137. Kultowe Auta PRL – GAZ M20 Pobieda

Tym razem było jak w przysłowiu „Nie przyszła góra do Mahometa, Mahomet przyszedł do góry”. Pobiedy nie kupiłem w kiosku, choć była dostępna naprawdę długo. Właściwie ją sobie odpuściłem i z całą pewnością nie byłbym jej posiadaczem gdyby nie ten blog.

Prawie miesiąc temu za pośrednictwem bloga otrzymałem taki oto e-mail:

„We wpisie na blogu o Tarpanie 237 wspomniał Pan o tym, że chciałby Pan mieć modelik Gaza M-20 „rozbitka”. Czy to jest jeszcze aktualne? Posiadam model takiego Gaza jeszcze w blistrze. Jedyny problem jaki w nim występuje to na tylnym, prawym błotniku jest mała skaza lakieru. Myślę, że dało by radę spolerować kawałkiem filcu. Wiem, że ma Pan mały budżet na modele więc cena jaką mogę zaoferować dla Pana to 15 zł. Jest to w pełni sprawny model oprócz tej małej skazy. Jeżeli jest Pan zainteresowany to mógłbym się pojawić na giełdzie 13 czerwca i wtedy dokonalibyśmy transakcji.”

Propozycja była naprawdę kusząca, do tego możliwość odebrania modelika na giełdzie, na którą jak zwykle się wybierałem. Niestety tego samego dnia, kiedy odebrałem e-mail zadzwoniła moja mama i zapytała czy nie odwiózł bym jej i ojca do Jastarni, gdzie od soboty 12 czerwca rodzice mieli wykupiony pobyt w sanatorium. Byłem trochę zaskoczony, bo podróż daleka, a rodziców zazwyczaj odwoziłem na dworzec. Tym razem, na dwa dni przed wyjazdem, rodzice nie mieli jednak ani biletów, ani planu podróży, więc się zgodziłem. W piątek przenocowałem u rodziców i w sobotę rano wyruszyliśmy w drogę. Z Warszawy nie pojechałem jednak trasą nr 7 na Gdańsk, a drogą nieco okrężną przez Płońsk, Sierpc, Brodnicę i Grudziądz (gdzie zjedliśmy „obiad” w restauracji McDonalds), a po przeprawieniu się na drugą stronę wezbranej mocno Wisły (właśnie przechodziła tamtędy druga fala powodziowa), wjechałem na niedawno otwarty odcinek autostrady A1. Z automatu pobrałem „bilet” i puściutką autostradą ruszyłem w kierunku Gdańska. Na początku byłem mocno zaskoczony. Przez kilkanaście kilometrów byłem na trasie sam, nikogo przede mną i nikogo za mną. W radiu nastawiłem cicho jakąś muzykę (chociaż na południowym Pomorzu nie jest to łatwe, bo jakby eter nie przeszukiwać, to zawsze jako pierwsze zgłosi się Radio Maryja) i pomykałem z rozsądną prędkością ok. 120 km/h.  Po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów musiałem się zatrzymać i uiścić opłatę za tę całą przyjemność, nie była ona jednak zbyt wygórowana (17,50 zł) i dalej prosto pojechałem już bezpłatną i wygodną obwodnicą Trójmiasta aż do Gdyni. Do Jastarni dojechałem na godz. 17. Rodzice mieli właściwie trzyosobowy pokój, w którym była wyposażona w pościel dodatkowa wersalka, dlatego w podróż powrotną wyruszyłem nie następnego dnia w niedzielę, ale w poniedziałek. I tak niedzielna giełda 13 czerwca mnie ominęła, miałem za to możliwość zwiedzenia piechotą Jastarni, Juraty (dwukrotnie), a także odbycia kilkunastokilometrowej przejażdżki rowerowej po półwyspie Hel.

W podróż powrotną ruszyłem tą samą trasą. Po drodze zatrzymałem się na dłużej w Grudziądzu. Zawsze gdy nadarzy się okazja, staram się zwiedzić jakiś ciekawy zakątek, w którym nigdy przedtem nie byłem. Przez Grudziądz przejeżdżałem dwukrotnie jednak miasta nie zwiedzałem. Tym razem pozostawiwszy samochód przed McDonalds’em poszedłem piechotą na starówkę. Miasto jest ciekawe, bardzo ładnie położone na wysokiej skarpie nad szeroko rozlaną Wisłą i zupełnie inne niż znane mi miasta Mazowsza. Spore wrażenie zrobiła na mnie biegnąca do wzgórza z ruinami zamku ulica Spichrzowa, na której spotkałem wycieczkę zagranicznych turystów.

