288. Ubiegłoroczne zdobycze (2017)

Najbardziej oczekiwany wpis w roku, ukazuje się na tym blogu jako wpis ostatni ! 

Za dwa tygodnie platforma Blog.pl zostanie zamknięta, a wszystko co tu widzicie zniknie z sieci.

Moje „podsumowanie roku” prezentujące wszystkie ubiegłoroczne „zdobycze” pojawia się tu już  po dwunasty.  Poprzednie moje coroczne podsumowania można zobaczyć tu:  2016, 2015, 2014, 201320122011, 2010, 2009200820072006.

Rok 2017 był dla mnie i mojej rodziny rokiem wyjątkowo trudnym. Dlatego podobnie jak w latach ubiegłych, znów nie wszystkie modele jakie w ubiegłym roku kupiłem udało mi się na tym blogu zaprezentować. A szczerze mówiąc udało się zaprezentować tylko kilka znich.

W listopadzie 2016 moja mama skończyła 89 lat i od poprzednich dwóch lat ma już niestety dość poważne problemy ze zdrowiem. Pod koniec lutego stan  jej krwi pogorszył się. (Mama od kilku lat chorowała na czerwienicę, która pod koniec 2016 roku ustąpiła, ale przeszła w niedokrwistość) Pod koniec lutego przytomna i chodząca o własnych siłach mama znów trafiła do szpitala, tego samego co w grudniu 2016 roku. Jednak tym razem jej pobyt w nim zakończył się tragicznie.

W szpitalu, sale były przepełnione i mam trafiła na salę, na której leżało razem 5 osób. Po podaniu kolejnej porcji krwi (podobny zabieg mama przeszła w grudniu 2016 roku), mam była osłabiona i zaraziła się grypą. Ja też się od niej zaraziłem, a grypa była na tyle silna, że pierwszego dnia choroby mnie zwaliło z nóg i do lekarza byłem  stanie pojechać dopiero drugiego dnia. Dostałem lek blokujący wirusa i po trzech dniach stanąłem na nogi.

Niestety stan mojej mamy cały czas się pogarszał. Wyniki ponoć miała dobre, ale z dnia nadzień stawała się coraz mniej sprana i mimo starań lekarzy było z nią coraz gorzej.  Po trzech tygodniach pobytu, szpitalne sale zaczęły pustoszeć (prawdopodobnie z powodu konieczności wygaszenia infekcji jaka panowała na oddziale). Moja mam też została ze szpitala wypisana. W piątek 17 marca, późnym wieczorem siedzącą na inwalidzkim wózku mamę do domu w Piastowie przywiozła karetka. Ułożyłem ją na przygotowanym wcześniej łóżku, a w pracy od poniedziałku  wziąłem 3 dni urlopu. W sobotę stan mamy był zły i kiedy zorientowałem się, że  infekcja, jaką zraziła się w szpitalu nie ,ustąpiła, wezwałem karetkę. Ratownicy przeczytali opis, podali mamie kroplówkę, polecili skontaktować się z lekarzem rodzinnym (z przychodni). Po południu w sobotę, do Piastowa przyjechała moja żona i wraz z nią (a także panią Krysią, która mamie od kilku miesięcy pomagała) zajmowaliśmy się mamą. Ok 1 w nocy podaliśmy jej ostatnie leki, nakarmiliśmy ją łyżeczką, którą też podawaliśmy jej wodę i położyliśmy się spać w drugim pokoju.

W niedzielę rano 19 marca, żona wstała do ubikacji i przy okazji zajrzała do mamy. Szybko wróciła jednak do naszego pokoju i obudziła mnie: Paweł „babcia” chyba umarła. Poszedłem szybko do pokoju mamy i przekonałem się, że mama nie żyje.

W poniedziałek załatwiłem wszystkie formalności związane z pogrzebem, a we wtorek wróciłem do pracy. Trzy dni urlopu, które w piatek wypisałem „na opiekę nad mamą” okazały się już niepotrzebne.

Tydzień po feralnym powrocie mamy ze szpitala, w Żyrardowie odbył się jej pogrzeb.

Niedługo po nim zmuszony byłem rozpocząć trwające dobrych kilka miesięcy porządkowanie spraw po mamie. W maju, po raz trzeci w ubiegłym roku z Francji przyjechała moja siostra i załatwiliśmy formalności spadkowe. Niestety porządkowanie, a właściwie uprzątnięcie domu po mamie spadło na mnie.

