315. Naprawa myszki i Morris Minor Traveller

Jakiś czas temu, przy okazji prezentacji Żubra A80 zadałem pytanie „czy warsztatowe przygody mogą się do czegoś przydać? ” We wpisie tym pokazałem jak naprawiłem mieszadełko od blendera i przypomniałem inne wpisy związane z naprawami różnych rzeczy, niekoniecznie modelików.

Kiedy kilka dni temu skończyłem poprzedni wpis i kliknąłem „zapisz szkic” zepsuła się myszka. Odziedziczyłem ją po córce, która wyprowadzając się, przed wyjazdem do Berlina zostawiła torebkę z różnym „elektro-złomem”. Były tam kable, oczywiście słuchawki, ale znalazłem też bezprzewodową myszkę. początkowo myślałem, że do niczego się ona nie przyda, bo przecież nie wiadomo gdzie jest do niej nadajnik USB. Ale po kilku tygodniach kiedy wziąłem ją po raz drugi do ręki, okazało się, że nadajnik siedzi w specjalnej kieszonce obok klapki na baterie. Wsadziłem nadajnik do komputera i okazało się, że myszka działa. Odstawiłem więc na bok swoją, kupioną jeszcze na początku pandemii i zacząłem używać myszki odziedziczonej po córce.

Po kilku miesiącach w trakcie pracy w domu (a na stole w kuchni gdzie pracuję) nie jest zbyt dużo miejsca i stawiając na nim szklankę z napojem niechcący potrąciłem myszkę tak, że spadła na podłogę. Kiedy ją podniosłem okazało się, że myszka dalej działa i łączy się z komputerem, ale nie działa kółko do przewijania stron. Ponieważ kiedyś naprawiałem już takie kółko w innej myszce, zacząłem przymierzać się do naprawy. Niestety nie znalazłem sposobu, jak myszkę rozebrać. Pamiętam, że oglądałem ją z zewnątrz na wszystkie strony i nie znalazłem żadnych śrubek do jej rozkręcenia.

Przeprosiłem się zatem z moją starą niebieską myszką, a ta czarna „odziedziczona” wylądowała z powrotem w torebce z „elektro-złomem” córki.

Kilka tygodni temu, w trakcie pracy w domu, wydało mi się, że moja stara niebieska myszka nie łączy się dobrze z komputerem. Kursor czasem skakał po ekranie niestabilnie, w trakcie pisania tekstu przeskakiwał w środek napisanych już wcześniej wyrazów itp. Postanowiłem to sprawdzić i podłączyć na chwilę nie do końca sprawną myszkę po córce. W trakcie przekładania baterii z mojej myszki do „odziedziczonej” w tej ostatniej, na dnie pojemnika na bateryjki dostrzegłem długo wcześniej poszukiwaną śrubkę mocującą górę myszki z jej podstawą.

A że jako wytrawny kolekcjoner i poniekąd modelarz wkrętaki mam na stole „pod ręką”, od razu myszkę rozkręciłem. Okazało się, że w trakcie upadku na podłogę prawdopodobnie myszka uderzyła w nią właśnie wystającym z obudowy kółkiem do przewijania stron. Pękł grubszy bolec miedzy właściwym kółkiem a czujnikiem obrotowym, przez co funkcja przewijania stron przestała działać. Kiedy wyjąłem kółko z myszki okazało się, że maleńki bolczyk na końcu, który wchodzi do czujnika i obraca go siedzi w odłamanej skosem końcówce grubszego bolca.

Od jakiegoś czasu do szybkich, ale zazwyczaj skutecznych napraw zwłaszcza drobnych elementów w modelikach używam cyjanopanowego kleju Pattex żel. Klej ten dobrze przechowywany może służyć nawet 2 lata, a klei dobrze nawet bardzo drobne elementy takie jak pałąki lusterek czy inne drobne elementy kiedy np. przypadkowo się ułamią.

