299. Rowerowe przygody i Star 25

W ubiegłym tygodniu, w środę i w czwartek byłem na służbowym spotkaniu w dość „luksusowym miejscu odosobnienia”. Nie tak całkiem daleko, bo na Mazowszu (nieco ponad godzinę jazdy samochodem od mojej pracy).  Takie spotkania odbywają się już od kilku lat (z reguły w centrum Polski), a są na nich przedstawiciele firm (z którymi współpracuję) z różnych miast. Z reguły wracam z nich przeważnie z miłymi wrażeniami i niczym więcej.

Wyjątkiem było dotychczas tylko ubiegłoroczne spotkanie w Łodzi, gdzie w trakcie dłuższej przerwy postanowiłem zwiedzić obszerny park, położony naprzeciw hotelu, a którego nie udało mi się zwiedzić rok wcześniej. Kiedy obszedłem park, a właściwie wyszedłem na jego drugą stronę, trafiłem na typową starą łódzka ulicę (klimatem przypominającą mi trochę Żyrardów) i postanowiłem nią pójść i zobaczyć jak normalni ludzie „żyją w Łodzi”. Na końcu ulicy trafiłem na centrum handlowe Auchan, więc do niego wszedłem. Na likwidowanym jesienią stoisku rowerowym trafiłem na koszyczek (przeceniony z 40 na 20 zł) i szybko pobiegłem z nim do kasy. W kasie okazało się, że koszyczek kosztuje 10 zł, więc się jeszcze bardziej ucieszyłem i szybkim krokiem wróciłem przez park do hotelu. Do dziś żałuję, że nie wziąłem dwóch.

Nowy koszyczek, już w Warszawie, uzbroiłem w wymontowany ze starego koszyczka zaczep i założyłem na kierownik do „odziedziczonego” po córce ogromnego miejskiego roweru Sprick. Koszyczek w tym rowerze miał pękniętą górną część, ale nie miałem innego, więc zamontowałem go do „odziedziczonego” po żonie roweru Romet.

Romet Trekking

Okazało się jednak, że stary koszyczek z roweru „po córce” nie miał (tak jak wszystkie poprzednie koszyczki oraz ten kupiony w Łodzi, przeznaczone właściwie do montażu na kierownik) wspawanej w dno blaszki z otworami pod śrubki, pozwalającej  na pewne przykręcenie go do bagażnika. Przymocowałem go więc drucikami w czterech miejscach. Przez jakiś czas problemów nie było, aż do września kiedy to w trakcie krótkiej przejażdżki po okolicy postanowiłem przedostać się „na skrót” z Zacisza na położone po drugiej stronie torów osiedle Wilno.

Przy tym nowym, jednym z najładniejszych osiedli w Polsce, deweloper (Dom Development) wybudował przystanek kolejowy, (z którego zawsze odjeżdżam na moje jesienne rowerowe wypady nad Bug i Liwiec – do Urli lub Łochowa). Niestety od 6 lat przystanek ten jest dostępny tylko od strony osiedla. Od strony starego Zacisza trzeba się do niego przedzierać dziką ścieżką biegnąca wzdłuż torów, bo przystanek od ulicy na Zaciszu oddziela wąski co prawda ale długi, bo ponad kilometrowy pas starych pracowniczych działek.

W trakcie pojazdu na nasyp kolejowy rower zatrzymał się, a ja straciłem równowagę i „zaliczyłem glebę”. Kiedy podniosłem się z gęstych zarośli, w które wpadłem, obejrzałem dodatkową dziurę w starych używanych tylko do jazdy na rowerze spodniach, byłem w szoku, nie mogłem zrozumieć „jak to się mogło stać”.

Przed laty (dobrych 10 lat temu ) klika razy (za namową kolegi) uczestniczyłem w odbywającej się zawsze w ostatni piątek miesiąca „masie krytycznej” . Niewtajemniczonym zdradzę, że był to przejazd (z reguły) kilku tysięcy rowerzystów przez Warszawę, mający na celu „wymuszenie” na jej władzach budowy ścieżek rowerowych. O „masie” było swego czasu głośno i w radiu, czy też na jakimś portalu znalazłem wywiad z jej organizatorem, studentem, który rowerem przemieszczał się po mieście przez cały okrągły rok. Organizator „masy” ku mojemu lekkiemu zaskoczeniu zdradził też, że jeździ „damką”. Ja odkąd pamiętam, zawsze właściwie jeździłem  rowerem „męskim”. Dopiero od kliku lat, kiedy mój „męski” rower po 26 latach eksploatacji „trochę” się zużył, a wsiadanie na niego zaczęło wymagać o de mnie stawania na wysokim krawężniku (i przestało być bezproblemowe, jak za młodych lat) przesiałem się na „damki”, bo skoro „rasowy” rowerzysta jeździ „damką”, to ja też mogę.

