304. Warsztatowe przygody – Peugeot 605

Wiem, wiem, ten wpis nie jest na czasie ! Niezbyt duży światek kolekcjonerów, czy też zbieraczy samochodzików znów się ożywił (dokładnie jak 12 lat temu). Wszyscy żyją serią „Kultowe ciężarówki z epoki PRLu” i gdzie nie „wdepnę” widzę reklamy starów, jelczy i innych ziłów. Ja spokojnie poczekam do najbliższej środy i udam się do najbliższej galerii handlowej. Mam nadzieję że „na spokojnie” wybiorę sobie modelik, o ile sroga zima mi w tym nie przeszkodzi.

Kilka lat temu niejako zapoczątkowałem nową serię moich warsztatowych opowieści. We wpisie 272. pokazałem kilka może niezbyt dużych, aczkolwiek czasem dość kłopotliwych przeróbek modeli kupionych w początkowej fazie kompletowania mojej kolekcji, a więc jeszcze wczasach PRL. Pomysł nie był zupełnie świeży, bo pierwszy tego rodzaju wpis zamieściłem kolejnych kilka lat wcześniej, chociaż pod zupełnie innym tytułem. Jednak tematyka opisana we wpisie 209 też dotyczyła przeróbek i upiększeń niekoniecznie świeżo kupionych modeli.

Ty razem pragnę opisać przeróbkę którą niejako robiłem na raty, a myślałem nad nią przez wiele, wiele lat, a właściwie od momentu zakupu modelika.

OSTRZEŻENIE !

Ten wpis dotyczy bardzo trudnych napraw i przeróbek modeli – korekt kształtu nadwozia. Nie jest on w żadnym wypadku poradą, ani moją rekomendacją jak powinno się to robić. DLATEGO NIE POLECAM GO W ŻADNYM WYPADKU MIENIEJ DOŚWIADCZONYM KOLEKCJONEROM I MODELARZOM !

Ale może najpierw kilka słów o samochodzie i modeliku .

Dziś już nieco zapomniany Peugeot 605 miał swoją premierę w 1989 roku. Ponieważ w owym właśnie roku przebywałem w Polsce, jego premiera mnie ominęła. Kiedy w lutym 1990 roku (po rocznej przerwie) znów zacząłem pracować w RFN samochodów tych na ulicach Kolonii i Bonn było niewiele i nie zwracałem na nie specjalnej uwagi. Stało się to dopiero rok później w trakcie wspominanej na tym blogu mojej „samochodowej podróży życia”.

Otóż w 1991 roku, w trakcie pobytu na Lazurowym Wybrzeżu, w miejscowości Lelavandou, pod koniec dnia wracaliśmy z ojcem z miasteczka. Camping Du Domaine, na którym biwakowaliśmy, jest dość duży, toteż niektórzy do sklepu lub na plażę podjeżdżali po prostu samochodami.  Na parkingu nieopodal sklepu który był przy plaży, pośrodku campingu stało jak zwykle zaparkowanych kilka aut. Moją uwagę przykuł wówczas nowy Peugeot 605 w stalowym ciemnym kolorze. Wydał mi się wtedy naprawdę dostojny i elegancki i wtedy tak naprawdę zwróciłem na niego uwagę.

Na jego modelik nie zachorowałem, bo takowy miałem już w kolekcji. Kupiłem go dość przypadkowo. Jesienią 1990 roku wybrałem się na wycieczkę gdzieś w okolice Bonn. Nie pamiętam już, czy do Bad Godesberg, czy do Königswinter, w każdym razie na samym początku wycieczki zaplątałem się do jakiegoś salonu Peugeot. A że była to sobota, salon był otwarty. (Wtedy, nawet dla pracującego z granicą Polaka wizyta w takim salonie wiąż była atrakcja). Obejrzałem kilka aut, ale żadne z nich mnie specjalnie nie zainteresowało. Za to w jednej z gablot zauważyłem modelik w skali 1:43. Widoczna na opakowaniu naklejka z ceną 9 marek (DM) jak na salon samochodowy wygórowana nie była, chociaż niska też nie była. Modelik kupiłem bez specjalnego zastanawiania się i pojechałem dalej na wycieczkę. Cieszyłem się, że coś ciekawego udało mi się przypadkowo upolować.