I tak, w trakcie opisywanego tutaj ostatnio podwyższania podwozia autobusu M-B O302, którego nie udało mi się rozebrać, przeróbkę musiałem robić na kompletnym modeliku, co jest zawsze bardzo kłopotliwe. W jej trakcie pękł górny pałąk prawego lusterka. Stary używany chyba od kilku lat poprzedni klej nie wiązał już bardzo mocno. Ponieważ tubka był już prawie wyciśnięta, postanowiłem kupić klej nowy. Wsiadłem na rower (też odziedziczony po córce) i pognałem do Castoramy. Kiedy wróciłem do domu z tubką nowego kleju, okazało się, że w szufladzie z narzędziami modelarskimi jest jeszcze jedna, nie rozpieczętowana. Starą tubkę wyciskałem prawdopodobnie tak długo, że zupełnie zapomniałem o tym, że w szufladzie mam nowy klej. (Bo nie pamiętam kiedy i gdzie go kupiłem, co świadczy o jakości opisywanego produktu)

Ale wróćmy do naprawy myszki. Kiedy zorientowałem się, że mam w domu dwie tubki kleju otworzyłem tą starszą. Naprawę wykonałem dość szybko nie pamiętam czy wyjmowałem odłamany kawałek kółka z obrotowego czujnika, czy nie, po prostu nałożyłem odrobinkę kleju na rozerwane powierzchnie, docisnąłem je do siebie i wycentrowałem oś kółka na tyle, na ile się dało.

Niestety naprawa nie okazała się skuteczna. Myszką pracowałem coś około tygodnia, może dłużej i znów się zepsuła. Kiedy ją rozebrałem, tym razem okazało się, że odłamał się mały bolczyk, który napędza czujnik. Prawdopodobnie miejsce gdzie łączy się z grubszym bolcem było już „nadwyrężone” upadkiem myszki, a „centrowanie” klejonych elementów nie wyszło idealnie i chyba w trakcie obracania kółkiem mały bolec, który siedzi w czujniku dość ciasno, był cały czas zginany, aż w końcu pękł.

Myszkę trzeba wiec było naprawić starą sprawdzoną już dobrych kilka lat temu metodą :

Najpierw z obrotowego czujnika wypchnąłem mały odłamany bolczyk. W osi grubszego bolca kółka (w miejscu zaznaczonym czerwoną strzałką) wywierciłem otworek o średnicy 1,2 mm i głębokości ok. 5 mm. Następnie ustawiłem kółko w pozycji roboczej i w wywiercony otworek oraz otwór w czujniku wepchnąłem wykałaczkę. Sprawdziłem czy kręcąc wykałaczką czujnik obraca się. Kiedy okazało się, że wszystko jest OK, obsadkę nożyka modelarskiego uzbroiłem w opisywaną na tym blogu końcówkę z „piłą” i uciąłem wykałaczkę w miejscu zaznaczonym żółtą strzałką strzałką. Zostawiłem wystający z czujnika kawałek wykałaczki, na wszelki wypadek, aby można ją było wyciągnąć, gdyby to całkowicie mechaniczne połączenie w którymś miejscu „puściło”. Na razie wszystko działa, zdjęcie pochodzi z 13 września, a jeśli kogoś interesują szczegóły, polecam otworzyć pokazany tu obrazek w nowym oknie i powiększyć.

Tyle o myszce, a skoro już znaleźliśmy się w moim „warsztacie” to kontynuując temat zastanawiałem się jaką naprawę, czy przeróbkę modelika przy okazji powyższych dywagacji pokazać. Zrobionego kilka lat właściwie z niczego, bo z zabawki Bburago Suzuki Viterę, zapowiadanego tu swego czasu Peugeota 504 Coupe z przerobioną ścianą przednią, a może nietuzinkową przeróbkę dachu Warszawy 203P z aktualnej serii legend FSO ? Nie, bo te modele wymagają dłuższego opisu i publikacji wielu zdjęć, a to już byłoby jak na jeden wpis za wiele. Kiedy przeglądałem zawartość zdjęć w moim telefonie przypomniał mi się Morris Minor Traveller.

