311. Wystawa na ASP i berlińskie zdobycze

172-taksc3b3wki-1

Ten rok (choć się jeszcze nie skończył) na tle poprzednich mogę śmiało nazwać „rokiem podróży”, bo takich kilkudniowych odbyłem w sumie aż 4. Majowy wypad w Bieszczady opisałem tu dokładne. O lipcowym „rodzinnym wyjeździe służbowym” do Frankfurtu nad Menem i sierpniowych wakacjach w Olsztynie wspominałem w poprzednim wpisie i mam nadzieję jeszcze o nich napisać nieco więcej.

W grudniu trafiła mi się jeszcze jedna podróż, która zaowocowała kolejnymi nowymi zakupami do kolekcji. Jak wspominałem tu ostatnio, moja córka od września rozpoczęła roczne studia na Universität der Künste (UdK) w Berlinie. Na studia te dostała stypendium z Deutsche Akademische Austauschdienst (DAD), co pozwoli jej się w stolicy Bundesrepublik utrzymać. Przez dwa miesiące mieszkała w mieszkaniu koleżanki z UdK, którą poznała dwa lata temu w czasie pobytu w ramach programu wymiany studentów Erasmus. Od grudnia udało się jej (wraz z koleżanką z Polski) po długich bezowocnych poszukiwaniach znaleźć wreszcie mieszkanie, które wynajęła.

W związku z tym w niedzielę 5 grudnia pomknąłem zapakowanym „na full” samochodem autostradą A2 do stolicy Niemiec. W poniedziałek poszedłem z córką do pobliskich biur T-mobile i Vodafone załatwić umowę na stacjonarny Internet i telefon komórkowy z niemieckim numerem. Do biur przy głównym deptaku handlowym dzielnicy Charlottenburg chodziliśmy kilka razy uliczką Pestalozzistraße odległą od nowego mieszkania mojej córki o 100 m. W trakcie jednego z powrotów tuż przy rogu Kaiser-Friedrich-Straße (raptem 200 m od mieszkania córki) natknąłem się na taki oto sklepik :

Kiedy wszedłem do środka (oczywiście po okazaniu paszportu covidowego) ujrzałem całą ścianę modelików przeważnie starych i znanych mi dobrze z mojego 5 letniego pobytu w Niemczech (z górą 30 lat temu). Obejrzałem je pobieżnie, bo spieszyliśmy się załatwiać kolejne sprawy, ale w wolnej chwili postanowiłem wpaść do sklepiku przy Pestalozzistraße 64.
Po południu pojechaliśmy do Ikei gdzie było trochę perypetii, bo po zakupie szafy i trochę innych przydatnych drobiazgów, wpadliśmy do zakątka z rzeczami niepełnowartościowymi, gdzie bez większego namysłu kupiliśmy mocno przecenioną sofę. Od obsługi stoiska dostałem płaski klucz którym odkręciłem jej oparcie. Ręcznie wykręciłem nogi i wózkiem zawieźliśmy sofę do samochodu. Podstawa miała ok 90 cm szerokości i „na oko” powinna się do auta zmieścić, niestety w przegrodzie miedzy bagażnikiem a kabiną zaklinowała się bo zbrakło ok 1 cm na szerokość. I tak kiedy szarpaliśmy się z sofą na parkingu przed wejściem do Ikei, podjechała duża taksówka (Mercedes-Benz Vito). Kierowca po uzgodnieniu ceny, podniósł tylną klapę, w mgnieniu oka złożył 2 fotele 3 rzędu siedzeń i wrzucił do środka długą na180 cm podstawę sofy. Ważąca ponad 80 kg szafa i oparcie sofy (najdłuższa paczka z szafą miała 193 cm długości i ważyła29 kg) pojechały na Kaiser-Friedrich-Straße moim fiatem.
Kiedy dwa lata temu kiedy kupowałem ten samochód miałem wątpliwości, czy tak duże auto mi i żonie jest w ogóle potrzebne. Jednak w trakcie całej podróży i w samym Berlinie, gdzie transportowaliśmy nim różne rzeczy i nawet meble, okazało się bardzo przydatne. Trasę Warszawa-Berlin (i z powrotem) pokonywałem utrzymując średnią prędkością ok 130 km /h, słuchając muzyki i nie męcząc się przy tym zupełnie. Zaś spalanie z całej wyprawy wyszło ok 7,4 l/na 100 km, tankowanej w Polsce benzyny.