Notabene „damka” ma jedną wielką zaletę. Kiedy w jakieś sytuacji rower zatrzyma się (czy to na stromym podjeździe, czy przed światłami, czy też zwyczajnie zagrzebie się w piachu) i tracimy na nim równowagę, z „damki”  zeskakuje się na ziemię, na szeroko rozstawione nogi, a „damkę” kładzie się między nimi. Kilka razy w roku coś takiego i mi się przydarza i z opresji wychodzę bez szwanku. W opisanej sytuacji w przypadku jazdy na rowerze „męskim”  obowiązkowo „zalicza się glebę” wraz z rowerem.

Podczas feralnej, wrześniowej opisywanej tu przejażdżki, kiedy rower zatrzymał się na nasypie, też zeskoczyłem z niego, ale za siodełkiem miałem zamocowany „stary” koszyczek z pękniętą górną ramką (akurat od strony siodełka). Rozerwany koszyczek prawdopodobnie zaczepił o moje uranie i „pociągnął mnie na glebę” za upadającym rowerem. Kiedy stałem i otrzepałem się , pozbierałem z chaszczy rzeczy które wysypały się z niego. Na domiar złego koszyczek się urwał. Nie mogłem już dalej jechać, więc doprowadziłem rower z koszyczkiem w ręku do skraju peronu i zacząłem się zastanawiać co zrobić w zaistniałej sytuacji.

Do domu miałem jakieś 3 kilometry i nie uśmiechało mi się prowadzić rower. Od mieszkania córki byłem jakieś 500 metrów ale musiałbym przejść przez tory z rowerem w jednej i urwanym koszyczkiem w drugiej ręce. Peron jest ogrodzony i dostanie się na niego to też niezła gimnastyka. Ale w końcu po dokładnym rozejrzeniu się wszedłem na tory. Wstawiłem na peron najpierw koszyczek, później rower i w końcu sam wszedłem na peron po jego zewnętrznej krawędzi trzymając się ogrodzenia (jak robią to zapewne mieszkańcy Zacisza kiedy chcą pojechać do Warszawy, a którzy wydeptali ową pechową trzystu metrową ścieżkę).

I tak w końcu peronem dotarłem do windy, zjechałem nią na dół i poprowadziłem rower do mieszkania córki, w którym akurat w trakcie montażu jakiegoś wyposażenia było trochę moich narzędzi. Zaraz po upadku pozbierałem z ziemi i zabezpieczyłem druciki mocujące koszyczek. W mieszkaniu córki znów kombinerkami i drucikami przymocowałem koszyczek do bagażnika i już rowerem wróciłem na Targówek.

Naprawa była trochę prowizoryczna, ale na jakiś czas starczyła. Tegorocznej jesieni 3 razy wybrałem się w pokazane tu przy okazji opisu Fiata 1100 okolice na Liwcem i Bugiem. Moją drugą wycieczkę 14 października, jak zwykle rozpocząłem na wspomnianym tu przystanku kolejowym Zacisze-Wilno.  Wsiadłem do pociągu , wyciągnąłem z koszyczka wypakowaną prowiantem, napojami i ubraniem na chłodny powrotny wieczór torbę.  Rower powiesiłem ponowo na haku, w przedziale na rowery (w jakie wyposażane są pociągi podmiejskie Kolei Mazowieckich). Chwilę później niechcący potrąciłem wiszący rower. Pech chciał , że lekko potrąciłem właśnie koszyczek, który od razu odpadł. Przewidując taki obrót sprawy miałem ze sobą oprócz obowiązkowej pompki również moje modelarskie szczypce. Niestety druciki były już mocno zużyte. Postanowiłem, że w Łochowie (dokąd jechałem) poszukam jakiegoś  kawałka drutu lub przynajmniej sznurka.

Kiedy wysiadłem z pociągu, na peronie zacząłem kombinować, co zrobić. Miałem przed sobą jakieś 25 km do przejechania ( i to niekoniecznie po asfalcie) i nie bardzo miałem ochotę szarpać się znów z urwanym koszyczkiem . I tu „życie uratowała mi” mocna płócienna torba, w którą zapakowałem rzeczy. Miała ona mocne i dość długie uszy. Jedno zaczepiłem za sztycę siodełka, a drugie o wewnętrzną ramkę bagażnika. Było OK. I tak feralny koszyczek zakończył swój „rowerowy żywot” obok kosza na śmieci na peronie w Łochowie.

W trakcie mojej pierwszej wycieczki 13 września spotkała mnie jeszcze inna niezbyt miła przygoda, która wiąże się ze wspomnianymi tu: koszyczkiem, torbą i stacją Zacisze-Wilno. Opisze ją jednak innym razem.

Tak więc gdybym w trakcie ubiegłorocznego służbowego spotkania w Łodzi miał trochę więcej czasu i w Auchan kupił 2 nowe koszyczki, wspomnianych tu  wyżej przygód zapewne bym uniknął.  

Tegoroczne jesienne spotkanie odbywało się podobnie jak kilka poprzednich „w samym sercu Polski”

kawalloevent4-kopia 1b

W położonym w środku lasu gdzieś między Sochaczewem a Płockiem hotelu Kawallo

Ze spotkania nie przywiozłem tylko miłych wspomnień ale również prezenty i to dwa.