Modelik długo przeze mnie rozważany, a później też raczej poszukiwany, kupiłem na grudniowej giełdzie w trochę sfatygowanym opakowaniu za całe 35 złotych.

Modelik firmy Lledo z serii Vanguards świeżutki nie jest, bo pochodzi z 2004 roku (przynajmniej taka data widnieje na jego opakowaniu), a co za tym idzie, nie jest idealny i wymagał kilku drobnych poprawek:

Pierwszą rzeczą jaką należało zrobić to „roznitować” modelik (na co wskazuje zaznaczony żółtą strzałką rozwiercony czop do mocowania nadwozia z podwoziem). Mocowanie przerobiłem na śrubkę w sposób opisywany dokładniej tutaj. Po przeróbce mocowania (prawdopodobnie niedługo po zakupie) postanowiłem modelik troszkę upiększyć. Rozkręciłem go, wyciągnąłem z niego atrapę i okleiłem ją samoprzylepną folią aluminiową, którą kiedyś dostałem od kolegi, a która czasem służy do napraw elementów chromowanych. Wydawało mi się, że kremowa atrapa nie bardzo pasuje do modelika i chromowana będzie lepsza. Tak lekko zwaloryzowany modelik wylądował w opakowaniu w „starej” witrynie na dolnej półce, na którą od 2 lat trafiają modele, które nie mieszczą się już w różnych pudełkach i pudłach.

Z przeróbki nie byłem do końca zadowolony i kiedy obejrzałem zdjęcia samochodu w Internecie postanowiłem spróbować zostawić jednak poziome szczeble atrapy w kolorze żółto-kremowym, a z okleiny zostawić tylko srebrną ramkę okalającą atrapę. Odbyło się to już jakieś dobre 2 miesiące od zakupu modelika.

Pokazane tu zdjęcia pochodzą z 20 lutego tego roku. Nie do końca się to wszystko od razu udało. Pierwsza ramka „wycięta” z pierwotnej okleiny nie bardzo się udała. musiałem zerwać folię i nakleić nowy kawałek jeszcze raz, „rozsmarowując” folię szczególnie dokładnie na obrzeżach atrapy, tak aby dobrze się do plastikowej wkładki przykleiła. Następnie delikatnie odciąłem nożykiem modelarskim środek i kawałek po kawałku wydłubałem z atrapy (co widać na pierwszym górnym zdjęciu w miejscu oznaczonym czerwoną strzałką).

Modelik, oglądany na giełdach, w Internecie, czy na Allegro, zarówno w starej wersji (wydanej jeszcze jako Corgi Classics) jak i pokazanej tu nowszej (Lledo Vanguars) ma jedną wadę, która trochę mnie do jego wcześniejszego zakupu zniechęcała. Modelik Vanguars występował też w 2 wersjach, starszej z pełnymi chromowanymi imitacjami reflektorów – bez przezroczystej wkładki i nowszej (pokazanej tutaj) z reflektorami z odbłyśnikami z cyrkonii, co najlepiej można zobaczyć tutaj . Ze zdjęć w Internecie wynika, że wspomnianej wady nie ma, lub występuje ona w niewielkim stopniu właśnie w starszej wersji modelika Vanguars. Jednak w Polsce modelik w tej wersji nie jest zbyt popularny i taka mi się nie trafiła.

Na czym polega owa wada:

Otóż jak widać na zdjęciu, w miejscu zaznaczonym strzałką, imitacja drewnianej górnej ramki okna nie przylega dobrze do dachu i w środku tworzy się brzydka szpara, ramka zamiast na zewnątrz być wypukła jest wklęsła. Wielu kolekcjonerów nie zwróciłoby na to uwagi, ale mnie w końcu „nadwoziarza” z wykształcenia, a i trochę z praktyki zawodowej, takie rzeczy denerwują.