Następnego dnia we wtorek 7 grudnia po złożeniu sofy, przymocowaniu karniszy , zamocowaniu półek w łazience i wykonaniu kilku drobnych napraw, przed przystąpieniu do montowania szafy (po uzgodnieniu z córką, bo roboty w nowym mieszkaniu było co niemiara) postanowiłem wpaść na chwilę do sklepiku z modelikami. Sklepik nie jest duży, jest wielkości dużego pokoju w berlińskim mieszkaniu mojej córki. Połowę sklepiku zajmują stare naczynia, szklanki, kieliszki, miseczki, talerze itp. drugą połowę zabawki i różnego rodzaju modele, wśród których sporą grupę stanowią modele w skali 1:43.

Przeglądanie ich wyglądało miej więcej tak, jak na zdjęciu powyżej. Kiedy wychodziłem do sklepiku miałem zamiar w nim spędzić w nim ok 20 minut. Byłem 1 godzinę i 20 minut, bo choć sklepik niepozorny, oglądać było naprawę co.

Większość modeli, jak już wspomniałem, to modele stare i dość dobrze mi znane (w końcu sklepik ma w nazwie „Antik”). Wiele było bez opakowań lub w opakowaniach zastępczych. Jakoś tak to, co oglądałem miało przeważanie cenę 12 Euro (inne starsze lub bardziej atrakcyjne miały ceny wyższe).

Po dokładnym ale dość szybkim zapoznaniu się z zawartością półek, wytypowałem kilka modeli których zakup zacząłem rozważać. W końcu wybrałem 2:

BMW 328 okolicznościowy model wydany na targi Techno-Classica 1994. (Prawdopodobnie jest to model firmy Schuco, choć na spodzie takiego napisu nie ma, ale jego konstrukcja jak najbardziej na to wskazuje). Nie wygląda może super efektownie, ale po latach poszukiwań i zastanawiania się, zdecydowałem się na ten właśnie model.

Lancia Dilambda w wersji torpedo włoskiej firmy Rio podobała mi się zawsze. Nawet kilka lat temu rozważałem jej zakup na Allegro, ale jakoś się nie złożyło.

Modeliki były wycenione na 10 i 12 Euro. BMW stało na półce bez opakowania. Lancia jest w oryginalnej witrynce Rio niestety nie ma do niej ani wkładki, ani kolorowego oryginalnego pudełka. Do BMW dostałem extra typowo niemieckie przezroczyste pudełeczko do modeli 1:87 z miękkiego plastiku i za obydwa modele zapłaciłem 20 Euro.

Następnego dnia, 8 grudnia po ostatecznym zmontowaniu szafy i załatwieniu kilku innych spraw mknęliśmy już, tym razem z córką, autostradą A2 z powrotem do Warszawy. Jej obecność w Polsce była konieczna bo na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie następnego dnia odbywało się otwarcie wystawy UpComming, na której prezentowane są najlepsze prace dyplomowe roku 2021, a wśród nich nagrodzony dyplom mojej córki:

Wystawę, która jest w Pałacu Czapskich oczywiście odwiedziliśmy z żoną i córką w piątek po pracy.

Będzie ona czynna do 31 grudnia 2021

W niedzielę 12 grudnia córka wróciła pociągiem do Berlina i już następnego dnia zadzwoniła, czy nie chciałbym pod choinkę dostać jakiegoś modelika.

Wieczorem usiadłem do komputera i na niemieckim e-bay’u znalazłem zdjęcia jeszcze dwóch innych modeli, które w sklepiku (tuż obok mieszkania córki) dość dokładnie oglądałem.