W ubiegłym roku już nie, w związku z koniecznością częstych odwiedzin u mamy, ale uprzątaniem tego co po niej zostało, nie wyjechałem na urlop. Owszem wziąłem na przełomie lipca i sierpnia dwutygodniowy urlop, jednak cały spędziliśmy w Piastowie przerzucając kilogramy nikomu do niczego niepotrzebnych starych rzeczy, wywożąc je na wysypisko itd. itd.  Pogoda była bardzo zmienna i niepewna.  Do Zielonki latem nie jeździliśmy w ogóle. W trakcie tego pełnego pracy urlopu odbyłem tylko 2 całodniowe wycieczki nad oddalony od Warszawy o 80 km Zalew Tatar (pod Rawą Mazowiecką).

Zalew Tatar blog2Tym razem, inaczej niż w poprzednim roku, kiedy to odwiedzaliśmy ten uroczy zakątek „południowego Mazowsza”, wspominaliśmy trzy wycieczki odbyte rok wcześniej, w trakcie których  zabieraliśmy ze sobą moją mamę. My wypożyczyliśmy kajak, a mama leżała na trawniku tuż nad wodą, na przenośnym łóżku, w cieniu brzóz i była wycieczkami zachwycona. Teraz najpierw braliśmy kajak i przez godzinę opływaliśmy to całkiem miłe jezioro, a później zabieraliśmy z samochodu koc i szliśmy na łączki, na które przed rokiem zabieraliśmy mamę. Takich wycieczek odbyłem latem 3 . Tę ostatnią już po właściwym urlopie.

Zalew Tatar 12bZ uwagi na opisane tutaj okoliczności, na blogu, w roku ubiegłym pokazałem na bieżąco tylko część moich świeżych zdobyczy. ”Modelikowo” mogę jednak rok 2017 uznać za nie do końca udany.

Co się w minionym roku udało?

Nie tylko dla mnie ale i dla innych kolekcjonerów modeli aut w skali 1:43, rok 2017 był drugim rokiem z rzędu, który nie upłynął pod znakiem „Kultowych Aut PRL”. Był to niestety rok, w którym nie ukazywała się żadna z serii gazetowych z modelikami aut w skali 1:43. Ja z „kultowego szaleństwa”ochłonąłem już kilka lat wcześniej i z dwóch różnych serii dokupiłem okazyjnie już tylko 2 modele, 2 zaś inne „odziedziczyłem” .

Zakupy 2017 0b

Modele „odziedziczone” to Trabant 601 kombi i żółty Fiat 126p z serii „Kultowe Auta PRL” Obydwa kupiłem kilka lat temu na prośbę mamy i obydwa stały cały czas u niej i przypominały jej prawdziwe auta jakimi moi rodzice kiedyś jeździli. Po śmierci mamy zabrałem je i włączyłem do mojej kolekcji.   Na przełomie stycznia i lutego udało mi się wykonać jedną z przeróbek, do której bardzo długo się przymierzałem. Do modelika-zabawki Burago zamontowałem gumowe koła z innego, kupionego za 2 zł na bazarze na Namysłowskiej modelika-zabawki i w ten sposób do kolekcji dołączył (prezentowany w albumie obok) Suzuki Vitara, który w jakimś pudle w pawlaczu przeleżał dobrych kilkanaście lat. W połowie lutego wygrałem na Allegro opisanego dopiero pod koniec października Opla Astrę J. W październiku też dokupiłem w Media Markt białego Opla Rekorda C z serii „Kultowe Auta PRL” (za całe 15 złotych).

287. Zdobycze 4

Pod koniec stycznia wygrałem na Allegro, przerobiłem i opisałem na blogu Dodge WC 63. Pozostałe pokazane tu modele pochodzą z giełd.

Chevroleta 3100 kupiłem w czerwcu, zaś Mercedesa i Fiata 1100 we wrześniu. Ten ostatni kosztował mnie całych 10 zł. Chevrolet zastąpi  modelik-zabawkę z napędem firmy Maisto, którą mam od wielu lat, a która jest w skali 1:45. Mercedesa mam zamiar przerobić na model 350 Mannheim. Mam już od lat właściwie taki sam model w kolekcji, ale ten ma inne (właściwe dla epoki) koła i z uwagi na to, że kosztował  25 zł postanowiłem dokupić, bo od lat „chodził mi po głowie” .