Próbowałem temu zaradzić. Rozebrałem modelik wyjąłem ze środka wkładkę z szybami i próbowałem ściągnąć z nadwozia imitację drewnianej „klatki”. Niestety mi się to nie udało. nie chciałem się z modelikiem „szarpać” bo jest on „gablotkowy” i w przeciwieństwie do starszych modeli tej firmy (pakowanych w kartonowe pudełka) lusterka w błotnikach ma wklejone na stałe, a nie wyjmowane, co wydatnie utrudnia wszelkie zabiegi przy jego waloryzacji.

Miałem nadzieję, że kiedy klatkę wyjmę z nadwozia uda mi się ją tu i ówdzie ją dopiłować czy przygiąć i dopasować do nadwozia tak, aby wspomnianej szpary przy dachu nie było. Kiedy się to jednak nie udało, zacząłem rozważać przyklejenie górnej ramki okna, klejem kontaktowym do krawędzi dachu. Jednak taka operacja jest dość ryzykowna, jeśli klejonych elementów nie można przed nią rozdzielić i występuje duże prawdopodobieństwo uszkodzenia lakieru.

W końcu postanowiłem ramkę „podeprzeć” w trochę prowizoryczny, aczkolwiek skuteczny sposób:

Z opakowania po drażach z Biedronki, czyli cienkiego przezroczystego plastiku zrobiłem „podpórki” które mają ok 0,5 mm szerokości i 1 mm głębokości. Dopasowałem je do wysokości okna tak, aby przylegały do szyby, nie wystawały na zewnątrz, a podpierały górną krawędź ramki okna tak aby przylegała ona do dachu.

Rozwiązanie jest jak napisałem nieco „prowizoryczne” bo „podpórki” nie są przyklejone a tylko wciśnięte w ramkę okna. Siedzą ciasno, same nie wypadają, ale gdyby przypadkowo złapać modelik palcami za tylne okno, wypaść jednak mogą. Są tak małe it dopasowane tak, że można je włożyć tylko pęsetką.

Na koniec, nie pamiętam już czy przy pierwszych, czy już drugich „lutowych” poprawkach, pomalowałem jeszcze srebrną farbą, a właściwie pisakiem ze srebrną farbą kupionym w sklepie dla plastyków, ramkę przedniego okna.

Było przy tym trochę zabawy, bo modelik, jak na późnego Vanguars’a przystało, ma fototrawione wycieraczki szyby przedniej. Nie jestem fanem takiego rozwiązania, pożądanego skądinąd przez wielu „rasowych” kolekcjonerów. Wycieraczki takie są słabo widoczne, a przez to łatwo je przez nieuwagę zgiąć czy uszkodzić, a przy tym są one dość kłopotliwe do naprawy, czy wyprostowania. W przypadku tego modelika chyba tak właśnie się stało.

Modelik jest wyposażony w imitację przednich lamp z chromowaną obwódką i odbłyśnikiem z cyrkonii.

Firma Corgi stosuje takie rozwiązanie od niepamiętnych czasów (chyba nawet od 1961 roku), a Lledo to w końcu Corgi, bo marka ta jakiś czas temu znikła, a modele z serii Vanguads są aktualnie oferowane pod marką Corgi. W opisywanym modeliku zastosowano te sama wkłady lam przednich, co wielu innych modelach tej marki. Są to dokładnie takie same wkłady jakich swego czasu użyłem do przeróbki lamp przednich w modeliku IFA F8. Moim zdaniem, choć na pozór wyglądają dobrze, są nieco za małe.

Ale cóż, za pieniądze jakie za modelik dałem, wypada się naprawdę cieszyć a nie narzekać !

pozdrawiam

Jedna myśl w temacie “315. Naprawa myszki i Morris Minor Traveller

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s