stawił mocny opór, ale na cóż w końcu dodatkowe 30 lat doświadczeń z różnymi przeróbkami. Wreszcie się udało, ale czy dobrze do końca ?. No chyba nie. O ile dobrze pamiętam, jednym z powodów „otwarcia” modelika była próba skorygowania czy przerobienia mechanizmu skręcania kółek. Teraz do mechanizmu udało się dobrać tylko że pałąk, a właściwie plastikowy element, łączący zwrotnice na których zostały osadzone koła, odłamał się od jednej z nich (w trakcie energicznego rozdzielania podwozia od nadwozia)

Cóż znów trzeba było zacząć kombinować „jak to teraz naprawić”.

Najpierw spokojnie przerobiłem „na śrubki” mocowanie podwozia (czynność tę opisywałem już na blogu). Operacja jest widoczna na pierwszych trzech zdjęciach. Na kolejnych widać to, co stało się z osią przednią w trakcie ściągania podwozia. Miejsce pęknięcia, a właściwie rozerwania mechanizmu (o ile plastikową wypraskę, w skład której wchodziły zwrotnice i elastyczny pałąk, można tak nazwać) było bardzo małe. Jego przekrój to ok. 0,8 na 2 mm. Czysto mechaniczna naprawa nie wchodziła więc w grę, w grę nie wchodziło także zwykłe sklejenie, po klejony przekrój po prostu byłby za mały. Trzeba było zatem wykombinować coś pośredniego.

Ale zanim zabrałem się za naprawę podwozia postanowiłem skorygować kształt przodu modelika. Po zmierzeniu szerokości atrapy na prawdziwym samochodzie i jej imitacji na modeliku, okazało się, że imitacja ma właściwą szerokość (w skali). Kiedy ją obejrzałem , doszedłem do wniosku, że choć jest wykonana trochę prymitywnie, tragicznie nie wygląda. Modelik w końcu ma ponad 30 lat i z oryginalną atrapą będzie wyglądał autentyczne. Poza tym, to pierwsze i najstarsze Volvo w mojej kolekcji, więc chyba dobrze, że ingerencja w jego wygląd nie jest zbyt obszerna. Atrapę trzeba było tylko lepiej dopasować do świateł, tak aby szczeliny między nią a lampami były z lewej i prawej strony takie same, a także wsunąć atrapę troszkę głębiej w nadwozie.

W trakcie też żmudnej operacji nie robiłem zdjęć. Skupiłem się na dopasowywaniu elementów. Poza tym prawy narożnik wkładki lamp znów pękł i trzeba go było kleić. Kiedy zmontowałem przód i założyłem płytkę podwozia, modelik pomimo moich wysiłków , wciąż „nie wyglądał”. Po analizie zdjęć samochodu i modelika doszedłem do wniosku, że powodem tego jest zbyt mało wysunięty do przodu zderzak. Postanowiłem go więc „wydłużyć”:

Na bocznych powierzchniach przedni zderzak modelika ma wytłoczone maleńkie harmonijki. W latach osiemdziesiątych takie rozwiązanie było stosowane w wielu europejskich samochodach, które na rynek USA miały inne, przeważnie też masywniejsze zderzaki, bo musiały spełniać amerykańskie normy bezpieczeństwa. Postanowiłem wykorzystać taką formą zderzaka. Odciąłem jego przednią część z boku właśnie tuż przed owymi harmonijkami, zaś od spodu dość żmudną operacją było odcięcie właściwej belki zderzaka od płytki podwozia. Odcięty zderzak wydłużyłem, a właściwie nadsztukowałem, tylko na bocznych jego końcach naklejając na nie cienkie na ok. 1mm czarne plastikowe płytki. Po tej operacji boczne końcówki zderzaka opiłowałem, tak aby nie było widać , że zostały wydłużone. Aby wszytko się trzymało, od wewnętrznej strony na przednią (odłamaną kiedyś) część płytki podwozia nakleiłem 2 czarne plastikowe płytki zaś ich kształt dopasowałem do wewnętrznej powierzchni odciętego zderzaka. Następnie całość skleiłem. (To wszystko widać na pierwszych 6 pokazanych powyżej zdjęciach)