Peugeot 605 Solido

Modelik był i jest w witrynce i pochodzi z serii Hi-Fi firmy Solido. Niestety od samego początku nie był najlepiej wykonany. Kupowane w tamtym czasie w Muzeum Volkswagena w Wolfsburgu modele niemieckiej firmy Schabak, czy nawet kupione na kolońskiej giełdzie Volvo 760 włoskiej firmy Polistil, są od niego dużo lepiej wykonane, a kosztowały niewiele drożej (10 do 12 marek i też są w oryginalnych opakowaniach). Ale cóż, w tamtym czasie w Niemczech zakup modelika VW czy Audi nie stanowił żadnego problemu, gorzej było z modelikami innych, zwłaszcza nie niemieckich marek. Poza tym w owym czasie nawet w RFN wybór zwłaszcza nowych modeli w skali 1:43 wcale oszałamiający nie był. Branża w latach 80- tych przeżywała kryzys (co widać było po wyrobach takich firm jak Norev czy Solido sprzedawanych raczej jako zabawki choć wykonanych dokładnie w skali) Firmy Minichamps jeszcze wtedy nie było. W Europie możliwości dalszej produkcji kurczyły się, a w Chinach produkcja modeli dopiero się właściwie rozkręcała.

Pamiętam, że w Aachen w grudniu 1988 roku w trakcie spaceru po starówce trafiłem do dużego i bardzo ekskluzywnego sklepu z modelami głównie w skali 1:43. Sklep wystrojem przypominał raczej jubilera z wykwintną biżuterią. Był to prawdopodobnie sklep Danhausen  z modelami Pauls Model art , z którego później powstała marka Minichamps. Wystawione tam modeliki aut Ferrari i innych ekskluzywnych marek były pięknie wykonane, za to ich ceny trochę mnie zaszokowały. Ja na modele takich aut wtedy nie chorowałem. W tamtym czasie cieszył mnie każdy kolejny model normalnego popularnego samochodu, bo chciałem w kolekcji mieć to, co mogłem zobaczyć na ulicach. A, chociaż wybór nie był zbyt duży, to zabawa w kolekcjonowanie była naprawdę fajna.

Zaraz po zakupie modelik Peugeot 605 od razu zacząłem poprawiać. Wydłubałem za małe i nie najlepiej wykonane wkładki imitujące lampy przednie i dorobiłem nowe, dokładnie dopasowując je do otworów w nadwoziu. Pomalowałem srebrną farbą poziome listwy atrapy.

Wymieniłem też ośli kół, a przy okazji zwiększyłem ich rozstaw o 1 mm na stronę. Na drzwiach i błotniku przednim nakleiłem cieniutkie poziome paski imitujące boczne listwy odbojowe. (Te ostatnie nawet po 30 latach wciąż trzymają się nadwozia dobrze).

Jak wspomniałem (z mojej ewidencji wynika) modelik kupiłem jesienią 1990 roku, a więc przeróbki jakie wtedy zrobiłem zakończyły na długo modyfikacje modelika, bo ten w grudniu pojechał w raz z innymi do Polski. W RFN pracowałem czasowo i nie miałem zamiaru tam zostać. Sytuacja z przedłużeniem kontraktu wcale nie była pewna, więc w trakcie każdej podróży do Polski wywoziłem kupione w międzyczasie modele. Kiedy w połowie maja 1992 roku musiałem do Polski wrócić na stałe, w kolekcji było już 151 modeli, o 40 więcej niż w momencie zakupu peugeota. Modelik leżał spokojnie w pudle numer 1 i nie miałem zamiaru do niego wracać.

Od czasu do czasu go wyjmowałem, oglądałem, bo o nim pamiętałem. Widziałem, że dobrze byłoby naprawić jakoś jego karoserię tak, aby drzwi ładnie się w niej układały i nie wystawały z nadwozia poza progi o prawie 1 mm na każdą stronę. Wiedziałem, że naprawa nie będzie łatwa toteż zawsze ją odkładałem. Tak mijały kolejne lata a właściwie dekady. Pierwszą próbę naprawy podjąłem chyba kilkanaście lat temu. Zrobiłem ją ad hoc przy jakieś innej okazji. Nie przygotowałem się jednak do niej dobrze.