Zakupy 2017 2b

Na podobnej zasadzie na marcowej giełdzie kupiłem model, który też od lat w kolekcji mam. Lotus Esprit firmy Corgi po prostu urzekł mnie otwieranymi i chowanymi reflektorami. Na tej samej giełdzie kupiłem też jeden z ostatnich modeli na mojej „liście poszukiwanych” – Fiata 128. Forda Crown Victoria z serii „Kultowe Wozy Policyjne” oraz Bittera CD kupiłem na Allegro. Zaś na wrześniowej giełdzie wreszcie zdobyłem model, krtóry co prawda na „liście poszukiwanych” nie figurował, ale szukałem go od wielu wielu lat: Ford Sierra RS500, legenda wyścigów DTM z czasów kiedy pracowałem dla Forda w Niemczech. Szczególnie cieszą mnie czarny kolor, pomarańczowe napisy „Texaco”, numer startowy „7” i kierowca Klaus Ludwig, bo takie auto widziałem w 1988 roku w trakcie „dni otwartych” ośrodka badawczo rozwojowego Forda w Kolonii.

Większość zakupionych w ubiegłym roku modeli została pokazana kilka miesięcy temu w albumach (obok).

Jak już tu napisałem, rok 2017 nie był dla mojej kolekcji szczególnie udany, nie był to rok obfity. W kolekcji pojawiło się zaledwie 14 nowych modeli, a właściwie nawet mniej, o wiele, wiele mniej niż w poprzednich latach. Tak mało modeli kupiłem tylko w 1994 roku. Wydatki były też niższe niż w latach poprzednich. Kształtowały się na poziomie z roku 1995 i poziomu z roku 2016 nie osiągnęły. W całym roku zamknęły się kwotą 316 złotych, co zważywszy na realną wartość rynkową pokazanych tu modeli, jest kwotą naprawdę niewielką.

Kolekcja i tak jest już bardzo duża i w mieszkaniu naprawdę zaczyna brakować na nią miejsca. Dlatego też każdy zakup (podobnie jak i w latach poprzednich) powinien być dokładnie przemyślany.

Ale czy do końca tak było?

Pomimo naprawdę niewielkich zakupów, (bo tak naprawdę kupiłem nie 14, a 11 modeli), to i tak po trosze „zacząłem zjadać własny ogon” kupując 2 modele aut, które właściwie w kolekcji już od dawna mam (tylko w nieco innej wersji).

Co się ubiegłym roku nie udało?

W ostatnim roku znów relatywnie mało czasu spędzałem w moim „warsztacie”. Dokonywałem w nim tylko bieżących, doraźnych napraw i przeróbek. Nie udało mi się więc dokończyć rozpoczętych w poprzednich latach większych przeróbek. Nie udało się też zakończyć ciągnących się już latami przeróbek i napraw modeli „rozgrzebanych”. Nie będę ich tu jednak wymieniał, bo ich nazwy wymieniałem już w kilku moich poprzednich corocznych podsumowaniach.

Co prawda na samym początku roku, (kiedy problemy ze zdrowiem mamy udało się opanować) spędziłem w warsztacie trochę więcej czasu. Jednak w skali całego roku nie miałem zupełnie czasu na wizyty w moim „warsztacie”. Nie udało się zatem nawet rozpocząć żadnej z planowanej od kilku lat poważniejszych przeróbek. 

Mimo ponawiania prób i podchodów na giełdach i Allegro, nie udało się też w mijającym roku kupić więcej niż 1 model z mojej ”listy poszukiwanych”. 

Blogowi też poświęciłem mniej czasu niż w latach poprzednich i niestety nie udało mi się regularnie opisywać moich nowych zdobyczy. Właściwie opisałem tylko 2 nowe nabytki. 

Ale cóż, może i dobrze, że nie zajmowałem się zbytnio blogiem, bo za dwa tygodnie platforma Blog.pl zostanie zamknięta, a wszystko co tu widzicie nieodwołalnie zniknie z sieci.

Tym niemniej,  

JUŻ PO RAZ NAPRAWDĘ OSTATNI, 

PRAGNĘ NAPRAWDĘ SERDECZNIE I SZCZERZE PODZIĘKOWAĆ TYM WSZYSTKIM, KTÓRZY PRZEZ PONAD 11 LAT  ODWIEDZALI I WCIĄŻ ODWIEDZAJĄ MOJEGO BLOGA.

 pozdrawiam Artemis

9 myśli w temacie “288. Ubiegłoroczne zdobycze (2017)