I tak w Wigilię do mojej kolekcji dołączyły :

Opel Vectra firmy Schuco i

Morgan Super Sport firmy Brumm

Obydwa nie są może świeże , pierwszy ma ponad 20 lat drugi grubo ponad 30, ale są ciekawsze i cieszą mnie chyba bardziej niż te, które sam kupiłem. Obydwa były w opakowaniach zastępczych i były wycenione na 12 Euro każdy, ale córka zapłaciła za nie razem 22 Euro. (Do witrynki firmy Rio, w którą zapakowany był Morgan świetnie pasuje kupiony kilka lat temu Fiat Tipo 2 ).

pozdrawiam

4 myśli w temacie “311. Wystawa na ASP i berlińskie zdobycze

  1. Dziękuję serdecznie za tę informację i życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku !
    Nie wiedziałem, że taki model powstał. 2 lata temu kupiłem na giełdzie za 10 zł pięciodrzwiowe MK3 z serii KaP z zamiarem przerobienia na MK4. Teraz muszę rozważyć sensowność tego pomysłu
    pozdrawiam

    Polubienie

  2. Dziękuję za odpowiedź,
    to prawda, że popularne serie są w kilku miejscach opisywane, ale każde z nich ma (lub nie ma ) swój charakter, wiec bym tego nie odrzucał, oczywiście jeżeli czas na to pozwoli 😉

    Odnośnie miejsca, a raczej jego braku, to na tą miniaturę na pewno znajdzie Pan miejsce (można podejrzeć bez logowania):

    w związku z tym nie będzie potrzeby konwersji KAPowego mk3 jak to było kiedyś wspomniane 😉

    Pozdrowienia

    Polubienie

  3. Witam
    Kiedyś jeszcze na Onet.pl na górze bloga była uwaga/ ostrzeżenie, że przejrzenie całej jego zawartości może zając kolka godzin. Powodem mojej mniejszej aktywności jest w dużej mierze brak czasu, ale też i to, że „Kultowe ciężarówki… „ kiedy się pojawią są od razu pokazywane na forum i innych blogach i nie bardzo jest co opisywać, bo wszyscy już to widzieli.
    Sklep Roberta Budiga znam ze słyszenia, 20 lat temu w czasie jednej z podróży służbowych podjechałem do niego i w nocy oglądałem witrynę, później wybierałem się, ale nie odszedłem (w Berlinie bywałem od tamtego czasu kilka razy ale służbowo ) . Teraz sprawdziłem , że sklep jest oddalony od mieszkania mojej córki o 1,2 km więc przy nadarzającej się okazji możliwe, że się do niego wybiorę.
    Nie powinienem w żadnym wypadku powiększać już kolekcji bo nie bardzo mam już gdzie to wszystko trzymać. Rozważam nawet przerabianie opakowań kultowych ciężarówek tak aby zajmowały jak najmniej miejsca.
    pozdrawiam

    Polubienie

  4. Witam Panie Pawle, cieszę się, ze blog nieco ruszył z pewnego rodzaju zastoju. Regularnie go odwiedzam i poświęciłem dwa luźniejsze dni pracy , na przeczytanie jego całej zawartości. Często swego czasu, przewijało się stwierdzenie, że już Pana tak modele nie bawią i większość interesujących Pana modeli już jest w kolekcji, ale myślę, ze po części, po pojawieniu się kolekcji Dea „Kultowe ciężarówki… „chęć do powiększenia kolekcji narodziła się na nowo. Może jak pojawi się kiedyś zapowiadana kolekcja „Legend FSO”, zmotywuje to Pana do jeszcze wiekszej ilości wpisów 😉
    Pozdrawiam serdecznie i na zakończenie chciałbym „podrzucić ” linka z adresem do sklepu, którego jeżeli Pan nie zna, to musi odwiedzic w Berlinie, ja co jakiś czas tam robię zakupy i asortyment jest naprawdę ciekawy.

    https://www.modellautos-budig.de/

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s