Modelik, jak zresztą chyba wszystkie, ma brzydką, by nie rzec paskudną wadę fabryczną. O ile nadwozie zostało opracowane dość starannie i zadbano też o detale: koła, plastikowe czarne listwy w zderzakach wykończone od góry chromem, dobrze dopasowane światła tylne, nieźle wykonana deska rozdzielcza, kierownica i fotele, o tyle coś poszło nie tak konstruktorom formy kokilowej, w której odlewane było nadwozie. Możliwe, że skoro modelik już w 1990 roku można było w salonach Peugeot nabyć, a samochód miał premierę w 1989 roku, konstruktorzy i projektanci modelika spieszyli się z wykonaniem go na premierę auta i modelik wyszedł niedopracowany. (Na podwoziu jest zresztą data 05-90 co w modelikach Solido z reguły oznaczało miesiąc i rok wydania.) Możliwe, że chłodzenie formy, które wymaga jednak wielu prób i starannego opracowania nie zostało wykonane dobrze i karoseria po wypadnięciu z formy deformowała się. Szczególnie dobrze widać to od strony podwozia gdzie miedzy nim a karoserią występują spore szpary, praktycznie w innych modelach niespotykane. :

Szczelina wyglądała szczególnie źle w rejonie dolnych krawędzi błotnika przedniego. Nie wnikając specjalnie w szczegóły konstrukcyjne drzwi w starych modelach Solido (nie tylko w tym, ale i wielu innych ) nie mają one typowych zawiasów, (jak w modelach innych producentów) a płaską płetwę z małym rowkiem. Płetwa układa się od wewnątrz na płaskiej powierzchni słupka A i jest do niej dociskana sprężyną. (nieco więcej pokażę tu na innych zdjęciach) Rozwiązanie takie powoduje, że drzwi w modelach Solido nie mają nadmiernych szczelin. Otwierają się i zamykają precyzyjne, są też niemal idealnie dopasowane do nadwozia, a przy otwieraniu nie obcierają lakieru na słupku A.

Wszystko to dotyczy modeli, w których nadwozie, a co za tym idzie otwór drzwiowy, zostały wykonane prawidłowo. Niestety w opisywanym tu modeliku tak nie było. O ile drzwi na słupku A układały się dobrze, to tylna ich część (przy słupku B) odstawała lub drzwi nie domykały się, co widać na pierwszym, ściągniętym z Internetu zdjęciu modelika.

Wiedziałem, że dobrze byłoby ścisnąć nadwozia tak, aby pokazana tu szczelina zniknęła albo przynajmniej zmniejszyła się i stała się równomierna. Na ostatnim zdjęciu wpisu nr 150 pokazane jest małe czerwone imadło . Nie mam go już od wielu lat, bo w trakcie jakiegoś niekoniecznie modelarskiego remontu po prostu pękło. Nad naprawą modelika myślałem latami i zawsze ją odkładałem. Kilkanaście lat temu straciłem trochę cierpliwość do dalszego rozmyślania, wsadziłem modelik w czerwone imadło i zacząłem go powili ściskać w miejscu oznaczonym strzałkami .

Owszem nadwozie trochę ścisnąć się nawet udało, ale efekt był nienajlepszy, by nie rzec fatalny. Nie dość , że drzwi dalej były niedopasowane i przy słupkach B odstawały, to do tego wszystkiego niestety zdeformowała się maska. Jej środek przy szybie wybrzuszył się do góry, a nieco bliżej środka powstało wklęśnięcie na skutek wygięcia się do tyłu wychodzącego z maski (od strony wewnętrznej ) trzpienia na którym osadzona jest sprężyna domykająca drzwi. Próbowałem temu jakoś zaradzić i próbowałem maskę nieco wyprostować. Postanowiłem też pozbyć się wklęśnięcia. Od wewnątrz przyłożyłem mały śrubokręt i uderzyłem w niego młotkiem. Wklęśniecie nieco się cofnęło, ale na powierzchni maski pojawiło się maleńkie niezbyt ładne wybrzuszenie po „pier****nięciu” młotkiem w śrubokręcik. No cóż, co nagle to po diable. Modelik został odlany tak, że maska jest cienka(ma ok 1 mm grubości) zaś słupki i wewnętrzne powierzchnie słupka A są grube – mają ok.2,5 mm. Toteż w modeliku w trakcie ściskania słupki nie wygięły się, a wygięła się maska. Modelik wciąż wyglądał źle, nie miałem do niego już dalej głowy, schowałem go z powrotem do pudełka i pomyślałem: „dobrze, że się nie rozpadł”. Zacząłem nawet zastanawiać się, czy nie upolować na Allegro lub giełdzie kolejnego i nie naprawić go porządnie „zgodnie ze sztuką”.

Opisana tu nieudana próba naprawy a właściwie poprawki modelika odbyła się wiele lat temu . Nad właściwą naprawą modelika myślałem wiele razy. Jako były konstruktor oprzyrządowania tłocznego, a więc inżynier z pewnym doświadczeniem w obróbce plastycznej doszedłem do wniosku, że aby modelik naprawić trzeba od wewnątrz wykonać odpowiednio głębokie nacięcia w odpowiednich miejscach, tak aby osłabić materiał na słupkach A nieco poniżej krawędzi szyb. Maskę trzeba by było zaś wyprostować i wzmocnić (najlepiej poprzecznym nadlewem z żywicy) i dopiero tak przygotowany modelik ścisnąć w dokładnie tym samym miejscu, co za pierwszym razem.