  1. Panie Pawle- dzięki za te 11 lat, ja na bloga zaglądam mniej więcej od 6 lat. Szkoda, że taki koniec bloga w formie bloga, ale może Pan pomyśli o fanpage na facebooku typu ,,kolekcja Artemisa”, łatwo się zakłada, można pisać krótkie notki(fachowo posty), z kilkoma zdjęciami, jest to bezpłatne. Pewnie córka musiałaby dać Panu parę wskazówek, ale duch dawnego bloga dzięki temu nie umrze. To taka moja sugestia. Za co najbardziej ceniłem pana bloga?(wymienię w punktach) -Za fachowość w opisach, -Przeróbki robione dokładnie,-Kolekcja powiększana z ,,głową”,-Opowieści z życia wzięte typu praca w fso czy zakup telefonu iphone dla córki,-Barwny język i opisy godne humanisty, a nie inżyniera, który zamęcza czytelników danymi technicznymi,-Za rodziców, żonę i córkę, o których wspominał Pan we wpisach(widać, że rodzina jest dla Pana bardzo ważna),-Za ekonomię w zakupach i wygrane aukcje na allegro, -Za Opla Astrę II w skali 1:1(w rodzinie są takie 2, jedna benzyna z automatem, a drugi ,,klekot” w manualu), skoro inżynier z FSO takim jeździ to jednak auto technicznie warte uwagi. To chyba najważniejsze co mi przychodzi. Dzięki Panie Pawle za bloga. Wiem, że ciężko zaczynać od nowa, ale proszę pomyśleć o tym fanpagu na facebooku, krótsza forma, szybciej można wrzucić wpis, nawet za pomocą telefonu będąc na zakupach. Pozdrawiam, Paweł.

    Polubienie

    1. Witam i dziękuję za słowa uznania.
      Kolega z pracy własnie sugeruje mi opisane przez Pana rozwiązanie. Niestety nie mam konta na Facebuku i chyba będę musiał je założyć. Chciałbym jednak również przerzucić gdzieś to, co jest na tym blogu, bo czasem i ja korzystan ze starych wpisów, kiedy chcę coś sobie przypomnieć i ustalić, kiedy co się w moim życiu działo.
      Na razie skopiowałem wszystkie wpisy wraz ze zdjęciami w takim układzie jak na tym blogu. Ściągnę też zawartość bloga wg instrukcji podanj na Blog.pl. Nie mam jednak czasu zainteresować się, jak to wrzucić pod nowy adres na wordpress (jak to jest sugerowane). Tak zrobiła dużaczęść innych blogerów. Problem jednak w tym, że większość blogów z zakładki „znani blogerzy” to blogi profesjonalne, a nawet wręcz komercyjne i z tego, co się zorientowałem blogerzy nie robili tego sami, zrobili to znajomi bądź wynajęci informatycy. Dlatego trudno znaleźć w sieci receptę, jak to wkleić na nowy adres.
      Ja nie zamierzam nikogo wynajmować, ale spróbuję zrobić to sam.
      Na pewno trochę to potrwa, ale mam nadzieję, że jakoś się to uda.
      Nie będę ukrywał, że cała ta sprawa mnie wkurzyła i nie wiem, czy warto w ogóle prowadzić nowy blog, bo po całej tej historii straciłem zapał nie tylko do bloga ale i też do zbierania nowych modeli.
      Kolekcja liczy ok 800 modeli i co jeszcze można w niej pomieścić? To na co chorowałem, przeważnie mam od dawna, a bez tego co ewentualnie chciałbym mieć, na pewno nie umrę.
      Wszystko zabiera w mieszkaniu masę miejsca, a wiadomo obrastamy również w inne rzeczy.
      pozdrawiam

      Polubienie

    1. Wczoraj około północy ogarnąłem to wszystko. Już myślałem, a właściwie byłem przekonany, że będę musiał usunąć tę witrynę, aby uwolnić adres i odtworzyć go na koncie WordPress. (To dość rysykowana operacja) Ale dzięki komentarzom, które się przeniosły udało mi się uruchomić menu administracyjne tego bloga (w panelu statystyki) i witryna zostaje jak jest
      pozdrawiam

      Polubione przez 1 osoba

    2. Dużo pracy jest ze wstawianem zdjęć, które mają adres onetowy, a także z poprawianiem linków. Obiecałam sobie, że już nie będę zamieszczać w notkach linków, ponieważ strony zmieniają adres, albo są usuwane i moja notka staje się bezwartościowa – niezrozumiała. Sama dzisiaj nie wiem, do czego się odnosi.

      Polubienie

  2. Wczoraj około północy ogarnąłem to wszystko. Już myślałem, a właściwie byłem przekonany, że będę musiał usunąć tę witrynę, aby uwolnić adres i odtworzyć go na koncie WordPress. (To dość rysykowana operacja) Ale dzięki komentarzom, które się przeniosły udało mi się uruchomić menu administracyjne tego bloga (w panelu statystyki) i witryna zostaje jak jest
    pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s