Po powrocie skontaktowałem się z autorem e-maila panem Aleksandrem. Okazało się, że pan Aleksander mieszka na Ursynowie (w dość odległej ode mnie dzielnicy więc modelik odebrała koleżanka z pracy, która też mieszka na Ursynowie. Następnego dnia, kiedy w pracy zgłosiłem się do niej po modelik koleżanka Jola zrobiła mi psikusa. Kiedy stanąłem przy jej biurku Jola wyjęła z torebki maleńki modelik Maybaha w dwukrotnie mniejszej skali (1:87) i zapytała czy to jest to, co miała odebrać. Zbaraniałem zacząłem tłumaczyć , że to chyba jakaś pomyłka i byłem bardzo zawiedziony i zakłopotany. Po chwili koleżanka odezwała się „no co ty, wkręcamy cię” i po chwili w moich rękach wylądowała już właściwa Pobieda.

Modelik był w oryginalnym blistrze, obejrzałem go dość dokładnie i szczerze mówiąc byłem trochę zdziwiony, bo żadnej wady na prawym błotniku nie zauważyłem. Dopiero w domu po rozpakowaniu modelika z blistra okazało się, że rzeczywiście nad prawym tylnym błotnikiem jest skaza – zgrubienie lakieru. Jak pan Aleksander zauważył ją przez blister nie rozcinając go i nie wyjmując z niego modelika, pozostaje dla mnie tajemnicą.

137. GAZ 1

Po rozpakowaniu i dokładnym obejrzeniu modelika okazało się, że ma on jeszcze jedną drobną na pierwszy rzut oka wadę, a mianowicie cokół ze skrzydełkami pod tylną tablicą rejestracyjną odstaje od nadwozia. Rozkręciłem więc modelik, zdemontowałem tylny zderzak i próbowałem najpierw od środka wypchnąć na zewnątrz dolne bolce mocujące cokół, kiedy to się nie udało i tylko jeden bolec puścił, próbowałem dopchnąć cokół do nadwozia, ale „co nagle to po diable” i nie dość, że oporny prawy bolec ani drgnął, to jeszcze rozklepałem prawe skrzydełko i zaszła potrzeba oderwania cokołu od nadwozia i załatania wgniecenia w skrzydełku. Jednak ten element (cokół, podstawa tablicy rejestracyjnej i sama tablica) jest wykonany jako całość i do nadwozia mocowana jest nie na dwóch a na trzech bolcach. Bolec górny, ten pod tablicą rejestracyjną był dość mocno wklejony w nadwozie, zaszła więc potrzeba odcięcia od elementu tablicy rejestracyjnej i podzielenia całości na trzy części. Najpierw delikatnie odciąłem żyletka tablicę rejestracyjną, następnie przeciąłem maleńką płytę łączącą cokół z górnym bolcem i oderwałem cokół (jeden bolec wyszedł razem ze skrzydełkiem drugi się urwał). Następnie oskrobałem uszkodzone (wgniecione skrzydełko z farby i w miejscu wgniecenia przykleiłem drobniutkie kawałeczki czarnego plastiku (odcięte z wypływek z płytki podwozia). Kiedy śmigiełko wyschło dopiłowałem je, a właściwie oskrobałem nadając mu właściwy kształt nożykiem modelarskim i na koniec pomalowałem. (Na całe szczęście w puszce z farbkami miałem bardzo podobną do koloru Pobiedy farbkę, którą dość dawno temu kupiłem do jakiegoś innego modelika). Bolec dolny, który się urwał rozwierciłem i w jego miejsce dorobiłem nowy, korzystając z doświadczeń jakich dostarczyła mi naprawa opisywanej na tym blogu Fiesty. Kiedy zamontowałem cokół do nadwozia pozostało już tylko z powrotem przykleić tablicę rejestracyjną. Korzystając z okazji, że tablica była osobną płytką, zwęziłem ją odcinając po ok. 1,5 mm z jednej i z drugiej strony. Następnie przykleiłem tablicę do jej maleńkiej podstawki, ale ok. 1 mm niżej, niż była zamocowana pierwotnie. O ile sobie dobrze przypominam tablice rejestracyjne były w starych Warszawach „garbuskach” mocowane tuż nad cokołem, w którym była lampka oświetlająca numery.

Kilka dni później korzystając z doświadczeń zdobytych przy naprawie Pobiedy, taką samą operację zrobiłem w „kultowej Warszawie”  oto jej efekt:

137. GAZ 2

Próbowałem również usunąć wadę, o której pisał pan Aleksander. Kiedy usunałem garbik lakieru, okazało się, iż pod lakierem do powierzchni przykleił się drobny odprysk metalu. udało mi się go oderwać, jednak nie cały. Prowadzone dość pospiesznie próby zrobienia w tym miejscu zaprawki nie dały jednak pozytywnego rezultatu i właściwie to miejsce wygląda tak samo jak przed naprawą (też jest małe zgrubienie lakieru). Możliwe, że malując wyrwę powstałą po oderwaniu opiłka nałożyłem w nią zbyt dużo farby.