Przez te wszystkie lata miałem w końcu zamiar to zrobić, ale jakoś się nie składało. Tydzień temu, w sobotę zrobiłem z jakieś okazji przegląd pudła nr 1 – z modelami starszymi niż 30 lat. Jak taki przegląd wygląda pokazywałem tu w grudniu. Po jego wykonaniu i oględzinach niektórych modeli schowałem pudło do szafy. W pudle jest chyba 5 warstw ciasno poukładanych modeli. Ponieważ Peugeot leżał prawie na wierzchu, wyciągnąłem go jeszcze raz i pomyślałem, a może coś z nim uda się w końcu zrobić?

W niedzielę przystąpiłem do działania. Naprawę zacząłem od prostowania wygiętej maski :

Ponieważ bolec, na którym jest osadzona sprężyna jest między dwoma innymi (ograniczającymi pionowy skok ośki przedniej) zauważyłem, że jego koniec jest w stosunku do nich przesunięty do tyłu. wsadziłem więc nadwozie modelika w imadło tak aby po ściśnięciu bolec wrócił na swoje pierwotne miejsce.

Udało się, a przy okazji w znacznym stopniu wyprostowała się też maska. Próbowałem ją też ścisnąć w poprzek inna metodą za pomocą wykonanego z małych elektrycznych odpadów przyrządu:

Lub próbować nacisnąć jej krawędź w środku :

Ale ta metoda nie dała widocznego rezultatu, więc wróciłem do ściskania bolca sprężyny imadłem. Przyrząd okazał się jednak za mało sztywny i sam zaczął się wyginać.

Niemniej jednak maskę udało się całkiem dobrze wyprostować. Kiedy uznałem, że nie jest źle, przystąpiłem do operacji przygotowania nadwozia przed właściwym gięciem :

W miejscu zaznaczonym strzałką, wykonałem odpowiednio długi i odpowiednio głęboki rowek, pokazywaną tutaj wiertarką modelarską uzbrojoną w „zużytą” tarczkę do cięcia metalu (o średnicy prawie o połowę mniejszej niż nowa). I tu moja rada: Pamiętajcie, nawet zużyte czy wyeksploatowane narzędzia mogą się w pewnych sytuacjach przydać ! Nie wyrzucajcie ich !

Pierwszy rowek wykonałem po prawej stronie. Właściwie powinienem razu wykonać również drugi po lewej stronie nadwozia, i równomiernie ścisnąć obydwa progi przy błotnikach przednich, ale trochę nie miałem już cierpliwości, bo chciałem przekonać się co z tego wszystkiego wyszło. Nie pamiętam, czy maska był uzbrojona w pokazany tu powyżej przyrząd usztywniający, czy nie, zamontowałem do „pudła” płytkę podwozia (które akurat w ty modeli jest też metalowa i zacząłem do oporu naciskać na prawą stronę przodu progu a tyłu przedniego prawego błotnika zwyczajnie palcami , z całej siły.

Kiedy szczelina między progiem a płytką podwozia zmniejszyła się, zamontowałem w modeliku drzwi po obu stronach i sprawdziłem czy jest poprawa:

Drzwi po prawej stronie (po której błotnik został od środka „podcięty”) ładnie ułożyły się w nadwoziu . Drzwi po lewej, nie nacinanej stronie stronie dalej brzydko odstawały na dole.

Tak więc chyba się udało. Ale efektu nie byłem do końca pewien. Pomyślałem: „może prawa strona była przed naprawą lepsza” i dlatego wszystko tak gładko poszło. To wszystko co tu pokazałem udało się zrobić w niedzielę wieczorem.

Następnego dnia , w poniedziałek musiałem pojechać na dyżur do pracy i do domu wróciłem po 20. Postanowiłem od razu naprawić też lewą stronę. Ale ponieważ nie miałem zaufania do plastikowego w końcu przyrządu usztywniającego maskę, poza tym bałem się też, że z drugą stroną tak gładko nie pójdzie, postanowiłem dorobić zupełnie nowy i zupełnie inny, wykonany tym razem z patyczka po lodach:

Ponownie wyciągnąłem z szafy wiertarkę i tym razem w lewym słupku wykonałem rowek taki sam jak pokazany powyżej. Założyłem przyrząd na maskę, zmontowałem płytkę podwozia (pozbawioną oczywiście kółek) i zacząłem ściskać przód progi po lewej stronie. I tym razem też się udało. Wyciągnięty w niedzielę z pudła numer 1 , był w poniedziałek późnym wieczorem praktycznie naprawiony. Sukces ! Ale czy do końca ? Przecież od zakupu modelika minęło ponad 30 lat. Byłem jednak bardzo zadowolony. Nie tylko nie musiałem kupować drugiego modelika ale udało się naprawić stary .