Pierwszym był słoiczek miodu spadziowego z pobliskiej pasieki, który czekał na każdego z  uczestników spotkania na stole w trakcie uroczystej kolacji.

miód 1b

Miód bardzo mnie ucieszył, bo choć ostatnio dość mocno podrożał, to w moim domu co jak co, ale słoiczek miodu zawsze znaleźć się musi. (Teram mam nawet 2) .

Drugim prezentem ze spotkania okazał się ten oto modelik, który w ostatnim czasie znów, jak w czasach „Kultowych aut PRL” rozpala żądze wszystkich kolekcjonerów modelików w skali 1:43  w całej Polsce.

Star 25 1b -zestaw

Pod koniec października , a właściwie kilka dni po ukazaniu się modelika, zajrzałem na forum motoshowminiatura, na które od czasu zakończenia (już prawie 4 lata temu) serii „Kultowe Auta PRL” zaglądałem raczej rzadko. Chciałem sprawdzić, co dzieje się w temacie giełdy i dowiedzieć też o targach Hobby 2019, które w ubiegły weekend odbywały się w Poznaniu, a na które miałem ochotę się wybrać.  I właśnie wtedy na niemrawym ostatnio forum dostrzegłem no.wy wątek : Kultowe ciężarówki z okesu PRL-u – Deagostini .

Kiedy przeczytałem wątek i zorientowałem się, że nowa „testowa” seria modeli (tym razem w słusznej skali 1:43) ukazała się tylko w kilku miastach w Polsce, postanowiłem „zawalczyć” o startowy modelik. Zwłaszcza , że na znalezionych w sieci zdjęciach wyglądał znakomicie.

Star 25 10b

Z forum dowiedziałem się, że modelik można kupić miedzy innymi w Lublinie w kioskach firmy Kolporter. Zadzwoniłem więc do kolegi z Lublina (z którym mam dobry kontakt służbowy) z prośbą aby mi go kupił, jeśli oczywiście takowy dostanie.

Star 25 11b

Po kilku dniach, znów zadzwoniłem i wtedy dowiedziałem się, że kolega był w kiosku, w którym widziano modele, ale pani ekspedientka powiedziała mu, że do kiosku przyszedł jakiś gość i od razu kupił wszystkie na raz.

Star 25 12b

Na forum,  które bardzo się ożywiło, poprosiłem aby inni użytkownicy podali w jakich miastach były widziane modeliki. Na moją prośbę na forum zaczęły się pokazywać miejscowości w których widziano stara 25.  Wtedy postanowiłem zdzwonić do kolegi ze Słupska.

Star 25 13b

Znów odczekałem kilka dni i ponowiłem telefon. Kolega powiedział, że pytał w kilku kioskach niestety modelików już tam nie było. Z kolegą rozmawiałem 7 listopada już właściwie po pracy. Podziękowałem mu za poszukiwania i doszedłem do wniosku, że trudno, nie będę już dalej wydzwaniał po kolejnych miastach, a modelik kupię na nowej „odrodzonej” znów giełdzie, gdzie przedtem go sobie obejrzę.

Star 25 14b

Ku mojemu zaskoczeniu, jakieś pół godziny później zadzwonił telefon. Tak, to był kolega ze Słupska, a odezwał się do mnie tak:

„Panie Pawle, najciemniej jest pod latarnią. Wracałem właśnie z pracy i u mnie na bazarku pod blokiem leżały dwie sztuki. Przywiozę je panu na spotkanie” 

Star 25 15b

I tym sposobem wszedłem w posiadanie najbardziej chyba pożądanego w tym roku modelika w skali 1:43.   Do zestawu z modelikiem dołączona jet gazetka z opisami historii samochodu

Star 25 2b -zestaw

Oraz prospekt z zapowiedzią kilku następnych modeli :

Star 25 3b -zestaw

Materiałów reklamowo-ankietowych jest zresztą w zestawie więcej. Czas pokaże czy seria ukaże się w całej Polsce. Na razie jednak jestem szczęśliwy ze zdobycia stara. Czy kupię następne numery , nie wiem. Startowy numer kosztował tylko 20 zł . Kolejne wyjdą już w regularnej cenie 70 zł (w kiosku). Dobrze byłoby więc przed zakupem przynajmniej je obejrzeć.

pozdrawiam

2 myśli w temacie “299. Rowerowe przygody i Star 25

  1. Mój kolega „zaliczył glebę” bo zapomniał, że ma nogi w pedały wpięte. ;p;p;p
    Modelik zacny.
    A wiesz, że ja nie lubię miodu? Jem bo wiem, że zdrowy, bardziej jak lekarstwo. 😉
    Ja dziś przedzierałam się ścieżką. Zachciało mi się nowego skrótu poszukać. Na szczęście okazało się, że furtka na końcu ścieżki (to brzmi jak drzwi do lasu, wiem ;p) jest otwarta. Musialabym się kawał wracać.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s