Po przymiarce modelik wyglądał od razu lepiej i bardziej przypominał przód prawdziwego Volvo. Teraz przyszła kolej na rzecz najtrudniejszą. Naprawę podwozia, a właściwie przedniej jego osi. W miejsca gdzie pałąk łączący zwrotnice (widoczny w poprzedniej prezentacji na ostatnim zdjęciu) przy samej zwrotnicy tworzy niejako literę „U”, w jej środek wkleiłem dopasowane do niej kawałki plastiku. (Widać to na zdjęciach 7 , 8 i 9 , gdzie strzałką pokazałem miejsce nowego połączenia zwrotnicy z pałąkiem). W ten sposób zapewniłem nie tylko większą powierzchnię klejonego połączenia, ale także ewentualną możliwość dalszej przeróbki modelika na „w pełni skręcane koła”. Teraz trzeba było tylko połączyć pałąk z odłamaną zwrotnicą (jak na przedostatnim zdjęciu). Połączenie musiało być nie tylko mocne ale i wykonane precyzyjnie, tak aby po zamontowaniu zwrotnic do wkładki wnętrza i płytki podwozia koła nie rozjeżdżały się na boki i stały pionowo. W tym celu wykonałem nawet ze styropianu specjalny przyrząd (widoczny co prawda słabo na ostatnim zdjęciu). Nie pamiętam już czy go wykorzystałem, czy nie, bo pokazane tu zdjęcia są z drugiej połowy lutego 2021 roku. W każdym razie modelik udało się naprawić i zwrotnicę przykleić, jednak nie trafił on do pudła numer 1 (gdzie był przez 30 lat przechowywany). Odłożyłem go do skrzynki w której mam kilka modeli wymagających po większych naprawach jakichś drobnych „dopieszczeń” .

W ubiegłą niedzielę, w trakcie jakiegoś remanentu wyciągnąłem go z owej skrzynki, rozebrałem i dokończyłem całą zabawę. W jej trakcie wykonałem kilka zdjęć już nowym Iphonem:

Jako dokończenie waloryzacji planowałem pierwotnie przeróbkę osi przedniej na „w pełni skręcane koła”. Jednak na razie tę odłożyłem na później. Postanowiłem modelik nieco jeszcze uatrakcyjnić wizualnie. Z pasa przedniego wypchnąłem wycieraczki. Są one zamocowane w nadwoziu na bolcach o przekroju prostokątnym, co jest naprawę rzadkością. Dzięki temu wycieraczki po zamontowaniu zawsze znajdują się we właściwej pozycji i nie trzeba ich ustawiać. Pas podokienny (charakterystyczny dla aut serii 760 – w tańszych modelach – 740 był inny) postanowiłem najpierw pomalować, ale że farby mam już stare, zrezygnowałem z tego i okleiłem cienką papierową naklejką z czarnym nadrukiem. Ramkę przedniego okna pomalowałem srebrnym pisakiem dla plastyków. I to właściwie tyle.

Modelik jak na koniec lat osiemdziesiątych oraz miejsce jego produkcji jest naprawdę precyzyjnie wykonany. na oryginalnym opakowaniu, które do niego mam, są napisy „Printed in Italy – Made in Italy” oraz „1988 Tonka Italia Spa”. konstrukcja jest bardzo ciekawa. Składa się nie z dwóch (jak w większości modeli) a z trzech głównych modułów czy właściwie podzespołów: nadwozia z drzwiami, modułu wnętrza, w którym wykonano siedzenia i zamontowano koła tylne oraz podzespół skrętnej częściowo osi przedniej wraz z kołami, a wszystko zamyka płytka podwozia w której odlano zederzaki przedni i tylny.