We wtorek postanowiłem jeszcze raz rozebrać modelik i zrobić jeszcze kilka zdjęć i pokazać „jak pracuje drugi przyrząd” :

Niestety skręciłem go trochę za mocno i popękał. A skoro już modelik rozebrałem, postanowiłem usunąć małe wybrzuszenie na masce, które powstało podczas pierwszej, nieudanej próby „wyprostowania” boków modelika, kilkanaście lat temu. Najpierw stukałem w maskę malutkim młoteczkiem, ale bez rezultatu. Później ustawiłem nadwozie na szpiczastej części średniego młotka . Do maski od zewnątrz przyłożyłem kolejny młotek. A następne trzecim w niego uderzyłem. Wybrzuszenie znacznie się zmniejszyło i jest teraz prawie niewidoczne. Niestety operacji nie wytrzymała powłoka lakiernicza. Odprysk jest co prawda niewielki, bo ma ok 2 x 1 mm. Jest prawie na środku maski, co specjalnie nie razi. Zamalowałem go więc flamastrem, ale docelowo trzeba będzie zrobić zaprawkę .

Cała opisana to zabawa wpisuje się niejako w modny ostatnio i chyba jednak na czasie trend: NIE KUPUJĘ , NAPRAWIAM ! A naprawiony stary modelik dał mi w ubiegłym tygodniu nie mniej frajdy niż kupiony ostatnio Passat !

Modelik nie jest tak wysublimowany jak opisywany tu poprzednio Volkswagen Passat.

Trzeba pamiętać jednak o tym, że jest od niego 25 lat starszy !

Ma jednak klimat i dość dobrze oddaje charakterystyczne linie tego bardzo ładnego samochodu.

Jego nadwozie zaprojektowała słynna włoska firma Pininfarina.

Złośliwi twierdzą, że dwa razy zainkasowała pieniądze za ten sam projekt, a Peugeot 506 jest troszkę przerobioną kopią Alfy 164. Ja tak nie uważam.

A na koniec jeszcze jedno zdjęcie:

Dwa modele Peugeot i obydwa „poprawiane” Solido.

Zielony to 504 Coupe, w którym 2 lata temu przerobiłem ścianę przednią. Ale to już temat na zupełnie inny wpis. A w nim postaram się wyjaśnić, czy taka zabawa, jak tu opisana, w przypadku starych modeli ma sens, czy nie.

pozdrawiam

4 myśli w temacie “304. Warsztatowe przygody – Peugeot 605

  1. Bardzo fajny wpis warsztatowy. Cieszę się, że znów pojawiają się regularne wpisy. Ja zbieram modele od 7 lat, niestety nie załapałem się praktycznie na szał związany z KAPem, a ciężarówki czy autobusy to jednak nie mój klimat przez to mam takie wrażenie, że w ostatnich latach temat modeli 1/43 w Polsce trochę umarł. Z chęcią zobaczyłbym serię modeli FSO, której seria testowa pojawiła się w zeszłym roku, mam nadzieję, że już niedługo się pojawi. Pozdrawiam i życzę dużo motywacji do dalszego rozwijania kolekcji i blogowania.

    Polubienie

    1. Może ominęło Cię podniecenie związane z każdym „kultowym” modelem, który ukazywał się w kiosku. Trochę i mi się czasem też ono udzielało i czasem też je opisywałem.
      Ale generalnie kultowych aut PRL jest na rynku multum i jak masz trochę cierpliwości (a przy tym hobby jest ona konieczna) to upolujesz praktycznie wszystko co Cię z tej serii interesuje i to w okazyjnych cenach.
      Co do legend z FSO, czy jak tam się ta seria nazywa, mnie ona niespecjalnie podnieca, bo pracowałem przez kilkanaście lat w FSO i część tych aut widziałem na żywo (czy to na Żeraniu czy w OBR w Falenicy) . Były to praktycznie pojedyncze egzemplarze (oprócz poloneza coupe) praktycznie nie spotykane na warszawskich (nie mówiąc o polskich) ulicach , a ja prototypów od 27 lat nie zbieram (chyba, że dostanę w prezencie za darmo)
      pozdrawiam

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s