137. GAZ 3

Przedstawiony na zdjęciach modelik ma przerzucone całe podwozie i wkładkę wnętrza z „tytułowej” Warszawy, której zdjęcie stało się wizytówka tego bloga. Tak docelowo będzie wyglądać Pobieda, kiedy do Warszawy dorobię całkiem obłe nowe dekle kół. W trakcie naprawy i dopasowywania przedniej atrapy zrobiłem przymiarkę i zamiast atrapy Pobiedy zamontowałem w modeliku atrapę Warszawy. Jednak przeróbka Pobiedy na np. Warszawę 201 sanitarkę wymagałaby oprócz wymiany atrapy, domalowania listew bocznych na błotnikach, usunięcia z maski czerwonego znaczka M20 i wyżłobienia w tym miejscu znaczka FSO. Na takie zabawy nie mam na razie czasu i dlatego modelik pozostanie raczej Pobiedą, chociaż ciepły kremowy kolor nadwozia bardziej pasuje do późniejszej Warszawy 201, niż pierwszej zmontowanej w FSO M20, właściwie niczym nie różniącej się od Pobiedy.

Na koniec kilka słów o gazetce, którą do modelika dołączył pan Aleksander.

Gazetka o samochodzie GAZ M20 Pobieda jest naprawdę ciekawa. Zawiera  nie tylko wiele mało znanych faktów o historii powstawania tego dobrze znanego nam wszystkim auta, ale przede wszystkim obala długo krążącą wśród „znawców motoryzacji” obiegową opinię, a właściwie plotkę jakoby Pobieda była kopią (bliżej nieznanego) modelu Forda.

pozdrawiam

Reklamy

148 myśli w temacie “137. Kultowe Auta PRL – GAZ M20 Pobieda

  1. DZIEŃ DOBRY.MYŚLĘ, ZE WYDAWNICTWO SERII „KULTOWE AUTA PRL-u” JAK I JEJ ZAGRANICZNYCH ODPOWIEDNIKÓW JEDNOCZEŚNIE AKTUALIZUJE STRONY SWOICH KOLEKCJI.POZDRAWIAM.

    Polubienie

  2. DZIEŃ DOBRY.KIEDY SPRAWDZAŁEM JE (STRONY) POPRZEDNIM RAZEM RÓWNIEŻ BYŁO TAK SAMO. A PRZECIEŻ AKTUALNOŚCI SPRAWDZAM RAZ NA JAKIŚ CZAS. WIEC NA PEWNO MUSZĄ BYĆ WSZYSTKIE STRONY AKTUALIZOWANE „RAZEM”. POZDRAWIAM.

    Polubienie

  3. DOBRY WIECZÓR. WSZEDŁEM NA PAŃSKI PROFIL NA SERWISIE HOBBEO. OBEJRZAŁEM MODELIKI SIĘ TAM ZNAJDUJĄCE I MUSZĘ PRZYZNAĆ, ŻE BARDZO MI SIĘ TO SPODOBAŁO. MODELIKI TE ZAWARTE NA TEJ STRONIE MOIM ZDANIEM TWORZĄ W PEWNYM SENSIE MINI BLOG.POZDRAWIAM BARDZO SERDECZNIE.

    Polubienie

    1. WitajZ uwagi na to, że na tym blogu jest i tak obszerna galeria zdjęć, postanowiłem moje modele zwiazane z historią PRL umiescić wszystkie w jednym miejscu. Są tam modele z serii Kultowe Auta PRL, ale również kilka modeli radzieckich, Ursusy i Tatra 603, którą kupiłem dawno temu i na tym blogu jeszcze nie prezentowałem. Zbiory tych zdjęć dość dawno nie aktualizowałem. pozdrawiamP.S. Proszę już nie bić rekordów komentarzy pod wpisem. Jestem ostatnio dość zajety i nie mam możliwości odpowiadania na wszystkie. Poza tym w tak dużej liczbie trudno mi i innym połapać się na które pytania odpowiedziałem, na które nie, czy znaleźć swoje komentarze.

      Polubienie

  4. DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE KOMENTARZE pod tym wpisem I PROSZĘ O NIE UMIESZCZANIE KOLEJNYCH. Niestety ostatnio jestem dość zajęty i nie będę w stanie na większość z nich odpowiedzieć. Dla zainteresowanych miła wiadomość – kupiłem Tatrę 613, ale nie wiem kiedy ją opiszę. Proszę o cierpliwość i wyrozuumiałość. pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s