Modelik ma bardzo precyzyjne odlewy i wypraski z tworzyw sztucznych. Wszystkie połączenia są wyłącznie mechaniczne. Do jego zmontowania nie użyto żadnego kleju, ani innych rozgniatanych na gorąco połączeń. Powstał w 1988 roku, a więc w okresie kiedy firmy modelarskie zaczęły przenosić produkcję z Europy do Chin. Jest on przystosowany jak najbardziej do szybkiego i bezproblemowego montażu, co przy produkcji i montażu we Włoszech pozwalało utrzymać w ryzach koszty, jednocześnie zapewnić dobrą jakość.

Po przeróbkach ostatecznie wygląda tak:

Kiedy już zakończyłem właściwe poprawki postanowiłem modelik „zarejestrować”

Pierwotnie miałem zamiar nakleić jakieś przypadkowe tablice rejestracyjne, ale w trakcie przeglądania moich szpargałów z wydrukowanymi rejestracjami okazało się, że mam przewidziane do modelika jego właściwe tablice.

Zostały wydrukowane (prawdopodobnie przy jakieś okazji) razem z tablicami do innych modeli, kilka dobrych lat temu, bo zupełnie nie pamiętałem , że je w ogóle kiedyś drukowałem.

A teraz wyjaśnię co oznaczają poszczególne znaki na tablicy: WUX – to początek numeru rejestracyjnego mojego prawdziwego auta, którym w momencie zakupu modelika jeździłem. 0 – to końcówka roku zakupu (kupione wcześniej modele miały końcówkę roku np. 87 lub 89). Zaś 102 – to numer modelika w kolekcji (na liście według kolejności zakupów).

Wygląda na to, że modelik ma troszkę za małe koła, może nie tyle same felgi, co zbyt niski profil opon.

Samochód też jakichś ogromnych kół nie miał :

Na razie nie mam na to pomysłu. Myślałem o zmianie oponek na takie o troszkę wyższym profilu. Na pewno pomogłoby „podwyższenie zawieszenia”, ale cóż, na taką operację nie bardzo pozwala konstrukcja modelika. Nie próbowałem ściągać opon , bo mają one 32 lata i nie wiadomo czy taką operację by „przeżyły”. Gdyby tak, najprawdopodobniej pasowałyby do wspomnianej na początku tego wpisu Lancii Y10. Jednak na razie nie bardzo mam pomysł co wtedy na felgi Volvo założyć.

pozdrawiam

Post scriptum 6. stycznia

Teraz modelik zapakowany w oryginalne pudełeczko znów wylądował w moim pudle numer 1, w którym przechowuję najstarsze modele w mojej kolekcji (do numeru 130). Ala zanim tam wylądował, zrobiłem jego jeszcze jedno zdjęcie:

Obok modelika z 1988 (Volvo 760 GLE) stoi jeden z ostatnich nabytków, kupiony pod koniec października (niejako w ramach zakończenia 3 miesięcznej promocji „Allegro smart na start” – bezpłatnych przesyłek) modelik z 2016 roku (Volvo 145 Express). Jak widać, na tle jak najbardziej współczesnego modelika, wydanego co prawda w serii gazetowej, ale oferowanego również w wersjach „gablotkowych”, modelik Volvo 760 GLE (starszy o całe 28 lat) wcale nie prezentuje się źle.

I jeszcze jedna dość istotna informacja. Jak uważniejsi obserwatorzy i czytelnicy tego bloga zauważyli, zmieniłem nieco numerowanie wpisów tego bloga. Otóż jakieś dwa tygodnie temu w przeglądarce włączyłem niechcący tryb głosowy. Zorientowałem się, że mojego bloga wcale nie trzeba czytać, a można włączyć „tryb głosowy”. Działa on w przeglądarce Microsoft Edge:

Wpisy, których numer jest oddzielony od tytułu myślnikiem, a nie kropką (zaznaczone powyżej strzałą) zostały sprawdzone, a ich pisownia dostosowana do odsłuchania za pomocą funkcji ” Czytaj na głos tę stronę” (Ctrl + Shift +U)

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s